Krzysztof Śledziński

Krzysztof Śledziński „Neo…”

Większość z nas oglądała Matrixa. Zacny to film, przedstawiający zmagania ludzkości ze zniewalającymi ją maszynami. Można powiedzieć, że wolnościowe przesłanie jest w filmie bardzo wyraźne. Przykładowo, ten tekst wypowiedziany przez Morfeusza oddaje to, czym jest tytułowy Matrix: „Matrix to system, Neo. Ten system jest naszym wrogiem. Ale kiedy jesteś wewnątrz niego, rozglądasz się i co widzisz? Biznesmenów, nauczycieli, prawników, cieśli. Umysły ludzi, których usiłujemy uratować. Ale zanim nam się to uda, ludzie ci są nadal częścią systemu i to czyni z nich naszych wrogów. Musisz zrozumieć, większość z tych ludzi nie jest gotowa, by ich odłączyć. A wielu z nich jest tak do niego przyzwyczajonych, tak beznadziejnie zależnych od systemu, że będą oni walczyć w jego obronie”. Główny bohater „Matrixa”, Neo, mesjasz, jedyny, Mr. Anderson, walczy, żeby uwolnić nas od systemu. Dlatego też, ze względu na ogromną rolę rzeczonego Kenau, bezustannie słyszymy” Neo, Neo, Neo. „Neo to…”, „Neo tamto…”. Na przykład:
„Obudź się, Neo”.
„Nazywam się… Neo!”
„Nie będę cię okłamywać, Neo”.
„Żyłeś w świecie marzeń, Neo”.

I tak bez przerwy. Czy nie przypomina to trochę dzisiejszego świata, w którym co krok napotykamy nowe wyrazy, nowe złożenia z przedrostkiem „neo”? Weźmy politykę. Na scenie potykają się trzy główne ideologie: neoliberalizm, neokonserwatyzm, i, używając słów mojego kolegi, neosocjalizm. Każdy z tych nurtów w niczym nie przypomina swojego pierwowzoru, od której zaczerpnął rdzeń. Każdy z nich stanowi wypaczenie pierwotnej idei, a ujmując eufemistycznie – dostosowania idei do realiów polityki. I, co najważniejsze, każdy z nich pod płaszczykiem odwoływania się do odmiennych wzorców i wartości przedstawia dokładnie tę samą, wypraną z jakiejkolwiek refleksji papkę. Żeby nie być gołosłownym, przedstawię pokrótce osiągnięcia każdej z tych ideologii.
Zacznijmy od neoliberalizmu, za którego guru uznaje się m. in. Ronalda Reagana. Któż to był, wie chyba każdy czytający ten tekst. Dzięki temu panu neoliberalizm, a, co za tym idzie, liberalizm, którego neoliberalizm rzekomo jest częścią, zaczął być postrzegany jako ideologia bogatych, lobbystów, jako przeintelektualizowany, abstrakcyjny konstrukt mający na celu jedynie wzbogacenie się najbogatyszych. Oczywiście, jak wszystkie clichés, podejście to jest tylko częściowo prawdziwe. Częściowo, ale w przerażająco dużej części. Co takiego zrobił Reagan, żeby zasłużyć sobie na taką opinię? Wymienię tylko najważniejsze sprawy. Na pierwszy ogień idzie obniżenie podatków; co prawda, obniżono dość znacznie, bo z 70% do 28%, ale tylko dla bogatych. Rzecz jasna, żaden to przejaw elitaryzmu. Zupełnie jak doprowadzenie do kartelizacji niektórych elementarnych gałęzi przemysłu. Administracja Reagana wprowadziła ograniczenia importu samochodów, cukru czy tekstyliów; motocykle japońskie obłożono 45% cłem (patrz: Harley Davidson); ograniczono import taniej stali (po cóż stal biednym?). Dzięki temu Reagan może poszczycić się merkantylizmem, którego zazdrościć mu może sam Colbert. Zwróćmy uwagę również na administrację jako taką. Powinno być dość oczywiste, że celem liberała jest jej zmniejszenie. Ale nie, neoliberał ma inne podejście do tej kwestii; ten podobno najlepszy prezydent w historii Stanów Zjednoczonych zwiększył liczbę pracowników rządzowych o, bagatela, dwieście pięćdziesiąt tysięcy osób. Oczywiście, w rządzie zatrudniona była sama śmietanka – śmietanka etatystów, najbardziej widoczna w coraz bardziej keynesowskim i lafferowskim Departamencie Gospodarki. Polityka zagraniczna to zupełnie inna bajka. Cytujący Misesa prezydent nie prowadził jej zanadto liberalnie; idee izolacjonizmu właściwe m. in. dla Starej Prawicy były mu najwyraźniej obce. Afera contras, bombardowanie Libii, libańska wojna domowa, wspieranie dyktatury w Nikaragui nie stawiają Reagana w korzystnym świetle i nijak nie potwierdzają tezy o liberalizmie prezydenta. Pompowane w przemysł zbrojeniowy fundusze (dla ciekawych: skąd pochodziły?) doprowadziły tylko do jeszcze dalej idącej kartelizacji i wzbogacenia się wąskiej grupy kapitalistów kosztem reszty społeczeństwa. Jak zawsze państwo posłużyło za narzędzie wyzysku najbiedniejszych. Nihil novi sub sole.
Pora na neokonserwatyzm i jego najwybitniejszego praktyka, uwielbianego przez wszystkich, George`a W. Busha. Cóż my tutaj mamy? Pownienem raczej spytać: czego my tutaj nie mamy? Ano, jest i wprowadzenie Big Brothera do świata polityki: cała „Wojna z terroryzmem”; powstanie Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wprowadzenie w życie „Project Lookout” (swego rodzaju wilcze listy wydawane przez władze wobec ludzi podejrzanych o terroryzm), uchwalenie Patriot Act, który rozszerzał kompetencje władz do poziomu wcześniej niewyobrażalnego. Który z konserwatywnych nota bene Ojców Założycieli domyśliłby się, że kiedykolwiek rząd będzie mógł przeszukiwać dom czy firmę obywatele bez jego zgody? Któremu z członków Starej Prawicy przyszłoby na myśl, że rząd USA będzie mógł sprawdzać nagrania rozmów telefonicznych? Dalej na celowniku znajduje się Biuro Białego Domu ds. inicjatyw społecznych wynikających z wiary religijnej, będące podstawowym punktem Bushowego „współczującego konserwatyzmu”. Jakiego konserwatyzmu? Który konserwatyzm dąży do narzucania jedynie właściwego światopoglądu? Który konserwatyzm chce fundować społeczno-religijne inicjatywy z podatków? Jeden z podstawowych punktów macierzystej ideologii, własność prywatna, stoi w sprzeczności również z aktem oclenia importowanej stali i kanadyjskiego drewna. Sprawa ma się podobnie z wydatkami publicznymi: bbniżenie podatków (niewielkie co prawda) i jednoczesne zwiększani deficytu do poziomu wcześniej nieznanego (w 2004 roku – 413 miliardów dolarów, co jest rekordem wszechczasów w tej materii), co objawiło się we wzroście procentu wydatków rządowych o 26%. Znów „wraca nowe” – i za Busha mamy słynną krzywą Laffera i fiksację na cyferki. Co takiego możemy zobaczyć w „konserwatywnej” polityce zagranicznej? Kolejny raz radosną zabawę we wtykanie nosa w nieswoje sprawy i plądrowanie czego popadnie w imię wilsoniańskiego idealizmu. Wyrażenie „czego popadnie” może wydać się trochę przesadzone, ale w moim przekonaniu nie jest. Polityka militarna Busha sprowadza się do angażowanie się tam, gdzie „interesy demokracji są zagrożone”; w czasie jego kadencji takimi punktami zapalnymi miały okazać się Afganistan i Irak. Przyjrzyjmy się efektom tych dwóch aktów agresji. W ciągu 7 lat wojny w Afganistanie zamordowanych zostało co najmniej 3700 cywilów; łącznie zginęło ponad 30000 ludzi; jak świat szeroki rozlegały się wiadomości o torturowaniu więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Walcząc z jedną organizacją terrorystyczną, rząd Stanów Zjednoczonych zniszczył znacznę połacie kraju. W imię czego? Demokracji, oczywiście. W Iraku wojska amerykańskie sprawiły się lepiej. Zginęło jedynie (według statystyk Body Count project) 83000 cywilów; liczba zabitych ogółem przekracza milion; ponad 4 miliony Irakijczyków w wyniku działań wojennych straciło domy i stało się w ten sposób uchodźcami. Wszystko fajnie, trzeba ponieść ofiary, żeby demokracji (i państwu przy okazji) było dobrze.
Co, z kolei, można powiedzieć o neosocjalizmie? Że przedstawia zupełnie nową jakość? Że całkowicie różni się od omawianych wyżej ideologii? Że, jak to socjalizm, stawia na równość, a nie na promocję rozmaitych elit? Spójrzmy, jak to jest. Weźmy Tony`ego Blaira, chyba najpopularniejszego i najbardziej znanego obecnie polityka socjaldemokracji (neosocjalizmu). Za najważniejszy punkt programu Partii Pracy w Wielkiej Brytanii można uznać ustanowienie płacy minimalnej. Obecnie, do 1 października 2008 roku, wynosi ona, za każdą godzinę, Ł5,52 dla 22-latków i starszych, Ł4,60 od 18 do 21 roku życia oraz Ł3,40 dla młodzieży poniżej 18 lat, która ukończyła obowiązkową edukację. Jak powszechnie się uznaje, celem płacy minimalnej jest podniesienie zarobków najbiedniejszych. Spójrzmy jednak, jaki jest jej faktyczny efekt. Po pierwsze, uderza ona w najgorzej wykształconych i niewykwalifikowanych, a co za tym idzie – najbiedniejszych, pracowników. Koszt zatrudnienia takiego pracownika często przewyższałby zysk, jaki odniósłby pracodawca dzięki jego pracy. Po drugie, płaca minimalna jest niekorzystna także dla przedsiębiorców średniego i małego kalibru, którzy nie są w stanie zatrudnić dodatkowego pracownika, jako że, dzięki państwowemu nakazowi, jest to zbyt drogie i nieopłacalne. Rozwój takich firm jest zatem wstrzymany, a pozycja marek będących na rynku od dłuższego czasu umacnia się. Prowadzi to do monopolizacji gospodarki, podwyższania cen produktów, a poszkodowanymi po raz kolejny są najbiedniejsi. Za Blaira podniesiono również podatki, wprowadzono obowiązkowe dowody osobiste i, na mocy Terrorism Act, ustanowiono państwo policyjne (karzące, przykładowo, za chodzenie po ścieżce rowerowej czy zatrzymujące graczy krykietowych za posiadanie kija krykietowego). Czy te działania nie przypominają polityki Busha (z którym Blair utrzymywał dość bliskie stosunki)? Jaka jest różnica między doktrynami, za których przedstawicieli uznaje się wyżej wymienionych polityków? Również polityka zagraniczna premiera Wielkiej Brytanii wzorowana była na amerykańskiej. Irak, Kosowo, Sierra Leone, Afganistan – państwa, w których Blair bawił się w imperializm. Co więcej, Blair zapisze się w historii jako twórca tzw. doktryny Blaira (nazwa prawdopodobnie wzięta z horroru Blair Witch Project). Zakłada ona, że „społeczność międzynarodowa” może w określonych warunkach ingerować w sprawy innych państw, żeby, rzecz jasna, wojną zaprowadzać pokój. Taki z Blaira socjalista.
Wszystkie te doktryny chcą, żebyśmy żyli w świecie marzeń; marzeń, że wszelkie problemy mogą być rozwiązane drogą polityczną. Ich jedynym celem jest podporządkowanie jednostki sprawom państwa. Tak jak Matrix, system ten jest zaprogramowany, żeby ukrywać to, co prawdziwe, karmić umysły ludzkie fikcją, serwować ją w taki sposób, że zastępuje ona prawdziwy świat. W systemie tym ludzie stają się bateriami, zasilając akumulatory państwa generowanymi pracą własnych rąk pieniędzmi. Są dla rządu jednocześnie wszystkim, jako że bez nich rząd nie mógłby istnieć, energią, bez której połączenie wszystkich złącz systemu byłoby niemożliwe, i nikim, bezwartościową i bezkształtną masą, którą można wykorzystać do swoich celów, pojemnikiem, który można napełnić nic nieznaczącą medialną papką, a następnie odsączyć wszystko to, co okaże się wartościowe. Matrix więzi, nie oferuje wolności. Jednostka sama musi dążyć do zerwania krępujących ją przewodów; musi wiedzieć, czego chce, a nie myśleć, że chce. Połknięcie niebieskiej pigułki zakłada deinstalację wszystkich zniekształcających rzeczywistość programów; jest to proces długotrwały i nie rokujący dużych szans na powodzenie. Jednakże, jeśli okaże się sukcesem, usłyszysz głos Morfeusza mówiący „Witamy w prawdziwym świecie”. A ja? Ja tylko wskazuję drzwi. Od Ciebie zależy czy przez nie przejdziesz.

Krzysztof Śledziński

6 comments

  1. Timur

    Ale odjazdowy tekst! Chyba porównywalny do „Prekarium”.
    Ciekawe czemu nikt do tej pory się nie odezwał.

  2. smootnyclown

    Ja się odezwałem, ale w miejscu, gdzie został pierwotnie umieszczony. I odbyliśmy sobie, razem z Krzyśkiem, gadkę z jednym typem, która to gadka utwierdziła mnie w przekonaniu, że wszystko może być napisane, ale każdy i tak przeczyta tylko to, co chce:)

  3. Spekulant

    Świetny tekst! Szacunek dla autora.
    Od siebie dodam tylko, że tych wszystkich postępowych koniów, libów i soców można nazwać krótko : socdemoliberałami, wszak wszyscy dążą do utrzymania władzy demokratycznej właśnie. A jak wiadomo w demokracji etatyzm rozwija się znakomicie.

  4. smootnyclown

    http://armia.wolnosci.salon24.pl/index.html

    Timurze,
    Weekend u mnie minął pracowicie. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę byłem w robocie. Poza tym napisałem jeden tekst, który powinien się pokazać w następnym Nieregularniku, więc już teraz polecam:P
    A muszę jeszcze napisać recenzję jednej książki i pojeździć po sklepach… No nic, co ja tu smęcił będę:P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *