Lech: Ojczyzna prohibicji leczy się sama

Jednym z Ojców Założycieli dla lecznictwa konopnego był Robert C. Randall. Człowiek ten w 1976 r. dokonał niemożliwego – przekonał Sąd Federalny Washington D.C., że zażywanie cannabis jest dla niego ni mniej, ni więcej, jak medyczną koniecznością. Od lat młodzieńczych cierpiał na jaskrę i w początkach lat siedemdziesiątych usłyszał od lekarzy, że straci wzrok w ciągu kilku lat. Nie stracił go do śmierci w 2001. Uprawiał i stosował cannabis; podczas procesu poddał się serii drobiazgowych testów, które potwierdziły, że żaden inny lek nie jest w stanie ocalić mu wzroku, jak tylko ten nielegalny narkotyk. Potem to władze mu go dostarczały. Dwa lata później wstrzymały dostawy, a Randall wytoczył im proces. Zwyciężył. W 1981 r. wraz z żoną Alice założył Alliance for Cannabis Therapeutics, by walczyć o legalizację konopi w medycynie.

Kiedy w 1991 r. Randall starał się o objęcie ludzi cierpiących na AIDS programem dystrybucji legalnej cannabis, George H. W. Bush (senior) zamknął dostęp do owego programu. Obejmował on wówczas 13 osób, z czego do dziś „rządową marijuanę” otrzymuje siedem. Rząd Busha juniora wezwał do wznowienia przyjęć jeden z pierwszych pacjentów, I. Rosenfeld, cierpiący na tumory kości – bezskutecznie. Upór władz centralnych powinien dać nam wiele do myślenia.

Na krótko przed śmiercią pierwszego oficjalnego pacjenta, który do ostatnich chwil życia nie poddał się ślepocie, Sąd Najwyższy USA zdecydował, że prawo nie przewiduje żadnych wyjątków dla konopi w służbie medycyny. W ewidentnej sprzeczności z przeszłymi, ówczesnymi i dzisiejszymi praktykami samych władz tego kraju. Podstawą wyroku był kamień węgielny Wojny z Narkotykami (War on Drugs), Controlled Substances Act z 1970 r. Proces był wynikiem jednej z kilku inicjatyw w historii, wniósł go w 1998 r. kalifornijski dystrybutor konopi dla chorych, Oakland Cannabis Buyers’ Cooperative (o specyfice samego Oakland wspominaliśmy również w Spliffie#12).

Mimo prawa federalnego liczne stany dopuszczają uprawę i stosowanie konopi ze względu na stan zdrowia, z pewnymi ograniczeniami. Większość w wyniku referendów. Prawo stanowe stoi niżej, ale pech oskarżenia nie spotyka wielu. Jednak „nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji”, o czym za chwilę. Na straży porządku stoi oczywiście wszechpotężna Drug Enforcement Administration oraz nieco mniej nieugięta Federal Drug Administration, odpowiedzialna nie tyle za tzw. drugs-narkotyki, ale (o ironio) za drugs-leki. Trzeba jednak pamiętać, w 1988 r. Francis L. Young z DEA publicznie stwierdził, że cannabis jest jednym z najbezpieczniejszych znanych środków terapeutycznych. Niedawno FDA zaaprobowała przynajmniej pewne badania naukowe, jednak swojej licencji odmówiła DEA. Controlled Substances Act klasyfikuje cannabis w grupie pierwszej, najbardziej śmiercionośnych narkotyków bez jakiejkolwiek wartości medycznej. Próby reklasyfikacji z 1972, 1995 i 2002 r. nie powiodły się. Petycje były odrzucane. Cannabis nie doczekało się pełnych i wyczerpujących testów medycznych. Nie może być reklasyfikowane. Paragraf 22 głosił, że możesz iść do cywila na własną prośbę, z powodu choroby psychicznej, ale chory psychicznie nie może sądzić, że nie jest zdrowy, więc składając prośbę udowadniałeś, że nic ci nie jest.

Sztandarowym przykładem polityki paradoksów jest pierwszy „oświecony stan”, Kalifornia, w 1996 r. częściowo uzdrowiony głosami 55,6% wyborców za tzw. Proposition 215, inaczej California’s Compassionate Use Act (co w tłumaczeniu zabrzmiałoby dość dziwnie, np. „współczujące” lub „litościwe” prawo do używania). Dziś w LA stoją słynne automaty sprzedające słono „oficjalną trawę”. Cóż, wiedzą, jak dobrze zarobić, a pacjenci są poddawani upokarzającym procedurom niczym terroryści – oprócz kart chipowych ze zdjęciem muszą dać maszynie zdjąć odcisk palca i zeskanować tęczówkę. Niektórzy z czytelników i postronnych obserwatorów informują nas jednak, że nie jest tam trudno uzyskać zezwolenie. Proposition 215 wymaga „pisemnej bądź ustnej rekomendacji” lekarza, że pacjent „odniesie korzyść ze stosowania”. Ilość nie została określona. Uprawnieni są ludzie cierpiący na wyniszczające choroby, m.in. nowotwory; migreny; HIV/AIDS; artrozy (choroby zwyrodnieniowe stawów); stwardnienie rozsiane; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); chroniczne bóle; padaczka. W 2003 r. przyjęto poprawkę, Senate Bill 420, ustanawiając limit dla pacjenta i/lub jego opiekuna na osiem uncji (ok. 228g) suszu i/lub sześć dojrzałych bądź dwanaście niedojrzałych roślin, jednocześnie dopuszczając podwyższenie limitu przez lekarza lub władze lokalne niższego szczebla, a także dopuszczając możliwość uprawy i dystrybucji zbiorowej. Tylko około połowa okręgów w Kalifornii skorzystała z nowych praw.

Kilka lat po inauguracji aktu nastąpiło większe zwarcie na styku legislacji stanowej i federalnej. Sytuacja była bardzo skomplikowana, ale przedstawmy ją w skrócie. Angel Raich, cierpiąca na chroniczne bóle i kurcze mięśni wokół kręgosłupa wiele lat od wypadku samochodowego, uprawiała cannabis. Jej lekarz zeznał, że pozbawienie jej konopi może doprowadzić do śmierci i nasili ból. DEA zniszczyło sześć roślin. Raich, Diane Monson z innego miasta oraz 2 opiekunów o nieujawnionej tożsamości pozwało rząd żądając umownej, deklaratywnej rekompensaty za naruszanie ich praw, twierdząc, że Controlled Substances Act jest niekonstytucyjny w odniesieniu do ich przypadku. W 2002 r. przegrali (chociaż część składu Sądu Najwyższego miało pewne wahania). Swojej radości z wyroku nie omieszkało ogłosić działające w ramach ONZ International Narcotics Control Board. Z drugiej strony, sama Proposition 215 była kilkukrotnie zaskarżana jako kolidująca z prawem federalnym, ale bezskutecznie.

Do dziś swoje prawa pacjenci wywalczyli w 13 stanach. Czternasty i piętnasty, Maryland i Arizona, w 2003 r. ograniczyły wysokość maksymalnej sankcji do grzywny 100$, jeśli aresztowany dowiedzie „medycznej konieczności” zażywania w sądzie. Niemal wszystkie te stany to Zachód USA. W referendum przegrał tylko jeden, Południowa Dakota w 2006 r. (stosunkiem głosów 48:52%, planuje zresztą dalsze starania).

W Oregonie Regulacja 67 (Measure 67) została poparta przez 54,6% wyborców w 1998 r. Dotyczy pacjentów z pisemną rekomendacją lekarską, cierpiących na: nowotwory; HIV/AIDS; stwardnienie rozsiane i inne schorzenia z nadmierną kurczliwością mięśni; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); padaczkę i inne choroby z napadami; chroniczne bóle; mdłości; jaskrę. Wszystkie inne przypadki rozpatruje administracja osobno. Zezwolono na uprawę siedmiu roślin (najwyżej trzy mogą być w stadium dojrzałości) i posiadanie nie więcej niż „czterech uncji marijuany” (uncja = ok. 28,5g). Pacjenci bez zezwolenia lub posiadający większą niż podana ilość również dostali możliwość argumentować w sądach względami medycznymi, a ciężar dowodu spoczywa na oskarżycielu (affirmative defence). Idea organizacji centrów dystrybucyjnych została odrzucona przez wyborców w 2004 r.

Późniejsze poprawki wprowadziły szereg zmian: pacjent/opiekun może uprawiać tylko w jednym miejscu, ale najwyżej sześć dorosłych roślin, 18 sadzonek, posiadać 24 uncje (ok. 684 g) bez żadnych wyjątków. Jednak ci, którzy nie zarejestrują się, otrzymali również szanse na prawną ochronę (afirmatywne – patrz wyżej). Rejestracja powinna mieć miejsce minimum rok przed ewentualnym aresztowaniem, żeby miała moc, a organy śledcze nie są zobowiązane do utrzymywania przy życiu ewentualnych zarekwirowanych roślin. Do listy chorób dających ochronę przed sankcjami dodano chorobę Alzheimera.

Równocześnie nowe prawa wprowadził stan Washington D.C. „Za” oddało głos 59%. Prawo wymaga pisemnej dokumentacji od lekarza, że potencjalne korzyści przewyższają potencjalne ryzyka zastosowania, w chorobach: nowotwór, wyniszczenie nowotworowe (kacheksja), stwardnienie rozsiane, ból nieustępujący pod wpływem standardowej terapii, HIV/AIDS, jaskra, padaczka; inne przypadki zatwierdza się oddzielną drogą. Dopuszczono posiadanie zapasu na 60 dni przez pacjenta lub opiekuna. Późniejsze poprawki zobowiązały władze do sprecyzowania tego stwierdzenia, jak również umożliwiło pacjentom aresztowanym z większymi zasobami udowadnianie medycznej konieczności. Listę schorzeń uzupełniono o chorobę Crohna i zapalenie wątroby typu C oraz choroby powodujące mdłości, utratę wagi lub apetytu, spazmy, kurcze, spastyczności mięśniowe, anoreksję, pod warunkiem nieustępowania pod wpływem standardowego leczenia. Kto potrafi udowodnić wyższe zapotrzebowanie, pozostaje chroniony prawem. Ograniczono możliwość zaboru konopi przez aparat ścigania.

Referendum na Alasce odbyło się także w 1998 r. Jego wynik to 58% „za”. Od 1999 r. na uprawę sześciu roślin, w tym najwyżej trzech będących w tym czasie w stanie dojrzałości, zezwala się pacjentom (i ich opiekunom) cierpiącym na następujące schorzenia: nowotwory; HIV/AIDS; stwardnienie rozsiane i inne schorzenia z nadmierną kurczliwością mięśni; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); padaczkę i inne choroby z napadami; chroniczne bóle; mdłości; jaskrę; muszą oni posiadać pisemne potwierdzenie lekarskie i ważną kartę identyfikacyjną, bezwzględnie. Inne przypadki są rozpatrywane przez administrację osobno. Dopuszczalna ilość suszu to ok. 28,5 g, czyli 1 uncja.

62% za to wynik referendum z 1999 r. w Maine (stan z Północnego Wschodniego Wybrzeża, wyjątkowo). Pacjenci potrzebują pisemnej bądź ustnej opinii lekarskiej, że mogą odnieść korzyści z zastosowania cannabis. Dotyczy cierpiących na: stwardnienie rozsiane i inne schorzenia z nadmierną kurczliwością mięśni; padaczkę i inne choroby z napadami; mdłości na tle AIDS lub chemioterapii raka; jaskrę. Wolno posiadać maksimum sześć roślin, z czego trzy w stanie dojrzałości oraz ok. 71.25 g (2,5 uncji), początkowo dwa razy mniej, przed wniesieniem poprawki. Kto posiadał więcej, ma również szanse dowieść zapotrzebowania ze względu na chorobę. Nie funkcjonuje żaden rejestr pacjentów.

Hawaje: Senate Bill 862 wszedł w życie w roku 2000. Wymagane jest pisemne oświadczenie lekarza, że pacjent cierpi na wyniszczającą chorobę z listy oraz „potencjalne korzyści przewyższają potencjalne ryzyka”. Lista obejmuje: nowotwory; HIV/AIDS; stwardnienie rozsiane i inne schorzenia z nadmierną kurczliwością mięśni; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); padaczkę i inne choroby z napadami; chroniczne bóle; mdłości; jaskrę oraz chorobę Crohna. Inne przypadki do osobnego rozpatrzenia administracyjnego. Zezwala się na posiadanie uncji (ok. 28,5 g), uprawę siedmiu roślin, w tym najwyżej trzech jednocześnie w stadium dojrzałości. Obowiązują karty identyfikacyjne. Aresztowani z ilością przekraczającą dozwolony próg mają prawo do obrony typu „wybór między złem a złem” (“choice of evils” defence).

W Newadzie w roku 2000 w referendum reformę poparło 65% głosujących. Od 2001 r. na karty identyfikacyjne uprawniające do uncji (ok. 28,5 g) i uprawy do siedmiu, w tym maksymalnie trzech jednocześnie w stadium dojrzałości, roślin, mogą liczyć pacjenci (i ich opiekunowie) z pisemnym zaświadczeniem lekarskim, iż konopia może ulżyć im w następujących schorzeniach: AIDS, jaskra, uporczywe skurcze/spazmy mięśniowe, ostre mdłości lub bóle, wyniszczenie nowotworowe (kacheksja), nowotwór, lub inne zatwierdzone w oddzielnym postępowaniu administracyjnym. Również tu w przypadku większych ilości istnieje prawo do obrony afirmatywnej w sądzie.

Podobnie w 2000 r. w wyniku wygranego 54% głosów referendum wywalczyli swoje prawa pacjenci z Kolorado. Dwudziesta Poprawka do Konstytucji Stanowej pozwala pacjentom (i ich opiekunom) na posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) konopi i sześciu roślin, jeśli wcześniej, tj. przed ewentualnym aresztowaniem otrzymali od lekarza zaświadczenie, iż mogą odnieść korzyść z jej stosowania, jeżeli cierpią na którąś z następujących wyniszczających chorób: nowotwór; HIV/AIDS; chroniczne zaburzenia systemu nerwowego, stwardnienie rozsiane i inne schorzenia z nadmierną kurczliwością mięśni; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); padaczkę i inne choroby z napadami; chroniczne bóle; mdłości; jaskrę; inne zatwierdzane osobno. Obowiązują karty identyfikacyjne. Pacjenci nie spełniający tychże warunków posiadają prawo do obrony afirmatywnej w sądzie. Nie wolno zażywać konopi w obecności osób postronnych, nawet na terenie własnej posiadłości.

Vermont wprowadził w 2004 r. tzw. Senate Bill 76. Początkowo obejmował on jedynie pacjentów chorych na HIV/AIDS, stwardnienie rozsiane i nowotwory, jeżeli choroba jest wyniszczająca (sic!). Pacjenci (i opiekunowie) otrzymali prawo do dwóch uncji (ok. 57 g) konopi i uprawy jednej dorosłej i dwóch niedojrzałych roślin. Wprowadzono identyfikatory. Następnie warunki zmieniono na dwie dojrzałe i/lub siedem niedojrzałych roślin, pacjentom honoruje się zaświadczenia ze stanów sąsiednich, a do listy warunków dołączono nowotwory, stwardnienie rozsiane, HIV/AIDS, nawet jeśli nie są wyniszczające, ale jeśli choroba lub jej terapia wywołują ostre, uporczywe i nieustępliwe symptomy, a także wszelkie chroniczne i wyniszczające choroby i skutki uboczne terapii, które wywołują następujące ostre, uporczywe i nieustępliwe symptomy: utrata wagi, wyniszczenie nowotworowe (kacheksja), ostre bóle, ostre mdłości, spazmy.

Nie inaczej zdecydowali tego roku wyborcy z Montany: 62% „za”. Za sześcioma roślinami dla pacjentów (i ich opiekunów) z pisemną autoryzacją od lekarza. Dotyczy chorych na: ostre lub przewlekłe bóle; ostre mdłości; ataki padaczkowe i nie tylko; wyniszczenie nowotworowe (kacheksję); spazmy/skurcze mięśniowe z powodu m.in. stwardnienia rozsianego lub choroby Crohna. Obowiązują identyfikatory.

Kolejny był niewielki stan Rhode Island w pobliżu Nowego Jorku w 2006 r. Pacjenci (lub ich opiekunowie) potrzebują pisemnej opinii lekarskiej, że potencjalne korzyści z zastosowania konopi przewyższają potencjalne ryzyka i że jest możliwe złagodzenie objawów. Dotyczy chorób: nowotwory; HIV/AIDS; stwardnienie rozsiane, choroba Crohna i inne schorzenia z uporczywymi lub ostrymi kurczami mięśni; wyniszczenie nowotworowe (kacheksja); padaczka i inne choroby z napadami; chroniczne, wyniszczające, ostre bóle; zapalenie wątroby typu C; ostre mdłości; jaskra, zaostrzenie choroby Alzheimera; inne zatwierdzone oddzielnym postępowaniem administracyjnym. Zezwolono na dwanaście roślin i/lub 2,5 uncji (ok. 71,25 g), pod warunkiem przechowywania wewnątrz budynku. Obowiązują karty identyfikacyjne. Pacjenci, posiadający zaświadczenie, ale bez identyfikatora, mają prawo do afirmatywnej obrony w sądzie.

Od 2007 r. swoje specjalne regulacje wprowadza Nowy Meksyk. Jedną z nich był Senate Bill 523, “Lynn and Erin Compassionate Use Act”. Obejmują one głównie śmiertelnie chorych, ludzi z urazami rdzenia kręgowego z uporczywą spastycznością, chorych na padaczkę, stwardnienie rozsiane, HIV/AIDS, nowotwory, jaskrę, przy udokumentowaniu; także ich opiekunów. Zapowiedziano szerokie konsultacje. Zainteresowani mieli składać podania do Departamentu Zdrowia i otrzymywać identyfikatory. Ciężar licencjonowania i koncesjonowania producentów i dystrybutorów „trawki” miały wziąć na siebie władze. To wyjątek, co potwierdza, że rządom łatwiej jest zdekryminalizować uprawy niż zapewnić lek własnym obywatelom wbrew polityce demonizacji cannabis. Na razie limit wyznaczono na cztery rośliny dorosłe, cztery młode sadzonki, sześć uncji (ok. 171 g).

Podczas referendum prezydenckiego 04.11.2008 mieszkańcy Michigan miażdzącą większością głosów zdecydowali o rychłym wprowadzeniu podobnego programu. Na leczenie konopią oddawali głosy także obywatele kilku miast na terenie całego kraju. Depenalizację dla użytkowników rekreacyjnych wprowadził teraz także np. cały stan Massachusetts (właściwie chodzi jednak o zniesienie kar więzienia, będą studolarowe grzywny). Poważne zmiany czekają też Hawaje.

Fala daleko posuniętej depenalizacji przetoczyła się przez mniej więcej te same stany na ogół lata, a nawet dekady wcześniej niż akceptacja zdobyczy medycyny. Co może sugerować, że rządy bardziej niż epidemii niosącego jakoby śmierć uzależnienia boją się prawdy o absurdzie i nieludzkiej niesprawiedliwości prohibicji.

W Kalifornii w 1996 r. dokonał się pierwszy przełom od początku Wojny z Narkotykami. Rozpoczęło się od lokalnych niewiążących referendów (79% „za” w ’91 w San Francisco). W kampanii udział wzięły tysiące aktywistów, wolontariuszy i lekarzy, a także filantropów, np. George Soros. Zmiana świadomości społecznej była m.in. rezultatem epidemii HIV w latach 80-tych i licznych prześladowań ludzi chorych na raka za terapię cannabis. Sympatię mediów wywołało m.in. aresztowanie sześćdziesięcioletniej pielęgniarki za dostarczenie tuzina ciastek haszyszowych na międzynarodową konferencję w sprawie AIDS. W debacie udział wzięli, po przeciwnej stronie, niezliczeni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości (lub nie-sprawiedliwości), organizacji abstynenckich, wrogo nastawiona była też wtedy większość polityków i urzędników.

Już po wejściu Proposition 215 w życie nastąpiło mnóstwo ataków DEA na Kalifornię, wymierzonych w dużej mierze przeciw znanym postaciom z ruchu. Stosowane były różne metody prawne, ostatnio w modzie jest konfiskowanie mienia i zastraszanie właścicieli wynajmujących nieruchomości oskarżonym. Najazdy nie cieszą się przychylnością opinii publicznej, ale szczególnie za Busha nasiliły się. Wydawane wyroki są często bardzo niskie, np. słynny grower „Ask Ed” Rosenthal, zagrożony karą 10 lat więzienia, w 2002 r. został skazany na 1 dzień.

Chociaż sędziowie komentując podobne sprawy nieraz wyrażają dosłownie wstyd za swoje instytucje, tym razem przewodniczący nie dopuszczał obrony do głosu i powoływania świadków, wpływał na skład i postawę przysięgłych oraz popełnił inne przewinienia. Niski wyrok działacz zawdzięczał oburzeniu ławników z powodu prób manipulacji nimi i niedopuszczania ich do kluczowych informacji przemawiających na korzyść oskarżonego. Na przebieg procesu oczywiście nie omieszkali wpływać federalni, popierani przez prokuratora generalnego, będącego równocześnie ministrem sprawiedliwości (general attorney).

Tymczasem administracja Busha, jak twierdzi, konsekwentnie popiera poszerzanie autonomii prawnej stanów. Takie podejście tradycyjnie wiąże się z pewną dozą wyrozumiałości wobec południowych stanów tolerujących rasizm we własnych społecznościach wbrew postawie waszyngtońskich rządów – także Rosenthal miał pełne prawo oczekiwać niekaralności ze względu na oficjalne poparcie swoich, kalifornijskich władz (których przedstawicieli nie dosięgły przecież zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej). Podczas gdy przy lokalnym dopuszczeniu eutanazji w Oregonie nie sięgnięto bynajmniej po tak drastyczne środki ze strony federalnego aparatu prawnokarnego, przynoszący pomoc umierającym Ed Rosenthal został postawiony pod pręgierz. Sformułowanie „egzekucja władzy centralnej” nabrało nowego wymiaru.

Jak to czasem bywa, obronie udało się mimo wszystko powołać na świadka przedstawiciela władz lokalnych, który potwierdził, że Ed dostarcza sadzonki dystrybutorom za ich aprobatą. [Później odbyła się apelacja i w latach 2006-07 proces przebiegł dość podobnie, a wyrok 1 dnia więzienia został podtrzymany.] Również popularny republikański (!) gubernator tego najludniejszego stanu Arnold Schwarzenegger jest przeciwnikiem prohibicji, jednak dość dyskretnym, jako polityk bardzo wysokiej rangi: gdyby urodził się był obywatelem USA (stał się nim po imigracji), byłby teraz kandydatem na prezydenta (kwestie konstytucyjne). Zagadnięty publicznie w sprawie nagrania z ’77 r., na którym pali jointa, powiedział, że joint nie jest narkotykiem.

Regulacje dekryminalizujące konopie do celów medycznych i/lub lekarstwa zawierające THC (choć drogie i dostępne dla nielicznych) są już dziś obecne w co czwartym stanie USA, jak również np. w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Królestwie Niderlandów, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i – ostatnio – Austrii.

Źródła: NORML, en.wikipedia.org, gogle.com, FOX news (http://www.foxnews.com/story/0,2933,305797,00.html)
http://writ.news.findlaw.com/colb/20030212.html
http://www.rcreader.com/index.php?option=com_content&task=view&id=9574&Itemid=42
http://writ.news.findlaw.com/colb/20030212.html
http://www.rcreader.com/index.php?option=com_content&task=view&id=9574&Itemid=42
http://www.mpp.org/states/michigan/news/michigan-voters-roll-in.html

Lech.

5 thoughts on “Lech: Ojczyzna prohibicji leczy się sama

  1. W sprawie narkotyków widzę dwie opcje:

    1. legalizacja na sposób lewacki , czyli z akcyzą, regulacją i państwową propagandą (sorry, edukacją) na temat tego jakie to one szkodliwe. Wszystko za moją kasę.
    2. status quo- zostawic nielegalne. I tak każdy kto chce może uzyskac do nich dostęp, a przynajmniej państwo nie położy swojej brudnej łapy na było nie było enklawie wolnego handlu.

    Sam narkotyków nie zażywam, parę razy zdarzylo mi się miec z nimi do czynienia, ale to bylo dawno i nieprawda 😉 Wole tradycyjne używki. Jeżeli ktos jednak lubi to sądze że większe korzyści będzie mial jednak z utrzymania status quo.

    Na temat narkotyków w lecznictwie sie nie wypowiadam, bo to juz dla mnie abstrakcja zupełna…

  2. Heh, znam ludzi którzy cpają to gówno od wielu lat + paru co prowadzą…działalnośc gospodarczą na tym polu i nic mi nie wiadomo, żeby ktoś miał z tej racji kiedykolwiek jakieś kłopoty z prawem. Legalizacja przy drakońskich regulacjach, jakie chcą narzucic obrońcy “welfare state” niewiele da. Ci, którzy będą uprawiac ziółko na własny użytek+ ci, którzy będa woleli pozostac “w ukryciu” zamiast płacic państwu haracz dalej pozostaną wyjęci spod prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *