Jaś Skoczowski “Strony świata. ‘Prawo’ i ‘lewo’”

Podział polityczny na strony lewą i prawą jest nieprawdziwy i mylący. Tak naprawdę co znaczy być prawicowcem, lewicowcem? Jakie założenia teoretyczne dotyczące pojedynczego człowieka i przez to zbiorowości ludzkiej przyświecają tym dwóm nurtom politycznym? Niekonkretne. Wyjątkowo enigmatyczne.

Zastanówcie się, jakimi kategoriami ogólnie posługują się politycy? Abstrakcyjnymi. Mówią i piszą o takich abstrakcjach jak bezrobocie, podatki, sprawiedliwość społeczna, dobro narodowe, racja stanu itp., itd. To są słowa strasznie mylące, straszliwe ogólniki. Gdy ktoś rozlicza się z podatku, to nie robi tego zgłaszając się do „państwa”, do „urzędu”. Idzie do pomieszczenia, w którym przesiadują ludzie. I zwraca się do nich. Zanosi im zapisane cyframi kartki. Tak samo, nigdy nie dotknie mnie bezrobocie. Co najwyżej nie będę miał pracy. Ja nie będę pracował, bo ktoś nie będzie mi gotów zapłacić za moją pracę. Ale nie będzie potwora Bezrobocie, który mnie ukąsi i przez to stracę pracę.

Rzeczywistość to konkrety, nie ogólniki. To mój aksjomat. Nie potrafię go uzasadnić. Uważam co najwyżej, że absurdalnym wydaje się twierdzić, że stykam się z jakimiś zjawiskiem ogólnym, dotyczącym wielu konkretnych zjawisk na raz w taki sposób, by właśnie to ten ogólnik sprawiał, że konkrety są jakie są. „Kultura”, „tradycja”, „postęp”, „sprawiedliwość społeczna” to nazwy nadawane cechom wspólnym danych konkretów – w tych wypadkach ludzi i przedmiotów przez nich wytwarzanych. Cechy te są ogólnikami, przy czym są one nierozerwalnie związane z konkretnym, jednostkowym czymś. Jestem całkiem pewien – to te konkrety fundują rzeczywistość. Nie jest konieczne, by coś była akurat piękne/brzydkie/mądre/czerwone. Ale by było czymś musi być. A istnienie jest cechą konkretu. Nie ogólników. Istnieją konkretne przedmioty, zwierzęta, ludzie. I wraz z nimi istnieją ich kolory, smaki, kształty – czyli cechy ogólne.

Oczywiście nie da się wyrazić konkretu bez ogólników. Po prostu jest to niemożliwe. Możemy wskazać palcem i powiedzieć „to jest takie!”. To nie wystarcza. Na całe szczęście, w sposób dość tajemniczy, ludzie potrafią stwierdzić podobieństwo między zielonością liścia i drugiego liścia z tego samego drzewa. Potrafią też stwierdzić podobieństwo zielni liści drzew z zielenią trawy (czy to znaczy, że gdyby wzrok niektórych ludków był za szczegółowy, skazani byliby oni na wskazywanie palcem ;P?). W ten sposób dostrzegają cechy wspólne konkretnych zjawisk. Dostrzegają coś ogólnego. Tyle że dalej ogólniki te są mocno usadowione w konkrecie. Dookreślają go, bardziej dzięki nim świadomi jesteśmy jego konkretności. Służą przybliżeniu nam jednostkowej rzeczy. Jednak nie wydają mi się autonomiczne względem niej. Czy zieloność liścia istnieje bez niego? Śmiem powątpiewać.

Tak więc nasz język zawsze będzie delikatnie fałszował rzeczywistość. To niezbędne. Tak jak lupa zniekształca tekst, by go przybliżyć, tak samo praktycznie każde słowo obrazując cześć lub całość wszechświata jest w jakimś stopniu fałszywe.

Problem pojawia się, gdy fałsz słów połączony jest z ucieczką od konkretu. Pewne słowa w żaden sposób jednoznacznie nie mogą odnieść się do konkretu. Pozwala to na grę skojarzeń, na tworzenie chwytliwych haseł z którymi różni ludzie kojarzą różne rzeczy. I tu zaczyna się bajka podziałów politycznych ze względu na prawicowość i lewicowość – nie dotykają one sedna sprawy. Zwyczajnie są niekonkretne. Lewicowców i prawicowców w tym obszarze nie oddzielają często od siebie proponowane rozwiązania. Oddzielają ich takie pojęcia jak np. „konserwatyzm” czy „postępowość”. Ale co znaczą? Nie dużo. I dzięki temu dużo można pod nie się podpiąć. „troska o wartości rodzinne”/”sprawiedliwość społeczna”, „państwo krewiące tradycyjne wartości”/”laickie” to słowa nie dotykające konkretów. W społeczności, śmiem twierdzić, dla ludzi konkretni są inni ludzie. Dlatego konkretną propozycją polityczna będzie ta, która prezentuje propozycje zmian stosunków na linii państwo-obywatel. Reszta będzie tylko rozdymaną paplaniną. Zbiorem słów, które dzięki swej chwytliwości będą przyciągały odpowiednie osoby, te w których będą wymierzone hasła (czyli obietnica wsparcia dla rolników/przedsiębiorców/lekarzy/księży plus nieco bardziej ogólne zobowiązania walki o nowoczesne/konserwatywne państwo), ale niczego określone nie będą znaczyły, czyli do niczego konkretnego zobowiązywały.

Tak, jak zostało to przedstawione powyżej, rozumiane konkretne propozycje znajdują się oczywiście w programach partii politycznych na całym świecie. Ale ostatecznie nie one decydują do końca o lewicowości czy prawicowości tych partii. To właśnie wsparcie dla „wartości tradycyjnych” (prawica) lub „postępowych” (lewica) odróżnia jedną stronę od drugiej. Problem w tym, że te wartości mogą być bardzo dowolne, w zależności od preferencji klientów-wyborców. Konserwatysta Kaczyński będzie z racji swego konserwatyzmu czego innego chciał niż (liberalny) konserwatysta Korwin-Mikke. Jednak obydwaj oni będą się czyli konserwatystami w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Lewicowiec Miller zbierze cięgi od lewicowca Ikonowicza. I zastanie nazwany neoliberałem wręcz! Dlaczego możliwe są tak wielkie różnice wśród ludzi teoretycznie zajmujących te same pozycje polityczne? Bo politycy, z powodów wyżej wymienionych bardzo nie chcą, by pojęcia polityczne określające ich pozycje na „mapie polityczne” były związane z konkretem.

Przyszli/przeszli/niedoszli władcy nie chcą wprost mówić, jaki jest ich stosunek do pojedynczego człowieka. Bo w mogłoby się okazać, że podział na lewo i prawo jest nieco sztuczny, że „prawiczki” i „lewizna” w sumie mało się od siebie różnią (tu chce podkreślić, że jednak są wyjątki – otóż jestem przekonany, że np. pan Korwin-Mikke różni się od wszystkich i każdego z osobna człowieka na Ziemi, i to znacznie. Zresztą dzięki temu, przypadkowej zbieżności poglądów oraz niewytłumaczalnej, po prostu, sympatii obiecuje sobie zawsze darzyć tego pana pewna dozą szacunku). Czyli tak naprawdę jest ich za dużo, bo wszyscy oni sprzedają ten sam towar, tyle że różnie opakowany.

Dlatego uważam, że podział na lewice i prawice groźnie zaciemnia obraz. Doprowadza do sytuacji, w której obniżanie podatków kojarzy się z konserwatyzmem obyczajowym. A afirmacja swobód obyczajowych z „państwem dobrobytu”. Przedstawiciele zarówno lewicy i prawicy koniecznie chcą udowodnić, że ich propozycje programowe dotyczące przyziemnej rzeczywistości są wynikiem ich ideologicznej linii. Nie jest to twierdzenie wystarczająco uzasadnione, czy może się mylę?

Jaś Skoczowski

luty 2005 r.

=========================

Autor artykułu prowadzi bloga Król Jest Nagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *