Ludwik R. Papaj

Ludwik R. Papaj: Publiczny cyrk zdrowia

Jeszcze go nie odczułeś? Jeśli nie to właśnie masz okazję zapoznać się z realną sytuacją jaka miała miejsce w mieście Krakowie jakiś czas temu. Festyn tragikomiczny rozgrywa się na pogotowiu, w rolę nieustraszony treserów bestii, clownów i tańczących fok wciela się służba zdrowia i ich pacjenci.

Jegomość w średnim wieku miał nieszczęście złamać sobie palec. Ponieważ palec złamał się do tego stopnia, że wygiął się niczym kabłąk prostopadle do stopy decyzja mogła być tylko jedna – wędrówka do najbliższego pogotowia. W pogotowiu sympatyczna kolejka na pięć godzin, jednak czas umilali sami pacjenci.


REKLAMA POGOTOWIA

I tak – na pogotowiu pojawia się kobieta celem zmienienia bandaża na głowie. W sytuacji nie byłoby nic szczególnego, gdyby nie fakt, że przychodzi na bosaka i zaczyna pleść nieracjonalne fanfarony. Argumentem uświadamiającym, że była w stanie wskazującym jest jej reakcja zaraz po przyjęciu. Otóż kobieta wychodząc zrywa i wyrzuca do śmieci właśnie założony nowiutki bandaż…

W pewnym momencie do lokalu wpada kilku wyrostków ubranych w przysłowiowe dresy i domaga się aby ich kolega raniony nożem ( ot, biedaczek z pewnością zaciął się przy krojeniu chleba) został przyjęty bez kolejki. Rozpoczyna się awantura a od bijatyki młodzieńców z sanitariuszem ratuje resztę pacjentów czekający w kolejce dwumetrowy mężczyzna będący bramkarzem w jednym z krakowskich barów. Owy ochroniarz opowiada później swoją historię związaną z pobiciem alfonsa okładającego prostytutkę. Ze szczegółami.

Mija kilka chwil i przychodzą panowie w niebieskich mundurach ciągnąc za sobą dworcowego dziadka. Zostają oczywiście wpuszczeni bez kolejki, gdyż dokonanie obdukcji musi być natychmiastowe. Sytuacja powtarza się i kilku ludzi zostaje przyjętych bez czekania. Nasz bohater, świadek wszystkich zdarzeń uporczywie czeka aż zostanie przyjęty.

Po kilku innych mniej lub bardziej zabawnych incydentach spektakl kończy się – niestety nie happy endem. Gdy mężczyzna w średnim wieku wreszcie w środku nocy doczekał się swej kolejki lekarz w uprzejmych słowach przeprosił go, że jego przypadek nie zagraża życiu i dlatego należy się udać do rejonowego pogotowia (a to ci dopiero ciekawy wynalazek) i niestety nie może go przyjąć. A to psikus! Aby rozluźnić nieco sytuację na pytanie ” To po co tyle czekałem” lekarz żartowniś odpowiada, że przecież jest tablica, gdzie jest to napisane małym druczkiem, wystarczyło tylko wsiąść okulary…

Od razu przypominam – ten dzień nie był na pogotowiu wyjątkowy, lecz zupełnie przeciętny. Każdego dnia cała masa poszkodowanych ludzi z marginesu trafia do tego miejsca spotkań. Co ciekawe – gdy do pogotowia zgłasza się zwyczajny, i uczciwie pracujący i płacący podatki człowiek z konkretnym problemem odprawia się go z kwitkiem w chwili gdy menele są przyjmowani bez kolejki. Zastanawiające…

Ludwik R. Papaj
23.03.2008 r.
***
Tekst zostało wcześniej opublikowane na blogu autora

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *