Gary Jackson, prezes Blackwater, dużej amerykańskiej firmy zajmującej się usługami w sektorze wojskowym, został kiedyś zapytany o swój styl przywództwa. Odpowiedział długo i wyczerpująco. Z bardzo inspirującej wypowiedzi wynotowałem sposób w jaki postrzega on swoich współpracowników. Mianowicie Jackson, dzieli pracowników na dwie kategorie: „gadaczy” (talkers) lub „wykonawców” (doers).
Działając od kilku lat w środowisku konserwatywno-liberalnym, miałem okazję widzieć i uczestniczyć w wielu projektach różnych podmiotów. Jestem również stałym czytelnikiem stron o tematyce konserwatywnej i wolnościowej, a także bywalcem serwisów społecznościowych. W takich właśnie miejscach widać wyraźnie, jak niewielu jest „wykonawców” w naszym środowisku. Mamy za to wielu „gadaczy”, którzy mają „ogromną wiedzę”, którą chętnie dzielą się w przestrzeni wirtualnej. Tacy „mówcy” każdemu wytłumaczą wyższość własności prywatnej nad państwową, zacytują Reagana, Friedmana czy Hayeka. Proszę jednak spróbować zaangażować ich w najprostsze nawet działanie (takim działaniem może być np. napisanie artykułu do serwisu Liberalis ;). Wtedy, najczęściej usłyszymy: „nie mogę.”, „nie podoba mi się to”, „to nie ma sensu”. Taka już natura tych swoistych, gadających głów.
Zebranie się wielu takich osób w jednym miejscu, na początku sprawia wrażenie elitarności. Jednak ta „elita” po pewnym czasie, zaczyna „kisić się we własnym sosie”, grozi to obumieraniem takiego miejsca, a w konsekwencji jego zniknięciem. Co zrobić, by tego uniknąć. Co czynić by wśród „gadaczy” znaleźli się działacze, jak wyrwać ich z masy i porwać do działania? Co można zrobić, by ich talenty się nie marnowały?
„Gadacze” będący w jednym miejscu są jak stado zagubionych owiec. Owce jedzą dużo trawy, dają wspaniałą wełnę, ale przede wszystkim głośno beczą. Beczą gdy pada deszcz, beczą gdy świeci Słońce, gdy jest im zimno lub ciepło. Bardzo głośno beczą gdy zbliża się wilk, wtedy nawet są w stanie współpracować, osłaniając się wzajemnie w trakcie ucieczki. Podobnie, wolnościowy lubią sobie pogadać przy piwie, na forum internetowym, na imprezie. Wiedzą, że ten polityk jest „be”, że państwo marnotrawi za dużo środków, że socjalizm jest złym ustrojem. Gdy państwo podejmuje wybitnie złą decyzję potrafią nawet wyjątkowo zorganizować małą akcję.
Cóż jednak po stadzie gdy nie ma opiekuna? Tak jak owce potrzebują pasterza, który wskaże im kierunek, tak środowisko wolnościowe potrzebują dobrych liderów. Kim jest lider? W tłumie ludzi stojących na przystanku, gdy zacznie pada deszcze, nie jest liderem ten, kto powie: „o, pada deszcze”, nie jest nim osoba mówiąca: „zróbmy coś”. Lider powie: „Teraz trzeba znaleźć parasol, a za kilka dni wybudować tu wiatę. Jak widać z powyższego przykładu lider powinien: umieć ocenić sytuację („pada deszcz, potrzebujemy osłony”), mieć wizję („osłonę dziś zapewni parasol, ale długofalowo konieczne jest zbudowanie stałego zadaszenia”), inspirować innych do działania („ja zrobię biznesplan, Ty Jasiek znajdź firmę która coś takiego wybuduje, Krysia poproś księdza proboszcza, by ogłosił, że robimy zbiórkę na wiatę”).
W przypadku środowiska wolnościowego analiza sytuacji wydaje się być oczywista, przykładowo: „organy państwa przejmując coraz większą odpowiedzialność, dają bezpieczeństwo, ale zabierają część wolności obywatelom”. Wizje jak to zmienić i jak przekonać do niej innych zależą już tylko od liderów. Obdarzony największą nawet charyzmą, przywódca niewiele jednak zdziała, będąc sam. Potrzebne jest zaplecze, tzn. współpracownicy zarażeni wizją i mający ten sam cel działania. Dlatego warto zakładać organizacje skupiające ludzi bliskich poglądowo, lub przyłączyć się do już działających. Organizacje zaś prócz walki o wolność nie mogą zapominać o formacji liderów. Pytanie jak znaleźć potencjalnych , szkolić i formować, skąd wziąć środki na takie działania, może być ciekawym zaczątkiem na dyskusję środowiskową.
Dlaczego tak ważne jest przygotowanie kompetentnych liderów? Obecnie wielu wolnościowców to „gadacze”, są jak beczące owce, ale przynajmniej są już we właściwym stadzie. Ale na tym świecie są przecież także „kury”, „konie”, „krowy”, „świnie” i wiele innych stworzeń. Na każde z nich czeka wiele zagrożeń. By sprowadzić je na właściwą drogę potrzeba pasterzy, mówiących do nich odpowiednim językiem. Tylko liderzy, obdarzeni odpowiednią charyzmą i odpowiednio przeszkoleni mogą wpłynąć na kogokolwiek. „Kogokolwiek” to znaczy np. sąsiada, kolegę, znajomego. Tylko tak konkretne przekazywanie, czy też zarażanie ideą może się sprawdzić. Inspirując konkretne osoby, możemy mieć nadzieję, że one z kolei będą opowiadać o idei innym spotkanym osobom.
Sytuacja w Polsce „zwyczajnieje”, tzn. że po czasach wielkich wydarzeń: przełomie i reformach tuż po roku 89, wystąpieniu z obozu socjalistycznego, przystąpieniu do NATO i Unii Europejskiej, nadchodzą spokojniejsze czasy. O ile nie nastąpi żaden kataklizm, wojna czy ogromny kryzys gospodarczy, czekają nas długie lata prosperity. Warto wykorzystać ten czas na przygotowanie i wdrożenie długofalowych działań, których efekty nie będą widoczne jutro, ale za pięć, dziesięć czy pięćdziesiąt lat.
Karol Wyszyński