Robert Gwiazdowski „Ronbo Part II”
16 lutego, 2011 — qatrykWspomnienia o Reaganie z okazji 100 rocznicy Jego urodzin wywołały liczne komentarze i głosy krytyczne wobec czterdziestego Prezydenta Stanów Zjednoczonych. Najbardziej zajadli w krytyce są oczywiście libertarianie. Podobnie jak w czasach Jego Prezydentury byli… komuniści. Niektóre zaczepki libertarian pod adresem Reagana do złudzenia przypominają wystąpienia Jerzego Urbana na słynnych „godzinach nienawiści” czyli konferencjach prasowych rzecznika rządu Wojciecha Jaruzelskiego. Jednych i drugich łączy święte przekonanie, że są dwa rodzaje poglądów: ich i błędne. Oraz to, że państwo nie jest w ogóle potrzebne. Z tą różnicą, że komuniści uważają, że państwo będzie mogło przestać istnieć jak się zniesie własność prywatną i skończy się walka klasowa, w okresie której konieczne jest „państwo dyktatury proletariatu”, a libertarianie uważają – podobnie jak anarchiści – że trzeba zacząć od likwidacji państwa. Znowu z jedną różnicą: anarchiści po likwidacji państwa chcieli zlikwidować własność prywatną, (może z wyjątkiem Bakunina, którego poglądy na temat własności prywatnej nie były do końca spójne – co łączyło go z Saint-Simonem i Sorelem*), a libertarianie chcą zlikwidować państwo aby… bronić własności prywatnej.
Dla libertarian Reagan jest wcieleniem zła wszelkiego z bardzo prostego powodu: ich pogląd o tym, że państwo należy zlikwidować jest tym bardziej akceptowany w społeczeństwie, im państwo jest gorsze. Więc jakakolwiek poprawa działania państwa jest niebezpieczna z punktu widzenia walki o zwycięstwo idei. Jedynej słusznej idei.
Stąd poglądy takie: „Reagan był katastrofą, być może największą w nowożytnych dziejach wolności i musimy zrobić wszystko, żeby uniknąć jeszcze jednej takiej katastrofy”.
http://liberalis.pl/2007/03/26/jedrzej-kuskowski-smutny-spadek/
Czy Reagan naprawdę był dla wolności większą „katastrofą” niż Bush, Clinton, czy Obama? Czy może jednak był najlepszym prezydentem Stanów Zjednoczonych? Przynajmniej od 1932 roku? Nie idealnym, ale najlepszym z tych którzy byli i w najbliższym czasie mogą być. Ron Paul pewnie byłby lepszy, ale czy nie jest tak, że w demokracji trzeba wygrać wybory, a potem jeszcze raz? „Pewnie” bo nie wiemy co by Paul zrobił po objęciu urzędu, jakby się dowiedział tego wszystkiego co Prezydent Stanów Zjednoczonych pewnie się dowiaduje po zaprzysiężeniu. Czy znowu „uwarunkowania” nie wymogłyby podejmowania decyzji nie zgodnych z deklaracjami.
„Ronniego” można oceniać z kilku perspektyw: ekonomicznej, politycznej, amerykańskiej i… polskiej.
Co zrobił, a czego nie zrobił dla idei wolności? Przypominałem kiedyś poglądy Hoovera, Buckleya i Friedmana, że z trzech rodzajów wolności: osobistej, politycznej i ekonomicznej największe znaczenie ma ta trzecia, traktowana jako warunek i gwarancja dla dwu pozostałych. „Free speech does not live many hours after free industry and free commerce die” – stwierdził Herbert Hoover. „Wolność ekonomiczna jest najważniejszą z ziemskich wolności. Bez wolności ekonomicznej wolność polityczna i inne zostaną nam z pewnością odebrane” – pisał William Buckley. A zdaniem Miltona Friedman, absolutna wolność w sferze politycznej jest nawet niemożliwa, podczas gdy wolność ekonomiczna może być osiągnięta w pełni. Jest ona konstytutywnym elementem wolności jako takiej, będąc z tego tytułu częścią składową celu samego w sobie.
Z uwagi na skutki jakie system ekonomiczny wywołuje w dziedzinie koncentracji lub rozproszenia władzy, jest ona także nieodzownym środkiem dla osiągnięcia wolności politycznej.
Absolutna wolność w sferze politycznej jest wręcz niemożliwa. Każda decyzja polityczna wymaga bowiem zastosowania przymusu wobec tej części społeczeństwa, która się z nią nie zgadza. Jeśli za czymś głosujemy i jesteśmy w mniejszości, to tego nie uzyskamy. Jeśli zaś będziemy przeciwko jakiemuś rozwiązaniu i znowu znajdziemy się w mniejszości, to i tym razem nasz głos nie zostanie wzięty pod uwagę.
Tymczasem wolność ekonomiczna jest wolnością absolutną, nie wymagającą żadnych ustępstw i kompromisów. Likwiduje ona konflikt między mniejszością i większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek – jak twierdzi Friedman – toleruje wszelką różnorodność. „Mówiąc kategoriami politycznymi jest on systemem proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się”.
Wolność gospodarcza, choć jest celem samym w sobie, jest także zasadniczym warunkiem i zarazem środkiem służącym do osiągnięcia wolności politycznej. Taki sposób organizacji społeczeństwa, który zapewnia ludziom swobodę posiadania i nieskrępowanego użytkowania istniejących zasobów sprzyja wolności, gdyż oddziela władzę ekonomiczną od politycznej i tworzy w stosunku do niej swego rodzaju przeciwwagę. Nie oznacza to jednak, że wolność ekonomiczna jest warunkiem wystarczającym do funkcjonowania wolnego społeczeństwa. Niezbędne są do tego również odpowiednie instrumenty polityczne oraz określony system wartości uznawany w danym społeczeństwie.
Czy „Ronni” dla wolności zrobił co mógł? Oczywiście, że nie. Ale czy nie zrobił więcej niż inni amerykańscy prezydenci? Oczywiście że tak. Więc skąd taka zapiekłość w libertariańskich atakach?
Jak spojrzymy na system wartości – czyli idee – to się okaże, że znaczenia jakie miała retoryka Reagana, choćby pozostawała li tylko retoryką, dla wyznawców wolności miała znaczenie bezcenne. Czym innym jest bowiem gdy o wolności pisze ktoś z CATO czy z CAS, a czym innym gdy mówi o tym Prezydent Stanów Zjednoczonych. Choćby tylko mówił. Bo… „idee mają konsekwencje”.
Dopóki sobie pisałem i gadałem o katastrofalnym stanie systemu emerytalnego z OFE włącznie, to sobie pisałem i gadałem. Jak to samo powiedziałem z pozycji przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS zaczęło się w końcu zainteresowanie problemem i dostrzeganie problemu.
Więc w punkcie: popularyzacji haseł wolnościowych bezwzględny punkt dla Reagana.
Ale czy były to jedynie hasła? Wolny rynek rozprasza władzę ekonomiczną, co rekompensuje skutki, jakie może wywołać koncentracja władzy politycznej. Deregulacja – choć znowu nie wystarczająca – tę władzę ekonomiczną trochę jednak zwiększała. Co wyraźnie widać w obszarze komunikacji: tele i lotniczej. Czy dziś podróże tanimi liniami lotniczymi, dostęp do szybkiego Internetu nie są aby przynajmniej w pewnym stopniu zasługą Reagana?
Zasadniczym elementem wolności gospodarczej jest swoboda dysponowania własnym dochodem. Gdy Reagan zostawał prezydentem marginalna stawka podatku PIT wynosiła 70%!!! Czy aby jej redukcja do 27% nie zwiększyła wolności „dysponowania własnym dochodem”? Więc argument, że za to „stawki Social Security wzrosły” przypomina ostateczny argument, którego używała zawsze komunistyczna propaganda że „w Ameryce Murzynów biją”.
Bardzo boli libertarian, że administracja Reagana powzięła się „zamykania dziur” w prawie podatkowym i likwidowania ulg – do czego służył między innymi TEFRA Act z 1982. A podatek liniowy bez ulg jest zły? Jednym ze sposobów reformowania systemów podatkowych jest obniżanie stawek marginalnych i likwidacji ulg. Libertarian dotknęło jednak to, że podatkiem objęty został barter – który służyć ma- zgodnie z zasadami angoryzmu – budowaniu alternatywnej gospodarki. Z tym że ten barter mogła uprawiać i uprawiała tylko pewna grupa podatników. Nie korzystali z tej możliwości pracownicy najemni, bo nie mieli jak. A przecież ci sami libertarianie mają do Reagana pretensje, że obniżki podatków dochodowych objęły głównie najbogatszych, a najuboższym podwyższono Social Security!
A już najbardziej powalający jest argument, że za prezydentury Reagana zwiększył się poziom nierówności mierzony współczynnikiem Giniego!!! Bo niby jakby państwa nie było w ogóle, to poziom nierówności by się zmniejszał? „Jak się chce psu przyłożyć, to kij się zawsze znajdzie”. I dlatego libertarianie tego kija na Reagana często na siłę szukują nie zważając na logikę wywodu.
No i taki jeszcze passus: „Na wstępie ( w początkowym okresie prezydentury – przyp. mój) dominowali podażowcy, ze swoim nieśmiertelnym pomysłem „zmniejszmy podatki, a więcej zarobimy” i Krzywą Laffera. Kiedy szybko się okazało, że fiksacje (podkreślenie moje) podażowców zupełnie nie przystają do rzeczywistości, ster ekonomiczny przejęli monetaryści (…) Ostatecznie, około 1983, zostały na polu gry jedynie odgrzewane kotlety w postaci konserwatywnych keynesistów. Praktycznie wszystkie najważniejsze ekonomiczne stanowiska były pozajmowane przez keynesistów właśnie – Volcker, a później Greenspan jako prezesi Rezerwy Federalnej…”
Zważywszy, że teoria podaży sięga J.B. Saya można ją uznać za „odgrzewany kotlet”. Tylko na czym polegała owa „fiksacja”? No i jaka jest alternatywa? Teoria popytu niejakiego J.M. Keynesa? Czy może jakieś inna? Ale jaka?
Kolejny grzech Reagana – tym razem już na niwie międzynarodowej (ale w dalszym ciągu gospodarczej – na politykę przyjdzie czas poniżej) – to przystąpienie do Rundy Urugwajskiej GAAT.
Więc przypomnijmy, że podczas 41 sesji GATT w listopadzie 1985 roku podjęto decyzję o utworzeniu komitetu przygotowawczego, który zająłby się organizacją nowej rundy. Dopiero prawie rok później, we wrześniu 1986 roku w Punta del Sol podjęto decyzję o rozpoczęciu nowej rundy rokowań w sprawie… liberalizacji handlu zwłaszcza w sektorze rolnym i tekstylnym. Co boli libertarian? Że do negocjacji włączono ochronę praw własności intelektualnej.
Bo podobno nie istnieje coś takiego jak ochrona tejże własności. Na ten temat kilka razy już cos pisałem. Po to piszę, żeby się z innymi podzielić własnymi przemyśleniami. No i żebym po czasie mógł mówić: „a nie mówiłem”! To miłe mieć rację – często wbrew opinia większości, czy choćby mniejszości, ale za to z tak zwanego mainstreamu. I to jest swoista „zapłata” za pisanie. Każdy więc może sobie przedrukować mojego bloga i opublikować gdzie chce tyle że z podaniem źródła. Bo jakby ktoś to opublikował pod swoim własnym nazwiskiem i sprzedawał, albo przedstawił jako własną pracę magisterską lub dysertację doktorską – to nie byłaby kradzież? Problem polega na tym, że niektórym się myli ochrona praw koncernów medialnych i farmaceutycznych, od ochrony wszelkich praw intelektualnych. Zgoda, że nie można być właścicielem idei. Ale można być „właścicielem” ciągu słów, który tworzy jakiś tekst.
Ale zostawmy teorię. Wróćmy do praktyki. Otóż włączenie kwestii ochrony praw własności intelektualnej do Rundy Urugwajskiej wynikało z chęci ograniczenia nagminnej wówczas procedury, stosowanej przez Związek Radziecki, kopiowania rozwiązań wynalezionych w USA. I był to raczej sukces administracji Reagana. Oczywiście jak coś może pójść źle to pójdzie – dlatego okazało się w przyszłości, że ustalenia GATT służą głównie koncernom fonograficznym. A praktyka kopiowania tego co wynaleźli inni i tak została „twórczo rozwinięta” w Chińskiej Republice Ludowej.
I tak od ekonomii przechodzimy do polityki. Reaganowi zarzuca się, że wspierał kompleks militarny i doprowadził do rozrostu administracji – głównie wojskowej. Ale Reagan prowadził wojnę! I to najdroższą w historii USA. I dlatego wpadł w pułapkę. Bo wojna wymaga wydatków. Pierwszy raz w historii nowożytnej Europy podatek dochodowy został wprowadzony w Wielkiej Brytanii w 1786 roku na sfinansowanie zbliżającej się wojny z napoleońska Francją. Z kolei we Francji podatek dochodowy wprowadzono w roku 1914 jak nadciągała wojna, która okazać się miała I wojną światową.
Ale gospodarka amerykańska w 1980 roku była w dość rachitycznym stanie. Wprowadzenie nowych podatków na sfinansowanie wojny z „Imperium zła” pewnie nic by już nie dało, bo USA znajdowały się wówczas po „złej” strony Krzywej Laffera (choć libertarianie znaczenie tej krzywej kwestionują – podobnie jak w Polsce Balcerowicz, Belka, Osiatyński). Więc albo trzeba było zrezygnować z prowadzenia wojny w ogóle (dla zasady – co by się spodobało libertarianom) albo tylko „na jakiś czas” – dopóki nie poprawi się sytuacja gospodarcza (co tez by się nie spodobało libertarianom w dłuższej perspektywie). Ale czy można było z politycznego punktu widzenia? Wojna z Sowietami była podstawowym priorytetem Reagana. Więc można go za prowadzenie tej wojny krytykować – bo może powinien powrócić do idei „splendid isolation”. Tylko co by się mogło wówczas wydarzyć? Czy bardziej prawdopodobny jest rozwój w USA i na całym świecie minarchizmu i angoryzmu a w konsekwencji anarchizmu, czy może raczej komunizmu?
Libertarianie są za swobodnym dostępem do broni. Ja też! Mam więc do nich pytanie: po co ta broń? Przecież to może być niepotrzebny wydatek obciążający budżet domowy? Bronią się nie najemy. A do zdobywania pożywienia ta broń nam też służy coraz jakby mniej. Bo o wiele rozsądniej jest kupić żarcie od sąsiada, który zajmuje się hodowlą. Broń służyć nam ma do obrony! I jak widzimy za naszym płotem kogoś, kto się zaczyna podkopywać, to się bronimy czy nie? Desant Grenady, tak bardzo krytykowany przez libertarian jako przejaw amerykańskiego imperializmu (za to samo zresztą krytykowali Reagana komuniści) był z jednej strony próbą budowy „positive story”, służącej uwolnieniu amerykańskiej świadomości od wietnamskiej traumy, a z drugiej unaoczniał zbrojącym się sąsiadom że nie będziemy się bezczynnie przyglądać jak nam się na naszą działkę próbują przekopać.
Bertrand. Russell twierdził w 1938 roku, że Wielka Brytania powinna się rozbroić, bo nawet jak Niemcy dokonają inwazji, to Anglicy nie będą im sprzedawali żywności i się będą musieli wycofać. Z tego punktu widzenia byłby świetnym libertarianinem.
Prowadzenie wojny w warunkach jakie zastał Reagan w 1980 roku musiało skończyć się deficytem. Cynik9 ma więc absolutnie rację w swoim komentarzu do mojego poprzedniego wpisu, że rozdęcie deficytu jest poważnym problem w ocenie prezydentury Reagana. Ale czy był inny sposób sfinansowania tej wojny? Czy może nie należało jej prowadzić?
Jeszcze jest polska perspektywa polityczna. Gdy Jerzy Urban w ramach „godzin nienawiści” organizował zbiórkę śpiworów dla „bezdomnych w Nowym Yorku” w ogłoszeniach Życia Warszawy, które nie były do tego momentu cenzurowane (później już były) udało się komuś zamieścić ofertę: „zamienię M2 w Warszawie na śpiwór w Nowym Yorku”. Na Sylwestra w 1982 roku wznosiliśmy toasty: „Oby Pershingom nie zabrakło paliwa nad Polską”. W 1984 roku w czasie wyborów prezydenckich w USA nosiliśmy znaczki pisane „solidarycą”: „My friend Reagan”. A gdy w Iluzjonie (to było takie kino, w którym wyświetlano stare „imperialistyczne” filmy) wyświetlano „Zabójców” Dona Siegela z 1964, w którym Reagan grał dość niesympatycznego zbira, frekwencja była 100%, a gdy pojawiał się na ekranie, sala biła brawo.
W tym samym czasie amerykańscy libertarianie (w Polsce nie wiedzieliśmy za bardzo „co to takiego”) krytykowali Reagana jak Jerzy Urban, który z lubością tę krytykę przytaczał na uwiarygodnienie swoich słów – że to niby nie tylko komuniści krytykują Reagana.
* Sorel, choć pisał, że „własność to kradzież” uważał, że dopóki istnieje państwo własność daje jednostce pewną ochronę przez rządem
„RONBO PART II” Robert Gwiazdowski, 16.02.2011
Tagi: historia
wtorek, 22 Luty, 2011 o 17:27
„Ludzie organizują się zgodnie z podziałami klasowymi.”
Udowodnij.
wtorek, 22 Luty, 2011 o 18:49
@Camilo
Udowodnij.
Poczynając od czasów Sumerów polityka oraz tworzenie, zbywanie i nabywanie dóbr ekonomicznych są ze sobą ściśle związane. Nie było takiej politycznej władzy państwowej, która nie toczyłaby specyficznej gry z czynnikami gospodarczymi na swoim terytorium. Było więc tak, że podstawowe dwie struktury ludzkich społeczeństw od wielu tysięcy lat było tworzone w związku z tym, kto dzierżył władzę. Jednocześnie – od dawna ludzie sprawujący włądzę tworzą swoje, odrebne kultury. Jest tak teraz, było tak od dawna.
sobota, 26 Luty, 2011 o 19:55
Jeśli komuś zależy na obronie libertariańskiej perspektywy lub wytknięciu jakichś błędów autorowi, to myślę, że lepiej włączyć się do dyskusji na blogu autora (co sam zresztą uczyniłem):
http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=901
Może Jędrzej Kuskowski to jeszcze rozważy, bo chętnie bym przeczytał odpowiedź p. Gwiazdowskiego na jego komentarz i ewentualną dyskusję pomiędzy obydwoma autorami:)
Ja odniosłem się do krytyki libertarian, nie obrony Reagana.
poniedziałek, 28 Luty, 2011 o 16:46
@Camilo Loco
„Klasy nie istnieją!”
Jak zwał, tak zwał. Jeśli Cię to rzeczywiście interesuje, to możesz np. zajrzeć do badań dot. teorii elit władzy Millsa-Domhoffa (acz bywają też inne teorie) – vide przegląd Kerbo, Fave (1979) ( http://digitalcommons.calpoly.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1042&context=ssci_fac ), natomiast w przypadku wyborów Reagana, to odnosiłem się do Clawson, Neustadl (1989) ( http://www.jstor.org/pss/2780857 ) i Jenkins, Eckert (2000) ( http://www.jstor.org/pss/684818 ) – więc dane (z tych prac przynajmniej) zdają się w każdym razie wskazywać, że jest ‘coś’ złożone z pewnych ludzi, którzy mają między sobą nawzajem ponadprzeciętną ilość kontaktów, którzy są często członkami rad nadzorczych bądź menedżerami dużych firm i którzy *bardzo* ponadprzeciętnie popierali Reagana w 1980. Czy chcesz to nazywać klasą, czy nie, Twoja sprawa.
„wskaż mi klasę”
Oprócz tego, co Jaś już powiedział: to, że czegoś nie da się wskazać empirycznie (a akurat klasy w pewnym stopniu można, jak wskazują powyższe przykłady), to nie znaczy, że to nie istnieje. Nie wskażesz mi np. krzywej popytu.
@Jasiu
„Było więc tak, że podstawowe dwie struktury ludzkich społeczeństw od wielu tysięcy lat było tworzone w związku z tym, kto dzierżył władzę.”
No ja myślę, że pojęcie klas warto uogólnić na wiele innych przypadków, nie tylko na dwie klasy: rządzącą vs. rządzoną – w taki sposób, że często jedna osoba może należeć jednocześnie do klasy ‘niższej’ i do klasy w/g jednego podziału i ‘wyższej’ w/g innego, np. w XVIII wieku protokapitalista w Europie nie należał często do klasy rządzącej (bo np. nie miał tytułu), ale dominował np. nad pracownikami jako kapitalista, nad kobietami jako mężczyzna itd.
I jeszcze tylko taki aside, żeby nie było wątpliwości (bo to jest często używane jako argument): należenie do klasy dominującej nie zawsze jest pod każdym względem korzystne, a do zdominowanej niekorzystne.
poniedziałek, 28 Luty, 2011 o 23:15
Sorry za double posta, ale rozwieję jeszcze jedną wątpliwość – nie mam nic przeciwko pragmatyzmowi, reformizmowi, próbom wpływania na politykę i akurat nie jestem szczególnym fanem teorii „znieśmy państwo i będzie pięknie” (zresztą mutualizm zawsze był trochę bardziej reformistyczny niż rewolucyjny). I to w gruncie rzeczy jest jeden z powodów, dla których nie lubię Reagana – bo libertarianizm nie zwycięży, dopóki idee libertariańskie nie znajdą pewnej co najmniej akceptacji – a wydaje mi się, że Reagan tę akceptację raczej opóźnił niż przyspieszył przez skojarzenie libertarianizmu z walką klasową – po nie tej stronie, co trzeba. A wydaje mi się, że „reformy” Reagana niewiele zwiększyły wolność netto dla większości ludzi, o ile w ogóle.
wtorek, 1 Marzec, 2011 o 12:24
@Jędrek
No ja myślę, że pojęcie klas warto uogólnić na wiele innych przypadków, nie tylko na dwie klasy: rządzącą vs. rządzoną – w taki sposób, że często jedna osoba może należeć jednocześnie do klasy ‘niższej’ i do klasy w/g jednego podziału i ‘wyższej’ w/g innego, np. w XVIII wieku protokapitalista w Europie nie należał często do klasy rządzącej (bo np. nie miał tytułu), ale dominował np. nad pracownikami jako kapitalista, nad kobietami jako mężczyzna itd.
Jakby to tu powiedzieć Jędrek, robuisz mi libertarianizm, a bez Ciebie by mi zwięndnąłbył.
. Natomiast dowód był jaki był – ciasny, ale własny. Mnie się oczywiście wydaje, że struktura klasowa społeczeństwa zazwyczaj jest bardzo skomplikowana, ale to mi się może zdawać tylko, a to co napisałem wiem.