Maciej Dudek: Korwin-Mikke i libertarianie

Jak w każdych wyborach prezydenckich w Polsce – tak i w tegorocznych udział bierze Janusz Korwin-Mikke.

Czasem ilość przechodzi w jakość. Determinacja, z jaką JKM staje w szranki wyborcze, nieustająca działalność publicystyczna i budząca respekt odporność na niewybredną krytykę pozwala już – moim zdaniem – mówić o jakości.

Po ogłoszeniu decyzji JKM-a zastanawiałem się, czy jednak z ideowej absencji wyborczej nie zrezygnować i kartki do urny z X-ksem przy Korwinie nie wrzucić. Po prostu ten jego upór budzi moją sympatię i poniekąd – podziw.

Jasne jest, że spora część powtarzanych od lat postulatów Korwina ma charakter etatystyczny. Przypomnijmy pokrótce tych parę punktów, które sprawiają, że część wolnościowców uważa taką kandydaturę za trefną.

Korwin jest państwowcem. Nie mówi jak się przed państwem obronić tylko jak państwo uzdrowić. Chce państwo odchudzić i dzięki temu uczynić je bardziej sprawnym. Dla libertarian bardziej sprawne państwo to bardziej sprawny aparat przymusu.

Korwin jest monarchistą. W świadomości konserwatystów wdrukowany jest tolkienowski mit o naturalności monarchii. Jeden z monarchistów napisał w komentarzu, że monarchia znana jest od tysiącleci i “wiemy, czego się po niej spodziewać”. Odpowiedział mu zdaje się Filip Paszko: “to jest, stary, najlepszy powód, żeby monarchii unikać”. Zamiana biurokracji kreatur parlamentarnych na biurokrację kreatur dworskich jest dla libertarian pomysłem do wolnościowego przeciwnym.

Korwin jest konserwatystą. Bycie konserwatystą zbrodnią żadną oczywiście nie jest. To, co nie podoba się libertarianom, to ciągoty do tego, aby ten konserwatyzm w jakiś tam sposób podeprzeć władzą państwową.

Korwin jest militarystą. Pragnie silnej armii, zwiększenia wydatków na nią, wprowadzenia powszechnych szkoleń z obsługi bronii palnej. Problem dla libertarian to rola państwa – silnej militarnej machiny utrzymywanej z podatków. Libertarianie chcą pełnego dostępu do broni ale nie chcą aby im tę broń wkładał w ręce urzędnik albo – co gorsza – zabierał im pod przymusem pieniądze, żeby bronią wymachiwali inni.

Korwin jest ekstrawagancki. Tutaj komentować nie trzeba – jednym się ta ekstrawagancja nie podoba, innym – przeciwnie. Rzecz gustu.

Etatystyczna część poglądów Janusza Korwin-Mikkego skłania część libertarian do opinii, że nie różni się on z wolnościowego punktu widzenia od kandydatów pozostałych. Pogląd taki wyraził Jacek Sierpiński – faktyczny kreator środowiska libertariańskiego w Polsce.

W opinii mojej oceny takie idą zbyt daleko. Poglądy Janusza Korwin-Mikkego mają również swoje oblicze wolnościowe i bynajmniej nie dotyczą one drobiazgów. Przeciwnie – Korwin domaga się zmian raczej fundamentalnych niż kosmetycznych. Przypomnijmy:

– likwidacja przymusowych ubezpieczeń społecznych,
– wycofanie się państwa z edukacji,
– rozwiązanie państwowej służby zdrowia,
– demonopolizacja i prywatyzacja emisji pieniądza,
– zniesienie podatku dochodowego i zastąpienie go ryczałtowym przy skokowym obniżeniu ich całościowego wymiaru,
– znacząca liberalizacja przepisów gospodarczych,
– zlikwidowanie działalności socjalnej państwa,
– powszechny dostęp do broni palnej.

Niektóre z tych postulatów zaserwowane są częściowo i nie do końca konsekwentnie – zgadzam się. Niemniej – ich rodzaj i kaliber w żadnym razie nie uprawniają do stwierdzeń, że nie różnią się one z wolnościowego punktu widzenia od postulatów kandydatów pozostałych.

Moim zdaniem – każdy z tych postulatów sam w sobie tyle waży, że zgodzić się można z tezą następującą: bliżej jest mu do libertarian o całe lata świetlne niż Komorowskiemu, Kaczyńskiemu, Napieralskiemu czy Pawlakowi.

Tych postulatów jest sporo i stawiane są niezmiennie od wielu już lat. Nie wiem jakich kryteriów użyć trzeba aby postawić je na równi z postulatami PiS-u, PO, SLD czy PSL-u. Takiej kwalifikacji nie rozumiem, nawet jeśli dokonuje jej postać tak dla libertarian znacząca jak Jacek Sierpiński.

Potrafię pojąć, że ktoś odrzuca udział w wyborach po całości. Że ktoś neguje demokrację jako coś, co z drogą do wolności nie pokrywa się na żadnym odcinku.

Jeśli jednak nie odrzucamy wyborów ale odrzucamy kandydata to pojawia się pytanie: który z kandydatów jest lepszy? Jakie nazwisko wchodzi jeszcze w rachubę? Niech ono padnie! Skoro różnice nie są wielkie – pokażmy, chociażby dla porównania, kandydata innego.

Jeśli Korwin chce zlikwidować przymus ubezpieczeń społecznych – to postulat ten pokrywa się z postulatami libertarian. Czy którykolwiek z kandydatów może powiedzieć o sobie, że jakieś punkty jego programu są libertariańskie? Który? I jakie punkty?

Libertariańskiego rycerza spod Giewontu o pogladąch nieskazitelnych nie mamy, ale to co mamy to jednak jest sporo – jakkolwiek byśmy tej oferty nie próbowali dezawuować.

Dla mnie też było to sporo, ale jednak za mało, żeby podjąć decyzję. Nie jestem fanem JKM-a, choć ze znaczną częścią jego poglądów sympatyzuję.

Pojawiła się koncepcja utargowania czegoś – i utargowaliśmy dekryminalizację “piractwa”. Jak na kilku forumowych krzykaczy to śmiem twierdzić, że sporo. To nie my zebraliśmy 100 tysięcy podpisów.

Odpowiedzi Korwina pozwoliły ocenić go jako polityka, który nie ma większych problemów, żeby się z wolnościowcami dogadywać.

Poparcie dla zniesienia karalności za dzielenie się informacją było rozstrzygające – Janusz Korwin-Mikke stał się moim kandydatem.

Maciej Dudek
31.05.2010

53 thoughts on “Maciej Dudek: Korwin-Mikke i libertarianie

  1. Problem polega nie na ogólnym programie JKM, który istotnie zawiera wiele elementów wolnościowych. Problem polega na tym, że jak Pan Janusz przechodzi od ogólnych haseł do konkretów, to nagle okazuje się, że te konkrety są bardziej etatystyczne niż to, co mamy obecnie. Na przykład zapowiedź zgłoszenia ustawy, która miałaby równocześnie 1) zwiększyć wydatki na armię o 50% i 2) znieść zasiłki dla bezrobotnych. Ponieważ wydatki na armię są o wiele wyższe od wydatków na zasiłki, oznaczałoby to konieczność znalezienia jeszcze dodatkowych 9,5 mld zł. Ponieważ JKM nie wspomniał nic o tym, by owa ustawa miałaby redukować wydatki na inne cele, jej realizacja musiałaby wiązać się z podwyżką podatków lub zwiększeniem deficytu budżetowego. Dodatkowo, w obecnej konfiguracji politycznej i społecznej taki pomysł pewnie zostałby okrojony przez Sejm i Senat li tylko do postulatu zwiększenia wydatków na armię, bo na zniesienie zasiłków dla bezrobotnych nie byłoby zgody (prawdę mówiąc, ja też nie widziałbym sensu godzenia się na to – skoro już mnie państwo rabuje, to niech przynajmniej mam za to jakieś zabezpieczenie na wypadek bezrobocia). Inny pomysł to przymusowe (jak wynikało z wypowiedzi JKM) szkolenia wojskowe młodzieży w garnizonach. I znowu, można przypuszczać, że o ile docelowy pomysł prywatyzacji szkół i ich programowego rozdziału od państwa (wielokrotnie prezentowany przez p. Janusza) raczej nie jest do zrealizowania w obecnej sytuacji, o tyle pomysł szkoleń w garnizonach mógłby przejść.
    Innymi słowy, pojawia się zasadniczy rozdźwięk pomiędzy “polityką realną” (która w praktyce może przynieść większe ograniczenie wolności) a docelowymi postulatami JKM. I nie chodzi tu o to, że te docelowe postulaty nie są aż tak bardzo radykalne, jakbyśmy chcieli, tylko o to, że prowadzona przez niego “polityka realna” może pójść w drugą stronę. Trochę tak, jak z komunistami, którzy niby dążyli do bezklasowego ustroju, w którym państwo “obumrze”, ale ich realna polityka prowadziła do wzmacniania państwa i ucisku klasowego…

  2. Oczywiście masz całkowitą rację – jest tak, jak piszesz. Inaczej jednak widzę znaczenie tych szczegółowych deklaracji.

    To nie tyle są konkretne działania, co część haseł. Nie ma sprzeczności pomiędzy programem a “polityką realną” bo realnej polityki nie ma, są tylko deklaracje. Pojawiają się sprzeczności pomiędzy różnymi hasłami – niektóre szczegółowe postulaty naruszają wolnościowe zasady większego kalibru.

    Powtórzmy: oczywistością jest, że część postulatów JKM-a jest etatystyczna i jako taka – sprzeczna z postulatami wolnościowymi. Nikt tego nie kwestionuje.

    Z mojego punktu widzenia większym słoniem w menażerii jest monarchizm. Przy monarchizmie garnizonowe szkolenia to raczej drobiazg. Co do zwiększenia budżetu na armię – podobnie. Raczej domniemywałbym, że zwiększenie tego budżetu finansowane ma być z likwidacji innych sektorów typu lecznictwo państwowe. Rozpatrywanie tego w kontekście obecnej konfiguracji politycznej… sądzimy, że JKM wygra wybory? Tu jest raczej mowa o postulatach mocno dalekosiężnych.

    My po prostu nie mówimy o tym, że nasze głosy mogą tu coś dać i że Korwin może w tych wyborach zgarnąć jakiś większy kawałek tortu. My mówimy o tym, że jedzie teraz pewien pociąg, na który można wrzucić parę naszych rzeczy – tylko tyle i aż tyle.

    No i warto dodać, że w kontaktach z nami JKM okazuje się całkiem racjonalny…

  3. Przepraszam Cię Maciej, ale od pewnego czasu formułujesz swoje zdania w formie schematów myślowych używanych w polityce masowej używanych zresztą często i nauczanych przez różnego rodzaju służby zwane specjalnymi i inne komitety PR=owskie… sorry Cię bardzo, ale jakiś czas temu się tym zajmowałem i czaję mechanizmy, a do tego dochodzi przeszłość dziennikarska i Twój styl pisania śmierdzi mi zbytnio.. Przepraszam , że kogoś, a zwłaszcza Ciebie uraziłem, bo Cię lubię i dzięki za kolację (była zajebista) ;).
    Wszyscy pewnie się zorientowali, że agitujesz w stronę JKM- twoje prawo, może i ja się ugnę, ALE.. Jacek ma rację, ma spore doświadczenie, zna JKM i jest, jak wszyscy wiedzą, PAPIEŻEM :):):).
    Choć jego delikatny styl pisania o działaniach JKM jest aż nadto wysublimowany. Ale ma rację. Podobnie jak użytkownicy forum libertarian pokazujący przykłady (werbalnego) działania JKM.
    Mi osobiście podoba się jego massmediowy nonkonformizm i spontaniczność, przynajmniej chce mi się go oglądać w TV; oczywiście część jego postulatów również. Jednakże, nadmierny populizm i sprzeczność deklaracji mnie mierżą, podobnie jak jego skrajnie zadeklarowany konserwatyzm i wypowiedzi promilitarne ostatnich dni. Zaczynam odnosić wrażenie, że jest to człowiek typu “wydmuszka” spełniający rolę clowna na naszej tzw. scenie politycznej, choć szanuję go za postulat z początków lat 90tych o ujawnieniu akt wszystkich urzędników.
    zdrowia

  4. Gdyby jeszcze Korwin dążył do realizacji swych postulatow w praktyce. Jakoś nie kojarzę aby protestował gdy Gierek zwiększał dług publiczny czy wpisywali do konstytucji wieczystą przyjaźń polsko – sowiecką. Należał wowczas do SD, ktora była partią t.zw.satelicką i w pełnii popierała propagandę sukcesu, deficyt, PRLowskie życie na kredyt, uzależnienie Polski.
    A teraz może sobie gadać ale empirycznie nie dowiodł wiernosci własnym ideałom.

  5. “Przepraszam Cię Maciej, ale od pewnego czasu formułujesz swoje zdania w formie schematów myślowych używanych w polityce masowej używanych zresztą często i nauczanych przez różnego rodzaju służby zwane specjalnymi i inne komitety PR=owskie… sorry Cię bardzo, ale jakiś czas temu się tym zajmowałem i czaję mechanizmy, a do tego dochodzi przeszłość dziennikarska i Twój styl pisania śmierdzi mi zbytnio..”

    A lekarz co mówi?

    Sorry, ale są jakieś granice – sugerujesz, że piszę na zlecienie służb, żeby powstrzymać rewolucję libertariańską? I wynika to ze sposobu formułowania zdań?

    Naprawdę rzadko kogoś skreślam, ale jeśli do paranoi dochodzi obrzucanie łajnem i publiczne formułowanie takich zarzutów bez cienia uzasadnienia to jesteś pierwszą znaną mi osobą, która swoim poziomem moralnym przyprawiła mnie o mdłości.

  6. Zarzut, że JKM jest państwowcem, jest conajmniej dziwny. Oczywiście, że jest państwowcem bo w końcu kandyduje na państwowy urząd. Wyobrażacie sobie anarchiste kandydującego na prezydenta?

  7. Maciej, o poziomie moralnym pogadamy jak napiszesz coś interesującego, a podejrzenia o problemy zdrowotne to typowa zagrywka wszelkiej agentury. Pisanie o “rewolucji libertariańskiej” i podejrzenie o “teorie spiskowe” to typowa taktyka na ośmieszenie jakiejkolwiek inicjatywy więc nie traktuj mnie jak 15 latka bo te tematy już przerabiałem. Albo idź się poucz albo pisz na temat.

  8. Nie wiem co ma poziom moralny do interesujących tekstów, pewnie tyle co sposób formułowania zdań do bycia agentem.

    Może masz tak jak piszesz przeszłość dziennikarską może jakąś inną. Póki co dość profesjonalnie starasz się mnie osrywać i przyzwoitość wymagałaby, żebyś jakoś te swoje rewelacje uzasadnił, bo jak na razie to wygląda to z Twojej strony mocno trefnie.

    Jeśli mówisz, że próbuję ośmieszać jakąś inicjatywę to masz na myśli Twoją próbę wygenerowania wokół mnie smrodu? Myślę, że z powodzeniem ośmiesza się ona sama wraz inicjatorem.

    Nie lubię robić syfu i pyskówki, ale chyba pojmujesz co piszesz?

  9. Napisałem, że twój styl pisania jest jak wyjęty z podręcznika propagandy PRLowskiej, styl agenturalnej Trybuny Ludu (“libertariański rycerz spod giewontu” i podobne kwiatki plus zakończenie piękną deklaracją poparcia młodego działacza, formułowanie zdań, które w istocie deprecjonują i ośmieszają idee, o wolności piszesz jakby to była zabawa w piaskownicy itp.).
    Ja ci tutaj puściłem tekst niejako ironicznie i symbolicznie (przyznaję, że nieco złośliwy), bo liczyłem na twoją inteligencję (że np. odpiszesz, że pisałeś niegdyś teksty polityczne, albo urzędnicze i tak ci zostało, albo jaki inny argument z przymrużeniem oka..)
    A ty od razu z mordą..

  10. Jak pisałem – nie jestem fanem tego rodzaju pyskówek. Możemy śmiało przyjąć, że powodem mojego wyskoczenia z mordą są niedostatki inteligencji tj. że wziąłem na serio to co było niczym więcej niż tylko ironią. Z drugiej strony – nie tylko mi może brakować błyskotliwości w odczytywaniu takich dowcipów, więc chyba jednak dobrze, że jakoś to wyjaśniliśmy na poważnie.

  11. To nie żadna pyskówka, tylko zwrócenie uwagi; poczytaj jakieś teksty z PRLu to zrozumiesz o co mi chodziło.
    Ale skoro się pieklisz, to daj se człeku spokój.

  12. Kwestię czy miałem powody do pieklenia się to już sobie każdy czytający sam rozstrzygnie.

    Co do tekstu – “libertariański rycerz spod Giewontu” to polityk, który miałby czysto libertariańskie poglądy, czyli polityk wymarzony, którego nie ma. Jest Korwin, który nie jest nieskazitelny. Czy wiązanie takiej metafory z PRL-em i stylem agenturalnej “Trybuny Ludu” nie jest aby jakąś obsesyjną nadinterpretacją? Czy komuś ona uwłacza?

  13. Właśnie skrobnąłem dziś tekścik na temat wyborów na moim blogu, myślę że lada dzień pojawi się na liberalis.pl

    Będzie pewna umiarkowana przeciwwaga dla kultu Korwina. Swoją drogą jest on zdecydowanie opcją wartą rozważenia.

  14. Pytaniem na pytanie – metoda nienowa – dlaczego ta armia musi być państwowa?

  15. Maciej Dudek

    Pytaniem na pytanie – metoda nienowa – dlaczego ta armia musi być państwowa?

    No czasem to zdaje się pozwala pominąć koszty transakcji niezbędne do poniesienia, by stworzyć armię fundowaną dobrowolnymi opłatami.

  16. E, bez rymu poecie odpowiadać się nie godzi.
    Nie w tym kraju – nie w Polsce i nie po powodzi.

    Jasiu, częstochowski rym nam daj, bo jak nie, to będziesz cham!

    oklasky

  17. Armia może być państwowa
    Jeśli będzie zawodowa
    I podana modernizacji gruntownej
    O ile jest możliwość odnowy takowej
    Jeśli nie to lepiej dać sobie pokoj
    Tworzyć od podstaw grupy paramilitarne
    Ktore dla trepow będą solą w oku
    Gdy dopływ świeżej gotowki im minie
    Tamci zrzucą karabiny z nietęgą miną
    Zaś naszym dzięki funduszom oraz pasji
    Może kiedyś posse comitatus wypali
    Sprawi iż w kraju będzie normalnie

  18. Następujące pytanie:
    Jakie są państwa ambicje? Zmiana czegoś w polityce i społeczeństwie, czy raczej akademickie pierdu pierdu? Bo piszecie tu niektórzy, jakbyście mieszkali dwie galaktyki dalej.

  19. Tak z boku sobie czytam, bo pierwszy raz tu jestem, i myślę, że powinno się debatować na temat zarzucony przez autora, a nie dywagować (w dodatku bez solidnych podstaw) nt. jego osobą. Podstawowa zasada rzetelnej dyskusji – dyskutuj z poglądami, nie z człowiekiem.
    A co do Korwina w PRL-u to był internowany trzy miesiące w 1982 r. Może nie jest to kilka lat w więzieniu za poglądy, jak przeżyli niektórzy, ale pokazuje, że tak z boku to wtedy nie stał.

  20. Kurcze JKM powiedział “chodzi o to żeby sie policzyć” Pawlak wie ilu ma wyborców. Pseudointelekt też się liczy nawzajem…oddają głos na bronka. Tylko że oni nie maja żadnej ideologi…powiedzmy sobie szczeze są głupi. Jeśli my przestaniemy się kłucic a sie najprościoej w swiecie policzymu przy urnie może cos z tego wyjdzie. Poki nie ma innego kandydata niż JKM to o co sie spierać. On chce zlikwidować socjal i poszeżyc dostęp do broni. Jak dla mnie extra. A pózniej to już sie zobaczy czy będziemy go chcieli nadal popierać.

    Ktoś ma jakieś ale… na ten temat ?

  21. Chciałem kilka dni temu na konwencji w Poznaniu zapytać JKM, czy jeśli z jakiegoś powodu antypaństwowcy wyjdą kiedyś na ulicę zademonstrować swoją antypaństwowość – tak no powiedzmy… “z błyskiem w oku” ;-), ale bez podpalania prywatnych samochodów, to czy policja też będzie miała według niego użyć ostrych kul… (Korwin powiedział chwilę wcześniej o strzelaniu do podpalających samochody w czasie rozruchów).
    Tak się bałem usłyszeć tą odpowiedź , że nie zapytałem…

  22. “On chce zlikwidować socjal i poszeżyc dostęp do broni. Jak dla mnie extra.”

    Hehe.
    Jak ja się cieszę, że ci zboczeńcy to niecałe 2% tego społeczeństwa.

    Przy okazji to warto zgasić zapał co niektórych konlibów.. otóż znam trzy osoby, które głosowały na Kurwina. Jedna dla jaj, druga, bo jej się podobało to jak mówi (a nie co), trzecia zaś miała zdecydowanie etatystyczne poglądy.
    Libertarianie w elektoracie Korwina to jakieś 3% całej zgrai.

  23. @Ciconia
    Ja tam się nie wybieram ale podzielam pogląd Jacka Sierpińskiego: Komor to bardzo, bardzo źle. Rząd przyciśnie bucikiem…

    @butters
    chyba ponad 2%? No i jeśli libertarianie w elektoracie JKM to niecałe 3% (myślę, że nie badałeś tego tylko strzeliłeś ze łba) to jest ich kilkanaście tysięcy. Bardzo optymistyczny szacunek 🙂 Myślę, że gdyby był prawdziwy to za 20 lat etatyzm byłby historią.

  24. @CCC,

    i zrobimy wielkie ognisko.. wiele ognisk, w każdym większym Słowiańskim mieście. Będzie biesiada z kiełbaskami i golonkami. xD

    (I akurat PO sesji)

  25. Bawi mnie, jak zwykle setnie facet, rozpatrywany przez libertarian na serio, mający takie zdanie: “nie można zgwałcić żony”, w sprawach praw kobiet. A przynajmniej – takie zdanie wygłosił i grzecznie mnie nie przeprosił za to jako libertarianina i feministę.

  26. Ale przecież jakby zlikwidować ZUS, służbę zdrowia i edukację narodową to chyba nie byłoby wielkiej szkody, że taki akurat pogląd ma? Tym bardziej, że wygłoszony na pół serio i raczej nie tyczący np. gwałtu ze szczególnym okrucieństwem.

  27. Ale gdzie on oświadczył, że nie można zgwałcić żony? Ja zauważyłem w tej rozmowie tylko tyle, że sądy uznał za niekompetentne do rozstrzygania w kwestii gwałtów w małżeństwie.

    Powszechna praca dla kobiet, jako dar równouprawnienia to jeden wielki bzdet. Ot, państwa znalazły sobie kolejne ofiary swojego pasożytnictwa i tyle. Odejście od modelu, w którym mężczyzna utrzymuje rodzinę, kończy się w etatystycznych warunkach większą pazernością i rozdymaniem państwa. Bo można obedrzeć z kasy dwie osoby, a nie jedną i to dotkliwiej, niż w modelu z jedynym żywicielem rodziny. Ale jest przecież super, jest równość bo i kobiety i mężczyźni pracują.

    Lewiatana trzeba odciąć od kasy, konserwatywna metoda, czyli powrót do modelu: kobiety zostają w domu, albo jak już chcą pracować, to po agorystycznemu siedzą w szarej strefie, też by w tym pomogła. No chyba, że opodatkują prace domowe (kurde, to seks może też, co pojeby? Wszakże małżeństwo to kryptoprostytucja, nie?), do czego też się nawołuje.

    Jeśli ktoś wierzy, że model społeczeństwa, w którym kobiety pracują wespół z mężczyznami, zapanował, by niewiasty mogły się jakoś realizować, by była równość i w inne podobne pierdy, jest strasznym frajerem.

    Państwa łaskawie pozwoliły białogłowom na pracę, tylko dlatego, by wyciągnąć od nich dodatkową kasę z której mogłoby finansować swoje poronione “usługi”. Gdyby na pracę kobiety się nie godziły, trochę mniej czołgów można byłoby kupić, trochę mniej szkół podległych ministerstwom zbudować, etc, etc.

    Jak widać, czasem liberalizmowi po drodze z konserwatyzmem.

  28. Maciej Dudek

    Ale przecież jakby zlikwidować ZUS, służbę zdrowia i edukację narodową to chyba nie byłoby wielkiej szkody, że taki akurat pogląd ma?

    Dla mnie chyba jednak byłoby, bo zdecydowanie ZUS, edukacja i służba zdrowia fundowana z podatków działa z mniejszym pogwałceniem czyjejś wolności, niż gwałt. Nie ma czegoś takiego, jak gwałt za zgodą gwałconego, a podejrzewam, że znaleźliby się ludzie gotowi na ZUS płacić. Dodatkowo gwałt polega na tym, że korzystasz z kogoś bez jego zgody, a nie z rzeczy, które są jego. Bez samochodu zazwyczaj możesz być sobą, a nawet decydować o sobie, bez dłoni nie możesz już decydować o tej części Ciebie, którą była twoja dłoń.

    Tym bardziej, że wygłoszony na pół serio i raczej nie tyczący np. gwałtu ze szczególnym okrucieństwem.

    Ale co za różnica, czy gwałci się okrutnie (cokolwiek to znaczy) czy na przykład bez bicia i krzyku bo kobieta, np. upita czy zaćpana już nie ma siły się bronić?

  29. Nie zgadzam się – na obowiązkowe składki nie można się zgodzić z definicji tak samo jak nie można się zgodzić na gwałt. Taka jest natura przymusu, nie ma dobrowolnego przymusu, jeżeli jest zgoda – nie ma przymusu.

    Ponadto – inna jest waga problemu – ZUS dotyczy wszystkich a gwałty małżeńskie nie.

  30. Maciej Dudek

    Nie zgadzam się – na obowiązkowe składki nie można się zgodzić z definicji tak samo jak nie można się zgodzić na gwałt.

    Oczywiście, że można, można się im dobrowolnie poddać. Każdemu obowiązkowi można poddać się dobrowolnie – obowiązek w ty przypadku polega tylko na tym, że jak go nie wypełnisz, to ktoś ma prawo Cię do wypełnienia go przymusić, stąd twierdzenie, że przecież się zgodził nie usprawiedliwia osoby zabierającej coś komuś.

    Nie można natomiast dobrowolnie poddać się gwałtowi. Właśnie z definicji. Gwałcą Cię wtedy, jak ktoś Ci coś robi wbrew Tobie.

    Ponadto – inna jest waga problemu – ZUS dotyczy wszystkich a gwałty małżeńskie nie.<-em:

    Nie, waga problemu jest większa z mojej perspektywy, bo dla mnie się liczy wolność jednostki, a nie wolność jednostek należących do jakiejś grupy (np. większości populacji zaludniającej jakiś teren), a dotyczy jawnego odebrania komuś wolności (np. tak samo zakaz aborcji jest mniejszym naruszeniem wolności niż samo uniemożliwienie komuś dokonania aborcji za zgodą matki, choć zakaz już dotyczy innego dobra niż np. obowiązek odprowadzania podatku czy składki).

    Ale gdzie on oświadczył, że nie można zgwałcić żony? Ja zauważyłem w tej rozmowie tylko tyle, że sądy uznał za niekompetentne do rozstrzygania w kwestii gwałtów w małżeństwie.

    I godząc się na to, by nikt tego nie mógł rozpatrywać, może poza mężem, który miałby dokonać gwałtu – o czym zapomniałeś wspomnieć, a to ważne, bo wtedy podejrzany byłby sędzią w swojej sprawie, co jest nie tak kurwa mądre chyba raczej.

  31. SzLZ

    Bo lewactwu brak dystansu krótko mówiąc.

    Porozmawiam z Tobą o dystansie w tej kwestii, gdy ktoś Cię pobije lub zgwałci. Niestety nie liczę na to, że da radę Ci to jakiś twój partner i partnerka wytłumaczyć, dlaczego do tego trudno mieć dystans, bo nawet jakbyś miał życie erotyczne, to i tka by nie trafiło. Niektórzy nie wierzą w istnienie cudzej krzywdy. Ot, po prostu w dzieciństwie zatrzymali się na poziomie stwierdzenia, że ich boli, ale dojść do tego, że kogoś jeszcze może bolec, to przerastało ich wyobraźnie. Ja na to nic nie mogę poradzić, no nic zupełnie.

    Jakbym mógł, to wytłumaczyłbym Ci, dlaczego facet, występujący jako polityk i bez żądnych hamulców twierdzący, że nie powinno się rozpatrywać, czy mąż zgwałcił żonę, nawet gdy ona tak twierdzi (większość gwałtów odbywa się bez świadków, btw, rozumiem, że to argument, by w ogóle nie rozpatrywać skarg kogoś na to, że został zgwałcony przez kogoś?), jest bucem i jak żartuje, to najwyżej żartuje bucersko. To jak śmiać się z kogoś chorego na raka, że jakoś tak mizerniutko, ojoj, mizerniutko, że chyba już w tym roku nie pobiega, hyhy.

  32. jaś skoczowski:

    I godząc się na to, by nikt tego nie mógł rozpatrywać, może poza mężem, który miałby dokonać gwałtu – o czym zapomniałeś wspomnieć, a to ważne, bo wtedy podejrzany byłby sędzią w swojej sprawie, co jest nie tak kurwa mądre chyba raczej.

    A nadawanie jednej ze stron znacznie mocniejszej pozycji, niż drugiej jest już jak najbardziej OK, co? Żona mówi, że mąż ją zgwałcił – mąż twierdzi, że to nieprawda. Dowodów brak, ale wierzymy żonie, bo mamy dobre serduszko dla potencjalnych ofiar, tak? Z niemałżeńskimi gwałtami są już takie wianki, ludzie się w nie wrabiają jak im się coś odwidzi, są w stanie wpakować drugą osobę do pierdla w obronie swojej “reputacji”. I później mamy wysyp gwałcicieli albo pedofilów, bo kobieta walczy o prawa do dziecka czy coś.

    Zresztą nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kobieta dysponująca np. nagraniem zostałaby odprawiona z sądu z kwitkiem z racji tego, że jest w związku, więc z automatu odpada. A to, że Korwin uznaje, że sądy nie są kompetentne do rozstrzygania o gwałtach w zaciszu domowym (czy w ogóle w jakimkolwiek zaciszu, bez świadków czy dowodów), nie jest przecież równoznaczne z lepperowskim “czy można zgwałcić prostytutkę, hehehe”.

    A wg. Ciebie, jasiu, są?

  33. FB

    A nadawanie jednej ze stron znacznie mocniejszej pozycji, niż drugiej jest już jak najbardziej OK, co? Żona mówi, że mąż ją zgwałcił – mąż twierdzi, że to nieprawda. Dowodów brak, ale wierzymy żonie, bo mamy dobre serduszko dla potencjalnych ofiar, tak? Z niemałżeńskimi gwałtami są już takie wianki, ludzie się w nie wrabiają jak im się coś odwidzi, są w stanie wpakować drugą osobę do pierdla w obronie swojej “reputacji”. I później mamy wysyp gwałcicieli albo pedofilów, bo kobieta walczy o prawa do dziecka czy coś.

    Wytłumaczysz mi w takim razie, bez megamizoginizmu, dlaczego ponad 90% zarejestrowanych gwałtów to gwałty mężczyzn na kobietach? Oświeć mnie, skoro tak łatwo oszukać, że zostało się zgwałconym, dlaczego nie korzystają z tego mężczyźni? Bo wiesz, jeśli oskarżenia o gwałt, zwłaszcza w rodzinie, to świetny sposób na kasę i prawa do opieki nad dzieckiem, to akurat kasa [przydaje się i jednym i drugim. Masz więc może coś więcej do zakomunikowania o oszustwach dotyczących gwałtów oprócz danych wyssanych z palucha?

    Zresztą nie wyobrażam sobie sytuacji, w której kobieta dysponująca np. nagraniem zostałaby odprawiona z sądu z kwitkiem z racji tego, że jest w związku, więc z automatu odpada.

    No bo przecież gwałcone są tylko kobiety, które swoje stosunki nagrywają na kamery. Stąd przyjmujmy za dowód tylko nagrania wideo. Bo przecież wiadomo, że inaczej kobiety będą kłamały. TE GŁUPIE SUKI NIE UMIO MATEMATYKI, NIE DAJMY SIĘ IM ZNISZCZYĆ. Co tam, że wymaganie nagrania od kobiety jako dowodu na gwałt oznacza, że kobieta musiałaby tylko po to nagrywać wszystkie swoje stosunki.

    A to, że Korwin uznaje, że sądy nie są kompetentne do rozstrzygania o gwałtach w zaciszu domowym (czy w ogóle w jakimkolwiek zaciszu, bez świadków czy dowodów), nie jest przecież równoznaczne z lepperowskim “czy można zgwałcić prostytutkę, hehehe”.

    No nie, dlatego Muszka Mikke zaraz dodała, że jak zapłacisz prostytutce za seks, to już nie możesz, chyba, że wykroczysz poza umowę. I to akurat już jest lepperyzm.

    A wg. Ciebie, jasiu, są?

    Nie mniej niż każda inna osoba. Ty sobie jakoś w ogóle wyobrażasz procesy poszlakowe jako dopuszczalne? Misiu, gdyby dowody zawsze byłyby jednoznaczne, to sądy w ogóle nie byłyby potrzebne. A przecież tupie tylko na stwierdzenie, że żony w małżeństwie nie da się zgwałcić, czyli: że w ogóle nie da się zgłosić takiego przestępstwa, a nie, że ludzie mają być skazywani na podstawie zeznań jednej, jedynej osoby.

  34. “Nobody’s perfect” – warto to sobie zapamiętać. Myślę, że ofiara gwałtu w rodzinie to najgorszy rodzaj gwałtu. Jeżeli ofiara nie miała siły aby się obronić przed sprawcą, to zakładając, że doznała trwałego urazu psychicznego (polegający na straceniu wiary we własne możliwości czerpania siły OD siebie, a nie od innych) traci całkowicie kontakt z rzeczywistością. Zdrowie jednostki jest uwarunkowane m.in równowadze w rodzinie, poprawnych relacjach, równowadze itp. Bardzo ładnie rolę rodziny w społeczeństwie przedstawia np. konfucjusz. Ogólnie mówiąc – każdy członek rodziny odgrywa jakąś określoną rolę, aby mogła być zachowana jej równowaga i wewnętrzna integracja, czyli ojciec ma być ojcem, matka matką, dzieci dziećmi, dziadkowie dziadkami. Jeżeli np. ojciec będzie nieudacznikiem i zwali obowiązek utrzymania rodziny synowi-dziecku nastąpi zaburzenie równowagi (mówiąc po chińsku zaburzenie “przepływu energii”). Wracając do tematu: gwałt w rodzinie to objaw, a nie przyczyna choroby, patologii. Może to brzmi jakbym szerzył propagandę Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, ale tak to już jest. Chorobę należy eliminować zanim ona powstanie. Sytuacja analogiczna – tzw. “medycyna chorych” co dzień wymyśla cudowne pigułki do walki z chorobami takimi jak AIDS, SARS, grypa, itp. itd., które jednak zwalczają TYLKO objawy, co może skutkować pogorszeniem stanu zdrowia pacjenta. Na takiej samej zasadzie działa polityka państw na świecie – chcą wytresować jednostkę służalczą, niewolniczą, słabą, niezdolną do samodzielności. To nie są moje wymysły, poczytajcie artykuły na podobny temat.
    P.S. szkoda zdrowia i czasu na rozrywki typu komputer, internet, tv itp, najzdrowiej zacząć aktywnie uprawiać jakiś sport czy inny wysiłek fizyczny
    P.S. 2
    Załóżmy -rodzina to drzewo, rodzice to pień, a dzieci gałęzie. Pytanie – czy jest możliwym, aby nagle gałęzie zajęły miejsce pnia i odwrotnie dalej żyjąc?

  35. Wytłumaczysz mi w takim razie, bez megamizoginizmu, dlaczego ponad 90% zarejestrowanych gwałtów to gwałty mężczyzn na kobietach? Oświeć mnie, skoro tak łatwo oszukać, że zostało się zgwałconym, dlaczego nie korzystają z tego mężczyźni? Bo wiesz, jeśli oskarżenia o gwałt, zwłaszcza w rodzinie, to świetny sposób na kasę i prawa do opieki nad dzieckiem, to akurat kasa [przydaje się i jednym i drugim. Masz więc może coś więcej do zakomunikowania o oszustwach dotyczących gwałtów oprócz danych wyssanych z palucha?

    O super, nagle z mizantropa i socjopaty awansowałem już tylko na mizogina. Dlaczego nie korzystają mężczyźni? Może z tego samego powodu, z którego nie zgłaszają, że żona ich leje, że są ofiarami jakiejkolwiek przemocy, czyli wedle ich równie mizoginistycznych rozumków, ofiarami i nieudacznikami w ogóle, którzy nie potrafią przyzwoicie zagrać roli swojej własnej płci. Kwestia dumy, IMHO.

    Nie mniej niż każda inna osoba. Ty sobie jakoś w ogóle wyobrażasz procesy poszlakowe jako dopuszczalne?

    A muszę?

    A przecież tupie tylko na stwierdzenie, że żony w małżeństwie nie da się zgwałcić, czyli: że w ogóle nie da się zgłosić takiego przestępstwa, a nie, że ludzie mają być skazywani na podstawie zeznań jednej, jedynej osoby.

    No to idź zapytać Korwina w ten sam precyzyjny sposób – czy postuluje on, by w ogóle nie dało się zgłosić takiego przestępstwa, a nie posługuj się insynuacjami GazWybu.

    No bo przecież gwałcone są tylko kobiety, które swoje stosunki nagrywają na kamery. Stąd przyjmujmy za dowód tylko nagrania wideo. Bo przecież wiadomo, że inaczej kobiety będą kłamały. TE GŁUPIE SUKI NIE UMIO MATEMATYKI, NIE DAJMY SIĘ IM ZNISZCZYĆ. Co tam, że wymaganie nagrania od kobiety jako dowodu na gwałt oznacza, że kobieta musiałaby tylko po to nagrywać wszystkie swoje stosunki.

    Przestań jojczeć. Właśnie taka sytuacja, jaką przedstawiłem, byłaby świetnym rozstrzygnięciem czy w Polsce mikkeańskiej rzeczywiście dałoby się zgłosić takie przestępstwo, czy nie. A to, że wymaganoby poważniejszego materiału dowodowego niż słowo przeciw słowu, to Ci przeszkadzać nie powinno, gdyż sam stwierdziłeś, że to akurat masz w dupie.

  36. FB

    O super, nagle z mizantropa i socjopaty awansowałem już tylko na mizogina. Dlaczego nie korzystają mężczyźni? Może z tego samego powodu, z którego nie zgłaszają, że żona ich leje, że są ofiarami jakiejkolwiek przemocy, czyli wedle ich równie mizoginistycznych rozumków, ofiarami i nieudacznikami w ogóle, którzy nie potrafią przyzwoicie zagrać roli swojej własnej płci. Kwestia dumy, IMHO.

    Twoja humble opinia jest humble. Nie twierdzę, że moja jest mniej. Ale zaraz-zaraz, czy twoja opinia przypadiem nie miałab być kontrargumentem? Ojoj.

    A muszę?

    Oczywiście nie musisz, jeśli nie chcesz podważać zasadności takich procesów. Ale przecież podważałeś.

    No to idź zapytać Korwina w ten sam precyzyjny sposób – czy postuluje on, by w ogóle nie dało się zgłosić takiego przestępstwa, a nie posługuj się insynuacjami GazWybu.

    Sugerujesz, że wywiad nie jest autoryzowany, że on nie powiedział, że gwałt męża na żonie nie powinien być kryminalizowany, czy jak zwykle nie masz pomysłu jak dyskutować i zyskujesz na czasie?

    Przestań jojczeć. Właśnie taka sytuacja, jaką przedstawiłem, byłaby świetnym rozstrzygnięciem czy w Polsce mikkeańskiej rzeczywiście dałoby się zgłosić takie przestępstwo, czy nie. A to, że wymaganoby poważniejszego materiału dowodowego niż słowo przeciw słowu, to Ci przeszkadzać nie powinno, gdyż sam stwierdziłeś, że to akurat masz w dupie.

    Nie, jeśli procesy poszlakowe są dopuszczalne. Jeśli są, nie jest konieczny tak bezpośredni dowód przestępstwa – a tym jest nagranie. Sędziowie mógłby rozpatrzyć, czy kiedykolwiek zgłaszano przemoc w rodzinie, czy żona oskarżająca męża brała coś, co mogło ją pozbawić przytomności bez jej wiedzy, czy wkrótce po domniemanym gwałcie mówiła o tym komuś itd. I wtedy można byłoby rozpatrywać przypadki typowych, a nie wybitnie dziwnej sytuacji, w której ktoś został zgwałcony i na tyle na to był przygotowany, że sobie nawet zamontował kamerkę akurat tam, gdzie go zgwałcili. Prawo, jeśli jeszcze tego nie pojąłeś, to zbiór reguł postępowania, który ma wtedy wartość dodatnią, jeśli pomaga wielu ludziom żyć, a nie tylko ekscentrykom.

  37. jaś skoczowski:

    Twoja humble opinia jest humble. Nie twierdzę, że moja jest mniej. Ale zaraz-zaraz, czy twoja opinia przypadiem nie miałab być kontrargumentem? Ojoj.

    Kontrargumentem na co? Na Twoje mizandrianiczne sugestie, że mężczyźni nie zgłaszają przemocy jakiej doświadczają od kobiet, bo jej po prostu nie ma? Chciałeś jakiegoś możliwego wytłumaczenia, to Ci takowe dałem. Spece od gender studies pewnie poszliby dalej, pisząc o podręcznikach w szkole, prezentujących takie a nie inne postawy prezentowane jako kobiece i męskie.

    Oczywiście nie musisz, jeśli nie chcesz podważać zasadności takich procesów. Ale przecież podważałeś.

    I swój cel osiągnąłem. Zwróciłem Twoją uwagę na to, że niekoniecznie trzeba być zwolennikiem procesów poszlakowych. I być może Korwin-Mikke takowym nie jest. Szczególnie w sprawach rodzinnych przykładowo. I wtedy jego stanowisko jest już chyba jasne.

    Nie, jeśli procesy poszlakowe są dopuszczalne. Jeśli są, nie jest konieczny tak bezpośredni dowód przestępstwa – a tym jest nagranie. Sędziowie mógłby rozpatrzyć, czy kiedykolwiek zgłaszano przemoc w rodzinie, czy żona oskarżająca męża brała coś, co mogło ją pozbawić przytomności bez jej wiedzy, czy wkrótce po domniemanym gwałcie mówiła o tym komuś itd. I wtedy można byłoby rozpatrywać przypadki typowych, a nie wybitnie dziwnej sytuacji, w której ktoś został zgwałcony i na tyle na to był przygotowany, że sobie nawet zamontował kamerkę akurat tam, gdzie go zgwałcili. Prawo, jeśli jeszcze tego nie pojąłeś, to zbiór reguł postępowania, który ma wtedy wartość dodatnią, jeśli pomaga wielu ludziom żyć, a nie tylko ekscentrykom.

    Ale nie wiemy czy u Korwina są dopuszczalne czy nie. I czy dlatego ma takie zdanie jakie ma na ten temat. Czy może dlatego, że jest zwolennikiem rozwiązywania takich sporów między sobą, zgodnie z regułą DIY i na przykład skłonny byłby prędzej uznać działanie żony, rozwalającej męża z broni palnej w obronie przed gwałtem lub w afekcie tuż po nim, za uzasadnione działanie w samoobronie czy cokolwiek, niż w ogóle nadawać sądom kompetencje o rozstrzyganiu takich spraw i ryzykowaniu, że w wielu sprawach staną się one narzędziem, które małżonkowie wykorzystają przeciwko sobie, gdy zechcą się udupić.

    Sugerujesz, że wywiad nie jest autoryzowany, że on nie powiedział, że gwałt męża na żonie nie powinien być kryminalizowany, czy jak zwykle nie masz pomysłu jak dyskutować i zyskujesz na czasie?

    Sugeruję, że niejasne jest to, co on powiedział. Na tyle niejasne, że nieuprawionym jest, aby wyciągać wniosek, że uznaje iż gwałt męża na żonie nie powinien być W OGÓLE kryminalizowany. Stąd podałem przykład nagrania wideo jako dowodu. Jeśli kobieta i wtedy zostałaby odprawiona z kwitkiem, bo jest mężatką, sprawa byłaby jasna i mógłbym się zgodzić, że Korwin faktycznie uznaje, że gwałt męża na żonie nie powinien być kryminalizowany.

  38. FB

    Kontrargumentem na co? Na Twoje mizandrianiczne sugestie, że mężczyźni nie zgłaszają przemocy jakiej doświadczają od kobiet, bo jej po prostu nie ma?

    Nie wiedziałem, że niechęć wyraża się twierdzeniem, że ktoś nie podlega przemocy, gdy nie wie się, że się podlega.

    Chciałeś jakiegoś możliwego wytłumaczenia, to Ci takowe dałem. Spece od gender studies pewnie poszliby dalej, pisząc o podręcznikach w szkole, prezentujących takie a nie inne postawy prezentowane jako kobiece i męskie.

    Nie chciałem, żebyś mi cokolwiek tłumaczył, wytłumaczyć sobie na swoje potrzeby potrafię większość rzeczy bez twojej pomocy, tylko podał kontrargument za tym, że to kobiety głównie są ofiarami gwałtów. Oraz, że gwałty zazwyczaj zachodzą w sytuacji, w której nie ma świadków ani urządzeń rejestrujących.

    I swój cel osiągnąłem. Zwróciłem Twoją uwagę na to, że niekoniecznie trzeba być zwolennikiem procesów poszlakowych. I być może Korwin-Mikke takowym nie jest. Szczególnie w sprawach rodzinnych przykładowo. I wtedy jego stanowisko jest już chyba jasne.

    Aha, czyli chciałeś mnie poinformować, że ktoś chce chronić seksualnie chronić mężczyzn tak bardzo, że chce im zagwarantować przywileje w procesach sądowych? Ale ja to wiedziałem, wiesz jak to się nazywa? Konstruowanie i konserwowanie patriarchatu. I w chuja niewolnościowe, bo służy głównie utrwalaniu pewnych form władzy, nie służących samoobronie, tylko kontroli.

    Ale nie wiemy czy u Korwina są dopuszczalne czy nie.

    K.S.: Ale dopuszcza Pan możliwość gwałtu męża na żonie?

    J.K.-M.: Ale jak to można sprawdzić? Jest to niemożliwe, sądy nie powinny wtrącać się w wewnętrzne sprawy rodziny.

    K.S.: No ale, czy mąż może zgwałcić żonę?

    J.K.-M.: Ale byłoby to niemożliwe do udowodnienia… Wie Pan, istnieją bardzo subtelne różnice, naprawdę mam dość bogate doświadczenie w tych sprawach i mogę Pana zapewnić, że wyczucie, kiedy kobieta nie chce, a kiedy udaje, że nie chce, bo chce sprowokować do czegoś, jest bardzo trudne. Wymaga to pewnego doświadczenia.

    K.S.: Czyli są jednak sytuacje, kiedy kobieta nie chce i kiedy może być zgwałcona?

    J.K.-M.: Z pewnym doświadczeniem można wyczuć, kiedy ona nie chce, a kiedy naprawdę nie chce. W małżeństwie pomyłki mogą sie zdarzyć, ale to nie jest temat do sądu.

    K.S.: Kto powinien w takim razie rozstrzygać, czy ta kobieta chce?

    J.K.-M.: Nikt. Jeżeli nie chce, to przecież istnieje separacja, istnieje rozwód.

    Nie wiem, co miałby dodać.

    Sugeruję, że niejasne jest to, co on powiedział.

    No i się mylisz.

    Jeśli kobieta i wtedy zostałaby odprawiona z kwitkiem, bo jest mężatką, sprawa byłaby jasna i mógłbym się zgodzić, że Korwin faktycznie uznaje, że gwałt męża na żonie nie powinien być kryminalizowany.

    No tak, bo przecież przeciwnicy kary śmierci powołujący się na błąd sądowy nie są przeciwnikami kary śmierci, oni domagają się tylko, w każdym przypadku, nie dających się zbić dowodów.

  39. jaś skoczowski:

    Aha, czyli chciałeś mnie poinformować, że ktoś chce chronić seksualnie chronić mężczyzn tak bardzo, że chce im zagwarantować przywileje w procesach sądowych? Ale ja to wiedziałem, wiesz jak to się nazywa? Konstruowanie i konserwowanie patriarchatu. I w chuja niewolnościowe, bo służy głównie utrwalaniu pewnych form władzy, nie służących samoobronie, tylko kontroli.

    O, widzisz? Znowu mizoandryzm z Ciebie wychodzi. Jeśli już mowa o ochronie, to powiedziałbym, że chce chronić gwałcących bez względu na płeć. Bo jeśli kobieta zgwałci faceta albo go pobije, to wykładnia jest dalej ta sama – to nie sprawa dla sądu, państwo ma się nie wtrącać w sprawy rodzinne, a jak facetowi się nie podoba jego związek, to niech se weźmie rozwód. Więc potencjalnie Mikke tak samo opowiada się za konstruowaniem i konserwowaniem patriarchatu jak matriarchatu.

    No ale dla Ciebie wyłącznie facet to świnia, nie?

    No tak, bo przecież przeciwnicy kary śmierci powołujący się na błąd sądowy nie są przeciwnikami kary śmierci, oni domagają się tylko, w każdym przypadku, nie dających się zbić dowodów.

    Niewątpliwie znajdą się wśród nich i tacy. Niektórzy mogą być przeciwnikami k.s. tylko w pewnych warunkach, np: gdy nie będą pewni co do uczciwości procesów, bo żyją w totalitarnym państwie, albo nie będą się zgadzać, by uśmiercać akurat za takie a nie inne przestępstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *