Krzysztof Śledziński „Prekarium”

Żyjemy w średniowieczu. Feudalizm, nieodłączny element tej rzekomo dawno minionej epoki, w swojej zmodyfikowanej wersji, czyli kapitalizmie państwowym, panuje niepodzielnie – oparł się nawet Rewolucji Przemysłowej, Rewolucji Informatycznej i gigantycznemu wzrostowi gospodarczemu. Nie mogę się więc zgodzić z Jacquesem le Goffem, iż epoka feudalizmu zakończyła się w wieku XIX. Ona jeszcze nie przeminęła. Trwa nadal, ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, żeby miała zostać zastąpiona przez jakiś inny system. Możemy od razu zadać pytanie: czy to dobrze, czy źle (przepraszam jednocześnie Waltera Blocka za wartościowanie)? Czy powinniśmy się cieszyć z takiego biegu rzeczy, czy raczej dążyć do zmiany stanu zastanego? Odpowiedź wydaje się jasna: na przekór konserwatystom twierdzę, iż status quo jak najbardziej nie jest stanem pożądanym. Czego jednak należy pożądać? Nadal obowiązującym systemem jest niewolnictwo, tym razem zawoalowane, dalekie od tego, czego człowiek doświadczał w poprzednich epokach historycznych, lecz, parafrazujac Franka Chodorova, niewolnictwo jest niewolnictwem, i żadna ilość słów nie jest w stanie tego zmienić. Jeśli uznamy z jednej strony wolność, a z drugiej niewolę jako punkty skrajne pewnego kontinuum, to dojdziemy do wniosku, iż tak naprawdę średniowiecze niewiele różniło się od czasów nam współczesnym. Gdy zauważymy jakieś odmienności, będą one w części wypadków na korzyść panującego obecnie kapitalizmu państwowego, pomimo niechęci, jaką powinniśmy go darzyć, w innych zaś przewagę będzie miało średniowiecze. Franz Oppenheimer zwykł mówić, że kapitalizm jako system wyzysku klasowego był bezpośrednim sukcersorem feudalizmu. Czy miał rację?

Jakie są zatem punkty wspólne pomiędzy feudalizmem a kapitalizmem państwowym? Po pierwsze struktura społeczeństwa dziś jest prawie idealnym odzwierciedleniem tej średniowiecznej: 1%, który stanowią najbogatsi – państwowcy i, co ważniejsze, lobbyści (używając terminologii Sama Konkina: nadpaństwowcy) – jest odpowiednikiem władcy (monarchy) i jego najbliższego otoczenia (które, wbrew powszechnemu mniemaniu, miało ogromny wpływ na prowadzenie polityki tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej), czyli najwyższych urzędników i rady królewskiej; 9% – to ci, którzy korzystają na istnieniu państwa w nie mniejszym stopniu niż opisany wyżej 1% – jest to klasa średnia państwowców, nie mająca takich pokładów energii i przedsiębiorczości, żeby przebić się do elity, będąca ekwiwalentem szlachty, tj. posiadaczy ziemskich; wreszcie pozostałe 90% – klasa wyzyskiwana, „niewolnicy”, a dawniej: chłopi i w znacznej mierze mieszczaństwo. Co więcej, ta ostatnia grupa społeczna trzymana jest za „zasłoną niewiedzy” przez klasy znajdująca się wyżej na drabinie. Sprzyja to alienacji poszczególnych klas i tworzeniu się swoistej nadbudowy, „zaprojektowanej w ten sposób, aby legitymizowała władzę klasową[i].

Po drugie, w obu systemach występuje tzw. triple helix (potrójna spirala). Feudalizm spajało porozumienie władców, szlachty (feudałów, wielkich posiadaczy ziemskich, magnatów) i Kościoła, kapitalizm zaś: polityków, wielkiego biznesu i intelektualistów. Każda z tych grup korzysta na działalności pozostałych, gdyż dobrze zdaje sobie sprawę, iż może utrzymywać swoją pozycję tylko w sytuacji, gdy status quo pozostanie niezmieniony. Bez owego porozumienia żaden z tych systemów nie mógłby istnieć.

Po trzecie, podział społeczeństwa jest zawsze zalegalizowany, tj. znajduje odzwierciedlenie w obowiązującym systemie prawnym, bez znaczenia czy jest to prawo zwyczajowe (występujące w dużej mierze w średniowieczu), czy stanowione (będące podstawą w kapitalizmie państwowym). Tak w wiekach średnich, jak i dziś mamy do czynienia z rozróżnieniem na stany uprzywilejowane (dawniej: szlachta i duchowieństwo; obecnie: państwowcy i nadpaństwowcy) i nieuprzywilejowane (dawniej: mieszczaństwo i, przede wszystkim, stanowiące większość społeczeństwa chłopstwo; obecnie: serfs, czyli reszta populacji).

Po czwarte wreszcie, można zauważyć pewną paralelę pomiędzy prawem własności w feudalizmie i w kapitalizmie. Mianowicie, owa zbieżność występuje w charakterze praw własności (własność podzielona) i sposobie ich nabywania (umowa, w której strony nie mają takich samych praw). O tym właśnie będzie traktować ten esej.

Feudalizm jest to, używając definicji Marca Blocha, system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika[ii]. System ten jest więc nierozerwalnie połączony ze społeczeństwem klasowym, w którym to klasy posiadają różne prawa, przywileje i obowiązki. Jest to węższa definicja tego terminu. Szersza z kolei głosi, iż feudalizm to ustrój gospodarczy oparty o podzieloną własność ziemską. „[W] ramach stosunku lennego występował podział własności lenna między nadającego ziemie w lenno seniora, który zachowywał własność ziemską (dominium directum, eminens) ziemi, i wasala-lennika, który otrzymywał własność podleglą, czyli użytkową (dominium utile). Mógł także w pewnych systemach wykształcić się, charakterystyczny dla stosunków własności podzielonej, podział naprawo do ziemi między właścicielami ziemskimi a bezpośrednimi jej użytkownikami – chłopami[iii] . Obie te definicje są poprawne, a w pracy tej postaram się udowodnić, że (węższa w całej rozciągłości, szersza – z pewnimi modyfikacjami dotyczącymi podmiotów stosunków gospodarczych) można je zastosować do obecnie funkcjonującego systemu, tj. kapitalizmu państwowego.

Kapitalizm państwowy możemy zdefiniować jako system gospodarczy odznaczający się daleko idącą interwencją państwa, mającą na celu chronienie interesów wielkiego biznesu. Model ten należy oddzielić od kapitalizmu laissez-faire, który, żartobliwie ujmując, różni się tym od kapitalizm państwowego, co krzesło od krzesła elektrycznego. Oddajmy głos Murrayowi Rothbardowi: „Różnicą pomiędzy kapitalizmem wolnorynkowym a kapitalizmem państwowym jest różnica dokładnie między pokojową, dobrowolną wymianą z jednej strony, a wyzyskiem z drugiej[iv]. Co więcej, Kevin Carson pisze: „Kapitalizm, wyrastający, jako nowy typ społeczeństwa klasowego, bezpośrednio z poprzedniego społeczeństwa klasowego ze średniowiecza, powstał na akcie rabunku tak ogromnym jak poprzedni, feudalny podbój ziemi. Jest on utrzymywany aż po dziś dzień dzięki ciągłej interwencji państwa mającej na celu chronienie tego systemu przywilejów, bez którego jego przetrwanie jest niewyobrażalne. Obecna struktura własności kapitału i organizacji produkcji w naszej tak zwanej „rynkowej” ekonomii, stanowi odbicie opresywnej interwencji państw [...]. Od początków Rewolucji Przemysłowej, to co nostalgicznie zwiemy „laissez-faire”, było w rzeczywistości systemem stałej interwencji państw, aby subsydiować akumulację, gwarantować przywileje i utrzymywać dyscyplinę pracy[v].

Własność w średniowieczu

Dla średniowiecznego pojmowania własności najbardziej charakterystyczne są dwie instytucje: beneficium (później feudum) oraz precarium (albo później precaria, gdyż „precarium (…) w wyniku pewnej metamorfozy gramatycznej, która zwróciła szczególną uwagę historyków, z rodzaju nijakiego przeszło na żeński: precaria; na potrzeby tej pracy stosował będę te dwa terminy zamiennie). Początkowo terminy te oznaczły to samo, lecz z czasem nabyły odmienne znaczenia. Beneficium (feudum), jako bardziej zaszczytne i nie połączone z prośbą, dotyczyło głównie stosunków między feudałami i między feudałem a władcą. Biorąc pod uwagę liczebność szlachty, nie było więc aż tak powszechne jak odnoszące się do chłopów precarium.

Precarium jest formą własności podzielonej, czyli takiej, która podlegała kilku podmiotom. Nazwa precarium wywodzi się od słowa preces, które oznacza prośbę. Początkowo bowiem chłop występował z prośbą do pana feudalnego (względnie Kościoła), aby ten wziął go pod opiekę. Precarium było chyba najpowszechniejszą formą własności podzielonej.

Przyjrzyjmy się sposobowi, w jaki precarium się wykształciło. Oddajmy głos Jerzemu Strzelczykowi: „Wieśniak, wolny, lecz słaby, nie mogąc często w razie potrzeby i zagrożenia – a we wczesnym średniowieczu były one czymś zupełnie zwyczajnym – liczyć na pomoc ani, jak to było z dawien dawna, współrodowców (jako że ród jako archaiczna forma więzi społecznej wiele był utracił ze swego pierwotnego znaczenia), ani odległego na ogół i wielorako zaabsorbowanego księcia (króla), w poszukiwaniu jakiegoś społecznego i efektywnego (a to znaczyło: niezbyt odległego) wsparcia, pragnąc zarazem uchylić się od coraz bardziej uciążliwego obowiązku służby zbrojnej na rzecz panującego, wolał utracić abstrakcyjną „wolność” i stać się czyimś, jakiegoś klasztoru lub możnego sąsiada świeckiego, „człowiekiem”, poddanym[vi]. Chłop tracił więc niezależność faktyczną, godził się na utratę znacznej części swojej wolności. Nie stawał się jednak niewolnikiem sensu stricto - miał przecież własność ziemi, którą uprawiał, i mógł korzystać z dóbr, które wyprodukował. Owa utrata niezależności polegała na tym, że chłop, w zamian za przyrzeczenie opieki, oddawał swoją ziemię panu feudalnemu (ewentualnie Kościołowi), a później zyskiwał ją z powrotem w charakterze użytkownika. Dodatkowym przywilejem było również zwolnienie z służby wojskowej na rzecz panującego. Często jednakże chłop podlegał pewnym ciężarom, które określamy ogólnym terminem renty feudalnej (w formie renty odrobkowej, naturalnej, a następnie czynszu), wynikającym właśnie z uprawnień zwierzchnich pana do ziemi uprawianej przez chłopa. Sama umowa wyglądała następująco: „Panu zawsze mojemu (takiemu a takiemu). Gdy z dnia na dzień cierpiałem nędzę i daremnie szukałem wszędzie pracy dla zarobku, wówczas zwróciłem się do dobroci waszej łaskawości, abyście okazali pomoc przez oddanie mi na prawie prekaryjnym ziemi do uprawy w miejscowości łwaszej, która nazywa się (tak a tak); na co też zgadzając się wasza łaskawość prośbie mej zadośćuczyniła i raczyła oddać mi, jak o to prosiłem, na prawie prekaryjnym ziemię w wymienionej miejscowości za (tyle a tyle) modiów[vii]. Dlatego też w tym moim akcie prekaryjnym uroczyście przyrzekam nigdy w żadnym czasie z powodu tych ziem nie okazać wam żadnego sprzeciwu ani też uczynić jakiegoś uszczerbku. [...] Gdy zaś, niepomny na wszystkie przyrzeczenia wyrażone wyżej w tym moim akcie prekaryjnym, usiłował je złamać w najmniejszym przez swoją krąbrność, przysięgam na Boga i królestwo pana naszego najsławniejszego (takiego a takiego) króla, będziecie mieć pełne prawo wypędzić mnie ze wspomnianych ziem i rozporządzić się nimi na nowo według swego prawa, jak być powinno[viii]. Umowa ta była więc faktycznie nierozwiązywalna, tj. obowiązywała chłopa całe życie, a często również przechodziła na potomków poddanego, niezależnie od zgody słabszej strony. Świadomy nieścisłości prawnych dotyczących precarium oraz swojej, ugruntowanej prawnie, wyższej pozycji na drabinie społecznej, pan feudalny mógł zmuszać chłopa do pozostawania pod swoją „opieką”, dowolnie zwiększając obciążenie chłopa różnego rodzaju świadczeniami. Co więcej, miał możliwość ukarania, a nawet wypędzenia chłopa, gdy ten nie wywiązywał się ze swoich obowiązków wyrażonych w takim akcie prawnym. Prekaryjny, czyli „prośbowy”, dobrowolny, charakter precarium występował jednakże tak naprawdę tylko w teorii. Faktycznie bowiem, feudał miał do zastosowania całe spektrum środków, w tym rozwiązania siłowe, aby przymusić pozostawionego sobie samemu chłopa do podporządkowania. Jak pisze Jerzy Strzelczyk: „Prekarium tylko teoretycznie miało charakter dobrowolnej umowy pomiędzy prekarzystą a panem; ten ostatni miał do dyspozycji różne argumenty nacisku, skłaniające [...] wolnego sąsiada do nawiązania stosunku prekaryjnego[ix]. Nie było jednak tak, że jedyną stroną, która zyskiwała był pan feudalny. Co prawda, areał ziemi pozostający pod jego władaniem powiększał się, lecz i chłop wychodził na takiej transakcji całkiem korzystnie, jako że nie musiał się troszczyć o ochronę siebie, ani swojej rodziny.

Podobna procedura zachodziła, gdy jedną ze stron był Kościół. Jak pisze Tadeusz Manteuffel: „Dzięki ofiarności wiernych [Kościół] stał się właścicielem rozległych obszarów, których niejednokrotnie nie był nawet w stanie zagospodarować. Godził się więc chętnie oddawać je w użytkowanie tym wszystkim, którzy go o to prosili, pod warunkiem wszelako uiszczenia niewielkiego czynszu rocznego i odnawiania umowy dzierżawnej co pięć lat„.[x] Wyróżniamy trzy rodzaje prekariów kościelnych: precaria data, renumeratoria i oblata. Pierwsza polegała na tym, że chłop oddawał się w opiekę Kościoła pod warunkiem płacenia czynszu. Druga była dożywotnim nadaniem przez Kościół ziemi chłopu, który zobowiązany był darować Kościołowi „ziemię o znacznie mniejszej powierzchni„. Trzecia, precaria oblata, opierała się na umowie, w której chłop posiadający ziemię, oddawał ją Kościołowi i natychmiast otrzymywał ją z powrotem. „Poza zaspokojeniem celu dewocyjnego, zyskiwał on opiekę Kościoła, co w tych niespokojnych czasach nie było bynajmniej rzeczą bez znaczenia[xi]. Jeśli jednak chodzi o prekaria kościelne, to po pierwsze nie były one tak rozpowszechnione (pomijając okres początkowego średniowiecza, kiedy pozycja feudałów jeszcze nie wzrosła tak bardzo), a po drugie, Kościół jako organizacja ogólnoeuropejska, dbając o swoją renomę, przestrzegał zawartych umów.

Możemy się zastanawiąc, dlaczego chłop, dysponując przecież znaczym zakresem wolności, godził się na tak daleko idące ograniczenie możliwości dysponowania sobą i swoją ziemią (własnością). Będzie to jednak spojrzenie ahistoryczne: dopiero od czasów oświecenia poczęto traktować wolność jako wartość absolutną, w średniowieczu zaś pojęcie to było w większości nieznane i obce. Kwestią zdecydowanie istotniejszą dla człowieka wieków średnich były ciężary, jakich musiał on doświadczać, i spokój, którego pożądał. Te kryteria decydowały o podjęciu jakichkolwiek działań przez chłopa mających na celu poprawę jego położenia, jakkolwiek może się to wydać nam niezrozumiałe.

Podsumuwując zatem powyższe rozważania, można stwierdzić, że: a) główną formą własności w średniowieczu była własność pośrednia; b) chłop nie zawsze oddawał się pod opiekę pana feudalnego dobrowolnie; c) pan feudalny miał do dyspozycji całe spektrum środków mających „przekonać” chłopa do pozostania pod jego protektoratem i nie omieszkiwał z nich korzystać. Widać więc wyraźnie, iż uznawanie, powszechnie występujące w środowisku prawicowych libertarian, szczególnie zaś manarchistów, średniowiecza za „najbardziej wolnościowe czasy” jest obarczone błędem merytorycznym, jako że tak sytuacja była zgoła inna, co widać powyżej w charakterystyce praw własności.

Własność w kapitalizmie

A jak wygląda problem własności dziś, w czasach określanych często jako najbardziej wolnościowe? Czy można stwierdzić, że byliśmy świadkami postępu i że jednak porównując z feudalizmem wychodzimy in plus? Na drugie pytanie można odpowiedzieć twierdząco, jeśli przez postęp zrozumiemy zmianę mentalności ludzi: są oni zdecydowanie bardziej świadomi, lepiej zdają sobie sprawę z grożących im niebezpieczeństw i w związku z tym radzą sobie z nimi efektywniej. Są tym samym dobrze przygotowani do pielęgnowania praw własności. Jednakże, czy to wystarcza, żeby nazwać nasze czasy w ogóle wolnościowymi? Zdecydowanie nie. Poza tym, co z postępem rozumianym ogólnie, jako proces zmian na lepsze? Czy czasy, w których żyjemy są „bardziej doskonałe” pod względem zabezpieczenia praw własności niż poprzednia epoka? Według mnie nie, co postaram się wykazać, odpowiadając na pierwsze z postawionych przeze mnie pytań.

W kapitalizmie państwowym możemy wyróżnić dwa główne rodzaje własności: własność prywatna i własność państwowa. W przypadku własności państwowej sprawa jest jasna: środki produkcji pewnych dóbr należą do państwa (czasem tylko i wyłącznie do niego, jak w przypadku usług policyjnych). We współczesnej doktrynie przyjmuje się, że państwo powinno mieć wyłączność (monopol) na produkcję takich dóbr, jak ochrona własności prywatnej, szkolnictwo, bezpieczeństwo itd. Można więc stwierdzić, że działalność państwa polega na zastępowaniu rynku albo raczej, jak jest to określane w nauce, takiej alokacji zasobów, do której wolny rynek nie byłby zdolny (państwo, jako bardziej racjonalne niż rynek, ma robić to lepiej). Pozostawię to bez komentarza.

Kwestia jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, jeśli chodzi o własność prywatną. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinna być to taka kategoria własności, która podlega osobie fizycznej (prywatnej), a także umożliwia nieograniczone cieszenie się produktami swojej pracy. Będzie to odpowiadać w znacznej mierze rzeczywistości, jednak nie do końca. Co prawda, dana osoba jako właściciel jest uprawniona, zgodnie jeszcze z prawem rzymskim, do posiadania i używania rzeczy, do pobierania z niej pożytków oraz do rozporządzania ją, jednak nie są to uprawnienia absolutne. Przykładowo, nie można zgodnie z prawem nabywać narkotyków, nie można pobierać z rzeczy maksymalnych pożytków (podatki) czy nie można nawet posiadać rzeczy, jeśli państwo tak postanowi (wywłaszczenie). Czy te ograniczenia pozwalają w ogóle uznać własnośc prywatną jako „prywatną”? Przecież, jeśli jakaś instytucja może wskazać jednostce, co jest dla niej lepsze i rozkazać zrobienie danej czynności, to oznacza to, że taka instytucja ma pierwotne prawo do własności jednostki i produktów jej pracy. Aplikując terminy właściwe dla feudalizmu, stwierdzamy, iż państwo (będące seniorem w tym stosunku) ma dominium directum, a wasalowi-lennikowi przysługuje tylko własność użytkowa (dominium utile).

Jednym z najbardziej złożonych i przez to najbardziej niebezpieczych sfer, w których przejawia się supremacja państwowych praw własności, jest sfera podatkowa. Wyróżniamy dwa rodzaje podatków: pośrednie i bezpośrednie. Naruszanie własności prywatnej w przypadku pierwszych polega na zmuszeniu producenta danego dobra do dodania do wartości produktu pewnej kwoty, która ma zasilić kiesę państwa (opodatkowanie kwoty zakupionej), a jeśli chodzi o drugie – na odmówieniu jednostce prawa do części jej własności (opodatkowanie kwoty posiadanej). Co więcej, jest to całkowicie spójne z prawdopodobnie wymyśloną na tę potrzebę ideą dobra wspólnego i społecznej gospodarki rynkowej. Jak pisze Frank Chodorov: „„potrzeba społeczna” jest przyczyną całej produkcji, tego, że człowiek pracuje albo że powinien pracować dla dobra całości. Opodatkowanie jest świetnym sposobem rozpraszania efektów pracy[xii].

Można w końcu zapytać: jak to jest w końcu z tą własnością? Z tego, co napisałem wynika, że i obecnie mamy zdecydowaną przewagę własności podzielonej: państwo dzierżawi jednostkom część swojej własności, wspaniałomyślnie pozwalając im na korzystanie i czerpanie z niej pożytków. Państwo posiada również roszczenie do dóbr jeszcze niewyprodukowanych, a zatem nabywa do nich własność z chwilą ich produkcji. Sytuacja ma się więc inaczej niż ta w średniowieczu. Nastąpiła również zmiana podmiotów biorących udział w transakcji, a sama „umowa” wygląda następująco: państwo, jako absolutny właściciel wszystkich dóbr w państwie, daje jednostce w wieczyste użytkowanie ziemię, z tym, że owa jednostka zobowiązana jest do pewnych świadczeń i do wykonywanie każdego polecenia wydanego przez państwo, przy czym państwo, jako że faktycznie własność taka pozostaje w rękach prywatnych, nie rozpościera nad nią takiej ochrony jak nad własnością faktycznie państwową. Silniejszą stroną jest zatem rząd, a jego potęga wielokrotnie przekracza możliwości jakiegokolwiek szlachcica i króla w średniowieczu. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że umowa zawierana przez jednostkę z państwem wprowadzana zostaje w życie bez jej zgody. Nie może być tu więc mowy o Proudhonowskiej wizji umowy społecznej, w której to jednostka decyduje o zaistnieniu pewnej sytuacji. W omawianym przypadku człowiek, z faktu życia w państwie odbierającym mu jakąkolwiek możliwośc wyboru, jest istotą w znacznej mierze zależną od państwa – każda decyzja dotycząca własności regulowana jest przez państwo, w końcu pierwotnego właściciela wszystkich dóbr, łącznie z tymi jeszcze niewyprodukowanymi. W szczególności uwagę zwraca przymusowość i niezrywalność tego kontraktu. Państwo, jeśli uzna, że obywatel złamał zasady zawarte w „umowie”, może danego obywatela ukarać. Zauważmy ponadto, że to właśnie
[n]ajcięższymi zbrodniami w kodeksie Państwa nie są naruszenia prywatnej własności czy osoby, lecz niemal zawsze są to zagrożenia jego własnej wartości, jak zdrada, dezercja na stronę przeciwnika, odmowa zaciągnięcia się, spiskowanie, konspiracja, zamachy stanu czy przestępstwa gospodarcze wymierzone w Państwo, jak podrabianie pieniędzy czy unikanie podatku dochodowego” [podkreślenie moje - K. Ś.][xiii]. Mając to na uwadze, dochodzimy do wniosku, że społeczeństwo właściwe dla kapitalizmu państwowego musi być społeczeństwem klasowym: występują poddani i władcy. Możemy zatem definicję Marca Blocha dotyczącą feudalizmu zastosować równie dobrze do „state capitalism„: kapitalizm to więc system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika„.

Reasumując, można stwierdzić, że: a) charakter własności w czasach nam współczesnych jest niemal identyczny jak w średniowieczu, tj. dominującą formą jest własność podzielona; b) umowa z pańtwem o nabycie własności jest zawsze przymusowa, jako że państwo dysponuje pierwotnym prawem własności do wszelkich produkowanych przez obywateli dóbr, łącznie z tymi jeszcze nie wyprodukowanymi; c) osoba uchylająca się od płacenia podatków, a tym samym gwałcąca zawartą pod przymusem umowę z państwem, musi liczyć się z możliwością pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie interesów gospodarczych państwa. W obliczu tych faktów nie można stwierdzić, że czasy kapitalizmu państwowego należą do wolnościowych w jakimkolwiek rozumieniu, bowiem skala wyzysku i przymusu dorównuje temu, co ludzie musieli znosić w wiekach poprzednich. Akceptowane przez libertarian i jedyne zgodne uniwersalizmem etycznym zasady: samoposiadania oraz „original appropriation” (zwanej także „homestead principle„)[xiv] nie mają w tym przypadku żadnego przełożenia na rzeczywistość; zostały zastąpione przez państwową „umowę”, w której to państwo decyduje o każdym szczególe, nie zważając na jednostkę. Jak pisze Hans Herman Hoppe: „z wyzyskiem mamy do czynienia wtedy, gdy nastąpi jakieś odstępstwo od zasady zasiedlenia. Wyzyskiwaczem jest osoba, która żąda kontroli nad dobrami, których nie zasiedliła, nie zaoszczędziła, nie wyprodukowała, ani nie zdobyła na drodze dobrowolnej umowy od ich poprzedniego właściciela. Wyzysk sprowadza się do wywłaszczania tych, którzy pracują, oszczędzają i zasiedlają przez innych, którzy tego nie robią; jest to żerowanie ludzi, których żądania biorą się z powietrza, na tych, którzy uczciwie pracowali i zawierali ze sobą umowy[xv].

Doszliśmy zatem do przerażających wniosków: nic tak naprawdę nie jest nasze. Może powinienem uściślić: nic, co zostanie wyprodukowane zgodnie z państwowymi wymogami, bowiem właścicielem tego jest państwo. Z drugiej strony, możemy spodziewać się, że wolny rynek, będący wypadkową preferencji biorących w nim osób, znajdzie rozwiązanie. I faktycznie: sposobem na pozyskanie prawdziwego prawa właności jest kontrekonomia. „Rzeczywista praktyka ludzkich działań, która uchyla się od, unika i przeciwstawia się interwencji państwa jest działalnością kontrekonomiczną[xvi] . Na przekór tzw. białemu rynkowi, będacemu rynkiem „państwowym”, istnieje również tzw. szary i czarny rynek. Jak pisze Samuel Edward Konkin: „„[C]zarny rynek” jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego[xvii]. Szary rynek [...] oznacza handlowanie dobrami i usługami, które jako takie nie są nielegalne, ale zostały uzyskane lub dystrybutowane w sposób zabroniony przez prawo[xviii]. Statystyki mówią nam, że „praca na czarno” będąca właśnie działalnością kontrekonomiczną jest w Polsce dość popularna. W 2004 roku w szarej strefie pracowało ponad milion ludzi[xix], a „wielkość transakcji w polskiej szarej strefie szacuje się na 15% PKB[xx].

Okazuje się jednak, że szara strefa w dzisiejszym wymiarze nie jest panaceum na chorobę zwaną „brak praw własności”. Zdecydowana większość produktów powstaje bowiem na białym rynku, co powiększa wpływy do budżetu nadające pęd interwencjonistycznej machinie państwa mającej na celu ograbienie ludzi z należącej się im własności. Powstaje w ten sposób błędne koło, które jest tym straszniejsze, że może napędzać się w nieskończoność i trwać już zawsze, aż do wymarcia gatunku ludzkiego. Można zadać, całkiem zasadnie, pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przecież już Etienne de la Boetie w swoim „The Politics of Obedience: The Discourse of Voluntary Servitude” w XVI wieku pisał: „Wszakże ten, kto was tyranizuje, (…) nie ma w rzeczywistości żadnej władzy nad wami poza tą, którą sami mu nadaliście, aby mógł was zniszczyć. Skąd wziąłby tyle oczu, by was szpiegować, gdybyście sami mu ich nie oddali? Gdzie zaopatrywałby się w broń, przy pomocy której zmusza was do poddaństwa, gdybyście sami mu jej nie dawali? Skąd brałyby się stopy tratujące wasze miasta, jeśli nie byłyby waszymi własnymi stopami? Jakże mógłby posiąść władzę nad wami inaczej niż za waszym własnym pośrednictwem? Jak śmiałby was atakować, gdyby nie mógł przy tym liczyć na waszą współpracę? Cóż mógłby wam zrobić, gdybyście sami nie byli w zmowie z rabującym was złodziejem, gdybyście nie byli wspólnikami czyhającego na waszą śmierć mordercy, gdybyście sami nie byli własnymi zdrajcami? Obsiewacie wasze pola po to, by on mógł je spustoszyć, budujecie i meblujecie swe domy, by dostarczyć mu dóbr, które mógłby zrabować; wychowujecie wasze córki po to, by on mógł dać upust swej chuci; chowacie wasze dzieci po to, by on mógł uhonorować je najwyższym zaszczytem – by mógł je poprowadzić do boju w swych bitwach, przeznaczyć je na rzeź i uczynić z nich wykonawców swoich zachcianek i narzędzia zemsty; pracujecie w pocie czoła, by on mógł dogadzać swym pragnieniom i pławić się w ohydnej rozpuście; uginacie własne karki, by uczynić go jeszcze silniejszym i potężniejszym, by mógł trzymać was w szachu„.[xxi] Dlaczego więc ludzkość nie dąży do uwolnienia się spod tyranii? Dlaczego nie zmierzamy w stronę prawdziwego społecznego kontraktu, o którym pisał Benjamin Tucker[xxii]? Te pytania pozostaną, niestety, bez odpowiedzi. Przyszłość pokaże, czy ludzie zdadzą sobię sprawę, że Konstytucja jest tak naprawdę bujdą[xxiii], a król od zawsze był nagi, co od dawno próbują przekazać libertarianie. Niestety, bez skutku.



[i] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108[ii] Bloch M., Społeczeństwo feudalne, Warszawa 2002, s. 16[iii] Sójka K., prawa, Warszawa 2005, s. 116.[iv] Rothbard M., A Future of Peace and Capitalism, http://www.mises.org/article.aspx?Id=1559[v] Carson K., Studies in Mutualist Political Economy, http://www.mutualist.org/id71.html[vi] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 181-182.[vii] modius - 566 cali3[viii] Sobańska-Bondaruk M., Wiek V-XV w źródłach,Warszawa 1999, s. 215.

[ix] Strzelczyk J., powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 183.

[x] Manteuffel T., powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1978, s. 95.

[xi] Tamże.

[xii] Chodorov F., Taxation Is Robbery, http://www.mises.org/etexts/taxrob.asp

[xiii] Rothbard M., Anatomia Państwa, http://www.mises.pl/86

[xiv] Więcej o homestead principle w: Rothbard M., Ethics of Liberty, www.mises.org/rothbard/ethics.pdf, s. 87-93,

[xv] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108

[xvi] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 18.

[xvii] Trzeba jednak odróżnić czarny rynek od „rynku czerwonego”, czyli działalności będącej przymusową, tj. działania czy zachowania mające na celu ograniczenie czyjegoś prawa własności (również własności swojego ciała), czyli również sytuację, gdy jednostka niezależnie od swojej woli poddawana jest przemocy. „Red market” to np. morderstwo czy kradzież.

[xviii] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 24.

[xix] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_praca_nierejestrowana_2004.pdf

[xx] Szczepańczyk P., Pochwała szarej strefy, http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=386

[xxi] http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/CytatyEkon.htm

[xxii] Tucker B., The Relation of the State to the Invididual, http://flag.blackened.net/daver/anarchism/tucker/tucker3.html

[xxiii] Spooner L., Konstytucja bez autorytetu, www.libertarianizm.pl/spooner.htm

***
Krzysztof Śledziński
2 stycznia 2008

  • RSS
  • Print
  • PDF
  • Add to favorites
  • Wykop
  • Facebook
  • Twitter
  • Blip
  • Pinger
  • Flaker
  • MySpace
  • Grono
  • LinkedIn
  • del.icio.us
  • Digg
  • Technorati
  • Google Bookmarks
Tagi:
Podobne wpisy:

113 komentarzy dla wpisu “Krzysztof Śledziński „Prekarium””

Strony: « 1 … 2 3 4 5 6 [7] 8 9 10 11 12 » Show All

  1. 61
    Miłosz mówi:

    Zanim napiszę właściwy post poczekam na ripostę p. Timura. Tymczasem zajmę się dość niewyrafinowanymi zarzutami p.Quatryka i Krzysztofa.
    „Miłoszu wytłumacz ty mnie wolałbyś być średniowiecznym chłopem czy dzisiejszym pracownikiem korporacyjnym? Bo tu chyba tkwi sedno – spróbujmy sobie wyobrazić zasady średniowieczne w dzisiejszym świecie.”
    Na tym się zasadza problem p.Quatryk, moja odpowiedź brzmi to zależy jakim chłopem i gdzie ?
    Tym odznacza się np. partykularyzm średniowiecza, że sytuacja, status prawno- faktyczny chłopstwa, to jest coś co próbuję wam zasygnalizować od początku. Wasze wyobrażenia(bo inaczej tego nie da się nazwać) to tylko powtórzenie marksistowskiej papki, taką wiedzą historyczną jaką posiadacie to może się wykazać z przeproszeniem pilny gimnazjalista, a nie Panowie Libertarianie.
    Zasady średniowieczne w naszym świecie? Proszę bardzo (kompilacja z dedykacją dla p.Quatryka):
    - honor – faktycznie brak, słabsza forma uczciwości( ale wtedy ona też była)
    - podporządkowanie prawne i faktyczne- podporządkowanie tylko faktyczne (w średniowieczu przynajmniej się nie upierano,że jest równość, czy sprawiedliwość, dzisiejsze zakłamane państwa są tu niestety bezczelne do granic)
    -odpowiedzialność władzy za swoje czyny jako stan faktyczny (spójrzcie chociaż z tej perspektywy jak często stosowano prawo oporu- swoisty bicz na władcę)- odpowiedzialność władzy jako stan niemal wyłącznie prawny ( odpowiedzialność konstytucyjna, impeachment itp.- sam napisałem swego czasu krótką pracę o stosowaniu tejże i doprowadziło to do konkluzji o znacznie większej odp. władzy w średniowieczu- dojście do takich wniosków przyznam zajęło mi kilka lat lektury, przemyśleń itd.).
    To wąskie zestawienie oczywiście nie rości sobie żadnych pretensji do zamknięcia tematu, jednak chciałem udzielić w miarę konkretnej odpowiedzi na pytanie p. Quatryka. Uważam porównanie wszystkich zasad średniowiecza z zas. dzisiejszymi za niemożliwe.
    „Jakbys mi tego kurde nie tłumaczył chłop w średniowieczu choćby miał takie prawa to de facto nie mógł z niego skorzystać”
    A to smutna refleksja, bo z góry zakładasz, że cię nie przekonam, napomknę jednak nieśmiało, iż wychodźstwo chłopów było ograniczane w szczególności dopiero w następnych po średniowieczu epokach.
    Z tym BDSM to chodzi o wolną wolę, a jak myślisz czy zmuszano osadników by się osiedlali w takiej XIII-XIV w. Polsce jako chłopi ? Oprócz tego, że porównujesz zjawisko krótkotrwałe (akt BDSM) z długotrwałym (kontrakty feudalne teoria i praktyka), co jest błędem zasadniczym, to niestety nie rozumiem o co ci chodzi.
    „Ależ Miłoszu, po co tyle argumentów odwołujących się do emocji”? No cóż jak wiesz ( bo jesteśmy kolegami i adwersarzami z jednego wydziału- info. dla p. Timura, co to mi starszeństwo imputował :) ), nie jestem automatem do przetwarzania danych i wnioskowania i oprócz rozumu powodują mną emocje, czy to ci nie odpowiada?
    „Jestem marksizujący, jak zresztą wszyscy chyba libertarianie”. Ja tego nie wiedziałem, doszedłem do tego w drodze wnioskowań, to chyba świadczy o mnie lepiej niż gorzej :) .
    „aż do Rewolucji Przemysłowej i Francuskiej”. No Krzysiu toś pojechał po bandzie, jak pewnie wiesz specjalizuję się w historii Francji i to zwłaszcza nowożytnej, więc oszczędzę ci wywodu, a tylko stwierdzę, iż wręcz przeciwnie we Francji przedrewolucyjnej chłop miał pełną własność ziemi
    i pan nie miał żadnej nad nim władzy. Jest to dobre dziedzictwo absolutyzmu francuskiego, który włościan traktował jak osobistych poddanych tylko wyłącznie króla, ponieważ król był daleko, to w praktyce chłopu francuskiemu każdy mógł nagwizdać. Pamiętajcie,iż chłopi najzapamiętalej bronili Króla Francji, o czymś to świadczy (nie nie chodzi mi tylko o Wandeę). Jeżeli mi nie wierzysz to poczytaj trochę literatury o historii Francji, a najlepiej Magdziarza, czy Tocqueville’a.
    Na razie tyle tylko gdyż z ciekawością czekam na cios p.Timura (od którego jestem młodszy, a problemów z emoticonami nie mam, ale myślę, że jakoś damy radę bez nich, hm?), riposta mam nadzieje będzie w tym samym stopniu szydercza co merytoryczna.

    Ukłony i Pozdrowienia

    Miłosz

    P.S.”Trikster – jak wiadomo marksizm to największe zło świata. Przeciez to to samo co komunizm, bolszewizm, stalinizm.:D”. Quatryku, a gdzie Pan u mnie znajdziesz podobne sugestie, o paradoksie mogło by się jeszcze okazać, że w marksizmie orientuję się co najmniej jak Pan. Szyderstwo nieudane, bo ja nie jestem 15-letnim konlibem, któremu wszystko klei się w jeden żydowsko- masoński spisek:D.

  2. 62
    qatryk mówi:

    Miłoszu – powiem krótko – napisałem ci że prosty jestem, więc prosto rozumuje. Historia nigdy nie była moją mocną stroną i być może nie wiem wszystkiego.
    Ja się zgodzę w dużej mierze z tym co napisałes o współczesnym państwie – oki. Ale my tu dyskutujemy nie o tym jak wygląda państwo i jaki jego model jest lepszy a jaki gorszy – porównujemy wolność średniowiecznego chłopa i naszą. I niech będzie to chłop „wczesnośredniowieczny” gdzie jak mówisz cały feudalizm nie był tym wypaczeniem o którym wszyscy wiemy. I musisz mi dać naprawdę solidne argumenty na to że ten chłop był bardziej wolny niż jestem ja dzisiaj.
    Co więcej nawet jak mi juz to wytłumaczysz i być może przyznam ci racje w co sczerze wątpię, to dalej nie zgodzę się z tym że taki system cokolwiek miał z wolnościa wspólnego. Ale oki czekam również co tam Timur nasmaruje, a jak już wczyerpiecie kiedyś ten watek to postaram się napisac cos oddzielnego na temat jak niewiele wspólnego ma ten twój idealistyczny feudalizm z ideą wolność – no bo to temat na zupełnie inna dyskusje.

  3. 63
    Faer mówi:

    „Jest jednak jedna zasadnicza róznica. Masz prawo odejść.”

    W zasadzie to chłop nie miał prawa odejść głównie na wschodzie, a na zachodzie mógł sobie odejść jak chciał (potem nawet go czasem wypędzali, ale to już nie średniowiecze).

    Ale za to tylko odejść! Nie mógł odseparować swojego gospodarstwa od szlachcica i przestać być wobec niego zależnym – dlatego też w żadnym wypadku nie mógł to być stosunek wolnorynkowy i chociażby dlatego chłop w żadnym państwie feudalnym nie „miał pełnej własności ziemi” – chyba, że inaczej pojmujemy własność. Nawet we Francji XVIII wieku nie do końca było tak, że „pan nie miał żadnej nad nim władzy.”, bo pozostawały drobne powinności wobec feudała – a to forma władzy jest, jeżeli nie uznajesz za nią władzy ekonomicznej (czyli możliwości zawyżenia czynszu jeżeli się na coś nie zgodzi).

    „Pamiętajcie,iż chłopi najzapamiętalej bronili Króla Francji, o czymś to świadczy (nie nie chodzi mi tylko o Wandeę)”
    Masz słuszność, choć akurat w kontekście obrony feudalizmu powołanie się na taki przykład nie jest zbyt szczęśliwe. Wystarczy przypomnieć Wielką Trwogę by oddać niechęć chłopstwa do feudałów. Poza tym chłopi w XVIII w. wcale nie byli zapatrzeni w króla jak w obraz, a w „zeszytach skarg” ze wsi było trochę oskarżeń wobec niego, po prostu szybko znienawidzili rządy republikańskie, które odbierały im możliwość decydowania o cenach swoich towarów, posyłali do wojska o wiele za często i odbierały im Kościół (co odczuli chyba najboleśniej – tak, Timurze!), a maltretowanie króla tylko przepełniło czarę.

    A no i nie zawsze chłopi pozostawali tak konserwatywni – w czasach Rewolucji Październikowej i wojny domowej nienawidzili cara i feudałów prawie tak mocno jak bolszewików i wiązali się z partią eserowców zakładających parcelację ziemi szlacheckiej, niemal pełną niezależność wspólnoty chłopskiej i minimalne wtrącalnictwo państwa w sprawy chłopskie – mimo nazwy („socjaliści-rewolucjoniści”) całkiem wolnorynkowe – na pewno bardziej niż ówcześnie panujący system postfeudalny.

    Co do niewolnictwa Miłoszu to masz słuszność – czasem (no, w większości) było to co innego, ale Rosji (co prawda jeszcze nie w średniowieczu) mniej więcej to samo – po zlikwidowaniu sądów dla chłopów feudał mógł z nimi zrobić wszystko, czasem nawet na koszt państwa!

    „A ja o epoce wczesnofeudalnej, którą sobie wyświetlam jako kwintesencję feudalizmu.”
    Przyznam się, że niewiele o niej wiem. Zawsze myślałem, że prawdziwy feudalizm europejski powstał w państwie Franków, gdzie odbywało się to w podobny sposób. Nawet jeżeli w tym i innych państwach istniał jakiś „wczesnofeudalizm” to szybko został on zastąpiony przez feudalizm czysto państwowy wynikający z nadania ziemi przez króla, potem wasalom przez patrona etc. z minimalnym choć dopuszczalnym udziałem chłopów. Tak czy inaczej potraktujmy rzecz logicznie: taka epoka wczesnofeudalna nie miała prawa istnieć więcej niż dwa-trzy wieki potem opanowany całkowicie przez nadania państwowe! A w kontekście 10. wieków średniowiecza nie gra to zbyt dużej roli w ocenie tej epoki. Chłopi czasem oddawali się w opiekę feudała, ponieważ nie chcieli iść do wojska (nie dziwię się… śmierć, upadek gospodarstwa, innego wyjścia nie było!), jednak było to całkowicie niedobrowolne, ponieważ naruszone przez państwo. Z tego samego powodu za niezupełnie uczciwe uważam powstanie kapitalizmu w Anglii, który budował się na taniej sile roboczej wygonionych ze swoich ziem chłopów, którzy w normalnej sytuacji nigdy nie zgodziliby się na tak małe płace i tworzyli kolejne pokolenia biedaków, którzy z kolei mogli pracować w charakterze pastuchów u szlachciców, którzy dysponując możliwościami dużego zarobku za niewielką zapłatę znowuż wyganiali chłopów… z tej perspektywy lepiej by dla nich było, aby kapitalizm wtedy nie powstał (bluźnierstwo, przepraszam ;) ) – chodzi mi o taką jego postać, wynaturzoną przez przymus. Za literaturę dziękuję, postaram się doczytać.

    Tak czy inaczej nie odpowiedziałeś na fundamentalną kwestię: jak dobrowolna może być umowa ciągła – nie opierająca się na zasadzie kupna-sprzedaży lecz długotrwałej usługi za długotrwałą usługę – (pomijając to, że w większości feudalizm wcale nie opierał się na umowach, ale OK: mówimy o tym wyidealizowanym wczesnym feudalizmie), której nie można jednostronnie rozwiązać, co czyni ją niewolniczo zobowiązującą i która obejmuje nie tylko ludzi ją zawiązujących?

    Co do związku marksizmu z libertarianizmem to jest on widoczny na pierwszy rzut oka i to daje wodę na młyn krytyki konserwatystom :) – co znajduje największy wyraz w przeciwstawieniu sobie klas czerpiących korzyści z ingerencji państwa i tych, które na niej cierpią, chęć zbudowania „społeczeństwa bezklasowego”, w którym ludzie będą dobrowolnie wymieniać owoce swej pracy, a nie przekazywać ich pod przymusem do „klasy wyzyskującej” i wiele innych spraw – nazewnictwo nie jest właściwe, ale znajduje ono odbicie u lewicowych libertarian np. w „agorystycznej teorii walki klas”, choć w rzeczywistości podobne spojrzenie jest właściwe dla wszystkich libertarian, nawet najbardziej konserwatywnych jak HHH. Może jakiekolwiek związki z marksizmem to hańba dla jakiejkolwiek filozofii, ale myślę, że lepiej mówić o ciekawych spostrzeżeniach otwarcie aniżeli dusić je w sobie. Choć w sumie nie nazwałbym tego powiązaniem konkretnie z marksizmem, a bardziej z materializmem dialektycznym ogólnie, bo to pewien sposób analizowania historii i przewidywania przyszłości, podczas gdy marksizm wyciąga z tego jeszcze wnioski. Ale równie dużo podobieństw mógłbym znaleźć pomiędzy koliberalizmem a faszyzmem czy programem PSL a maoizmem etc. Najważniejsze, że to podobieństwa dotyczące jedynie pojmowania historii :) .

  4. 64
    Timur mówi:

    Oj dzieje się dzieje!

    Nawet Fear do nas dobił :-)

    „…i odbierały im Kościół (co odczuli chyba najboleśniej – tak, Timurze!), ”

    Chociażem „bezbożnik” to przecież nie wojujący.
    Mieści mi się we łbie że chłopi bardzo się buntowali gdy im się zabierało Kościół.
    Tak reagowali chłopi w Wandei i tak samo reagowali chłopi w Polsce za Stalina gdy się ich przymusowo ateizowało.

    Ale ówczesne realia byly takie, że Kościół był dla tych chłopów JEDYNYM miejscem i spotkan towarzyskich ( poza karczmą ) i modlitwy i jedynym massmedium.
    Zabierając im Kościół nie dając w zamian żadnej zrozumiałej dla nich alternatywy popełniało się barbarzyński postępek. Postepek odbierania im JEDYNEGO okna na świat i jedynego autorytetu.

    Zwróć uwagę Fear jak reagują dzisiejsi biedacy gdy im komornik wynosi TELEWIZOR!
    Są wtedy agrysywni. Prawie tak jak onegdaj chłopi z Wandei. Dziś to telewizor jest oknem na świat biedaka. Kościół też acz już niekoniecznie i nie dla każdego.

    Jeśli myślisz Fear że mam zamiar burzyć kościoły, to mnie zwyczajnie nie znasz.
    Nigdy nie byłem za burzeniem kościołów, ale za ograniczaniem władzy klechów a zwłaszcza za osłabieniem pozycji wiejskiego proboszcza byłem niemal od zawsze.

    „A no i nie zawsze chłopi pozostawali tak konserwatywni – w czasach Rewolucji Październikowej i wojny domowej nienawidzili cara i feudałów prawie tak mocno jak bolszewików i wiązali się z partią eserowców zakładających parcelację ziemi szlacheckiej, niemal pełną niezależność wspólnoty chłopskiej i minimalne wtrącalnictwo państwa w sprawy chłopskie – mimo nazwy (”socjaliści-rewolucjoniści”) całkiem wolnorynkowe – na pewno bardziej niż ówcześnie panujący system postfeudalny.”

    Widzę Fear że jako pierwszy na tym forum ( procz mnie ) dostrzegłeś aspekt posfeudalizmu.

    „Może jakiekolwiek związki z marksizmem to hańba dla jakiejkolwiek filozofii, ale myślę, że lepiej mówić o ciekawych spostrzeżeniach otwarcie aniżeli dusić je w sobie.”

    Otóż to! Precz z ( jakimikolwiek ) kajdanami dla umysłu!

    „Z tego samego powodu za niezupełnie uczciwe uważam powstanie kapitalizmu w Anglii, który budował się na taniej sile roboczej wygonionych ze swoich ziem chłopów, którzy w normalnej sytuacji nigdy nie zgodziliby się na tak małe płace i tworzyli kolejne pokolenia biedaków, którzy z kolei mogli pracować w charakterze pastuchów u szlachciców, którzy dysponując możliwościami dużego zarobku za niewielką zapłatę znowuż wyganiali chłopów… z tej perspektywy lepiej by dla nich było, aby kapitalizm wtedy nie powstał (bluźnierstwo, przepraszam ) – chodzi mi o taką jego postać, wynaturzoną przez przymus.”

    Urosłeś w moich oczach Fear! Oby więcej takich „bluźnierców” jak Ty!
    To daje nadzieję na przyszłość, że konlibowie nie zdominują w prezyszlości Ruchu Libertariańskiego.

    „Ale oki czekam również co tam Timur nasmaruje, a jak już wczyerpiecie kiedyś ten watek to postaram się napisac cos oddzielnego na temat jak niewiele …”

    Aż tak ważny jestem dla Was? No no! Nie ułatwiacie mi pisania oj nie ułatwiacie. Postów wciąż przybywa i odpisać coraz trudniej. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Wkleję albo dziś w nocy albo jutro. Timur zawsze dotrzymuje słowa.
    I nie jest moją intencją zamykać Wam usta niezależnie od mojego narzekania że nie ułatwiacie mi zadania. Czy ja kiedykowiek byłem przeciwko Wolności Słowa? Nawet jeśli tak to dotyczylo to aspektów prywatnych a nie publicznych.

    „Na razie tyle tylko gdyż z ciekawością czekam na cios p.Timura (od którego jestem młodszy, a problemów z emoticonami nie mam, ale myślę, że jakoś damy radę bez nich, hm?), riposta mam nadzieje będzie w tym samym stopniu szydercza co merytoryczna.”

    O! To już dostałem status Wroga Konlibów nr 1?
    Ło rety! Ale się porobiło!

    No to wracam do pisania „głownego ” postu. W openoffice a nie tu bo to forum już „buja” od nadmiaru postów. Zaznaczanie i CTRL C chodzi w tempie ślimaka winniczka. Któren to winniczek p Miłoszu już we wczesnym średniowieczu i we Francji został uznany przez Kościół za zwierzę, które wolno spożywać w czas postu. ;-)

    Pozdro,

  5. 65
    qatryk mówi:

    trza używać firefoxa:D
    A na serio coś jest zwalone z tym tematem i pod windowsem i ie faktycznie coś muli (nie wiem jak z innymi przeglądarkami i ff pod windom). Ale co na to zaradzić to nie wiem, nawet wyłączanie bajerów nie pomaga… Musi tak pozostać – niestety.

  6. 66
    Faer mówi:

    „Ale ówczesne realia byly takie, że Kościół był dla tych chłopów JEDYNYM miejscem i spotkan towarzyskich ( poza karczmą ) i modlitwy i jedynym massmedium.
    Zabierając im Kościół nie dając w zamian żadnej zrozumiałej dla nich alternatywy popełniało się barbarzyński postępek. Postepek odbierania im JEDYNEGO okna na świat i jedynego autorytetu.”
    Nie o to chodzi. Sam Kościół im zostawiony – ale nie ich stary Kościół, tylko nowy, w którym państwo decydowało o wyborze księży i o tym, co wolno im mówić. Więc jako miejsce spotkań i medium pozostał. Byli po prostu bardzo przywiązani do tradycji i starych autorytetów. A gdy stary ksiądz odmawiał złożenia przysięgi na konstytucję, mianowano nowego. A taki, który mówił na tematy polityczne nie tak jak trzeba był pod „specjalnym nadzorem”. Kolejnym zamachem na religię było łupienie klasztorów i ogólny brak poszanowania oddziałów rewolucyjnych dla tradycji i wiary. Wandea była szczególnie uwarunkowana, ale podobne stosunki panowały w innych regionach.

  7. 67
    Timur mówi:

    W Polsce za Stalina też nie zamykano kościołów i nie robiono muzeów ateizmu. Za to aresztowali na potęge księży a na ich miejsce instalowano róznymi psimi swędami tzw „księży patriotów” co chłopom nieszczególnie odpowiadało.

    Chłopski konserwatyzm to postawa posfeudalna, fakt aczkolwiek wynika to też z tego, że chlopom wmówiono że nadają się tylko do gnoju, przez co oni boją się zmian bo ich tradycja choć opresyjna i brutalna bardzo jest jedyną rzeczą jaką znają.

    Jakiekolwiek zmiany to obawa że „odtąd wilcy latać będą”.

    Bardzo dobrym studium chłopskiego konserwatyzmu jest dzieło mojego „ziomala” niejakiego Edwarda Redlińskiego pt „Konopielka” i „Awans”. Choć z lekka przerysowane i skandalizujące ( wioskowy pornol acz nie bardzo ) a także uproszczone pod „miastowego czytelnika” to jednak jest dobrym studium i gorąco polecam. Oba te dzieła zostały zekranizowane ale filmy ( zwłąszcza Awans ) to cienkie popłuczyny w porównaniu z ksiązką.
    Kogo nie drażni odrobina rusticalu, temu gorąco te dzieła polecam.
    Oczywiście nie należy traktować Konopielki literalnie tak jak Amerykanie traktują Biblie ale raczej jako zbiór alegorii.

    A co ma do rzeczy Wandea?
    Cóż. Rewolucjoniści zwykle są przeintelektualizowani i obryci w najmądrzejsze teorie jak nie przymierzając konlibowie, i CZŁOWIEK a zwłaszcza cierpienie człowieka zupełnie im umyka.
    Zdarzają się przecież proboszczowie, których parafianie autentycznie lubią i dziedzicowie, który nie nadużywali bata i prawa pierwszej nocy. Zanim się Pana powiesiło, należało zapytać wyzyskiwanych o zdanie. Rewolucjoniści nigdy tego nie robili dlatego jestem raczej przeciwnikiem WSZELKICH rewolucjonistów. No i nie jestem szybki do wieszania wbrew pozorom.

    Dlatego uważam że ZAWSZE należy chłopów o zdanie pytać a zmiany prowadzić stopniowo. Gdy się chłopu mówi „odtąd będzie po nowemu, elektryfikacja, industrializacja lub ( za przeproszeniem ) rekurencyjność” to naturalnym jest że chłop rwie czapkę z głowy i woła „Boże żeb jakiego niescyńścia nie było” a gdy nie ma miejscowego „mafistra” co to chłopom wytłumaczy, to nieuniknionym jest że widły pójdą w ruch.

    Jednak to że się trafiali ludzcy panowie i ludzcy ksieża nie oznacza że zmieniam swoją opinię na temat takoż feudalizmu jak i klerykalizmu. To tak dla ustalenia uwagi.

  8. 68
    Timur mówi:

    No to wklejam tak jak obiecałem. ciekawe czy się wyśle

    @ Miłosz

    „Pierwszeństwo winien mieć zdecydowanie Autor, ale niech mnie Krzysztof nie wini, iż uprzednio rozprawię się pokrótce z imć Timurem.
    Jak p. Timur widzi jeszcze dyszę i staję do równej walki z libertariańskimi chłopomanami (darujcie p. Timur ja wiem, że Pan się uważa za chłopa- doczytałem, że i pochodzi).”

    Widzę i słyszę. Równej walki? Musi być z Wami konlibami naprawdę nieklawo skoro tak poważnie traktujesz pojedynek z wiejskim chłopakiem, co onegdaj i buraki pielił i przy inwentarzu chodził.
    Swoją drogą gratuluję uwaznego czytania p. Miłoszu skoro tylko w dwóch czy trzech postach wspomniałem swoje pochodzenie społeczne.

    „Co was obchodzi mój herb i zawołanie skoro najprawdopodobniej niespecjalnie wiecie o co chodzi?”

    A skąd pewność że nie wiem o co chodzi?
    Azaliż stoi przede mną prawdziwy arystokrata, czy też zrujnowany arystokracji potomek?

    „Operuje Pan gotowym szablonem koliberała i stosuje go nader lekkomyślnie do mnie.”

    Po prostu nie spotkałem innych konlibów.
    Z tą róznicą że jedni tracili dopiero po dalszym poznaniu a inni od pierwszego słowa tak jak Pan.

    „Przypominam Panu, że stosując taki schemat polemiki posługuje się ( czy tego chce czy nie) wnioskowaniem indukcyjnym (ze szczegółu na ogół).”

    W moim przypadku zastosuję się do Pańskiej zasady wtedy, gdy spotkam konliba nie pasującego do szablonu a jeszcze mi się nie zdarzyło.

    „O ile nie wątpię, o potwierdzeniu się tego szablonu w stosunku do wielu koliberałów, o tyle przypominam iż walor pewny ma tylko indukcja enumeratywna zupełna ( znaczy się jak zjesz Chłopię drogie wszystkie rozumy to będziesz mógł wnioskować ze szczegółu na ogół).”

    Chłopię…
    Piękne określenie. Pańska arogancja i buta jest iście kliniczna i wzorcowa.

    Indukcja enumeratywna? To zagadnienie z matematyki dyskretnej. Tylko co to ma do rzeczy w stosunkach międzyludzkich? Ludzie to nie komputery.

    „W powyższym kontekście komentuje takie Twoje wypowiedzi:”O! Uszczypnijcie mnie! Widzicie to co ja czy może śnię?”,”To WIELKI postęp w mysli koliberalnej”,””

    Bo Pan to powiedział WYRAŹNIE, konlibowie zwykle nie podkreślają takowych akapitów a potem mają pretensje, że wszyscy uważają ich za bezdusznych.
    Zbyt wiele mysli konlibowej opiera się na „to przecież oczywiste”. Oczywiste ale tylko dla Waszego grona, tudzież doktorów teologii, filozofii i… nie powiem kogo jeszcze, bo znowu Quatryk będzie mówił, że przeginam.

    „Weż Pan pod rozwagę, że nie każdy należy do bractwa rycerskiego uczęszczającego na Mszę Trydencką”.”

    Ale 90 proc tych co uczęszczają wysławiają się w ten sposób co Pan. Gdy przeczytałem pierwsze zdania Pańskiego akapitu, zastanawiałem się z kim Pan chodził do szkoły. Z Mikołajem Rejem czy z Zagłobą. Po krótkim namyśle jednak postawiłem na Zagłobę, bo imć Rey choć łacinę znał bardzo się pilnował by jej w mowie potocznej nie nadużywać.

    „Co do ostatniej przytoczonej wypowiedzi radzę Panu uświadomić sobie wpływ łaciny prawniczej i Prawa Rzymskiego na współczesne instytucje cywilistyczne, a później dopiero komentować bo w przeciwnym wypadku z Pańskiego, zamierzonego szyderstwa wynika raczej dyletanctwo.”

    Oczywiście nie zapominam o tym, że łacina i Prawo Rzymskie ma wpływ na współczesne instytucje cywilistyczne, niemniej jednak uważam, że używanie łaciny na tym forum ( bez tłumaczenia choć tłumaczenie jest możliwe ) jest niesmaczne i ma w sobie wiele z arystokratycznej buty i pychy. Gdy się czyta takie posty jak Pańskie, odnosi się wrażenie, że nie ma Pan zamiaru czegokolwiek komukolwiek wytłumaczyć, tylko pokazać „jaki jestem mądry” a także pokazać credo „konlibowej myśli” którego treść cała to „na kolana chamy”. Że już nie wspomnę o indukcji enumeratywnej. Nie chodzi o to JAKICH zwrotów się używa, wazne za to PO CO się ich używa.

    Ciekawe co to by było gdybym zaczał pisać swoje posty w języku rosyjskim i to jeszcze z astrachańskim dialektem?
    Pewnie nikt by niczego nie rozumiał i ludzie by się na Timura wkurzali ( tym razem słusznie ), że się Timur wywyższa.
    No i moje uzasadnienie że przecież Rosja miała ogromny wpływ na dzieje Naszego Kontynentu raczej uznacie za cienkie, nie na miejscu i nie na temat.

    Fakt. Mam trochę krewnych i na Krymie i w okolicach Astrachania, ale w przeciwieństwie do arystkoratów nie jest to dla mnie ani powód do wstydu ani do dumy. Nie wybierałem kim się urodzę ani nie wybierałem swoich przodków ani krewnych. Przodkowie nie powinni być ani powodem do dumy ani powodem do wstydu, gdyż ich zasługi nie są moimi zasługami. Dlatego od zawsze wkurzali mnie arystokraci ządający dla siebie respektu i czci ( o przywilejach już nie wspomnę ) tytułem nie swoich zasług.

    Co do dyletanctwa.
    Miałby Pan prawo nazywać mnie dyletantem tylko w następujących przypadkach

    - gdybym objął katedrę prof historii-mediewistyka na uniwersytecie nie mając ku temu kwalifikacji ( takowych faktycznie nie mam )

    - gdybym pisał artykuły do Mówią Wieki albo Gazety Rycerskiej na temat szczegółów rynsztunku bojowego średniowiecznego rycerza nie mając faktycznie o tym pojęcia.

    A przecież nie uczyniłem ani jednego ani drugiego, więc nie wiem o co Panu chodzi p. Miłoszu? Tu jest forum libertariańskie gdzie czasem „odchodzi” jakaś „scholastyka” ( głownie austriacka ) ale nie jest to forum czysto naukowe, ale miejsce gdzie mogą się wyżyć rózni wielbiciele Wolności. Różni a zatem nie tylko ci herbowi.
    Pytam raz jeszcze o co Panu chodzi? Chce Pan wykurzyć Timura z tego forum?

    Zresztą w szczegółach w temacie „średniowiecze” wy arystokraci zawsze będziecie zwycieżać, bo macie atut w postaci Pamięci Przodków Waszych przez co znacie szczegóły któych Zwykli Ludzie nie poznają bo „tego nie ma w księgach”.
    Wali mnie totalnie jaka była konstrukcja nagolennika francuskiego rycerza spod Crecy za to obawiam się bardzo, że Wy zawsze zwyciężając w dyskusji znowu przejmiecie władzę i… zafundujecie nam jakiś neofeudalizm, bo w to, że chodzi Wam o Wolność, nie uwierzę nigdy. No może i chodzi. Ale tylko dla Waszych. Wiadomo. „Wolność jest tylko dla tych co umieją z niej korzystać”. A kto ma określać kto umie a kto nie umie korzystać z Wolności? W dziedzinie nadinterpretacji konlibom i arystokratom NIKT nie dorówna.

    Ale widzę że „odsiecz” nadeszła i z naszą Bracią Libertariańską jest dużo lepiej niż myslałem :-)
    Zatem dzięki Quatryku i dzięki Triksterze. O! Nawet Fear się pojawił.

    „“Jak za niewolnictwa niewolnik kogoś zabił albo ukradł, to jest pan odpowiadał za niego W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI i zwalanie winy na “podwładnego” nie miało najmniejszego sensu”.
    Idiotyczne uogólnienie,boli o tyle, że z pewnością siebie porusza się Pan po dziedzinie zupełnie sobie obcej, niech Pan się zdecyduje czy jest : sobą, chłopem, czy lewackim pseudointeligentem (który ma jakąś wiedzę, ale nie bardzo). W wolnej chwili zalecam Panu lekturkę, która rozwieje wątpliwości: W.Wołodkiewicz, M.Zabłocka “Prawo Rzymskie Instytucje” rozdz.Osoby prozdz. Sytuacja Prawna Niewolników.”

    Nieomieszkam przeczytać jak znajdę CZAS by znowu przesiadywać w Bibliotece Narodowej jak onegdaj. Mieszkanie w Stolicy ma jednak swoje zalety. Bardziej orientowałem się w niewolnictwie starożytnego Egiptu. Cóż. Niektórym bardziej się podoba Taniec Brzucha niż „grzebienie” legionistów. Wszak „De gustibus non est disputandum” Panie Miłoszu.

    „Oszczędzę p.Timurowi dłuższych wywodów wynikających z jego nie wiedzy, zgodnie z zasadą, że leżącego się nie kopie, ostatecznie nie każdy musi orientować się w prawie.”

    Jeszcze nie leżę. :-)

    „“Przyznanie każdemu człowiekowi Człowieczeństwa.
    Ja mogę każdej wiejskiej dziewczynie nadać doktorat z filozofii, tylko… co to zmieni?”

    Jest Pan nihilistą , że nie docenia Pan tego jako wartości samej w sobie? Czy po raz kolejny ignorantem, że nie rozumie z jakim trudem człowiek odkrywa kim jest?” ”

    Nie jestem żadnym nihilistą. Po prostu dla mnie Stan Faktyczny ma zawsze wyższy priorytet nad Urzędniczą Lipą i Lipą Filozofów, choćby nawet jej „kreatorami” były najtęższe umysły i osoby uchodzące za autorytety.
    Faktem jest że niektórych wkurzam gdy to co za oknem widzę więcej dla mnie znaczy niż to co rzecze Arystoteles na przykład.
    Czyli wolę sam policzyć ile mucha ma nóg.

    Człowiek z trudem odkrywa kim jest. Nie zaprzeczam. Ale nie z łaski Papieża ale z własnego wysiłku umysłowego i możliwości nieskrępowanego myslenia biorą się TAKIE odkrycia.

    Tak na marginesie Pańskiego pomówienia mnie o ciągoty typu „tym gorzej dla faktów”.

    Jako że jestem znanym bezbożnikiem przedstawię to krótko i dosadnie.

    Wyobrażmy sobie dwa równoczesne fakty.

    Fakt A = Kardynał Jakiśtam podczas wygłaszania homilii w Katedrze X puścił bąka
    Fakt B = Większość wiernych słuchających tejże homilii Kardynała Jakiegośtam wogóle nie poczuła smrodu.

    Czy jeśli uda nam się udowodnić prawdziwość faktu A to jest to równoznaczne z „tym gorzej dla faktu B”?
    A jeśli nam się uda udowodnić prawdziwość faktu B to jest to rózwnoznaczne z „tym gorzej dla faktu A”?

    Co stoi na przeszkodzie, aby oba fakty, choć pozornie wzajemnie ze sobą sprzeczne były równocześnie prawdziwe?

    Analogicznie:

    Fakt A = Kościół nadał każdemu, nawet niewolnemu status Istoty Ludzkiej
    Fakt B = Dola niewolnego/kolona/chłopa nie zmieniła się ani trochę lub zmieniła minimalnie.

    Pytam raz jeszcze.
    Czy jeśli uda nam się udowodnić prawdziwość faktu A to jest to równoznaczne z „tym gorzej dla faktu B”?
    A jeśli nam się uda udowodnić prawdziwość faktu B to jest to rózwnoznaczne z „tym gorzej dla faktu A”?

    Co stoi na przeszkodzie, aby oba fakty, choć pozornie wzajemnie ze sobą sprzeczne były równocześnie prawdziwe?

    Może kluczem do rozwikłania tej zagadki i pozornej sprzeczności są dwie rzeczy.

    1: Fakty mają różny „ciężar gatunkowy”. Z jednych wynika bardzo dużo i z iinych tak sobie a z jeszcze innych nic lub prawie nic.

    2: Na nasze REALNE życie rzadko kiedy mają wpływ pojedyncze fakty a prawie zawsze cale zespoły faktów o różnym „ciężarze gatunkowym” a ciężar gatunkowy poszczególnych faktów wzajemnie się znosi lub wzmacnia ( kto odkryje prawidlowość? ).

    3: Pojawienie się dodatkowego faktu w zespole faktów potrafi diametralnie zmnienić sytuację.

    Zaś w tym „kardynalskim przypadku” w grę wchodzi jeszcze czynnik „odległości od ołtarza”. Katedra to zbyt potężna budowla by ulec zasmrodzeniu jednym „bąkiem”. A zatem z perspektywy tych „dalej od ołtarza” którzy wcale smrodu nie poczuli sytuacja była IDENTYCZNA jak w przypadku, gdyby Fakt A ( puszczenie bąka przez Kardynała Jakiegośtam ) wogóle nie miał miejsca.
    Tak samo ustalenie Kościoła i jego doktorów że nawet niewolny jest Istotą Ludzką nie miało najmniejszego wpływu na los tego chłopa, bo był zbyt daleko od ołtarza, zaś Słowo Hierarchy to zbyt mało, by poruszyć morze partykularyzmu możnych.

    „Oczywiście wiejska dziewczyna może być doktorem filozofii, podobnie jak Timur inteligentnym człowiekiem…ale to tylko czyste spekulacje, bez pretensji do prawdopodobieństwa :) )).”

    Pogratulować buty i pychy Panie Miłoszu. Pychy to od Pana sam piekłoszczyk A. Hitler mógłby się się uczyć.
    No dobrze! Może mnie Pan obrażać. Zresztą spodziewać się czegoś innego po konlibie to jak prosić o miód muchomora.

    Ale co do wiejskiej dziewuchy – doktora filozofii, to się Pan myli. Szlachecka buta Pana zaślepia.
    Otóż wiem o istnieniu jednej takowej. Aczkolwiek nie pamiętam, czy obroniła w końcu doktorat bo mgr z filozofii miała na bank.
    Kontakt się urwał.
    kobieta owa na bank była chłopką i to bezrolną na dodatek. Udało się jej ale nie tylko dzięki uporowi i determinacji, której jej nie odmawiam, lecz dzięki pomocy jednego konliba i arystokraty, którego nie wymienię z nazwiska ani nicku albowiem nie mam takiego upowaznienia. Swoją drogą dziewczyna jest blondynką o iście Hollywoodzkim typie urody.
    Oczywiście nie mam o to do niej pretensji. Nie wybierała kim się urodzi tak samo jak i Murzyn ani Żyd tego nie wybierał.
    Lecz wkurza mnie taka sytuacja, gdzie tylko jeden typ urody jest uprzywilejowany.
    Jak widze rozwiazanie tego problemu? By za czas jakiś ujrzeć też brunetkę-chłopkę dr filozofii? Panie Miłoszu. Skoro tak uważnie śledzi Pan moje posty to z pewnością Pan znajdzie o tym rozwiazaniu.

    „“Panie Miłoszu. Po co tyle łaciny. Toż ona jest językiem martwym od 5 wieków co najmniej”.

    Tak, dla mas, ale masy i w XIV stuleciu nie znały łaciny, do dziś natomiast pozostaje ważna dla w takich dziedzinach jak filozofia, prawo i medycyna. ”

    To że nawet w Średniowieczu znajomość łaciny wśród mas była niewielka to dla mnie NIE tajemnica. Zresztą jak mogłoby być inaczej, skoro szkółki parafialne obejmowały niewielki odsetek ludności. Dlatego uważam mszę po łacinie ( gdy większość owieczek jej nie znała ) za obrzędy magiczne a także pole do wszelakich nadużyć intelektualnych. Dlatego niezależnie od tego ile mądrych rzeczy napisano w Biblii, homiliach czy innych bullach, nie ma to najmniejszego wpływu na los dla Zwykłej Owieczki, gdyż ta była uczona ślepego posłuszeństwa wobec swego Proboszcza ( często niedouczonego ) i Pana Dziedzica.
    Tylko możni mieli dostęp do biskupów i doktorów teologii ( zwykle kompetentnych choć i tu nie zawsze ) i dlatego byli dobrze poinformowani.

    Czy łacina jest wazna dla takich dziedzin jak filozofia prawo czy medycyna? Medycyna zdecydowanie tak. Prawo czy filozofia? Z tego co wiem najmłodsze roczniki prawników czy nawet księży zupełnie nie znają łaciny.

    A zatem nie neguję „ważności łaciny” co mi próbujesz zarzucić Miłoszu, ale uważam używanie łaciny DZISIAJ za przejaw pychy, szlacheckiej arogancji i konlibowego besserwisseryzmu.
    Nie jesteśmy na Mszy Trydenckiej gdzie owieczki mają w pokorze słuchać a Kapłan jest odwrócony do nich tyłem.

    Ale tu jest forum libertariańskie, gdzie chłopaki poszukują Prawdy i śnią o Wolności, czego nie mogło robić wiele minionych pokoleń, NIE TYLKO za sprawką komunistów czy innych lewaków.
    Chłopcy ci czasem się kłócą ale częściej wymieniają poglądami. Jak czegoś nie rozumieją to sobie to tłumaczą co wychodzi im raz lepiej raz gorzej.
    A Ty konlibie Miłoszu przyjmujesz konlibową pozę „na kolana chamy” i chcesz byśmy za Tobą poszli jako to mięso armatnie do realizacji Waszych a nie Naszych celów. Jeszcze nie spotkałem konliba któremu chodziłoby o coś innego.

    „Panie Timurze jest Pan dobrym retorykiem, ale jeżeli nawet tego Pan nie wiedział to ja zwyczajnie marnuje czas, niech już Pan lepiej poprzestanie na zwalczaniu hipokryzji u 15- letnich koliberków ( to Panu zapewne nawet wychodzi), a zanim przyjdzie do mnie po lekcyję wnioskowań logicznych, to niech trochę poczyta.”

    Że czego nie wiedziałen? Bo trudno wyczytać z kontekstu.
    Tego że nawet w XIV wieku L..d ( tak Wasi pisują ) nie znał łaciny?
    Tego że jestem dobrym retorykiem?
    A może tego że łacina odegrała ważną rolę w medycynie nauce prawie otd?

    15-letnimi koleberkami opiekowałem się onegdaj podczas praktyk w ptaszarni. Niewiele większe to od trzmiela ale trzepocze skrzydełkami równo, zawisa w powietrzu i pije nektar jak owady ( łac. insecta )

    Aha! Jeszcze jedno. A jak się kiedyś dowiem, że podczas silnej wichury Pana Panie Miłoszu i Pańskie auto stara sokora przytłucze, to mogę powiedzieć „Vox populus vox Dei”?

    „Pan wybaczy ale niewątpliwe smaczki Pańskiego komentarza zostały przesłonięte przez pseudo ironie, z których przebija śmiech ignoranta. Smaczkiem zaś jest Timurowskie volenti(…) o rekurencyjności i nielogiczności Pańskiej wersji innym razem.”

    A co ma do tego rekurencyjności lub jak kto woli „Teoria rekursji”?
    To jest zagadnienie z zakresu logiki matematycznej.

    Wy konlibowie macie na jej punkcie hopla.
    Logika Matematyczna miałaby 100 % skuteczności gdyby społęczeństwa składały się z robotów i maszyn.
    Albo z cyferek.

    Krzywo napisane równanie sin(x) = 0 NIE protestuje gdy się je maże korektorem.
    Jedynki nie boli gdy się ją skreśla
    Cotengens nie cierpi od Gumki Myszki.

    Ale społeczeństwa skłądają się z LUDZI, którzy mają i uczucia i instynkt samozachowawczy.
    Całek i różniczek się uczyłem bom inżynier. Logiki matematycznej też. Ale maszyny nie są całym moim światem. Zachowałem w sobie coś z humanistów.

    „“Możesz podać literaturę?” Jeżeli koniecznie potrzebujesz jej by stwierdzić coś do czego wystarczy elementarna wiedza i sczypta refleksji, to służę: prof. Szaczaniecki “Historia Państwa I Prawa”- to podstawy, a niuanse znajdziesz w Baszkiewiczu, Manteuffelu, gdzie tylko autorzy pochylają się nad zagadnieniem rozwoju feudalizmu.

    Zadowolony?”

    Kolejny przejaw arogancji. Kiedyś mnie przerażała a teraz na szczęście już śmieszy.

    „Problem polega na tym, że zarówno Timur jak i Ty Autorze absolutyzujecie wolność, macie kontratyp niewolnictwa, a poza tym nie istnieje już nic.”

    Poza tym istnieje „półwolność” w róznych odcieniach. Z tym że w tym przypadku znowu biorą udział 2 czynniki. Nie tylko gołe Fakty ale też Stan Ducha.

    Czy w etatystycznym ustroju można marzyć o Wolności?
    Tak! Bo gdy korzysta się z wielu źródeł informacji łatwiej jest pomyśleć inaczej niż życzy sobie tego Umiłowana Władzuchna.

    A zatem znowu zróbmy porównanie.

    Pierwsze dotyczy współczesności.

    Fakt A = Po wejściu Polski do UE zwiększył się zakres Wolności bo można legalnie emigrować w obrębie UE i zarobiwszy ludzkie pieniądze żyć jak czlowiek i przede wszystkim „wolnośc wyboru karbowego”.

    Fakt B = Po wejściu Polski do UE nastapiło straszliwe zniewolenie. Rolnikom nie wolno produkować i sprzedawać krzywych ogórków.

    Jak widzimy zarówno Fakt A jak i Fakt B jest prawdziwy.
    Lecz oprócz faktów o REALNEJ Wolności dodatkowym czynnikiem jest Stan Ducha.

    Otóż europejski socjaldemokratyczny etatyzm ma w sobie coś co można nazwać „relatywizmem moralnym dla każdego”
    To z kolei powoduje zanikanie zjawiska ślepego posłuszeństwa wobec Władzy a co za tym idzie, wzrostu ducha Agoryzmu.
    Tenże duch agoryzmu powoduje, że pomimo że krzywe ogórki są zakazane, do tej pory nie miałem problemu i ich zakupem a i prawdopodobieństwo, że sąsiad doniesie na mnie za to, że takich ogórków używam do mizerii ( bo są słodsze ) jest znikome.
    Opróćz tego, że z tych krzywych ogórków wszyscy się śmieją, nadmiar regulacji prawnych powoduje, że potencjalny donosiciel musiałby być Doktorem Praw co najmniej. Tymczasem donosicielstwem zwykle zajmuja się ludzie podli, mali i niedouczeni.
    Ewentualnie jeszcze zakutołbiści „biurokraci moralni” a takich jest sporo w szeregach konlibów.

    Teraz wróćmy do Średniowiecza

    Fakt A = We wczesnym Średniowieczu było więcej Wolności niż dziś, bo ani Karol Wielki ani Fryderyk II Barbarossa nie tworzył żadnych regulacji dotyczących ogórków.

    Fakt B = W Średniowieczu było mniej Wolności niż dziś bo wiejska kobieta nie mogła nosić naszyjnika z pereł, nawet jak ją było na to stać, bo perły zarezerwowane były tylko dla Dobrze Urodzinych kobiet.

    I w tym przypadku oba fakty są prawdziwe. Mają też różny ciężar gatunkowy. Fryderyk II Barbarossa choćby chciał, to nie mógłby tworzyć żadnych praw o ogórkach bo ich nie znał. Ogórki przybyły z Azji dopiero z wojskami Dżingis Chana.
    Ale Stan Ducha był zupełnie inny niż obecnie. Nie było pluralizmu a jedynym „massmedium” była… kościelna ambona.
    Czy taki monopol na informację jest wolnościowy?. Osądźcie sami.
    W każdym razie odruch posłuszeństwa wobec „medium” które równocześnie było religią był bardzo duży.
    Gdyby śrendiowieczna chłopka pokazała się ( poza kościołem nawet ) w rzeczonym naszyjniku się pokazała to jak myślicie. Wpadłaby czy nie wpadła? Kogo spotkałyby cięższe represje? Timura za ogórki czy tę chłopkę za naszyjnik?

    A zatem pytam. Czyja Wolność Osobista a także gospodarcza była większa?
    Moja dzisiaj czy tej wczesnośredniowiecznej chłopki?

    „Wolność to idea, która może się przejawiać lub nie i właśnie przez to jej przejawy to ona sama.Nic nie ma do rzeczy mój paternalistyczny ton, wyjaśniam elementy ontologii, które musicie znać by wasze dyskusje nie wyglądały jak bredzenie ślepego o kolorach.”

    A co konkretnie nazywasz bredzeniem ślepego o kolorach?
    I co szkodziło zamiast przemądrzałego „ontologia” użyć „nauka o wszystkim, co jest” lub choćby „metafizyka”?

    A teraz jeszcze na temat poprzedniego akapitu.
    Czy ktoś ma wątpliwości że zarówno temat krzywych ogórków jak i naszyjnika z pereł dotyczy Wolności Gospodarczej?

    „Wybaczcie ale to wymaga nieco dłuższego i bardziej skomplikowanego wywodu ( niech mnie kule bija jeśli p. Timur znajdzie tu poglądy Korwin- Mikkego :) ).”

    Za krótko Pana znam by znależć poglądy Korwina Mikke niemniej stylem nie róznicie się za bardzo. I nadużywanie łaciny, i popisy arogancji by wszystkim wokoło pokazać jacy są głupi no i archaiczne formy. Na przykład „lekcyj”.

    „Jeden z najwybitniejszych marksistów G. Plechanow, człowiek, który Marksem oddychał i w odróżnieniu od Lenina go rozumiał (J. Stalin “Zagadnienia leninizmu”). Stwierdził razu pewnego, bodaj czyż nie w “O materialistycznym pojmowaniu dziejów”, że nie istnieje klasa w sensie skonsolidowanym, każdy członek tzw. klasy się jednak różni(nie tylko charakterem, ale i interesem), a dla próby konsolidacji brzegowej na zasadzie ” teorii żołądków” są już jednak teoriami zmierzającymi do przyznania klasie bytu jedynie wtórnego ( a nie pierwotnego od podziału pracy jak by chciał Marks). Skoro klasa jest bytem wtórnym, któremu nie przysługują walory bytowania uniwersalnego (jak np. jednostce), to trzeba chcieć podążyć w kierunku wytyczonym przez Marksa by choć dojrzeć klasy (Panowie Plechanow to wybitny i uczciwy Marksista, nie jakiś budzący obrzydzenie p. Timura koliberał). Czy już wszystko jasne Krzysztofie i Timurze? Jesteście mimowolnie marksizujący- to zresztą fenomen libertarianizmu “chłopskiego” w wydaniu Timura, ba marksizujący to jest raczej Autor, p. Timur może być nawet potencjalnie wybitnym teoretykiem Marksizmu :) ) (tu jest trochę ironii p. Timurze, dzięki temu wiesz już czym jest ironia nie ignorancka:)).

    O! Chyba mnie przeceniasz! Ja teoretykiem marksizmu? Przecież ja nawet kapitału Marksa nie przeczytałem! Straszliwa cegła!
    Próbowałem kiedyś przeczytać dla sportu ale ledwo wytrzymałem 1/4 i wymiękłem. Takie dzieło czyta się zresztą zupełnie tak jak Pańskie posty Miłoszu. Co drugiego słowa się nie rozumie i czytając trzeba trzeba posiłkować się 10-ma slownikami.
    Już łatwiej tłumaczyć francuską powieść erotyczną gdy się słabo zna ten język. Za wspomaganie wystarczą tylko DWA dzieła.
    Porządny słownik francusko-polski i bryk ze składni i gramatyki francuskiej.

    A zatem nawet jak jestem „marksistą” to „marksizm” ten jest wytworem mojej duszy i moich przemysleń. W szkole nie uczono mnie marksizmu bo nauczyciel PO i PNOS był cienki. Jego myśl cała to „spytaj milicjanta on ci prawdę powie”.

    A dlaczego P. Miłoszu odsyłasz nas do Plechanowa? To podpucha czy podpowiedź?

    Fenomen chłopskiego libertarianizmu? A czemuż fenomen? Czyżby myśl że chłop TAKŻE mógłby cieszyć się Wolnością jest dla Pana aż tak bardzo nie do zniesienia?

    „“Ależ Miłoszu, po co tyle argumentów odwołujących się do emocji”? No cóż jak wiesz ( bo jesteśmy kolegami i adwersarzami z jednego wydziału- info. dla p. Timura, co to mi starszeństwo imputował :) ), nie jestem automatem do przetwarzania danych i wnioskowania i oprócz rozumu powodują mną emocje, czy to ci nie odpowiada?”

    To było do Trikstera ale i ja się wypowiem. Po prostu. Utarło się, że konlibowie WSZELKĄ emocjonalność kojarzą z marksizmem lub przynajmniej z „podatnością na marksizm”. Ich ideałem jest osobnik całkowicie wyzuty z uczuć i empatii oraz do bólu racjonalny czyli automat do wnioskowania i przetwarzania danych właśnie. Oczywiście sami ( konlibowie rzecz jasna ) są z reguiły BARDZO emocjonalni ale… jak widać „co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie”.

    „Z tym BDSM to chodzi o wolną wolę, a jak myślisz czy zmuszano osadników by się osiedlali w takiej XIII-XIV w. Polsce jako chłopi ? Oprócz tego, że porównujesz zjawisko krótkotrwałe (akt BDSM) z długotrwałym (kontrakty feudalne teoria i praktyka), co jest błędem zasadniczym, to niestety nie rozumiem o co ci chodzi.”

    Raczej nie chce Pan zrozumieć o co chodzi. Niech Pan nie udaje, że nie wie że w tamtych czasach przeprowadzka była śmiertelnie trudna, wykrywalność przestępstw ( zwłaszcza tych w wykonaniu moznych ) znikoma, a jeszcze „znikomszy” dostęp chłopów do RZETELNOŚĆ INFORMACJI o swoim przyszłym Panu.
    Dziś mamy o tyle lepiej, że nie musimy czekać cały rok na Dzień Św Jury a zanim się zatrudnimy w jakiejś korporacji, możemy z lepszym lub gorszym skutkiem zaciągnąć języka u kolegów i znajomych.

    A w Średniowieczu ( nawet tym wczesnym ) dzięki „wolności Słowa” ( vide Kościół jako JEDYNE massmedium ) i wynikający z tego Stan Ducha ZNACZĄCO utrudniał swobodną wymianę doświadczeń w stylu „uważajcie na Barona von X! To sadysta i zwyrodnialec”.

    „“aż do Rewolucji Przemysłowej i Francuskiej”. No Krzysiu toś pojechał po bandzie, jak pewnie wiesz specjalizuję się w historii Francji i to zwłaszcza nowożytnej, więc oszczędzę ci wywodu, a tylko stwierdzę, iż wręcz przeciwnie we Francji przedrewolucyjnej chłop miał pełną własność ziemi
    i pan nie miał żadnej nad nim władzy. Jest to dobre dziedzictwo absolutyzmu francuskiego, który włościan traktował jak osobistych poddanych tylko wyłącznie króla, ponieważ król był daleko, to w praktyce chłopu francuskiemu każdy mógł nagwizdać.”

    Nie będe się kłócił o przederwolucyjną Francję ale znowu pobawię się faktami o róznym ciężarze gatunkowym.

    Wyobrażmy sobie bidne głodujące afrykańskie państewko Z rządzone przez juntę wojskową.

    Fakt A = Amerykanie wysłali do Państwa Z pomoc humanitarną na kwotę 1 miliarda USD.
    Fakt B = Glodujący Murzyni tej żywności nawet nie powąchali bo junta wszystko przechwyciła, opyliła, kase wydała na broń i dziwki.

    Fakt C = Sytuacja głodujących Murzynów nie zmieniła się ani ani, czyli było tak jakby tej pomocy za 1 mld WOGÓLE nie było.

    Fakt C wynika z Faktu A i Faktu B, z tym że fakt B ma wyższy ciężar gatunkowy.
    A przecież zasad logiki matematycznej to nie trzyma. Na papierze Fakt C nie może być prawdziwy jeśli prawdziwe są ZARÓWNO Fakt A jak i Fakt B

    Analogicznie

    Fakt A = Na skutek absolutyzmu oświeconego chłopi stali się poddanymi WYŁĄCZNIE króla
    Fakt B = Tradycja poddaństwa praz wszechwładzy Pana Dziedzica była tak silna, że nawet absolutyzm nie potrafił jej wyplenić.

    Fakt c = Chłopi nie odczuli zmiany swojego położenia w stosunku do okresu przedabsolutystycznego.

    I znowu WSZYSTKIE 3 fakty są prawdziwe co jest przecież takie „nielogiczne” póki się nie uwzględni, że Fakt B ma większy ciężar gatunowy.

    @ Quatryk

    „Miłoszu wytłumacz ty mnie wolałbyś być średniowiecznym chłopem czy dzisiejszym pracownikiem korporacyjnym? Bo tu chyba tkwi sedno – spróbujmy sobie wyobrazić zasady średniowieczne w dzisiejszym świecie:
    zasadniczo chyba by się za wiele nie różniły – zapieprzasz na kogoś, mogą ci kazać to czy tamto. Jest jednak jedna zasadnicza róznica. Masz prawo odejść. Jakbys mi tego kurde nie tłumaczył chłop w średniowieczu choćby miał takie prawa to de facto nie mógł z niego skorzystać.”

    No właśnie! Ja też pracuje w korporacji. Nawet się trafiła taka gdzie nie ma mobbingu co bardzo sobie chwalę. Inaczej wciąz walczyłbym o przetrwanie i nie miałbym glowy pisać postów na tym forum. Aczkolwiek przyznaję, że praca zawodowa pochłania mnie na tyle bardzo, że rzeczony post piszę na raty za co ( tych co długo na niego czekali ) jeszcze raz przepraszam.

    „Wiesz to jest taka róznica jak między BDSM a złapaniem na ulicy babeczki przywiązaniem jej, wybiczowaniem i zerżnięciem. Jak staniesz z boku jedno od drugiego nie odróznisz jako postronny obserwator, ale chyba sam się zgodzisz że jest cholerna róznica miedzy BDSMowymi praktykami seksualnym w których ludzie dobrowolnie biorą udział a brutalnym gwałtem.
    Dla mnie to co gadasz to jest tak jakbyś mówił że jak się zgwałci kobiete po misjonarsku to to lepsze niż jak ludzie napierdalają się biczami i wkładaja sobie dobrowolnie ogórki w odbyty. Bo pierwsze to jeszcze ujdzie ale drugie jest tak obleśne że nie mógłbys znieść tego widoku.”

    Quatryku! Pięknie napisane. Sam bym tego lepiej nie zrobił. ;-)
    I zgadzam się w całej rozciągłości. Zwłaszcza ten motyw „gwałtu ale za to po misjonarsku”… sama poezja.

    „Sorry za porównania jeżeli rażę twoje poczucie dobrego smaku no ale jak napisałem prosty jestem…”

    Mnie akurat nie musisz przepraszać.

    Skoro już ruszyłeś temat BDSM to każdy kto kiedykolwiek zetknął się z tym tematem ( a nie należy do kategorii libertynów-zwyrodnialców ) powinien SZCZEGÓLNIE mocno zrozumieć i CZUĆ co oznacza „chcącemu i mającemu inne wyjście nie dzieje się krzywda”
    Z tego co wiem, prawdziwi wielbiciele BDSM raczej na pewno nie kupiliby niewolnicy na targu ani nie „wypożyczyli” córki od alkoholika za przysłowiową skrzynkę wódki ani też nie wzięliby do swoich „zabaw” długoletniej bezrobotnej.
    Tak na marginesie jest tak NIE TYLKO ze względów „moralnościowych” ale też innych ale to temat zdecydowanie na na to forum.

    „Trikster – jak wiadomo marksizm to największe zło świata. Przeciez to to samo co komunizm, bolszewizm, stalinizm.:D”

    No widzisz! I dostrzegłeś to samo co onegdaj i ja dostrzegłem.

    @ Trikster

    „Jestem marksizujący, jak zresztą wszyscy chyba libertarianie. Machaj kiedyś napisał: “Dajcie mi intelignetnego socjalistę, a uczynie z niego libertarianina” (albo coś w tym stylu). Owszem, libertarianom dość blisko do socjalizmu (tego pierwotnego, nie jako “misnomer” mający oznaczać socjaldemokrację). I co z tego? Stwierdzasz tylko fakt, obwieszczasz światu: “Hah, libertarianie marksizują!”. Tylko że nic z tego nie wynika. Stwierdasz tylko po to, żeby stwierdzić.”

    A ja nawet Kapitału Marksa nie przeczytałem bo nie zmogłem.

    Nie czytałem Machaja za to słyszałem inną wersję.

    totalitarny komunista po upadku komuny zostaje tylko

    A – strzelić sobie w łeb
    B – zostać ortodoksyjnym religijnym fundamentalistą < vide ZChN i liczni katecheci w szkołach )
    Trzeciego wyjścia nie ma

    Za to inteligentny socjaldemokrata ( jako czlowiek wychowany w relatywiźmie moralnych a w skrytości ducha marzący o prawdziwych zasadach ) to doskonały materiał na libertarianina albo przynajmniej zaprzysięgłego agorystę.

    „Miłoszu, nie dostrzegasz wążnej rzeczy! Praktyka (to, co ja opisuję) różni się bardzo od teorii (to, co Ty opisujesz). Chłop, owszem, miał prawo własności, tylko na czym ono polegało? Ano na tym, że mógł sobie coś posiadać albo użytkować, jeśli pan inaczej nie postanowił.”

    Uważaj Trikster! Konlibowie nazywają chamem i niedoukiem każdego kto twierdzi, że teoria mija się z praktyką. Zdaniem konlibów to oznacza że się nie zrozumiało teorii. Już lepiej powiedzieć, „księgi sobie a życie sobie”.

    „było to widoczne przez cały okres dominacji feudalizmu sensu stricto, od powstania kolonatu aż do Rewolucji Przemysłowej i Francuskiej. Dla mnie to właśnie Twoje stanowisko przypomina “tym gorzej dla faktów”, bo ignorujesz to, co jest oczywiste: ugruntowane prawnie stanowisko szlachty i możnych na drabinie społecznej.”

    Zgadzam się Trikster!

    „Mógłbyś rozwinąć to o partykularyzmie? Czym ten partykularyzm ma być? I czy mógłbyś udowodnić, że “średniowiecze było partykulane”? Tak ogólnie. Bo mi się wydaje, że owszem, można znaleźć oazy partykularyzmu, ale nie było to regułą.”

    Ja też poproszę.

    A na deser serwuję polityczny dowcip.

    Wiecie po czym poznać ze w stawie utonął polityk Prawicy?
    A po tym, że najpierw wypływają brudne pieniądze a potem czysty komunista.

    I to tyle bom już zmęczony,

  9. 69
    qatryk mówi:

    Ja się tak wtrącę jakom troszke napity. Tak z tym szlachectwem (bo to bardzo dobry jakby nie było wątek na wspominki o szlachcie Timurze) to mi się przypomina historia którą mi przekazano w rodzinie. Otóż któryś z mych przodków przegrał takowe(szlachectwo) w karty ponoć z czego jestem dumy jak cholera. I chyba zwazywszy na me nazwisko coś w tym prawdy musi być (choć do końca jakoś w to nie wierze bo nie jestem do końca pewien czy można było takiego wielkiego czynu dokonać w naszym kraju – no ale legenda to legenda). I bardzo mi zaimponował ów przodek gdyż jakby na to nie patrzeć hedonista to i jebaka musiał być przedni:D
    O innych rzeczach pogadam jak otrzeźwieje… pozdrawiam serdecznie konflikty szlachecko – chłopskie:D

  10. 70
    Timur mówi:

    To miłego trzeźwienia Quatryku,
    A ja jako wolny kmieć napiję się dobrego winka i pójdę spać. ;-)

    A o przegraniu szlachectwa w karty już wspominałeś onegdaj.

    dobranoc wszystkim.

Strony: « 1 … 2 3 4 5 6 [7] 8 9 10 11 12 » Show All

Skomentuj:

Możesz używać: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>