Wolności osobiste

D.o.F: Dobrowolne przerwanie ciąży (aborcja)

Materiał archiwalny. Tekst opublikowano w 2010 r. i nie został ponownie zweryfikowany redakcyjnie. Przedstawia poglądy autora.

Jest to trudne zagadnienie etyczne, na temat którego mamy w obecnym świecie sporo opinii uzasadnianych na dziesiątki sposobów. Różne organizacje, zarówno „pro-life”, jak i „pro-choice” wykorzystują temat aborcji do manipulacji i walki politycznej, która zaczyna się już od samych pojęć – „pro-life” implikuje, że opozycja jest „pro-death” albo „anti-life”, natomiast określający się jako „pro-choice” na wstępie eksponują fakt, że ich oponenci są przeciwko możliwości wyboru.

Nie da się zaprzeczyć, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno o rzeczową dyskusję na ten temat, gdyż niemożliwe jest pogodzenie ze sobą opinii poszczególnych osób i środowisk a zasady, jakie każdy przyjmuje jako podstawy dla swoich poglądów różnią się od siebie diametralnie.

Jest oczywiste, że również ten tekst nie zmieni indywidualnego podejścia wszystkich Czytelników w sprawie zabiegu przerwania ciąży, choćby z tego powodu, że nie taki cel przyświecał jego autorowi. Zajmując się dowolnym zagadnieniem i rozważając stanowisko wobec niego należy odróżnić indywidualną ocenę zjawiska od argumentacji, która służy jako podstawa prawna, która je będzie regulowała (bądź też nie). Nie wszystko, co jest akceptowane i uważane za moralne jest legalne w świetle prawa, podobnie też nie każda legalna czynność uznawana jest przez wszystkich za moralnie dopuszczalną. Ta zasada jest bardzo ważna szczególnie w przypadku tak trudnych problemów, jakim w obecnym świecie niewątpliwie jest sprawa aborcji. Poniższy tekst zajmuje się w pierwszej kolejności kwestią ustalenia i uzasadnienia legalności tego zabiegu.

Wybitny ekonomista, etyk i filozof Murray N. Rothbard sformułował w swojej pozycji pt. Ethics of Liberty („Etyka wolności”) zasadę tzw. niezbywalności woli ludzkiej (unalienable will), która stanowi jeden z głównych filarów libertarianizmu, a ponadto jest zgodna z zasadami klasycznego liberalizmu. Zasada ta zakłada, że decyzja umysłu ludzkiego nie może być podjęta raz na zawsze (lub np. raz na tydzień), gdyż wola jest zależna od poglądów danej osoby, stanu fizycznego i psychicznego, sytuacji materialnej, rodzinnej, przeżyć, uczuć, emocji i wielu innych czynników, które podlegają ciągłym zmianom. Dlatego też jeżeli np. ktoś zobowiąże się do pracy u kogoś, to może w każdej chwili ze wypełnienia tego kontraktu zrezygnować. Oczywiście trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że jeśli miał miejsce np. transfer dóbr pieniężnych za niewykonane usługi, to należy je zwrócić. Jednakże zmuszanie danej osoby do dalszego wykonywania pracy jest niedopuszczalne, gdyż najważniejszą wartością dla zwolennika wolności jest świadoma i dobrowolna decyzja danej osoby.
Drugą elementarną zasadą libertarianizmu jest zasada „samoposiadania” (self-ownership), wg której każdy człowiek jest wyłącznym właścicielem całego swojego ciała oraz własności materialnej, którą uczciwie nabył bądź dostał w podarunku. Tzw. aksjomat nieagresji (non-aggression principle) rozszerza ją o stwierdzenie, że jeżeli ktoś tej zasady nie złamie w stosunku do innych, to nikt nie ma prawa zrobić tego w stosunku do niego.

Są to zasady absolutne i uniwersalne, jeżeli im zaprzeczymy, to nic nie stanie na przeszkodzie w drodze do totalnego zniewolenia człowieka, gdyż każde kolejne pogwałcenie tych maksym jest jedynie logiczną implikacją pierwszego.

Dlatego też, wracając do naszego tematu, absolutnie niedopuszczalne jest ustawodawstwo, które w jakiś sposób sankcjonuje dostępność usługi zabiegu przerywania ciąży. To, co znajduje się w ciele jakieś osoby jest jej własnością, którą może ona dowolnie rozporządzać. Ktoś może uważać to za niemoralne, ale nikt nie ma prawa sankcjonować tego w kodeksie karnym.
Embrion w brzuchu = własność prywatna. Prawo do zawartości swojego brzucha ma tylko i wyłącznie dany człowiek (=właściciel brzucha), natomiast potencjalny ojciec (o ile współżycie było dobrowolne) może poprzez wyrażenie swojej opinii mieć wpływ (ale nie prawo) na zadecydowanie o tym co uczynić z zarodkiem. Stąd też usunięcie ciąży przez potencjalną matkę wbrew jego woli nie może stanowić wykroczenia, gdyż tylko i wyłącznie ona może rozporządzać tym, co się w jej ciele znajduje. Nie zmienia tego to, że współżycie poprzedzające zapłodnienie było dobrowolne, ani nawet fakt, że zarodek wg współczesnej medycyny od mniej więcej 16. tygodnia ciąży jest prawdopodobnie w stanie odczuwać ból. Jakkolwiek brutalnie to dla niektórych zabrzmi – prawda jest taka, że dopóki płód znajduje się w ciele swojej żywicielki jest pasożytem, natomiast ona i tylko ona ma prawo do decydowania o nim.
Każde inne twierdzenie byłoby sprzeczne z zasadami niezbywalności woli ludzkiej oraz „samoposiadania” (wraz z jej rozszerzeniem, czyli aksjomatem nieagresji).

Tym wnioskiem kończymy naszą analizę kwestii prawa do przerywania ciąży z punktu widzenia teorii prawa libertariańskiego. Przyjrzyjmy się jeszcze kilku argumentom i popularnym błędom, jakie można w dzisiejszych czasach spotkać.

Można wspomnieć tutaj o absurdzie nadania embrionowi statusu człowieka i przyznania mu takich samych praw jak ludziom. Doskonale ujął to wspomniany wyżej Murray N. Rothbard formułując pytanie: „czy człowiek (urodzony) ma prawo przebywać w brzuchu drugiego człowieka wbrew jego woli?” Każdy, kto uważa, że embrion ma mieć takie same prawa jak człowiek musi odpowiedzieć na nie twierdząco. Jeżeli odpowie przecząco, sam udowadnia, że jego poglądy są wewnętrznie sprzeczne, gdyż jeśli embrion może być w czyimś brzuchu bez zgody tej osoby a człowiek nie, to musimy dojść do wniosku, że takich samych praw nie mają.

Trzeba też zaznaczyć niezaprzeczalny fakt, który często jest pomijany: jeżeli ktoś chce się zdecydować na taki krok (dokonać aborcji) to i tak to zrobi – korzystając z usług tzw. podziemia aborcyjnego, gdzie nielegalnie są przeprowadzane zabiegi w złych warunkach, z czego organizacje przestępcze czerpią spore korzyści. Wysokie kary nic nie pomogą. W czasach prohibicji alkoholowej w USA też podejmowano drastyczne środki, które na nic się nie zdały, bo zarówno chęć zysku, jak i zapotrzebowanie na „procenty” były większe. Podobnie w czasach wojennych, kiedy to za handel np. mięsem czy innymi towarami można groziła deportacja do obozu koncentracyjnego. Tym, którzy chcą zmniejszyć ilość aborcji dokonywanych w Polsce należy przypomnieć, że to nie drogą zakazów dochodzi się do celu.
W wyniku obecnego prawa kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy kobiet (zależnie od źródła) poddaje się temu zabiegowi nielegalnie, przy pomocy lekarzy-amatorów i leków przynoszących spore skutki uboczne. To wszystko odbywa się w złych warunkach sanitarnych, co poważnie zagraża życiu i zdrowiu tych kobiet.

Rzeczywiście pięknie zamiata się śmieci pod dywan… Podziemie aborcyjne kwitnie, oficjalnie wszystko jest w porządku (poprzednia koalicja chciała zmiany prawa, ale w stronę jeszcze większych restrykcji!), tymczasem mafia czerpie krociowe zyski z ustawy antyaborcyjnej. Wystarczy rozejrzeć się po gazetach. „Ginekologia – antykoncepcja awaryjna”, „przywracanie miesiączki – tanio” – pod takimi hasłami obecnie dokonuje się tego zabiegu nielegalnie, a odsetek aborcji w Polsce wynosi więcej niż w niektórych europejskich krajach, w których jest ona w pełni legalna.

Często wymienia się aborcję obok eutanazji, co – z punktu widzenia libertarianina bądź klasycznego liberała – jest kompletnym nieporozumieniem, gdyż są to dwa zupełnie różne zjawiska.
Odnośnie stanowiska zwolennika wolności odnośnie eutanazji można powiedzieć w tym miejscu tyle, że konsekwentnie uznaje opisane wyżej zasady, które zakładają, że tylko dana (w tym przypadku chora bądź stara) osoba ma prawo decydować o swoim losie i powinna mieć możliwość skrócić swoje życie; samemu bądź przy pomocy kogoś, kto się na taką pomoc zgodzi. Żaden lekarz nie może być zmuszany do dokonania eutanazji wbrew swoim przekonaniom (wbrew swojej woli), podobnie też członkowie rodziny nie mogą decydować o przyspieszeniu śmierci kogoś, kto nie ma możliwości wyrażenia swojej woli.

Poza tym często zdarza się, że zwolennicy delegalizacji przerywania ciąży nazywają swoich oponentów „zwolennikami aborcji”. Jest to oczywiście kompletny absurd i duże nadużycie, gdyż na tej samej zasadzie osoby, które nie piją kawy ale nie domagają jej delegalizacji powinny być nazywane „zwolennikami picia kawy”.

Na koniec pozwolę sobie na subiektywny komentarz. Dobrze rozumiem tych, którzy chcieliby nauczyć ludzi nieco więcej odpowiedzialności. Np. organizacje na rzecz rodziny, czy różne placówki związane z Kościołem powinny mieć możliwość niesienia pomocy kobietom w trudnych warunkach i szukać razem z nimi jakiegoś innego wyjścia z danej sytuacji. Czasem jest tak, że znajdzie się inne rozwiązanie i dana osoba uniknie przykrego wydarzenia w życiu, jakim aborcja w wielu przypadkach jest.
Niedoszłe matki borykające się z syndromem postaborcyjnym oraz widok rozczłonkowanych embrionów to ciemne strony aborcji i nieuniknione konsekwencje tego, że ten zabieg może być przeprowadzany (sformułowanie „może być” odnosi się tutaj do „technicznej” strony zabiegu, nie do kwestii legalności).
Jednak takie są realia świata, w którym żyjemy i którego z dnia na dzień nie zmienimy.

Defender of Freedom
02.03.2010
***
Tekst pochodzi ze strony autora.