Krzysztof Śledziński „Prekarium”

Żyjemy w średniowieczu. Feudalizm, nieodłączny element tej rzekomo dawno minionej epoki, w swojej zmodyfikowanej wersji, czyli kapitalizmie państwowym, panuje niepodzielnie – oparł się nawet Rewolucji Przemysłowej, Rewolucji Informatycznej i gigantycznemu wzrostowi gospodarczemu. Nie mogę się więc zgodzić z Jacquesem le Goffem, iż epoka feudalizmu zakończyła się w wieku XIX. Ona jeszcze nie przeminęła. Trwa nadal, ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, żeby miała zostać zastąpiona przez jakiś inny system. Możemy od razu zadać pytanie: czy to dobrze, czy źle (przepraszam jednocześnie Waltera Blocka za wartościowanie)? Czy powinniśmy się cieszyć z takiego biegu rzeczy, czy raczej dążyć do zmiany stanu zastanego? Odpowiedź wydaje się jasna: na przekór konserwatystom twierdzę, iż status quo jak najbardziej nie jest stanem pożądanym. Czego jednak należy pożądać? Nadal obowiązującym systemem jest niewolnictwo, tym razem zawoalowane, dalekie od tego, czego człowiek doświadczał w poprzednich epokach historycznych, lecz, parafrazujac Franka Chodorova, niewolnictwo jest niewolnictwem, i żadna ilość słów nie jest w stanie tego zmienić. Jeśli uznamy z jednej strony wolność, a z drugiej niewolę jako punkty skrajne pewnego kontinuum, to dojdziemy do wniosku, iż tak naprawdę średniowiecze niewiele różniło się od czasów nam współczesnym. Gdy zauważymy jakieś odmienności, będą one w części wypadków na korzyść panującego obecnie kapitalizmu państwowego, pomimo niechęci, jaką powinniśmy go darzyć, w innych zaś przewagę będzie miało średniowiecze. Franz Oppenheimer zwykł mówić, że kapitalizm jako system wyzysku klasowego był bezpośrednim sukcersorem feudalizmu. Czy miał rację?

Jakie są zatem punkty wspólne pomiędzy feudalizmem a kapitalizmem państwowym? Po pierwsze struktura społeczeństwa dziś jest prawie idealnym odzwierciedleniem tej średniowiecznej: 1%, który stanowią najbogatsi – państwowcy i, co ważniejsze, lobbyści (używając terminologii Sama Konkina: nadpaństwowcy) – jest odpowiednikiem władcy (monarchy) i jego najbliższego otoczenia (które, wbrew powszechnemu mniemaniu, miało ogromny wpływ na prowadzenie polityki tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej), czyli najwyższych urzędników i rady królewskiej; 9% – to ci, którzy korzystają na istnieniu państwa w nie mniejszym stopniu niż opisany wyżej 1% – jest to klasa średnia państwowców, nie mająca takich pokładów energii i przedsiębiorczości, żeby przebić się do elity, będąca ekwiwalentem szlachty, tj. posiadaczy ziemskich; wreszcie pozostałe 90% – klasa wyzyskiwana, „niewolnicy”, a dawniej: chłopi i w znacznej mierze mieszczaństwo. Co więcej, ta ostatnia grupa społeczna trzymana jest za „zasłoną niewiedzy” przez klasy znajdująca się wyżej na drabinie. Sprzyja to alienacji poszczególnych klas i tworzeniu się swoistej nadbudowy, „zaprojektowanej w ten sposób, aby legitymizowała władzę klasową[i].

Po drugie, w obu systemach występuje tzw. triple helix (potrójna spirala). Feudalizm spajało porozumienie władców, szlachty (feudałów, wielkich posiadaczy ziemskich, magnatów) i Kościoła, kapitalizm zaś: polityków, wielkiego biznesu i intelektualistów. Każda z tych grup korzysta na działalności pozostałych, gdyż dobrze zdaje sobie sprawę, iż może utrzymywać swoją pozycję tylko w sytuacji, gdy status quo pozostanie niezmieniony. Bez owego porozumienia żaden z tych systemów nie mógłby istnieć.

Po trzecie, podział społeczeństwa jest zawsze zalegalizowany, tj. znajduje odzwierciedlenie w obowiązującym systemie prawnym, bez znaczenia czy jest to prawo zwyczajowe (występujące w dużej mierze w średniowieczu), czy stanowione (będące podstawą w kapitalizmie państwowym). Tak w wiekach średnich, jak i dziś mamy do czynienia z rozróżnieniem na stany uprzywilejowane (dawniej: szlachta i duchowieństwo; obecnie: państwowcy i nadpaństwowcy) i nieuprzywilejowane (dawniej: mieszczaństwo i, przede wszystkim, stanowiące większość społeczeństwa chłopstwo; obecnie: serfs, czyli reszta populacji).

Po czwarte wreszcie, można zauważyć pewną paralelę pomiędzy prawem własności w feudalizmie i w kapitalizmie. Mianowicie, owa zbieżność występuje w charakterze praw własności (własność podzielona) i sposobie ich nabywania (umowa, w której strony nie mają takich samych praw). O tym właśnie będzie traktować ten esej.

Feudalizm jest to, używając definicji Marca Blocha, system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika[ii]. System ten jest więc nierozerwalnie połączony ze społeczeństwem klasowym, w którym to klasy posiadają różne prawa, przywileje i obowiązki. Jest to węższa definicja tego terminu. Szersza z kolei głosi, iż feudalizm to ustrój gospodarczy oparty o podzieloną własność ziemską. „[W] ramach stosunku lennego występował podział własności lenna między nadającego ziemie w lenno seniora, który zachowywał własność ziemską (dominium directum, eminens) ziemi, i wasala-lennika, który otrzymywał własność podleglą, czyli użytkową (dominium utile). Mógł także w pewnych systemach wykształcić się, charakterystyczny dla stosunków własności podzielonej, podział naprawo do ziemi między właścicielami ziemskimi a bezpośrednimi jej użytkownikami – chłopami[iii] . Obie te definicje są poprawne, a w pracy tej postaram się udowodnić, że (węższa w całej rozciągłości, szersza – z pewnimi modyfikacjami dotyczącymi podmiotów stosunków gospodarczych) można je zastosować do obecnie funkcjonującego systemu, tj. kapitalizmu państwowego.

Kapitalizm państwowy możemy zdefiniować jako system gospodarczy odznaczający się daleko idącą interwencją państwa, mającą na celu chronienie interesów wielkiego biznesu. Model ten należy oddzielić od kapitalizmu laissez-faire, który, żartobliwie ujmując, różni się tym od kapitalizm państwowego, co krzesło od krzesła elektrycznego. Oddajmy głos Murrayowi Rothbardowi: „Różnicą pomiędzy kapitalizmem wolnorynkowym a kapitalizmem państwowym jest różnica dokładnie między pokojową, dobrowolną wymianą z jednej strony, a wyzyskiem z drugiej[iv]. Co więcej, Kevin Carson pisze: „Kapitalizm, wyrastający, jako nowy typ społeczeństwa klasowego, bezpośrednio z poprzedniego społeczeństwa klasowego ze średniowiecza, powstał na akcie rabunku tak ogromnym jak poprzedni, feudalny podbój ziemi. Jest on utrzymywany aż po dziś dzień dzięki ciągłej interwencji państwa mającej na celu chronienie tego systemu przywilejów, bez którego jego przetrwanie jest niewyobrażalne. Obecna struktura własności kapitału i organizacji produkcji w naszej tak zwanej „rynkowej” ekonomii, stanowi odbicie opresywnej interwencji państw [...]. Od początków Rewolucji Przemysłowej, to co nostalgicznie zwiemy „laissez-faire”, było w rzeczywistości systemem stałej interwencji państw, aby subsydiować akumulację, gwarantować przywileje i utrzymywać dyscyplinę pracy[v].

Własność w średniowieczu

Dla średniowiecznego pojmowania własności najbardziej charakterystyczne są dwie instytucje: beneficium (później feudum) oraz precarium (albo później precaria, gdyż „precarium (…) w wyniku pewnej metamorfozy gramatycznej, która zwróciła szczególną uwagę historyków, z rodzaju nijakiego przeszło na żeński: precaria; na potrzeby tej pracy stosował będę te dwa terminy zamiennie). Początkowo terminy te oznaczły to samo, lecz z czasem nabyły odmienne znaczenia. Beneficium (feudum), jako bardziej zaszczytne i nie połączone z prośbą, dotyczyło głównie stosunków między feudałami i między feudałem a władcą. Biorąc pod uwagę liczebność szlachty, nie było więc aż tak powszechne jak odnoszące się do chłopów precarium.

Precarium jest formą własności podzielonej, czyli takiej, która podlegała kilku podmiotom. Nazwa precarium wywodzi się od słowa preces, które oznacza prośbę. Początkowo bowiem chłop występował z prośbą do pana feudalnego (względnie Kościoła), aby ten wziął go pod opiekę. Precarium było chyba najpowszechniejszą formą własności podzielonej.

Przyjrzyjmy się sposobowi, w jaki precarium się wykształciło. Oddajmy głos Jerzemu Strzelczykowi: „Wieśniak, wolny, lecz słaby, nie mogąc często w razie potrzeby i zagrożenia – a we wczesnym średniowieczu były one czymś zupełnie zwyczajnym – liczyć na pomoc ani, jak to było z dawien dawna, współrodowców (jako że ród jako archaiczna forma więzi społecznej wiele był utracił ze swego pierwotnego znaczenia), ani odległego na ogół i wielorako zaabsorbowanego księcia (króla), w poszukiwaniu jakiegoś społecznego i efektywnego (a to znaczyło: niezbyt odległego) wsparcia, pragnąc zarazem uchylić się od coraz bardziej uciążliwego obowiązku służby zbrojnej na rzecz panującego, wolał utracić abstrakcyjną „wolność” i stać się czyimś, jakiegoś klasztoru lub możnego sąsiada świeckiego, „człowiekiem”, poddanym[vi]. Chłop tracił więc niezależność faktyczną, godził się na utratę znacznej części swojej wolności. Nie stawał się jednak niewolnikiem sensu stricto - miał przecież własność ziemi, którą uprawiał, i mógł korzystać z dóbr, które wyprodukował. Owa utrata niezależności polegała na tym, że chłop, w zamian za przyrzeczenie opieki, oddawał swoją ziemię panu feudalnemu (ewentualnie Kościołowi), a później zyskiwał ją z powrotem w charakterze użytkownika. Dodatkowym przywilejem było również zwolnienie z służby wojskowej na rzecz panującego. Często jednakże chłop podlegał pewnym ciężarom, które określamy ogólnym terminem renty feudalnej (w formie renty odrobkowej, naturalnej, a następnie czynszu), wynikającym właśnie z uprawnień zwierzchnich pana do ziemi uprawianej przez chłopa. Sama umowa wyglądała następująco: „Panu zawsze mojemu (takiemu a takiemu). Gdy z dnia na dzień cierpiałem nędzę i daremnie szukałem wszędzie pracy dla zarobku, wówczas zwróciłem się do dobroci waszej łaskawości, abyście okazali pomoc przez oddanie mi na prawie prekaryjnym ziemi do uprawy w miejscowości łwaszej, która nazywa się (tak a tak); na co też zgadzając się wasza łaskawość prośbie mej zadośćuczyniła i raczyła oddać mi, jak o to prosiłem, na prawie prekaryjnym ziemię w wymienionej miejscowości za (tyle a tyle) modiów[vii]. Dlatego też w tym moim akcie prekaryjnym uroczyście przyrzekam nigdy w żadnym czasie z powodu tych ziem nie okazać wam żadnego sprzeciwu ani też uczynić jakiegoś uszczerbku. [...] Gdy zaś, niepomny na wszystkie przyrzeczenia wyrażone wyżej w tym moim akcie prekaryjnym, usiłował je złamać w najmniejszym przez swoją krąbrność, przysięgam na Boga i królestwo pana naszego najsławniejszego (takiego a takiego) króla, będziecie mieć pełne prawo wypędzić mnie ze wspomnianych ziem i rozporządzić się nimi na nowo według swego prawa, jak być powinno[viii]. Umowa ta była więc faktycznie nierozwiązywalna, tj. obowiązywała chłopa całe życie, a często również przechodziła na potomków poddanego, niezależnie od zgody słabszej strony. Świadomy nieścisłości prawnych dotyczących precarium oraz swojej, ugruntowanej prawnie, wyższej pozycji na drabinie społecznej, pan feudalny mógł zmuszać chłopa do pozostawania pod swoją „opieką”, dowolnie zwiększając obciążenie chłopa różnego rodzaju świadczeniami. Co więcej, miał możliwość ukarania, a nawet wypędzenia chłopa, gdy ten nie wywiązywał się ze swoich obowiązków wyrażonych w takim akcie prawnym. Prekaryjny, czyli „prośbowy”, dobrowolny, charakter precarium występował jednakże tak naprawdę tylko w teorii. Faktycznie bowiem, feudał miał do zastosowania całe spektrum środków, w tym rozwiązania siłowe, aby przymusić pozostawionego sobie samemu chłopa do podporządkowania. Jak pisze Jerzy Strzelczyk: „Prekarium tylko teoretycznie miało charakter dobrowolnej umowy pomiędzy prekarzystą a panem; ten ostatni miał do dyspozycji różne argumenty nacisku, skłaniające [...] wolnego sąsiada do nawiązania stosunku prekaryjnego[ix]. Nie było jednak tak, że jedyną stroną, która zyskiwała był pan feudalny. Co prawda, areał ziemi pozostający pod jego władaniem powiększał się, lecz i chłop wychodził na takiej transakcji całkiem korzystnie, jako że nie musiał się troszczyć o ochronę siebie, ani swojej rodziny.

Podobna procedura zachodziła, gdy jedną ze stron był Kościół. Jak pisze Tadeusz Manteuffel: „Dzięki ofiarności wiernych [Kościół] stał się właścicielem rozległych obszarów, których niejednokrotnie nie był nawet w stanie zagospodarować. Godził się więc chętnie oddawać je w użytkowanie tym wszystkim, którzy go o to prosili, pod warunkiem wszelako uiszczenia niewielkiego czynszu rocznego i odnawiania umowy dzierżawnej co pięć lat„.[x] Wyróżniamy trzy rodzaje prekariów kościelnych: precaria data, renumeratoria i oblata. Pierwsza polegała na tym, że chłop oddawał się w opiekę Kościoła pod warunkiem płacenia czynszu. Druga była dożywotnim nadaniem przez Kościół ziemi chłopu, który zobowiązany był darować Kościołowi „ziemię o znacznie mniejszej powierzchni„. Trzecia, precaria oblata, opierała się na umowie, w której chłop posiadający ziemię, oddawał ją Kościołowi i natychmiast otrzymywał ją z powrotem. „Poza zaspokojeniem celu dewocyjnego, zyskiwał on opiekę Kościoła, co w tych niespokojnych czasach nie było bynajmniej rzeczą bez znaczenia[xi]. Jeśli jednak chodzi o prekaria kościelne, to po pierwsze nie były one tak rozpowszechnione (pomijając okres początkowego średniowiecza, kiedy pozycja feudałów jeszcze nie wzrosła tak bardzo), a po drugie, Kościół jako organizacja ogólnoeuropejska, dbając o swoją renomę, przestrzegał zawartych umów.

Możemy się zastanawiąc, dlaczego chłop, dysponując przecież znaczym zakresem wolności, godził się na tak daleko idące ograniczenie możliwości dysponowania sobą i swoją ziemią (własnością). Będzie to jednak spojrzenie ahistoryczne: dopiero od czasów oświecenia poczęto traktować wolność jako wartość absolutną, w średniowieczu zaś pojęcie to było w większości nieznane i obce. Kwestią zdecydowanie istotniejszą dla człowieka wieków średnich były ciężary, jakich musiał on doświadczać, i spokój, którego pożądał. Te kryteria decydowały o podjęciu jakichkolwiek działań przez chłopa mających na celu poprawę jego położenia, jakkolwiek może się to wydać nam niezrozumiałe.

Podsumuwując zatem powyższe rozważania, można stwierdzić, że: a) główną formą własności w średniowieczu była własność pośrednia; b) chłop nie zawsze oddawał się pod opiekę pana feudalnego dobrowolnie; c) pan feudalny miał do dyspozycji całe spektrum środków mających „przekonać” chłopa do pozostania pod jego protektoratem i nie omieszkiwał z nich korzystać. Widać więc wyraźnie, iż uznawanie, powszechnie występujące w środowisku prawicowych libertarian, szczególnie zaś manarchistów, średniowiecza za „najbardziej wolnościowe czasy” jest obarczone błędem merytorycznym, jako że tak sytuacja była zgoła inna, co widać powyżej w charakterystyce praw własności.

Własność w kapitalizmie

A jak wygląda problem własności dziś, w czasach określanych często jako najbardziej wolnościowe? Czy można stwierdzić, że byliśmy świadkami postępu i że jednak porównując z feudalizmem wychodzimy in plus? Na drugie pytanie można odpowiedzieć twierdząco, jeśli przez postęp zrozumiemy zmianę mentalności ludzi: są oni zdecydowanie bardziej świadomi, lepiej zdają sobie sprawę z grożących im niebezpieczeństw i w związku z tym radzą sobie z nimi efektywniej. Są tym samym dobrze przygotowani do pielęgnowania praw własności. Jednakże, czy to wystarcza, żeby nazwać nasze czasy w ogóle wolnościowymi? Zdecydowanie nie. Poza tym, co z postępem rozumianym ogólnie, jako proces zmian na lepsze? Czy czasy, w których żyjemy są „bardziej doskonałe” pod względem zabezpieczenia praw własności niż poprzednia epoka? Według mnie nie, co postaram się wykazać, odpowiadając na pierwsze z postawionych przeze mnie pytań.

W kapitalizmie państwowym możemy wyróżnić dwa główne rodzaje własności: własność prywatna i własność państwowa. W przypadku własności państwowej sprawa jest jasna: środki produkcji pewnych dóbr należą do państwa (czasem tylko i wyłącznie do niego, jak w przypadku usług policyjnych). We współczesnej doktrynie przyjmuje się, że państwo powinno mieć wyłączność (monopol) na produkcję takich dóbr, jak ochrona własności prywatnej, szkolnictwo, bezpieczeństwo itd. Można więc stwierdzić, że działalność państwa polega na zastępowaniu rynku albo raczej, jak jest to określane w nauce, takiej alokacji zasobów, do której wolny rynek nie byłby zdolny (państwo, jako bardziej racjonalne niż rynek, ma robić to lepiej). Pozostawię to bez komentarza.

Kwestia jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, jeśli chodzi o własność prywatną. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinna być to taka kategoria własności, która podlega osobie fizycznej (prywatnej), a także umożliwia nieograniczone cieszenie się produktami swojej pracy. Będzie to odpowiadać w znacznej mierze rzeczywistości, jednak nie do końca. Co prawda, dana osoba jako właściciel jest uprawniona, zgodnie jeszcze z prawem rzymskim, do posiadania i używania rzeczy, do pobierania z niej pożytków oraz do rozporządzania ją, jednak nie są to uprawnienia absolutne. Przykładowo, nie można zgodnie z prawem nabywać narkotyków, nie można pobierać z rzeczy maksymalnych pożytków (podatki) czy nie można nawet posiadać rzeczy, jeśli państwo tak postanowi (wywłaszczenie). Czy te ograniczenia pozwalają w ogóle uznać własnośc prywatną jako „prywatną”? Przecież, jeśli jakaś instytucja może wskazać jednostce, co jest dla niej lepsze i rozkazać zrobienie danej czynności, to oznacza to, że taka instytucja ma pierwotne prawo do własności jednostki i produktów jej pracy. Aplikując terminy właściwe dla feudalizmu, stwierdzamy, iż państwo (będące seniorem w tym stosunku) ma dominium directum, a wasalowi-lennikowi przysługuje tylko własność użytkowa (dominium utile).

Jednym z najbardziej złożonych i przez to najbardziej niebezpieczych sfer, w których przejawia się supremacja państwowych praw własności, jest sfera podatkowa. Wyróżniamy dwa rodzaje podatków: pośrednie i bezpośrednie. Naruszanie własności prywatnej w przypadku pierwszych polega na zmuszeniu producenta danego dobra do dodania do wartości produktu pewnej kwoty, która ma zasilić kiesę państwa (opodatkowanie kwoty zakupionej), a jeśli chodzi o drugie – na odmówieniu jednostce prawa do części jej własności (opodatkowanie kwoty posiadanej). Co więcej, jest to całkowicie spójne z prawdopodobnie wymyśloną na tę potrzebę ideą dobra wspólnego i społecznej gospodarki rynkowej. Jak pisze Frank Chodorov: „„potrzeba społeczna” jest przyczyną całej produkcji, tego, że człowiek pracuje albo że powinien pracować dla dobra całości. Opodatkowanie jest świetnym sposobem rozpraszania efektów pracy[xii].

Można w końcu zapytać: jak to jest w końcu z tą własnością? Z tego, co napisałem wynika, że i obecnie mamy zdecydowaną przewagę własności podzielonej: państwo dzierżawi jednostkom część swojej własności, wspaniałomyślnie pozwalając im na korzystanie i czerpanie z niej pożytków. Państwo posiada również roszczenie do dóbr jeszcze niewyprodukowanych, a zatem nabywa do nich własność z chwilą ich produkcji. Sytuacja ma się więc inaczej niż ta w średniowieczu. Nastąpiła również zmiana podmiotów biorących udział w transakcji, a sama „umowa” wygląda następująco: państwo, jako absolutny właściciel wszystkich dóbr w państwie, daje jednostce w wieczyste użytkowanie ziemię, z tym, że owa jednostka zobowiązana jest do pewnych świadczeń i do wykonywanie każdego polecenia wydanego przez państwo, przy czym państwo, jako że faktycznie własność taka pozostaje w rękach prywatnych, nie rozpościera nad nią takiej ochrony jak nad własnością faktycznie państwową. Silniejszą stroną jest zatem rząd, a jego potęga wielokrotnie przekracza możliwości jakiegokolwiek szlachcica i króla w średniowieczu. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że umowa zawierana przez jednostkę z państwem wprowadzana zostaje w życie bez jej zgody. Nie może być tu więc mowy o Proudhonowskiej wizji umowy społecznej, w której to jednostka decyduje o zaistnieniu pewnej sytuacji. W omawianym przypadku człowiek, z faktu życia w państwie odbierającym mu jakąkolwiek możliwośc wyboru, jest istotą w znacznej mierze zależną od państwa – każda decyzja dotycząca własności regulowana jest przez państwo, w końcu pierwotnego właściciela wszystkich dóbr, łącznie z tymi jeszcze niewyprodukowanymi. W szczególności uwagę zwraca przymusowość i niezrywalność tego kontraktu. Państwo, jeśli uzna, że obywatel złamał zasady zawarte w „umowie”, może danego obywatela ukarać. Zauważmy ponadto, że to właśnie
[n]ajcięższymi zbrodniami w kodeksie Państwa nie są naruszenia prywatnej własności czy osoby, lecz niemal zawsze są to zagrożenia jego własnej wartości, jak zdrada, dezercja na stronę przeciwnika, odmowa zaciągnięcia się, spiskowanie, konspiracja, zamachy stanu czy przestępstwa gospodarcze wymierzone w Państwo, jak podrabianie pieniędzy czy unikanie podatku dochodowego” [podkreślenie moje - K. Ś.][xiii]. Mając to na uwadze, dochodzimy do wniosku, że społeczeństwo właściwe dla kapitalizmu państwowego musi być społeczeństwem klasowym: występują poddani i władcy. Możemy zatem definicję Marca Blocha dotyczącą feudalizmu zastosować równie dobrze do „state capitalism„: kapitalizm to więc system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika„.

Reasumując, można stwierdzić, że: a) charakter własności w czasach nam współczesnych jest niemal identyczny jak w średniowieczu, tj. dominującą formą jest własność podzielona; b) umowa z pańtwem o nabycie własności jest zawsze przymusowa, jako że państwo dysponuje pierwotnym prawem własności do wszelkich produkowanych przez obywateli dóbr, łącznie z tymi jeszcze nie wyprodukowanymi; c) osoba uchylająca się od płacenia podatków, a tym samym gwałcąca zawartą pod przymusem umowę z państwem, musi liczyć się z możliwością pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie interesów gospodarczych państwa. W obliczu tych faktów nie można stwierdzić, że czasy kapitalizmu państwowego należą do wolnościowych w jakimkolwiek rozumieniu, bowiem skala wyzysku i przymusu dorównuje temu, co ludzie musieli znosić w wiekach poprzednich. Akceptowane przez libertarian i jedyne zgodne uniwersalizmem etycznym zasady: samoposiadania oraz „original appropriation” (zwanej także „homestead principle„)[xiv] nie mają w tym przypadku żadnego przełożenia na rzeczywistość; zostały zastąpione przez państwową „umowę”, w której to państwo decyduje o każdym szczególe, nie zważając na jednostkę. Jak pisze Hans Herman Hoppe: „z wyzyskiem mamy do czynienia wtedy, gdy nastąpi jakieś odstępstwo od zasady zasiedlenia. Wyzyskiwaczem jest osoba, która żąda kontroli nad dobrami, których nie zasiedliła, nie zaoszczędziła, nie wyprodukowała, ani nie zdobyła na drodze dobrowolnej umowy od ich poprzedniego właściciela. Wyzysk sprowadza się do wywłaszczania tych, którzy pracują, oszczędzają i zasiedlają przez innych, którzy tego nie robią; jest to żerowanie ludzi, których żądania biorą się z powietrza, na tych, którzy uczciwie pracowali i zawierali ze sobą umowy[xv].

Doszliśmy zatem do przerażających wniosków: nic tak naprawdę nie jest nasze. Może powinienem uściślić: nic, co zostanie wyprodukowane zgodnie z państwowymi wymogami, bowiem właścicielem tego jest państwo. Z drugiej strony, możemy spodziewać się, że wolny rynek, będący wypadkową preferencji biorących w nim osób, znajdzie rozwiązanie. I faktycznie: sposobem na pozyskanie prawdziwego prawa właności jest kontrekonomia. „Rzeczywista praktyka ludzkich działań, która uchyla się od, unika i przeciwstawia się interwencji państwa jest działalnością kontrekonomiczną[xvi] . Na przekór tzw. białemu rynkowi, będacemu rynkiem „państwowym”, istnieje również tzw. szary i czarny rynek. Jak pisze Samuel Edward Konkin: „„[C]zarny rynek” jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego[xvii]. Szary rynek [...] oznacza handlowanie dobrami i usługami, które jako takie nie są nielegalne, ale zostały uzyskane lub dystrybutowane w sposób zabroniony przez prawo[xviii]. Statystyki mówią nam, że „praca na czarno” będąca właśnie działalnością kontrekonomiczną jest w Polsce dość popularna. W 2004 roku w szarej strefie pracowało ponad milion ludzi[xix], a „wielkość transakcji w polskiej szarej strefie szacuje się na 15% PKB[xx].

Okazuje się jednak, że szara strefa w dzisiejszym wymiarze nie jest panaceum na chorobę zwaną „brak praw własności”. Zdecydowana większość produktów powstaje bowiem na białym rynku, co powiększa wpływy do budżetu nadające pęd interwencjonistycznej machinie państwa mającej na celu ograbienie ludzi z należącej się im własności. Powstaje w ten sposób błędne koło, które jest tym straszniejsze, że może napędzać się w nieskończoność i trwać już zawsze, aż do wymarcia gatunku ludzkiego. Można zadać, całkiem zasadnie, pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przecież już Etienne de la Boetie w swoim „The Politics of Obedience: The Discourse of Voluntary Servitude” w XVI wieku pisał: „Wszakże ten, kto was tyranizuje, (…) nie ma w rzeczywistości żadnej władzy nad wami poza tą, którą sami mu nadaliście, aby mógł was zniszczyć. Skąd wziąłby tyle oczu, by was szpiegować, gdybyście sami mu ich nie oddali? Gdzie zaopatrywałby się w broń, przy pomocy której zmusza was do poddaństwa, gdybyście sami mu jej nie dawali? Skąd brałyby się stopy tratujące wasze miasta, jeśli nie byłyby waszymi własnymi stopami? Jakże mógłby posiąść władzę nad wami inaczej niż za waszym własnym pośrednictwem? Jak śmiałby was atakować, gdyby nie mógł przy tym liczyć na waszą współpracę? Cóż mógłby wam zrobić, gdybyście sami nie byli w zmowie z rabującym was złodziejem, gdybyście nie byli wspólnikami czyhającego na waszą śmierć mordercy, gdybyście sami nie byli własnymi zdrajcami? Obsiewacie wasze pola po to, by on mógł je spustoszyć, budujecie i meblujecie swe domy, by dostarczyć mu dóbr, które mógłby zrabować; wychowujecie wasze córki po to, by on mógł dać upust swej chuci; chowacie wasze dzieci po to, by on mógł uhonorować je najwyższym zaszczytem – by mógł je poprowadzić do boju w swych bitwach, przeznaczyć je na rzeź i uczynić z nich wykonawców swoich zachcianek i narzędzia zemsty; pracujecie w pocie czoła, by on mógł dogadzać swym pragnieniom i pławić się w ohydnej rozpuście; uginacie własne karki, by uczynić go jeszcze silniejszym i potężniejszym, by mógł trzymać was w szachu„.[xxi] Dlaczego więc ludzkość nie dąży do uwolnienia się spod tyranii? Dlaczego nie zmierzamy w stronę prawdziwego społecznego kontraktu, o którym pisał Benjamin Tucker[xxii]? Te pytania pozostaną, niestety, bez odpowiedzi. Przyszłość pokaże, czy ludzie zdadzą sobię sprawę, że Konstytucja jest tak naprawdę bujdą[xxiii], a król od zawsze był nagi, co od dawno próbują przekazać libertarianie. Niestety, bez skutku.



[i] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108[ii] Bloch M., Społeczeństwo feudalne, Warszawa 2002, s. 16[iii] Sójka K., prawa, Warszawa 2005, s. 116.[iv] Rothbard M., A Future of Peace and Capitalism, http://www.mises.org/article.aspx?Id=1559[v] Carson K., Studies in Mutualist Political Economy, http://www.mutualist.org/id71.html[vi] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 181-182.[vii] modius - 566 cali3[viii] Sobańska-Bondaruk M., Wiek V-XV w źródłach,Warszawa 1999, s. 215.

[ix] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 183.

[x] Manteuffel T., powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1978, s. 95.

[xi] Tamże.

[xii] Chodorov F., Taxation Is Robbery, http://www.mises.org/etexts/taxrob.asp

[xiii] Rothbard M., Anatomia Państwa, http://www.mises.pl/86

[xiv] Więcej o homestead principle w: Rothbard M., Ethics of Liberty, www.mises.org/rothbard/ethics.pdf, s. 87-93,

[xv] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108

[xvi] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 18.

[xvii] Trzeba jednak odróżnić czarny rynek od „rynku czerwonego”, czyli działalności będącej przymusową, tj. działania czy zachowania mające na celu ograniczenie czyjegoś prawa własności (również własności swojego ciała), czyli również sytuację, gdy jednostka niezależnie od swojej woli poddawana jest przemocy. „Red market” to np. morderstwo czy kradzież.

[xviii] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 24.

[xix] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_praca_nierejestrowana_2004.pdf

[xx] Szczepańczyk P., Pochwała szarej strefy, http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=386

[xxi] http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/CytatyEkon.htm

[xxii] Tucker B., The Relation of the State to the Invididual, http://flag.blackened.net/daver/anarchism/tucker/tucker3.html

[xxiii] Spooner L., Konstytucja bez autorytetu, www.libertarianizm.pl/spooner.htm

***
Krzysztof Śledziński
2 stycznia 2008

  • RSS
  • Print
  • PDF
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Pinger
  • Flaker
  • MySpace
  • Grono
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Digg
  • Technorati
  • Google Bookmarks
Tagi:
Podobne wpisy:

113 komentarzy dla wpisu “Krzysztof Śledziński „Prekarium””

Strony: « 1 2 3 4 [5] 6 7 8 9 10 11 … 12 » Show All

  1. 41
    Apfelbaum mówi:

    Myślałem, że lubi Pan JKM panie Apfelbaum, więc rozmawiając z Panem dopasowałem się stylem. Z konlibem inaczej się nie pogada.

    Po pierwsze nie jestem żadnym konlibem czy kolibrem i inszą gadziną i proszę mnie tak nie nazywać!!! Po drugie to pan i pana mentor JKM ignorujecie te fakty, które są dla was nie wygodne, a nie ja. To, co teraz prezentują anarchokapitaliści już w 1815 roku prezentował Carl Ludwig von Haller czołowy myśliciel konserwatywny. Zwolennik państwa bez przymusu podatkowego. Miałaby to być monarchia patrymonialna oparta na własnym majątku władcy, dobrowolnych daninach i całkowitej swobodzie gospodarczej, oraz likwidacji prawa publicznego na rzecz prawa prywatnego. System ten oparty był na wczesnym feudalizmie. Oczywiście pan nie widzi podobieństwa, bo jego ujrzenie zniszczyłoby pańskie ideologiczne założenie, więc miast weryfikacji wybiera pan obłudne miraże.

  2. 42
    Timur mówi:

    Trikster. Jak miło Cię znowu widzieć na forum. :-) )
    Długawo Cię tutaj nie było.

    „Czy ja wiem, czy bardzo wolnościowym… Jak dla mnie nie szczególnie, jak zresztą zauważyłeś powyżej. Niewolników nie było tak dużo jak chłopów, to po pierwsze. Po drugie, początkowo feudalizm tylko pośrednio powstał dzięki najazdom barbarzyńców – niewolnicy (później kolonowie) w latyfundiach nie różnili się praktycznie niczym od późniejszych chłopów.”

    Zgadzam się.
    Co do niewolników Żydzi od Mojżesza idąc te 40 lat do Ziemi Obiecanej ( tako rzecze Pismo )też w chwili głodu i pragnienia wspominali egipskie melony i czystą wodę ze studni.
    Ale czy to oznacza że niewolnictwo jest cacy?
    Niewolnictwo jest zawsze niewolnictwem nawet gdy się jest niewolnikiem domowym Rzymianina. Ci to nawet ostrygi jedli i dobre wino pili jak z Pańskiego stołu coś zostało.
    I co z tego? Przez sam fakt że niewolnik nie mógł lub raczej nie mógł zmienić swego położenia system ten był nieludzki. To samo feudalizm. To było mniej więcej to samo.

    „Z tą wolnizną to tak pięknie nie było. Przypuśćmy, że w danym rejonie wynosiła 20 lat, to chłop później MUSIAŁ przez 20 lat pozostawać w tym miejscu, czyli nie miał żadnej możliwości opuszczenia wsi od czasu zakończenia wolnizny aż do spłacenia “długu”, chyba że zapłacił cały dług z góry (przynajmniej od wieku XIV, bo statuty KW nam o tym mówią).”

    No właśnie. A konlibowie na czele z JKM choć wszelkie LIGOTY odmieniają przez wszystkie przypadki o TYM akurat nie wspominają.
    A zatem „ligota” była nie tyle zwolnieniem z podatków ile formą kredytu na zagospodarowanie nieużytków. Zgadza się?

    „Poza tym, we wsiach lokowanych niemieckim chłop musiał albo doprowadzić gospodarstwo do porządku, uiścić roczny czynsz i inne ciężary albo dać gospodarstwu zastępcę. Już w XV wieku te obowiązki połączono. Na prawie polskim było jeszcze gorzej: tylko raz do roku, w okresie Bożego Narodzenia + jeszcze inne warunki. Prawo wychodu ZAWSZE było ograniczone, to nie tak że “hop siup” i chłop sobie idzie. Tylko w 3 przypadkach chłop miał całkowitą swobodę opuszczenia wsi.”

    I o tym mediewiści też specjalnie nie mówią. Tak mi się przy okazji przypomniała Drogi Triksterze kwestia ucieczki chłopa do miasta. Nawet jeśli istniała mozliwość ucieczki do miasta to bardzo rzadko i tylko wtedy gdy miasta się rozbudowywały. W pozostałych przypadkach miasta były jak pełne łodzie które nikogo nie przyjmowały. Poza tym wówczas w miastach mieszkało GÓRA 15% ludności. Co mógł uczynić chłop zbiegłszy do miasta? Majstrem raczej by nie został bo stan mieszczański ze swoją strukturą cechową był nie mniej hermetyczny od stanu szlacheckiego. Były chłop mógł conajwyżej zostać partaczem. Czyli rzemieślnikiem niekoniecznie knocącym robotę ale przede wszystkim nie należącym do cechu.
    A tacy mieszkali na podgrodziach. Jego żywot zwykle był krótki i kończył się tragicznie. Wszak w tej „pełnej szacunku dla życia epoce” wojenki i oblężenia grodów zdarzały się nadar często a prologiem oczywiście było spalenie podgrodzia i wyrżnięcie jego mieszkańców. No i tak mniej ta chłopska „wolność” wyglądała.

    „Gdzie w tym dobrowolność? Jeśli nie było, to dla mnie te gródki, grody itd. to państwa.”

    Masz rację Triksterze! Przemoc państwowa zawsze będzie przemocą państwową bez względu na to czy to czyni Państwo Polskie czy też Państwo Braniccy.
    No i jeszcze nie sposób wspomnieć o tym, że włości magnatów często były minipaństewkami które rządziły się SWOIMI prawami.

    Pozdro,

  3. 43
    Timur mówi:

    O! I Apfelbaum się odezwał.
    Nie jest Pan konlibem? No tak! Pana władczy i nie znoszący jakiegokolwiek sprzeciwu ton chyba mnie zmylił. A zatem jest Pan anarchokapitalistą. No no! Ciekawe. A to ci dopiero.

    „Po drugie to pan i pana mentor JKM ignorujecie te fakty, które są dla was nie wygodne, a nie ja.”

    JKM moim mentorem? A to ciekawe! JKM jest moim antymentorem. Lubię czasami cytatami z JKM podręczyć konlibów by udowodnić im że stosują podwójne standardy moralne i są zakłamani. Ale zaraz mentor?

    „To, co teraz prezentują anarchokapitaliści już w 1815 roku prezentował Carl Ludwig von Haller czołowy myśliciel konserwatywny. Zwolennik państwa bez przymusu podatkowego. ”

    A to ciekawe. A tak na marginesie. Wymieniłby Pan jakiegoś wybitnego Pańskiego idola bez „von” przed nazwiskiem?

    „Miałaby to być monarchia patrymonialna oparta na własnym majątku władcy, dobrowolnych daninach i całkowitej swobodzie gospodarczej, oraz likwidacji prawa publicznego na rzecz prawa prywatnego. System ten oparty był na wczesnym feudalizmie. ”

    To albo idealistyczna utopia albo chytry plan przywrócenia feudalizmu.
    Wczesny feudalizm z Pana wyobrażeń miał się tak do rzeczywistości jak bajka o Kopciuszku i królewiczu do realnej monarchii.

    „Oczywiście pan nie widzi podobieństwa, bo jego ujrzenie zniszczyłoby pańskie ideologiczne założenie, więc miast weryfikacji wybiera pan obłudne miraże.”

    Obłudne miraże? Raczej brak złudzeń. Wie Pan co Panie Apfelbaum? Coś Panu powiem.
    Ja na przykład lubię w alkowie islamskie chusty. Pewnym brunetkowym typom urody jest w nich bardzo do twarzy. Moim zdaniem oczywiście… Ale to nie znaczy, że chciałbym wprowadzać w Polsce Szariat i że marzę o czymś na kształt ustroju Arabii Saudyjskiej bo tak nie jest.
    Po prostu umiem oddzielić i religię od Państwa i alkowę od Państwa.

    Z przerażeniem jednak zauważam, że konlibowie, zwłaszcza ci pochodzenia szlacheckiego i kultywujący po dziś dzień tradycje ( turnieje rycerskie i zabawy w proces Joanny D’Arc ) mają powazne kłopoty z oddzieleniem swoich zabaw z realem. Dlatego szczerze się ich obawiam.
    Dlatego tu jestem i „drę mordę”. To że na takich współczesnych turniejach rycerskich folwarczna dziewka ( a de facto dobrze opłacona „aktorka” ) z rozkoszą oddaje się swemu Panu, nie znaczy że w REALNYM średniowieczu było tak samo.
    I o tym wszem i wobec zdzierając do imentu gardziel swoją Timur przypomina.
    I nie tylko o tym. O paru innych rzeczach tyż. Ale już napisałem w poprzednich postach swoje tezy więc nie bede się powtarzał.

    To na razie tyle,

  4. 44
    RadekFF mówi:

    @Trikster
    > Gdzie w tym dobrowolność? Jeśli nie było, to dla mnie te gródki, grody itd. to państwa.

    Dobrowolność wyboru miejsca zamieszkania, zawierania umowy z panem a nawet wyboru „klasy społecznej” (oczywiście, jak zwykle, w pewnym stopniu).

    Jeśli uznamy, że każdy człowiek (jak rozumiem, chodzi raczej o rodzinę) stanowi osobne „państwo” w ideale anarchokapitalistycznym, to w tym sensie niepodległość grodków jest bardziej wolnościowa.

  5. 45
    Apfelbaum mówi:

    Oczywiście, że nie jestem zwolennikiem feudalizmu. Podobnie jak Platon, Hans Herman Hoppe, Hobbes, Joseph de Maistre, Louis de Bonald i Machiavelli uważam, że ustrój (forma u Arystotelesa, konstytucja u Schmitta) ulega degeneracji i wypaczeniu ewoluując (lub raczej dewoluując) z ładu politycznego ku uzurpacji i tyranii. Koliberalizm za cel bierze sobie znaleźć złoty środek między tym, co wypracowane, a tym, co zostało napisane przez planistów. Między tym, co realne, a abstrakcyjne. Tymczasem albo za cel bierzemy sobie albo ład prawdziwy (naturalny) albo utopię i chaos. Nie przekonuje mnie twierdzenie, że anarchia jest ładem naturalnym jak twierdzi HHH. Mam tu zastrzeżenie w stosunku do przyjętej antropologii. Jeśli przyjąłbym antropologię optymistyczną i uznał ludzi za dobrych to: Po pierwsze w ładzie naturalnym nie byłoby, ani ubezpieczeń, ani agencji ochrony. Ludzie mieliby zaufanie do innych i woleliby sami pomagać pokrzywdzonym z nadzieją na wzajemność niż opłacać milicję. Związku, z czym powstałyby fundacje, stowarzyszenia, kluby osób wzajemnie pomagających sobie i to właśnie wewnątrz tych klubów byłyby najprawdopodobniej rozwiązywane spory, a nie w prywatnych sądach. Związki takie byłyby czymś jak państwa. O tym właśnie pisał Haller, jednocześnie dodając władcę, czyli największego właściciela i filantropa. Natomiast, jeśli agresja nie jest hamowana przez państwo tylko powstrzymywana. To należy uznać, że najbogatsi założyli je w obronie przed bandami, hordami biednych nieposiadających żadnej własności, a przed tym faktem istniał stan walki wszystkich ze wszystkimi. W drugim wypadku właściciele wybrali prywatny monopol agresji, wiedząc, że monopol jest zawsze mniej skuteczny od konkurencji. W tym rozumowaniu nie przewidzieli przemiany prywatnego monopolu w publiczny monopol. Celem jest, więc przywrócenie prywatnego monopolu na zasadzie wieczystej umowy, a więc bez możliwości jednostronnej zmiany jej treści niezależnie, od jaki ma ona charakter. Sam nie jestem wstanie powiedzieć czy agresja państwa hamuje czy wzmaga agresję ludzi, więc nie wybieram bezsprzecznie jednej alternatywy natomiast mam nadzieję na upadek uzurpacji współczesnych państw.

  6. 46
    RadekFF mówi:

    Panie Apfelbaum, czy mogę pana zacytować?

    Nie ukrywam, że wolałbym chociaż imieniem a nie ksywą.

  7. 47
    Apfelbaum mówi:

    Oczywiście moja godność Mateusz Augustyn. A mogę wiedzieć, co pan planuje zrobić z moimi słowami. Bardzo mnie to ciekawi.

  8. 48
    RadekFF mówi:

    Umieścić na swojej stronie (właśnie po to potrzebuję podpisu), i być może (kiedyś) trochę rozwinąć.

    Nie planowałem wykonywać nad tym tekstem obrzędów czarnomagicznych ani nic podobnie ekstrawaganckiego.

  9. 49
    Miłosz Sałagan mówi:

    Całkiem zgrabne dzieło Krzysiu jednak pewnymi niedomaganiami:
    - Kościół Katolicki zniósł niewolnictwo formalne( manumissio in ecclesia), prawne uprzedmiotowienie człowieka, wysoce niepożądany stan, w którym człowiek nawet nie ponosił pełnej odpowiedzialności za swoje czyny( poza ekscepcjami). Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa to już niemały wyczyn zważywszy na antropologię innych kręgów kulturowych.
    - Wolność nie oznacza braku podporządkowania, które to utożsamienie Wam jako Libertarianom przytrafia się nagminnie. Filarem nośnym Wolności jest wolny i świadomy wybór. Przy domniemaniu, że o ile nie dolus i nie metus to wybór jest świadomy (zanim podważycie tę koncepcję z pozycji np. introspektywnych to pomyślcie co by dało domniemanie przeciwne, a trzeciej sensownej możliwości nie ma). Wolność człowieka to nie zawieszona w próżni idea, która jest lub jej nie ma,a tylko wolny wybór- stawanie się tej Wolności, jej emanacja stanowi jej esencję.
    Powyższy wywód aksjologiczny jest konieczny byś Autorze wiedział z jakich pozycji zmierza krytyka (jak w rycerskiej walce z podniesioną przyłbicą:)).
    Chłopi żyjący jak wiesz w stanie permanentnego chaosu i ciągłego zagrożenia mieli całkowicie wolny wybór: zażywać SUWERENNOŚCI (kluczowe słowo) przy nieustającym niemalże ryzyku, czy pójść do silniejszego Pana i w zamian za formę kooperacji oznaczającą pewne podporządkowanie, zyskać na bezpieczeństwie. Otóż dokonywali wyboru wolnego ( gdy Pan im groził, czy wprowadzał w błąd to jest to nadużycie i tu jest prawdziwy problem Średniowiecza), świadomego i niejednokrotnie przynoszącego spodziewane korzyści. Volenti non fit iniuria.
    - Osławione ciężary feudalne rozkładały się partykularnie, a i zależne były od kontraktu i koniunktury, do dziś najstarsi chłopi białoruscy z nostalgią wspominają rozsądnych „białych” Polaków jako Panów. PARTYKULARYZM zresztą jest cechą wyróżniającą Średniowiecze spośród innych, epok w dziejach Europy, a wy Panowie przerzucacie się szczegółami opisując tę epokę- zabawne, przypomina cięcie dwustuletniego dębu za pomocą zardzewiałej piły ręcznej.
    Nie twierdze, że średniowiecze było epoką Wolności, niemniej przyrównywanie go do patologicznie niewolniczej, zbiurokratyzowanej Europy XXI w., gdzie przed urzędnikiem nic się nie ukryje (jeżeli chce się być legalistą) i to jeszcze na kanwie marksizującego spojrzenia na społeczeństwo osłabia tę pisaną w dobrej wierze i poczytną prace.

    Koliberał- nie- Korwinista,
    Ukłony.

  10. 50
    Timur mówi:

    A co tak zacichło to forum ostatnimi dniami?
    Od napisania postu p Miłosza nie pojawił się żaden nowy a już parę dni upłynęło.
    Czekacie na Godota czy na Timura?

    Sorki Quatryku, sorki inni forumowicze, obiecałem być grzeczny ale Bóg ( co go nie ma ) mi świadkiem, żem niewinien tej krwi koliberalnej która będzie rozlana ;-)

    „- Kościół Katolicki zniósł niewolnictwo formalne( manumissio in ecclesia), prawne uprzedmiotowienie człowieka, wysoce niepożądany stan, w którym człowiek nawet nie ponosił pełnej odpowiedzialności za swoje czyny( poza ekscepcjami). Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa to już niemały wyczyn zważywszy na antropologię innych kręgów kulturowych.”

    Kolejna zagrywka urzędniczo-formalistyczna.
    Co się ( przykładowo ) zmienia gdy się przemianuje talon na asygnatę?

    Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa.
    Ja mogę każdej wiejskiej dziewczynie nadać doktorat z filozofii, tylko… co to zmieni?

    Uważam, że nie ma większego znaczenia z perspektywy Bytu Zwykłego Człowieka czy jakiś mozny „na górze” zadekretuje jego człowieczeństwo czy też nie.
    Ciekawe czy ktoś powiadamiał dziewczynę poddawaną Świętemu Obrzędowi Prawa Pierwszej Nocy, że feudalizm to wielki postęp i że jest ona wreszcie Istotą Ludzką?

    Powiem więcej, że nadanie człowieczeństwa Quasiniewolnikowi jakim był chłop nie poprawiło jego doli tylko pogorszyło.

    Jak za niewolnictwa niewolnik kogoś zabił albo ukradł, to jest pan odpowiadał za niego W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI i zwalanie winy na „podwładnego” nie miało najmniejszego sensu.
    A za feudalizmu już miało to sens. Dlatego o rycerzach napisano tyle wzniosłych pieśni a brudną robotę odwalały dworskie ciury biorąc całą hańbę NA SIEBIE a korzyści, ich opiewany w pieśniach Pan.

    A zatem „postęp” w tym przypadku to nic innego jak zwiększenie możliwości manipulacji i zaciemniania rzeczywistości.

    Ja się brzydzę wszelkim niewolnictwem, ale jeszcze bardziej brzydzę się generowaniem FIKCJI. I ta fikcja własnie była pierwszym czynnikiem, dla którego onegdaj już jako dziecko postanowiłem znielubić PRL i socjalizm.

    „- Wolność nie oznacza braku podporządkowania, które to utożsamienie Wam jako Libertarianom przytrafia się nagminnie. ”

    Ale paternalistyczny ton! A niech mnie!
    Może jestem libertarian-left ale nie umiem sobie wyobrazić całkowitego braku podporządkowania. Za to istnieje jeszcze zakres podporządkowania i możliwość „zmiany karbowego”. A to już jest dla mnie istotne.

    „Filarem nośnym Wolności jest wolny i świadomy wybór.”

    Tylko proszę doprecyzować co znaczy wolny i świadomy, bo wy konlibowie macie zawsze ciekawe i dziwne interpretacje na wszystko.

    „Przy domniemaniu, że o ile nie dolus i nie metus to wybór jest świadomy (zanim podważycie tę koncepcję z pozycji np. introspektywnych to pomyślcie co by dało domniemanie przeciwne, a trzeciej sensownej możliwości nie ma).”

    Jaki dolus i jaki metus?
    Panie Miłoszu. Po co tyle łaciny. Toż ona jest językiem martwym od 5 wieków co najmniej.
    Weż Pan pod rozwagę, że nie każdy należy do bractwa rycerskiego uczęszczającego na Mszę Trydencką.

    „Wolność człowieka to nie zawieszona w próżni idea, która jest lub jej nie ma,a tylko wolny wybór- stawanie się tej Wolności, jej emanacja stanowi jej esencję.”

    Za komuny uczono nas że Wolność to zrozumienie konieczności. Słyszałem też wiele innych dziwnych interpretacji słowa Wolność. Oczywiście nie popieram definicji marksistowskiej.

    „Powyższy wywód aksjologiczny jest konieczny byś Autorze wiedział z jakich pozycji zmierza krytyka (jak w rycerskiej walce z podniesioną przyłbicą:)).”

    Co prawda to nie ja jestem autorem niemniej zapytam.
    Jakiego herbu i jakiego zawołania jesteście Rycerzu Miłoszu?

    „Chłopi żyjący jak wiesz w stanie permanentnego chaosu i ciągłego zagrożenia mieli całkowicie wolny wybór: zażywać SUWERENNOŚCI (kluczowe słowo) przy nieustającym niemalże ryzyku, czy pójść do silniejszego Pana i w zamian za formę kooperacji oznaczającą pewne podporządkowanie, zyskać na bezpieczeństwie. ”

    A skąd ten permanentny chaos się wziął.

    „Otóż dokonywali wyboru wolnego ( gdy Pan im groził, czy wprowadzał w błąd to jest to nadużycie i tu jest prawdziwy problem Średniowiecza), świadomego i niejednokrotnie przynoszącego spodziewane korzyści.”

    Jeżeli jego dzieci i wnuki już takiego wyboru nie miały to wg mnie już coś było nie tak.
    A przy okazji wielkie „thank you very mucha tse-tse” za zauważenie aspektu nadużycia. :-) ))
    To WIELKI postęp w mysli koliberalnej.

    „Volenti non fit iniuria.”

    Co to? Egzorcyzmy Pan odprawiasz?
    A co by się takiego stało, gdyby Pan po prostu napisał „chcącemu nie dzieje się krzywda”?
    Diabeł by z piekieł się stawił, czy Lenin by wstał z mauzoleum?

    A tak na marginesie. Ja osobiście wyznaję zasadę „chcącemu i mającemu inne wyjście nie dzieje się krzywda”, ale już chyba o tym pisałem.

    „- Osławione ciężary feudalne rozkładały się partykularnie, a i zależne były od kontraktu i koniunktury, do dziś najstarsi chłopi białoruscy z nostalgią wspominają rozsądnych “białych” Polaków jako Panów. ”

    Słyszałem o tym, aczkolwiek uważam, że to obrzydliwie powoływać się na TAKIE przykłady.
    Niby to lepiej dostać parę rózeg za źle przystrzyrzony klomb niż gnić w Workucie ale uważam, że to okrucieństwo kazać ludziom wybierać między syfilisem a AIDS.

    Zgadzam się, że istnieją starsi białoruscy chłopi którzy z rozrzewnieniem wspominają polskich panów. No ale co ich czekało PO polskich panach? Ano same „atrakcje” typu kolektywizacja, „hołodomor” z tym związany a także wspomniana już Workuta.
    A poza tym wtedy byli młodzi. I było im jednak lepiej niż później.
    A gdy ktoś z rozrzewnieniem wspomina PRL ( bo był wtedy młody ) to się wkurzacie i tylko byście rozstrzeliwywali takich „ostalgików” albo jeszcze lepiej łamali kołem.

    XIX wieczny późny feudalizm ( i wczesnoXX-wieczny postfeudalizm ) był wyjątkowo zdegenerowały i parszywy pod każdym wzgledem. W Średniowieczu chłop miał lepiej, co nawet ja zauważam nie zmieniając zasadniczo jednak zdania na temat feudalizmu jako takiego. Co do XIX wiecznego feudalizmu wiedze swą czerpię z przekazów rodzinnych a nie jakiegośtam Marksa dla ustalenia uwagi. I to tyle co do „słodkiego” losu białoruskich chłopów.

    I pytam Was powaznie Szanowni Arystokraci.
    Dlaczego wciąż dopominacie się od wszystkich dookoła głoszenia Waszej chwały tylko dlatego, że byliście TROCHĘ lepsi od Stalinowców?
    A jak ktoś głosić tej chwały nie chce to pomawiacie o „marksizujące spojrzenie” i diabli wiedzą co jeszcze?
    To już nie macie kasy na wiadome panienki i na nadwornych pochlebców?

    „PARTYKULARYZM zresztą jest cechą wyróżniającą Średniowiecze spośród innych, epok w dziejach Europy, a wy Panowie przerzucacie się szczegółami opisując tę epokę- zabawne, przypomina cięcie dwustuletniego dębu za pomocą zardzewiałej piły ręcznej.”

    Co ma tu do rzeczy dąb i piła?
    Nie rozumiem przenośni.

    „Nie twierdze, że średniowiecze było epoką Wolności,”

    O! Uszczypnijcie mnie! Widzicie to co ja czy może śnię?

    „niemniej przyrównywanie go do patologicznie niewolniczej, zbiurokratyzowanej Europy XXI w., gdzie przed urzędnikiem nic się nie ukryje (jeżeli chce się być legalistą) i to jeszcze na kanwie marksizującego spojrzenia na społeczeństwo osłabia tę pisaną w dobrej wierze i poczytną prace.”

    Patologicznie niewolniczej? Zakres wolności OSOBISTEJ jest teraz w Polsce taki jakiego nigdy wcześniej nie było. Oczywiście z perspektywy Zwyklego Człowieka bo z perspektywy Arystokraty, jak rozumiem sprawa wygląda inaczej. Nie ma już Wolności do zakuwania chłopa w dyby bo „przeklęte lewactwo” powymyslało jakieś Prawa Człowieka.

    A że dzisiaj możliwości inwigilacji sa większe niż w Średniowieczu? Nie zaprzeczam ale nie wynika to z natury ludzkiej tylko z postepu technologicznego. Ludzka natura zmieniła się NAJMNIEJ. Mysli Pan ze średniowieczny Pan Feudalny nie marzył o tym by inwigilować wiejską dziewczynę czy dostatecznie żarliwie się za niego modli? Oczywiście że marzył, ale nie inwigilował zbyt dokładnie bo jeszcze nie wynaleziono ani kamer ani podsłuchów.

    „Koliberał- nie- Korwinista,”

    A czym się takowy rózni od koliberała Korwinisty?

    To tyle Drodzy Forumowicze

Strony: « 1 2 3 4 [5] 6 7 8 9 10 11 … 12 » Show All

Skomentuj:

Możesz używać: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>