Bartłomiej Kozłowski

Bartłomiej Kozłowski: „Larry Flynt versus Jerry Falwell – jak to było, o co poszło”

Wyobraź sobie, czytelniku, następującą sytuację: wstajesz rano, idziesz do sklepu, kupujesz swoje ulubione pismo i… czytasz w nim, że uprawiałeś po pijanemu seks z własną matką, i to w miejscu do którego – jak to się zwykło mówić – nawet król chodzi piechotą. Prawda, że byś się czymś takim – delikatnie mówiąc – zdenerwował, nawet gdyby cała ta historyjka opatrzona była komentarzem, że jest to tylko żart i nie należy jej traktować poważnie? Zdenerwowałbyś się zapewne jeszcze bardziej, gdyby coś takiego pojawiło się w piśmie, którego nie bierzesz do ręki, a o całej sprawie dowiedziałbyś się od kogoś innego

W takiej sytuacji znalazł się niejaki Jerry Falwell – pastor amerykańskiego Kościoła Baptystów, znany teleewangelista i przywódca bardzo wpływowego w swoim czasie konserwatywnego ruchu politycznego „Moralna Większość” – kiedy dowiedział się, że na wewnętrznej stronie okładki pornograficznego magazynu „Hustler” z listopada 1983 r. znajduje się takiej właśnie treści parodia popularnej wówczas reklamy alkoholowego napoju „Campari”. Parodia ta, zatytułowana „Jerry Falwell opowiada o swoim pierwszym razie” wzorowana była na oryginalnych reklamach „Campari”, w których różne znane osoby opowiadały o swoim „pierwszym razie” – przy czym, jak okazywało się zawsze na końcu każdego z wywiadów, chodziło o „pierwszy raz” kiedy osoby te piły wspomniany trunek. Na dole strony, na której umieszczona była ta parodia, znajdował się wydrukowany drobną czcionką napis: „parodia reklamy – nie brać poważnie”.

Tak właśnie zaczęła się głośna swego czasu sprawa procesu cywilnego między Jerrym Falwellem, a wydawcą „Hustlera” Larrym Flintem. Wielu czytelników z pewnością wie, jak sprawa ta się skończyła – cała historia była jednym z wątków głośnego w swoim czasie filmu Milosa Formana „Skandalista Larry Flynt”.

Film, w którym cała ta sprawa była przecież tylko jednym wątków – nie opowiada jednak o tej historii wszystkiego. W tym krótkim artykule też nie da się o niej wszystkiego napisać – przypomnijmy jednak najważniejsze fakty, jakie wiązały się z tą sprawą.

Niewinny zniesławienia, winny wyrządzenia krzywdy emocjonalnej

Wkrótce po ukazaniu się wspomnianego numeru „Hustlera” Jerry Falwell złożył przeciwko temu pismu oraz jego wydawcy, Larremu Flyntowi pozew cywilny w Sądzie Okręgowym Stanów Zjednoczonych dla Zachodniego Okręgu Wirginii (sąd federalny był w tej sprawie właściwy z tego powodu, że osoby będące stronami procesowymi mieszkały w różnych stanach) oskarżając ich o zniesławienie, naruszenie prywatności i umyślne spowodowanie dolegliwości emocjonalnej. Pod koniec rozprawy prowadząca ją sędzina poinformowała przysięgłych, że skarga o naruszenie prywatności jest bezzasadna i skierowała pod ich rozwagę kwestie tego, czy publicysta magazynu „Hustler” winny jest zniesławienia i umyślnego wyrządzenia szkody emocjonalnej.

Ława przysięgłych uznała, że Flynt nie zniesławił Falwella, gdyż żaden rozsądny człowiek nie mógł odebrać treści inkryminowanej parodii reklamy „Campari” jako stwierdzenia rzeczywistych faktów (reklama ta opatrzona była zresztą adnotacją „nie brać poważnie”). Jednocześnie jednak przysięgli orzekli, że Flynt, publikując wykraczający poza wszelkie granice przyzwoitości tekst na temat Jerry’ego Falwella w sposób umyślny wyrządził mu krzywdę emocjonalną. Od pozwanego publicysty „Hustlera” zasądzono na rzecz powoda odszkodowanie w łącznej sumie 150 000 dolarów.

„Jeśli nie zniesławił, to miał prawo to opublikować”

Adwokat Flynta odwołał się do Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla Czwartego Obwodu (mającego siedzibę w Richmond w stanie Wirginia), twierdząc, że wyrok przeciwko jego klientowi narusza jego prawo do wolności słowa wynikające z I Poprawki do Konstytucji USA. Jego zdaniem, ponieważ Jerry Falwell w sposób oczywisty był osobą publiczną (choć nie pełnił żadnego stanowiska państwowego) mającą duży wpływ na kształtowanie opinii publicznej i życie polityczne w kraju, wszelkie wypowiedzi na jego temat powinny być bezkarne – chyba, że zawierałyby one fałszywe i zniesławiające go stwierdzenia faktów, o których odpowiedzialny za publikację wiedziałby, że są one nieprawdziwe lub popełniłby rażące niedbalstwo, jeśli chodzi o sprawdzenie ich prawdziwości. Jego zdaniem, wniosek z tego, że sąd I instancji orzekł, że Flynt nie jest winien zniesławienia – jako że inkryminowanego tekstu nikt, kto znał Falwella nie mógł potraktować w sposób poważny – był oczywisty – wyrok Sądu Okręgowego powinien zostać uchylony.

Prawo amerykańskie, a zniesławienie osób publicznych

Stanowisko to opierało się na wydanej w 1964 r. decyzji Sądu Najwyższego USA w sprawie New York Times Co. versus Sullivan, w której sąd ten uznał, że urzędnik publiczny chcący wygrać proces o zniesławienie w związku z opublikowanymi na jego temat zarzutami musi udowodnić, że inkryminowana publikacja tyczyła się go osobiście, zawierała fałszywe i mogące go poniżyć w oczach innych stwierdzenia na jego temat, zaś osoba odpowiedzialna za inkryminowaną publikację wiedziała o ich fałszywości lub wykazała rażące niedbalstwo, jeśli chodzi o sprawdzenie, czy przedstawiane informacje są prawdziwe, czy fałszywe.

Decyzja ta, która zrewolucjonizowała amerykańskie prawo o zniesławieniu, zapadła po tym, jak sądy stanowe w Luizjanie przyznały niejakiemu L.B. Sullivanowi, komisarzowi miasta Montgomery w stanie Alabama odpowiedzialnemu m.in. za nadzór nad lokalną policją, 500 000 dolarów odszkodowania za to, że dziennik New York Times opublikował ogłoszenie, które oskarżało policję w Montgomery o nader brutalne traktowanie uczestników demonstracji przeciwko segregacji rasowej i zawierało pewne nieprawdziwe stwierdzenia (tego np. rodzaju, że była w nim mowa, iż znany działacz na rzecz równouprawniania Murzynów Martin Luther King był aresztowany siedem razy – podczas, gdy w rzeczywistości był aresztowany tylko cztery razy). Uzasadniając wydany wówczas wyrok jego autor, sędzia William Brennan stwierdził, że tradycyjnie przyjęta w prawie o zniesławieniu reguła, według której to pozwany winien udowodnić, że to, co napisał jest prawdą, odstrasza nie tylko od publikowania kłamstw, lecz także od stwierdzania prawdy, jako że osoba odpowiedzialna za krytyczne stwierdzenie na temat urzędnika może mieć poważne obawy przed tym, czy zdoła udowodnić ich prawdziwość przed sądem.

Nie było zniesławienia – nie szkodzi

Stanowisko przyjęte w sprawie New York Times versus Sullivan w sprawie zniesławiania „urzędników publicznych” zostało w następnych latach rozszerzone na wszelkie „osobistości publiczne” tj. takie osoby, które nie pełnią wprawdzie żadnych oficjalnych funkcji, ale które z racji swej sławy (dobrej lub złej) mają duży wpływ na kształtowanie opinii publicznej i ogół spraw będących przedmiotem zainteresowania społeczeństwa. Jednak sąd apelacyjny nie zgodził się z twierdzeniem, że ponieważ Jerry Falwell jest osobistością publiczną, to można opublikować na jego temat wszystko, co nie jest zniesławieniem – dokonanym co najmniej ze świadomością, że opublikowane stwierdzenia mogą być fałszywe. Zdaniem tego sądu istotne było to, czy w opublikowany w Hustlerze parodia reklamy „Campari” była na tyle obraźliwa dla Falwella, by można było uznać, że Flynt w sposób umyślny wyrządził mu krzywdę emocjonalną. Ponieważ to akurat zostało jednoznacznie stwierdzone, wyrok sądu I instancji został podtrzymany.

Flyntowi pozostała tylko jedna deska ratunku – Sąd Najwyższy USA. Wielu komentatorów wątpiło jednak, czy sąd ten zajmie się w ogóle jego sprawą. Większość sędziów z pewnością miała na jego temat jak najgorsze zdanie, a nadto, mogła się go zwyczajnie obawiać – w 1983 podczas (przegranego) procesu z jego udziałem Flynt obrzucał ich obelgami, za co został aresztowany pod zarzutem obrazy sądu (zarzut ten został następnie oddalony).

Jednak wygrana

Jednak amerykański Sąd Najwyższy nie tylko zajął się sprawą Larrego Flynta, ale wydał orzeczenie na jego korzyść. W decyzji, której autorem był zmarły w 2005 r. ówczesny prezes SN William Rehnquist sąd ten stwierdził, że ani urzędnik publiczny, ani ktoś, kto jest osobą publiczną nie może otrzymać odszkodowania za krzywdę emocjonalną spowodowaną opublikowaniem obraźliwego stwierdzenia na jego temat, chyba że zdoła wykazać, że inkryminowana publikacja stwierdzała nieprawdziwe i zniesławiające go fakty, zaś osoba odpowiedzialna za publikację co najmniej godziła się z tym, że fakty te mogą być fałszywe.

Rozumowanie sędziego Rehnquista

Jak sędzia Rehnquist doszedł do wniosku, że I Poprawka do Konstytucji USA chroni nawet tak obraźliwą wypowiedź o innym człowieku, jak opublikowana w Hutslerze parodia reklamy „Campari”? Istotą ochrony wolności słowa, zapewnianej Amerykanom przez I Poprawkę jest uznanie fundamentalnej wagi, jaką ma dla społeczeństwa swobodna wymiana idei i opinii na wszelkie tematy leżące w sferze publicznego zainteresowania. Aby swobodny przepływ opinii był możliwy, ludzie muszą mieć możliwość swobodnego wyrażania swoich poglądów bez obawy, że narażą się przez to na odpowiedzialność prawną. Pod rządami I Poprawki nie ma czegoś takiego, jak fałszywa idea – stwierdził sędzia Rehnquist, cytując jedno z wcześniejszych orzeczeń amerykańskiego Sądu Najwyższego.

Podstawowe prawo – krytykowanie osób publicznych

Niezwykle ważną częścią prawa do wolności słowa jest prawo do krytykowania urzędników oraz osób publicznych i ich postępowania. Chroniona przez I Poprawkę krytyka nie zawsze jest rozsądna i umiarkowana – urzędnicy i osoby publiczne bywają przedmiotem gwałtownych, zjadliwych i czasami nieprzyjemnie ostrych ataków. Co ważne, chroniona jest też krytyka wynikająca z nienawiści do takich osób i chęci szkodzenia im – chyba, że posuwa się ona do umyślnego stwierdzania fałszywych faktów na ich temat.

Obrażanie dozwolone

I Poprawka chroni więc wypowiedzi wynikające z niskich pobudek., chroni też – co chyba jest w tym przypadku logicznie oczywiste – ekspresję głęboko obraźliwą dla niektórych ludzi, lub nawet dla większości członków społeczeństwa. „Fakt, że społeczeństwo może uznać jakąś wypowiedź za obraźliwą nie jest dostatecznym powodem, by jej zakazać. Przeciwnie, jeśli to opinia wyrażona przez autora jest czymś, co wywołuje obrazę, to jest to właśnie powodem do tego, by zapewnić jej konstytucyjną ochronę” – stwierdził sędzia Rehnquist, cytując fragment jednego z wcześniejszych orzeczeń swego sądu.
Waszyngton jako osioł

Rehnquist nie ograniczył się jednak tylko do przypomnienia zasad wynikających z wcześniejszego orzecznictwa związanego z interpretacją I Poprawki. W swej opinii przywołał on także bogate tradycje amerykańskiej sztuki karykatury. Przypomniał o takich jej przejawach, jak choćby rysunek przedstawiający Jerzego Waszyngtona jako osła. Karykatura – przypomniał sędzia Rehnquist – nie jest czymś, co ma sprawiać przyjemność przedstawianym w niej osobom. „Polityczna karykatura jest bronią zaczepną, wyraża pogardę oraz wyśmiewa i jest najmniej efektywna wówczas, gdy usiłuje poklepywać niektórych polityków po plecach. Jest zazwyczaj tak pożądana, jak żądło pszczoły i dla niektórych ludzi jest zawsze czymś kontrowersyjnym”.

Czy to nie co innego?

Czy jednak I Poprawka do Konstytucji USA chroni wypowiedź tak – delikatnie mówiąc – świńską, jak znieważająca Falwella parodia reklamy „Campari”? To właśnie był główny problem w rozpatrywanej sprawie. Jak stwierdził sędzia Rehnquist „nie ma wątpliwości co do tego…że ta karykatura jest w najlepszym wypadku dalekim kuzynem tych politycznych karykatur, o których mowa była powyżej i ma z nimi raczej niewielki związek. Jeśli możliwe byłoby wyznaczenie jakiegoś kryterium oddzielającego tę karykaturę od innych, publiczny dyskurs prawdopodobnie nie doznałby wiele szkody, albo nie doznałby jej w ogóle. Lecz mamy wątpliwość co do tego, czy w ogóle istnieje jakiekolwiek tego typu kryterium i jesteśmy całkiem pewni, że pejoratywne określenie „znieważający” kryterium takiego nie stwarza. Pojęcie „obraźliwości” w politycznym i społecznym dyskursie cechuje się nieuchronną podatnością na subiektywne interpretacje, co sprawiałoby, że przysięgli mogliby nakładać odpowiedzialność w oparciu o własne poglądy lub poczucie smaku, lub – co też jest możliwe – w oparciu o ich niechęć wobec konkretnej wypowiedzi”.

W oparciu o takie rozumowanie Sąd Najwyższy USA wydał wyrok na korzyść Flynta. Jakkolwiek sam fakt takiego akurat rozstrzygnięcia nie był niczym niezwykłym – biorąc pod uwagę wcześniejsze orzecznictwo w sprawach dotyczących wolności słowa, zwłaszcza w sferze dyskusji politycznej – takiego wyroku należało się wręcz spodziewać, to bardziej zaskakujące było to, że wyrok ten był jednomyślny, a największą niespodziankę stanowił fakt, że autorem opinii w tej sprawie był prezes Sądu Najwyższego William Rehnquist – który jeśli był z czegoś znany, to nie ze szczególnie liberalnych poglądów w kwestii swobody ekspresji (i jakiejkolwiek innej).

Wolność słowa w USA i gdzie indziej

Wniosek, jaki wynika z orzeczenia w sprawie Hustler Magazine versus Jerry Falwell jest – jeśli chodzi o interpretację I Poprawki w kwestii zakresu dopuszczalności osób publicznych – całkowicie jasny: o osobach tych można mówić i pisać wszystko, o ile tylko nie pomawia się ich o takie czyny, jakich oni nie dokonali – przy jednoczesnej świadomości, że publikowane stwierdzenia mogą być fałszywe. Jednak tego rodzaju stanowisko nie jest prawem ogólnie przyjętym na świecie – w tym również w krajach, które zasadniczo rzecz biorąc szanują wolność słowa. Orzeczeniu Sądu Najwyższego USA w sprawie znieważającej Jerrego Falwella parodii reklamy „Campari” przeciwstawia się niekiedy decyzję niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie karykatury byłego premiera Bawarii i jednego z czołowych polityków powojennych Niemiec Franza Josepha Straussa – chodziło o rysunek, na którym Strauss, przedstawiony jako świnia, uprawiał seks ze świnią w todze sędziego. Trybunał Konstytucyjny RFN uznał, że zaskarżona przez Straussa karykatura wykraczała poza granice konstytucyjnie gwarantowanej wolności słowa, gdyż naruszała jego godność. Orzeczenie to opierało się na artykule 1 Ustawy Zasadniczej RFN z 1949 r., który mówi, że „Godność ludzka jest nienaruszalna”. Również w Polsce Larry Flynt nie miałby zapewne żadnych szans na wygraną. Polski Sąd Najwyższy stwierdził bowiem w jednym ze swych orzeczeń, że „Nawet, gdy informacja podana przez dziennikarza jest prawdziwa, jego działanie może być uznane za bezprawne ze względu na demagogiczny, upokarzający osobę, której dotyczy, sposób jej przedstawienia”. Autor tego rodzaju publikacji, co wspomniana tu parodia reklamy „Campari” ryzykowałby zresztą nie tylko odpowiedzialnością cywilną za „naruszenie dóbr osobistych” ale także procesem karnym i grzywną, a może nawet więzieniem za „znieważenie innej osoby za pomocą środka masowego komunikowania”. Artykuł 216 §2 obowiązującego kodeksu karnego przewiduje, że ten, kto znieważa inną osobę za pomocą środka masowego przekazu podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

W końcu się pogodzili

Wszystko to pokazuje, jak poważna jest różnica między zakresem wolności słowa w USA, a zakresem tej wolności w innych krajach – nawet tych, które uchodzą za kraje demokratyczne i – generalnie rzecz biorąc – przestrzegające prawa do swobody wypowiedzi. Rzecz jasna – swoboda wypowiedzi nawet w Stanach Zjednoczonych nie jest traktowana jako wartość absolutna. Jak była już mowa, amerykański Sąd Najwyższy nie neguje tego, że prawo powinno pozwalać ludziom na uzyskanie odszkodowania za zniesławienie. Wprawdzie w przypadku urzędników i osób publicznych wygranie procesu o zniesławienie jest bardzo trudne – osoba taka musi udowodnić w sądzie nie tylko to, że inkryminowane stwierdzenie na jej temat jest fałszywe, ale także, że pozwany co najmniej godził się z tym, że może ono stwierdzać nieprawdziwe fakty – niemniej jednak, procesy o zniesławienie nie są zdaniem Sądu Najwyższego USA czymś zasadniczo niedopuszczalnym.

Niedopuszczalne natomiast zdaniem Sądu Najwyższego USA jest nakładanie odpowiedzialności za pewne wypowiedzi z tego tylko powodu, że wyrządzają one pewnym ludziom przykrość. O ile bowiem w przypadku zniesławień mamy do czynienia z kryteriami, które teoretycznie przynajmniej rzecz biorąc są jasne i obiektywne (w tym przede wszystkim z kryterium prawdy), to w przypadku takich wypowiedzi, jak choćby opublikowana w Hustlerze parodia reklamy „Campari” kryteriów takich w bezpieczny dla wolności słowa sposób wyznaczyć praktycznie się nie da. Pojęcie tego rodzaju, co „znieważanie” kryterium takim z pewnością nie jest – jak dowodzi praktyka choćby polskich sądów, jest ono zbyt elastyczne i podatne na subiektywne interpretacje.

Nad niektórymi interpretacjami pojęcia „zniewagi” można się właściwie tylko zdumiewać – co bowiem można powiedzieć o orzeczeniach polskiego Sądu Najwyższego, który w latach 30 XX w. uznał, że przestępstwem znieważenia innej osoby można popełnić nazywając Polaka „Żydem” (lub nawet jego przedsiębiorstwo „żydowskim”) – a jednocześnie stwierdził, że „przezwanie Żyda przechrzsztą nie stanowi obrazy czci”? * To oczywiście daleko idące i skrajne przykłady – ale to właśnie ich skrajność pokazuje, jak samo istnienie w systemie prawnym pojęć tego rodzaju, co „znieważanie” może być niebezpieczne dla wolności słowa. Amerykański Sąd Najwyższy postanowił tego rodzaju zagrożeniem stanowczo zapobiec – i dlatego w sprawie reklamy „Campari” wydał taki, a nie inny wyrok.

A Larry Flynt i Jerry Falwell w końcu spotkali się ze sobą i podali sobie ręce na zgodę.

* Informacja za: Piotr Hofmański, Jacek Satko „Przestępstwa przeciwko czci i nietykalności cielesnej. Przegląd problematyki. Orzecznictwo (SN 1918 – 2000). Piśmiennictwo.” wyd. Zakamycze 2002″.

Artykuł opublikowany pierwotnie (pod innym tytułem) w ramach działu Kartka z kalendarza na portalu Polska.pl.

Tekst pochodzi ze strony Bartłomieja Kozłowskiego.

2 comments

  1. Pingback: Syf – taki sam jak u nas. « Romskey's Blog

  2. Pingback: Syf – taki sam jak u nas. | Ciekawe teksty dziennikarskie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *