Ron Paul

Ron Paul: Pieniądz porządny to pieniądz złoty

Na niwie ekonomii, najdonioślejszymi wydarzeniami dwudziestego wieku z pewnością były: odejście od parytetu złota oraz utworzenie potężnego banku centralnego. W ten sposób, pomimo przestróg Ojców Założycieli, którzy jak mogli ostrzegali przed zalewem papierowego pieniądza, Stany Zjednoczone popadły w głęboki kryzys, pociągając za sobą wiele krajów świata. Ustanowienie w roku 1913 banku centralnego – Systemu Rezerwy Federalnej (FED) – w połączeniu z odrzuceniem oparcia waluty na złocie spowodowały, że wzrost światowego zadłużenia osiągnął stan, o jakim nie słyszano na przestrzeni całej historii ludzkiej cywilizacji.

Nie podlegający wymianie dolar, który od roku 1945 służy jako waluta akumulacyjna i rezerwowa w większości państw świata sprawił, że niemożliwe do wyobrażenia stało się osiągnięcie budżetu bez inflacji i deficytu na gigantyczną skalę. Dziś zjawisko to osiąga rozmiary tak przerażające, że wszyscy się do tego przyzwyczaili; należy jednak pamiętać, że nie miałoby to miejsca, gdyby w 1913 roku określone grupy nacisku zainteresowane wprowadzeniem papierowego pieniądza nie doprowadziły do powstania Systemu Rezerwy Federalnej.

Ameryka wciąż musi płacić za ekstrawagancki sposób życia mimo coraz bardziej wyraźnych oznak głębokiej zapaści gospodarczej. Ponieważ zaś kwestie praw indywidualnych, polityki zagranicznej i monetarnej są tak naprawdę ze sobą powiązane i wzajemnie na siebie oddziaływują, kiedy przychodzi kryzys musimy wszyscy wziąć się za odzyskanie i odbudowę systemu wartości, który Ojcowie Założyciele opracowali dla nas 200 lat temu. Dla osiągnięcia w następnych dziesięcioleciach pozytywnych rezultatów w tej materii, niezbędne jest dogłębne przestudiowanie i zrozumienie zasad działania także systemu, w oparciu o który funkcjonuje nasza waluta.

Konstytucja a pieniądz

Konstytucja wymienia i dopuszcza dwa rodzaje pieniędzy: złoty i srebrny. Istnienie pieniądza papierowego, podobnie zresztą jak banku centralnego w ogóle nie jest w niej przewidziane. O ile wśród uprawnień Kongresu wprost wymienia ona prawo do bicia monety (Artykuł I, Dział A), o tyle nie ma w niej nic o analogicznym prawie do tworzenia pieniądza fiducjarnego. Protokoły debat odbywanych podczas Konwencji Konstytucyjnej dostarczają jasnego dowodu, że projekt zakładający „emisję biletów kredytowych” (czyli niewymienialnego pieniądza nie mającego oparcia na dobrach materialnych) został w całości odrzucony. Zresztą nawet bez tej decyzji autorów ustawy zasadniczej Kongres i tak nie mógłby samowolnie wprowadzić papierowej waluty (tak jak to obecnie czyni), ponieważ Dziesiąta Poprawka wyraźnie stwierdza, że nie może on przypisać sobie uprawnień nie powierzonych mu przez Konstytucję, które w związku z tym przynależą bądź poszczególnym stanom, bądź ludowi. A w Sekcji 10 pierwszego artykułu Konstytucja mówi, że poszczególnym stanom nie wolno bić monet i emitować banknotów oraz uznawać za ustawowe środki płatnicze jakichkolwiek środków poza złotą lub srebrną monetą.

Dokładnie z tych samych powodów, dla których odrzucone zostały gwarancje dotyczące praw indywidualnych, ignoruje się w naszych czasach także postanowienia i wskazówki Ojców Założycieli co do systemu pieniężnego.

Gdy Ojcowie spotkali się na Kongresie w Filadelfii by stworzyć Konstytucję, przywieźli ze sobą świeże wspomnienia niedawnego kryzysu, jaki wywołała zapaść kontynentalnego dolara. „Tyle wart co kontynentalny” – takie krążące wówczas powiedzenie doskonale oddaje rzeczywistość, w jakiej znaleźli się uczestnicy Kongresu. To właśnie galopująca inflacja ówczesnego dolara, w połączeniu z istnieniem barier utrudniających handel między stanami były dwoma głównymi powodami, dla których doszło do jego zwołania. Wielu dzisiejszych adwokatów i zarazem beneficjentów inflacji próbuje nam wmówić, że intencje autorów Konstytucji odnośnie systemu monetarnego były tak naprawdę inne, że źle je odczytujemy, ale przecież wiemy doskonale że czynią tak dlatego, iż błędna interpretacja służy po prostu ich partykularnym interesom.

Zwróćmy uwagę na pewien bardzo interesujący szczegół: otóż w ramach tego samego paragrafu, który mówi o prawie Kongresu do bicia monety, zawarte są również postanowienia co do ustalania przezeń standardów miar i wag. Widać zatem wyraźnie że założeniem było, by system monetarny ściśle związać z określaniem dokładnej wagi i zawartości złota i srebra w pieniądzu. Niestety zdanie owo: „określać ich (monet) wartość”, stało się na przestrzeni dwudziestego wieku przedmiotem niezliczonych nieporozumień i manipulacji.

Liderzy polityczni i sędziowie zdecydowali się na mylną wykładnię przywołanej wyżej frazy po to, by umożliwić kontrolowanie siły pieniądza za pomocą inflacji, co stanowi całkowite zafałszowanie intencji Ojców Założycieli. Zdanie to mówi bowiem wyłącznie o prawie Kongresu do bicia monety, określania jej wagi i zawartości kruszcu oraz troski o jej autentyczność. Tymczasem zamiast utrzymywać stabilny i uczciwy kurs wymiany, co jest warunkiem sine qua non zdrowej gospodarki, Kongres z pomocą Rezerwy Federalnej zajął się i wciąż się zajmuje planową destrukcją pieniądza, i to w drodze fałszerstwa dokonywanego pod pozorem zgodności takich działań z prawem.
Reprezentujący podczas Konwencji Konstytucyjnej stan Delaware George Read proponował, by wzmiankę o „emisji biletów kredytowych” w ogóle usunąć z tekstu. Podejrzewał on bowiem, że jej pozostawienie może w przyszłości stać się czymś w rodzaju i odegrać rolę „znaku bestii”, o którym wspomina Apokalipsa św. Jana.

John Langdon z New Hampshire zajął jeszcze mocniejsze stanowisko grożąc, że prędzej odmówi podpisania całego dokumentu niż zgodzi się, by pozostawiono w nim najmniejszą choćby furtkę umożliwiającą tworzenie pieniądza papierowego.

Doskonale widoczna chęć twórców Konstytucji, by ograniczyć pojęcie i prawomocność pieniądza do złotych i srebrnych monet, wzięła się z opisywanych już powyżej ich osobistych doświadczeń związanych z zapaścią dolara kontynentalnego. Dlatego projektowana przez nich waluta miała w pierwszym rzędzie sprawić, by amerykański pieniądz znów mógł być godny zaufania. Ustawą z roku 1792 (Coinage Act) określono, że zawartość jednego dolara wynosi 24,1 grama czystego srebra. W tym samym dokumencie błędnie uznano, że stosunek wartości złota do srebra liczy się jak 15 do 1. Koncepcja ta, zwana bimetalizmem, w połączeniu z utrzymywaniem częściowej rezerwy bankowej spowodowała na przestrzeni dziewiętnastego wieku niemałe spustoszenie i wywołała sporo zamętu. Z tego powodu w roku 1834 zmieniono stosunek wartości obu kruszców na 16 do 1. Jednak ten sposób ustalania cen okazał się z założenia niewłaściwy, bowiem w zależności od tendencji występujących na rynku jeden z nich – złoto albo srebro – stawał się przeszacowany, zaczynał być wypierany i w końcu znikał z obiegu. Sytuacja taka zachodziła w regularnych odstępach czasu.

W dzisiejszych czasach wolny rynek radzi sobie z określaniem takiego stosunku o wiele prościej. By osiągnąć stabilną walutę wystarczy tylko precyzyjnie określić zawartość jednego z kruszców, najlepiej złota, w jednostce pieniężnej, a rynek sam, na podstawie codziennego funkcjonowania ustali, jaki jest kurs jednej monety do drugiej, wykonanej z innego metalu.

Początki kwestionowania parytetu złota

Teza, zgodnie z którą złoto nie jest praktyczne w użyciu, głoszona w oparciu o doświadczenia wynikłe z problemów, jakie wystąpiły w dziewiętnastym wieku, jest z gruntu fałszywa. Przyczyną ówczesnych kłopotów nie było wcale złoto, tylko wspomniane już dublowanie się kruszców oraz napędzana przez państwo i prywatne banki inflacja. W tej sytuacji dwa razy próbowano ustanowić centralny bank państwowy, noszący odpowiednio nazwy Pierwszy i Drugi Bank Stanów Zjednoczonych. Działalności Pierwszego kres położył sam Thomas Jefferson, Drugiego – Andrew Jackson. I tak, aż do 1913 roku, doskonale obywaliśmy się bez rzeczonej instytucji.

Warto uświadomić sobie, że głoszona dziś przez wielu ludzi niechęć i obawa przed złotem i kapitalizmem, bierze się nie tyle z niedostatków obu tych wartości, ile jest wynikiem szeregu nadużyć, jakie w kwestiach parytetu popełniały kolejne rządy, a także niesprawiedliwego systemu przywilejów, jakim obdarowano niegdyś banki. Bardzo często zdarzało się, że tocząca się wojna powodowała zawieszenie lub odejście od pieniądza opartego na złocie w tym celu, by dzięki pojawiającej się w ten sposób inflacji łatwiej można było spłacić spowodowane wojną długi. Taka właśnie sytuacja miała miejsce podczas naszej Wojny Secesyjnej, mimo iż Konstytucja wyraźnie nie pozwala na dowolne dewaluowanie pieniądza, nie mówiąc już o tym, że zabrania posługiwania się jakimkolwiek materiałem – poza złotem i srebrem – jako środkiem płatniczym. Zawieszenie obowiązywania parytetu jakiego wówczas dokonano, zdarzyło się po raz pierwszy od uchwalenia Konstytucji i było zarazem pierwszą próbą nadania przez rząd papierowi waloru pieniądza. W następstwie tego kroku doszło do spraw sądowych w przedmiocie ustalenia co jest prawnym środkiem płatniczym, które z pewnością miały znaczenie historyczne.

Salmon Chase, prezes Sądu Najwyższego, podczas jednej z takich spraw powiedział: „Z całą pewnością w tym kraju i pod rządami tego, czy jakiegokolwiek innego rządu, nie ma i nie może być innej niż złoto i srebro usankcjonowanej prawem waluty. Innymi słowy, walutę stanowią wyłącznie bite w naszych bądź zagranicznych mennicach monety, w których zawartość obu wspomnianych metali określa tylko i wyłącznie Kongres. Jest to zasada o najwyższej możliwej doniosłości, bo wypływa wprost z Konstytucji. Stanom nie wolno dopuszczać żadnego innego sposobu spłaty długów, jak tylko z użyciem złota i srebra, choć Kongres wyraźnie tego nie zakazuje. Ale dzieje się tak dlatego, że on sam nie może uznawać żadnego innego pieniądza poza brzęczącą monetą i tylko w stosunku do niej ma prawo bicia i ustalania kursu wobec walut zagranicznych. Kongres nie ma prawa zastępować pieniądzem papierowym albo jakimkolwiek innym obecnej waluty ani zezwalać, by służył on do spłaty długów i zobowiązań wynikających z wszelkiego rodzaju umów”.

Powtórzmy raz jeszcze: ponieważ Kongres nie ma żadnych dodatkowych uprawnień poza tymi, które przewiduje dlań Konstytucja, jest czymś oczywistym, że nie ma on najmniejszego prawa do czynienia banknotów legalnym środkiem płatniczym, tak jak to czyni od z górą siedemdziesięciu pięciu lat.

Przez cały dziewiętnasty wiek w Stanach Zjednoczonych funkcjonował, choć nie w sposób doskonały, pieniądz oparty na złocie. Za każdym razem kiedy udawało się go obalić, znajdowali się mądrzy ludzie, którzy doprowadzali do jego przywrócenia. Powodowało to oczywiście pewne koszty, takie jak okresowe paniki i krachy, ale ponieważ w owych czasach rząd starał się trzymać raczej z daleka od gospodarki, nieskrępowane mechanizmy rynkowe sprawiały, że wszystko po jakimś czasie wracało do normy, a niezbędne korekty dokonywały się samorzutnie. Nawet zakrojone na tak szeroką skalę przedsięwzięcie, jakim było przywrócenie od 1 stycznia 1879 roku złotego pieniądza po okresie zawieszenia związanego z Wojną Secesyjną, przebiegło w miarę spokojnie. W owych czasach nikomu nie śniło się o postępujących deficytach budżetowych, a ludzie mieli zaufanie do wybranych przez siebie swoich przedstawicieli.

Ron Paul
Tekst niniejszy jest fragmentem IV rozdziału książki Rona Paula „Wolność pod ostrzałem”. Książkę można nabyć z 20 proc. rabatem od ceny detalicznej w patronackiej księgarni wydawnictwa PROHIBITA, lub telefonicznie bezpośrednio o wydawcy: 022 425 66 68 i 0-691 078 163

18 comments

  1. Timur

    Witajcie Drodzy Forumowicze!

    To prawda, że pieniądz oparty na kruszczu ma tę przewagę nad papierowym, że kruszcu nie można dodrukować.
    Ale rzygać mi się chce, gdy paru pojebów częstuje nas odgrzewanymi kotletami pochodzącymi ze Średniowiecza.

    Kiedyś kruszec miał znaczenie WYŁĄCZNIE tezauryzacyjne.
    Dziś złoto i platyna to metale TECHNICZNE!

    Czy ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego czym groziłoby wprowadzenie standardu złota teraz? To tak, jakby 80-letni ojciec nagle zdał sobie sprawę, że źle wychował swoją 55 letnią córkę i zabrał ją od męża by lać ją pasem i uczyć paciorka i dobrej mowy.

    Pomijając że byłaby to komedia i arcyfarsa to jeszcze na dodatek skuteczność takich praktyk byłaby MNIEJ NIŻ ZERO.

    Dziś złoto to metal TECHNICZNY a zatem służący do innych celów jak tylko klepanie monet i wyrobu pierścionków dla Hrabini Mądralini.
    Każda płyta głowna czy karta graficzna to kilkaset miligramów kruszczu.
    Złota używa też farmacja.

    Przywracanie parytetu złota TERAZ oznaczałoby dziesięcio-dwudziestokrotnie podrożenie złota.

    Czy zwolennicy parytetu złota to ludzie bez wyobraźni?
    Nie sądzę. Jeszcze nie spotkałem w życiu ani konliba ani konlibowatego @kapa który by pochodził z biednej rodziny.
    O co więc może chodzić?

    Pewnie o to, by zarówno komputery jak i inne nowoczesne sprzęty ZDROŻAŁY i stały się dostępne WYŁĄCZNIE dla Kasty Uprzywilejowanej.
    By powstał Neofeudalizm lub inne Społeczeństwo Kastowe.

    No i jeszcze te proporcje złoto-srebro 1:15 i 1:16
    Czyżby Ojcom Założycielom się wydawało że jak recytują Arystotelesa czy innego Św Augustyna to pozjadali wszystkie rozumy?

    Dziś proporcje złoto/srebro to 1:80 albo i 1:100.
    Ojcowie założyciele nie przewidzieli istnienia elektrolizy i wieku pary i elektryczności.

    Elektryczność z kolei wymusiła ogromne wydobycie i zużycie miedzi a ta, by nadawać się do przewodzenia prądu, musi być oczyszczona przez elektrolizę.
    Przy okazji powstaje szlam anodowy a w nim OD ZARĄBANIA srebra i innych metali.
    To dlatego dziś podaż srebra jest tak ogromna a poszukiwanie samorodków srebra to raczej wyczyn sportowy bez żadnego uzasadniernia ekonomicznego.

    Czy wiecie że właśnie Polska dziś jest jednym z czołowych producentów srebra choć żadnych kopalń srebra nie mamy? Za to mamy kopalnie miedzi.

    A ja jak się domyślacie jestem zwolennikiem nie tyle parytetu złota ile parytetu koszyka metali szlachetnych i ziem rzadkich.

    A tak na marginesie. Czekam na jakikolwiek pomysł konlibów, który NIE SŁUŻY przywracaniu potęgi i blasku arystokracji.

    To na razie tyle,

  2. Jacek Sierpiński

    Timur, standard złota w rozumieniu libertariańskim to nie jest coś takiego, że ktoś (np. rząd) narzuca odgórnie złoto jako obowiązujący środek płatniczy. „Standard złota” to tak naprawdę tradycyjna nazwa na wolny rynek pieniądza i odnosi się do sytuacji, gdzie to rynek samorzutnie ustala, co jest standardem. Historycznie było tak, że w warunkach wolnego rynku pieniądza najczęściej było nim złoto, więc przyjęło się mówienie o „standardzie złota”. Ale tak nie musi być, można sobie wyobrazić, że z jakichś przyczyn (np. brak złota na rynku) standardem stanie się np. srebro albo jeszcze coś innego. Mogą też funkcjonować równocześnie różne standardy.
    Przy okazji: czytałem niedawno, że jeśli rozmienić 100 zł na jednogroszówki i sprzedać to w składnicy złomu, to dostanie się ok. 160 zł. A więc, jeśli tylko całość złotówek byłaby w monetach (wcale nie z metali szlachetnych), to mielibyśmy pieniądz kruszcowy 🙂

  3. Timur

    Nie wiem Jacku czy wiesz, że u Azteków rolę pieniądza pełniły ziarna kakao którego produkcja była reglamentowana a upalone ziarna nie kiełkowały.
    A zatem ziaren kakao nie dało się dodrukować i inflacja była nieznana.

  4. Timur

    Ja nie narzucam niczego. Tylko informuję, że i w cywilizacjach które złota używały do innych celów CO INNEGO niż złoto mogło być pieniądzem i DOBRZE się z tej roli wywiązywało.

  5. smootnyclown

    no dobrze, ale przecież nikt z tym nie polemizuje. Sierp zwrócił tylko uwagę, że „standard złota” jest po prostu innym określeniem na wolny rynek monetarny..

  6. Giga

    Tylko po co nam takie określenie, skoro ono tworzy nieporozumienia i nie oddaje naszego poglądu na pieniądz? Poza tym w większość okresu czasu, w którym waluty były oparte o kruszec, nie było żadnego wolnego rynku pieniądza, lecz monopol władców na bicie monet. I mimo, że ograniczona podaż złota, srebra, miedzi, brązu ograniczała możliwość manipulowania pieniądzem, to państwo tak czy siak znajdowało sposoby na jego psucie, a jeszcze później zalegalizowało używanie rezerw cząstkowych i zaczęło kontrolować bankowość. Pierwsze banki centralne powstawały jeszcze w czasach, gdy waluty były oparte o złoto, a więc za „standardu złota”.

  7. smootnyclown

    Tylko po co nam takie określenie, skoro ono tworzy nieporozumienia i nie oddaje naszego poglądu na pieniądz?

    No ale to już inna dyskusja. ja się nie zastanawiam tutaj po co to określenie, tylko co ono oznacza, nie?:)

  8. Giga

    Ale przecież ja to czytałem. I Smootnyclown na pewno też. I co więcej, to co pisałem odnośnie złotych walut psutych przez władców, było poruszane w „Tajnikach bankowości” tego samego autora jako dowód na to, że demonopolizacja pieniądza jest niezbędna do ukrócenia tego typu praktyk. Po prostu uważam, że używanie terminu „standard złota” jako synonimu „wolny rynek pieniądza” jest bez sensu. I dostrzegam jeszcze inne ciekawe alternatywy dla dzisiejszego systemu monetarnego, nie tylko kruszce.

  9. smootnyclown Post author

    ło la błoga, ile można tego Rothbarda wałkować?

    dostrzegam jeszcze inne ciekawe alternatywy dla dzisiejszego systemu monetarnego, nie tylko kruszce.

    Mnie się akurat wydaje, że kruszce nie miałyby takiej pozycji, jako pieniądz, jaką mogły kiedyś posiadać. Zresztą nie mam nic przeciwko temu, by istnialy równolegle różne standardy pieniężne na tym samym obszarze (jak choćby w koloniach Angielskich od XVII wieku do RA:)

  10. JM

    Ci co czytali +, ale Timur chyba nie czytał ? Złoto, srebro nie w tym rzecz tylko w potrzebie zabezpieczenia pieniądza przed manipulacją i jej konsekwencjami.
    A co do tego złota to jak z demokracją, jest zła, ale póki co nikt nie wymyślił niczego lepszego. Jest okazja 🙂

  11. Golden Brown

    Witam.
    Mam pewną koncepcję na ten temat i chciałbym się dowiedzieć na ile byłaby ona skuteczna. Jest to rozwiązanie, które odwołuje się do zabezpieczenia kapitału w złocie, jako stałej puli nie dającej się manipulować (tzn. jak to się ma w przypadku pieniądza – dodrukowywaniem).
    Dlaczego by nie przerzucić się, powiedzmy tylko na wirtualny pieniądz i z góry ustanowić jego stałą pulę całkowitą (dajmy na to miliard złotych)? Pula w żaden sztuczny sposób nie byłaby powiększana, a jedynie pełniłaby funkcję taką jak monety ze złota (tyle że na gruncie przelewów bankowych i płatności kartą). Taka pula byłaby o wiele stabilniejsza od jakichkolwiek surowców, które po pierwsze w dzisiejszych czasach są co raz mniej praktyczne, a po drugie dają możliwości do podrabiania ich i tym samym sztucznego zwiększania owej puli.
    Idea pozostałaby ta sama, a jedynie zostałaby przeniesiona na nowy grunt – bezpieczniejszy i bardziej praktyczny.
    Czekam na odpowiedzi, chciałbym wiedzieć czy niczego nie przeoczyłem i czy nie jest to zbyt abstrakcyjny pomysł 😉
    Pozdrawiam

  12. Eruantalon

    Jak będą osoby chętne do jego używania…

    Tylko jak będziesz kontrolował jego podaż, t.j., ze jakiś bank sobie nie dopisuje? ; >

  13. Golden Brown

    Na takiej zasadzie możemy założyć że nawet teraz właściciele prywatnych banków sami dopisują sobie zera do sum na koncie =) Nie wiem na ile jest to możliwe, ale rzeczywiście budzi to pewien niepokój.

    A gdyby wszystkie banki były połączone w gigantyczną sieć? Przy istnieniu wirtualnych pieniędzy jako jedynej formy płatności pieniądze tak czy inaczej nie mogłyby zostać wypłacone do formy papierowej (tak jak jest to teraz), a więc jedynie krążyłyby po całej sieci. Odpowiednie służby które by kontrolowały pieniądze wchodzące i wychodzące z banku oraz ilość pieniędzy się w nim znajdujących wykryłyby wszelkie nieprawidłowości.

    Tylko że w tym momencie dla sprawności działania systemu zakładamy, że nie tylko jeden kraj a cały świat musiałby przejść na taką formę pieniędzy. Nie jest to może aż taki problem szczególnie że już teraz większość funduszy światowych to pieniądze wirtualne. Problemem jest jednak stworzenie tak rozległej sieci (w sensie przekonania poszczególnych państw, bo od strony technicznej jest to nadzwyczaj łatwe) i powołanie międzynarodowej kontroli przepływu pieniędzy.

    Wydaje mi się jednak, że to jedyne logiczne rozwiązanie tej kwestii.

  14. Golden Brown

    Sprostowanie: chodzi raczej o coś w rodzaju połączenia internetowego, wglądu do danych i widoczność ich przepływu, a nie o korporacyjność. BTW czy przypadkiem już teraz banki nie są podobnie połączone? To trochę durne pytanie ale nie jestem do końca w temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *