Krzysztof Śledziński „Prekarium”

Żyjemy w średniowieczu. Feudalizm, nieodłączny element tej rzekomo dawno minionej epoki, w swojej zmodyfikowanej wersji, czyli kapitalizmie państwowym, panuje niepodzielnie – oparł się nawet Rewolucji Przemysłowej, Rewolucji Informatycznej i gigantycznemu wzrostowi gospodarczemu. Nie mogę się więc zgodzić z Jacquesem le Goffem, iż epoka feudalizmu zakończyła się w wieku XIX. Ona jeszcze nie przeminęła. Trwa nadal, ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, żeby miała zostać zastąpiona przez jakiś inny system. Możemy od razu zadać pytanie: czy to dobrze, czy źle (przepraszam jednocześnie Waltera Blocka za wartościowanie)? Czy powinniśmy się cieszyć z takiego biegu rzeczy, czy raczej dążyć do zmiany stanu zastanego? Odpowiedź wydaje się jasna: na przekór konserwatystom twierdzę, iż status quo jak najbardziej nie jest stanem pożądanym. Czego jednak należy pożądać? Nadal obowiązującym systemem jest niewolnictwo, tym razem zawoalowane, dalekie od tego, czego człowiek doświadczał w poprzednich epokach historycznych, lecz, parafrazujac Franka Chodorova, niewolnictwo jest niewolnictwem, i żadna ilość słów nie jest w stanie tego zmienić. Jeśli uznamy z jednej strony wolność, a z drugiej niewolę jako punkty skrajne pewnego kontinuum, to dojdziemy do wniosku, iż tak naprawdę średniowiecze niewiele różniło się od czasów nam współczesnym. Gdy zauważymy jakieś odmienności, będą one w części wypadków na korzyść panującego obecnie kapitalizmu państwowego, pomimo niechęci, jaką powinniśmy go darzyć, w innych zaś przewagę będzie miało średniowiecze. Franz Oppenheimer zwykł mówić, że kapitalizm jako system wyzysku klasowego był bezpośrednim sukcersorem feudalizmu. Czy miał rację?

Jakie są zatem punkty wspólne pomiędzy feudalizmem a kapitalizmem państwowym? Po pierwsze struktura społeczeństwa dziś jest prawie idealnym odzwierciedleniem tej średniowiecznej: 1%, który stanowią najbogatsi – państwowcy i, co ważniejsze, lobbyści (używając terminologii Sama Konkina: nadpaństwowcy) – jest odpowiednikiem władcy (monarchy) i jego najbliższego otoczenia (które, wbrew powszechnemu mniemaniu, miało ogromny wpływ na prowadzenie polityki tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej), czyli najwyższych urzędników i rady królewskiej; 9% – to ci, którzy korzystają na istnieniu państwa w nie mniejszym stopniu niż opisany wyżej 1% – jest to klasa średnia państwowców, nie mająca takich pokładów energii i przedsiębiorczości, żeby przebić się do elity, będąca ekwiwalentem szlachty, tj. posiadaczy ziemskich; wreszcie pozostałe 90% – klasa wyzyskiwana, „niewolnicy”, a dawniej: chłopi i w znacznej mierze mieszczaństwo. Co więcej, ta ostatnia grupa społeczna trzymana jest za „zasłoną niewiedzy” przez klasy znajdująca się wyżej na drabinie. Sprzyja to alienacji poszczególnych klas i tworzeniu się swoistej nadbudowy, „zaprojektowanej w ten sposób, aby legitymizowała władzę klasową[i].

Po drugie, w obu systemach występuje tzw. triple helix (potrójna spirala). Feudalizm spajało porozumienie władców, szlachty (feudałów, wielkich posiadaczy ziemskich, magnatów) i Kościoła, kapitalizm zaś: polityków, wielkiego biznesu i intelektualistów. Każda z tych grup korzysta na działalności pozostałych, gdyż dobrze zdaje sobie sprawę, iż może utrzymywać swoją pozycję tylko w sytuacji, gdy status quo pozostanie niezmieniony. Bez owego porozumienia żaden z tych systemów nie mógłby istnieć.

Po trzecie, podział społeczeństwa jest zawsze zalegalizowany, tj. znajduje odzwierciedlenie w obowiązującym systemie prawnym, bez znaczenia czy jest to prawo zwyczajowe (występujące w dużej mierze w średniowieczu), czy stanowione (będące podstawą w kapitalizmie państwowym). Tak w wiekach średnich, jak i dziś mamy do czynienia z rozróżnieniem na stany uprzywilejowane (dawniej: szlachta i duchowieństwo; obecnie: państwowcy i nadpaństwowcy) i nieuprzywilejowane (dawniej: mieszczaństwo i, przede wszystkim, stanowiące większość społeczeństwa chłopstwo; obecnie: serfs, czyli reszta populacji).

Po czwarte wreszcie, można zauważyć pewną paralelę pomiędzy prawem własności w feudalizmie i w kapitalizmie. Mianowicie, owa zbieżność występuje w charakterze praw własności (własność podzielona) i sposobie ich nabywania (umowa, w której strony nie mają takich samych praw). O tym właśnie będzie traktować ten esej.

Feudalizm jest to, używając definicji Marca Blocha, system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika[ii]. System ten jest więc nierozerwalnie połączony ze społeczeństwem klasowym, w którym to klasy posiadają różne prawa, przywileje i obowiązki. Jest to węższa definicja tego terminu. Szersza z kolei głosi, iż feudalizm to ustrój gospodarczy oparty o podzieloną własność ziemską. „[W] ramach stosunku lennego występował podział własności lenna między nadającego ziemie w lenno seniora, który zachowywał własność ziemską (dominium directum, eminens) ziemi, i wasala-lennika, który otrzymywał własność podleglą, czyli użytkową (dominium utile). Mógł także w pewnych systemach wykształcić się, charakterystyczny dla stosunków własności podzielonej, podział naprawo do ziemi między właścicielami ziemskimi a bezpośrednimi jej użytkownikami – chłopami[iii] . Obie te definicje są poprawne, a w pracy tej postaram się udowodnić, że (węższa w całej rozciągłości, szersza – z pewnimi modyfikacjami dotyczącymi podmiotów stosunków gospodarczych) można je zastosować do obecnie funkcjonującego systemu, tj. kapitalizmu państwowego.

Kapitalizm państwowy możemy zdefiniować jako system gospodarczy odznaczający się daleko idącą interwencją państwa, mającą na celu chronienie interesów wielkiego biznesu. Model ten należy oddzielić od kapitalizmu laissez-faire, który, żartobliwie ujmując, różni się tym od kapitalizm państwowego, co krzesło od krzesła elektrycznego. Oddajmy głos Murrayowi Rothbardowi: „Różnicą pomiędzy kapitalizmem wolnorynkowym a kapitalizmem państwowym jest różnica dokładnie między pokojową, dobrowolną wymianą z jednej strony, a wyzyskiem z drugiej[iv]. Co więcej, Kevin Carson pisze: „Kapitalizm, wyrastający, jako nowy typ społeczeństwa klasowego, bezpośrednio z poprzedniego społeczeństwa klasowego ze średniowiecza, powstał na akcie rabunku tak ogromnym jak poprzedni, feudalny podbój ziemi. Jest on utrzymywany aż po dziś dzień dzięki ciągłej interwencji państwa mającej na celu chronienie tego systemu przywilejów, bez którego jego przetrwanie jest niewyobrażalne. Obecna struktura własności kapitału i organizacji produkcji w naszej tak zwanej „rynkowej” ekonomii, stanowi odbicie opresywnej interwencji państw [...]. Od początków Rewolucji Przemysłowej, to co nostalgicznie zwiemy „laissez-faire”, było w rzeczywistości systemem stałej interwencji państw, aby subsydiować akumulację, gwarantować przywileje i utrzymywać dyscyplinę pracy[v].

Własność w średniowieczu

Dla średniowiecznego pojmowania własności najbardziej charakterystyczne są dwie instytucje: beneficium (później feudum) oraz precarium (albo później precaria, gdyż „precarium (…) w wyniku pewnej metamorfozy gramatycznej, która zwróciła szczególną uwagę historyków, z rodzaju nijakiego przeszło na żeński: precaria; na potrzeby tej pracy stosował będę te dwa terminy zamiennie). Początkowo terminy te oznaczły to samo, lecz z czasem nabyły odmienne znaczenia. Beneficium (feudum), jako bardziej zaszczytne i nie połączone z prośbą, dotyczyło głównie stosunków między feudałami i między feudałem a władcą. Biorąc pod uwagę liczebność szlachty, nie było więc aż tak powszechne jak odnoszące się do chłopów precarium.

Precarium jest formą własności podzielonej, czyli takiej, która podlegała kilku podmiotom. Nazwa precarium wywodzi się od słowa preces, które oznacza prośbę. Początkowo bowiem chłop występował z prośbą do pana feudalnego (względnie Kościoła), aby ten wziął go pod opiekę. Precarium było chyba najpowszechniejszą formą własności podzielonej.

Przyjrzyjmy się sposobowi, w jaki precarium się wykształciło. Oddajmy głos Jerzemu Strzelczykowi: „Wieśniak, wolny, lecz słaby, nie mogąc często w razie potrzeby i zagrożenia – a we wczesnym średniowieczu były one czymś zupełnie zwyczajnym – liczyć na pomoc ani, jak to było z dawien dawna, współrodowców (jako że ród jako archaiczna forma więzi społecznej wiele był utracił ze swego pierwotnego znaczenia), ani odległego na ogół i wielorako zaabsorbowanego księcia (króla), w poszukiwaniu jakiegoś społecznego i efektywnego (a to znaczyło: niezbyt odległego) wsparcia, pragnąc zarazem uchylić się od coraz bardziej uciążliwego obowiązku służby zbrojnej na rzecz panującego, wolał utracić abstrakcyjną „wolność” i stać się czyimś, jakiegoś klasztoru lub możnego sąsiada świeckiego, „człowiekiem”, poddanym[vi]. Chłop tracił więc niezależność faktyczną, godził się na utratę znacznej części swojej wolności. Nie stawał się jednak niewolnikiem sensu stricto - miał przecież własność ziemi, którą uprawiał, i mógł korzystać z dóbr, które wyprodukował. Owa utrata niezależności polegała na tym, że chłop, w zamian za przyrzeczenie opieki, oddawał swoją ziemię panu feudalnemu (ewentualnie Kościołowi), a później zyskiwał ją z powrotem w charakterze użytkownika. Dodatkowym przywilejem było również zwolnienie z służby wojskowej na rzecz panującego. Często jednakże chłop podlegał pewnym ciężarom, które określamy ogólnym terminem renty feudalnej (w formie renty odrobkowej, naturalnej, a następnie czynszu), wynikającym właśnie z uprawnień zwierzchnich pana do ziemi uprawianej przez chłopa. Sama umowa wyglądała następująco: „Panu zawsze mojemu (takiemu a takiemu). Gdy z dnia na dzień cierpiałem nędzę i daremnie szukałem wszędzie pracy dla zarobku, wówczas zwróciłem się do dobroci waszej łaskawości, abyście okazali pomoc przez oddanie mi na prawie prekaryjnym ziemi do uprawy w miejscowości łwaszej, która nazywa się (tak a tak); na co też zgadzając się wasza łaskawość prośbie mej zadośćuczyniła i raczyła oddać mi, jak o to prosiłem, na prawie prekaryjnym ziemię w wymienionej miejscowości za (tyle a tyle) modiów[vii]. Dlatego też w tym moim akcie prekaryjnym uroczyście przyrzekam nigdy w żadnym czasie z powodu tych ziem nie okazać wam żadnego sprzeciwu ani też uczynić jakiegoś uszczerbku. [...] Gdy zaś, niepomny na wszystkie przyrzeczenia wyrażone wyżej w tym moim akcie prekaryjnym, usiłował je złamać w najmniejszym przez swoją krąbrność, przysięgam na Boga i królestwo pana naszego najsławniejszego (takiego a takiego) króla, będziecie mieć pełne prawo wypędzić mnie ze wspomnianych ziem i rozporządzić się nimi na nowo według swego prawa, jak być powinno[viii]. Umowa ta była więc faktycznie nierozwiązywalna, tj. obowiązywała chłopa całe życie, a często również przechodziła na potomków poddanego, niezależnie od zgody słabszej strony. Świadomy nieścisłości prawnych dotyczących precarium oraz swojej, ugruntowanej prawnie, wyższej pozycji na drabinie społecznej, pan feudalny mógł zmuszać chłopa do pozostawania pod swoją „opieką”, dowolnie zwiększając obciążenie chłopa różnego rodzaju świadczeniami. Co więcej, miał możliwość ukarania, a nawet wypędzenia chłopa, gdy ten nie wywiązywał się ze swoich obowiązków wyrażonych w takim akcie prawnym. Prekaryjny, czyli „prośbowy”, dobrowolny, charakter precarium występował jednakże tak naprawdę tylko w teorii. Faktycznie bowiem, feudał miał do zastosowania całe spektrum środków, w tym rozwiązania siłowe, aby przymusić pozostawionego sobie samemu chłopa do podporządkowania. Jak pisze Jerzy Strzelczyk: „Prekarium tylko teoretycznie miało charakter dobrowolnej umowy pomiędzy prekarzystą a panem; ten ostatni miał do dyspozycji różne argumenty nacisku, skłaniające [...] wolnego sąsiada do nawiązania stosunku prekaryjnego[ix]. Nie było jednak tak, że jedyną stroną, która zyskiwała był pan feudalny. Co prawda, areał ziemi pozostający pod jego władaniem powiększał się, lecz i chłop wychodził na takiej transakcji całkiem korzystnie, jako że nie musiał się troszczyć o ochronę siebie, ani swojej rodziny.

Podobna procedura zachodziła, gdy jedną ze stron był Kościół. Jak pisze Tadeusz Manteuffel: „Dzięki ofiarności wiernych [Kościół] stał się właścicielem rozległych obszarów, których niejednokrotnie nie był nawet w stanie zagospodarować. Godził się więc chętnie oddawać je w użytkowanie tym wszystkim, którzy go o to prosili, pod warunkiem wszelako uiszczenia niewielkiego czynszu rocznego i odnawiania umowy dzierżawnej co pięć lat„.[x] Wyróżniamy trzy rodzaje prekariów kościelnych: precaria data, renumeratoria i oblata. Pierwsza polegała na tym, że chłop oddawał się w opiekę Kościoła pod warunkiem płacenia czynszu. Druga była dożywotnim nadaniem przez Kościół ziemi chłopu, który zobowiązany był darować Kościołowi „ziemię o znacznie mniejszej powierzchni„. Trzecia, precaria oblata, opierała się na umowie, w której chłop posiadający ziemię, oddawał ją Kościołowi i natychmiast otrzymywał ją z powrotem. „Poza zaspokojeniem celu dewocyjnego, zyskiwał on opiekę Kościoła, co w tych niespokojnych czasach nie było bynajmniej rzeczą bez znaczenia[xi]. Jeśli jednak chodzi o prekaria kościelne, to po pierwsze nie były one tak rozpowszechnione (pomijając okres początkowego średniowiecza, kiedy pozycja feudałów jeszcze nie wzrosła tak bardzo), a po drugie, Kościół jako organizacja ogólnoeuropejska, dbając o swoją renomę, przestrzegał zawartych umów.

Możemy się zastanawiąc, dlaczego chłop, dysponując przecież znaczym zakresem wolności, godził się na tak daleko idące ograniczenie możliwości dysponowania sobą i swoją ziemią (własnością). Będzie to jednak spojrzenie ahistoryczne: dopiero od czasów oświecenia poczęto traktować wolność jako wartość absolutną, w średniowieczu zaś pojęcie to było w większości nieznane i obce. Kwestią zdecydowanie istotniejszą dla człowieka wieków średnich były ciężary, jakich musiał on doświadczać, i spokój, którego pożądał. Te kryteria decydowały o podjęciu jakichkolwiek działań przez chłopa mających na celu poprawę jego położenia, jakkolwiek może się to wydać nam niezrozumiałe.

Podsumuwując zatem powyższe rozważania, można stwierdzić, że: a) główną formą własności w średniowieczu była własność pośrednia; b) chłop nie zawsze oddawał się pod opiekę pana feudalnego dobrowolnie; c) pan feudalny miał do dyspozycji całe spektrum środków mających „przekonać” chłopa do pozostania pod jego protektoratem i nie omieszkiwał z nich korzystać. Widać więc wyraźnie, iż uznawanie, powszechnie występujące w środowisku prawicowych libertarian, szczególnie zaś manarchistów, średniowiecza za „najbardziej wolnościowe czasy” jest obarczone błędem merytorycznym, jako że tak sytuacja była zgoła inna, co widać powyżej w charakterystyce praw własności.

Własność w kapitalizmie

A jak wygląda problem własności dziś, w czasach określanych często jako najbardziej wolnościowe? Czy można stwierdzić, że byliśmy świadkami postępu i że jednak porównując z feudalizmem wychodzimy in plus? Na drugie pytanie można odpowiedzieć twierdząco, jeśli przez postęp zrozumiemy zmianę mentalności ludzi: są oni zdecydowanie bardziej świadomi, lepiej zdają sobie sprawę z grożących im niebezpieczeństw i w związku z tym radzą sobie z nimi efektywniej. Są tym samym dobrze przygotowani do pielęgnowania praw własności. Jednakże, czy to wystarcza, żeby nazwać nasze czasy w ogóle wolnościowymi? Zdecydowanie nie. Poza tym, co z postępem rozumianym ogólnie, jako proces zmian na lepsze? Czy czasy, w których żyjemy są „bardziej doskonałe” pod względem zabezpieczenia praw własności niż poprzednia epoka? Według mnie nie, co postaram się wykazać, odpowiadając na pierwsze z postawionych przeze mnie pytań.

W kapitalizmie państwowym możemy wyróżnić dwa główne rodzaje własności: własność prywatna i własność państwowa. W przypadku własności państwowej sprawa jest jasna: środki produkcji pewnych dóbr należą do państwa (czasem tylko i wyłącznie do niego, jak w przypadku usług policyjnych). We współczesnej doktrynie przyjmuje się, że państwo powinno mieć wyłączność (monopol) na produkcję takich dóbr, jak ochrona własności prywatnej, szkolnictwo, bezpieczeństwo itd. Można więc stwierdzić, że działalność państwa polega na zastępowaniu rynku albo raczej, jak jest to określane w nauce, takiej alokacji zasobów, do której wolny rynek nie byłby zdolny (państwo, jako bardziej racjonalne niż rynek, ma robić to lepiej). Pozostawię to bez komentarza.

Kwestia jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, jeśli chodzi o własność prywatną. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinna być to taka kategoria własności, która podlega osobie fizycznej (prywatnej), a także umożliwia nieograniczone cieszenie się produktami swojej pracy. Będzie to odpowiadać w znacznej mierze rzeczywistości, jednak nie do końca. Co prawda, dana osoba jako właściciel jest uprawniona, zgodnie jeszcze z prawem rzymskim, do posiadania i używania rzeczy, do pobierania z niej pożytków oraz do rozporządzania ją, jednak nie są to uprawnienia absolutne. Przykładowo, nie można zgodnie z prawem nabywać narkotyków, nie można pobierać z rzeczy maksymalnych pożytków (podatki) czy nie można nawet posiadać rzeczy, jeśli państwo tak postanowi (wywłaszczenie). Czy te ograniczenia pozwalają w ogóle uznać własnośc prywatną jako „prywatną”? Przecież, jeśli jakaś instytucja może wskazać jednostce, co jest dla niej lepsze i rozkazać zrobienie danej czynności, to oznacza to, że taka instytucja ma pierwotne prawo do własności jednostki i produktów jej pracy. Aplikując terminy właściwe dla feudalizmu, stwierdzamy, iż państwo (będące seniorem w tym stosunku) ma dominium directum, a wasalowi-lennikowi przysługuje tylko własność użytkowa (dominium utile).

Jednym z najbardziej złożonych i przez to najbardziej niebezpieczych sfer, w których przejawia się supremacja państwowych praw własności, jest sfera podatkowa. Wyróżniamy dwa rodzaje podatków: pośrednie i bezpośrednie. Naruszanie własności prywatnej w przypadku pierwszych polega na zmuszeniu producenta danego dobra do dodania do wartości produktu pewnej kwoty, która ma zasilić kiesę państwa (opodatkowanie kwoty zakupionej), a jeśli chodzi o drugie – na odmówieniu jednostce prawa do części jej własności (opodatkowanie kwoty posiadanej). Co więcej, jest to całkowicie spójne z prawdopodobnie wymyśloną na tę potrzebę ideą dobra wspólnego i społecznej gospodarki rynkowej. Jak pisze Frank Chodorov: „„potrzeba społeczna” jest przyczyną całej produkcji, tego, że człowiek pracuje albo że powinien pracować dla dobra całości. Opodatkowanie jest świetnym sposobem rozpraszania efektów pracy[xii].

Można w końcu zapytać: jak to jest w końcu z tą własnością? Z tego, co napisałem wynika, że i obecnie mamy zdecydowaną przewagę własności podzielonej: państwo dzierżawi jednostkom część swojej własności, wspaniałomyślnie pozwalając im na korzystanie i czerpanie z niej pożytków. Państwo posiada również roszczenie do dóbr jeszcze niewyprodukowanych, a zatem nabywa do nich własność z chwilą ich produkcji. Sytuacja ma się więc inaczej niż ta w średniowieczu. Nastąpiła również zmiana podmiotów biorących udział w transakcji, a sama „umowa” wygląda następująco: państwo, jako absolutny właściciel wszystkich dóbr w państwie, daje jednostce w wieczyste użytkowanie ziemię, z tym, że owa jednostka zobowiązana jest do pewnych świadczeń i do wykonywanie każdego polecenia wydanego przez państwo, przy czym państwo, jako że faktycznie własność taka pozostaje w rękach prywatnych, nie rozpościera nad nią takiej ochrony jak nad własnością faktycznie państwową. Silniejszą stroną jest zatem rząd, a jego potęga wielokrotnie przekracza możliwości jakiegokolwiek szlachcica i króla w średniowieczu. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że umowa zawierana przez jednostkę z państwem wprowadzana zostaje w życie bez jej zgody. Nie może być tu więc mowy o Proudhonowskiej wizji umowy społecznej, w której to jednostka decyduje o zaistnieniu pewnej sytuacji. W omawianym przypadku człowiek, z faktu życia w państwie odbierającym mu jakąkolwiek możliwośc wyboru, jest istotą w znacznej mierze zależną od państwa – każda decyzja dotycząca własności regulowana jest przez państwo, w końcu pierwotnego właściciela wszystkich dóbr, łącznie z tymi jeszcze niewyprodukowanymi. W szczególności uwagę zwraca przymusowość i niezrywalność tego kontraktu. Państwo, jeśli uzna, że obywatel złamał zasady zawarte w „umowie”, może danego obywatela ukarać. Zauważmy ponadto, że to właśnie
[n]ajcięższymi zbrodniami w kodeksie Państwa nie są naruszenia prywatnej własności czy osoby, lecz niemal zawsze są to zagrożenia jego własnej wartości, jak zdrada, dezercja na stronę przeciwnika, odmowa zaciągnięcia się, spiskowanie, konspiracja, zamachy stanu czy przestępstwa gospodarcze wymierzone w Państwo, jak podrabianie pieniędzy czy unikanie podatku dochodowego” [podkreślenie moje - K. Ś.][xiii]. Mając to na uwadze, dochodzimy do wniosku, że społeczeństwo właściwe dla kapitalizmu państwowego musi być społeczeństwem klasowym: występują poddani i władcy. Możemy zatem definicję Marca Blocha dotyczącą feudalizmu zastosować równie dobrze do „state capitalism„: kapitalizm to więc system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika„.

Reasumując, można stwierdzić, że: a) charakter własności w czasach nam współczesnych jest niemal identyczny jak w średniowieczu, tj. dominującą formą jest własność podzielona; b) umowa z pańtwem o nabycie własności jest zawsze przymusowa, jako że państwo dysponuje pierwotnym prawem własności do wszelkich produkowanych przez obywateli dóbr, łącznie z tymi jeszcze nie wyprodukowanymi; c) osoba uchylająca się od płacenia podatków, a tym samym gwałcąca zawartą pod przymusem umowę z państwem, musi liczyć się z możliwością pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie interesów gospodarczych państwa. W obliczu tych faktów nie można stwierdzić, że czasy kapitalizmu państwowego należą do wolnościowych w jakimkolwiek rozumieniu, bowiem skala wyzysku i przymusu dorównuje temu, co ludzie musieli znosić w wiekach poprzednich. Akceptowane przez libertarian i jedyne zgodne uniwersalizmem etycznym zasady: samoposiadania oraz „original appropriation” (zwanej także „homestead principle„)[xiv] nie mają w tym przypadku żadnego przełożenia na rzeczywistość; zostały zastąpione przez państwową „umowę”, w której to państwo decyduje o każdym szczególe, nie zważając na jednostkę. Jak pisze Hans Herman Hoppe: „z wyzyskiem mamy do czynienia wtedy, gdy nastąpi jakieś odstępstwo od zasady zasiedlenia. Wyzyskiwaczem jest osoba, która żąda kontroli nad dobrami, których nie zasiedliła, nie zaoszczędziła, nie wyprodukowała, ani nie zdobyła na drodze dobrowolnej umowy od ich poprzedniego właściciela. Wyzysk sprowadza się do wywłaszczania tych, którzy pracują, oszczędzają i zasiedlają przez innych, którzy tego nie robią; jest to żerowanie ludzi, których żądania biorą się z powietrza, na tych, którzy uczciwie pracowali i zawierali ze sobą umowy[xv].

Doszliśmy zatem do przerażających wniosków: nic tak naprawdę nie jest nasze. Może powinienem uściślić: nic, co zostanie wyprodukowane zgodnie z państwowymi wymogami, bowiem właścicielem tego jest państwo. Z drugiej strony, możemy spodziewać się, że wolny rynek, będący wypadkową preferencji biorących w nim osób, znajdzie rozwiązanie. I faktycznie: sposobem na pozyskanie prawdziwego prawa właności jest kontrekonomia. „Rzeczywista praktyka ludzkich działań, która uchyla się od, unika i przeciwstawia się interwencji państwa jest działalnością kontrekonomiczną[xvi] . Na przekór tzw. białemu rynkowi, będacemu rynkiem „państwowym”, istnieje również tzw. szary i czarny rynek. Jak pisze Samuel Edward Konkin: „„[C]zarny rynek” jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego[xvii]. Szary rynek [...] oznacza handlowanie dobrami i usługami, które jako takie nie są nielegalne, ale zostały uzyskane lub dystrybutowane w sposób zabroniony przez prawo[xviii]. Statystyki mówią nam, że „praca na czarno” będąca właśnie działalnością kontrekonomiczną jest w Polsce dość popularna. W 2004 roku w szarej strefie pracowało ponad milion ludzi[xix], a „wielkość transakcji w polskiej szarej strefie szacuje się na 15% PKB[xx].

Okazuje się jednak, że szara strefa w dzisiejszym wymiarze nie jest panaceum na chorobę zwaną „brak praw własności”. Zdecydowana większość produktów powstaje bowiem na białym rynku, co powiększa wpływy do budżetu nadające pęd interwencjonistycznej machinie państwa mającej na celu ograbienie ludzi z należącej się im własności. Powstaje w ten sposób błędne koło, które jest tym straszniejsze, że może napędzać się w nieskończoność i trwać już zawsze, aż do wymarcia gatunku ludzkiego. Można zadać, całkiem zasadnie, pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przecież już Etienne de la Boetie w swoim „The Politics of Obedience: The Discourse of Voluntary Servitude” w XVI wieku pisał: „Wszakże ten, kto was tyranizuje, (…) nie ma w rzeczywistości żadnej władzy nad wami poza tą, którą sami mu nadaliście, aby mógł was zniszczyć. Skąd wziąłby tyle oczu, by was szpiegować, gdybyście sami mu ich nie oddali? Gdzie zaopatrywałby się w broń, przy pomocy której zmusza was do poddaństwa, gdybyście sami mu jej nie dawali? Skąd brałyby się stopy tratujące wasze miasta, jeśli nie byłyby waszymi własnymi stopami? Jakże mógłby posiąść władzę nad wami inaczej niż za waszym własnym pośrednictwem? Jak śmiałby was atakować, gdyby nie mógł przy tym liczyć na waszą współpracę? Cóż mógłby wam zrobić, gdybyście sami nie byli w zmowie z rabującym was złodziejem, gdybyście nie byli wspólnikami czyhającego na waszą śmierć mordercy, gdybyście sami nie byli własnymi zdrajcami? Obsiewacie wasze pola po to, by on mógł je spustoszyć, budujecie i meblujecie swe domy, by dostarczyć mu dóbr, które mógłby zrabować; wychowujecie wasze córki po to, by on mógł dać upust swej chuci; chowacie wasze dzieci po to, by on mógł uhonorować je najwyższym zaszczytem – by mógł je poprowadzić do boju w swych bitwach, przeznaczyć je na rzeź i uczynić z nich wykonawców swoich zachcianek i narzędzia zemsty; pracujecie w pocie czoła, by on mógł dogadzać swym pragnieniom i pławić się w ohydnej rozpuście; uginacie własne karki, by uczynić go jeszcze silniejszym i potężniejszym, by mógł trzymać was w szachu„.[xxi] Dlaczego więc ludzkość nie dąży do uwolnienia się spod tyranii? Dlaczego nie zmierzamy w stronę prawdziwego społecznego kontraktu, o którym pisał Benjamin Tucker[xxii]? Te pytania pozostaną, niestety, bez odpowiedzi. Przyszłość pokaże, czy ludzie zdadzą sobię sprawę, że Konstytucja jest tak naprawdę bujdą[xxiii], a król od zawsze był nagi, co od dawno próbują przekazać libertarianie. Niestety, bez skutku.



[i] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108[ii] Bloch M., Społeczeństwo feudalne, Warszawa 2002, s. 16[iii] Sójka K., prawa, Warszawa 2005, s. 116.[iv] Rothbard M., A Future of Peace and Capitalism, http://www.mises.org/article.aspx?Id=1559[v] Carson K., Studies in Mutualist Political Economy, http://www.mutualist.org/id71.html[vi] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 181-182.[vii] modius - 566 cali3[viii] Sobańska-Bondaruk M., Wiek V-XV w źródłach,Warszawa 1999, s. 215.

[ix] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 183.

[x] Manteuffel T., powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1978, s. 95.

[xi] Tamże.

[xii] Chodorov F., Taxation Is Robbery, http://www.mises.org/etexts/taxrob.asp

[xiii] Rothbard M., Anatomia Państwa, http://www.mises.pl/86

[xiv] Więcej o homestead principle w: Rothbard M., Ethics of Liberty, www.mises.org/rothbard/ethics.pdf, s. 87-93,

[xv] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108

[xvi] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 18.

[xvii] Trzeba jednak odróżnić czarny rynek od „rynku czerwonego”, czyli działalności będącej przymusową, tj. działania czy zachowania mające na celu ograniczenie czyjegoś prawa własności (również własności swojego ciała), czyli również sytuację, gdy jednostka niezależnie od swojej woli poddawana jest przemocy. „Red market” to np. morderstwo czy kradzież.

[xviii] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 24.

[xix] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_praca_nierejestrowana_2004.pdf

[xx] Szczepańczyk P., Pochwała szarej strefy, http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=386

[xxi] http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/CytatyEkon.htm

[xxii] Tucker B., The Relation of the State to the Invididual, http://flag.blackened.net/daver/anarchism/tucker/tucker3.html

[xxiii] Spooner L., Konstytucja bez autorytetu, www.libertarianizm.pl/spooner.htm

***
Krzysztof Śledziński
2 stycznia 2008

  • RSS
  • Print
  • PDF
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Pinger
  • Flaker
  • MySpace
  • Grono
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Digg
  • Technorati
  • Google Bookmarks
Tagi:
Podobne wpisy:

113 komentarzy dla wpisu “Krzysztof Śledziński „Prekarium””

Strony: « 1 2 3 4 5 [6] 7 8 9 10 11 … 12 » Show All

  1. 51
    Faer mówi:

    „Chłopi żyjący jak wiesz w stanie permanentnego chaosu i ciągłego zagrożenia mieli całkowicie wolny wybór: zażywać SUWERENNOŚCI (kluczowe słowo) przy nieustającym niemalże ryzyku, czy pójść do silniejszego Pana i w zamian za formę kooperacji oznaczającą pewne podporządkowanie, zyskać na bezpieczeństwie. Otóż dokonywali wyboru wolnego ( gdy Pan im groził, czy wprowadzał w błąd to jest to nadużycie i tu jest prawdziwy problem Średniowiecza), świadomego i niejednokrotnie przynoszącego spodziewane korzyści. Volenti non fit iniuria.”

    Możesz podać literaturę? Ja byłem przekonany, że feudalizm powstał na skutek nadawania ziemi wiernym rycerzom i URZĘDNIKOM (tak!) przez królów, aby ich wynagrodzić, zyskać poparcie, zbudować strukturę wojskową i ułatwić zarządzanie, a jako umowa między chłopami a panem czasem tylko dla przykrywki, a w rzeczywistości w niewielu przypadkach.

    Kto zdrowy na umyśle zgodziłby się na taką umowę bez możliwości jej odwołania i „zwolnienia” pana?! I do tego przekazania siebie i swoich dzieci nie tylko temu znanemu człowiekowi, ale też swoich potomków jego potomkom? I nawet jeżeli jakiś zwichrowaniec taką umowę by zawarł, to z jakiej racji ma ona obowiązywać jego dzieci?

    Timur: Czmeu feudalizm XIX-wieczny był gorszy od średniowiecznego? Nie traktuj tego jako pytanie retoryczne czy atak, po prostu jestem ciekaw :)

  2. 52
    Timur mówi:

    Witaj Fear! Dawno Cię tu nie było.

    „Timur: Czmeu feudalizm XIX-wieczny był gorszy od średniowiecznego? Nie traktuj tego jako pytanie retoryczne czy atak, po prostu jestem ciekaw ”

    Merytorycznie pytasz Fear ja merytorycznie odpowiadam.

    Moja wypowiedź nie będzie cytatem z żadnego filozofa. To będzie synteza z kilkunastu żródeł plus przemyslenia moje własne i moich przodków, którzy jak wiesz, się z arystokracji NIE wywodzą.

    Tak mi się wydaje, że degeneracja XIX wiecznego feudalizmu była wynikiem konwulsji Społeczeństwa Agrarnego ( jak kto woli Pierwszej Fali ) które rozpaczliwie przegrywało konkurencję we wszystkich dziedzinach ze Społeczeństwem Industrialnym ( Drugą Falą ).
    Arystokraci zaś pełni byli buty i dumy. Nie umieli wyciągnąć wniosków i sami wpadli w sidła własnej propagandy zupełnie jak niektórzy komuniści w PRL w 1989 roku zaskoczeni wynikiem wyborów z 4 czerwca.

    Arystokraci sami uwierzyli, że ich Bóg naznaczył na lepszych i że ich pomyślność będzie trwać wiecznie choć byli już zdegenerowanymi cieniami swoich przedków ze Średniowiecza.
    Bariery społęczne zostały zatrzaśnięte na głucho co zaowocowało efektem wąskiej puli genetycznej czyli ( jak już wczesniej pisałem ) bielactwem hemofilią syfem i malarią.
    Na dodatek brak weryfikacji na wojnie ( w XIX wieku oficerowie rzadko osobiście ryzykowali na polu bitwy, rzadziej niż w Średniowieczu ) spowodował, że od dawna nie byli już rycerzami tylko co najwyżej rozkapryszonymi paniczykami z dobrych domów. Pojedynki o pierdóły skutkowały raczej selekcją negatywną niż pozytywną. Na wojnie jest jednak inaczej niż w pojedynku. Konwenanse stały się treścią ich życia przez co stali się od życia oderwani. Wdzięk we władaniu sztućcami do spożywania ostryg i homarów stał się sztuką dla sztuki dowodzącą od ilu pokoleń jest się w Sferze a umiejętności merytoryczne stały się zupełnie nieistotne.

    No i arystokraci mielu swoją DUMĘ! Musieli się POKAZAĆ! Panienka ze dworu nie może przecież jechać do Paryża jak ostatnia dziadówka!
    A było to coraz trudniejsze zważywszy na dochody przemyslowców z Francji Anglii czy nawet Prus.
    Więc jak dotrzymać kroku? Ano powinności pańszczyźniane egzekwowane były przez 6 dni w tygodniu po 16 godzin dziennie. Oczywiście niezorientowanym przypominam że prace w rolnictwie mają charakter SEZONOWY i stąd się też biorą OFICJALNE wyliczenia z których wynika, że chłopi musieli odrobić „tylko” jeden czy dwa dni w tygodniu. Bo w skali całego roku tak z CYFEREK wynikało. Działki przyzagrodowe chłopów były coraz bardziej okrajane na rzecz ziemi folwarcznej a na dodatek Kościól wtrącał swoje 3 grosze nie pozwalając chłopom pracować w niedzielę na swoich działkach. Niezorientowanym przypominam, że nie da się najpierw zaorać pola Pana a potem swojej działki bo każda czynność ( orka, siew ) musi być wykonana w ŚCIŚLE okreslonej porze. A zatem chłopskie działki zasiewano ok miesiąca po terminie co owocowało niskimi plonami i głodowaniem na przednówku.
    Głodowanie na przednówku stało się czymś permanentnym a w Średniowieczu było incydentalne ( klęska nieurodzaju ) inna sprawa, że ten stan nie był wynikiem miłosierdzia średniowiecznych panów ale efektem dużej ilości ziemi oraz inwentarza przy małej ilości chłopów. Chłopi w Średniowieczu jadali dość dobrze, mięso na chłopskim stole nie było rzadkością, gdyby postawić wtedy obok siebie nagiego chłopa i pana, byłby kłopot z ich odróżnieniem. W XIX wieku już nie było z tym ŻADNEGO problemu. Mięso chłopi jadali tylko na Wielkanoc a niedobory wapnia i soli mineralych ( także vit D i A ) powodowały krzywice, osteomalację i wiele innych „atrakcji” mówiących z miejsca o pochodzeniu społecznym.
    Było to nie tylko efektem okrajania chłopskich działek ale przede wszystkim efektem PRZELUDNIENIA wsi, które to przeludnienie bylo też efektem braku antykoncepcji i biologiczną reakcją na nędze poprzez zwiększenie dzietności aby miał kto dochować na starość.
    „Chłopski typ urody” był z kolei kanwą dla „naukowych” teorii z zakresu wczesnej genetyki które gloryfikowały dobrze odżywioną szlachtę przeciwstawiając ją „genetycznie parszywemu” chłopstwu, którego doli poprawiać nie trzeba bo… wiadomo co.
    Te „naukowe” teorie były też wodą na młyn „pranazistów” i eugeników choć ich badania mimo wspólnych korzeni poszły w nieco innym kierunku.

    Kolejną „atrakcją” było też Prawo Pierwszej Nocy. O ile w Średniowieczu trafiało się sporo chłopek których ta „przyjemność” ominęła, bo gdy szła za mąż jej Pan był na wojnie, o tyle w XIX wieku, gdy arystokracja stała się „klasą osiadło-próżniaczą” stopień egzekwowania Prawa Pierwszej Nocy sięgnął 100%. Niby chłopom przysługiwał wykup, ale o ile w Średniowieczu wykup był realny ( chyba że Pan się wyjątkowo napalił na tę konkretną chłopkę ) o tyle w XIX wieku w dobie powszechnej chłopskiej nędzy wykupienie się od Prawa Pierwszej Nocy było marzeniem ściętej głowy. Na dodatek w tych stronach skąd ja pochodzę ( ściana wschodnia ) często się zdarzało, że Prawo Pierwszej Nocy przeistaczalo się w Prawo Każdej Nocy, gdyż tamtejsza szlachta, aczkolwiek formalnie katolicka przejmowała wszystko co najgorsze od szlachty wielkoruskiej, która traktowała swoje „dusze” jak osobisty harem.

    Czemu tak się działo? Podejrzewam, że był to paroksyzm kasty społecznej, która ze wszystkich sił i do ostatniej kropli krwi nie chciała przyjąć do wiadomości, że jej czas minął.
    No a paryskie kokoty wysoko się ceniły zaś kupić je „za cebulę i za zboże” było z roku na rok coraz trudniej. Czas Cen Sprawidliwych minął bezpowrotnie. Społeczeństwo Agrarne dogorywało.
    Zaś arystokraci chcąc zachować panowanie za wszelką cenę ( antyrozwojowość i pogarda dla mieszczan i kupców ) pogrążyli swój kraj coraz bardziej i bardziej w odchłani zacofania.
    Gdy w 1864 roku wyzwolono wreszcie ( formalnie ) chłopów, okazalo się, że rewolucja przemysłowa jest już O WIEK spóźniona, dlatego na ziemiach zaboru rosyjskiego przemysł był rachityczny i wchłonął bardzo nieliczny odsetek chłopów z przeludnionych wsi co zaowocowało „postfeudalizmem” który niełaskawie nam panował aż do II Wojny Światowej.

    Co do „postfeudalizmu” był on efektem tego, że Wolność nadana chłopom przez Cara Aleksandra II Romanowa była czystą fikcją.
    Gdy nie ma dokąd uciekać ( bo miasta i przemysł rozwijają się rachitycznie ) jest się nadal niewolnikiem swego Pana Dziedzica pomimo FORMALNEJ Wolności.

    Postfeudalizm był szczególnie toksyczny w Dwudziestoleciu Międzywojennym. W tym przypadku sytuacja była spowodowana zaszłościami historycznymi.
    Arystokraci traktowali chłopów strasznie, usprawiedliwiając się swoim „genetycznym patriotyzmem” ( skąd my to znamy… ) którego zabrakło ( ich zdaniem ) chłopom.
    Wszak wyzwolenie chłopów nastąpiło w 1864 roku, w czasie Powstana Styczniowego. Car Aleksander II uczynił to by wbić klina między chłopów i szlachtę i złamać Powstanie.
    Na dodatek kolejną „zbrodnią” chłopów było to, ze często gęsto przyjmowali ziemię pochodzącą z parcelacji majątków należących do szlachciców-powstańców ( jak wiadomo za udział w Powstaniu car odbierał szlachectwo i majątki ). Zresztą majątki na Podlasiu były małe i zbyt mizerne by być atrakcyjną premią dla carskich pułkowników i generałów, więc powiększyły często areały chłopów.

    W stronach z któych pochodzę, nadal obowiązywały służebności wobec dworu i quasipańszczyzna w postaci pracy w folwarku za pieniądze wielokrotnie mniejsze niż na Wolnym Rynku. Niechęć do takich prac była karana nieudzielaniem „buntownikowi” przez Kościół pomocy przednówkowej co było rownoznaczne ze śmiercią głodową.
    Wolność stala się jeszcze bardziej fikcją bo choć przemysł II RP rozwijał się w miarę dynamicznie to jednak byl to już zupełnie inny przemysł niż ten XIX wieczny. Ten przemysł wymagał WYKWALIFIKOWANEJ siły roboczej, a chłopi zwykle analfabeci tym wymogom sprostać nie mogli. Koszty życia w miastach też wzrosły i to do tego stopnia, że chłop pragnący zacząć karierę zawodową w mieście jako robotnik niewykwalifikowany nie miał szans na opłacenie choćby głupiego czynszu za mieszkanie. A co dopiero mówić o dokształcaniu się. Poza tym „chłopski typ urody” karierze niestety nieszczególnie sprzyjał.

    W stronach z których pochodzę bardzo często jeszcze w międzywojniu stosowano wobec chłopów kary cielesne, dyby a także… egzekwowano Prawo Pierwszej Nocy.
    Choć formalnie bylo to oczywiscie nielegalne to jednak tamtejsza policja i sądy, ZE WSZYSTKICH SIŁ i do ostatniej kropli krwi starała się sprawców rzeczonych przestępstw NIE złapać. Przecież złapanie arystokraty byłoby „niemoralne” i gwalciłoby jego WOLNOŚĆ!…

    A po „posfeudaliźmie” mieliśmy II WŚ a potem RealSoc ale o tym już pisał nie będę bo sami już wiecie jak to było.

    To na razie tyle,

  3. 53
    Faer mówi:

    Dzięki!

  4. 54
    Trikster mówi:

    Cześć! :)
    Dzięki Miłoszu za komenta. Heh, tyle się tu komentarzy zrobiło, że ciężko pisać, tak wolno chodzi. :D
    „Kościół Katolicki zniósł niewolnictwo formalne( manumissio in ecclesia), prawne uprzedmiotowienie człowieka, wysoce niepożądany stan, w którym człowiek nawet nie ponosił pełnej odpowiedzialności za swoje czyny( poza ekscepcjami). Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa to już niemały wyczyn zważywszy na antropologię innych kręgów kulturowych”
    Ok, ok, wszystko pięknie, tylko że w praktyce nie zmienia się prawie nic. Wiem, że chłop był uznawany za człowieka, ale sposób, w jaki był traktowany przez możnych oraz jego pozycja przypominały w dużym stopniu to, czego można było doświadczyć za niewolnictwa. No changes at all.

    „Chłopi żyjący jak wiesz w stanie permanentnego chaosu i ciągłego zagrożenia mieli całkowicie wolny wybór: zażywać SUWERENNOŚCI (kluczowe słowo) przy nieustającym niemalże ryzyku, czy pójść do silniejszego Pana i w zamian za formę kooperacji oznaczającą pewne podporządkowanie, zyskać na bezpieczeństwie. Otóż dokonywali wyboru wolnego ( gdy Pan im groził, czy wprowadzał w błąd to jest to nadużycie i tu jest prawdziwy problem Średniowiecza), świadomego i niejednokrotnie przynoszącego spodziewane korzyści. Volenti non fit iniuria.”
    Nie wiem, czy zauważyłeś, ale o tym pisałem. W artykule tym chodziło mi o ukazanie paraleli pomiędzy systemem feudalizmu i kapitalizmu państwowego. Z jednej strony mamy piękną teorię (vide: dobrowolność prekarium i umowa społeczna), z drugiej jednak, jak możesz przeczytać, żadne z wymienionych nie było dobrowolne (w przypadku prekrium: nie zawsze). Szlachcic posiadał cały arsenał środków, którymi mógł przymusić chłopa do podporządkowania. Pisze o tym Strzelczyk, a i ja to podkreślam w artykule. Nie może być więc za bardzo mowy o wolnym wyborze i, co za tym idzie, wolności. Jak podkreśla Strzelczyk metus i dolus występowały bardzo często i czasem były jedynym powodem, dla którego chłop zawierał związek prekaryjny. Aha, skoro domniemywasz, że nie ma dolus i nie ma metus, to jakoś do udowodnij, ok? Na czym to domniemanie w ogóle opierasz? Ze swojej strony polecam cytowaną pracę Strzelczyka.

    „marksizującego spojrzenia na społeczeństwo ”
    Co przez to rozumiesz?

    „do dziś najstarsi chłopi białoruscy z nostalgią wspominają rozsądnych “białych” Polaków jako Panów”
    Wybacz, ale śmieszny przykład. Czyli PRL był lepszy niż dzisiejsza rzeczywistość, bo wielu ludzi z nostalgią wspomina rozsądnego Gierka? Albo: czy III Rzesza była lepsze, bo wielu Niemców z nostalgią wspomina rozsądnego Hitlera? Nie wiem, ale nie wydaje mi się. ;)

    „przypomina cięcie dwustuletniego dębu za pomocą zardzewiałej piły ręcznej”
    O co chodzi? Czyżby o „dziecięcość” naszego zachowania? Ale tak czy inaczej nie rozumiem do czego zmierzasz.

    „Osławione ciężary feudalne rozkładały się partykularnie, a i zależne były od kontraktu i koniunktury”
    A że tak się spytam: co to ma do rzeczy? Dziś też są partykularne (jeśli dobrze rozumiem to słowo: jako „różne dla różnych grup społecznych”), a z całą pewnością również zależą od kontraktu (vide: różne państwa) i koniunktury (vide: zmniejszanie akcyzy, vatu itd.).

  5. 55
    Miłosz mówi:

    Dzień dobry!

    Pierwszeństwo winien mieć zdecydowanie Autor, ale niech mnie Krzysztof nie wini, iż uprzednio rozprawię się pokrótce z imć Timurem.
    Jak p. Timur widzi jeszcze dyszę i staję do równej walki z libertariańskimi chłopomanami (darujcie p. Timur ja wiem, że Pan się uważa za chłopa- doczytałem, że i pochodzi). Co was obchodzi mój herb i zawołanie skoro najprawdopodobniej niespecjalnie wiecie o co chodzi? Operuje Pan gotowym szablonem koliberała i stosuje go nader lekkomyślnie do mnie. Przypominam Panu, że stosując taki schemat polemiki posługuje się ( czy tego chce czy nie) wnioskowaniem indukcyjnym (ze szczegółu na ogół). O ile nie wątpię, o potwierdzeniu się tego szablonu w stosunku do wielu koliberałów, o tyle przypominam iż walor pewny ma tylko indukcja enumeratywna zupełna ( znaczy się jak zjesz Chłopię drogie wszystkie rozumy to będziesz mógł wnioskować ze szczegółu na ogół).
    W powyższym kontekście komentuje takie Twoje wypowiedzi:”O! Uszczypnijcie mnie! Widzicie to co ja czy może śnię?”,”To WIELKI postęp w mysli koliberalnej”,”Weż Pan pod rozwagę, że nie każdy należy do bractwa rycerskiego uczęszczającego na Mszę Trydencką”.
    Co do ostatniej przytoczonej wypowiedzi radzę Panu uświadomić sobie wpływ łaciny prawniczej i Prawa Rzymskiego na współczesne instytucje cywilistyczne, a później dopiero komentować bo w przeciwnym wypadku z Pańskiego, zamierzonego szyderstwa wynika raczej dyletanctwo.

    „Jak za niewolnictwa niewolnik kogoś zabił albo ukradł, to jest pan odpowiadał za niego W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI i zwalanie winy na “podwładnego” nie miało najmniejszego sensu”.
    Idiotyczne uogólnienie,boli o tyle, że z pewnością siebie porusza się Pan po dziedzinie zupełnie sobie obcej, niech Pan się zdecyduje czy jest : sobą, chłopem, czy lewackim pseudointeligentem (który ma jakąś wiedzę, ale nie bardzo). W wolnej chwili zalecam Panu lekturkę, która rozwieje wątpliwości: W.Wołodkiewicz, M.Zabłocka „Prawo Rzymskie Instytucje” rozdz.Osoby prozdz. Sytuacja Prawna Niewolników.

    Oszczędzę p.Timurowi dłuższych wywodów wynikających z jego nie wiedzy, zgodnie z zasadą, że leżącego się nie kopie, ostatecznie nie każdy musi orientować się w prawie.

    „Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa.
    Ja mogę każdej wiejskiej dziewczynie nadać doktorat z filozofii, tylko… co to zmieni?”

    Jest Pan nihilistą , że nie docenia Pan tego jako wartości samej w sobie? Czy po raz kolejny ignorantem, że nie rozumie z jakim trudem człowiek odkrywa kim jest?

    Oczywiście wiejska dziewczyna może być doktorem filozofii, podobnie jak Timur inteligentnym człowiekiem…ale to tylko czyste spekulacje, bez pretensji do prawdopodobieństwa :) )).

    „Panie Miłoszu. Po co tyle łaciny. Toż ona jest językiem martwym od 5 wieków co najmniej”.

    Tak, dla mas, ale masy i w XIV stuleciu nie znały łaciny, do dziś natomiast pozostaje ważna dla w takich dziedzinach jak filozofia, prawo i medycyna. Panie Timurze jest Pan dobrym retorykiem, ale jeżeli nawet tego Pan nie wiedział to ja zwyczajnie marnuje czas, niech już Pan lepiej poprzestanie na zwalczaniu hipokryzji u 15- letnich koliberków ( to Panu zapewne nawet wychodzi), a zanim przyjdzie do mnie po lekcyję wnioskowań logicznych, to niech trochę poczyta.

    Pan wybaczy ale niewątpliwe smaczki Pańskiego komentarza zostały przesłonięte przez pseudo ironie, z których przebija śmiech ignoranta. Smaczkiem zaś jest Timurowskie volenti(…) o rekurencyjności i nielogiczności Pańskiej wersji innym razem.

    Ostatnie jeno: „A czym się takowy rózni od koliberała Korwinisty?”. Takowy się różni np. inkompatybilizmem w miejsce korwinowskiego darwinizmu społecznego w aspekcie teorii rozwoju społeczeństwa. Takowy się różni np. celowościową wykładnia prawa, której Korwin (wiem to z ostrej dyskusji, którą z nim toczyłem) nie uznaje. A to nie są p.Timurze tylko kosmetyczne różnice!

    Faer : ty mówisz o zjawiskach, które występowały w monarchiach patrymonialnych (właśnie dlatego nie uważam całego średniowiecza za epokę wolności Timurze!). A ja o epoce wczesnofeudalnej, którą sobie wyświetlam jako kwintesencję feudalizmu.

    „Możesz podać literaturę?” Jeżeli koniecznie potrzebujesz jej by stwierdzić coś do czego wystarczy elementarna wiedza i sczypta refleksji, to służę: prof. Szaczaniecki „Historia Państwa I Prawa”- to podstawy, a niuanse znajdziesz w Baszkiewiczu, Manteuffelu, gdzie tylko autorzy pochylają się nad zagadnieniem rozwoju feudalizmu.

    Zadowolony?

    Do Autora: “Kościół Katolicki zniósł niewolnictwo formalne( manumissio in ecclesia), prawne uprzedmiotowienie człowieka, wysoce niepożądany stan, w którym człowiek nawet nie ponosił pełnej odpowiedzialności za swoje czyny( poza ekscepcjami). Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa to już niemały wyczyn zważywszy na antropologię innych kręgów kulturowych”

    „Ok, ok, wszystko pięknie, tylko że w praktyce nie zmienia się prawie nic. Wiem, że chłop był uznawany za człowieka, ale sposób, w jaki był traktowany przez możnych oraz jego pozycja przypominały w dużym stopniu to, czego można było doświadczyć za niewolnictwa. No changes at all”.

    No nie do końca „no changes at all” ponieważ inaczej podchodzisz do res vocale, a inaczej do człowieka, mało tego chłopi mieli prawo własności ( zróżnicowane to fakt), lub użytkowania wieczystego ziemi, a nie dostrzeganie tej różnicy zakrawa na stronniczość w rodzaju : „Jeżeli fakty nie pasują do teorii…śmierć faktom”.

    Problem polega na tym, że zarówno Timur jak i Ty Autorze absolutyzujecie wolność, macie kontratyp niewolnictwa, a poza tym nie istnieje już nic. Wolność to idea, która może się przejawiać lub nie i właśnie przez to jej przejawy to ona sama.Nic nie ma do rzeczy mój paternalistyczny ton, wyjaśniam elementy ontologii, które musicie znać by wasze dyskusje nie wyglądały jak bredzenie ślepego o kolorach.
    „O co chodzi? Czyżby o “dziecięcość” naszego zachowania? Ale tak czy inaczej nie rozumiem do czego zmierzasz”.
    Wybaczcie, może nie najzręczniejsza metafora, która miała na celu wykazanie chwiejności absolutyzujących wnioskowań opartych na zgoła nie skonsolidowanym przedmiocie- średniowieczu. Partykularyzm średniowiecza to nie tylko „różne prawa, stanom różnym”, ale także różne regulacje w różnych prowincjach, o czym zaświadcza de Tocqueville w „Dawnym Ustroju…”. Przy czym spektrum dyferencji jest znacznie szersze niż 7-22 proc. Vat dzisiaj, ale nie bójcie się Drodzy Libertarianie, wkrótce i ten partykularyzm zniknie w naszym kochanym EuroSojuzu.

    “marksizującego spojrzenia na społeczeństwo ” Co przez to rozumiesz?

    Wybaczcie ale to wymaga nieco dłuższego i bardziej skomplikowanego wywodu ( niech mnie kule bija jeśli p. Timur znajdzie tu poglądy Korwin- Mikkego :) ).
    Jeden z najwybitniejszych marksistów G. Plechanow, człowiek, który Marksem oddychał i w odróżnieniu od Lenina go rozumiał (J. Stalin „Zagadnienia leninizmu”). Stwierdził razu pewnego, bodaj czyż nie w „O materialistycznym pojmowaniu dziejów”, że nie istnieje klasa w sensie skonsolidowanym, każdy członek tzw. klasy się jednak różni(nie tylko charakterem, ale i interesem), a dla próby konsolidacji brzegowej na zasadzie ” teorii żołądków” są już jednak teoriami zmierzającymi do przyznania klasie bytu jedynie wtórnego ( a nie pierwotnego od podziału pracy jak by chciał Marks). Skoro klasa jest bytem wtórnym, któremu nie przysługują walory bytowania uniwersalnego (jak np. jednostce), to trzeba chcieć podążyć w kierunku wytyczonym przez Marksa by choć dojrzeć klasy (Panowie Plechanow to wybitny i uczciwy Marksista, nie jakiś budzący obrzydzenie p. Timura koliberał). Czy już wszystko jasne Krzysztofie i Timurze? Jesteście mimowolnie marksizujący- to zresztą fenomen libertarianizmu „chłopskiego” w wydaniu Timura, ba marksizujący to jest raczej Autor, p. Timur może być nawet potencjalnie wybitnym teoretykiem Marksizmu :) ) (tu jest trochę ironii p. Timurze, dzięki temu wiesz już czym jest ironia nie ignorancka:)).

    Kłaniam się i do dalszych usług poznawczych się Panom Libertarianom polecam!

    Miłosz.

    P.S. W następnym odcinku z cyklu „Oświaty Kaganek Libertarianom”( :) )) o teorii chcącego i krzywdy autorstwa p. Timura.

  6. 56
    qatryk mówi:

    eee. nic nie skumałem. No ale to chyba tak jest jak sie mówi do prostaka.
    Miłoszu wytłumacz ty mnie wolałbyś być średniowiecznym chłopem czy dzisiejszym pracownikiem korporacyjnym? Bo tu chyba tkwi sedno – spróbujmy sobie wyobrazić zasady średniowieczne w dzisiejszym świecie:
    zasadniczo chyba by się za wiele nie różniły – zapieprzasz na kogoś, mogą ci kazać to czy tamto. Jest jednak jedna zasadnicza róznica. Masz prawo odejść. Jakbys mi tego kurde nie tłumaczył chłop w średniowieczu choćby miał takie prawa to de facto nie mógł z niego skorzystać.
    Wiesz to jest taka róznica jak między BDSM a złapaniem na ulicy babeczki przywiązaniem jej, wybiczowaniem i zerżnięciem. Jak staniesz z boku jedno od drugiego nie odróznisz jako postronny obserwator, ale chyba sam się zgodzisz że jest cholerna róznica miedzy BDSMowymi praktykami seksualnym w których ludzie dobrowolnie biorą udział a brutalnym gwałtem.
    Dla mnie to co gadasz to jest tak jakbyś mówił że jak się zgwałci kobiete po misjonarsku to to lepsze niż jak ludzie napierdalają się biczami i wkładaja sobie dobrowolnie ogórki w odbyty. Bo pierwsze to jeszcze ujdzie ale drugie jest tak obleśne że nie mógłbys znieść tego widoku.
    Sorry za porównania jeżeli rażę twoje poczucie dobrego smaku no ale jak napisałem prosty jestem…

  7. 57
    Trikster mówi:

    Ależ Miłoszu, po co tyle argumentów odwołujących się do emocji?
    Jestem marksizujący, jak zresztą wszyscy chyba libertarianie. Machaj kiedyś napisał: „Dajcie mi intelignetnego socjalistę, a uczynie z niego libertarianina” (albo coś w tym stylu). Owszem, libertarianom dość blisko do socjalizmu (tego pierwotnego, nie jako „misnomer” mający oznaczać socjaldemokrację). I co z tego? Stwierdzasz tylko fakt, obwieszczasz światu: „Hah, libertarianie marksizują!”. Tylko że nic z tego nie wynika. Stwierdasz tylko po to, żeby stwierdzić.

    Miłoszu, nie dostrzegasz wążnej rzeczy! Praktyka (to, co ja opisuję) różni się bardzo od teorii (to, co Ty opisujesz). Chłop, owszem, miał prawo własności, tylko na czym ono polegało? Ano na tym, że mógł sobie coś posiadać albo użytkować, jeśli pan inaczej nie postanowił. I to nie jest tylko cecha późnego średniowiecza: było to widoczne przez cały okres dominacji feudalizmu sensu stricto, od powstania kolonatu aż do Rewolucji Przemysłowej i Francuskiej. Dla mnie to właśnie Twoje stanowisko przypomina „tym gorzej dla faktów”, bo ignorujesz to, co jest oczywiste: ugruntowane prawnie stanowisko szlachty i możnych na drabinie społecznej.

    Mógłbyś rozwinąć to o partykularyzmie? Czym ten partykularyzm ma być? I czy mógłbyś udowodnić, że „średniowiecze było partykulane”? Tak ogólnie. Bo mi się wydaje, że owszem, można znaleźć oazy partykularyzmu, ale nie było to regułą.

  8. 58
    qatryk mówi:

    Trikster – jak wiadomo marksizm to największe zło świata. Przeciez to to samo co komunizm, bolszewizm, stalinizm.:D

  9. 59
    Trikster mówi:

    Hehe, przecież wiem. :D

    A jeszcze wracając. Owszem, absolutyzuję wolność. Ale to znowu argument emotywny, bo to podobno nasz problem. A mi się wydaje, że to Twój problem, bo nie potrafisz rozmawiać z libertarianami, stąd Twój paternalistyczny ton (dla mnie przejaw słabości argumentów) i właśnie dużo emocji. Faktycznie, Twój styl przypomina trochę Rothbiego, a nie jest to dla Ciebie dobre, bo Rothbiego mało kto traktował poważnie właśnie przez jego styl argumentacji.
    Dla mnie wolność i niewola to dwa punkty skrajne na odcinku (punkty skrajne pewnego kontinuum). Można więc powiedzieć, że coś jest mniej albo bardziej wolnościowe. Nie rozumiem więc w czym Twoj problem tkwi. Czy ja bredzę jak ślepy o kolorach? Wyjaśnij prosżę.

  10. 60
    Timur mówi:

    Witajcie!
    No to mnie zaskoczyliście :-) )
    Już myslałem że będę walczył samotnie lub w najlepszym wypadku tylko do spółki z Triksterem. Ale cóż! Ten post jest wart długiego postu. No i nie byłbym sobą gdybym nie odniósł się także do postów Quatryka. Tym razem z grubsza się zgodzę, bo choć czasem drzemy koty, to jednak nasze style „gryzmolenia” więcej łączy niż dzieli, co wiem, odkąd przestudiowałem „Quatrykowe Boje”.

    Trochę mi się zejdzie z napisaniem pełniego postu, boć czasem się musi chodzić do pracy a week-end już się skończył. W każdym razie wstępnie mi się wydaje że imć Miłosz musi być ode mnie sporo starszy skoro ma problemy z interpretowaniem emoticonów którymi zwykle „okrasza się” teksty publikowane w netcie.

    Ale nic to. Jak napiszę i wycyzeluję to na pewno wstawię. Znacie mnie. Timur może nierychliwy ale sprawiedliwy ;-)

Strony: « 1 2 3 4 5 [6] 7 8 9 10 11 … 12 » Show All

Skomentuj:

Możesz używać: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>