Jacek Sierpiński “Praktycznie tajna reforma Unii E.”

Chciałem sobie przejrzeć projekt tzw. Traktatu reformującego UE (ściślej: “Traktatu poprawiającego Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską”“Treaty amending the Treaty on European Union and the Treaty establishing the European Community”), który z pewnym rozgłosem został zatwierdzony w dniach 18-19 października br. na “nieformalnym spotkaniu Rady Europejskiej w Lizbonie” (cytuję za oficjalnym portalem UE, europa.eu – okazuje się, że kluczowe dla całej Unii dokumenty oficjalnie przyjmuje się na nieformalnych spotkaniach!), a który ma zostać podpisany przez państwa członkowskie 13 grudnia br., w dwudziestą szóstą rocznicę bardzo przykrego dla większości (jak sądzę) Polaków wydarzenia.
Jako świadomego obywatela państwa członkowskiego UE :-) zainteresowało mnie, co tam rzeczywiście się znajduje, bo “z drugiej ręki” mogłem dowiedzieć się najróżniejszych sprzecznych ze sobą informacji. Z jednej strony przekonywano mnie, że traktat jest niezbędny, gdyż “UE musi stać się bardziej demokratyczna i spełniać oczekiwania współczesnego społeczeństwa europejskiego w zakresie wysokich standardów rozliczalności, otwartości, przejrzystości i zaangażowania” oraz “musi funkcjonować skuteczniej i być w stanie stawić czoła globalnym wyzwaniom współczesnego świata, takim jak zmiany klimatyczne, bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój”. Z drugiej strony pojawiły się opinie, że po podpisaniu i ratyfikowaniu traktatu “będziemy tak samo suwerenni jak w PRL”. Wyczytałem też tu i tam, że system liczenia głosów będzie preferował Niemcy, które na dobitkę dostaną przywilej subsydiowania gospodarki w byłej NRD, a ponadto będziemy zmuszeni przyjąć euro, co spowoduje wzrost cen i przestrzegać Karty Praw Podstawowych zawierającej “ideologiczne zapisy przeciwko życiu i rodzinie”. A ponieważ przeczytałem wcześniej (być może jako jedna z niewielu osób w Polsce) cały tekst odrzuconej w referendach we Francji i Holandii “konstytucji dla Europy” i dostrzegłem w niej istotnie sporo niepokojących zapisów, to chciałem się też przekonać, czy powróciły one w tekście projektu nowego traktatu.
Poszukiwanie polskiego tekstu projektu zacząłem od wspomnianego portalu europa.eu. Istotnie, znalazłem tam link do projektu, ale po kliknięciu na niego ukazała mi się strona z błędem. To samo spotkało mnie na stronie Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Wróciłem do europa.eu i… tym razem otworzyła się strona, niestety w większości po angielsku. Na szczęście znam ten język na tyle, żeby wiedzieć, że “Draft Treaty amending the Treaty on European Union and the Treaty establishing the European Community” to właśnie projekt traktatu. Domyśliłem się, by kliknąć na literki “pl” i sukces! – ściągnął się dokument z tekstem w języku polskim.
Niestety, okazało się, że ten tekst będzie dla mnie mało przydatny. Nie jest to bowiem jednolity tekst traktatów, jaki miałby obowiązywać po ewentualnym ratyfikowaniu “traktatu reformującego”. Jest to po prostu test wymieniający poprawki, jakie mają być wprowadzone w dotychczasowych traktatach. Bez ich znajomości na pamięć (raczej mało prawdopodobne, chyba że ktoś jest specjalistą od prawa europejskiego) albo uważnego śledzenia ich tekstu i porównywania na bieżąco z poprawkami dostaje się bardzo okrojony obraz tego, o co tak naprawdę chodzi.
Ciekawe, czy wersja jednolita traktatów pojawi się po podpisaniu “traktatu reformującego”?
Ciekawe, czy celowo przyjęto ten tekst w taki sposób (poprawki do istniejących traktatów, a nie jednolity tekst nowego traktatu zastępujący stare), by zwykły mieszkaniec UE, nawet zainteresowany tematem i przygotowany na przeczytanie całego wielostronicowego dokumentu, miał trudności ze zrozumieniem, co w efekcie ma wejść w życie?
Biorąc pod uwagę, jaką rolę przeznacza się w przyszłej UE jej obywatelom, można mieć tu pewne wątpliwości. Oto artykuł 8b, ustęp 4 zreformowanego Traktatu o Unii Europejskiej ma brzmieć:
“Obywatele Unii, w liczbie nie mniejszej niż milion, mający przynależność państwową znacznej liczby Państw Członkowskich, mogą podjąć inicjatywę zwrócenia się do Komisji o przedłożenie, w ramach jej uprawnień, odpowiedniego wniosku w sprawach, w odniesieniu do których, zdaniem obywateli, wykonanie Traktatów wymaga aktu prawnego Unii”.
Czyli – Komisja Europejska zgodzi się łaskawie rozpatrzeć (niekoniecznie pozytywnie) jedynie te petycje o zainicjowanie procedury wydania aktu prawnego, które złoży u niej co najmniej milion obywateli UE, i to reprezentujących “znaczną liczbę” państw członkowskich. Pozostałe (w tym np. podpisane przez dwa miliony samych Polaków) nie będą, jak rozumiem, nawet rozpatrywane…
Tyle będą mogli obywatele Unii po zreformowaniu traktatów i uznawane jest to za “zasadę demokratyczną”. No i oczywiście, będą też mogli “wymieniać poglądy” z instytucjami europejskimi (art. 8b ust. 1) i “utrzymywać z nimi dialog” (art. 8b ust. 2).
Kiedyś każdy (teoretycznie) mógł wystarać się o audiencję u króla i poprosić go o wydanie decyzji, aktu prawnego. Król nie musiał się oczywiście przychylić prośbie, ale zdarzało się to czasami. Teraz każdy może umówić się na spotkanie z posłem i zwrócić się do niego o podjęcie inicjatywy w celu uchwalenia takiego lub innego prawa. Ale Komisję Europejską – zasadniczo jedyny organ mający mieć inicjatywę prawodawczą w Unii (art. 9d ust. 2 Traktatu o UE po proponowanej reformie) – będzie mogło poprosić o to dopiero co najmniej milion ludzi ze “znacznej liczby” państw. Podkreślam – poprosić, zwrócić się o przedłożenie wniosku, a nie zobowiązać do jego przedłożenia. Chyba nic dobitniej nie podkreśla pozycji, jaką ma mieć obywatel w zreformowanej Unii.
“Jednostka – zerem!” – jak pisał Majakowski.
No… bądźmy sprawiedliwi – jedną milionową…

Jacek Sierpiński

30 październik 2007 r.

***

Tekst był wcześniej opublikowany na blogu Jacka Sierpińskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *