Robert Gwiazdowski: “Krach” na giełdach?

Prezes Giełdy – Ludwik Sobolewski – zapowiedział, że wyśle do KNF list z prośbą o przyjrzenie się wypowiedziom giełdowych analityków, którzy w zeszłym tygodniu przekonywali, że czekają nas trudne czasy i radzili przygotować się na dalsze spadki indeksów, gdyż mogły być one szkodliwe dla rynku, a niektóre ocierały się nawet o manipulację. Po części to ma racje, bo jak ktoś jest zawodowym „doradzaczem” i bierze za to pieniądze, to nie powinien brać przykładu z żyjącego ze spekulacji finansowych George Sorosa, który wieści właśnie ogólnoświatową katastrofę.

Szkoda tylko, że Ludwik nie nasyłał KNF na analityków, gdy ci kilkanaście miesięcy temu przepowiadali ciągłe wzrosty. A już szczególnie z OFE, które wmawiały „ubezpieczonym”, jakie kokosy czekają na nich na emeryturach.

Ale nie ma też powodu, do straszenia przyszłych emerytów, że przez spadki na giełdach nasze emerytury właśnie „diabli wzięli”. Niektórzy wydawcy, bo to nie dziennikarze, tylko wydawcy, chcą, żeby im się lepiej gazeta sprzedawała (na przykład Fakt) po raz kolejny zmanipulowali moją wypowiedzią, wkładając mi w usta, że emerytur nie będzie. Będą. Emerytury w głównej mierze pochodzą z podatków (nazywanych dla zmyłki „składkami”), płaconych przez tych, którzy pracują dla tych, którzy już nie pracują, a nie z tego co OFE zarobią na giełdzie. OFE swój cel zrealizowały – zarobiły dla siebie. Przecież prowizję za zarządzanie biorą bez względu na to, czy są spadki, czy wzrosty. A wyniki osiągają takie same, jak pasywnie zarządzany przez ZUS Fundusz Rezerwy Demograficznej.

Po drugie, „wtopili” tylko ci gracze, (lubiący nazywać się „inwestorami”), których przyciągnęła nadzieja na szybki zysk, i którzy kupowali akcje w okresie ostatnich wzrostów. Ci, którzy kupili je na początku wzrostów są nadal „do przodu”.

Inwestowanie zakłada jakiś poziom racjonalności. A nie da się racjonalnie wytłumaczyć skąd brały się takie wzrosty przez mionie dwa lata, ani skąd się biorą dziś takie spadki. Wyniki spółek nie uzasadniały ani takiej hossy, ani teraz nie uzasadniają takiej korekty.

I wreszcie po trzecie, jak indeksy rosły, to było wiadomo, że kiedyś zaczną spadać. Jak teraz spadają, to wiadomo, że kiedyś zaczną rosnąć. Tylko nikt nie wie kiedy i jak bardzo.

Jak jakiś inwestor miał na rachunku w komputerze X akcji spółek z WIG 20 i je sprzedał, to dziś ma w tym samym komputerze Y PLN, za które może kupić euro, dolary, funty, franki, jeny czy co tam jeszcze. I będzie musiał je gdzieś znowu „zainwestować”. Jak w 2000 roku pękła „bańka internetowa” to się gracze przerzucili z dotcom-ów na nieruchomości. Jak zaczęło się robić na tym rynku niebezpiecznie, to niektórzy się „hedżowali” na ropie, której ceny doszły do rekordowych poziomów (nawet uwzględniając inflację od roku 1981). Niektórzy analitycy z wielkich banków, które na spekulacjach na rynku kredytów hipotecznych odnotowały straty idące łącznie w setki miliardów dolarów, już zapowiadali, że ropa zdrożeje jeszcze bardziej – nawet do 150-200 dolarów za baryłkę – żeby zrobić miejsce do kolejnych spekulacji. Ciekawe, co wymyślą teraz? Bo że coś wymyślą to pewne.

A czy od tych wszystkich operacji finansowych ktokolwiek zbiedniał, albo się wzbogacił w tradycyjnym znaczeniu tych pojęć? Nie! To wszystko odbywa się w wirtualnym świecie już nawet nie papierowego pieniądza, tylko zapisów elektronicznych.

Żebyśmy jednak nie popadali z kompleksy z powodu naszej zaściankowości, warto dodać, że nie tylko zresztą polscy analitycy „szaleją”. Analitycy Merrill Lynch & Co. obniżyli właśnie o połowę swoje prognozy wzrostu PKB w USA w tym roku. Ocenili, że recesja na amerykańskim rynku nieruchomości przeniosła się na resztę gospodarki. Wiedzą, co mówią. To ich bank tylko w IV kwartale 2007 w segmencie subprime poniósł straty w wysokości 9,8 mld USD. A co będzie w I kwartale 2008?

Ale może nie będzie wcale tak źle. Przecież analitycy Merrill Lynch (ciekawe, czy ci sami) w grudniu 2007 roku spodziewali się, że dynamika wzrostu PKB w Polsce będzie w 2008 roku zbliżona do ubiegłorocznej i wyniesie około 6,0%?!? Tak mi się coś zdaje, że jak tempo wzrostu PKB w USA spadnie w tym roku o połowę, to w Polsce nie utrzyma się na tym samym poziomie, co w zeszłym roku. Ale pomylą się jedni, albo drudzy analitycy Merrill Lynch. A sam Merrill Lynch będzie miał rację…

Robert Gwiazdowski

23.01.2008 r.

***

Tekst był wcześniej opublikowany na blogu autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *