Tuż po tym jak skończyłem osiemnaście lat, odbywały się w Polsce wybory samorządowe. Kolega z liceum spytał mnie, na kogo będę głosował. Odpowiedziałem, że nie zamierzam głosować, nieco urażony tym pytaniem. Dzięki ripoście kolegi, pierwszy raz usłyszałem hasło: „Nie głosując, też głosujesz.”
Na początku pomyślałem, że nieelegancko jest zaprzeczać paradoksom i zmieniłem temat naszej rozmowy w milczenie, ale myśl, że być może jednak zagłosuję – nawet ukrywając się przed tym w domu – nie dawała mi spokoju. Wbrew sobie, drążyłem tę kwestię. Zacząłem zastanawiać się, kto w takim razie zyska głos, jeśli moja karta pozostanie pusta.
Wniosek był tak prosty, że chyba tylko jego oczywistość kazała mi go przez pewien czas ignorować. Nie widząc jednak innej możliwości, pogodziłem się w końcu z tym, że zagłosuję w ten sposób na Niską Frekwencję. To oczywiście nic odkrywczego, ale nie każda osoba świadomie unikająca oddania głosu, zastanawia się nad tym.
Z okazji zbliżających się wyborów do europarlamentu (i wszystkich, mam nadzieję nielicznych już głosowań nad piętnem mojego losu), pragnę w tym miejscu (← nie spuszczaj go z oczu) przedstawić panią Frekwencję i zachęcić do biernego wsparcia tej kandydatury.
Nie jest ona związana z żadną polską partią polityczną, jednak wraz z podobnymi kandydatkami w innych krajach tworzy całkiem silną frakcję. Jej program jest bardzo elastyczny, a fakt, że nie zawiera żadnych konkretów można uznać za jego zaletę. Niska Frekwencja dostosowuje się po prostu do wszystkich wyborców, którzy nie identyfikują się z żadnym z pozostałych kandydatów.
W większości przeszłych wyborów w III RP, Niska Frekwencja była marginalizowana, a nawet dyskryminowana. Nie miała swoich bloków przedwyborczych (wręcz przeciwnie, często widywałem spoty namawiające do głosowania na kogokolwiek, byle nie na nią), szumnej kampanii ani wsparcia sponsorów. Nie była również uwzględniana w wynikach końcowych tak samo, jak inni kandydaci. Dość powiedzieć, że Niska Frekwencja wygrała I turę wszystkich dotychczasowych wyborów prezydenckich w III RP. W 2005 r. zdobyła ponad 50% głosów, więc druga tura nie powinna się nawet odbyć. Jak wyglądałaby najnowsza historia naszego kraju, gdyby jej nazwisko figurowało na kartach do głosowania w drugiej turze wyborów w 1990, 1995 i 2000 roku? (Mimo tej dyskryminacji, moja kandydatka nie wygrała II tury tylko w 1995 r.)
Gdy myślę o dotychczasowych wyborach w III RP (nie tylko prezydenckich), Niska Frekwencja jawi mi się jako jeden z najmniej głupich kandydatów w każdym z nich. Może nie potwierdza tego oficjalne wykształcenie, ale polskich polityków zazwyczaj szereguje się nie pod względem tego, czego dokonali, ale jak mało spieprzyli. Czy możemy coś zarzucić Niskiej Frekwencji?
Mimo, że dotąd moja kandydatka nie potrzebowała żadnej kampanii, postanowiłem wesprzeć ją na własną rękę, by w kolejnych wyborach osiągała jeszcze bardziej imponujące wyniki. Niska Frekwencja jest jedynym kandydatem, który na pewno Cię nie oszuka, nie okradnie ani nie złamie obietnic wyborczych. Ale co najważniejsze, Niska Frekwencja nie będzie rządzić Tobą. Nawet jeśli wygra wybory.
Nie głosując, też głosujesz.
Głosuj na Niską Frekwencję!
22.04.2009
Bartek Dziewa