Rafał Modzelewski ”Fantazja”

Jest od tego aby bawić się na całego…

Tylko czyim kosztem? Naszym i naszej wolności. Kosztem tego, że nigdy tej wolności nie dostaniemy.

Takich fantazji jest pełno. Wszelkiego rodzaju etatyzm od faszyzmu, po komunizm mamią nas różnego rodzaju obietnicami, a pod każdą z nich kryje się przemoc użyta by tę obietnicę spełnić(zwykle nieskutecznie). Jest jeszcze jedna fantazja, mianowicie konserwatywny liberalizm, która jest prawdopodobnie najniebezpieczniejszą z istniejących. Ten tekst adresuję oczywiście do ko-liberałów i możliwe, że zgodzą się z nim lub pokażą mi gdzie się mylę.

Ko-liberalizm jest, w skrócie, ideą głoszącą, że „nasz” człowiek dostanie się do rządu i przejmie nad nim kontrolę po to by uwolnić cały kraj, a jednocześnie zachować konserwatywne wartości moralne. Wszystko byłoby w tym fajne, gdyby nie to, że jest kompletnie niedorzeczne.

„Naszym” człowiekiem jest oczywiście Janusz Korwin Mikke. Człowiek głoszący, ze woli rządy bezpieki niż rządy „ludu”(ludzi?), że nie-„wolnościowców” można wysyłać do obozów reedukacji, że monarchia absolutna to wolnościowe rozwiązanie, a socjalistów czy demokratów można wieszać.

Pomińmy jednak wszystkie te teorie. Załóżmy, że JKM naprawdę chce dać nam wolność. Chcieć to niestety nie zawsze móc(módz?). Nadzwyczajna teza wymaga nadzwyczajnego dowodu. Stwierdzenie, że gdzieś na Saharze leży kamień, nie jest żadną niesłychaną tezą. Natomiast twierdzenie, że jeden człowiek zapanuje nad rządem, organizacją mająca wojsko, policję, bezpiekę, urzędników etc, nad tym lewiatanem dysponującym miliardami złotych? To jest nadzwyczajna teza.

Nikomu w historii się to nie udało, nikomu nie udaje się teraz. Przydałby się jakiś dowód na to, że JKM potrafi dostać się do organizacji mającej na cel jedno i sprawić by robiła drugie. Mógłby zapisać się do kółka różańcowego i zmienić je w kółko ateistów albo zmienić klub zachowawczo-monarchistyczny w klub demokratów. Mógłby nawet dostać się do mafii i zmienić ją w organizację charytatywną. Trudne? Pewnie tak, ale te zadania wydają się śmiesznie łatwe przy próbie zmiany obecnego rządu na rząd wolnościowy(cokolwiek to znaczy).

Pomińmy drogę dostania się do rządu. Bo co? Pojedzie pan JKM na Śląsk i powie górnikom „zlikwiduję dotacje do kopalń”, a oni krzykną z radością „Tak! On nas uwolni!”? Przypuśćmy zatem, że JKM jest u władzy.

Rząd to nie ludzie w sejmie czy nawet w urzędach, rząd to wszystkie zobowiązania i przepisy prawne, które wciąż będą obowiązywały gdy JKM dojdzie do władzy. Rząd to zasiłki dla bezrobotnych, pensje dla lekarzy, dotacje dla rolników etc. To jest prawdziwa istota rządu.

Niech JKM, mając już władzę, powie, że zlikwiduje państwowe szkoły. JKM jest cybernetykiem i powinien wiedzieć co stanie się potem. Czemu niby dziesiątki tysięcy ludzi zatrudnionych w publicznej „oświacie” miałyby posłuchać starszego człowieka w muszce? Związki zawodowe bredząc, że walczą o dobro uczniów, przykują swoich członków do szkolnych ławek czy wejść. I co wtedy? JKM wyśle na nich policję? Po to by media pokazały pałowanych nauczycieli i rodziców? Może da im ostrą amunicję, co czasem zapowiadał? Stanie się nowym Hitlerem, nawet gorszym bo wszystko pokażą na żywo w telewizji, a liberalizm zostanie zagrzebany na następne 10 pokoleń.

To są praktyczne pytania, na które musi odpowiedzieć nie tylko on, ale każdy kto głosuje np. na UPR licząc na wolność.

Jeśli zaś JKM nie będzie chciał zmienić mafii w organizację charytatywną by udowodnić swoje zdolności, to wygląda jak ktoś kto nie da rady unieść cegły, ale wszem i wobec rozgłasza, że bez trudu uniesie pałac kultury.

Rafał Modzelewski
08.03.2008 r.
***
Tekst ukazał się wcześniej na blogu autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *