Artur Jan Milicki

Artur Jan Milicki: Nie pozwólmy rozebrać tej szopy

W 2006 roku Waldek Deska, znany muzyk reggae (współzałożyciel zespołu DAAB) wybudował na swej działce pod Kazimierzem domek (szopę z desek) za 10 tys. zł, w której zamieszkał wraz z żoną. Urzędnicy uznali to za samowolę budowlaną i wydali nakaz rozbiórki. Waldek przypuszczał że tak będzie, mimo to świadomie budował swą szopę nie prosząc żadnego urzędnika o zgodę (i tak by jej nie dostał).

Jego Walka o dom wciąż trwa i toczy się przed różnymi sądami. Każdy chętny może udzielić mu poparcia podpisując jego elektroniczną petycję: http://www.petycje.pl/petycja/5958/sprzeciw_wobec_rozbiorki_szopy_waldemara_deski.html

– Nie złamałem prawa – mówi Waldek, nie zniszczyłem przyrody ani krajobrazu, nie wkroczyłem na obcy teren! Nie ma zatem żadnego merytorycznego powodu dla rozbiórki mojej szopy oprócz niedopełnienia przeze mnie wymagań administracyjnych.

Budowa szopy była protestem i prowokacją wymierzoną przeciwko ludziom o zniewolonej postsowieckiej mentalności domagających się zaostrzenia przepisów budowlanych, czyli ograniczenia wolności decydowania o tym w jakim domu chcę mieszkać.

– Uważam, że każdy ma niezbywalne prawo do zbudowania sobie na własnym gruncie domu o funkcji schronienia, realizującego elementarne potrzeby – oczywiście jeśli tym nie naruszy przyrody, krajobrazu lub wartości innej osoby – wyjaśnia dalej Waldek. Proszenie się urzędnika o zgodę na budowę domu ekologicznego jest upokarzające i mija się z celem bo i tak dom ekologiczny nie mieści się w urzędniczych normach.

Budowa szopy jest protestem wskazującym na istnienie form alternatywnych do obowiązującego trendu w architekturze: „tyłem do natury”. Trendu, który charakteryzuje się maksymalnym izolacjonizmem od natury a mieszkańcy, użytkownicy tej architektury żyją bez świadomości pór dnia i pór roku co prowadzi do dysfunkcji mentalnych i fizjologicznych.

– Ja nie naruszyłem prawa! Ja nie spełniłem jedynie wymagań administracyjnych. W zamian otrzymałem nakaz rozbiórki.

Manifest Waldemara Deski

Samowola to coś, co traktowane jest przez urzędników jako czyn naganny. Samowola budowlana to coś co traktowane jest przez urzędników jako czyn naruszający prawo, czyn karalny. Ale przecież każdy ma prawo mieć swoją własną wolę. Nikt nie może mieć woli cudzej. Nie można mieć narzuconej woli. Nie można mieć woli narzuconej przymusem prawnym. Samowola jest wolą własną a nie wolą biurokratów. Nie można mieć woli zniewolonej. A więc Samowola nie może być czymś nagannym a tym bardziej karalnym!

Błędne myślenie, skażone dziedzictwem mentalności umysłów totalitarnego państwa, myślenie zniewolone, niesamodzielne, myślenie obawiające się wolności – prawie zawsze owocuje wrogością do umysłów wolnych i czystych, owocuje pogardą do prawa, do historycznych tradycji, pogardą do wolności i dobra wspólnego.

Liczba postępowań, tzw. „samowoli budowlanej” w Polsce przekracza już 10 tys. rocznie (do zweryfikowania w GUS, podałem to na podstawie danych sprzed lat). Większość z nich kończy się wydaniem nakazu rozbiórki. Można założyć, że część nakazów jest uzasadniona, ale tylko niewielka część. Około dziesięciu tysięcy rocznie nakazów rozbiórki nie jest uzasadniona merytorycznie! Nakazy rozbiórki bez konkretnego powodu! Jako generalna prewencja! Niedopełnienie wymogów administracyjnych! Prawnicy nazywają to przywróceniem do stanu sprzed naruszenia prawa czytaj: niedopełnienie wymogów administracyjnych to dla nich: naruszenie prawa!

W rezultacie takiego myślenia mamy parę tysięcy rocznie aktów przemocy państwa nad obywatelem! Bywa, że nie da się zebrać wystarczającej ilości papierków bo urzędnicy stawiają zbyt trudne wymagania, czasami swoimi błędami uniemożliwia ich zebranie i w rezultacie nie można rozpocząć budowy bądź remontu. Dla wielu osób te zbyt skomplikowane i kosztowne wymagania są barierą uniemożliwiającą godne życie.

Oto na Lubelszczyźnie pojawili się policjanci ze spychaczem za to, że facet obmurował sobie ścianę starego domu. Zrozpaczony ojciec, który obmurował dom ale nie dopełnił zawiłych, niepotrzebnych i głupich formalności zamknął się w domu z butlami gazowymi z zamiarem wysadzenia w powietrze siebie i agresorów…

Oto facet, który samowolnie, bez zgody urzędnika wyremontował ganek zmuszony został do tzw: przywrócenia stanu sprzed naruszenia prawa czyli do zdrapania nowego tynku, zerwania terrakoty itd.

Oto ktoś, kto oszczędzając latami rozbudował sobie stary domek na własnym gruncie, domek nie naruszający dobrosąsiedzkości, musi go rozbierać bo nie dopełnił wymogów administracyjnych.

W okolicach Kazimierza Dolnego tysiące osób czeka latami (15 lat) na pozwolenie na budowę a władze samorządowe nie robią nic lub bardzo mało aby rozwiązać problem.

Państwo, które nie wypełnia swoich podstawowych powinności jest nad wyraz skuteczne w ciemiężeniu prostego obywatela. Dzieje się tak nie tylko z powodu głupoty i bezduszności biurokratów i ustawodawców. Jest na to przyzwolenie i presja większości z nas. To dyktat totalitarnej mentalności zniewolonych umysłów.

Oto najczęściej podawane argumenty:
– chcę restrykcyjnych przepisów bo nie chcę, żeby sąsiad wybudował „gargamela”,
– chcę restrykcyjnych przepisów bo nie chcę żeby sąsiad zrobił sobie niebieski dach,
– chcę restrykcyjnych przepisów bo inaczej będzie anarchia,
– chcę przepisów bo chcę wiedzieć co mój sąsiad zbuduje w przyszłości.

Nie wierzę w szlachetną motywację ludzi, którzy twierdzą: „Powodujemy się troską o ład przestrzenny i dlatego trzeba zaostrzać przepisy aby nie dopuścić… itd.” – Oni nie zdają sobie sprawy, że to jest sprzeczne aksjologicznie. Nie wiedzą, że ich głosy nie tylko hamują rozwój architektury ale dławią wolność. Chcą gorliwie frymarczyć cudzym bez odpowiedzialności za efekt. Niedługo zażądają, żebyśmy się ubierali, zachowywali i myśleli tak jak oni chcą. Zażądają, żebyśmy uprawiali w naszych ogródkach to, co nam nakażą. Niech lepiej sami dadzą dobry przykład. Ich domy, mieszkania, ubrania, wygląd, ogródki nie są wcale ładniejsze, a chcą wpływać na innych.

Uważam, że każdy, kto nie naruszy prawa lub wartości innych osób, przyrody lub krajobrazu itd. ma niezbywalne prawo do zbudowania na swojej ziemi domu o funkcji schronienia. Tak jak każdy ma niezbywalne prawo samodzielnie myśleć, ubierać się i mieszkać. Chcę mieszkać tak jak chcę a nie tak jak chce tego urzędnik!

Jeżeli nie istnieje przeciwstawna wartość: lęgowiska ptaków, przyroda, planowana droga czy wały przeciwpowodziowe itp., to państwo nie może zakazać budowy własnego schronienia. Nie może też nakazać jak mój dom ma wyglądać.

Historia architektury mówi nam że najpierw pojawiła się architektura o funkcji schronienia, potem doszły funkcje związane z potrzebami: np. rolników, bartników, myśliwych itd. Po pojawieniu się nadwyżki doszła najbardziej arogancka i niszcząca funkcja, wynikająca z ciemnych cech naszego charakteru : funkcja prestiżu. Po niej doszły wynikające z niej funkcje wojenne. Do naszych czasów przetrwały: pałace, kościoły, zamki i fortyfikacje, ale to co najprawdziwsze w architekturze po opuszczeniu przez użytkowników wracało do Natury, dlatego nie przetrwało do naszych czasów. Prawdziwa architektura to ta, która wraca do natury!

Poprzyj Waldka podpisując petycję: http://www.petycje.pl/petycja/5958/sprzeciw_wobec_rozbiorki_szopy_waldemara_deski.html

***

Tekst był wcześniej opublikowany na stronie „Szopa Waldemara Deski”.

10 comments

  1. Angel

    jedynym rozwiązaniem jest Własność albo Brak Własności.

    osobiście jestem zwolennikiem Braku Własności.

    w tej chwili jednak jest tak że jest Własność tylko „trochę Własność”, „częściowa Własność”, „do pewnego stopnia Własność”, „wspólna Własność”, „pozwolenie na zarządzanie Własnością” itd.

    uważam że dopóki istnieć będzie pojęcie „Własności” zawsze będą szeregi ludzi i instytucji które będą wyciągały łapy po tą Własność, nie dając nikomu w pełni pełnej Własności a więc możliwości całkowicie niezależnego dysponowania od a do z tą Własnością. teraz Własność trochę jest „dobrem wspólnym”, „własnością społeczną”, „własnością narodu”, „własnością samorządu”, „własnością państwa”, „własnością prywatną”, itd itp. nie ma ani do końca Własności Prywatnej, ani Własności Państwowej bo są państwa w państwie, i „dziedzictwo kulturowe/narodowe” i inne duperele, no i nie ma Braku Własności – wszystko jest czyjeś, tylko z reguły ma wielu Właścicieli, a żaden do końca nie może nic z tym zrobić.

    gdyby była prawdziwa Własność to każdy mógłby na swoim terenie zrobić co by chciał, cokolwiek. zrobić wysypisko śmieci i utylizację radioaktywnych odpadów też. jeśli nie – nie ma nigdy żadnej Prywatnej Własności, bo decyzje dotyczące tej niby-własności są ograniczane przez czynniki zewnętrzne.

    gdyby nie było żadnej Własności – wszystko byłoby niczyje, a więc każdy mógłby zrobić z tym co chce, a więc każdy mógłby wszędzie postawić pałac i go wysadzić w powietrze. za tym właśnie jestem 🙂

  2. Camilo Loco

    „Samowola” to nic innego jak wola, która nie jest kontrolowana przez intelekt; to dążenie do „czegokolwiek, czego chce wola” (co upatrzy sobie jako dobro) bez refleksji i współpracy intelektu.

    Oczywiście to, co tam proponują w ustawie, to jakieś wykoślawienie i nadużycie pojęcia „samowoli”.

  3. Camilo Loco

    „gdyby nie było żadnej Własności – wszystko byłoby niczyje, a więc każdy mógłby zrobić z tym co chce, a więc każdy mógłby wszędzie postawić pałac i go wysadzić w powietrze. za tym właśnie jestem ”

    Tak zaczyna się kolejny rozdział księgi fantastyki.

  4. Slayer

    Angel bez prywatnej własności nie ma prywatnego życia. Jeżeli nie jesteś właścicielem swojego ciała, jest ono wspólne, więc nie zdziw się, jak Ci w dupsko zapakuje mojego fajfusa.

  5. FatBantha

    Smootny, z ludzi się tak śmiać nie wolno. Uważaj, bo i Tobie pan spod czwórki coś gdzieś wsadzi, żeby uargumentować swoje tezy. Ostrożnie z ludźmi.

  6. El Camilo

    Ja się z tym zgodzę. Gdzie o prywatne, intymne życie we komunie? (Poza czynnościami fizjologicznymi, ale też nie wiadomo, czy będzie można sobie na nie pozwolić, bo współ-komuniście może też zechcieć się robienie czegoś w toalecie).

  7. andegawen

    Gdzie w takim razie prywatne, intymne życie w reżimowym kapitalizmie? Pomiędzy kamerami, biometrycznymi dowodami osobistymi, paszportem z odciskami i telefoniami komórkowymi które wiedzą o nas niemalże wszystko?

  8. Dobrze Urodzony

    Kapitalizm to nie dowody osobiste i paszporty. Telefonu, póki co, mieć nie trzeba. Kamery podobno nie zwiększają za bardzo bezpieczeństwa, za to stwarzają kuszącą iluzję, więc precz z nimi. Zamiast tego wprowadźmy powszechny dostęp do broni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *