Mit 5
Między nami są źli ludzie, którzy za pracę nie płacą tego, co jest godziwe. Zatem konieczna jest interwencja państwa i zmuszenie złych pracodawców, aby tym, którzy i tak już niewiele zarabiają, nie płacili mniej, a oni sami nie „siedzieli” w naszych kieszeniach jako osoby korzystające z pomocy społecznej….
Uwaga, stop! Gdyby podnoszono wynagrodzenia w wyniku działań państwowych, wtedy zaproponowałbym jednak, aby podnieść wynagrodzenia nie tylko tym, którzy zarabiają najmniej, ale wszystkim. Wtedy wszystkim nam mogłoby się wieść znacznie lepiej.
Wiemy jednak, że nie jest to możliwe. Zamiast tego, aby wszyscy mieli więcej, przy podejmowaniu takich działań dochodzi do tego, że wszyscy otrzymują mniej, albo też nie dostają niczego. Tego nauczyła się znaczna większość tych, którzy doświadczyli socjalistycznych eksperymentów i których tego rodzaju egzotyczne kwiatki ciągle jeszcze można „podziwiać” na Kubie lub w Korei Północnej. Mimo to uparcie utrzymują się pogłoski, że przynajmniej dla tych znajdujących się w najniższych grupach płacy w wyniku podjęcia odpowiednich działań można by podnieść dochody.
Wszystko albo nic
Z drugiej strony należy się zastanowić nad pytaniem: kto jest gotowy podjąć się pracy w zamian za wynagrodzenie poniżej „powszechnie” obowiązującej płacy? Naturalnie tylko ten, który nie znalazł pracy za „normalne” wynagrodzenie.
Poniekąd absurdalne jest wyobrażanie sobie, iż ten, który nie otrzymał żadnej pracy, za „normalne” wynagrodzenie jednak ją otrzyma, albowiem prawo poleca płacić więcej kapitaliście, jeżeli zatrudni on takiego człowieka. Nie, on go nie zatrudni. Alternatywą dla takiego człowieka nie jest zarobienie mniej lub więcej, ale zarobienie czegokolwiek bądź też zupełny brak płacy. Działanie prowadzące do tego, że nie zarobi on nic, z pewnością nie jest w jego interesie.
Zubożenie, nie dziękuję!
Na razie wszystko pozostaje w granicach zdrowego rozsądku. A jednak mentalność antykapitalistyczna nie pozwala się obalić się w tak prosty sposób. Gdyż ten, który gotowy jest podjąć pracę za niskie wynagrodzenie, mógłby również wyrugować tego, który gotowy jest pracować tylko za wyższe wynagrodzenie. Ten jednak, stając się bezrobotnym, zaoferowałby ze swej strony niższe żądanie płacowe w relacji do osoby, która zastąpiła go w pracy, a jego następca ponownie obniżyłby swoje żądania płacowe – i tak dalej, aż do momentu osiągnięcia minimum egzystencjalnego.
Wygląda logicznie. Ale musimy dokładniej przyjrzeć się tajnemu założeniu tak przeprowadzonej argumentacji: spirala ciągnąca w dół rynek i gospodarkę uruchamia się tylko wtedy, kiedy ten wyrugowany z miejsca pracy nie znalazłby pracy w innym miejscu – i to za żądanie wynagrodzenia w pierwotnej wysokości. Albo mówiąc inaczej: to tajne założenie dotyczące teorii ubożenia opiera się na określonej ilości miejsc pracy. A określona ilość miejsc pracy jest niższa, niż ilość ludzi szukających pracy. Z tym (z ekonomicznego punktu widzenia fałszywym) założeniem zgadza się wiele osób. Ale nie zastanawiają się nad tym, co z niego by wynikało: wtedy i tak niektórzy stanowiliby „nadwyżkę”, bez możliwości pozyskania pracy. A zatem działania przeciwdziałające dumpingowi wynagrodzeń oznaczyłyby tyle, iż jedna osoba kosztem innej osoby pozyskiwałaby dostęp do miejsca pracy. Taki środek nie doprowadziłby do ogólnego wzrostu dobrobytu grupy społecznej, której dotyczy, ale byłby grą o sumie stałej zerowej. W najlepszym wypadku działanie to prowadziłoby do tego, że mniej ludzi zarabiałoby więcej, ale za to mniej ludzi miałoby pracę, tym samym więcej ludzi pozostałoby w grupie bezrobotnych i bez dochodów.
Rozwiązanie
Jako rozwiązanie odwróćmy nasze założenie i wyobraźmy sobie, iż poszukujących miejsc pracy byłoby mniej niż samych ofert pracy, co spiralę napędzającą w dół przekształciłoby w spiralę napędzającą w górę, a dochody byłyby coraz wyższe.
Decydujące pytanie brzmi zatem, dlaczego w danej sytuacji jest mniej miejsc pracy niż osób poszukujących pracy. Odpowiedź brzmi, albowiem cena (tutaj: pracy) jest za wysoka, ponieważ tylko podaż (tutaj: siły roboczej) przewyższa popyt (tutaj: siły roboczej). Z tego wynika, iż działania przeciwko „dumpingowi wynagrodzenia” (wykorzystując to raczej nieszczęśliwe pojęcie) prowadzą do tego, iż stwarzają problem, zamiast go eliminować.
Stefan Blankertz
***
Tekst opublikowano na stronie ef-magazin
Tłumaczenie : Anna Muszkieta-Buszka.