Krzysztof Śledziński „Prekarium”
pobierz jako PDF 4 stycznia, 2008 — qatryk
Żyjemy w średniowieczu. Feudalizm, nieodłączny element tej rzekomo dawno minionej epoki, w swojej zmodyfikowanej wersji, czyli kapitalizmie państwowym, panuje niepodzielnie – oparł się nawet Rewolucji Przemysłowej, Rewolucji Informatycznej i gigantycznemu wzrostowi gospodarczemu. Nie mogę się więc zgodzić z Jacquesem le Goffem, iż epoka feudalizmu zakończyła się w wieku XIX. Ona jeszcze nie przeminęła. Trwa nadal, ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, żeby miała zostać zastąpiona przez jakiś inny system. Możemy od razu zadać pytanie: czy to dobrze, czy źle (przepraszam jednocześnie Waltera Blocka za wartościowanie)? Czy powinniśmy się cieszyć z takiego biegu rzeczy, czy raczej dążyć do zmiany stanu zastanego? Odpowiedź wydaje się jasna: na przekór konserwatystom twierdzę, iż status quo jak najbardziej nie jest stanem pożądanym. Czego jednak należy pożądać? Nadal obowiązującym systemem jest niewolnictwo, tym razem zawoalowane, dalekie od tego, czego człowiek doświadczał w poprzednich epokach historycznych, lecz, parafrazujac Franka Chodorova, niewolnictwo jest niewolnictwem, i żadna ilość słów nie jest w stanie tego zmienić. Jeśli uznamy z jednej strony wolność, a z drugiej niewolę jako punkty skrajne pewnego kontinuum, to dojdziemy do wniosku, iż tak naprawdę średniowiecze niewiele różniło się od czasów nam współczesnym. Gdy zauważymy jakieś odmienności, będą one w części wypadków na korzyść panującego obecnie kapitalizmu państwowego, pomimo niechęci, jaką powinniśmy go darzyć, w innych zaś przewagę będzie miało średniowiecze. Franz Oppenheimer zwykł mówić, że kapitalizm jako system wyzysku klasowego był bezpośrednim sukcersorem feudalizmu. Czy miał rację?
Jakie są zatem punkty wspólne pomiędzy feudalizmem a kapitalizmem państwowym? Po pierwsze struktura społeczeństwa dziś jest prawie idealnym odzwierciedleniem tej średniowiecznej: 1%, który stanowią najbogatsi – państwowcy i, co ważniejsze, lobbyści (używając terminologii Sama Konkina: nadpaństwowcy) – jest odpowiednikiem władcy (monarchy) i jego najbliższego otoczenia (które, wbrew powszechnemu mniemaniu, miało ogromny wpływ na prowadzenie polityki tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej), czyli najwyższych urzędników i rady królewskiej; 9% – to ci, którzy korzystają na istnieniu państwa w nie mniejszym stopniu niż opisany wyżej 1% – jest to klasa średnia państwowców, nie mająca takich pokładów energii i przedsiębiorczości, żeby przebić się do elity, będąca ekwiwalentem szlachty, tj. posiadaczy ziemskich; wreszcie pozostałe 90% – klasa wyzyskiwana, „niewolnicy”, a dawniej: chłopi i w znacznej mierze mieszczaństwo. Co więcej, ta ostatnia grupa społeczna trzymana jest za „zasłoną niewiedzy” przez klasy znajdująca się wyżej na drabinie. Sprzyja to alienacji poszczególnych klas i tworzeniu się swoistej nadbudowy, „zaprojektowanej w ten sposób, aby legitymizowała władzę klasową„[i].
Po drugie, w obu systemach występuje tzw. triple helix (potrójna spirala). Feudalizm spajało porozumienie władców, szlachty (feudałów, wielkich posiadaczy ziemskich, magnatów) i Kościoła, kapitalizm zaś: polityków, wielkiego biznesu i intelektualistów. Każda z tych grup korzysta na działalności pozostałych, gdyż dobrze zdaje sobie sprawę, iż może utrzymywać swoją pozycję tylko w sytuacji, gdy status quo pozostanie niezmieniony. Bez owego porozumienia żaden z tych systemów nie mógłby istnieć.
Po trzecie, podział społeczeństwa jest zawsze zalegalizowany, tj. znajduje odzwierciedlenie w obowiązującym systemie prawnym, bez znaczenia czy jest to prawo zwyczajowe (występujące w dużej mierze w średniowieczu), czy stanowione (będące podstawą w kapitalizmie państwowym). Tak w wiekach średnich, jak i dziś mamy do czynienia z rozróżnieniem na stany uprzywilejowane (dawniej: szlachta i duchowieństwo; obecnie: państwowcy i nadpaństwowcy) i nieuprzywilejowane (dawniej: mieszczaństwo i, przede wszystkim, stanowiące większość społeczeństwa chłopstwo; obecnie: serfs, czyli reszta populacji).
Po czwarte wreszcie, można zauważyć pewną paralelę pomiędzy prawem własności w feudalizmie i w kapitalizmie. Mianowicie, owa zbieżność występuje w charakterze praw własności (własność podzielona) i sposobie ich nabywania (umowa, w której strony nie mają takich samych praw). O tym właśnie będzie traktować ten esej.
Feudalizm jest to, używając definicji Marca Blocha, system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika„[ii]. System ten jest więc nierozerwalnie połączony ze społeczeństwem klasowym, w którym to klasy posiadają różne prawa, przywileje i obowiązki. Jest to węższa definicja tego terminu. Szersza z kolei głosi, iż feudalizm to ustrój gospodarczy oparty o podzieloną własność ziemską. „[W] ramach stosunku lennego występował podział własności lenna między nadającego ziemie w lenno seniora, który zachowywał własność ziemską (dominium directum, eminens) ziemi, i wasala-lennika, który otrzymywał własność podleglą, czyli użytkową (dominium utile). Mógł także w pewnych systemach wykształcić się, charakterystyczny dla stosunków własności podzielonej, podział naprawo do ziemi między właścicielami ziemskimi a bezpośrednimi jej użytkownikami – chłopami„[iii] . Obie te definicje są poprawne, a w pracy tej postaram się udowodnić, że (węższa w całej rozciągłości, szersza – z pewnimi modyfikacjami dotyczącymi podmiotów stosunków gospodarczych) można je zastosować do obecnie funkcjonującego systemu, tj. kapitalizmu państwowego.
Kapitalizm państwowy możemy zdefiniować jako system gospodarczy odznaczający się daleko idącą interwencją państwa, mającą na celu chronienie interesów wielkiego biznesu. Model ten należy oddzielić od kapitalizmu laissez-faire, który, żartobliwie ujmując, różni się tym od kapitalizm państwowego, co krzesło od krzesła elektrycznego. Oddajmy głos Murrayowi Rothbardowi: „Różnicą pomiędzy kapitalizmem wolnorynkowym a kapitalizmem państwowym jest różnica dokładnie między pokojową, dobrowolną wymianą z jednej strony, a wyzyskiem z drugiej„[iv]. Co więcej, Kevin Carson pisze: „Kapitalizm, wyrastający, jako nowy typ społeczeństwa klasowego, bezpośrednio z poprzedniego społeczeństwa klasowego ze średniowiecza, powstał na akcie rabunku tak ogromnym jak poprzedni, feudalny podbój ziemi. Jest on utrzymywany aż po dziś dzień dzięki ciągłej interwencji państwa mającej na celu chronienie tego systemu przywilejów, bez którego jego przetrwanie jest niewyobrażalne. Obecna struktura własności kapitału i organizacji produkcji w naszej tak zwanej „rynkowej” ekonomii, stanowi odbicie opresywnej interwencji państw [...]. Od początków Rewolucji Przemysłowej, to co nostalgicznie zwiemy „laissez-faire”, było w rzeczywistości systemem stałej interwencji państw, aby subsydiować akumulację, gwarantować przywileje i utrzymywać dyscyplinę pracy„[v].
Własność w średniowieczu
Dla średniowiecznego pojmowania własności najbardziej charakterystyczne są dwie instytucje: beneficium (później feudum) oraz precarium (albo później precaria, gdyż „precarium (…) w wyniku pewnej metamorfozy gramatycznej, która zwróciła szczególną uwagę historyków, z rodzaju nijakiego przeszło na żeński: precaria; na potrzeby tej pracy stosował będę te dwa terminy zamiennie). Początkowo terminy te oznaczły to samo, lecz z czasem nabyły odmienne znaczenia. Beneficium (feudum), jako bardziej zaszczytne i nie połączone z prośbą, dotyczyło głównie stosunków między feudałami i między feudałem a władcą. Biorąc pod uwagę liczebność szlachty, nie było więc aż tak powszechne jak odnoszące się do chłopów precarium.
Precarium jest formą własności podzielonej, czyli takiej, która podlegała kilku podmiotom. Nazwa precarium wywodzi się od słowa preces, które oznacza prośbę. Początkowo bowiem chłop występował z prośbą do pana feudalnego (względnie Kościoła), aby ten wziął go pod opiekę. Precarium było chyba najpowszechniejszą formą własności podzielonej.
Przyjrzyjmy się sposobowi, w jaki precarium się wykształciło. Oddajmy głos Jerzemu Strzelczykowi: „Wieśniak, wolny, lecz słaby, nie mogąc często w razie potrzeby i zagrożenia – a we wczesnym średniowieczu były one czymś zupełnie zwyczajnym – liczyć na pomoc ani, jak to było z dawien dawna, współrodowców (jako że ród jako archaiczna forma więzi społecznej wiele był utracił ze swego pierwotnego znaczenia), ani odległego na ogół i wielorako zaabsorbowanego księcia (króla), w poszukiwaniu jakiegoś społecznego i efektywnego (a to znaczyło: niezbyt odległego) wsparcia, pragnąc zarazem uchylić się od coraz bardziej uciążliwego obowiązku służby zbrojnej na rzecz panującego, wolał utracić abstrakcyjną „wolność” i stać się czyimś, jakiegoś klasztoru lub możnego sąsiada świeckiego, „człowiekiem”, poddanym„[vi]. Chłop tracił więc niezależność faktyczną, godził się na utratę znacznej części swojej wolności. Nie stawał się jednak niewolnikiem sensu stricto - miał przecież własność ziemi, którą uprawiał, i mógł korzystać z dóbr, które wyprodukował. Owa utrata niezależności polegała na tym, że chłop, w zamian za przyrzeczenie opieki, oddawał swoją ziemię panu feudalnemu (ewentualnie Kościołowi), a później zyskiwał ją z powrotem w charakterze użytkownika. Dodatkowym przywilejem było również zwolnienie z służby wojskowej na rzecz panującego. Często jednakże chłop podlegał pewnym ciężarom, które określamy ogólnym terminem renty feudalnej (w formie renty odrobkowej, naturalnej, a następnie czynszu), wynikającym właśnie z uprawnień zwierzchnich pana do ziemi uprawianej przez chłopa. Sama umowa wyglądała następująco: „Panu zawsze mojemu (takiemu a takiemu). Gdy z dnia na dzień cierpiałem nędzę i daremnie szukałem wszędzie pracy dla zarobku, wówczas zwróciłem się do dobroci waszej łaskawości, abyście okazali pomoc przez oddanie mi na prawie prekaryjnym ziemi do uprawy w miejscowości łwaszej, która nazywa się (tak a tak); na co też zgadzając się wasza łaskawość prośbie mej zadośćuczyniła i raczyła oddać mi, jak o to prosiłem, na prawie prekaryjnym ziemię w wymienionej miejscowości za (tyle a tyle) modiów[vii]. Dlatego też w tym moim akcie prekaryjnym uroczyście przyrzekam nigdy w żadnym czasie z powodu tych ziem nie okazać wam żadnego sprzeciwu ani też uczynić jakiegoś uszczerbku. [...] Gdy zaś, niepomny na wszystkie przyrzeczenia wyrażone wyżej w tym moim akcie prekaryjnym, usiłował je złamać w najmniejszym przez swoją krąbrność, przysięgam na Boga i królestwo pana naszego najsławniejszego (takiego a takiego) króla, będziecie mieć pełne prawo wypędzić mnie ze wspomnianych ziem i rozporządzić się nimi na nowo według swego prawa, jak być powinno„[viii]. Umowa ta była więc faktycznie nierozwiązywalna, tj. obowiązywała chłopa całe życie, a często również przechodziła na potomków poddanego, niezależnie od zgody słabszej strony. Świadomy nieścisłości prawnych dotyczących precarium oraz swojej, ugruntowanej prawnie, wyższej pozycji na drabinie społecznej, pan feudalny mógł zmuszać chłopa do pozostawania pod swoją „opieką”, dowolnie zwiększając obciążenie chłopa różnego rodzaju świadczeniami. Co więcej, miał możliwość ukarania, a nawet wypędzenia chłopa, gdy ten nie wywiązywał się ze swoich obowiązków wyrażonych w takim akcie prawnym. Prekaryjny, czyli „prośbowy”, dobrowolny, charakter precarium występował jednakże tak naprawdę tylko w teorii. Faktycznie bowiem, feudał miał do zastosowania całe spektrum środków, w tym rozwiązania siłowe, aby przymusić pozostawionego sobie samemu chłopa do podporządkowania. Jak pisze Jerzy Strzelczyk: „Prekarium tylko teoretycznie miało charakter dobrowolnej umowy pomiędzy prekarzystą a panem; ten ostatni miał do dyspozycji różne argumenty nacisku, skłaniające [...] wolnego sąsiada do nawiązania stosunku prekaryjnego„[ix]. Nie było jednak tak, że jedyną stroną, która zyskiwała był pan feudalny. Co prawda, areał ziemi pozostający pod jego władaniem powiększał się, lecz i chłop wychodził na takiej transakcji całkiem korzystnie, jako że nie musiał się troszczyć o ochronę siebie, ani swojej rodziny.
Podobna procedura zachodziła, gdy jedną ze stron był Kościół. Jak pisze Tadeusz Manteuffel: „Dzięki ofiarności wiernych [Kościół] stał się właścicielem rozległych obszarów, których niejednokrotnie nie był nawet w stanie zagospodarować. Godził się więc chętnie oddawać je w użytkowanie tym wszystkim, którzy go o to prosili, pod warunkiem wszelako uiszczenia niewielkiego czynszu rocznego i odnawiania umowy dzierżawnej co pięć lat„.[x] Wyróżniamy trzy rodzaje prekariów kościelnych: precaria data, renumeratoria i oblata. Pierwsza polegała na tym, że chłop oddawał się w opiekę Kościoła pod warunkiem płacenia czynszu. Druga była dożywotnim nadaniem przez Kościół ziemi chłopu, który zobowiązany był darować Kościołowi „ziemię o znacznie mniejszej powierzchni„. Trzecia, precaria oblata, opierała się na umowie, w której chłop posiadający ziemię, oddawał ją Kościołowi i natychmiast otrzymywał ją z powrotem. „Poza zaspokojeniem celu dewocyjnego, zyskiwał on opiekę Kościoła, co w tych niespokojnych czasach nie było bynajmniej rzeczą bez znaczenia„[xi]. Jeśli jednak chodzi o prekaria kościelne, to po pierwsze nie były one tak rozpowszechnione (pomijając okres początkowego średniowiecza, kiedy pozycja feudałów jeszcze nie wzrosła tak bardzo), a po drugie, Kościół jako organizacja ogólnoeuropejska, dbając o swoją renomę, przestrzegał zawartych umów.
Możemy się zastanawiąc, dlaczego chłop, dysponując przecież znaczym zakresem wolności, godził się na tak daleko idące ograniczenie możliwości dysponowania sobą i swoją ziemią (własnością). Będzie to jednak spojrzenie ahistoryczne: dopiero od czasów oświecenia poczęto traktować wolność jako wartość absolutną, w średniowieczu zaś pojęcie to było w większości nieznane i obce. Kwestią zdecydowanie istotniejszą dla człowieka wieków średnich były ciężary, jakich musiał on doświadczać, i spokój, którego pożądał. Te kryteria decydowały o podjęciu jakichkolwiek działań przez chłopa mających na celu poprawę jego położenia, jakkolwiek może się to wydać nam niezrozumiałe.
Podsumuwując zatem powyższe rozważania, można stwierdzić, że: a) główną formą własności w średniowieczu była własność pośrednia; b) chłop nie zawsze oddawał się pod opiekę pana feudalnego dobrowolnie; c) pan feudalny miał do dyspozycji całe spektrum środków mających „przekonać” chłopa do pozostania pod jego protektoratem i nie omieszkiwał z nich korzystać. Widać więc wyraźnie, iż uznawanie, powszechnie występujące w środowisku prawicowych libertarian, szczególnie zaś manarchistów, średniowiecza za „najbardziej wolnościowe czasy” jest obarczone błędem merytorycznym, jako że tak sytuacja była zgoła inna, co widać powyżej w charakterystyce praw własności.
Własność w kapitalizmie
A jak wygląda problem własności dziś, w czasach określanych często jako najbardziej wolnościowe? Czy można stwierdzić, że byliśmy świadkami postępu i że jednak porównując z feudalizmem wychodzimy in plus? Na drugie pytanie można odpowiedzieć twierdząco, jeśli przez postęp zrozumiemy zmianę mentalności ludzi: są oni zdecydowanie bardziej świadomi, lepiej zdają sobie sprawę z grożących im niebezpieczeństw i w związku z tym radzą sobie z nimi efektywniej. Są tym samym dobrze przygotowani do pielęgnowania praw własności. Jednakże, czy to wystarcza, żeby nazwać nasze czasy w ogóle wolnościowymi? Zdecydowanie nie. Poza tym, co z postępem rozumianym ogólnie, jako proces zmian na lepsze? Czy czasy, w których żyjemy są „bardziej doskonałe” pod względem zabezpieczenia praw własności niż poprzednia epoka? Według mnie nie, co postaram się wykazać, odpowiadając na pierwsze z postawionych przeze mnie pytań.
W kapitalizmie państwowym możemy wyróżnić dwa główne rodzaje własności: własność prywatna i własność państwowa. W przypadku własności państwowej sprawa jest jasna: środki produkcji pewnych dóbr należą do państwa (czasem tylko i wyłącznie do niego, jak w przypadku usług policyjnych). We współczesnej doktrynie przyjmuje się, że państwo powinno mieć wyłączność (monopol) na produkcję takich dóbr, jak ochrona własności prywatnej, szkolnictwo, bezpieczeństwo itd. Można więc stwierdzić, że działalność państwa polega na zastępowaniu rynku albo raczej, jak jest to określane w nauce, takiej alokacji zasobów, do której wolny rynek nie byłby zdolny (państwo, jako bardziej racjonalne niż rynek, ma robić to lepiej). Pozostawię to bez komentarza.
Kwestia jest zdecydowanie bardziej skomplikowana, jeśli chodzi o własność prywatną. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinna być to taka kategoria własności, która podlega osobie fizycznej (prywatnej), a także umożliwia nieograniczone cieszenie się produktami swojej pracy. Będzie to odpowiadać w znacznej mierze rzeczywistości, jednak nie do końca. Co prawda, dana osoba jako właściciel jest uprawniona, zgodnie jeszcze z prawem rzymskim, do posiadania i używania rzeczy, do pobierania z niej pożytków oraz do rozporządzania ją, jednak nie są to uprawnienia absolutne. Przykładowo, nie można zgodnie z prawem nabywać narkotyków, nie można pobierać z rzeczy maksymalnych pożytków (podatki) czy nie można nawet posiadać rzeczy, jeśli państwo tak postanowi (wywłaszczenie). Czy te ograniczenia pozwalają w ogóle uznać własnośc prywatną jako „prywatną”? Przecież, jeśli jakaś instytucja może wskazać jednostce, co jest dla niej lepsze i rozkazać zrobienie danej czynności, to oznacza to, że taka instytucja ma pierwotne prawo do własności jednostki i produktów jej pracy. Aplikując terminy właściwe dla feudalizmu, stwierdzamy, iż państwo (będące seniorem w tym stosunku) ma dominium directum, a wasalowi-lennikowi przysługuje tylko własność użytkowa (dominium utile).
Jednym z najbardziej złożonych i przez to najbardziej niebezpieczych sfer, w których przejawia się supremacja państwowych praw własności, jest sfera podatkowa. Wyróżniamy dwa rodzaje podatków: pośrednie i bezpośrednie. Naruszanie własności prywatnej w przypadku pierwszych polega na zmuszeniu producenta danego dobra do dodania do wartości produktu pewnej kwoty, która ma zasilić kiesę państwa (opodatkowanie kwoty zakupionej), a jeśli chodzi o drugie – na odmówieniu jednostce prawa do części jej własności (opodatkowanie kwoty posiadanej). Co więcej, jest to całkowicie spójne z prawdopodobnie wymyśloną na tę potrzebę ideą dobra wspólnego i społecznej gospodarki rynkowej. Jak pisze Frank Chodorov: „„potrzeba społeczna” jest przyczyną całej produkcji, tego, że człowiek pracuje albo że powinien pracować dla dobra całości. Opodatkowanie jest świetnym sposobem rozpraszania efektów pracy„[xii].
Można w końcu zapytać: jak to jest w końcu z tą własnością? Z tego, co napisałem wynika, że i obecnie mamy zdecydowaną przewagę własności podzielonej: państwo dzierżawi jednostkom część swojej własności, wspaniałomyślnie pozwalając im na korzystanie i czerpanie z niej pożytków. Państwo posiada również roszczenie do dóbr jeszcze niewyprodukowanych, a zatem nabywa do nich własność z chwilą ich produkcji. Sytuacja ma się więc inaczej niż ta w średniowieczu. Nastąpiła również zmiana podmiotów biorących udział w transakcji, a sama „umowa” wygląda następująco: państwo, jako absolutny właściciel wszystkich dóbr w państwie, daje jednostce w wieczyste użytkowanie ziemię, z tym, że owa jednostka zobowiązana jest do pewnych świadczeń i do wykonywanie każdego polecenia wydanego przez państwo, przy czym państwo, jako że faktycznie własność taka pozostaje w rękach prywatnych, nie rozpościera nad nią takiej ochrony jak nad własnością faktycznie państwową. Silniejszą stroną jest zatem rząd, a jego potęga wielokrotnie przekracza możliwości jakiegokolwiek szlachcica i króla w średniowieczu. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że umowa zawierana przez jednostkę z państwem wprowadzana zostaje w życie bez jej zgody. Nie może być tu więc mowy o Proudhonowskiej wizji umowy społecznej, w której to jednostka decyduje o zaistnieniu pewnej sytuacji. W omawianym przypadku człowiek, z faktu życia w państwie odbierającym mu jakąkolwiek możliwośc wyboru, jest istotą w znacznej mierze zależną od państwa – każda decyzja dotycząca własności regulowana jest przez państwo, w końcu pierwotnego właściciela wszystkich dóbr, łącznie z tymi jeszcze niewyprodukowanymi. W szczególności uwagę zwraca przymusowość i niezrywalność tego kontraktu. Państwo, jeśli uzna, że obywatel złamał zasady zawarte w „umowie”, może danego obywatela ukarać. Zauważmy ponadto, że to właśnie
„[n]ajcięższymi zbrodniami w kodeksie Państwa nie są naruszenia prywatnej własności czy osoby, lecz niemal zawsze są to zagrożenia jego własnej wartości, jak zdrada, dezercja na stronę przeciwnika, odmowa zaciągnięcia się, spiskowanie, konspiracja, zamachy stanu czy przestępstwa gospodarcze wymierzone w Państwo, jak podrabianie pieniędzy czy unikanie podatku dochodowego” [podkreślenie moje - K. Ś.][xiii]. Mając to na uwadze, dochodzimy do wniosku, że społeczeństwo właściwe dla kapitalizmu państwowego musi być społeczeństwem klasowym: występują poddani i władcy. Możemy zatem definicję Marca Blocha dotyczącą feudalizmu zastosować równie dobrze do „state capitalism„: kapitalizm to więc system społeczny, w którym „charakterystyczną więzią ludzką była zależność podwładnego od bliskiego zwierzchnika„.
Reasumując, można stwierdzić, że: a) charakter własności w czasach nam współczesnych jest niemal identyczny jak w średniowieczu, tj. dominującą formą jest własność podzielona; b) umowa z pańtwem o nabycie własności jest zawsze przymusowa, jako że państwo dysponuje pierwotnym prawem własności do wszelkich produkowanych przez obywateli dóbr, łącznie z tymi jeszcze nie wyprodukowanymi; c) osoba uchylająca się od płacenia podatków, a tym samym gwałcąca zawartą pod przymusem umowę z państwem, musi liczyć się z możliwością pociągnięcia do odpowiedzialności za naruszenie interesów gospodarczych państwa. W obliczu tych faktów nie można stwierdzić, że czasy kapitalizmu państwowego należą do wolnościowych w jakimkolwiek rozumieniu, bowiem skala wyzysku i przymusu dorównuje temu, co ludzie musieli znosić w wiekach poprzednich. Akceptowane przez libertarian i jedyne zgodne uniwersalizmem etycznym zasady: samoposiadania oraz „original appropriation” (zwanej także „homestead principle„)[xiv] nie mają w tym przypadku żadnego przełożenia na rzeczywistość; zostały zastąpione przez państwową „umowę”, w której to państwo decyduje o każdym szczególe, nie zważając na jednostkę. Jak pisze Hans Herman Hoppe: „z wyzyskiem mamy do czynienia wtedy, gdy nastąpi jakieś odstępstwo od zasady zasiedlenia. Wyzyskiwaczem jest osoba, która żąda kontroli nad dobrami, których nie zasiedliła, nie zaoszczędziła, nie wyprodukowała, ani nie zdobyła na drodze dobrowolnej umowy od ich poprzedniego właściciela. Wyzysk sprowadza się do wywłaszczania tych, którzy pracują, oszczędzają i zasiedlają przez innych, którzy tego nie robią; jest to żerowanie ludzi, których żądania biorą się z powietrza, na tych, którzy uczciwie pracowali i zawierali ze sobą umowy„[xv].
Doszliśmy zatem do przerażających wniosków: nic tak naprawdę nie jest nasze. Może powinienem uściślić: nic, co zostanie wyprodukowane zgodnie z państwowymi wymogami, bowiem właścicielem tego jest państwo. Z drugiej strony, możemy spodziewać się, że wolny rynek, będący wypadkową preferencji biorących w nim osób, znajdzie rozwiązanie. I faktycznie: sposobem na pozyskanie prawdziwego prawa właności jest kontrekonomia. „Rzeczywista praktyka ludzkich działań, która uchyla się od, unika i przeciwstawia się interwencji państwa jest działalnością kontrekonomiczną„[xvi] . Na przekór tzw. białemu rynkowi, będacemu rynkiem „państwowym”, istnieje również tzw. szary i czarny rynek. Jak pisze Samuel Edward Konkin: „„[C]zarny rynek” jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego[xvii]. Szary rynek [...] oznacza handlowanie dobrami i usługami, które jako takie nie są nielegalne, ale zostały uzyskane lub dystrybutowane w sposób zabroniony przez prawo„[xviii]. Statystyki mówią nam, że „praca na czarno” będąca właśnie działalnością kontrekonomiczną jest w Polsce dość popularna. W 2004 roku w szarej strefie pracowało ponad milion ludzi[xix], a „wielkość transakcji w polskiej szarej strefie szacuje się na 15% PKB„[xx].
Okazuje się jednak, że szara strefa w dzisiejszym wymiarze nie jest panaceum na chorobę zwaną „brak praw własności”. Zdecydowana większość produktów powstaje bowiem na białym rynku, co powiększa wpływy do budżetu nadające pęd interwencjonistycznej machinie państwa mającej na celu ograbienie ludzi z należącej się im własności. Powstaje w ten sposób błędne koło, które jest tym straszniejsze, że może napędzać się w nieskończoność i trwać już zawsze, aż do wymarcia gatunku ludzkiego. Można zadać, całkiem zasadnie, pytanie: dlaczego tak się dzieje? Przecież już Etienne de la Boetie w swoim „The Politics of Obedience: The Discourse of Voluntary Servitude” w XVI wieku pisał: „Wszakże ten, kto was tyranizuje, (…) nie ma w rzeczywistości żadnej władzy nad wami poza tą, którą sami mu nadaliście, aby mógł was zniszczyć. Skąd wziąłby tyle oczu, by was szpiegować, gdybyście sami mu ich nie oddali? Gdzie zaopatrywałby się w broń, przy pomocy której zmusza was do poddaństwa, gdybyście sami mu jej nie dawali? Skąd brałyby się stopy tratujące wasze miasta, jeśli nie byłyby waszymi własnymi stopami? Jakże mógłby posiąść władzę nad wami inaczej niż za waszym własnym pośrednictwem? Jak śmiałby was atakować, gdyby nie mógł przy tym liczyć na waszą współpracę? Cóż mógłby wam zrobić, gdybyście sami nie byli w zmowie z rabującym was złodziejem, gdybyście nie byli wspólnikami czyhającego na waszą śmierć mordercy, gdybyście sami nie byli własnymi zdrajcami? Obsiewacie wasze pola po to, by on mógł je spustoszyć, budujecie i meblujecie swe domy, by dostarczyć mu dóbr, które mógłby zrabować; wychowujecie wasze córki po to, by on mógł dać upust swej chuci; chowacie wasze dzieci po to, by on mógł uhonorować je najwyższym zaszczytem – by mógł je poprowadzić do boju w swych bitwach, przeznaczyć je na rzeź i uczynić z nich wykonawców swoich zachcianek i narzędzia zemsty; pracujecie w pocie czoła, by on mógł dogadzać swym pragnieniom i pławić się w ohydnej rozpuście; uginacie własne karki, by uczynić go jeszcze silniejszym i potężniejszym, by mógł trzymać was w szachu„.[xxi] Dlaczego więc ludzkość nie dąży do uwolnienia się spod tyranii? Dlaczego nie zmierzamy w stronę prawdziwego społecznego kontraktu, o którym pisał Benjamin Tucker[xxii]? Te pytania pozostaną, niestety, bez odpowiedzi. Przyszłość pokaże, czy ludzie zdadzą sobię sprawę, że Konstytucja jest tak naprawdę bujdą[xxiii], a król od zawsze był nagi, co od dawno próbują przekazać libertarianie. Niestety, bez skutku.
[i] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108[ii] Bloch M., Społeczeństwo feudalne, Warszawa 2002, s. 16[iii] Sójka K., Historia prawa, Warszawa 2005, s. 116.[iv] Rothbard M., A Future of Peace and Capitalism, http://www.mises.org/article.aspx?Id=1559[v] Carson K., Studies in Mutualist Political Economy, http://www.mutualist.org/id71.html[vi] Strzelczyk J., Historia powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 181-182.[vii] modius - 566 cali3[viii] Sobańska-Bondaruk M., Wiek V-XV w źródłach,Warszawa 1999, s. 215.
[ix] Strzelczyk J., Historia powszechna. Średniowiecze, Poznań 2001, s. 183.
[x] Manteuffel T., Historia powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1978, s. 95.
[xi] Tamże.
[xii] Chodorov F., Taxation Is Robbery, http://www.mises.org/etexts/taxrob.asp
[xiii] Rothbard M., Anatomia Państwa, http://www.mises.pl/86
[xiv] Więcej o homestead principle w: Rothbard M., Ethics of Liberty, www.mises.org/rothbard/ethics.pdf, s. 87-93,
[xv] Hoppe H. H., Analiza klasowa: marksizm a szkoła austriacka, http://www.mises.pl/108
[xvi] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 18.
[xvii] Trzeba jednak odróżnić czarny rynek od „rynku czerwonego”, czyli działalności będącej przymusową, tj. działania czy zachowania mające na celu ograniczenie czyjegoś prawa własności (również własności swojego ciała), czyli również sytuację, gdy jednostka niezależnie od swojej woli poddawana jest przemocy. „Red market” to np. morderstwo czy kradzież.
[xviii] Konkin S., New Libertarian Manifesto, agorism.info/NewLibertarianManifesto.pdf, s. 24.
[xix] http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_praca_nierejestrowana_2004.pdf
[xx] Szczepańczyk P., Pochwała szarej strefy, http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=386
[xxi] http://prawo.uni.wroc.pl/~kwasnicki/CytatyEkon.htm
[xxii] Tucker B., The Relation of the State to the Invididual, http://flag.blackened.net/daver/anarchism/tucker/tucker3.html
[xxiii] Spooner L., Konstytucja bez autorytetu, www.libertarianizm.pl/spooner.htm
***
Krzysztof Śledziński
2 stycznia 2008
Podobne wpisy:







czwartek, 14 Luty, 2008 o 11:34
No tak to bywał że sie człowiek powtarza po pijaku. Nic to wracam do pokutowania za wczoraj…
czwartek, 14 Luty, 2008 o 12:32
„dość niewyrafinowanymi ”
Bawisz mnie, Miłoszu.
„Ja tego nie wiedziałem”
No to niedobrze, bo to widoczne jest na pierwszy rzut oka. Ale niech Ci będzie.
Co do Francji, ok. Trochę popłynąłem.
„A ja o epoce wczesnofeudalnej, którą sobie wyświetlam jako kwintesencję feudalizmu.”
Hmm. A czym ta wczesny feudalizm różnił się od późnego, jeśli chodzi o przyjmowane rozwiązania? Czym różni się od kolonatu? Tylko stopniem zniewolenia? I czym ten wczesny feudalizm w ogóle jest? Jakie wieki obejmuje?
A że tak się spytam: gdzie odpowiedzi na moje niewyrafinowane pytania? A może były aż tak niewyrafinowane, że można je olać?
Hehe, no i Miłoszu, chyba przez przypadek doskonale wpisujesz się w schemat Timurowskiego konliba.
Spełniasz wszystkie chyba przesłanki. Nie wiem tylko, czy to dla Ciebie dobrze, czy nie…
Timurze, co to za post?
Tak długi jak cała moja praca!
Tak czy inaczej, z większością Twojego posta się zgadzam.
czwartek, 14 Luty, 2008 o 21:04
„No tak to bywał że sie człowiek powtarza po pijaku. Nic to wracam do pokutowania za wczoraj…”
Kac kac kac kac….. Bą-tik bą-tik bą-tik
A nad ranem na patyku kogut pieje… PO KIELICHU!
No ale nie bierz tego zbytnio do siebie Quatryku. Nie czepiam się bo sam lubię wypić acz nie lubię być pijany.
Niemniej po przyjacielsku ostrzegam, ( nie obraź się ) że jak się politykuje to lepiej z piciem uważać.
Na otrzeźwienie wklejam oczywiście piosenkę Kaczmarskiego z tych mniej znanych.
Choć opowiada o czasach które oby nie wróciły ale jak wiadomo, licho nie śpi.
Ballada o ubocznych skutkach alkoholizmu
Siedziałem w barze jakiejś git organizacji
I zamówiłem już na obiad dwa kotlety,
Przysiadł się facet i już siedział do kolacji
I zdążył ze mną zaprzyjaźnić się – niestety.
Gdzieś koło piątej wnieśli pierwsze alkohole,
Dziesięć po szóstej bruderszaftaśmy wypili,
A potem Vermouth Istra Burgund i Beaujolais,
Iśmy na cięższe się paliwo przerzucili.
Rozmowa z wódek zeszła wnet na politykę.
Przy czystej – czystąśmy krytykę prowadzili,
Zahaczyliśmy takoż o metafizykę,
A potem to już żeśmy tylko pili pili.
Gdzieś tak w połowie tej wykwintnej konwersacji,
Gdy po szampanie słodkim kończyliśmy winiak
Zapis się skończył i urwała perforacja
I co tu gadać wiele schlałem się jak świnia.
Kiedym się ocknął to siedziałem w ciemnej celi,
Nade mną schylał się przyjaciel od kieliszka,
O mej krytyce ci co chcieli to wiedzieli,
A w jego ręku tkwiła długa biała kiszka.
On spisał wszystko co mówiłem wtedy w barze
I uzupełnił tu i tam ozdobnym słowem
I protokołem tym pomachał mi przed twarzą
Kazał podpisać. Ręką trzymał mnie za głowę.
Gdym nie podpisał, chciał już ze mnie robić kaszę
I pomyślałem ja że przyszła na mnie pora;
Gdym go majorem mym znajomym chciał postraszyć -
On raz mnie w mordę mówiąc – ja ci dam majora!
Lecz to, co było to wstęp tylko, to przygrywka.
Bóg jeden wie ile wycisnął krwi i potu.
Gdym już wyglądał cały jak wpół zgniła śliwka
To usłyszałem jak powiedział – gotów? Gotów!
Za słowa me skazali mnie na dożywocie
Bom rząd i organ bezpieczeństwa zbyt obraził,
Wsadzili do więzienia mnie i po kłopocie
Raz dziennie na dziedziniec żem na spacer łaził.
Trzy razy na dzień jadłem zupę, chleb z cebulą,
Chleb kradłem, więc codziennie ktoś przeze mnie pościł.
W tym samym czasie rząd, co był nade mną górą -
To samo robił z resztą ludzi na wolności.
Po kilku latach wreszcie komuś się znudziło,
A u nas słowo „dosyć” zaraz w czyn obrasta.
Czego rząd nie dał – wzięto sobie siłą
Zmieniono w końcu calusieńki rząd i basta.
A nowe władze protokoły me przejrzały
Natychmiastowe zarządziły wypuszczenie,
A gdym wychodził posypały się pochwały
I na mą cześć wspaniałe przemówienie.
I żyję teraz tu samotny bez nadziei
Ja obywatel JUŻ powszechnie szanowany
Za wielkie słowa w obronie mych idei,
Którem wygłosił gdym w pestkę był zalany.
Jacek Kaczmarski
1979
Jest tu też trochę o „ontologii” p. Miłosza czyli metafizyce.
„A że tak się spytam: gdzie odpowiedzi na moje niewyrafinowane pytania? A może były aż tak niewyrafinowane, że można je olać?”
To nie wiesz, że u konlibów gdy ktoś wygłosi niewygodny argument to z miejsca nazywa się go marksistowskim, a gdy się nie da ( bez ośmieszenia się ) , to się go przemilcza bo „przecież jest Wolność i nie ma obowiązku odpowiadać na wszystkie pytania, zwłaszcza głupie”.
Właśnie zastanawiam się nad jedną z moich poetykich wypocin, ale o tym innym razem.
„Nie wiem tylko, czy to dla Ciebie dobrze, czy nie…”
Ja też nie wiem. Ale patrząc na brać libertariańską która przed konlibem raczej NIE uklękła to mniemam że dla P Miłosza raczej niedobrze.
„Timurze, co to za post? Tak długi jak cała moja praca! Tak czy inaczej, z większością Twojego posta się zgadzam. ”
Po prostu staram się jak moge odpowiedzieć na wszystkie akapity. Nie uciekam od argumentów „nie po mojej mysli” jak nie powiem kto.
No to teraz czekam na Wasze posty.
piątek, 15 Luty, 2008 o 18:16
Jak przypuszczałem pojawiła się frontalna szarża ze strony imć Timura. Pan Timur raczy zarzucając mi pychę zapomnieć, iż w pierwszym poście wypowiadał się o mnie z niejakim lekceważeniem, po czym ja faktycznie podbiłem stawkę i zacząłem argumenty przeplatać z obelgami. Ponieważ są to prymitywne zagrywki, a z drugiej strony między wersami postu p. Timura wyczytałem, iż ma On raczej powyżej uszu,z chęcią z nich zrezygnuje, słowem dla p.Timura PRZEPROSINY, jako wyraz dobrej woli z mojej strony, szacunku dla Jego Osoby i mojej chęci do merytorycznej dyskusji.
.
Nie ustosunkuję się do wszystkich ważnych wypowiedzi, prowadzę walkę na cztery fronty i nie ukrywam, że gdyby broń była inna niż słowa dawno by moi krajanie mnie chowali
„Swoją drogą gratuluję uwaznego czytania p. Miłoszu skoro tylko w dwóch czy trzech postach wspomniałem swoje pochodzenie społeczne”.
Czytam uważnie tylko gdy coś na uwagę zasługuje, to tyle słodzenia na dziś bo przecież się zwalczamy
„Azaliż stoi przede mną prawdziwy arystokrata, czy też zrujnowany arystokracji potomek?”
Cóż przy drugim poruszeniu tego tematu przez p. Timura, to zakładam, że pyta z ciekawości, ostatecznie cóż mi szkodzi się Mu zwierzyć. Godność moja, spolszczona- Sałagan jest bardzo starym nazwiskiem francuskich szlachty (drobnej), spotykanym ongi w domenie Poitiers, czy Val de Loir, wreszcie w gnieździe Haute d’ Sallagan. Ukazała się w kanadzie (Sałaganowie to dziś ludność frankokanadyjska) książka History of the Sallagan. Francuscy antenaci uciekli i rozdzielili się na wieki od głównej gałęzi z powodu represji religijnych ze strony katolików we Francji (powód oficjalny, jestem zresztą pierwszym w linii mieczowej, który stara się być szczerym katolikiem, ba ultramontaninem- niezły numer patrząc obiektywnie wyciąłem przodkom, ale światopogląd jest dla mnie ważniejszy). Pozostałe linie rodu to wyłącznie polska szlachta: od szaraczków Mroczkowskich i Kruszyńskich, poprzez starą szlachtę Księżopolskich i Sobolewskich, aż do książąt Sanguszko. Pieczętuje się herbem najstarszej, senatorskiej linii Sobolewskich- Pomianem (zezwolił na to dziadek – jest taka możliwość), a za najznamienitszego przodka uważam Ignacego hr. Sobolewskiego, współtwórcę dwóch Polskich Konstytucji, przyjaciela ks. Czartoryskich i długoletniego ministra stanu Król. Polskiego pod berłem Jego Wieliczestwa Cara Aleksandra I.
Jeżeli chciało się Panu przeczytać powyższe wywody (do których sam mnie dwukrotnie prowokował) to wie Pan, iż w żadnym stopniu nie jestem Arystokratą (mam co prawda kilku znajomych, ale różnimy się…bardzo), a jedynie wywodzę się z średniej warstwy ziemiaństwa, to inna mentalność niż Arystokraty i nie wiem czy Pan ją rozróżnia?
Nade wszystko średnia szlachta jest w tym kraju w ruinie , a Arystokracja, o czym zapewne pan wie zawsze spada na cztery łapy i co do zasady jest warstwą najbardziej chłopstwu nie przychylną ( to marksizm, ale nader sprawdzalny w toku dziejów). Moi przodkowie zresztą dość majątku i wysiłku władowali w odpańszczyźnianie i edukację chłopów ( choćby liceum Opatowskie), słowem wystarczająco wielu z nich było chłopomanami, bym ja się Jaśnie Oświeconemu Włościaninowi Timurowi nie musiał za nich spowiadać, więc poprzestańmy już na tym. Czy zaspokoiłem tym, nudnawym i pysznym wywodem Pana ciekawość Timurze?
Poruszył Pan wiele tematów, od ataku na koliberalną metodę, poprzez zarzuty personalne, aż do własnych refleksji natury (nie obrazi się Pan?) epistemologicznej. Nie do wszystkich się ustosunkuję!
„Miałby Pan prawo nazywać mnie dyletantem tylko w następujących przypadkach(…)”
Mea culpa maxima
Nie jest Pan dyletantem, dyletant to po prostu pozer,jednak istnieje pewna ewentualność, gdzie Pańska osoba trąci dyletanctwem…, jak głęboką analizę źródeł historycznych i literatury Pan za sobą ma?
„Z tą róznicą że jedni tracili dopiero po dalszym poznaniu a inni od pierwszego słowa tak jak Pan”.
.
Czuję się zaszczycony, naprawdę
„Chłopię…
Piękne określenie. Pańska arogancja i buta jest iście kliniczna i wzorcowa.”
Raz Pan się czepiasz szyku skomplikowanego, a raz prostego o co chodzi? No cóż dla dobra dyskusji daruję sobie, ale i do Pana tego oczekuję.
„Indukcja enumeratywna? To zagadnienie z matematyki dyskretnej(…)”
.
Nie wątpię , jak również rodzaj wnioskowań używany w filozofii analitycznej, oczywiście nie miałem na myśli pojęcia z matematyki dyskretnej- kompletnie nie wiem czym ona jest, ja jednak nie mam syndromu przejawiającego się u Państwa. Jak nie znam się na inżynierii i matematyce to o nich nie mówię, filozofia analityczna jest wobec matematyki co najmniej autonomiczna, a ontologia imć Timurze to niekoniecznie metafizyka, ja wiem, że wiki dzieli i rządzi, ale nich chociaż to źródło Pan uważnie przewertuje ( ciekawiło mnie skąd też Pan wyniósł mniemanie, że ontologia i metafizyka to to samo, więc idąc Pańskim, najprawdopodobniejszym tropem ( Tatarkiewicza, czy Blackburne’ a niełaska jak sądzę?) wrzuciłem w firefoxa „ontologię”, no i klops Timur ma rację! Do diabła z moimi latami zainteresowań wszelaką filozofią! Z googlami się nie polemizuje, zażyłeś mnie więc Timurze metafizyką jako ontologią, no nic tylko się poddać
Albo zostawimy w spokoju filozofię, albo dalej się będę na Panu w tym temacie wyżywał, filozofem jestem (bolesna prawda) miernym, ale czytelnikiem całkiem, całkiem… więc?
„Czy ktoś ma wątpliwości że zarówno temat krzywych ogórków jak i naszyjnika z pereł dotyczy Wolności Gospodarczej?”
(Podnosząc rękę na sali pełnej libertariańskiej gwardii) Ja! Ja profesorze Timur , najbardziej znienawidzony (za arogancję oczywiście…”zaplutemu karłowi reakcji…”) z pańskich uczniów. Otóż…au! Niech Pan nie bije linijką. Mniemam sobie skromniutko, iż temacik ogórków to tzw. zagadnienie normalizacji i standaryzacji WE, powiązane z lobbingiem producenckim, a więc tylko przez zaprzeczenie ze szlachetną Wolnością Gospodarczą. Natomiast naszyjnik z pereł, to oczywiście przedmiot obrotu prywatno- prawnego, naturalnie można podciągnąć ów naszyjnik pod kwestie ekonomiczne (np. zbadać cenę, dostępność, płaszczyznę wytwórstwa) tylko,że w tym kontekście nie ma to większego sensu, posłużę się Pańskim, zgrabnym schematem oceny faktów:
Fakt A: Chłopki nie mogły nosić naszyjników z pereł, nawet gdyby mogły je nabyć.
Fakt B: Średniowiecze było bardziej symbolistyczną epoką niż XXI wiek,(stąd nie jesteśmy w stanie do końca jej zrozumieć), niemniej preciosa były nie tylko wyznacznikami pozycji, ale wręcz spoiwami hierarchii.
Wnioski: dyskutując poza oceną takiej hierarchii, na podstawie danych, które posiadamy, możemy uznać, że w kwestii noszenia perlistych preciosów nie chodziło tu o Wolność Gospodarczą, ale zagadnienia Wolności Obyczajowej, której zakres był wąski w średniowieczu. Żebyśmy się szlachetny Timurze nie pogubili, ja wykazałem Panu,że kwestia Wolności Gospodarczej nie ma nic wspólnego w TYM kontekście z Naszyjnikiem z pereł. Co innego gdyby na tenże naszyjnik nałożono cła zaporowe na eksport do jakiejś „chłopskiej” prowincji, wtedy bym się z Panem zgodził.
Zrobię teraz takie prywatne petitio principii. Od początku moich z Timurem, Krzysztofem, Fearem i Quatrykiem potyczek bronię właściwie jednej tezy: Średniowiecze( tu: Feudalizm) było epoką daleką nam pod wieloma względami ( między innymi symbolika i ten nieszczęsny partykularyzm o którym za chwilę), ocenianie jej w sposób tak jednostajny jak czynią to (na różne sposoby) sz. P. Libertarianie jest impertynenckie, aroganckie i po prostu nie broni sie. Forsowanie przez Was takiego poglądu na średniowiecze, jaki macie wkładany w liceach zmusza czytelnika Waszych postów do co najmniej trzech postaw: aroganckiej ( z tego się wycofuję dla wyższej wartości- udanej burzy mózgów), nauczycielskiej (odsyłanie do najprostszej literatury przedmiotu i paternalistyczny ton- z pominięciem tonu będę to stosował dalej) i wreszcie prowokatorskiej(straciła by sens gdybym wyjaśnił).
. Proszę pamiętać, że Tureccy dyplomaci wprowadzili piękny zwyczaj pałaszowania delicji przy zarzynaniu się słowami…rzeźnia i cukiernia.
Panowie ja nie mam (oczywistość ale godna przypomnienia) monopolu na wiedzę,p. Quatryk powiedział :” nie wiem wszystkiego”, ba p.Quatryku ja nie wiem prawie nic o średniowieczu! Ale z tych strzępków wiedzy, które wyrywałem z książek latami i chroniłem od pseudonaukowej propagandy, z tych strzępków się zwierzam.
P. Timur wspomniał o Bibliotece Narodowej, do której zajrzy w wolnym czasie, ja BUW polecam, może tam kiedyś na siebie wpadniemy i pokruszymy kopie przy jakiejś kawie:). Do usług w każdym razie, Ich dien Sie
P.Timur :”Ale Stan Ducha był zupełnie inny niż obecnie. Nie było pluralizmu a jedynym “massmedium” była… kościelna ambona.
Czy taki monopol na informację jest wolnościowy?. Osądźcie sami”.
Na marginesie p.Timur zarzuca mi to co sam czyni, iż nie komentuje jego co trudniejszych wypowiedzi, a nieładnie, a jak Pan olał zwyczajnie moje ius resistendi? Ale ponieważ Miłosz znaczy „waleczny i rycerski” to ja uparcie wrócę do tematu. O Stan Duch Pan pyta? Świetnie i zgodzimy się chyba co do tego, że „był zupełnie inny niż obecnie”. Weźmy więc na warsztat stan ducha chłopów i porównajmy go z współczesnym ekwiwalentem (będę stratyfikował, a nie marksizował).
Chyba się Panowie zgodzicie, że chłop to dolna i najliczniejsza warstwa społeczeństwa, oczywiście Marks się myli, istnieje co najmniej kilkanaście społecznych pozycji dla których mógłbym wskazać odpowiedniość nieostrego i ogólnego terminu: „chłop”{(kilka z nich exemplificata: sołtys, wolny kmieć, wolny osadnik, chłop królewski (kompletnie inny asortyment uprawnień np. skargowych), chłop pańszczyźniany, osadnik na prawach niemieckich(jakże różnych), wolny gość…ufff nie wszystko, ale nie odbiegajmy od tematu}. Ale na razie poprzestańmy na pewnym chłopie ze niskiej warstwy chłopstwa, którego (aby był to chłop „Timurowski”) ius primae nocti obowiązuje, który jak pisze mastodont myśli społecznej S.Klonowic :
„Cierpi kuny, biskupy, korbacze, gąsiory,
Osoczniki, pochlebce, podatki, pobory”.
Każde ze słów pamfletu obrazuje inny ciężar, WYMIERNY materialnie, kumulacja tych ciężarów feudalnych sprawia, że pozycja chłopa niewiele się różni od łagiernika, czy z takim wizerunkiem chłopa Pan się zgodzi Timurze? A czy macie Panowie jeden choć alternatywny wizerunek?
To jest Wasz najbardziej upodlony człowiek, chłop późnofeudalny z dóbr magnackich Rzplitej XVIII w.
Ten wizerunek chłopa to jedyny tzw. naukowy jaki dziś posiadamy, wiele łzawych doktoratów Timurze na tym Klonowicowskim chłopie powstało. Panowie dajcie na wiarę,że w połowie XVIIIw. (bo to z tego czasu opis chłopiej niedoli) była NAJGORSZA w dziejach Polski Nowożytnej koniunktura gospodarcza, rządy saskie zdemoralizowały całe społeczeństwo i niemal nic w Ojczyźnie (poza dobrami złocistych magnatów) nie rosło.
A teraz czas na uchylenie rąbka kurtyny wściekłej propagandy, takich chłopów było w Polsce ok. 20-25 proc. całej społeczności chłopskiej ( T. Korzon ” dzieje wewnętrzne Polski(…)”, 1897, na podstawie tabel statystycznych, dodam tylko, że a) Korzon to szanowane źródło b) chłopoman, więc pewnie nagina na korzyść imć Timura), zatem około 18-20 proc. społeczeństwa było pozbawione perspektyw, klepało biedę i obnosiło ciężary feudalne.
Dobrze…tylko weźcie Panowie Libertarianie pod rozwagę, iż był to najgorszy okres dla całej „feudalnej” Polski, weźcie poprawkę, że głodu nie było, bo dziedzic w ostateczności coś sypnął(chłopi bronili szlachty nawet w 1945 r., wiem, że Timur to uważa za obronę mniejszego zła przed większym, ale dlaczego po prostu nie olali szlachty?).
P. Quatryk chciał porównywać, dobrze ale porównujmy nie z yuppies, czy „hiperrobociarzem” korporacyjnym, bo to nie miarodajne, ale z najuboższym i spatologizowanym proletariatem.
Tak ja to widzę rzecz porównujmy z adekwatnymi jej przedmiotami dociekań. Kto więc ma więcej wolności? Najuboższe rodziny wielkomiejskie, czy najubożsi chłopi w dobrach magnackich. Ci ostatni mają świeże powietrze, zdrowe dziewczęta i zdrową żywność ( a propos. polecam prof. Tombaka o rewolucji w odżywianiu), cierpią knuty to prawda, ale nawet najbardziej rozbestwiony Dziedzic nie odbierze im czegoś, czego nie ma XXI-wieczny wielkomiejski maluczki – wolności myśli
.
Chłop może sobie myśleć co mu się żywnie podoba, oczywiście kościół wpływa na mentalność, ale tylko raz w tygodniu ( poza tym często w korzystnym dlań kierunku), a popkultura, robiący papkę z mózgu moloch wyzuwa go z myślenia minuta po minucie. Ubogi XXI-w. nie ma na książkę, ba nie interesuje go ona, chłop chociaż fantazjował, ubogiemu fantazje zabrała popkultura ukierunkowując je na Dode i Kaczystów. NIE MA NAWET TEGO CO MIAŁ NAJBIEDNIEJSZY CHŁOP.
Quatryku porównujmy adekwatne role społeczne, bo nie ma sensu porównywać inne warstwy, jeśli zaś pytasz czy „błękitny kołnierzyk” w korporacji, czy szlachcic na folwarku, ha! Odpowiedź jest jedna.
Panowie nie napisałem tu nawet dziesiątej części tego co chciałem i nie skomentowałem waszych licznych, wartych uwagi refleksji, za co się kajam, napiszę nowe posty, będę Was obszerniej komentował, dziś już jednak nie mam czasu i sił… wszystkiemu winne j****e prawo administracyjne
Jeżeli nazywacie się ludźmi wolnymi to myślcie wolni i nie ulegajcie propagandzie (nawet tej koliberalnej:)).
Ukłony i Pozdrowienia
Miłosz
P.S. Z tą muszką o sześciu nóżkach to mnie ująłeś Timurze, czeka na twoją odpowiedź!
piątek, 15 Luty, 2008 o 21:09
„Od początku moich z Timurem, Krzysztofem, Fearem i Quatrykiem potyczek bronię właściwie jednej tezy: Średniowiecze( tu: Feudalizm) było epoką daleką nam pod wieloma względami ( między innymi symbolika i ten nieszczęsny partykularyzm o którym za chwilę), ocenianie jej w sposób tak jednostajny jak czynią to (na różne sposoby) sz. P. Libertarianie jest impertynenckie, aroganckie (…)”
Cóz, starałem się, żeby takie nie było…
„Forsowanie przez Was takiego poglądu na średniowiecze, jaki macie wkładany w liceach zmusza czytelnika Waszych postów do co najmniej trzech postaw: aroganckiej ( z tego się wycofuję dla wyższej wartości- udanej burzy mózgów), nauczycielskiej (odsyłanie do najprostszej literatury przedmiotu i paternalistyczny ton- z pominięciem tonu będę to stosował dalej) i wreszcie prowokatorskiej(straciła by sens gdybym wyjaśnił).”
Starałem się takiego nie forsować i do niczego nie zmuszać. Jeżeli się nie udało – trudno.
Zarówno Miloszowi jak i Timurowi radzę skierować ostrze swej krytyki przeciwko słowom a nie ich autorom.
Z dalszą polemiką powstrzymam się do czasu ustosunkowania się do moich argumentów (:
PS: Dobrze, że Miłosz tu trafił; trochę lewaków już jest to i więcej konserwatystów by się przydało
sobota, 16 Luty, 2008 o 00:31
witajcie Drodzy Forumowicze!
@ Miłosz
J”ak przypuszczałem pojawiła się frontalna szarża ze strony imć Timura. Pan Timur raczy zarzucając mi pychę zapomnieć, iż w pierwszym poście wypowiadał się o mnie z niejakim lekceważeniem, po czym ja faktycznie podbiłem stawkę i zacząłem argumenty przeplatać z obelgami. Ponieważ są to prymitywne zagrywki, a z drugiej strony między wersami postu p. Timura wyczytałem, iż ma On raczej powyżej uszu,z chęcią z nich zrezygnuje, słowem dla p.Timura PRZEPROSINY,jako wyraz dobrej woli z mojej strony, szacunku dla Jego Osoby i mojej chęci do merytorycznej dyskusji.”
Konlibów nigdy nie lekceważyłem, raczej się ich obawiałem. Może przesadnie bo jak pokazały ostatnie wydarzenia na tym forum nikt przez Panem „nie ukląkł” więc już jestem spokojniejszy. Ja po prostu nie chcę by konlibowie zdominowali ruch libertariański i narzucili swoją wizję Wolności.
Przeprosiny przyjmuję aczkolwiek nie czas jeszcze na „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Tym bardziej że ktoś już to kiedyś powiedział.
„Nie ustosunkuję się do wszystkich ważnych wypowiedzi, prowadzę walkę na cztery fronty i nie ukrywam, że gdyby broń była inna niż słowa dawno by moi krajanie mnie chowali
. ”
No to mam więcej szczęścia. Walczę „tylko” na dwóch i jeszcze pracuję zawodowo.
Z tego co wiem Bismarck by mnie za to nie pochwalił. Ale ja nie o nim. Dla ustalenia uwagi nie gloryfikuję Bismarcka.
„Czytam uważnie tylko gdy coś na uwagę zasługuje, to tyle słodzenia na dziś bo przecież się zwalczamy ”
Hm! Tak mi się wydaje że się na forum dyskutuje a nie zwalcza. To Pan wprowadził takie standardy. A moje wniosłe teksty? Cóż były okraszone emoticonami które wiele zmieniają.
A tak poza tym zwalczanie każdego kto ma inne poglądy jakoś kojarzy mi się z totalitaryzmem. A Wam Drodzy Forumowicze?
Ja Pana nie zwalczam. Chcę by ludzie byli WOLNI i żyli tak jak chcą. Także konlibowie i „konserwy”. Nigdzie nie napisałem że trzeba zakazać NP żeglarstwa czy turniejów rycerskich.
Ja się po prostu Was konlibów obawiam. Moje osobiste doświadczenia za tym przemawiają.
A jeśli miałby Pan kiedyś ochotę wynająć „wiadomą panienkę”, przebrać ją za średniowieczną chłopkę i odegrać „ius primae noctis”, to ja nie miałbym nic przeciwko o ile takowa transakcja byłaby DOBROWOLNA. Ale kategorycznie wypraszam sobie zmuszanie mojej osoby ( przez względ na pamięć Przodków Moich ) do tego aby mi się to PODOBAŁO.
Każdy ma prawo bawić się jak lubi, nawet konlibowie i komuniści, pod warunkiem że nie gwałci wolności innych.
Na tym polega WOLNOŚĆ której wszyscy na tym forum pragniemy. WSZYSCY! Nawet ci, których raczył Pan nazwać lewakami.
„Cóż przy drugim poruszeniu tego tematu przez p. Timura, to zakładam, że pyta z ciekawości, ostatecznie cóż mi szkodzi się Mu zwierzyć. Godność moja, spolszczona- Sałagan jest bardzo starym nazwiskiem francuskich szlachty (drobnej), spotykanym ongi w domenie Poitiers, czy Val de Loir, wreszcie w gnieździe Haute d’ Sallagan. Ukazała się w kanadzie (Sałaganowie to dziś ludność frankokanadyjska) książka History of the Sallagan. Francuscy antenaci uciekli i rozdzielili się na wieki od głównej gałęzi z powodu represji religijnych ze strony katolików we Francji (powód oficjalny, jestem zresztą pierwszym w linii mieczowej, który stara się być szczerym katolikiem, ba ultramontaninem- niezły numer patrząc obiektywnie wyciąłem przodkom, ale światopogląd jest dla mnie ważniejszy). Pozostałe linie rodu to wyłącznie polska szlachta: od szaraczków Mroczkowskich i Kruszyńskich, poprzez starą szlachtę Księżopolskich i Sobolewskich, aż do książąt Sanguszko. Pieczętuje się herbem najstarszej, senatorskiej linii Sobolewskich- Pomianem (zezwolił na to dziadek – jest taka możliwość), a za najznamienitszego przodka uważam Ignacego hr. Sobolewskiego, współtwórcę dwóch Polskich Konstytucji, przyjaciela ks. Czartoryskich i długoletniego ministra stanu Król. Polskiego pod berłem Jego Wieliczestwa Cara Aleksandra I.”
Przeczytałem. A ja powiem krótko ze strony matki jestem synem chłopki-inteligentki z awansu społecznego a wnukiem wiejskiego organisty. Dalszą genealogię znam ale nie upubliczniam.
„Jeżeli chciało się Panu przeczytać powyższe wywody (do których sam mnie dwukrotnie prowokował) to wie Pan, iż w żadnym stopniu nie jestem Arystokratą (mam co prawda kilku znajomych, ale różnimy się…bardzo), a jedynie wywodzę się z średniej warstwy ziemiaństwa, to inna mentalność niż Arystokraty i nie wiem czy Pan ją rozróżnia?”
Chciało się przeczytać jak Pan widzi, a Arystokracją nazywam pysznącą się szlachtę po prostu. To po prostu „dziedziczna elita”. Wiem że jest ona zróżnicowana i że magnaci mieli trochę inne interesy niż „zwykłe” ziemiaństwo czyli po prostu herby rycerskie.
„Nade wszystko średnia szlachta jest w tym kraju w ruinie , ”
Bez przesady z tą ruiną. Na pewno poziom życia się Wam zmniejszył i to zupełnie nie to co w XVII czy XVIII wieku. Ale wciąż jesteście bon-vivantami i stać Was na więcej niż Szarego Ludzia nawet tego pracującego naukowo. Nie traktuj tego p. Miłoszu jak marksistowską tyradę ale jako stwierdzenie faktu. Faktem jest, że średniej szlachty nie stać na broń i na uczynienie jakiegoś zamachu stanu. Poza tym jesteście dośc nieliczni. To dla mnie jest oczywiste.
Dlatego z ubolewaniem stwierdzam, że właśnie w tej grupie „na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią” ( to cytat z Kaczmarskiego ) bo to już wszystko lub prawie wszystko co tej grupie społecznej pozostało.
„Arystokracja, o czym zapewne pan wie zawsze spada na cztery łapy i co do zasady jest warstwą najbardziej chłopstwu nie przychylną ( to marksizm, ale nader sprawdzalny w toku dziejów). ”
Oj wiem aż za dobrze. Wielu arystokratów było na szczytach władzy w państwach komunistycznych. Zmieniali nazwiska, herbami nie epatowali ale… nadal ich było na wierzchu.
Czy są grupą chłopstwu nieprzychylną? Po prostu ma je gdzieś, i nie tylko ją ale też drobną i średnią szlachtę.
„Moi przodkowie zresztą dość majątku i wysiłku władowali w odpańszczyźnianie i edukację chłopów ( choćby liceum Opatowskie), słowem wystarczająco wielu z nich było chłopomanami, bym ja się Jaśnie Oświeconemu Włościaninowi Timurowi nie musiał za nich spowiadać, więc poprzestańmy już na tym. Czy zaspokoiłem tym, nudnawym i pysznym wywodem Pana ciekawość Timurze?”
Dlatego tym bardziej mnie teraz dziwi, dlaczego nie mieściło się Panu w głowie że wiejska dziewczyna może być doktorem filozofii.
„Poruszył Pan wiele tematów, od ataku na koliberalną metodę, poprzez zarzuty personalne, aż do własnych refleksji natury (nie obrazi się Pan?) epistemologicznej. Nie do wszystkich się ustosunkuję!”
Ja na razie też nie do wszystkich bo brak czasu wciąż doskwiera.
„Mea culpa maxima Nie jest Pan dyletantem, dyletant to po prostu pozer,jednak istnieje pewna ewentualność, gdzie Pańska osoba trąci dyletanctwem…, jak głęboką analizę źródeł historycznych i literatury Pan za sobą ma?”
Jak głęboką?
Trudno to oszacować.
W każdym razie na wsi miałem ksywkę „filu” bo byłem najbardziej oczytany.
W liceum ( acz nieelitarnym a zwykłym jeno ) w mieście w górnej 1/5 populacji klasowej najbardziej oczytanej.
Na studiach nie było czasu na filozofię, tym bardziej że ojciec mi zaniemógł i wylewu dostał więc trochę musiałęm porzucić to hobby drążliwe.
No i mam Pamięć Przodków. Trochę inną niż tę Pańską, bo i nie z Panów ja pochodzę.
„Raz Pan się czepiasz szyku skomplikowanego, a raz prostego o co chodzi? No cóż dla dobra dyskusji daruję sobie, ale i do Pana tego oczekuję.”
Chodziło o formę „chłopię”, Nie chodziło o szyk skomplikowany ale o cytaty po łacinie, którą dziś mało kto zna. Ba! Nawet księża obecnie nie bardzo znają. A co sądzę o nadużywaniu łaciny dzisiaj, już napisałem w poprzednim poście.
„“Indukcja enumeratywna? To zagadnienie z matematyki dyskretnej(…)”
.
Nie wątpię , jak również rodzaj wnioskowań używany w filozofii analitycznej, oczywiście nie miałem na myśli pojęcia z matematyki dyskretnej- kompletnie nie wiem czym ona jest, ja jednak nie mam syndromu przejawiającego się u Państwa. Jak nie znam się na inżynierii i matematyce to o nich nie mówię, filozofia analityczna jest wobec matematyki co najmniej autonomiczna, a ontologia imć Timurze to niekoniecznie metafizyka, ja wiem, że wiki dzieli i rządzi, ale nich chociaż to źródło Pan uważnie przewertuje ( ciekawiło mnie skąd też Pan wyniósł mniemanie, że ontologia i metafizyka to to samo, więc idąc Pańskim, najprawdopodobniejszym tropem ( Tatarkiewicza, czy Blackburne’ a niełaska jak sądzę?) wrzuciłem w firefoxa “ontologię”, no i klops Timur ma rację! Do diabła z moimi latami zainteresowań wszelaką filozofią! Z googlami się nie polemizuje, zażyłeś mnie więc Timurze metafizyką jako ontologią, no nic tylko się poddać
Albo zostawimy w spokoju filozofię, albo dalej się będę na Panu w tym temacie wyżywał, filozofem jestem (bolesna prawda) miernym, ale czytelnikiem całkiem, całkiem… więc?”
Matematyka dyskretna to taki mało znany dział matematyki, na którym zna się kilka osób na krzyż. Jest to czysta teoria aczkolwiek ponoć wspomaga programowanie. Wykłada sie matematykę oną na wydziałach informatyki takoż na uniwerkach jak i politechnikach.
Miałem i ja ową gdy onegdaj robiłem studia mgr uzupełniające z informatyki albowiem tego właśnie przedmiotu uczyłem w szkole jako nauczyciel. Na dobitkę była też chemia bo z zawodu wyuczonego jestem technolog żywienia.
Z filozofii miałem tylko podstawy filozofii i … logiki matematycznej do rzygu.
„“Czy ktoś ma wątpliwości że zarówno temat krzywych ogórków jak i naszyjnika z pereł dotyczy Wolności Gospodarczej?”
(Podnosząc rękę na sali pełnej libertariańskiej gwardii) Ja! Ja profesorze Timur , najbardziej znienawidzony (za arogancję oczywiście…”zaplutemu karłowi reakcji…”) z pańskich uczniów. Otóż…au! Niech Pan nie bije linijką.”
Jestem przeciwny biciu dzieci w szkołach tak na marginesie. Nawet gdy się wkurze na szkolnych atamanów „koszowych”. Aczkolwiek ja kosza na głowie jeszcze nie miałem, bo już zakończyłem karierę w tym zawodzie a jestem obecnie pracownikiem umysłowym w pewnej korporacji. Raczej nie z grupy yuppies.
A czemuż profesor Timur? Przecież ja na tym forum jestem tylko szarym członkiem i to na dodatek dość kontrowersyjnym. W każdym razie do „grupy rządzących forum” NIE należę.
A może chodzi o to, że doczytał Pan onegdaj na innych postach o moim zawodowym epizodzie nauczycielskim?
„Mniemam sobie skromniutko, iż temacik ogórków to tzw. zagadnienie normalizacji i standaryzacji WE, powiązane z lobbingiem producenckim, a więc tylko przez zaprzeczenie ze szlachetną Wolnością Gospodarczą. Natomiast naszyjnik z pereł, to oczywiście przedmiot obrotu prywatno- prawnego, naturalnie można podciągnąć ów naszyjnik pod kwestie ekonomiczne (np. zbadać cenę, dostępność, płaszczyznę wytwórstwa) tylko,że w tym kontekście nie ma to większego sensu, posłużę się Pańskim, zgrabnym schematem oceny faktów:
Fakt A: Chłopki nie mogły nosić naszyjników z pereł, nawet gdyby mogły je nabyć.
Fakt B: Średniowiecze było bardziej symbolistyczną epoką niż XXI wiek,(stąd nie jesteśmy w stanie do końca jej zrozumieć), niemniej preciosa były nie tylko wyznacznikami pozycji, ale wręcz spoiwami hierarchii.”
I dlatego, że nie jesteśmy w stanie jej zrozumieć a monopol na jej rozumienia ma szlachta to przez to Średniowiecze jest polem do wszelakich nadużyć intelektualnych. Nie tylko ze strony marksistów.
Sprawa robi się skomplikowana jak pewnien utwór Kaczmarskiego pt „Tradycja”.
„Wnioski: dyskutując poza oceną takiej hierarchii, na podstawie danych, które posiadamy, możemy uznać, że w kwestii noszenia perlistych preciosów nie chodziło tu o Wolność Gospodarczą, ale zagadnienia Wolności Obyczajowej, której zakres był wąski w średniowieczu. Żebyśmy się szlachetny Timurze nie pogubili, ja wykazałem Panu,że kwestia Wolności Gospodarczej nie ma nic wspólnego w TYM kontekście z Naszyjnikiem z pereł. Co innego gdyby na tenże naszyjnik nałożono cła zaporowe na eksport do jakiejś “chłopskiej” prowincji, wtedy bym się z Panem zgodził.”
A ja po prostu chciałem wykazać, że brak Wolności Obyczajowej przekłada się na brak Wolności Gospodarczej. A kto chce TYLKO Wolności Gospodarczej ( niektórzy konlibowie ) przy jednoczesnym braku Wolności Obyczajowej ten tak naprawdę Wolności jako takiej nie pragnie.
Zauważam ( dla ustalenia uwagi ) że „wolność” w sytuacji gdy jest Wolność Obyczajowa a nie bardzo gospodarcza też jest raczej namiastką Wolności.
A skoro Wolność Gospodarcza była w ten czy inny sposób zgwałcona, to nie ma się co dziwić, że Średniowiecza za Epokę Wolnościową raczej NIE uważamy.
A tak poza tym właśnie potomkowie szlachty najgłośniej utyskiwali za PRL że Czarna Wołga była zarezerwowana tylko dla nomenklatury i wiadomych służb. Zwykły Człowiek czy nawet majętniejszy obywatel PRL nie mógł takowej kupić ani zarejestrować nawet gdy było go na nią stać. ( Jak przemalował na biało czy błękitno albo kremowo to już mógł ).
Gdyby ktoś powiedział, że co to miało wspólnego z Wolnością Gospodarczą przecież PRL-u nie można mierzyć współczesnymi miarami bo przecież ta epoka miała swoją SYMBOLIKĘ ( a miała!! ) to zaraz rzeczony szlachcic rzuciłby się na adwersarza z pazurami jakby ujrzał przed sobą CO NAJMNIEJ Marksa Zmartwychwstałego.
Ot i mamy przykład Podwójnych Standardów Moralnych.
Mogę się zgodzić tylko z tym, że z perspektywy szlachcica Średniowiecze było BARDZO wolnościową epoką. A z perspektywych chłopa mimo wszystko NIE BARDZO.
A czyż rzeczona Czarna Wołga nie jest równoważnikiem naszyjnika dla średniowiecznej chłopki?
A że „Wieki Średnie Socjalizmu” miały swój „smaczek” nie zaprzeczam ani nie zaprzeczam że różniły się w szczegółach od tych Waszych Wieków Średnich.
Zamiast hiszpańskiego buta siedzenie na nodze od taboretu na przykład.
A kto miał na swych dworach lepszych „manikiurzystów” czy Książęta Krwi czy Czerwoni Arystokraci, to o to się można spierać bez końca i bez sensu.
Dla ustalenia uwagi zauważam że skala represji w obu tych epokach była nieporównywalna.
I trudna do porównania chociażby ze względu na proporcje i Wskaźniki Demograficzne, które konlibowie i inni apologeci Średniowiecza „programowo” olewają.
„Zrobię teraz takie prywatne petitio principii. Od początku moich z Timurem, Krzysztofem, Fearem i Quatrykiem potyczek bronię właściwie jednej tezy: Średniowiecze( tu: Feudalizm) było epoką daleką nam pod wieloma względami ( między innymi symbolika i ten nieszczęsny partykularyzm o którym za chwilę), ocenianie jej w sposób tak jednostajny jak czynią to (na różne sposoby) sz. P. Libertarianie jest impertynenckie, aroganckie i po prostu nie broni sie.”
O zaciemnianiu rzeczywistości poprzez argument o SYMBOLICE już napisałem w poprzednim akapicie.
A na omówienie partykularyzmu czekam niecierpliwie jako i inni na tym forum.
„Forsowanie przez Was takiego poglądu na średniowiecze, jaki macie wkładany w liceach zmusza czytelnika Waszych postów do co najmniej trzech postaw: aroganckiej ( z tego się wycofuję dla wyższej wartości- udanej burzy mózgów), nauczycielskiej (odsyłanie do najprostszej literatury przedmiotu i paternalistyczny ton- z pominięciem tonu będę to stosował dalej) i wreszcie prowokatorskiej(straciła by sens gdybym wyjaśnił).”
Ja chodziłem do liceum za PRL-u jeszcze. A nasza historyca była bardziej śmieszna niż straszna. Do dziś pamiętam jak najpierw opisywała niedole chłopską autorstwa Klonowica a potem z innego akapitu wynikało, że chłopi czasami jadali wiktuały o których my, dzieci Stanu Wojennego mogliśmy tylko pomarzyć. Aż smutno się robiło gdy się czytało o solonych śledziach z beczki których samemu się nie widziało na oczy przez KILKA LAT.
A zatem właśnie w latach 80-tych gdy byłem w liceum, choć PRL trzymał się twardo, to uważam skuteczność ówczesnej szkolnej propagandy za znikomy. Owocował raczej gloryfikacją Średniowiecza w rozmowach prywatnych opartą niemal wyłącznie na wyobrażeniach bo gloryfikatorzy zwykle byli jeszcze mniej oczytani ode mnie. Ba! Słyszałęm nawet pochwały pańszczyzny. Niektórzy nauczyciele z awansu społecznego byli straszni- nie przeczę, ale marzenia o tym, żeby wrócili tam gdzie ich przodkowie to już przegięcie. Takoż „twórczość kiblowa” w stylu nasza pani od historii jako chłopka w dybach i ze szczenięciem przystawionym do piersi….
Dla ustalenia uwagi nie doniosłem, ale choć i ja historycy z liceum nie lubiłem to byłem mimo wszystko i jestem zbulwersowany.
Może dlatego jestem uwrażliwiony ( ponoć do przesady ) na gloryfikację Średniowiecza?
„Panowie ja nie mam (oczywistość ale godna przypomnienia) monopolu na wiedzę,p. Quatryk powiedział :” nie wiem wszystkiego”, ba p.Quatryku ja nie wiem prawie nic o średniowieczu! Ale z tych strzępków wiedzy, które wyrywałem z książek latami i chroniłem od pseudonaukowej propagandy, z tych strzępków się zwierzam.
. Proszę pamiętać, że Tureccy dyplomaci wprowadzili piękny zwyczaj pałaszowania delicji przy zarzynaniu się słowami…rzeźnia i cukiernia.”
P. Timur wspomniał o Bibliotece Narodowej, do której zajrzy w wolnym czasie, ja BUW polecam, może tam kiedyś na siebie wpadniemy i pokruszymy kopie przy jakiejś kawie:). Do usług w każdym razie, Ich dien Sie
Po co zaraz kruszyć kopie? Nie lepiej porozmawiać o kobitkach i ptaszkach?
chce mnie Pan nawrócić? Ja mam swoją Pamięć Przodków a Pan swoją i nic tego nie zmieni.
Po co się bić? Tak bardzo Panu na tym zależy? Ale dlaczego? Czekam niecierpliwie na odpowiedź.
„To jest Wasz najbardziej upodlony człowiek, chłop późnofeudalny z dóbr magnackich Rzplitej XVIII w.”
W XIX wieku było jeszcze gorzej aczkolwiek też zależy jak gdzie.
„Ten wizerunek chłopa to jedyny tzw. naukowy jaki dziś posiadamy, wiele łzawych doktoratów Timurze na tym Klonowicowskim chłopie powstało. Panowie dajcie na wiarę,że w połowie XVIIIw. (bo to z tego czasu opis chłopiej niedoli) była NAJGORSZA w dziejach Polski Nowożytnej koniunktura gospodarcza, rządy saskie zdemoralizowały całe społeczeństwo i niemal nic w Ojczyźnie (poza dobrami złocistych magnatów) nie rosło.
A teraz czas na uchylenie rąbka kurtyny wściekłej propagandy, takich chłopów było w Polsce ok. 20-25 proc. całej społeczności chłopskiej ( T. Korzon ” dzieje wewnętrzne Polski(…)”, 1897, na podstawie tabel statystycznych, dodam tylko, że a) Korzon to szanowane źródło b) chłopoman, więc pewnie nagina na korzyść imć Timura), zatem około 18-20 proc. społeczeństwa było pozbawione perspektyw, klepało biedę i obnosiło ciężary feudalne.”
Zaś intelektualiści pochodzenia szlacheckiego jako przykład bezeceństw komunizmu podają WYŁĄCZNIE stalinizm lub stalinizm a zaraz po nim wspomniany już przeze mnie Stan Wojenny Jaruzelskiego.
Stalinizm to rzeźnia i blady strach – nie zaprzeczam
Stan Wojenny to zamordyzm i powszechny brak wszystkiego.
Ale była jeszcze epoka Gomułki ( mała stabilizacja – bidnawa ale znośna{też zależy jak dla kogo} ) i boom Gierkowski ( apologeci PRL własnie na Gierku bazują ).
Dla ustalenia uwagi, nie gloryfikuję PRL i pamiętam jeszcze jaki bywałem wtedy głodny ale pozwalam sobie zauważyć, że fałszowanie historii na podstawie jakiegoś „wygodnego” jego wycinku to specjalność NIE TYLKO Lewaków Przebrzydłych.
„Dobrze…tylko weźcie Panowie Libertarianie pod rozwagę, iż był to najgorszy okres dla całej “feudalnej” Polski, weźcie poprawkę, że głodu nie było, bo dziedzic w ostateczności coś sypnął(chłopi bronili szlachty nawet w 1945 r., wiem, że Timur to uważa za obronę mniejszego zła przed większym, ale dlaczego po prostu nie olali szlachty?).”
Raczej jako obronę Wielkiego Zła przed Największą Potwornością w dziejach TEJ Ziemi. nie bez znaczenia była też kościelna propaganda o „wspólnych żonkach” i „piatilietkach” którą uskuteczniano przez całe międzywojnie no i wreszcie „przedsmak bolszewizmu” z 1920 roku.
Głodu nie było? Pan chyba raczy żartować. Czyli głodowanie na przednówku to Marks z Leninem wymyślili? A pokręcone od krzywicy nogi i rzadkie zęby najstaeszych Podlasian to im w kazamatach UB zrobili? Dla ustalenia uwagi, w kazamatach UB zęby się raczej wybijało a nie profilowało by coś udowodnić. A wybijano choćby za niewywiązanie się z Dostaw Obowiązkowych. A te nogi i zęby widziałem W REALU a nie na obrazku w książkach!
„P. Quatryk chciał porównywać, dobrze ale porównujmy nie z yuppies, czy “hiperrobociarzem” korporacyjnym, bo to nie miarodajne, ale z najuboższym i spatologizowanym proletariatem.
Tak ja to widzę rzecz porównujmy z adekwatnymi jej przedmiotami dociekań. Kto więc ma więcej wolności? Najuboższe rodziny wielkomiejskie, czy najubożsi chłopi w dobrach magnackich. ”
Najuboższe rodziny wielkomiejskie teraz jeżdzą sobie ( nie wszystkie ) do Londynu i na zmywaku radzą sobie lepiej od inteligentów, przez co są przez tych ostatnich nielubiani.
(
Kilka lat temu było inaczej. Czyli „na zasiłku lub w dyskoncie teraz, zawsze i na wieki wieków Amen”. Kursowało też hasło „kaszana forever”.
Zaś ci co nie wyjechali pracują na przykład w tej korporacji co ja ( tyle że jako fizyczni ) i są zdumieni że są firmy gdzie się raczej dobrze ludzi traktuje. To oczywiście nie znaczy że gloryfikuję korporacjonizm bo widzę w nim niemało zła. No i oczywiście wiem, że dzisiejsza koniunktura może być krucha. I wszystko na to wskazuje że taka będzie
„Ci ostatni mają świeże powietrze, zdrowe dziewczęta i zdrową żywność ( a propos. polecam prof. Tombaka o rewolucji w odżywianiu), cierpią knuty to prawda, ale nawet najbardziej rozbestwiony Dziedzic nie odbierze im czegoś, czego nie ma XXI-wieczny wielkomiejski maluczki – wolności myśli”
O rewolucji w odżywianiu to ja mógłbym „walnąć” parę wykładów. W końcu to mój wyuczony zawód. Zdrowa żywność? Fakt! Nie było „E” wszelakiego ani innych wciórności ale dieta chłopa ( też zależy jak którego ) bardzo odbiegała od optymalnej.
Co do cierpienia knutów, to poza okresem stalinizmu lud raczej ich potem nie cierpiał.
Co po Wolności Myśli jak w każdej chwili moga obatożyć? Taka sama Wolność Myśli była ( niby ) w łagrach bo „dalej niż na Sybir już nie ześlą”, ale czy mamy z tego powodu gloryfikować łagry? Ja NA PEWNO nie gloryfikuję, aczkolwiek zgadzam się z Sołżenicynem że w łagrach zdarzały się kółka filozoficzne i wiele osób ( mających więcej szczęścia ) wiele się tam nauczyło.
Zdrowe dziewczęta? Niektóre były zdrowe. Ale bardzo niektóre. Pan wybaczy ale to co Pan przedstawia to sielskie wyobrażenia o wsi z perspektywy pałacu. Tylko częściowo oparte na faktach, wszak do służby na dworze suchotniczek i krzywonogich raczej nie brano. A zatam ma Pan rację. Bywały na wsi „zdrowe dziewuchy” ale były one zarezerwowane raczej dla dworu i dla najbogatszych gospodarzy. A zatem zdrowe dziewoje? „Nie dla psa kiełbasa nie dla kota spyrka”
Ta moja Ukochana sprzed lat, była W MIARĘ zdrowa ale jako chłopka była raczej nietypowa.
Co do Wolności Myśli wg Miłosza. Trudno jest myśleć samemu nie posiłkując się literaturą czy jakąkolwiek inną formą wymiany myśli. Pastuszkowe filozofowanie przy ognisku ładnie wygląda na obrazać imć Chełmońskiego ale w realu nigdy nie było się pewnym, czy „ogniskowy adwersarz” nie nakabluje proboszczowi albo dziedzicowi, co niechybnie kończyło się rózgami u kruchty.
Małe społeczności tak już mają, że łatwiej każdą owieczkę upilnować, choć nie wolno ( za sprawą konlibów ) nazywać tego totalitaryzmem. W folwarku szlacheckim donosicielstwo było jak za Stalina a Stalin donosicielstwa sam nie wymyslił, ale je rozdmuchał posiłkując się feudalną i postfeudalną tradycją.
Już z DWOJGA ZŁEGO wolę dzisiejszy socjaldemokratyczny „relatywizm moralny dla każdego” oraz wynikającą z niego „Powszechną Nieprawomyślność”.
No może jednak pochwalę nieco „chłopską wolność myśli” wg. p Miłosza. Jako „chłopię” nie miałem dostępu ani do pornosów ani do video. Skutkiem tego swoją seksualność i ideał kobiecej urody ukształtowałem sobie SAM. I nie jest moją idolką ani Pamela Anderson ani Doda, przez co bardzo boleję, że dziś kobiety cierpią porównując się z nimi i jak wiele z nich nie wie jak bardzo są piękne.
„Chłop może sobie myśleć co mu się żywnie podoba, oczywiście kościół wpływa na mentalność, ale tylko raz w tygodniu ( poza tym często w korzystnym dlań kierunku), a popkultura, robiący papkę z mózgu moloch wyzuwa go z myślenia minuta po minucie. Ubogi XXI-w. nie ma na książkę, ba nie interesuje go ona, chłop chociaż fantazjował, ubogiemu fantazje zabrała popkultura ukierunkowując je na Dode i Kaczystów. NIE MA NAWET TEGO CO MIAŁ NAJBIEDNIEJSZY CHŁOP.
Quatryku porównujmy adekwatne role społeczne, bo nie ma sensu porównywać inne warstwy, jeśli zaś pytasz czy “błękitny kołnierzyk” w korporacji, czy szlachcic na folwarku, ha! Odpowiedź jest jedna.”
O fantazjowaniu chłopa już napisałem w poprzednim akapicie. Popkultura? Przecież nikt nikogo nie zakuwa w dyby przed telewizorem. A że w kinie taki bidok ma do wyboru film amerykański, albo też amerykański, ewentualnie jeszcze… amerykański wiem nie od dziś i utyskuję o tym od dawna. No i jeden konlib ( nie Pan Miłoszu ) nazwał mnie przez to „Wrogiem Wolności”.
A że rozwarstwienie społeczne jest większe niż w Średniowieczu to przeciez wiem. Kiedyś cała wiedza ludzkości mieściłą sie na jednej półce teraz potrzeba całych stosów płyt DVD. Ale mimo to uważam, że najważniejsze jest czy można swój status zmienić czy też nie.
„Panowie nie napisałem tu nawet dziesiątej części tego co chciałem i nie skomentowałem waszych licznych, wartych uwagi refleksji, za co się kajam, napiszę nowe posty, będę Was obszerniej komentował, dziś już jednak nie mam czasu i sił… wszystkiemu winne j****e prawo administracyjne
Jeżeli nazywacie się ludźmi wolnymi to myślcie wolni i nie ulegajcie propagandzie (nawet tej koliberalnej:)). ”
Ja też nie napisałem wszystkiego co chciałem. I czas i „ułomność techniczna” tego forum.
Studiuje Pan Prawo?
@Faer
„Zarówno Miłoszowi jak i Timurowi radzę skierować ostrze swej krytyki przeciwko słowom a nie ich autorom.”
Ponieważ Miłosz zmienił ton to i ja go zmieniam na tyle na ile mogę.
)
A pomysł by nie kierować ostrza przeciw osobom zastosuję na ile to możliwe.
„PS: Dobrze, że Miłosz tu trafił; trochę lewaków już jest to i więcej konserwatystów by się przydało ”
Byle tylko takich konserwatystów co nie reagują na argumenty nie po swojej mysli przemocą i obietnicą pojedynku. Ale jak widzę imć Miłosz zmienił nieco ton. Miejmy nadzieję, że na stałe. Ale cóż. Jednego nie zmienimy. Tego że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” jak to kiedyś określił Wałęsa.
Trochę lewaków? Masz na myśli anarchokapitalistów? Oby wszyscy lewacy byli tacy.
A swoją drogą Faer. Zaliczasz Miłosza do konlibów czy konserwatystów jednak?
„Cóz, starałem się, żeby takie nie było…”
Potwierdzam autentyczność starań Faer’a. Jestem tu dłużej i też to zaobserwowałem.
Ouatryku! Gorąca prośba. Da się stworzyć nowy post pt. „prekarium II”? Bo już nie do wytrzymania.
To i tyle na razie bom znowu zmęczony.
Pozdro,
sobota, 16 Luty, 2008 o 15:43
I jeszcze jedno!
Co prawda już pisałem do rzygu że wysokość podatków to nie wszystko by jakiś ustrój uznać za wolnościowy ( kieruję te słowa szczególnie do imć. Apfelbauma ) ale jednak moje wywody są chyba zbyt rozwlekłe i porozrzucane.
Akurat na stronce „republikan” pokazał się artykuł „monarchia absolutnie ociemniała”.
Bardzo ładnie napisane i przystępnie. Zgadzam się z tym w 90 procentach.
Oto link
http://republikan.blog.onet.pl/
To na razie tyle.
Pozdro
niedziela, 17 Luty, 2008 o 19:35
Witam serdecznie, na wstępie chciałbym zaznaczyć, że będzie to długi post, choć p. Timurowi nie dorówna, to jednak postaram się ogarnąć kilka spraw naraz.
Cieszę się, iż p. Timur podziela mój pogląd na dyskusje, a nawet idzie dalej odradzając pojedynek, Timurze ja Pana nie wyzywałem. Zresztą nie wyzywam nikogo bo pojedynki zakazane, a jako, że marzy mi się kariera adwokata, byłoby to nie wskazane. Myli się Pan co do mnie imputując mi obrażanie, gdy już nie mogę polemizować, obrażanie było moją ripostą, na dość mdłe ironie…ale causa finita, zostawmy stare dzieje
. Nie odnoszę się do wszystkich Pana argumentów? Nie świadczy to o mojej niemocy intelektualnej, złej woli, totalizmie, tylko…o nieuwadze. Jeżeli pominę w tym poście jakiś ważny argument, to proszę zwyczajnie mi go przypomnieć, gdy okaże się powalający…chylę czoła (Miłosz oprócz „waleczny”, oznacza „rycerski”) i to przyznam.
Będę szedł od końca ostatniego postu Timura, później argumentów Feara, a jeślibym coś istotnego pominął (co jest nieuniknionym) to proszę przypomnieć.
” Studiuje Pan Prawo?”
Tak magisterskie na WPiA UW, na razie najbardziej na Prawie lubię brydżyka ze znajomymi (oni też), ale te złote czasy kiedyś miną.
” A że rozwarstwienie społeczne jest większe niż w Średniowieczu to przeciez wiem. Kiedyś cała wiedza ludzkości mieściła sie na jednej półce teraz potrzeba całych stosów płyt DVD. Ale mimo to uważam, że najważniejsze jest czy można swój status zmienić czy też nie.”
Co do szans na zmianę statusu , wstępnie zgoda, o ile nie czai się za tym jakaś akcja afirmatywna, która abstrahując już od jej absurdalnych założeń więcej zdziała wbrew adresatom niż dla nich, w sensie społecznym. Nie wiem dokładnie co Pan ma na myśli pisząc „rozwarstwienie”, poproszę o pańską definicję, wtedy z pewnością ustosunkuje się do akapitu powyżej. Jeżeli chodzi o wiedzę to posłużę się przykładem Starożytnego Egiptu, który dalece licuje ze współczesnością.
) najczęściej niewykonalne, jak tu mówić o jakiejś niezwykłej wartości wiedzy sui generis ?
Wiedza w staroż. Egipcie, od sakralnej (pismo hierokratyczne), po … system dziesiętny, była całkowicie elitarna. Nasuwa się jedyny może wyjątek- melioracja, no ale w tym przypadku była to wiedza praktyczna, nastawiona na przetrwanie. O Egipcie faraonów wiemy na tyle mało, że do dziś toczą się spory, np. o to czy można go zaklasyfikować jako państwo oparte na niewolnictwie, czy nie (moim zdaniem oczywiście nie, ale to zdecydowanie inna historia). Niemniej wiemy jedno Egipt przetrwał, co najmniej 3 tysiące lat! Bardziej przychylni szacują nawet na więcej, ze 4 chyba. Co ma jedno do drugiego ? Otóż śmiem sądzić, że z większą częścią wiedzy ludzkiej jest jak ze sztuką, jeżeli upowszechnimy ( dostosujemy standardy do osób nieumiejętnych,o znikomych kompetencjach poznawczych) to nieuchronnie podlegać będzie pauperyzacji i syntezie, która zabija Prawdę. W konsekwencji doprowadza do kresu każdej cywilizacji. Zjawisko upowszechniania ma jeszcze wiele tragicznych konsekwencji, które w moim odczuciu przechylają szalę rachunku zysków i strat, na niekorzyść wiedzy egalitarnej.
Spieszę z jednym wytłumaczeniem p.Timurowi , jestem przeciwnikiem przypisywania komuś kompetencji poznawczych ze względu na urodzenie, wystarczająco wielu „Janko- Muzykantów” na wsi się zmarnowało i wystarczająca wiele było dyletanctwa wśród szlachty.
Co wynika z powyższego i jak to się ma do Pana konstatacji ? Jestem przekonany, że nie jest niezwykle ważne ile człowiek (opcjonalnie nawet „ludzkość”) ile potrafi z nią zrobić…dla przetrwania swojego i swojej cywilizacji (choć tego ostatniego nie oczekiwałbym od wszystkich). Jeżeli jeszcze powyższą praktykę potrafi pogodzić z normami moralnymi (nie jakimiś „powszechnie akceptowanymi”, ja nawet nie wiem co to znaczy) to wtedy mamy do czynienia z wielkiej klasy człowiekiem. Nie ma szanowny Timurze znaczenia, czy jego wiedza zmieściła by się na półce, czy w kontenerze płyt DVD. A wiedza jako taka ? Wiedza jest płynna i ulotna jak nasza pamięć( dziś wiem, czy się różni inspekcja, od rewizji, jutro zapomnę), wysoce omylna tak jak nasze (ludzkości) metody badawcze. Nawet najdoskonalsze metody badawcze są obarczone szerokim marginesem błędu, a te bezbłędne (ind. en. zpł.
Reasumując już bo poruszyłem dość grząski temat: nigdy nie będzie dla mnie stanowił kryterium oceny jakiejś epoki temat „suchej” wiedzy, do tego proszę mnie nawet nie przekonywać. Ważniejsze jest już raczej co robili (w jakimkolwiek sensie) z tą wiedzą, którą już mieli.
” O fantazjowaniu chłopa już napisałem w poprzednim akapicie. Popkultura? Przecież nikt nikogo nie zakuwa w dyby przed telewizorem. A że w kinie taki bidok ma do wyboru film amerykański, albo też amerykański, ewentualnie jeszcze… amerykański wiem nie od dziś i utyskuję o tym od dawna. No i jeden konlib ( nie Pan Miłoszu ) nazwał mnie przez to “Wrogiem Wolności”.
Brakowałoby jeszcze p. Timurze, żeby mnie w dybach przed TV sadzali ! Dowcip się Panu zaostrzył doprawdy. Bądźmy rozsądni, sama w sobie popkultura nie zniewala, ona tylko sprawia, że człowiek staje się powoli pustym konsumującym pudłem, je śmieci (wie Pan o tym daleko lepiej ode mnie), śmieci ma w głowie i sam staje się powoli śmieciem. To triada XXI w. Pogadajmy o tym co wynika z popkultury- człowiek staje się powolutku niewolnikiem własnych namiętności, godnym pożałowania truchłem mentalnym, a dowcipni ludzie nazywają to jeszcze wyzwoleniem (liberacion).
.
Chyba muszę dodać, ażeby obyło się kilku nieporozumień, że nie jestem obsesyjnym przeciwnikiem np. seksu ( to ciężkie odchylenie w drugą, równie komiczną stronę). Free love? Bardzo proszę, każdy na własną odpowiedzialność. Tylko po jako cholerę banda mentalnych kurew, które często w sztuce miłości są nader cienkie i gówniane mają o niej pojęcie robi z seksu temat publiczny? No po co? Czy my jesteśmy już kopulującym stadem? Czy jeszcze po prostu ludźmi, ze wszystkim co ludzkie ? Zresztą nie jestem koneserem popkultury, więc ostatecznie nie mój problem, tylko po wielkopańsku żal mi tego bydła, też ludzie, więc nad nimi boleje.
Temat przypuszczam rozwiniemy, więc nie wytoczę jeszcze najprzedniejszych dział
„No może jednak pochwalę nieco “chłopską wolność myśli” wg. p Miłosza. Jako “chłopię” nie miałem dostępu ani do pornosów ani do video. Skutkiem tego swoją seksualność i ideał kobiecej urody ukształtowałem sobie SAM. I nie jest moją idolką ani Pamela Anderson ani Doda, przez co bardzo boleję, że dziś kobiety cierpią porównując się z nimi i jak wiele z nich nie wie jak bardzo są piękne.”
Kto by pomyślał Timurze, że się kiedyś zgodzimy na całej linii? No w jednym aspekcie co prawda… ale pełna afirmacja Twoich poglądów z mojej strony.
„Co do Wolności Myśli wg Miłosza. Trudno jest myśleć samemu nie posiłkując się literaturą czy jakąkolwiek inną formą wymiany myśli. Pastuszkowe filozofowanie przy ognisku ładnie wygląda na obrazać imć Chełmońskiego ale w realu nigdy nie było się pewnym, czy “ogniskowy adwersarz” nie nakabluje proboszczowi albo dziedzicowi, co niechybnie kończyło się rózgami u kruchty.
Małe społeczności tak już mają, że łatwiej każdą owieczkę upilnować, choć nie wolno ( za sprawą konlibów ) nazywać tego totalitaryzmem. W folwarku szlacheckim donosicielstwo było jak za Stalina a Stalin donosicielstwa sam nie wymyslił, ale je rozdmuchał posiłkując się feudalną i postfeudalnym.
No cóż demonizuje Pan jak zwykle feudalizm, nadużycia były i będą w każdym ustroju. Co do mnie jestem zagorzałym krytykiem teorii ” nie wieśniakowi rozmawiać z plebanem”. Ten szczegółowy model, który Pan nakreślił, to oczywiście mikro Totalitaryzm. Jako dziedzic bym czym prędzej posłał takiego pastuszka na nauki do Krakowa, czy Wilna ( jeszcze mój dziadziuś dopomógł chłopu stać się oficerem- pochwała nonkonformizmu to u mnie dziedziczna cecha), a porywczemu plebanowi bym zagroził, że jak jeszcze raz takie chłopie obije , to ja księdza dobrodzieja osobiście po pysku szpicrutą wystrzelam. Żebyśmy się dobrze zrozumieli , nie pomógłbym mu bo jestem chłopomanem, ale dlatego, że okazał się odważnym nonkonformistą. Naturalnie nie wysłałbym na Akademię, każdego chłopa, co to by mnie skrytykował, że zbiory są małe.
„Już z DWOJGA ZŁEGO wolę dzisiejszy socjaldemokratyczny “relatywizm moralny dla każdego” oraz wynikającą z niego “Powszechną Nieprawomyślność”.”
Cieszy mnie, że jest Pan co najmniej równie pilnym obserwatorem życia społecznego co ja. Niemniej wybrałbym z DWOJGA ZŁEGO dokładnie feudalne małe społeczności i ich zaściankowość.
Feudalizm miał wady, ale w perspektywie tego co po nim nastało wolę feudalizm, właśnie dlatego, że wnikliwie badam OBYDWIE konstrukcje społeczne.
„Zdrowe dziewczęta? Niektóre były zdrowe. Ale bardzo niektóre. Pan wybaczy ale to co Pan przedstawia to sielskie wyobrażenia o wsi z perspektywy pałacu. Tylko częściowo oparte na faktach, wszak do służby na dworze suchotniczek i krzywonogich raczej nie brano. A zatam ma Pan rację. Bywały na wsi “zdrowe dziewuchy” ale były one zarezerwowane raczej dla dworu i dla najbogatszych gospodarzy. A zatem zdrowe dziewoje? “Nie dla psa kiełbasa nie dla kota spyrka””
A Pan to z tych, co dziedzica będą oskarżać, że chłopki chore? No doprawdy…
„dieta chłopa ( też zależy jak którego ) bardzo odbiegała od optymalnej.”
Co to znaczy optymalna dieta ? Serio pytam.
„Najuboższe rodziny wielkomiejskie teraz jeżdzą sobie ( nie wszystkie ) do Londynu i na zmywaku radzą sobie lepiej od inteligentów, przez co są przez tych ostatnich nielubiani.
(”
Kilka lat temu było inaczej. Czyli “na zasiłku lub w dyskoncie teraz, zawsze i na wieki wieków Amen”. Kursowało też hasło “kaszana forever”.
Zaś ci co nie wyjechali pracują na przykład w tej korporacji co ja ( tyle że jako fizyczni ) i są zdumieni że są firmy gdzie się raczej dobrze ludzi traktuje. To oczywiście nie znaczy że gloryfikuję korporacjonizm bo widzę w nim niemało zła. No i oczywiście wiem, że dzisiejsza koniunktura może być krucha. I wszystko na to wskazuje że taka będzie
Na zmywaku? Fantastyczne życie! A niech sobie radzą lepiej Bóg z nimi. Nie należę do tych co narzekają na ich wyjazd, bo jak mawiam nizin społecznych z ich mentalnością nigdy za mało. Dzisiejsza koniunktura jest bardzo krucha, a spadek kursu wirtualnego dolara, to początek cyrku, który przed nami. Ja też żyję dość ubogo, nie jestem i nie chciałbym być bon vivant. Jednak zaciskam zęby i nie narzekam, bo moje miejsce jest w tym kraju, niech prof. Oleksy wyjeżdża jak chce, on i 3/4 „warszafki” są tu gośćmi, ja nie.
Całe życie mam w tym bajzlu przed sobą i wiele do zrobienia, a zagranicę wyjeżdżam jako turysta, jak sobie zarobie na wojaże w Polsce ( od rodziny pieniędzy na to nie biorę).
” Po co zaraz kruszyć kopie? Nie lepiej porozmawiać o kobitkach i ptaszkach?
chce mnie Pan nawrócić? Ja mam swoją Pamięć Przodków a Pan swoją i nic tego nie zmieni.
Po co się bić? Tak bardzo Panu na tym zależy? Ale dlaczego? Czekam niecierpliwie na odpowiedź”
A kto Panu naopowiadał , że chcę sie bić? na początku Pan coś wspomniał o krwi kolibrzej (żartem), to ja watek podchwyciłem i metaforycznie, żartobliwie kontynuowałem i jeszczem Pana za nadużycia przeprosił, zły ze mnie szlachcic?
„W XIX wieku było jeszcze gorzej aczkolwiek też zależy jak gdzie.”
Chyba jednak nie gorzej niż w XVIIIw. po Wojnie Północnej (1700-21), która przeorała nasz kraj jak żadne z lekkomyślnych powstań.
„A na omówienie partykularyzmu czekam niecierpliwie jako i inni na tym forum”.
My go cały czas po trochu i cierpliwie omawiamy, czy warto dokonywać syntezy? Wiem, że dałem słowo więc tylko Pan mnie może z niego zwolnić, wybór należy do Pana.
„A czyż rzeczona Czarna Wołga nie jest równoważnikiem naszyjnika dla średniowiecznej chłopki?”
A czyż Czarne Wołgi nie przyszły na bagnetach sowieckich? Nie ma nic gorszego niż sztuczna hierarchia, a pierwiastek sztuczności był w PRL-u znacznie wyższy niż w feudalizmie, o rozwiązaniu problemu zdolnych chłopów wspomniałem powyżej i nie jest żadnym kontrargumentem nobilitacja przez partyjniactwo w PRL-u. Nie nobilitowano zdolnych homo novus, bo ich nie potrzebowano, nobilitowano posłuszny beton, to nieumiejętność oceny faktów tego dostrzegać! Jeżeli Pan zechce rozwinę temat o różnicy między nobilitacja w feudalizmie, a PRL-u i co z niej wynika.
„Może dlatego jestem uwrażliwiony ( ponoć do przesady ) na gloryfikację Średniowiecza?”
Ja nie gloryfikuję Średniowiecza, znam takich co to czynią i gwarantuję Panu, że się różnimy. Pan zaś demonizuje Średniowiecze.
„Każdy ma prawo bawić się jak lubi, nawet konlibowie i komuniści, pod warunkiem że nie gwałci wolności innych.
Na tym polega WOLNOŚĆ której wszyscy na tym forum pragniemy. WSZYSCY! Nawet ci, których raczył Pan nazwać lewakami.”
Jakie prawo? Bo obawiam sie, że jakieś Timurowskie prawo naturalne. Niestety obowiązujący porządek prawny niekoniecznie idzie w tę stronę, a nawet jeśli daje Wolność od „pas w dół” to zabawa nie jest wszystkim. Nie nazwałem tu nikogo lewakiem, ponieważ ciężar dowodu spoczywa na tym kto twierdzi (nigdy na odwrót), zechce pan wskazać taką moją wypowiedź?
Już powiedziałem czym według mnie jest Wolność, Pan zaś ją absolutyzuje, Wolność jest bodaj najważniejszą cechą człowieka, ale niestety skorelowana z nią jest odpowiedzialność. Pan to zapewne rozumie, problem polega na tym, że większość ludzi nie bardzo, chcieli by być Panami gdy idzie o czyny i niewolnikami w kwestii odpowiedzialności. Tacy głupcy nigdy nie będą wolni i nie pomoże im nawet Nieubłagany Postęp i socjaldemokratyzm.
„A tak poza tym zwalczanie każdego kto ma inne poglądy jakoś kojarzy mi się z totalitaryzmem. A Wam Drodzy Forumowicze?”
Zgadzam się z J.S. Mill i de La Rouchefoucald ,że nie sposób kogoś bardziej obrazić niż wykazać mu, że się myli. Czymże innym jest polemika ? Polemika to niestety walka, lecz może być elegancka, nawet przyjacielska, pozostaje walką. Nigdy nie rozumiałem libertariańskiego aksjomatu nieagresji, choć sam nie jestem przesadnie agresywny. Nie zwalczam Pana, polemizuję z poglądami i zapewniam o szacunku, który Pan u mnie zyskał.
Coś ważnego pominąłem?
Trikster: „A że tak się spytam: gdzie odpowiedzi na moje niewyrafinowane pytania? A może były aż tak niewyrafinowane, że można je olać?”
Znasz mnie więc wiesz, że nie unikam odpowiedzi na trudne pytania, z Tobą jednak spotkam się może już w tym tygodniu (semestr się zaczyna), a z Fearem i Timurem rozmawiam tylko tu. Jeżel jednak pominąłem coś ważnego, to przypomnij, nie dogrzebię się już teraz. Swoją drogą niektóre były tak niewyrafinowane , że może lepiej je olać niż ośmieszyć pytającego
?
Fear: „W zasadzie to chłop nie miał prawa odejść głównie na wschodzie, a na zachodzie mógł sobie odejść jak chciał (potem nawet go czasem wypędzali, ale to już nie średniowiecze)”
O jakim wschodzie mówisz? Ograniczenie wychodźstwa chłopów po wywiązaniu się z kontraktu w Polsce to dopiero przywileje szlacheckie Jagiellonów, a to już bardzo późne Średniowiecze. Co do Rosji, to przecież wciąż zależało od polityki cara, czy pro, czy anty ziemiańska . Co innego w tej kwestii mówi Carski Sudjebnik, a co innego Prawda (tu: nazwa kodeksu).
„Ale za to tylko odejść! Nie mógł odseparować swojego gospodarstwa od szlachcica i przestać być wobec niego zależnym – dlatego też w żadnym wypadku nie mógł to być stosunek wolnorynkowy i chociażby dlatego chłop w żadnym państwie feudalnym nie “miał pełnej własności ziemi” – chyba, że inaczej pojmujemy własność. Nawet we Francji XVIII wieku nie do końca było tak, że “pan nie miał żadnej nad nim władzy.”, bo pozostawały drobne powinności wobec feudała – a to forma władzy jest, jeżeli nie uznajesz za nią władzy ekonomicznej (czyli możliwości zawyżenia czynszu jeżeli się na coś nie zgodzi).”
W dużej mierze masz rację, tylko,że ja nie mówiłem, iż feudalizm jest wolnorynkowy, proszę mi nie imputować. Co do Francji właśnie fakt, że gdzieniegdzie pozostały dość drobne powinności wobec Pana, bez ŻADNEJ szlachcica władzy (normowało to ustawodawstwo quasi- państwowe, słynne cotume francuskie). Zresztą ja tu relacjonowałem stan prawny, nie wszędzie też było tak, że Pan mógł podwyższyć czynsz arbitralnie, mało tego często się wtrącał subdelegat państwowy, któremu zależało by chłop płacił podatki Królowi, a nie czynsz szlachcicowi. Zresztą wysokość podatków w niektórych prowincjach (Prowansja, Langwedocja) ustalały Stany Prowincjonalne, bardziej reprezentatywne niż dzisiejsze parlamenty (jak zresztą prawie każdy samorząd). Tu akurat mamy Wolność, o której dziś jako obywatele RP możemy ledwo pomarzyć.
Przepraszam wiesza mi się tak, że pisanie jest już katorgą, do argumentów Feara powrócę na początku nast. postu, przepraszam.
Ukłony i Pozdrowienia.
Miłosz
niedziela, 17 Luty, 2008 o 22:13
Nie Fear tylko Faer oczywiście
niedziela, 17 Luty, 2008 o 23:45
Chodziło mi o odpowiedzi na pytania o partykularyzmie (cytat: „Mógłbyś rozwinąć to o partykularyzmie? Czym ten partykularyzm ma być? I czy mógłbyś udowodnić, że “średniowiecze było partykulane”? Tak ogólnie. Bo mi się wydaje, że owszem, można znaleźć oazy partykularyzmu, ale nie było to regułą”) oraz o wczesny feudalizm (cytat: „A czym ta wczesny feudalizm różnił się od późnego, jeśli chodzi o przyjmowane rozwiązania? Czym różni się od kolonatu? Tylko stopniem zniewolenia? I czym ten wczesny feudalizm w ogóle jest? Jakie wieki obejmuje?”).
Może i są te pytania śmieszne dla Ciebie, ale dla mnie nie. Ze względu więc na domniemane Twoje podjeście do nich oraz moją ciekawość, proszę Cię o odpowiedź.