Wytwórnie płytowe są okradane. I to potwornie, przez tysiące ludzi. Nie, nikt nie wynosi płyt z magazynów. Nikt też nie włamuje się na konta wytwórni i nie przelewa pieniędzy na Kajmany. Ta „kradzież” polega na tym, że ściąga się muzykę z sieci. Biedne wytwórnie strasznie na tym cierpią. W jednej chwili mają piosenkę, a w drugiej już ktoś ją kradnie i piosenka znika… Nie, chwileczkę, nie znika. Dalej jest na płycie. To jaka to kradzież?
Jeżeli spodziewacie sie po tym wstępie tekstu o własności intelektualnej (sic!), to niestety muszę Was rozczarować. Nie chcę wyważać otwartych drzwi. Dużo lepiej ode mnie zrobił to już Mateusz Machaj w artykule „O własności intelektualnej”. Poglądy wyrażone w tym tekście niemalże dokładnie odzwierciedlają moje własne. Ogólnie rzecz biorąc „własność intelektualna” nie ma nic wspólnego z własnością i jest wyłącznie monopolem.
Mój wpis chcę poświęcić opisaniu „trudnej” sytuacji producentów płyt i pokazaniu, że 45 złotych, to wcale nie jest „ludzka cena”.
Ile kosztuje wyprodukowanie płyty? 30 złotych? 25? Rzućmy okiem ile by to kosztowało nikomu nieznany zespół, jeżeli by chciał wydać swoje piosenki.
Na początek oczywiście zespół musi mieć materiał. Pomijam w tym momencie koszt czasu, który artyści spędzili tworząc tekst i muzykę. Z gotowymi utworami idą na poszukiwanie studia nagrań. W końcu znajdują takowe i dostają wyliczenie:
Ilość sesji nagraniowych: 16 (jesteśmy optymistami i zakładamy, że jedna piosenka, to jedna sesja)
Koszt jednej sesji: 240 PLN
Wypożyczenie perkusji na sesję: 100 PLN
Mix utworu w wysokiej jakości: 400 PLN / utwór
Koszt nagrania całego materiału: 11 840 PLN
Nasi muzycy mają już nagrany materiał i teraz chcieliby uzyskać pachnące nowością, profesjonalne płyty CD, żeby móc rozdawać znajomym i oczywiście sprzedawać na koncertach. Nogi niosą ich więc do najbliższej firmy nagraniowej. Tam dostają poniższy kosztorys:
Ilość płyt: 5000
Tłoczenie płyt z nadrukiem czterokolorowym: 1,30 PLN / płytę
Pudełka wraz z książeczkami (16 stron, full kolor, śliski papier): 2,40 PLN / płytę
Koszt wytworzenia profesjonalnie wydanych płyt: 18500 PLN
Zobaczmy ile zapłacił nasz zespół:
Nagranie: 11840 PLN
Wydanie płyt: 18500 PLN
Razem: 30340 PLN
Koszt jednej płyty: 6,07 PLN
Troszkę ponad 6 złotych. OK, ja rozumiem, że dochodzą różne koszty: grafika, obsługa całej produkcji, marketing, sprzedaż. Ale chyba nikt nie powie, że wynoszą one więcej niż 10 złotych od płyty. Dodatkowo pamiętajmy, że dużym wytwórniom łatwiej negocjować ceny produkcji muzycznej i wytłaczania płyt. Jeżeli człowieka z ulicy kosztowałoby to 6 złotych, to ile płacą giganci na tym rynku?
Ktoś spyta, a gdzie zysk artysty? Spokojnie, zaraz do tego dojdę. Oczywiście płyta jest rodzajem promocji artysty, ale nikomu nie bronię zarabiać w sposób jaki uzna za stosowny, pod warunkiem, że nie ogranicza czyjejś wolności. Dochody artystów ze sprzedaży płyt są tajemnicą handlową, ale przyjmuje się, że gwiazdy dostają w granicach 3 złotych od płyty.
Załóżmy więc, że cały, calusieńki koszt produkcji płyty, razem z promocją, sprzedażą, zyskiem artysty, to w granicach 25 złotych. To i tak suma zawyżona, bo artyści zarabiają na płytach sprzedawanych za 15 złotych, a nawet mniej (decyduje nakład).
25 złotych… Hmmmm… Jeżeli 45 PLN, to jest „ludzka cena”, to 25 musi być ceną… nie wiem… zwierzęcą?
Ciekawe co się dzieje z tą różnicą? 20 złotych razy 5000 płyt, to daje w sumie 100 tys. PLN. Mnożąc to razy kilkuset wykonawców otrzymujemy ładny kawałek grosza. Ale jest to przecież tylko niewielkie zadośćuczynienie jakie dostają biedne, „okradane” wytwórnie płytowe.
***
Tekst ten dosyć długo leżał w szufladzie. Do jego zamieszczenia zdopingowała mnie dzisiejszy artykuł z wypowiedzią Tymona Tymańskiego. Artysta ten chce udostępnić wszystkie swoje utwory za darmo w sieci. Uważa też, że „Polskie płyty powinny kosztować maksymalnie 15-20 złotych.”. I jeszcze jedna wypowiedź: „Udostępnienie tych plików [z muzyką] za darmo jest uczciwsze niż pieprzenie o piractwie”. Trudno się z nim nie zgodzić.
Artur Stępkowski
===================
Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Zapiski Wolnościowego Antyklerykała
Autor artykułu prowadzi bloga Zapiski Wolnościowego Antyklerykała