William Anderson

William Anderson: Siedem błędów ekonomicznych: błąd twierdzenia, że pieniądze są bogactwem

W ramach serii „7 błędów ekonomicznych” omówiłem już błędy „wspólnych terminów” oraz „kompozycji”. Teraz zaś przejdę do trzeciego błędu, mianowicie tego, że pieniądze są bogactwem. Prezes FEE, Lawrence Reed pisze:

XVII-wieczni merkantyliści wynieśli ten błąd na szczyt narodowej polityki. Wciąż nachyleni nad układaniem w stosy zasobów złota i srebra, toczyli wojny z sąsiadami i grabili ich skarby. Skoro Anglia była bogatsza niż Francja, według merkantylistów działo się tak dlatego, że Anglia miała w swoim posiadaniu cenniejsze metale, które zwykle były znaczące dla królewskich skarbców.

Ów niemądry pogląd obalił Adam Smith w swoim Bogactwie Narodów (The Wealth of Nations). Ludzie są zamożni do tego stopnia, do jakiego posiadają dobra i usługi, nie zaś pieniądze, oświadczył Smith. Wszystkie pieniądze świata – papierowe czy metalowe – nie zmienią faktu, że człowiek głoduje, jeżeli dobra i usługi nie są dostępne. Błąd „pieniądze są bogactwem” jest utrapieniem wynikającym z bzika na punkcie waluty. Od czasów Johna Lawa do Johna Maynarda Keynesa wielkie populacje w pogoni za tą iluzją przesadnie zawyżały poziom cen w gospodarce, popadając w ruinę. Nawet dzisiaj słyszymy lamenty typu „potrzebujemy więcej pieniędzy”, chociaż monetarne władze rządowe produkują pieniądze masowo w liczbach rzędu dwucyfrowego.

Dobry ekonomista rozpozna, że tworzenie pieniędzy nie jest drogą na skróty do bogactwa. Jedynie produkcja cennych dóbr i usług na rynku, który odzwierciedla życzenia konsumenta, może złagodzić ubóstwo i rozpropagować powodzenie.

Powyższe słowa nadal są prawdziwe, choćby tylko z tego względu, że nasi polityczni i finansowi ”liderzy” chcą, abyśmy sądzili, iż są w stanie uporać się z obecną recesją, jeśli System Rezerw Federalnych wytworzy finansową „płynność.” Toteż widzimy, że FED robi co tylko może, by wpompować więcej pieniędzy w gospodarkę.

Jedną z przyczyn, dla których twierdzenie, że „pieniądze są bogactwem” tak długo funkcjonowało, jest fakt, że wielu ludzi – włącznie z akademickimi ekonomistami – pada ofiarą innego błędu, błędu kompozycji (omówionego w zeszłym tygodniu). W przypadku pieniędzy jest to szczególnie szkodliwe.

Załóżmy, na przykład, że mam w domu prasę drukarską, która może produkować fałszywe pieniądze, trudne do odróżnienia od prawdziwych. Mógłbym drukować ogromne ilości tych pieniędzy i kupować wszystko, czego zapragnę. Bez wątpienia ja będę lepiej sytuowany (jeśli tylko władze nie odkryją, co robię), ale inni będą przez to w gorszej sytuacji.

Pierwszą i najważniejszą sprawą jest natura pieniędzy. Pieniądze są dobrem używanym do handlu innymi dobrami. Dzięki temu zaś, że ułatwiają i rozwijają handel, pieniądze stanowią dochodowe aktywa.

Jednakże, jak to dobrze rozumiał Adam Smith, pieniądze same w sobie nie są bogactwem; są za to towarem, którego używamy, aby uzyskiwać bogactwo. (Kawałki wyprodukowanego przez rząd zielonego papieru nie kwalifikują się jako „pieniądze” w sensie historycznym. Monopol rządu na produkcję pieniądza doprowadził do jego deprecjacji.)

Po drugie, pieniędzmi kierują te same prawa ekonomiczne, które rządzą wszystkimi innymi towarami. Im więcej pieniędzy się wytwarza, tym mniejsza jest ich marginalna wartość. (Inaczej mówiąc, pieniądze zależą od prawa zmniejszania marginalnego pożytku.) Wielu ekonomistom umknął ten istotny aspekt pieniądza.

W ramach typowych zajęć uniwersyteckich pieniądze opisuje się jako zmienną ilościową. Podwój ilość pieniędzy, a „poziom cen” również się podwoi, jednak monetarny wzrost nie spowoduje przy tym żadnej rzeczywistej szkody. Inne naukowe modele odnotowują, że wzrost ilości pieniędzy powiększy ilość bogactwa (czyli „produkt krajowy brutto”), nawet jeśli podniesie on również „poziom cen”.

Mimo iż łatwo uczyć o takich modelach (i używać ich do rozwiązywania zadań matematycznych), to jednak są one w najlepszym wypadku niedokładne, zaś w najgorszym „niebezpieczne”. Nie wykazują bowiem, co tak naprawdę się dzieje, kiedy wzrasta ilość pieniędzy w gospodarce. Jeżeli proces tworzenia coraz większej ilości pieniędzy za pomocą dekretu (co zwie się inflacją) nie zostanie powstrzymany i będzie nadal trwać, tak jak to było podczas minionej dekady, to nie tylko marginalna wartość pieniądza spadnie, ale wzrost ilości pieniędzy wywoła niezrównoważony rozwój gospodarki, który ostatecznie zakończy się bankructwem.

Ten proces powtarzał się wielokrotnie, co pokazuje, że większość decydentów nie rozumie, iż pieniądze nie są bogactwem. W dalszym ciągu niczego się nie nauczyli.

William Anderson
***
Tłumaczenie: Katarzyna Jurak
Tekst ukazał się wcześniej na stronach Fundacji PAFERE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *