Don Ernsberger

Don Ernsberger “Laborystyczna teoria wartości – analiza krytyczna”

W centrum teorii ekonomicznych leży pojęcie wartości. Co daje przedmiotowi wartość? Czy jest to coś w nim zawarte, czy też jest to jakiś inny czynnik? Czy wartość wywodzi się z wysiłku ludzkiego, czy z czegoś innego? Dwa główne i całkowicie przeciwstawne systemy ekonomiczne, kapitalizm i marksizm, dają całkowicie różne odpowiedzi.

TEORIA LABORYSTYCZNA

Laborystyczna teoria Karola Marksa stwierdza, że wartość przedmiotu jest wyłącznie wynikiem pracy, zużytkowanej na jego wyprodukowanie. Według tej teorii, im więcej pracy lub czasu pracy zużyte jest na przedmiot, tym więcej jest on warty. Marks zdefiniował wartość jako “zużyty czas pracy” i stwierdził,że “wszystkie dobra w pojęciu ekonomicznym są owocem pracy i nie kosztują nic oprócz pracy”.

Laborystyczna teoria wartości jest głównym pojęciem marksowskiej ekonomii i podstawą jego analizy wolnego rynku. Jeśli byłaby słuszna, wówczas wiele z jego krytyki kapitalizmu byłoby słuszne. Ale jeśli jest fałszywa, to faktycznie cała teoria ekonomiczna Marksa jest od podstaw zła.

Oto przykład działania laborystycznej teorii wartości: robotnik w fabryce dostaje materiał wartości 30 $ i po 3 godzinach produkcji i zużyciu paliwa do maszyny za 10 $, wytwarza produkt, który jest sprzedawany za 100 $. Według Marksa, wyłącznie ta praca tego robotnika zwiększyła wartość surowców do 100 $. W ten sposób robotnik zasługuje na wynagrodzenie w wysokości 60 $ (20 $ za godzinę).

Jeśli robotnik jest zatrudniany przez właściciela fabryki, który płaci mu tylko 15 $ za godzinę, według Marksa te 5$, które dostaje właściciel fabryki, to po prostu pieniądze przywłaszczone. Właściciel fabryki nie zrobił nic, by zarobić te pieniądze i te 5 $, które otrzymuje jest “wartością nadwyżkową”, świadectwem wyzysku robotnika. Nawet narzędzia, zapewnione przez właściciela fabryki, zostały wg Marksa wyprodukowane z konieczności przez innych robotników.

Według laborystycznej teorii wartości, wszystkie zyski są prawowitymi zarobkami robotników i gdy są oddzielane od robotników przez kapitalistów, robotnicy są po prostu okradani. Na podstawie tej teorii Marks wezwał do eliminacji zysków, do przejęcia fabryk przez robotników i do obalenia “tyranii” kapitalizmu. Jego wezwanie do działania zostało podjęte w wielu krajach na całym świecie.

POCHODZENIE WARTOŚCI

Istnieją dwie z gruntu odmienne odpowiedzi na pytanie, skąd wywodzi się wartość. Według “wewnętrznej teorii wartości”, wartość jest zawarta w przedmiotach; pozostaje stała pomimo zmian popytu, upływu czasu i innych czynników i może być “obiektywnie określona” przez obliczenia oparte na pewnych podstawowych zasadach naukowych. Laborystyczna teoria wartości jest zdecydowanie efektem tego sposobu myślenia.

Innym podejściem jest teoria wymiany rynkowej. Według tej teorii wartość nie jest zawarta w produktach, lecz jest efektem wielu różnych ocen konsumentów. Według teorii wymiany rynkowej wartość zależy od upodobań ludzi: im bardziej cenią dany przedmiot i bardziej chcą nim handlować, tym więcej jest wart. Ta teoria jest podstawą wolnorynkowego kapitalizmu, któremu Marks ostro się sprzeciwiał.

Na pierwszy rzut oka, obie teorie mają sens. Generalnie, prawdą jest, że im więcej pracy włożone jest w produkt, tym więcej jest wart, ale jest również prawdą, że im więcej ludzi chce czegoś niezależnie od tego, ile pracy poszło na to, tym więcej jest to warte.

Która teoria jest właściwa? Obie naraz nie mogą, ponieważ prowadzą do diametralnie przeciwstawnych systemów ekonomicznych. Będziemy twierdzić, że teoria laborystyczna jest od podstaw zła, a rynkowa teoria wartości jest właściwa.

BŁĘDY W TEORII LABORYSTYCZNEJ

Założenie, że praca jest jedynym wyznacznikiem wartości jest trudna do zaakceptowania po prostu na gruncie zdrowego rozsądku i doświadczenia. Takie założenie ignoruje fakt, że wiele rzeczy w naturze, w które nie włożono żadnej pracy, np. widoki, czysta woda, kamienie szlachetne i minerały, mają wartość ekonomiczną. Teoria laborystyczna nie może z natury wyjaśnić faktu, że ludzie cenią niektóre przedmioty naturalne, takie jak diamenty, o wiele bardziej niż inne, np. liście.

Teoria laborystyczna nie bierze również pod uwagę zmieniających się preferencji konsumenta i względnego charakteru wartości. W czasach przed wynalezieniem samochodu podkowy były rzeczą bardzo wartościową, ale w społeczeństwie nie używającym koni są praktycznie bezużyteczne. Podobnie w społeczeństwie w którym ludzie mają dużo wolnego czasu, gry i sprzęt do rekreacji stają się ważne, natomiast w gospodarce, w której ludzie pracują prawie bez przerwy, by utrzymać się przy życiu, takie rzeczy mogą istotnie mieć wartość ujemną.

Teoria laborystyczna ignoruje również znaczenie czasu i miejsca. Dwudziestoletnie wino i wołowina we właściwym wieku są dużo bardziej przyjemne niż wino jednoroczne i wołowina za stara lub za młoda. Ropa naftowa na pustyni jest potencjalnie wartościowym zasobem, ale w zbiorniku wodnym albo na środku pola uprawnego jest zagrożeniem.

Chyba najcięższym błędem teoretycznym teorii laborystycznej jest to, że nie bierze pod uwagę tego, co ekonomiści nazywają preferencją czasową. Preferencja czasowa to powszechne, zdecydowane preferowanie towarów i usług tu i teraz, nie później. Konsumpcja obecna jest bardziej wartościowa niż konsumpcja w przyszłości.

Na przykład większość pracowników woli dostać zapłatę, gdy skończyli pracę, a nie wtedy, gdy ich produkty będą sprzedane, co może nastąpić miesiące później. Aby pracownicy dostali zapłatę teraz, a nie później, ktoś musi założyć za ich pensje, a ta usługa zdecydowanie ma wartość. Jednak zwolennicy teorii laborystycznej chcieliby to połączyć: pracownicy mieliby otrzymywać teraz pełna wartość ich produktów w przyszłości.

Ostatnim brakiem teoretycznym teorii laborystycznej jest błędne pojęcie wartości wysiłku. Szaleństwem jest twierdzenie, że każdy wysiłek daje coś wartościowego. Każdy z nas codziennie marnuje czas na bezowocnych czynnościach. Zrównoważyć pracę z automatycznym wytwarzaniem wartości to fałszywie implikować, że każdy wysiłek ludzki jest celowy i produktywny.

ABSURDY TEORII LABORYSTYCZNEJ

Teoria laborystyczna jest jeszcze bardziej absurdalna w praktyce. Jeżeli każda wartość wywodzi się z pracy, a wysiłek menedżera jest “pasożytniczy”, kto miałby zajmować się inwestowaniem czasu i pieniędzy niezbędnych do budowania fabryk, planowania rozwoju produkcji lub organizacji procesu produkcji? Jeśli wszystkie zyski są “wyzyskiem”, jaki bodziec ma ktokolwiek, by ryzykować inwestowanie w nowy i nie wypróbowany produkt czy usługę? Skąd weźmie się pieniądze na finansowanie nowych inwestycji w narzędzia?

Kraje komunistyczne nie zabroniły zysków. One po prostu przeniosły wszystkie zyski na państwo, które zazwyczaj wykorzystuje je do budowy potężnego aparatu wojskowego kosztem produkcji dóbr konsumpcyjnych.

Teoria laborystyczna jest z natury wroga konsumentowi. Pod rządem tej teorii, sprzedawcy są zmuszani do wyceniania wszystkich towarów według pracy, która jest w nie włożona, a nie według tego, na ile są poszukiwane przez konsumentów. W ten sposób sklepy nie mogą żądać wyższej ceny za stare zagraniczne wino, niż za tanie wino miejscowe (w oba włożono tyle samo pracy). To niewątpliwie stwarza nadwyżkę niewykwalifikowanej i marnej siły roboczej, a niedobór pracowników wykwalifikowanych, dokładnie taka sytuacja istnieje w krajach komunistycznych.

Teoria laborystyczna oznacza również koniec wszelkiej wolności ekonomicznej. Engels, uczeń Marksa, napisał: “Dla czystego społeczeństwa marksistowskiego, dobrowolna wymiana między jednostkami musi być zabroniona.” W społeczeństwie komunistycznym produkuje się to, co każą rządzący i konsumuje się te odrobiny, na które oni pozwolą. Jeśli nie podoba ci się to, możesz oczywiście przenieść się do obozu pracy przymusowej.

BŁĘDY METODOLOGICZNE

Najbardziej interesującymi błędami w teorii laborystycznej są błędy metodologiczne. Teoria laborystyczna wyrosła z dwóch niezwykle słabych metod badań ekonomicznych. Po pierwsze próbowała ustanowić zasady ekonomiczne badając tylko podaż, całkowicie ignorując zapotrzebowanie.

Co gorsza, cała teoria jest niesprawdzona. W całym pierwszym tomie “Kapitału”, gdzie Marks zaproponował teorię laborystyczną nie ma ani jednego dowodu “pozytywnego”. Marks oferuje za to fałszywe dowody “negatywne”, w których twierdzi:

Przesłanka nr 1 – pewien czynnik w produkcji towaru daje mu wartość (prawda);

Przesłanka nr 2 – tylko te rzeczy, w które człowiek włożył swoją pracę, mają wartość (fałsz);

Rozumowanie – Sprawdzić wszystkie czynniki wytwarzające produkt przez odrzucanie tych, które nie wytworzyły równej wartości w równej ilości i zakończyć na jednym czynniku – pracy. (arbitralne)

Konkluzja – praca musi być źródłem wartości (fałsz).

Marks obiecał, że przedstawi “pozytywny” dowód w trzecim tomie “Kapitału”. Jednak ta książka nie podaje dowodu “pozytywnego”, domyślnie odrzuca go. Marks twierdzi, że w produkcji istnieją dwa rodzaje kapitału, z których tylko jeden może wytworzyć “wartość nadwyżkową”. W ten sposób wymiana rzeczy równej wartości może mieć nierówne mieszanki tych dwóch rodzajów kapitału – to oznacza, że sama praca nie jest jedynym wyznacznikiem wartości.

CZY KAPITALIZM OZNACZA WYZYSK?

Teoria laborystyczna jest nonsensem zarówno w teorii, jak i w praktyce. Ignoruje wiele nie związanych z pracą czynników, które tworzą wartość ekonomiczną, jest oparta na nie sprawdzonych założeniach i prowadzi do ekonomicznego chaosu i politycznego niewolnictwa!

W przeciwieństwie do tego, wolny rynek opiera się na dobrowolnym obrocie. Jeśli pracownicy chcą pracować w fabrykach zamiast na swoich farmach czy produkować wyroby rzemieślnicze, to dzieje się tak z powodu tego, że wolą płace i warunki pracy w fabrykach.

Menedżer wnosi wielką wartość swoich zdolności organizacyjnych, przewidywanie i zdolności zarządzania. Ponieważ wartość nie jest owocem wyłącznie pracy, te zdolności są niezwykle wartościowe. Zyski to jego prawowite wynagrodzenie za ryzykowanie swoim kapitałem w niepewnym i zmieniającym się świecie.

Prawdziwy wolnorynkowy kapitalizm, wolny od interwencjonizmu państwowego, zakazów, subsydiów i protekcjonizmu, oznacza ekonomiczne powodzenie i wolność dla wszystkich. W rzeczywistości wolny rynek jest jedynym systemem ekonomicznym, który umożliwia konsumentom, a nie biurokratom zdecydowanie, co jest produkowane i po jakiej cenie.

Marks leży w grobie od ponad stu lat. Czas, by pochować również jego teorie!

Don Ernsberger
***
Dr Don Ernsberger jest wykładowcą historii i ekonomii w college’u.

Artykul opublikowany pierwotnie na Stronie domowej Włodzimierza Gogłozy

28 comments

  1. DysKordian

    Rozczarował mnie ten artykuł i to baaardzo.

    Istnieją dwie z gruntu odmienne odpowiedzi na pytanie, skąd wywodzi się wartość. Według “wewnętrznej teorii wartości”, wartość jest zawarta w przedmiotach; pozostaje stała pomimo zmian popytu, upływu czasu i innych czynników i może być “obiektywnie określona” przez obliczenia oparte na pewnych podstawowych zasadach naukowych. Laborystyczna teoria wartości jest zdecydowanie efektem tego sposobu myślenia.

    Skoro Ernsberger ograniczył się do krytyki marksowskiego wariantu LTW, nie biorąc w ogóle pod uwagę np. subiektywnego wariantu Smitha czy Hodgskina, to nic dziwnego, że wypisuje tego typu głupoty.

    Chyba najcięższym błędem teoretycznym teorii laborystycznej jest to, że nie bierze pod uwagę tego, co ekonomiści nazywają preferencją czasową.

    Kevin Carson, jak najbardziej zwolennik LTW, zajmuje się kwestią preferencji czasowej, wystarczy obadać trzeci rozdział Studies in Mutualist Political Economy.

    Na przykład większość pracowników woli dostać zapłatę, gdy skończyli pracę, a nie wtedy, gdy ich produkty będą sprzedane, co może nastąpić miesiące później. (…) Jeśli pracownicy chcą pracować w fabrykach zamiast na swoich farmach czy produkować wyroby rzemieślnicze, to dzieje się tak z powodu tego, że wolą płace i warunki pracy w fabrykach. (…) Jeżeli każda wartość wywodzi się z pracy, a wysiłek menedżera jest “pasożytniczy”, kto miałby zajmować się inwestowaniem czasu i pieniędzy niezbędnych do budowania fabryk, planowania rozwoju produkcji lub organizacji procesu produkcji? (…) Menedżer wnosi wielką wartość swoich zdolności organizacyjnych, przewidywanie i zdolności zarządzania. Ponieważ wartość nie jest owocem wyłącznie pracy, te zdolności są niezwykle wartościowe. Zyski to jego prawowite wynagrodzenie za ryzykowanie swoim kapitałem w niepewnym i zmieniającym się świecie.

    Oczywiście na pytanie, jak to się stało, że z jednej strony mamy nieliczną klasę kapitalistów (zdolnych w związku z tym do „inwestowania czasu i pieniędzy niezbędnych do budowania fabryk, planowania rozwoju produkcji lub organizacji procesu produkcji”), a z drugiej pozbawionych kapitału proletariuszy, Ernsberger już w ogóle nie odpowiada. Dla niego i innych „typowych libertarian”, tak już „po prostu” jest – wszak, jak uczą nas natchnione pisma Böhm-Bawerka i innych austriackich świętych, „powszechnie wiadomo”, że kapitalista kultywuje cnotę oszczędzania, podczas gdy robol wszystko przeżre i przepije. Ot, zdaniem „austriaków”, całe wyjaśnienie tajemnicy istnienia pracy najemnej i kapitalistycznego zysku. Niestety, od początku do końca bzdurne. Kevin Carson znakomicie rozprawił się z tego typu myśleniem we wspomnianym już, trzecim rozdziale Studies…:

    „The propertyless laboring classes, like the capitalists, just happened to be there; perhaps, like Topsy, they „just growed.”

    Over and against this supply of present goods stands, as Demand:–

    1. An enormous number of wage-earners who cannot employ their labour remuneratively by working on their own account, and are accordingly, as a body, inclined and ready to sell the future product of their labour for a considerably less amount of present goods….

    2. A number of independent producers, themselves working, who by an advance of present goods are put in a position to prolong the process, and thus increase the productiveness of their personal labour…

    3. A small number of persons who, on account of urgent personal wants, seek credit for purposes of consumption, and are also ready to pay an agio for present goods.14

    It was this inability of the first group to employ their labor remuneratively by working on their own account, Böhm-Bawerk explained, that made them dependent on the capitalist. Their lack of resources to tide them over until the completion of long-term production processes was the „sole” reason for their dependence.

    …in the loss of time which is, as a rule, bound up with the capitalist process, lies the sole ground of that much-talked-of and much-deplored dependence of labourer on capitalist…. It is only because the labourers cannot wait till the roundabout process… delivers up its products ready for consumption, that they become economically dependent on the capitalists who already hold in their possession what we have called „intermediate products.”15

    Why the laborers might lack individual or collective property in their means of production, or be unable through cooperative effort to mobilize their own „labor fund” in the production interval, Böhm-Bawerk did not say. Why the capitalists happened to be in possession of so much superfluous wealth, he likewise did not speculate. That the bulk of a nation’s productive resources should be concentrated in the hands of a few people, rather than those of the laboring majority, is by no means a self-evident necessity. Böhm-Bawerk himself accepted it as altogether unremarkable. For the cause of such an odd situation, therefore, we will have to look elsewhere than in his work.

    The answer lies not in economic theory, but in history. The existing distribution of property among economic classes, about which Böhm-Bawerk was so coy, is the historic outcome of State violence. We shall examine, in a later chapter, the process of primitive accumulation by which the laboring majority has been forcibly robbed of its property in the means of production, transformed into a propertyless laboring class, and since then prevented by law and privilege from obtaining unfettered access to capital.

    It will suffice for the moment to say that, although time preference no doubt holds true universally even when property is evenly distributed, the present after-effects of primitive accumulation render time-preference much steeper than it would otherwise be. Time preference is not a constant. It is skewed much more to the present for a laborer without independent access to the means of production, or to subsistence or security. Even the vulgar political economists recognized that the degree of poverty among the laboring classes determined their level of wages, and hence the level of profit.”

  2. Czytelnik

    „Skoro Ernsberger ograniczył się do krytyki marksowskiego wariantu LTW, nie biorąc w ogóle pod uwagę np. subiektywnego wariantu Smitha czy Hodgskina, to nic dziwnego, że wypisuje tego typu głupoty.”

    Widocznie nic o nich nie wiedział , po za tym skoro krytykuje marksistowskie LTW to chyba skupia się tylko na niej – więc nie rozumiem gdzie tu głupoty.

    „Oczywiście na pytanie, jak to się stało, że z jednej strony mamy nieliczną klasę kapitalistów (zdolnych w związku z tym do “inwestowania czasu i pieniędzy niezbędnych do budowania fabryk, planowania rozwoju produkcji lub organizacji procesu produkcji”), a z drugiej pozbawionych kapitału proletariuszy”

    No to już skutek interwencji państwa , ale szczerze mówiąc też mnie zastanawia czemu prawicowi libertarianie uważają obecny porządek ekonomiczny za naturalny skoro tak powszechny jest etatyzm. Już sama austriacka teoria cykli koniunkturalnych daje dużo do myślenia , o tym skąd takie nierówności.

    „Kevin Carson znakomicie rozprawił się z tego typu myśleniem we wspomnianym już, trzecim rozdziale Studies…:”

    A można by po polsku ??? Bo nadal nie rozumiem istoty LTW w wersji Carsona.

  3. DysKordian

    @Czytelnik

    Widocznie nic o nich nie wiedział , po za tym skoro krytykuje marksistowskie LTW to chyba skupia się tylko na niej – więc nie rozumiem gdzie tu głupoty.

    Tylko że gdyby nie dorobek (między innymi) Adama Smitha i nauczyciela Hodgskina, Davida Ricardo, Marks byłby nikim. Poza tym, marksowski wariant nigdy nie zdominował myśli socjalistycznej, więc wypadałoby przynajmniej dla porządku wspomnieć o istnieniu innych wersji LTW. A tak odnosi się wrażenie, czytając broszurę Ernsbergera, że poza mało sensownym, marksowskim wariantem nie istnieje inna LTW.

    A można by po polsku ??? Bo nadal nie rozumiem istoty LTW w wersji Carsona

    Trudno to wytłumaczyć w paru zdaniach (w Studies… Carson poświęcił LTW całe dwa rozdziały 🙂 ). Chodzi z grubsza o to, że LTW w wariancie Carsona nie tyle tłumaczy, jak obecnie tworzona jest wartość, co wyjaśnia, jakby to wyglądało na prawdziwie wolnym rynku. Relatywnie swobodny dostęp do kapitału wyeliminowałby pośrednictwo kapitalistów, dzięki czemu producent mógłby bezpośrednio dostarczać produkt/usługę na rynek i żądać zapłaty przynajmniej pokrywającej koszty produkcji. Jednak w praktyce, dzięki depczącej po piętach wolnej konkurencji, ceny oscylowałyby właśnie na poziomie zbliżonym do kosztów produkcji. Zbliżonym, ponieważ zwolennicy tego wariantu LTW zdają sobie sprawę, że ideału pod tytułem „koszt jest granicą ceny” raczej nie da się osiągnąć.

    W dużym skrócie, tak to właśnie wygląda.

  4. Trikster

    Przekopiuję, co kiedyś napisałem:

    David Ricardo, najwybitniejszy z klasyków i główny teoretyk laborystycznej teorii wartości, pisał:
    „Wartość towaru lub ilość innych towarów, za które można go wymienić, zależy od relatywnej ilości pracy niezbędnej do jego produkcji, nie zaś od większej albo mniejszej zapłaty, jaką płaci się za ową pracę”.
    Jednakże, od tej zasady mamy sporą liczbę wyjątków. Pisze o tym Bohm-Bawerk, wymieniając (głównie):
    a) dobra o nieelastycznej podaży (sam Ricardo wymienia tu posągi, obrazy, monety i rzadkie książki, a Eugen dodaje także ziemię oraz dobra, w wytworzenie których mamy do czynienia z patentem, prawem autorskim itd),
    b) dobra będące produktem wykwalifikowanej siły roboczej (przeciwstawiane tutaj produktom niewykwalifikowanej siły roboczej).
    Widać więc, że laborystyczna teoria wartości jest nieaplikowalna w części przypadków. Można zadać pytanie: kiedy jednak można ją stosować? Odpowiedzi udziela tu Kevin Carson, stwierdzając, iż jest ona jak najbardziej zasadna przy dobrach reprodukowalnych. Zaznaczał to również Mill. Można zatem stwierdzić, że laborystyczna teoria wartości mówi nie mniej, nie więcej, jak to, że w przypadku dóbr reprodukowalnych ich cena zbliża się w długim okresie do kosztów produkcji.
    Jednocześnie, subiektywna teoria wartości jest według mnie bardziej uniwersalna. Pokazuje to doskonale paradoks diamentu i wody. Otóż, od starożytności zastanawiano się, jak to się dzieje, że, choć woda jest dla ludzi zdecydowanie bardziej wartościowa niż diament, są oni skłonni więcej płacić za diament niż za wodę. Z odpowiedzą przyszli właśnie subiektywiści. Twierdzili oni, że człowiek wybiera pomiędzy określonymi ilościami jakiegoś dobra, np. litr wody i dziesięciokaratowy diament, a nie pomiędzy jakimś dobrem w ogóle. Wybór ten podyktowany jest sytuacją, w jakiej człowiek się znajduje – i zawsze prowadzi do osiągnięcia jak największej satysfakcji z wyboru. Jeśli zatem mieszkam w Warszawie i mam dostęp do wody, to wybiorę diament, jako że marginalna użyteczność wody jest dla mnie mniejsza niż marginalna użyteczność diamnetu. Jednakże, jeśli znajdę się na pustyni, to wybiorę wodę, bo jest mi ona potrzeba do przeżycia, a diament nie zda mi się na nic – w tym przypadku widać wyraźnie, że wartościowanie zależy od widzimisię człowieka, bo przecież na pewno znajdzie się jakaś osoba, która odda ostatnią szklankę wody za diament, nawet jeśli oznaczać to będzie jej śmierć.

    Z jednej strony to ludzkie widzimisię decyduje o wartości danego dobra, również kamienia szlachetnego. Trzeba zwrócić uwagę na to, że oszlifowane są zwykle „wartościowsze” z tego prostego powodu, że są ładniejsze i znajdujące zastosowanie w biżuterii, dlatego też zwykle znajdują się wyżej na skali wartości człowieka.
    Jednakże z drugiej, wydaje mi się, że laborystyczna teoria wartości jednak nie znajdzie tu zastosowania, bowiem nie mamy do czynienia z dobrem reprodukowalnym. Wydobycie kamienia szlachetnego jest bardzo trudne i kosztowne, zależne od wielu czynników, w tym informacji. Jest to więc ten typ dobra, którego podaż jest nieelastyczna.
    Zresztą, osobiście uważam, że laborystyczna teoria wartości jest dopełnieniem subiektywnej, która ma zastosowanie ZAWSZE.

    Laborystyczna teoria wartości (choć lepiej nazwać ją laborystyczną teorią ceny; proszę w końcu odróżnić te dwa pojęcia, bo wbrew temu, czego uczy nas język, w ekonomii to dwa zupełnie różne pojęcia) nie mówi nam, co wybieramy ani nie wyprowadza z wyboru żadnych implikacji. Oczywiście, wszystkie rzeczy powstały dzięki pracy innych osób. Dzieje się tak, gdyż praca jest nieodłącznym elementem produkcji (tak jak czas i ziemia), czyli bez pracy nie istniieje produkcja. Tak, nadal twierdzę, że praca nie tworzy wartości, jako że nie ma żadnego wpływu na wartość, jaką człowiek przypisuje danemu dobru. Człowiek nie zastanawia się, przy wyborze dobra, jaka ilość pracy została włożona w produkcję, tylko myśli, które dobro przyniesie mu największą satysfakcję (oczywiście wyznacznikiem satysfakcji mogą być bardzo różne rzeczy). Można ewentualnie powiedzieć, że praca wpływa na cenę danego dobra, dlatego laborystyczną teorię wartości nazywa się laborystyczną teorię ceny, co według mnie jest bliższe rzeczywistości.

  5. DysKordian

    @Trikster

    Zresztą, osobiście uważam, że laborystyczna teoria wartości jest dopełnieniem subiektywnej, która ma zastosowanie ZAWSZE.

    W sumie zgoda, zresztą podobnego zdania jest sam Carson: „On the labor theory of value, I don’t think it’s something that can really be proven. Rather, it and marginalism are alternative paradigms for explaining the same facts, to be picked up and set down depending on how useful they are for a particular purpose (like particle and wave theory).”

    Człowiek nie zastanawia się, przy wyborze dobra, jaka ilość pracy została włożona w produkcję, tylko myśli, które dobro przyniesie mu największą satysfakcję (oczywiście wyznacznikiem satysfakcji mogą być bardzo różne rzeczy)

    …w tym np. ilość pracy, jaka została przez wytwórcę włożona w produkcję? 😉 Chyba każdemu zdarzyło się dokonać w życiu wyboru, biorąc pod uwagę kryterium pracy, więc się chyba Krzysztofie trochę zagalopowałeś. W te wakacje zapłaciłem jednemu chłopaczkowi 5 zł za karykaturę nie dlatego, że mi efekt końcowy jakoś specjalnie przypadł do gustu (gość raczej nie zostanie drugim Witkacym), tylko właśnie ze względu na ilość pracy, jaką włożył w swoje dzieło.

    Ale dzięki za uzupełnienie 🙂 Nie wspomniałem w poprzednim poście, kiedy LTW (LTC?) ma zastosowanie, a kiedy nie, a to dość istotna kwestia.

  6. Dobrze Urodzony

    >Wydobycie kamienia szlachetnego jest bardzo trudne i kosztowne, zależne od wielu czynników, w tym informacji. Jest to więc ten typ dobra, którego podaż jest nieelastyczna.

    Elastyczność podaży mówi o tym, jak wrażliwa jest podaż na zmianę ceny dobra. Podaż ma być nieelastyczna wtedy, kiedy nie rośnie tak szybko, jak cena. Tylko, że niewiele z tego wynika. Wzrost ceny spowoduje zawsze wzrost podaży, a więc obroty wzrosną. Zawsze. Nie rozumiem, co to ma do laborystycznej teorii czegokolwiek.

  7. Czytelnik

    Czyli wieści o nieaktualności LTW są mocno przesadzone ??? bo już nie rozumiem. To która teoria jest bliższa prawdy ??? czy może obie w pewnym sensie się dopełniają ???

  8. Trikster

    Patrz wyżej: to odwołanie do Boehm-Bawerka, który uznał, że LTW nie może odnosić się do dóbr o nieelastycznej podaży.
    Inelastic supply – market situation where any increase or decrease in the price of a good or service does not result in a corresponding increase or decrease in its supply.

  9. Dobrze Urodzony

    Ewentualnie można do tego tak podejść, że niektóre dobra są tak niewyobrażalnie drogie, że nawet komuniści wpaść mogą w zwątpienie. Ale w przypadkach powyżej opisanych przyczyną tego są interwencje rządowe: skup wszelakich antyków przez państwowe muzea jako „dziedzictwo narodowe”, jak również represje wobec przedsiębiorców naruszających własność intelektualną.

    Ale to nic nie daje, że powiemy, że w jednych dobrach jest zaangażowanej pracy więcej, a w innych mniej; w jeszcze innych wcale jej nie ma (w kopiowanej informacji). Teoria laborystyczna jest dla mnie nie do zaakceptowania, ponieważ podważa kluczową rolę kapitału w wytwarzaniu dóbr, a co za tym idzie, postuluje przyporządkowanie go do pracy jako czegoś jej naturalnie należnego. Inną sprawą jest, jakie rodzaje własności czy przywilejów są uznawane, a co za tym idzie, jaką część wartości dobra ma stanowić wynagrodzenie za zaangażowanie kapitału w wytworzenie dobra, a inną całkowite podporządkowanie kapitału pracy. Nawet, jeśli Carson postuluje, że w warunkach anarchii to się tak samo zrobi, to nie będzie to , moim zdaniem, najlepsza wersja anarchii. Choć nie jest to też taka zupełna utopia.

  10. Czytelnik

    „Patrz wyżej: to odwołanie do Boehm-Bawerka, który uznał, że LTW nie może odnosić się do dóbr o nieelastycznej podaży.”

    Czyli jakich ??? , sorry nie znam się na ekonomicznym żargonie 🙂

  11. Dobrze Urodzony

    Czyli do takich, których nie dostaniesz dużo więcej, niezależnie od tego, jak dużo chciałbyś zapłacić. Według Rothbarda, wprowadzenie tego pojęcia nie ma zbyt wielu ciekawych implikacji.

  12. DysKordian

    @Dobrze Urodzony

    Teoria laborystyczna jest dla mnie nie do zaakceptowania, ponieważ podważa kluczową rolę kapitału w wytwarzaniu dóbr, a co za tym idzie, postuluje przyporządkowanie go do pracy jako czegoś jej naturalnie należnego.

    A kapitał w gotowej formie bozia z nieba zsyła? Stworzenie ogromnej ilości dóbr kapitałowych również wymaga pewnego nakładu pracy, której kapitalista sam z siebie zazwyczaj w ogóle nie dostarcza. On po prostu, na mocy gwarantowanych przez państwo przywilejów, staje się ich właścicielem – fakt, który umyka wielu „austriakom”. Macie w zwyczaju traktować stan posiadania kapitalistów jako coś „danego”, nie wymagającego w ogóle wyjaśnień, nie wspominając o analizie alternatywnych rozwiązań.

    Inną sprawą jest, jakie rodzaje własności czy przywilejów są uznawane, a co za tym idzie, jaką część wartości dobra ma stanowić wynagrodzenie za zaangażowanie kapitału w wytworzenie dobra, a inną całkowite podporządkowanie kapitału pracy

    To nie są inne sprawy, bo „kluczowa rola kapitału” ma swoje źródło właśnie w rozmieszczeniu i wielkości prywatnej własności. A ta z kolei w nadawanych i egzekwowanych przez państwo przywilejach.

    Nawet, jeśli Carson postuluje, że w warunkach anarchii to się tak samo zrobi, to nie będzie to , moim zdaniem, najlepsza wersja anarchii. Choć nie jest to też taka zupełna utopia.

    Lepsza „anarchia” kilkunastu landlordów i kapitalistów, trzymających ze mordę resztę społeczeństwa? I może tak kilka słów uzasadnienia?

  13. Dobrze Urodzony

    Austriacy mówią: wartość jest czymś subiektywnym. Laboryści natomiast, że pochodzi z pracy. Pierwsze drugiego nie wyklucza.

    Kapitał pochodzi z pracy, ponieważ celem pracy jest zaspokajanie swoich bieżących i przyszłych potrzeb, ale w danym momencie jest efektem przeszłej pracy, która nie została zaangażowana w zaspokajanie potrzeb bieżących w przeszłości. Inną rzeczą jest, czy rzeczywiście robotnik nie zaoszczędziłby więcej, gdyby płace były wyższe z powodu większego popytu na pracę i braku podatków w społeczeństwie leseferystycznym, a inną, czy dane, wyprodukowane już dobro ma być z założenia traktowane jako owoc jedynie bieżącej pracy, a kapitał stanowi jakiś nieistotny dodatek do niej.

    „Austriacy” zauważają problem przywilejów, a niektórzy są zdecydowani przeciwdziałać im. Trudno jednak zaprzeczyć, że kapitał to właśnie „coś danego”, czego powstanie najlepiej obrazuje baśń o koniku polnym i mrówce. W idealistycznym ujęciu, rzecz jasna.

    >I może tak kilka słów uzasadnienia?

    Cóż, nie jestem takim zwolennikiem austriackiej teorii własności, jak by się mogło wydawać. Tym bardziej nie zamierzam bronić trzymania za mordę kogokolwiek. Pisałem o tym sporo pod postem http://liberalis.pl/2008/12/30/jas-skoczowski-co-to-znaczy-ze-ktos-odbiera-komus-wolnosc-dla-libertarianizmu-i-anarchizmu. (jako Karoll)
    Celem tworzenia jakichkolwiek reguł prawnych jest porządkowanie życia i zapobieganie konfliktom. Jeżeli zniknie państwo, to stanie się to tym jaśniejsze, bo konflikty klasowe, etniczne czy jakiekolwiek inne nie będą mogły narastać i narastać aż do momentu rewolucji lub wojny domowej, ale będą wybuchać od razu. Utopijne jest twierdzenie, że cała ludzkość jest w stanie zaakceptować jeden jedyny sposób myślenia o własności; rolą przywódców w anarchii będzie jednoczenie i godzenie społeczeństwa, bo tego naprawdę w naszym świecie brakuje. Odnieść to można tak do mutualistów, jak i „Austriaków”.

  14. DysKordian

    @Dobrze Urodzony

    dane, wyprodukowane już dobro ma być z założenia traktowane jako owoc jedynie bieżącej pracy, a kapitał stanowi jakiś nieistotny dodatek do niej.

    Skoro kapitał stanowi efekt skumulowanej, przeszłej pracy – rzecz mocno podkreślana przez socjalistów różnej maści, z Marksem na czele – to skąd postulat, żeby traktować wyprodukowane dzięki niemu dobro jako owoc jedynie bieżącej pracy, a kapitał jako „nieistotny dodatek”? Nie widzę tu logicznego wynikania, a także związku z mutualizmem (czy socjalizmem ogólnie).

    Mutualiści podkreślają znaczenie pracy (użytkowania) nie w celu „pognębienia kapitału”, tylko raczej pognębienia tych, którzy chcą czerpać monopolistyczne zyski z posiadania i udostępniania kapitału niebędącego efektem ich skumulowanej, przeszłej pracy. Bez wątpienia odbije się to (negatywnie) na stopie zysku z zainwestowanego kapitału, ale już wniosek, jakoby takie podejście miało generalnie powodować trudności z zarządzaniem produkcją i zmniejszać satysfakcję płynącą z owoców swojej pracy, jest dla mnie totalnie naciągany (nawiązując do Twojego komentarza spod artykułu Jasia).

    Prędzej taki zarzut można wysunąć pod adresem kapitalizmu, w którym ogromna rzesza ludzi opłacana jest poniżej wartości wyprodukowanych przez siebie dóbr i odczuwa w związku z tym dużą frustrację. Co do kwestii zarządzania produkcją, to choćby różne projekty open source, realizowane w ramach np. The Foundation for P2P Alternatives pokazują, że można to (efektywnie) robić bez nadzoru kapitalisty z jednej strony i indywidualnego, ekskluzywnego dostępu do dużej ilości kapitału z drugiej. Zresztą, trudno nawet porównywać zarządzanie produkcją na kapitalistyczną modłę z pomysłami socjalistów, skoro realny kapitalizm zawsze był i jest wspomagany przez państwo – wliczając w to duży stopień amortyzacji skutków błędnych, irracjonalnych decyzji odnośnie alokacji zasobów, które nieuchronnie pojawią się wraz z oddzieleniem własności od użytkowania.

    Utopijne jest twierdzenie, że cała ludzkość jest w stanie zaakceptować jeden jedyny sposób myślenia o własności

    A kto tak twierdzi? Ja na pewno nie.

  15. Dobrze Urodzony

    Istnieje taka aktywność człowieka, którą trudno określić jako rodzaj pracy, a ma dla funkcjonowania gospodarki niebywałe znaczenie. Jest to inwestowanie. Czynność ta związana jest z własnością i stopą procentową. Pojedynczy człowiek może zadecydować w obrębie zarządzania własną pracą, że będzie ją angażował w coś, co przyniesie mu zysk w jakimś bardzo oddalonym czasie, na przykład zbudować sobie dom.

    Ale w działaniach na większą skalę pojawia się pewien element, którego nie sposób ominąć: ryzyko. Ten, kto pożycza drugiemu pieniądze, ryzykuje, że nie zostaną oddane. A więc jego praca, która została „zmagazynowana” w postaci pieniędzy (nie wiem, czy socjaliści uznają taki proces), nie przyda się nikomu, nie przyniesie korzyści, zostanie zmarnowana.

    Inna składowa stopy procentowej to preferencja czasowa. Rzeczywiście, ktoś, kto ma więcej pieniędzy, może mieć większą skłonność do oszczędzania. Ale nie zmienia to faktu, że dla każdego jest to sprawa ważna. Uwarunkowana również przez kulturę. Rozwijanie w sobie wzorców kulturowych sprzyjających oszczędzaniu również trudno, moim zdaniem, nazwać pracą.

    Jest tak dlatego, bo można przerwać pracę i żyć z kapitału, zajmując się dwoma powyższymi aktywnościami, czyli:
    1) inwestować w przedsięwzięcia innych ludzi, w których szansa powodzenia jest odpowiednio wysoka w odniesieniu do stopy procentowej
    2)oszczędnie żyć, choć może to wśród współczesnych spekulantów nie tak częste.

    Oczywiście, życie spekulanta jest zyskowne na tyle, na ile społeczeństwo zaakceptuje jego własność.

  16. Dobrze Urodzony

    Na tym w ładzie leseferystycznym polegałoby życie emeryta. Obecnie jest on ograniczony, szczególnie w polskich warunkach, do zaciskania pasa.

  17. DysKordian

    @Dobrze Urodzony

    Istnieje taka aktywność człowieka, którą trudno określić jako rodzaj pracy, a ma dla funkcjonowania gospodarki niebywałe znaczenie. Jest to inwestowanie. Czynność ta związana jest z własnością i stopą procentową.

    Jeśli własność bierze się z użytkowania, to inwestowanie jakiejś jej części jak najbardziej ma związek z pracą. Jeśli masz na myśli absolutną własność prywatną, która nie zakłada occupancy and use, to mogę się jeszcze zgodzić. Tylko że, przypominam, przedmiotem dyskusji nie jest ekonomia realnego kapitalizmu, feudalizmu i innych systemów społeczno-gospodarczych, uznających taki rodzaj własności. Komentowany artykuł odnosi się do LTW i rozwiązań socjalistycznych, i na tym proponuję poprzestać

    Ale w działaniach na większą skalę pojawia się pewien element, którego nie sposób ominąć: ryzyko. Ten, kto pożycza drugiemu pieniądze, ryzykuje, że nie zostaną oddane

    W działaniach na większą skalę kapitał równie dobrze można angażować kolektywnie, poprzez spółdzielnie, kooperatywy czy banki mutualne.

    Rozwijanie w sobie wzorców kulturowych sprzyjających oszczędzaniu również trudno, moim zdaniem, nazwać pracą

    Eee? Człowiek żyje w określonej kulturze i określoną kulturą, co oznacza, że większość wzorców postępowania czerpie z otoczenia, np. biorąc się za lekturę książki, która zachęca do oszczędzania. Kultury bozia z nieba też nie zsyła, ktoś jej „części składowe” musi wytwarzać/powielać, co zawsze w jakimś stopniu wiąże się z pracą (wspomniana książka sama się przecież nie napisała). Nawet „samorodki” najczęściej dochodzą do określonych rozwiązań metodą prób i błędów, użytkując jakieś rzadkie zasoby (choćby ciało). Czym to jest, jeśli nie pracą?

    Na tym w ładzie leseferystycznym polegałoby życie emeryta

    Podobnie jak w sytuacji „działań na większą skalę”, także w tym przypadku zadanie zapewnienia emerytom godziwej starości mogłyby brać na siebie kolektywy (np. jakieś towarzystwa samopomocy, rodzina, przyjaciele itp).

    Duża, indywidualna własność prywatna naprawdę nie musi być warunkiem społecznego dobrobytu.

  18. Czytelnik

    „Na tym w ładzie leseferystycznym polegałoby życie emeryta. Obecnie jest on ograniczony, szczególnie w polskich warunkach, do zaciskania pasa.”

    W ładzie leseferystycznym gdzie waluta miałaby 100% pokrycie w kruszcu , wartość pieniądza nawet w tej przysłowiowej skarpecie rosła by z roku na rok w wyniku deflacji cenowej. Więc nie wiem czy ludzie potrzebowali by pośredników finansowych tak jak to jest dzisiaj.

  19. Dobrze Urodzony

    Co do inwestowania, to uważam, że w takim kształcie, jak dziś istnieje, jest uzasadnione moralnie przez istnienie własności. I właśnie o to chodzi, że nie chcę się tu ograniczać, ale spojrzeć szerzej. Na tyle, na ile społeczeństwo akceptuje własność, możliwe jest inwestowanie w kapitalistycznym sensie. I na tyle laborystyczna teoria nie ma zastosowania. Jeszcze raz powracam do wcześniejszej myśli: według „Austriaków” wartość jest czymś subiektywnym. Ja idę tu nieco dalej, by stwierdzić, że czymś subiektywnym jest również własność czy posiadanie. A skoro tak, to wartość ta nie musi być związana z pracą.

    Co więcej, z obserwacji współczesnej rzeczywistości wynika, że kupujemy raczej to, co jest najtańsze, a nie to, co powstało w jakiś wolny od wyzysku sposób. Może nie ma jakiejś rzetelnej informacji o tym, ale informować wszak nikt nie zabrania. Wielka własność i przywileje, które decydują o tym, ze te konkretne produkty są tańsze, również zyskują społeczne poparcie. Brak rewolucyjnej świadomości to problem, którego istnienie dowodzi, że sztuczne, arbitralne konstrukcje własnościowe nie są dla umysłów ludzkich przekonujące. Wolą już, aby wszystko pozostało po staremu.

    Że wyrażę się jaśniej: zalegalizujmy kradzież. Dlaczego? Bo jest ona pojęciem równie subiektywnym, jak każde inne z dziedziny moralności. Według mutualistów własność to kradzież, według innych właśnie posiadanie jest moralnie wątpliwe. Szerokie masy chcące okradać innych w ich własnym rozumieniu tego słowa muszą sobie tylko znaleźć autorytet, który to uzna i będzie ich przedstawicielem w razie konfliktu.

    Nie chciałbym, aby rozumieć to jako przyzwolenie na „prawo siły”, raczej jako uznanie faktu, że argumenty za kontrolowaniem jakiejś rzeczy materialnej mogą być różne, o czym pisałem pod wyżej wspomnianym postem.

    >W działaniach na większą skalę kapitał równie dobrze można angażować kolektywnie, poprzez spółdzielnie, kooperatywy czy banki mutualne.

    Ale taki bank mutualny musiałby utrzymywać stałą podaż pieniądza, jeśli nie chciałby doprowadzić do powstania cyklu koniunkturalnego w obrębie gospodarki posługującej się jego walutą. A skoro tak, to musiałby zachęcać jakoś ludzi do lokowania u siebie funduszy. Jeśli nie stopą procentową, to jakimś przekonującym apelem o potrzebie wzajemnej pomocy. Nie uważam, aby zawsze mogło to być dobre rozwiązanie, to po prostu zależy, na co by takiemu bankowi były potrzebne te pieniądze. Jeśli na obronę narodową, to może by to miało sens, ale niestety, w innych, codziennych decyzjach ludzie bywają zabójczo interesowni. Własna korzyść jest fundamentem ludzkiego funkcjonowania, w budowaniu teorii ekonomicznych nie można tego pomijać, trzeba budować na tym fundamencie.

    >Kultury bozia z nieba też nie zsyła, ktoś jej “części składowe” musi wytwarzać/powielać, co zawsze w jakimś stopniu wiąże się z pracą (wspomniana książka sama się przecież nie napisała)

    Nie z pracą, tylko z komunikacją. Własność intelektualna zrobiła z artysty rzemieślnika. Jednak informacja rządzi się zupełnie innymi prawami niż obiekty fizyczne. Nie ma pracy artysty w wartości książki, którą czytam. Jest wartość wynikająca z pracy osoby, która mi możliwość przeczytania udostępnia, a więc fizycznie drukuje ją. I jest też wartość wynikająca z możliwości poznania myśli artysty – nie jego pracy.

    Różnica jest kolosalna. Myśli nie mogą być sprzedawane, bo powstają zawsze z innych myśli. Jeśli są sprzedawane, to upodabniają się do rzeczy – stają się powtarzalne, jednorodne, przewidywalne. I wcale nie dążą do obniżania stopy preferencji czasowej.

    >Duża, indywidualna własność prywatna naprawdę nie musi być warunkiem społecznego dobrobytu.

    Tylko, że naprawdę indywidualna własność nie może być zbyt duża. To właśnie spółdzielnia ma szansę stać się większym przedsiębiorstwem, niż firma należąca do jednej osoby. Naprawdę duże firmy współczesne nie są posiadane przez nikogo indywidualnie – rządzą akcjonariusze. Według mnie, problemem jest rozmycie odpowiedzialności, związane z istnieniem osób prawnych.

  20. DysKordian

    @Dobrze Urodzony

    Co do inwestowania, to uważam, że w takim kształcie, jak dziś istnieje, jest uzasadnione moralnie przez istnienie własności

    O ile uznajemy za moralne istnienie własności w takim kształcie.

    I właśnie o to chodzi, że nie chcę się tu ograniczać, ale spojrzeć szerzej. Na tyle, na ile społeczeństwo akceptuje własność, możliwe jest inwestowanie w kapitalistycznym sensie. I na tyle laborystyczna teoria nie ma zastosowania.

    Owszem, LTW/LTC nie ma zasadniczo zastosowania w realiach gospodarki państwowo-kapitalistycznej. Ricardo, Smith, Hodgskin, Tucker – wszyscy oni wskazywali na monopolistyczne przywileje, gwarantowane przez państwo (z absolutną własności prywatną na czele), jako czynniki poważnie zakłócające proces kształtowania się cen w okolicach kosztów produkcji. Oczywiście, zgoda, choćby bierna większości społeczeństwa ma ogromne wpływ na sprawność egzekwowania tych przywilejów (które z kolei wpływają na wartościowanie, tak w wymiarze indywidualnym, jak i kolektywnym – takie samonapędzające się perpetuum mobile, pytanie tylko, jak duży udział jest w tym wszystkim całkowicie, z subiektywnego punktu widzenia, dobrowolnych decyzji?), co jednak nie podważa zasadniczo tezy o ich monopolistycznym charakterze – dopóki państwo gwarantuje ich ochronę, z użyciem środków przymusu bezpośredniego włącznie.

    to wartość ta nie musi być związana z pracą

    Oczywiście, że nie. Zresztą, ja wcale nie proponuję jakiegoś moralnego uzasadnienia np. posiadania, nie chcę absolutyzować tej idei na gruncie etycznym. Bliższe jest mi raczej utylitarystyczne podejście, przefiltrowane przez indywidualizm.

    Może nie ma jakiejś rzetelnej informacji o tym, ale informować wszak nikt nie zabrania

    Niby nie, ale temat obiegu informacji w naszych kapitalistycznych społeczeństwach dość konkretnie przemaglował np. Chomsky i wnioski wyciągnął takie, że i tu panują ściśle oligarchiczne stosunki, skazujące wiele radykalnie krytycznych wobec status quo głosów na informacyjny niebyt lub krążenie gdzieś na marginesie głównego nurtu.

    Wielka własność i przywileje, które decydują o tym, ze te konkretne produkty są tańsze, również zyskują społeczne poparcie

    Wiesz, mi się wydaje, że jednak „poparcie” w świecie tak zniewolonym, w wielu przypadkach jest co najmniej dyskusyjne.

    Brak rewolucyjnej świadomości to problem, którego istnienie dowodzi, że sztuczne, arbitralne konstrukcje własnościowe nie są dla umysłów ludzkich przekonujące. Wolą już, aby wszystko pozostało po staremu

    No więc trzeba toczyć wojnę informacyjną, dzień po dniu… 🙂

    Że wyrażę się jaśniej: zalegalizujmy kradzież. (…) Nie chciałbym, aby rozumieć to jako przyzwolenie na “prawo siły”, raczej jako uznanie faktu, że argumenty za kontrolowaniem jakiejś rzeczy materialnej mogą być różne, o czym pisałem pod wyżej wspomnianym postem.

    Taka postawa mi się podoba 🙂

    Na resztę odpowiem, na ile pozwoli mi czas, jutro.

  21. DysKordian

    C.D.

    Ale taki bank mutualny musiałby utrzymywać stałą podaż pieniądza, jeśli nie chciałby doprowadzić do powstania cyklu koniunkturalnego w obrębie gospodarki posługującej się jego walutą. A skoro tak, to musiałby zachęcać jakoś ludzi do lokowania u siebie funduszy. Jeśli nie stopą procentową, to jakimś przekonującym apelem o potrzebie wzajemnej pomocy.

    Oczywiście, masz rację. Tylko że Twoja uwaga jest cokolwiek trywialna – warunek „zachęcenia jakoś ludzi” musiałaby spełnić generalnie każda instytucja na wolnym rynku, żeby móc działać 🙂 Tak banki mutualne, jak i banki oferujące 100% pokrycie w złocie. Co jak co, ale wydaje mi się, że banki mutualne – jeżeli rzeczywiście, jak to sobie wykoncypowali mutualiści, utrzymywałyby oprocentowanie kredytów na poziomie kosztów administracyjnych (+- 1%) i byłyby tworzone przez samych pracowników na zasadzie wzajemnej pomocy – miałyby większą szansę zdobyć popularność wśród ludzi gorzej sytuowanych, niż bankowość oparta na złocie (choćby dlatego, że nabycie złota wymaga posiadania jakiejś, raczej niemałej, ilości kapitału – coś, czego tym ludziom właśnie brakuje). Podobne pomysły są już wszak realizowane, vide projekt mikro-kredytu noblisty z Bangladeszu, Mohammeda Yusufa (inspirował się m.in. Proudhonem). Odrębna kwestią jest to, na ile takie inicjatywy stwarzają obecnie perspektywy na zdobycie gospodarczej niezależności od państwa i kapitalistów. Ja nie jestem takim hurraoptymistą, jak niektórzy klasycy mutualizmu i uważam, że potrzebne jest bardziej kompleksowe działanie. Ingerencje państwa od czasów Tuckera „trochę” posunęły się do przodu i same banki mutualne z pewnością nie wystarczą (zresztą sam Tucker pod koniec życia zwątpił, czy da się pokojowo, oddolnie rozwalić korporacyjny kapitalizm).

    Własna korzyść jest fundamentem ludzkiego funkcjonowania, w budowaniu teorii ekonomicznych nie można tego pomijać, trzeba budować na tym fundamencie.

    Tylko że własna korzyść nie musi oznaczać egocentryzmu, a wręcz może się objawiać w altruistycznych działaniach. Kapitalizm nie tylko nie dostarcza, ale wręcz niszczy bodźce sprzyjające takiemu ukierunkowaniu; ale to nie oznacza, że każdy system społeczno-gospodarczy wpływa w ten sposób na „ludzką naturę”. Skoro przy socjalistach jesteśmy, to Piotr Kropotkin dostarczył w „Pomocy Wzajemnej” niemało przykładów na poparcie tej tezy. Współcześnie ponoć część psychologów społecznych, ewolucyjnych i etologów (Kropotkin analizował też świat zwierząt) potwierdziło jego wnioski (zaznaczam: info z drugiej ręki, więc proszę tego nie traktować jako prawdy objawionej).

    Nie z pracą, tylko z komunikacją. Własność intelektualna zrobiła z artysty rzemieślnika. Jednak informacja rządzi się zupełnie innymi prawami niż obiekty fizyczne. Nie ma pracy artysty w wartości książki, którą czytam. Jest wartość wynikająca z pracy osoby, która mi możliwość przeczytania udostępnia, a więc fizycznie drukuje ją. I jest też wartość wynikająca z możliwości poznania myśli artysty – nie jego pracy

    Jednak bez aktu przelania tych myśli na papier (co wymaga pracy) lub inny, mniej lub bardziej materialny nośnik informacji, nigdy nie poznałbyś tych myśli. Nawet gdybyś autora tylko o nie zapytał, to musiałby on użyć rzadkiego zasobu jakim jest jego ciało (usta i struny głosowe), żeby móc Ci je przekazać.

    Myśli nie mogą być sprzedawane, bo powstają zawsze z innych myśli. Jeśli są sprzedawane, to upodabniają się do rzeczy – stają się powtarzalne, jednorodne, przewidywalne. I wcale nie dążą do obniżania stopy preferencji czasowej.

    Ależ one wcale nie muszą być sprzedawane. Cory Doctorow pokazał, że pisarz jest w stanie utrzymać się z darmowej dystrybucji swoich dzieł, licząc jedynie na dobrowolne datki czytelników. I mutualiści się takiej, nazwijmy to, filantropii bynajmniej nie sprzeciwiają – wręcz przeciwnie 🙂

    Tylko, że naprawdę indywidualna własność nie może być zbyt duża. To właśnie spółdzielnia ma szansę stać się większym przedsiębiorstwem, niż firma należąca do jednej osoby

    Jeżeli będzie zachowany warunek occupancy and use, to własność takiej spółdzielni nie będzie przekraczała owoców zagregowanej pracy jej członków. Względnie można jeszcze odwołać się do pomysłu uspołecznienia, jaki pojawił się kiedyś na cia.bzzz.net a propos dyskusji nt. przyszłości służby zdrowia (już linkowałem, chyba nawet w dyskusji z Twoim udziałem) – spółdzielnia pracownicza z udziałem własności samorządowej – żeby spółdzielnie nie rozrastały się kosztem własności innych osób. Oczywiście, muszą jeszcze powstać te „prawdziwe”, oddolne samorządy, żeby ta idea „zaskoczyła”.

  22. DysKordian

    Nie znałem tego wcześniej, jeszcze nie zdążyłem się przekopać przez wszystkie projekty z p2pfoundation.net. Trochę tego jest 🙂 Wielkie dzięki za te linki, inicjatywa jak najbardziej godna uwagi!

  23. Czytelnik

    Tak ogólnie to o co chodzi z tym P2P ??? Domyślam się trochę ale nie znam szczegółów 🙂

  24. fender

    w gazetce jednego z kół naukowych na moim wydziale przeczytałem właśnie o tzw. social lendingu, który miałby stać się alternatywą dla obecnego centralnie planowanego systemu socjalizmu bankowego(głównie za sprawą tańszych kredytów i wyższego oprocentowania depozytów). wydaje mi się, że jedyną przeszkodą, która stoi obecnie na jego drodze rozwoju i wyparcia istniejącego systemu jest nieudolność państwowego sądownictwa i fakt, że sądy często nie uznają dobrowolnie zawartych umów za ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *