Mariusz Dąbrowski

Mariusz Dąbrowski: 500 dni „liberalnych” cudów

15 kwietnia ukazał się oficjalny raport pt. Podsumowanie 500 dni pracy rządu Donalda Tuska i koalicji PO-PSL. Raport przedstawia sukcesy rządu w budowie… socjalizmu. Jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że ten rząd jest liberalny, to przytoczę klika „sukcesów” zawartych w powyższym dokumencie:
– wyższa płaca minimalna;
– wyższe zasiłki w pierwszych miesiącach po utracie pracy;
– wyższe stypendia na szkolenia i staże dla osób bezrobotnych;
– pomoc w spłacie kredytów mieszkaniowych;
– wsparcie budownictwa mieszkaniowego;
– wsparcie dla lokali socjalnych;
– wsparcie inwestycji publicznych;
– wydłużenie urlopów macierzyńskich;
– wyższe składki emerytalne za osoby na urlopach wychowawczych;
– wsparcie dla rodzin znajdujących się w sytuacji kryzysowej;
– więcej darmowych posiłków w szkołach;
– boisko w każdej gminie.

Dodałbym do tej wyliczanki jeszcze kilka „kluczowych” punktów i mielibyśmy prawie „Manifest partii komunistycznej”. Jeśli „liberałowie” chwalą się takimi sukcesami, to jak wyglądałby raport tych prawdziwych socjalistów z PiS-u i Lewicy? Na ich miejscu przyjąłbym „Manifest komunistyczny” bez poprawek. Przejdźmy jednak do bardziej szczegółowej analizy. Rząd chwali się utworzeniem Rezerwy Solidarności Społecznej, z której to będzie można wspierać program dofinansowania kosztów posiłku dla dzieci w szkołach i przedszkolach oraz pomagać osobom, które ze względu na utratę pracy nie są w stanie obsługiwać kredytów zaciągniętych na zakup własnego mieszkania. Socjalizm w czystej postaci! Ale jeden punkt jest wyjątkowo ciekawy: w celu zapewnienia realizacji zasady równych szans obniżono wiek rozpoczynania obowiązku szkolnego z siedmiu do sześciu lat. Przeczytałem to kilka razy i zastanawiałem się o jakie równe szanse chodzi? Otóż, w dalszej części dokumentu można wyczytać, iż dzieci w Polsce zbyt późno rozpoczynają reżymową edukację i musimy wyrównać wiek szkolny do poziomu innych państw Wspólnoty. Zakładam, że indoktrynacja sześciolatka jest bardziej skuteczna niż siedmiolatka, bo czym później rozpocznie się przymusową edukację to tym trudniej przystosować takiego osobnika do demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej.

Przejdźmy do bezrobocia, bo dla każdego socjalisty jest to problem najważniejszy. Rząd obawia się, że przy zachowaniu obecnych wskaźników zatrudnienia, w 2030 roku każdy pracujący Polak będzie musiał utrzymać przeciętnie 1,9 a nie jak obecnie 1,7 osoby. Częściowym rozwiązaniem problemu ma być zwiększenie płacy minimalnej (od początku kadencji do chwili obecnej nastąpił wzrost o 36,3%)! W dalszej części raportu znajduje się następujący tekst: jednocześnie nie należy zapominać, że podniesienie płacy minimalnej oznacza wzrost kosztów pracy osób o najniższej wydajności. W efekcie zwiększa się opłacalność zakupu maszyn, które mogą zastępować pracę „drożejących” pracowników. Może to prowadzić do trudności w znalezieniu zatrudnienia przez osoby o najniższych kwalifikacjach. O co im do cholery chodzi?!!! A teraz tekst, który najbardziej mnie rozbawił: radykalne obniżenie kwoty pobieranych przez państwo danin w latach 2008 – 2009 wynika z utrzymania przyjętych przez Sejm poprzedniej kadencji rozwiązań… Mistrzostwo świata (a w zasadzie miszczostwo świata)!

Kolejne sukcesy to: nowoczesny system emerytalny, przystąpienie Polski do strefy Schengen, zgoda na ratyfikację Traktatu z Lizbony. O ile pamiętam, to reforma emerytalna została wprowadzona w 1999 r. przez rząd Jerzego Buzka, a jakiekolwiek kosmetyczne poprawki trudno nazwać sukcesem obecnego rządu. Chyba, że sukcesem jest orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 04.06.2008 r. dotyczące OFE, mówiące iż składki nie są prywatną własnością obywatela. Polska istotnie weszła do Schengen pod rządami PO-PSL, ale ustawa o udziale Rzeczypospolitej Polskiej w Systemie Informacyjnym Schengen oraz Systemie Informacji Wizowej została uchwalona dwa miesiące przed ostatnimi wyborami! Natomiast zgodę na ratyfikację Traktatu z Lizbony pozostawię bez komentarza, bo był to tak wielki sukces, że nawet Suweren nie zdążył nic powiedzieć.

Na koniec pytam: dlaczego w raporcie nie ma ani jednego słowa o jednomandatowych okręgach wyborczych? Moim zdaniem to jedna z najważniejszych reform, o której Donald Tusk mówił dużo zasiadając w ławach opozycji. Teraz to już się nie opłaca?! Dopóki mężyki stanu będą koniunkturalnie traktować najważniejsze kwestie dotyczące państwa, dopóty Polska będzie na dnie Europy.

17.04.2009
Mariusz Dąbrowski
***
Tekst ukazał się wcześniej na blogu autora.

5 comments

  1. Czytelnik

    „Jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że ten rząd jest liberalny”

    Ale podobnie dzieje się w innych państwach , podziały na tych i tamtych się zamazują , programy się mieszają , wszechobecny staje się cynizm i skrajny pragmatyzm itp. Fachowcy nazywają to „postpolityką” i rząd Tuska wpisuje się w ten nurt tak samo jak Obama , Sarkozy czy Berlusconi.

    „Na koniec pytam: dlaczego w raporcie nie ma ani jednego słowa o jednomandatowych okręgach wyborczych?”

    A co w JOW jest dobrego ??? Gdyby je wprowadzono to obecny porządek polityczny jeszcze bardziej by się utrwalił – mielibyśmy od wyboru albo Tuska albo Kaczyńskiego , reszta by nie dała rady.

  2. gąbka

    @czytelnik: mylisz się co do JOW – to zmieniłoby wszystko i w dosyć krótkim czasie.
    W obecnej ordynacji wyborczej, poseł to tylko maszynka do podnoszenia ręki pod dyktando partyjnych wodzów. Jeśli poseł nie będzie posłuszny wodzom, to nie zostanie umieszczony na szczycie listy w następnych wyborach, co jest konieczne by zostać wybranym. Poseł zamiast być wierny wyborcom, to musi być wierny wodzom. Wyborcy nie mogą ‚ukarać’ posła (przez niewybranie) za to że nie dba o ich interesy. Brak odpowiedzialności przed wyborcami, to prosta droga do wypaczeń, kolesiowstwa i korupcji.
    W tych wyborach lokalnych, gdzie juz jest JOW znacząco podniosła się jakość wybieranych kandydatów – tacy ludzie duzo częsciej są bezpartyjni i są dużo lepszymi fachowcami.
    Zreszta pomyśl sam – gdybyś przy obecnej ordynacji chciał się dostać do parlamentu by cos tam zdziałać np dla swojego regionu – to co byś musiał zrobić? Co byś musiał robić by dalej byc w parlamencie na drugą/trzecią kadencję?

  3. Czytelnik

    @Gąbka :

    W teorii to wygląda pięknie , ale spójrz jaka jest praktyka w państwach z JOWami. Polityka tam wcale nie jest lepsza niż w tych z ordynacją proporcjonalną. Do tego JOW a szerzej ordynacja większościowa utrwala zastany porządek , ogranicza wybór do dwóch , trzech partii , sprawia że większa część społeczeństwa niema żadnej reprezentacji bo ten kto wygrywa bierze wszystko.

    „Zreszta pomyśl sam – gdybyś przy obecnej ordynacji chciał się dostać do parlamentu by cos tam zdziałać np dla swojego regionu – to co byś musiał zrobić?”

    Przecież to można robić też dzisiaj , najbardziej znany przykład to Dworzec we Włoszczowie za którym stał Edgar Gosiewski 🙂 Za każdym głosowaniem nad budżetem posłowie składają setki wniosków o pomoc dla mieszkańców swoich okręgów wyborczych.

    Później napiszę może coś więcej.

  4. frusto

    JOWy tak, ale w wersji nowozelandzkiej (czy też australijskiej? nie pamiętam. Gdzieś z antypodów).

    Działa to tak: masz jeden mandat, i czterech kandydatow A, B, C, D

    Frusto glosuje: A, B, C
    Kowalski glosuje C, B, A
    Iksinski glosuje D, B, A
    Maksymow glosuje A, D, C
    Masztalski glosuje B, C, D
    Boryna glosuje B, A, C
    Marks glosuje C

    Liczba glosow: A: 2, B: 2 C:2 D:1
    Nikt nie zebral większości.
    Odrzucamy glosy na D: Iksinski glosował D, B, A, po odrzuceniu zostaje B,A
    Liczba glosow: A: 2, B: 3 C:2
    Nikt nie zebrał większości.
    Odrzucamy C: Marksa glosy na nikogo nie przechodzą, Kolwalski glosował C, B, A, a więc przechodzą na B
    Liczba glosow: A: 2, B: 4
    B ma większość, B wygrywa wybory.

  5. Dobrze Urodzony

    >W efekcie zwiększa się opłacalność zakupu maszyn, które mogą zastępować pracę „drożejących” pracowników. Może to prowadzić do trudności w znalezieniu zatrudnienia przez osoby o najniższych kwalifikacjach.

    Cóż, warto wiedzieć. Panowie Obywatele uważają, że mimo, iż jakaś regulacja nie ma sensu, to można ją wprowadzić, bo tego od nich chcą mohery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *