Wolności osobiste

Rafał Lorent: Wolność czy niewola słowa?

Czy spalenie flagi dowolnego państwa mieści się w ramach swobody wyrazu własnej opinii? Dlaczego nie można czytać „Mein Kampf”? A penis na krzyżu? Czy zapisy Kodeksu Karnego chronią wartości narodowe i dobro publiczne, czy może stanowią formę cenzury i naruszenia podstawowych praw jednostki?

Nasze wolności

W Polsce nie ma wolności słowa. Dla niektórych stwierdzenie to może być szokujące acz istotnie tak jest, co udowodnię w tym artykule. Na początek jednak musimy uściślić znaczenie terminu „wolność słowa” – ponieważ zajmiemy się wolnością słowa w Polsce, skorzystamy z terminów znajdujących się w umowach międzynarodowych podpisanych przez państwo polskie. I tak wolność słowa oznacza „prawo do swobodnego wyrażania opinii” poprzez ” rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru” [1], a także „wolność posiadania lub przyjmowania wyznań lub przekonań” oraz prawo do uzewnętrzniania ich „indywidualnie czy wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie” [2]. Wcześniejsza Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku mówi nawet o rozpowszechnianiu informacji „wszelkimi środkami”. [3] Swobody te ogranicza zapis mówiący o możliwości ograniczenia ich w celu „poszanowania praw i dobrego imienia innych” czy też „ochrony bezpieczeństwa publicznego lub porządku publicznego albo zdrowia lub moralności publicznej” [4], z której to furtki system prawa polskiego skrzętnie korzysta. Zatem z jednej strony każdy obywatel państwa polskiego ma prawo do wyrażania swojej opinii na dowolny temat w dowolny sposób – lecz z drugiej strony jest to klasyczny przykład prawa obowiązującego tylko na papierze.

Słowo w kajdanach

Oto mamy w Kodeksie Karnym zapis mówiący o zakazie znieważania „Narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej” pod karą pozbawienia wolności do lat 3. [5] Zapis ten jest wyjątkowo lakoniczny, co pozostawia sądowi dużą swobodę w ustaleniu znaczenia terminu „znieważanie”. W skrajnych przypadkach sąd może skazać na pozbawienia wolności każdego, kto publicznie (np: na przystanku autobusowym) mówi o „narodzie chamów i złodziei”, „ciemnogrodzie” czy „chorym państwie”. Rzecz jasna reguła odwyknienia (desuetudo) sprawia, że niemal nikt nie jest pociągany do odpowiedzialności za takie „przestępstwo” – ale gdyby sąd zechciał, mógłby zamknąć każdego kto choć raz źle wyraził się o swoim narodzie. Następnie mamy, nadużywany ostatnio w sposób wręcz skandaliczny, zakaz znieważania prezydenta, ważący także 3 lata [6]. Czy nazwanie obecnego prezydenta „kartoflem”, byłego „pijakiem” czy nawet pierwszego „prymitywem” stanowi naruszenie bezpieczeństwa czy porządku publicznego? Czy wyrażenie swojej opinii na temat np: pijackiego bełkotu Kwaśniewskiego w Charkowie czy na uczelni ukraińskiej zagraża zdrowiu i moralności publicznej? Jest to ewidentne złamanie zasady równości wobec prawa i tworzenie kategorii „nienaruszalnych”, co zamiast służyć prestiżowi państwa tylko go obniża – przykładem może być kafkowski wręcz proces Huberta H., bezdomnego, który śmiał wyrazić swoją opinię na temat głowy państwa. Podobny zapis przeznaczony dla zwykłego człowieka, karzący za zniesławienie i pomówienie [7], nie jest ani stosowany w praktyce ani zgodny z umowami międzynarodowymi podpisanymi przez Polskę. Nawet obelżywe nazwanie kogoś mieści się w ramach wolności słowa i nie powinno (ani nie może!) być objęte sankcją karną – sankcje społeczne (ostracyzm, niechęć do danej osoby) są w zupełności wystarczające.

Więźniowie sumienia

Poza artykułami pozwalającymi wsadzić do więzienia każdego, kto twierdzi, że „Sejm to banda idiotów” albo „rząd rżnie głupa” [8] – czyli przewidującymi karę za swoistą obrazę majestatu – istnieją także niesławne artykuły 256 oraz 257, karzące generalnie za „hate speech” czyli publiczne znieważanie z racji koloru skóry, narodowości, wyznania oraz propagowanie „faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju”. [9] Autor bynajmniej nie odczuwa najmniejszej sympatii do tego rodzaju zachowań (wprost przeciwnie), twierdzi natomiast, że choć kupno koszulki z Che Guevarą, Stalinem, Mao, Hitlerem czy innym ludobójcą świadczy o nędzy intelektualnej i moralnej posiadacza takiej ozdoby, nie można za propagowanie jakichkolwiek poglądów wsadzać ludzi do więzienia. Autor nie jest w tych poglądach odosobniony, ponieważ w ustawodawstwie wszystkich krajów Europy czy szerzej Zachodu zakazane jest prześladowanie za poglądy – chyba, że ktoś jest neofaszystą czy neguje Holocaust (neokomunistów raczej nie ściga się; we Francji nawet regularnie startują w wyborach). Davida Irvinga w książce „Wojna Hitlera” twierdzi, że wódz III Rzeszy nie wiedział o Shoah, że liczba ofiar Ostatecznego Rozwiązania była mniejsza, niż podają oficjalne źródła, że komory gazowe to wymysł aliantów – za co został skazany na 3 lata więzienia przez sąd w Wiedniu. [10] Czy za stawianie tez historycznych, nawet źle uargumentowanych, można więzić? Czy prowadzenie badań na tematy kontrowersyjne pozwala uwięzić historyka, który przecież wykonuje swój zawód? Idźmy dalej – czy za wykrzykiwanie „Sieg Heil!” na spotkaniu z przyjaciółmi można być karanym? Objęcie sankcją karną dowolnej wypowiedzi, gestu, znaku czy książki („Mein Kampf”) jest nieetyczne i narusza wolność człowieka – jest to karanie nie za czyn (np: morderstwo na tle rasowym) ale za pogląd (np: Murzyni są podludźmi).

Obiektywnie rzecz ujmując, prześladowanie przez państwo polskie ludzi wyznających ideologię neonazistowską nie różni się niczym na płaszczyźnie zasad od prześladowania przez na przykład III Rzeszę ludzi wyznających ideologię komunistyczną. Analogicznie do omawianego przez mnie wcześniej zagadnienia dyskryminacji, [11] każdy człowiek ma prawo do nienawiści względem dowolnej grupy ideologicznej, rasowej, etnicznej, religijnej itd, tak samo jak ma prawo do obrażania, wyzywania i ubliżania innym. Wbrew temu co mówi artykuł 196 KK, każdy ma także prawo do obrazy uczuć religijnych – w obecnej formie artykuł ten wykorzystywany jest jako narzędzie cenzury i ingerencji państwa w wolność twórczości artystycznej, chronioną zresztą przez konstytucję. [12]

Państwo dobrem najwyższym?

„Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”
Nasuwa się proste pytanie – dlaczego? Dlaczego spalenie flagi, ułamanie części godła czy nieprzyzwoite rysunki na banderze mają być karane? Zaznaczam, że nie chodzi tutaj o spalenie cudzej flagi, lecz własnej. We własnym ogródku na przykład. Z przyjaciółmi. Jeśli ktoś sprzeciwia się władzy w swoim czy innym kraju, pali flagę – palono i pali się je na całym świecie z rozmaitych przyczyn. Czym spalenie flagi np: USA różni się od napisania niezwykle krytycznego i surowego artykułu na temat polityki tego państwa? Skoro można krytykować za pomocą słowa pisanego, w rozmowie, za pomocą gestów, transparentów, organizacji marszów etc – to dlaczego akurat spalenie jest zakazane? Jeśli „bezpieczeństwo i porządek publiczny” nie cierpią na skutek krytykowania w dyskusji samej konstytucji, to nie ma żadnego argumentu by miały nagle zostać narażone na szwank przez kawałek spalonej szmaty.

Można próbować argumentować, że niszcząc symbol państwa nawołuje się do nieposłuszeństwa wobec niego, nierespektowania jego norm – ale o ile mi wiadomo, krytyka istniejącego ustroju nie jest (jeszcze) zabroniona, wyszukiwaniem głupich przepisów zajmuje się nawet specjalna komisja sejmowa a każdy obywatel może sobie spokojnie wierzyć w idee anarchistyczne. Państwo ani jego symbole nie są żadną świętością, przed którą trzeba stać na baczność czy klęczeć a karanie wolnych ludzi za to, że mają swoje zdanie przypomina bardziej praktyki PRL niż demokratycznego państwa prawa. Parlament Norwegii zdecydował przeszło rok temu, że publiczne niszczenie znaków państwowych nie jest przestępstwem a formą wypowiedzi [13]. Szansa na to, że polski parlament dojdzie do takiego wniosku są bliskie zera, ponieważ politycy myślą kategoriami „dobre nakazać, złe zakazać” (przy czym oczywiście oni sami mówią co jest fe) a społeczeństwo jest albo zaczadzone polityczną poprawnością, równością i tolerancją w rozumieniu europejskim albo same zakazałoby wszystkiego, co nienarodowe i niekatolickie.

Podsumowanie

Jak widać, wolności słowa nie mamy. Nie mamy pełnej swobody posiadania, wyrażania oraz rozpowszechniania własnej opinii w dowolny sposób wedle naszego uznania, publicznie czy prywatnie. A że nie istnieje coś takiego jak „częściowa wolność słowa„, podobnie jak nie można być „trochę w ciąży” lub „częściowo martwym”, mamy zamiast wolności jej brak, czyli niewolę. W rzeczy samej należałoby używać terminu częściowa niewola słowa, ponieważ istnieją miliony tematów, poglądów oraz informacji, które można dowolnie wyrażać – co nie zmienia interesującego nas faktu, że jako żywo wolności słowa w Polsce nie ma. Kto nie wierzy, może spróbować publicznie obrazić prezydenta, policjanta, Żydów, Murzynów czy inne mniejszości (przynajmniej cyklistów nam zostawiono), stworzyć plakat z waginą na Koranie czy wreszcie spalić dowolną flagę. Mimo pojawiających się inicjatyw [14], jeszcze wiele wody upłynie w Wiśle zanim władza nie będzie chciała kontrolować zawartości naszych umysłów – o ile kiedykolwiek to nastąpi, co jest równie prawdopodobne jak polska załogowa misja na Marsa.

[1] MPPOiP, Artykuł 19, ust.1 i 2
[2] ibidem, Artykuł 18, ust.1
[3] PDPCz, Artykuł 19 – zapisy w Deklaracji nie mają sankcji prawnej, mają ją zapisy w Pakcie Praw
[4] ibidem, Artykuł 19, ust.3
[5] KK, art.133
[6] ibidem, art.135
[7] ibidem, art.212 i 216
[8] ibidem, art.226, ust.1 i 3
[9] ibidem, art.256
[10] Bartosz Wieliński, David Irving skazany za kłamstwo oświęcimskie, Gazeta Wyborcza.pl, 21 lutego 2006
[11] Rafał Lorent, Dyskryminacja jest OK, mojeopinie.pl, 23 listopada 2008
[12] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art.73
[13] W Norwegii zezwolono na palenie flag, by promować wolność słowa, Gazeta Wyborcza.pl, 13 lutego 2008
[14] na przykład grupa Indeks 73, skupiająca artystów chcących walczyć z naruszeniami wolności artystycznej i promujących wolną kulturę

Bibliografia:
Kodeks karny z dnia 6 czerwca 1997 r., Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553, z późn. zm. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Nowy Jork 1966, ratyfikowany przez Polskę w 1977
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, Paryż 1948

Rafał Lorent
22.02.2009 r.
***
Tekst był wcześniej opublikowany na stronie mojeopinie.pl