Ostatnie dyskusje:
  • Sheldon Richman: Libertarianizm – lewica, czy prawica?
        (Komentarzy: 87)   Ostatni: FatBantha w dniu 05/17/2012 21:24
  • Propaganda
        (Komentarzy: 4)   Ostatni: Rob w dniu 05/16/2012 10:47
  • Adam T. Witczak: Korwinizm – próba analizy zjawiska
        (Komentarzy: 19)   Ostatni: FatBantha w dniu 05/13/2012 20:40
  • więcej...

    Jakub Bożydar Wiśniewski: Dlaczego (obecna) strefa euro chyba jednak pęknie

    Odpowiedź twierdząca co do znacznego prawdopodobieństwa pęknięcia strefy euro w jej obecnym kształcie wynika z eliminacji wszystkich głównych alternatyw jako mniej prawdopodobnych.

    Jeśli długi świńskiej strefy zostaną zmonetyzowane, deficytowo-dłużna pokusa nadużycia zostanie usztywniona, a wynikająca z niej monetarna tragedia wspólnoty jeszcze ściślej zinstytucjonalizowana. Innymi słowy, tymczasowe „zażegnanie” obecnego kryzysu długu przygotuje jedynie grunt pod nadejście kryzysu jeszcze głębszego i szerszego, a obietnice zaostrzenia dyscypliny fiskalnej i budżetowej wewnątrz UE okażą się bezsilnym pustosłowiem. Zwieńczeniem serii tego rodzaju kryzysów musiałoby być otwarte bankructwo strefy euro, bankructwo nie wprost (hiperinflacja), lub usunięcie ze strefy euro grupy świńskiej, a następnie bankructwo tejże.

    Przeczytaj całość »

    Adam T. Witczak: Na copyrightowych bezdrożach

    Jak donosi portal interia.pl (w ślad za „Rzeczpospolitą”): Polska wciąż nie dostosowała przepisów do unijnych regulacji, zgodnie z którymi za każdą wypożyczoną z biblioteki książkę jej autorowi należy się honorarium. (…) Niekoniecznie musi to oznaczać, że po wdrożeniu unijnych regulacji każdy, kto wypożyczy książkę, będzie musiał za nią płacić. Ten ciężar może wziąć na siebie budżet państwa lub samorządy.

    Cóż za pocieszająca informacja! Całe szczęście, że zawartość budżetu państwowego lub samorządowego nie ma nic wspólnego z naszymi prywatnymi kieszeniami!
    Przeczytaj całość »

    Filip Paszko: Gra o sumie zerowej?

    Nie będę wam pisał, dlaczego ACTA popierać nie powinniście. Możecie o tym przeczytać na setkach, jak nie tysiącach stron w internecie. Możecie posłuchać o tym w dziesiątkach audycji w radio internetowym, internetowej telewizji, na youtube. Część z was pewnie wie, że tu nie chodzi tylko o polski internet i megavideo. Rzecz jest dużo poważniejsza i konsekwencje z jej wprowadzenia będą straszniejsze, niż większość internautów rozpatruje. Ale nie to jest najważniejsze; jakie powody by internautami nie powodowały, czy byłaby to chęć ściągania z netu muzyki, oglądania filmów, czy jakikolwiek inny powód, uważam go za dobry. Nie, nie jestem deontologiem, nie uważam, by cel usprawiedliwiał zastosowane środki. Uważam jednak, że to, co różni anonimowi ludzie robili wobec władz za w gruncie rzeczy pozytywne i niegroźne*. Jeszcze raz: nie interesują mnie powody, dla których sprzeciwiacie się ACTA. Jeśli to robicie, to prędzej, czy później będziecie musieli swoich pozycji bronić. Nie interesują mnie powody, dla których każdy jeden poseł w sejmie jest teraz przeciwko ACTA. Nie obchodzi mnie, dlaczego Tusk jest przeciwko ACTA. W ogóle nie zamierzam się tutaj ACTA zajmować. Przez ostatnich kilka tygodni o informacje o ACTA mogliście się potknąć i przewrócić. Co nie zmienia faktu, że moja cegiełka będzie tematycznie zbliżona.
    Opublikowano w: Filip Paszko.
    10 komentarzy »

    Jakub Bożydar Wiśniewski: Krótka seria pytań i odpowiedzi na temat pieniądza, bankowości i „Wielkiej Recesji“

    Pytanie: Dlaczego państwa i ich klienci w sektorze bankowym domagają się kontroli nad podażą pieniądza?

    Odpowiedź: Ponieważ umożliwia im to:
    1. Uprawianie inflacyjnej redystrybucji (pozaustawowego opodatkowywania) siły nabywczej pieniądza w swoim
    kierunku.
    2. Monetyzowanie (inflacyjne spłacanie) swoich długów.
    3. Tworzenie kredytu ex nihilo i branie od niego procentu.
    4. Wdmuchiwanie podatników w wyższe stawki podatkowe poprzez zwiększanie ich nominalnych (ale nie
    realnych) dochodów.
    Przeczytaj całość »

    Karol Korczak: Konserwatywne „tak” dla aborcji

    Kwestia delegalizacji aborcji rozpala umysły polityków polskiej prawicy. Widzą oni w całkowitym zakazie wykonywania tego zabiegu odwrót od „cywilizacji śmierci”, zwrócenie się w stronę życia, rozwoju, wsparcia dla rodzin. Co zakaz aborcji przynosi społeczeństwu? Czy jest on potrzebny duchowieństwu do tego, aby mogło stać na straży moralności? Czy potrzebny jest mężczyznom płodzącym nieślubne dzieci, aby móc stanowić dla nich bodziec motywujący ku założeniu rodziny? Wreszcie, czy jest potrzebny samym kobietom, którym ma wskazywać zasady moralne, wytyczać granice emancypacji? Sądzę, że tak nie jest. Zakaz aborcji w istocie demoralizuje społeczeństwo.
    Przeczytaj całość »

    Paweł Sikora: Tezy o Marksie. Z punktu widzenia libertarianizmu.

    1.

    Głównym brakiem wszelkiej dotychczasowej myśli lewicowej – nie wyłączając marksowskiej – jest to, że rzeczywistość społeczną ujmuje ona w formie wspólnotowej, gdzie poszczególne elementy owej zbiorowości występują (co najwyżej) drugoplanowo. Takie pojmowanie społeczności jako organizmu skutkowało tym, iż wszelkie formy emancypacji odnoszą się do człowieka w ogóle lub do ludzkości jako takiej i dopiero wtedy dotyczą indywiduum. W takim ujęciu jednostka z góry jest marginalizowana, albowiem jej podmiotowość rzekomo rodzi się dopiero w zbiorowości, czy też sprowadza się do siatki relacji społecznych lub też realizuje plan „powrotu do siebie” z płaszczyzny egoistycznej na właściwą, społeczną. To sprawiło, że stronę indywidualną w filozofii polityki, w przeciwieństwie do lewicy, rozwijał klasyczny liberalizm czy konserwatyzm – jednak tylko w sposób abstrakcyjny, ponieważ konserwatyzm, rzecz jasna, nie zna rzeczywistej jednostki, bo rozumie ją również jedynie w ramach zbiorowości („narodu”, „rasy”, czy „cywilizacji”). Marksowi chodzi o człowieka i jego świat, samej jednak obecności człowieka w nim nie ujmuje on jako obecności jednostek, które wytwarzają relacje społeczne, tylko jakby relacje te w swej dialektyce dziejowej funkcjonowały ponad i poza jednostkowym działaniem indywiduum w świecie. W tym również sensie stawia Hegla na głowie, bo nie zauważa istotnej roli subiektywności podmiotu ludzkiego względem obiektywnej podmiotowości Ducha. W swojej wczesnej filozofii Marks rozpatruje przeto tylko teoretyczną stronę człowieka jako prawdziwie ludzką, podczas gdy praktyka ujawnia się źródłowo w każdorazowym działaniu pojedynczego „Ja”, zaś wszelkie sposoby przejawiania się różnorakich relacji w świecie ludzkim są pochodną od działalności subiektum. Dlatego też jego rozumienie działalności praktyczno-krytycznej jest z góry osadzone na poziomie abstraktu a nie konkretu.

    Przeczytaj całość »

    Bartek Dziewa „Oburzające czy śmieszne?”

    Porozumienie 15 Października opublikowało w internecie List do Premiera i Prezydenta ze swoimi postulatami, do którego głównych zalet (pomijając zamieszczenie sensownych postulatów w ilości pozwalającej zliczyć się na jednej ręce pozbawionej kilku palców) należy ewentualne zmarnowanie czasu adresatów i obrażenie ich „majestatu” rażącymi błędami ortograficznymi.

    Już sam wstęp, w którym czytamy, że „Oburzonym” nie podoba się między innymi to, iż „prywatyzowane są polskie banki, zakłady pracy i najważniejsze sektory gospodarcze”, sugeruje nam, że mamy do czynienia z kolejną grupą socjalistów protestujących przeciw mainstreamowej polityce, którzy, świadomie lub nie, jako lekarstwo zalecają nasilenie niektórych jej aspektów lub powrót do rozwiązań, które już miały okazję się nie sprawdzić. Pod koniec tego wstępu, autorzy listu deklarują pełne poparcie dla manifestu hiszpańskiego ruchu 15 Maja, po czym przystępują do przytoczenia go w całości. Pozwolę sobie zacytować i skomentować wybrane, najciekawsze postulaty tego ruchu (pod którymi polscy „Oburzeni” się podpisują) oraz autorskie postulaty polskich „Oburzonych”. Forma i treść komentowanego przeze mnie listu wymusza na czytelniku potraktowanie go z lekkim przymrużeniem oka – taka też będzie moja polemika. Zaznaczam jednak, że jedno ze swoich oczu pozostawiłem otwarte.
    Przeczytaj całość »

    Filip „FatBantha” Wysocki „W obronie suwerenności właściciela, czyli wolny rynek kontra libertarianizm.”

    Od pewnego już czasu wśród polskich libertarian, głównie tych zgromadzonych wokół Forum Libertarian oraz portalu Liberalis, panuje napięta atmosfera. Oto bowiem wydaje się, że u części użytkowników wyżej wymienionego zakątka wolnościowego światka, erozji ulega wiara w podstawy libertarianizmu, jakimi niewątpliwie są samoposiadanie i aksjomat nieagresji, a wyostrzone i zaakcentowane są inne, znacznie późniejsze logicznie jego elementy, takie jak prawo własności i wolny rynek. Nawet jeśli osobnicy owi, określani ostatnio mianem hardcore propertarian, nie odrzucają wyżej wspomnianych podstaw, to z całą pewnością inaczej je interpretują, czym powodują niemiły rozdźwięk, żeby nie powiedzieć zgrzyt, zwłaszcza w forumowych rozważaniach dotyczących np. problemów prawodawstwa i dopuszczalnych posunięć jednostek, będących właścicielami jakichś ziem w anarchokapitalistycznej nibylandii, burząc jednomyślność i wprowadzając uporczywy dwugłos w towarzystwie.

    Niniejszy tekst ma zatem na celu kilka rzeczy. Pierwszą z nich jest umożliwienie jakiejkolwiek sensownej krytyki, poprzez zaprezentowanie stanowiska „hardkorów”. Wprawdzie wulgaryzacja stanowi o sile idei, a ja powiedziałbym nawet, że każda wielka idea swój początek bierze od czegoś powszechnego i prostego, lecz z drugiej strony, nie przesadzajmy: nie możemy wiecznie rozmawiać o hp przez pryzmat wizji gościa zabunkrowanego ze strzelbą na swym polu, heroicznie broniącego swoich praw i ziemniaków przed niczego niespodziewającymi się intruzami. Drugą sprawą jest krytyka samego libertarianizmu z pozycji wolnorynkowych, leseferystycznych i indywidualistycznych, czyli tych, na których zasadza się hardcore propertarianizm. Ostatnią natomiast, przedstawienie genezy tego stanowiska, łącznie ze wskazaniem potencjalnych „winnych” całego zamieszania.
    Przeczytaj całość »

    Jakub Bożydar Wiśniewski: Monetarna wojna państwa z rynkiem

    W świetle trwającego kryzysu gospodarki amerykańskiej i rozwijającej się monetarnej „tragedii wspólnoty” strefy euro, niezaskakująca była decyzja inwestorów, by uciec do bezpiecznej przystani oferowanej przez szwajcarskiego franka. Wynikłe z tej decyzji umocnienie się szwajcarskiej waluty nie tylko dało inwestorom (przynajmniej chwilowe) wytchnienie od „reżimowej niepewności” wytworzonej przez światowe rządy i ich banki centralne, ale też zwiększyło siłę nabywczą (a więc i stan posiadania) wszystkich właścicieli franka, zwłaszcza osób o stałym dochodzie, takich jak emeryci, nauczyciele czy pracownicy najemni.
    Przeczytaj całość »

    Krzysztof Śledziński: Paradoksy samoposiadania, czyli dlaczego propertarianie są za masowymi mordami

    Wszystkie misie polarne wiedzą, że libertarianizm własnościowy, czasem zwany propertarianizmem, opiera się na wyraźnie osadzonych w rzeczywistości (nieszczególnie), bezsprzecznych (że jak?) i jakże jasnych (łohoho) aksjomatach, z których na pierwszy plan wysuwa się samoposiadanie. Założenie to głosi, że każdy człowiek jest właścicielem swojego ciała czy też ogólnie samego siebie, tj. że to on może być jedynym dysponentem dobra, jakim jest jego ciało. Nikt inny poza nim nie może podjąć decyzji, żeby skosić trawnik czy podlać kwiatki. Ujmując słowami bardziej adekwatnymi dla poruszanej kwestii, założenie to jest potrzebne w korpusie poglądów propertariańskich jako uzasadnienie instytucji własności. Paru dość łebskich propertarian zauważyło bowiem, że nie będą mogli prowadzić agitki na rzecz ostoi ludzkiej cywilizacji – prawa własności – jeśli nie uda im się oprzeć własności na filozoficznie spójnym fundamencie. Fundamentem tym jest samoposiadanie. Tekst ten nie jest więc przeznaczony dla tych, którzy samoposiadanie odrzucają; niemniej jednak również oni będą musieli, jeśli są propertarianami, odpowiedzieć na pytanie: skąd bierze się własność? Ale do rzeczy.
    Przeczytaj całość »

    Przemysław Szalk: O bezpieczeństwie słów kilka

    Od kilku dni jesteśmy świadkami zamieszek bezwzględnie przetaczających się przez ulice Londynu, zmiatających po drodze wszystko co tylko da się rozkruszyć bejsbolowym kijem albo unieść na plecach. Pod naporem rwącego potoku młodych Europejczyków – tolerancyjnych, nowoczesnych ludzi w kapturach i słuchawkach Apple w uszach – natychmiastowej dewastacji ulegają wystawy sklepowe, samochody lądują na dachach (na razie własnych), a kosze na śmieci stają w płomieniach. Praworządni obywatele, zdając sobie sprawę z beznadziei własnego położenia, co sił w nogach uciekają do bezpieczniejszych dzielnic. Sytuacja ta utrzymuje się od paru dobrych dni i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała zostać zażegnana. Pytanie, które mimowolnie się tutaj nasuwa brzmi – „Gdzie jest policja?”
    Przeczytaj całość »

    Randall G. Holcombe: Własność wspólna w anarchokapitalizmie

    Rozważania na temat natury anarchokapitalizmu przebiegały zwykle przy założeniu, że wszelka własność w anarchokapitalizmie będzie pozostawać w rękach prywatnych. Literatura wyjaśnia, jak międzyosobowe umowy mogą zastąpić wszystkie funkcje, jakie spełnia państwo; autorzy tacy, jak Rothbard (1973), Friedman (1989) czy Benson (1990) bardzo przekonująco argumentują, że takie umowy znacznie lepiej niż rząd wypełnią zadania produkcji wszystkiego, na co rząd ma wyłączność – poczynając od zapewniania usług policyjnych przez drogi oraz prawo i sądy na wojskowości kończąc. Prace te zaakceptowane tutaj będą bez żadnego dowodu; artykuł ten ma na celu przyjrzenie się wyłącznie jednemu aspektowi społeczeństwa anarchokapitalistycznego: istnieniu własności wspólnej. Sądzimy, iż założenie, że każda własność pozostawać będzie w rękach prywatnych, jest nieuprawnione, ponieważ wszelka własność może być posiadana wspólnie, co przedstawimy poniżej; co więcej, libertariańska etyka nie pozwala na zawłaszczenie własności wspólnej. W skrócie, artykuł ten opisuje źródła własności wspólnej w anarchokapitalizmie.
    Przeczytaj całość »

    Jakub Bożydar Wiśniewski: Kryzys a systemy emerytalne

    Lekcja, jakiej udziela nam kryzys finansowy ostatnich kilku lat, jest zasadniczo powtórką z materiału od dawna już dostępnego, lecz w znacznej mierze nieszczęśliwie zlekceważonego bądź zapomnianego. Myślę tu oczywiście o materiale opartym na dorobku wczesno dwudziestowiecznych przedstawicieli Szkoły Austriackiej – materiale wykazującym, że jeśli ceny mają być skutecznym drogowskazem dla działań producentów, konsumentów i przedsiębiorców, muszą być one swobodnie kształtującymi się na rynku stosunkami wymiany. Innymi słowy, jak długo ich powstawanie nie jest wynikiem bezustannego stykania i ścierania się ze sobą indywidualnych skal preferencji uczestników rynku, tak długo nie są one w stanie służyć rachunkowi ekonomicznemu oraz szybkiemu komunikowaniu stosownych informacji, a w rezultacie racjonalnemu wykorzystywaniu zasobów gospodarczych.
    Przeczytaj całość »

    Tagi:

    Adam T. Witczak: Szalony świat własności intelektualnej

    Aprobata dla systemu prawa autorskiego i patentów nie jest wcale sprawą oczywistą, co więcej – coraz bardziej rosną w siłę ruchy, które można zbiorczo określić mianem „infoanarchistycznych”, a które negują zasadność panujących regulacji. Poniżej opiszę w bardzo krótki sposób zjawisko walki z reżymem „własności intelektualnej”, zainteresowanych odsyłam do materiałów internetowych, których adresy pozwolę sobie zamieścić na końcu.
    Koncepcję „prawa autorskiego” i w ogólności tzw. „własności intelektualnej” krytykuje się na wiele sposobów – robią to zarówno zwolennicy wolnego rynku, jak i np. lewicowcy (socjaliści, anarchiści). Stosowane są argumenty ekonomiczne, prawnicze, etyczne, wreszcie – praktyczne, odnoszące się do wygody konsumentów i trudności z egzekwowaniem praw w epoce, w której wszelkie dane mogą być de facto cyframi.
    Przeczytaj całość »

    Tagi:

    Adam T. Witczak: Korwinizm – próba analizy zjawiska

    Tekst niniejszy nie rości sobie pretensji do bycia profesjonalnym opracowaniem naukowym, stąd też nie zawiera przypisów, a niektóre z cytatów przytaczane są z pamięci. Jest to raczej luźne, publicystyczne ujęcie tematu, zainspirowane niektórymi dyskusjami toczonymi w kręgach prawicowych, narodowych i konserwatywnych. Czasami można bowiem usłyszeć, że Janusz Korwin-Mikke jest „libertarianinem”, okazjonalnie nawet on sam siebie tak określał, twierdząc przy tym jednocześnie, że libertarianizm to nic innego, jak „klasyczny”, „dawny” lub „stary” liberalizm, których musiał zmienić nazwę, ponieważ pierwotną zawłaszczyli amerykańscy demokraci i inni „socjaliści”. Oczywiście Korwin-Mikke nie jest libertarianinem, a przynajmniej nie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Słowa tego nie wymyślono bowiem na określenie najogólniej pojętego „radykalnego wolnorynkizmu”, ale po to, by nazwać w ten sposób całą filozofię polityczną, której celem jest budowa ustroju opartego o odrębny system etyczny, wywiedziony nieomal tylko z praw własności prywatnej i aksjomatu nieagresji. Czym natomiast jest „korwinizm” – czyli zespół poglądów głoszonych (jawnie od ponad dwóch dekad) przez p. Janusza i powtarzanych (czasami w zwulgaryzowanej formie) przez jego zwolenników, by nie rzec – wyznawców? Nie jest moim celem ocena tego zjawiska, chciałbym jedynie – na podstawie kilkunastoletniej lektury „Najwyższego Czasu!” i innych źródeł wypowiedzi JKM – podsumować korwinizm i wyróżnić jego elementy składowe.
    Przeczytaj całość »

    Tagi: