Thomas DiLorenzo

Thomas DiLorenzo “Wywindowane Podatki – Oto Prawdziwy Problem”

Zdecydowanie najważniejszą reformą podatkową lat 80. było wprowadzenie waloryzacji federalnego podatku dochodowego według inflacji oraz zmniejszenie liczby progów z piętnastu do trzech. Wcześniej, zwykli pracownicy klasy średniej byli wpychani w coraz wyższe progi podatkowe przez wzrosty płac spowodowane wzrostem cen. Rezultat był taki, że parę lat wzrostu kosztów utrzymania zmniejszały Twój standard życia, zmniejszając Twój całkowity przychód na rękę i wzbogacając państwo.

Na podstawie tego podłego planu Federalna Rezerwa mogła drukować ogromne ilości pieniędzy, wywołując inflację. Inflacja prowadziła do wzrostu kosztów utrzymania, a ten z kolei do wpychania w wyższe progi i wyższych podatków. Budżet federalny stał się przerośnięty, kosztem podatnika. Politycy nie musieli już zbierać krytyki za głosowanie za zwiększeniem podatków – inflacja czyniła to za nich. Oto prawdziwe opodatkowanie bez reprezentacji (nie żeby opodatkowanie z reprezentacją było lepsze)

Dzięki waloryzacji, rząd federalny nie jest już zdolny rabować podatników i klasy średniej w ten szczególny sposób. Jednak organy stanowe i lokalne nadal to robią dzięki narzędziu podatku od nieruchomości.

Ekspansywna polityka monetarna ostatniej dekady sztucznie obniżyła stopy procentowe, napędzając tym samym boom (niektórzy powiedzieliby: bańka) rynku nieruchomości. Wraz z nadzwyczajnymi wzrostami cen nieruchomości przyszły nadzwyczajne wzrosty podatków od nich w całych Stanach.

Według raportów online dotyczących wpływów z podatków w moim własnym stanie Maryland, wpływy z podatków od nieruchomości w samych okolicach Baltimore są około 35% większe niż w 2000. Czy szkoły w Baltimore są o 35% lepsze? Czy policja jest o 35% bardziej efektywna? Czy obywatele dostają od Ratusza o jedną trzecią więcej usług? Oczywiście że nie; po prostu płacą o tyle więcej za te same gówniane „usługi”.

Lokalni politycy pławią się w „nadwyżkach budżetowych,” które celniej by było nazwać niezasłużonymi nagłymi „zyskami.” Te wzrosty przychodów są rezultatem ekstremalnej formy wywindowywania cen przez państwo które, w końcu, jest monopolistą we wszystkim, co robi.

Jakby tego było mało, wielu właścicieli domów, którzy sprzedali swoje majątki wpadli w pułapkę podatku z zysków kapitałowych, nie wspominając o konfiskatoryjnym „podatku od transferów własności” w niektórych stanach, który daje rządowi jego „udział” w każdej transakcji nieruchomości, niczym gang Tony’ego Soprano z HBO zajmuje się zbieraniem „datków” od miejscowych kupców.

Mimo, że łupili podatników w ten sposób przez lata, wielu polityków pod wpływem tegorocznych wyborów zmieniło się w „tnących podatki” – albo coś w tym rodzaju. Republikański gubernator Maryland Robert Ehrlich wysunął szczodrą propozycję takiego obcięcia podatków od nieruchomości, że przeciętny właściciel domu w Maryland zaoszczędziłby całe 40$ rocznie, prawie tyle, by mógł pójść na mecz Baltimore Orioles – sam. A to wszystko po tym, jak podniósł stopę podatku o 57%.

Pierwszy republikański gubernator Maryland od 35 lat “uczcił” swe zwycięstwo narzucając największą podwyżkę podatku od nieruchomości w historii stanu. Naiwni obywatele Maryland nadal wierzą, że głos na Republikanów to głos przeciw rozrostowi państwa!

Podatkowa żyła złota, którą cieszą się lokalni biurokraci jest źródłem jeszcze jednego problemu. Gdy lokalne władze dostają taki właśnie nagły zastrzyk gotówki, używają go, by zjednać sobie kolejnych lobbystów, wcielając w życie ogrom nowych programów. A wtedy, gdy rynek nieruchomości ochłonie albo ogólnie gospodarka zwolni, wszystkie programy pozostaną, a przychody spadną, prowadząc do „kryzysu deficytowego.”

To z kolei sprowokuje nawoływanie o jeszcze większe podatki, które jeszcze bardziej okaleczą miejscową gospodarkę. Nikt nawet nie wspomina o uczynieniu rządu bardziej wydajnym, bo państwo da się uczynić wydajnym o tyle, o ile można nauczyć kota szczekać. Wzrost podatku od nieruchomości nieuchronnie doprowadzi więc do jeszcze większego wzrostu w przyszłości, jeszcze większego grabienia podatników i jeszcze większego okaleczenia lokalnych rynków.

Podczas lat 90., po ostatniej wielkiej bańce na rynku nieruchomości (lat 80.), stany, których wzrost przychodów był niewielki były w najlepszej kondycji finansowej, gdyż ich możliwość wyrzucania pieniędzy w błoto była ograniczona. Lokalni i stanowi politycy są windującymi ceny monopolistami. Wszyscy powinni zostać wyrzuceni z pracy tej jesieni, tak dla zabawy.

____________________________

Tłumaczenie: Jędrzej Kuskowski
na podstawie:
Thomas DiLorenzo, Tax Gouging: The Real Problem
http://www.mises.org/story/2192

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *