Społeczeństwo, kultura i wartości

Jaś Skoczowski “Dlaczego seks jest święty i dlaczego tej świętości musimy bronić”

Być z tym kimś drugim to jest coś niezwykłego. To jest prawdziwy seks, gdy czujesz się całkiem przyjęty i całkiem kogoś do siebie przyjmujesz. Nie ma większej świętości, od tej, gdy jest dwóch ludzi i z racji swych uczuciowych przypadłości, jakże podobnych do umysłowej niedyspozycji, dotykają swoich ciał w rozkoszny sposób. Żadne misterium w kaplicy tego nie zastąpi. I kapłani na całym świecie wiedzą to doskonale. Czują groźbę wolnej miłości. Czym starsza religia, tym jej przedstawiciele, jej orędownicy, bardzie są jej świadomi.
Zamierzam tu atakować Kościół zwany Powszechnym. Zamierzam atakować mocno. Niecierpię ludzi, potępiających proste przyjemności, które nie mogą skrzywdzić tych, którzy nie przystępują do nich (a zazwyczaj ludzi, którzy doznają tych przyjemności też nie krzywdzą).

A TAK właśnie jest z twórcami norm kościelnych i propagatorami tych norm. Gdyby jakaś pełna radości i chęci życia katoliczka zechciała zadowalać się moją nędzną osobą, musiałaby przystać na grzech, niezależnie od dozy rozkoszy, jaką zaznałaby dzięki moim niewprawnym pieszczotom. Wszyscy katolicy wiedzą, ze ślub przedmałżeński jest zły. Ale nie wszyscy wiedzą, ze pocałunek wzbudzający rozkosz jest zły, jeśli składają go sobie ludzie niezaślubieni ze sobą! Wybacz Cię mi, bracia i siostry, bo zgrzeszyłem. I wiecie co – wcale nie czuje wyrzutów sumienia! Czuje się cudownie. Gdyby Bóg naprawdę chciał uniknąć pożądliwych pocałunków, uczynić je obrzydliwymi w oczach istoty mu podobnej, to sprawiłby, że wydawalibyśmy dźwięki odbytami i nimi byśmy przyjmowali pokarm. Jestem pewny, że Stwórca jednak miał inny zamiar. A jak tak nie było? Cóż, będę się musiał zastanowić (znowu!) nad charakterem kontraktu z Niebieskim. Zresztą, jestem pewny też, że gdybyśmy dalej byli Boskimi, to i tak znaleźlibyśmy rozkosz w takiej sytuacji anatomicznej, choćby miałoby to oznaczać całowanie się odbytami. Jeśli Boskość jest czymś innym niż ciągłym odnajdywaniem nieszkodliwej dla innych rozkoszy, to nie jest warta swej nazwy.

Wiary nie wybierasz w wypadku katolicyzmu. Noworodki zazwyczaj nie mają sprecyzowanego światopoglądu. Oczywiście, można odejść od wiary ojca i matki. Nigdy nie poparłbym zakazu chrztu lub wychowywania dziecka, jak się rodzicom podoba. Usunięcie pewnych tyranii zrodziłoby dużo gorsze. Ale czuję się zobowiązany oburzyć się, gdy wrogowie ludzkiej radości podnoszą swoje łby. Moje życie jak na razie jest krótkie i w sumie niezbyt obfite w intensywne doznania tego typu. Dlatego dziękuje Opatrzności za każdy taki moment jaki się zdarzył. Doskonale wiem, że był piękny. Porażająco wolny i piękny. Ludzie, potępiający je, chcą, by w tym katolickim w sumie kraju, był od takich radości odcięty, chyba, że przyjmę ich upokarzające warunki. Albo, bym zdał się na zakłamanie pięknych, wierzących kobiet. Cóż, straszni są ci, którzy na rozsądku wymuszają kłamstwo.

Drodzy kapłani i twórcy regułek! Nie kradniecie, nie mordujecie, nie kłamiecie, jeśli chodzi o te sprawy (choć i to nie zawsze). Nikogo do niczego nie zmuszacie. Nie jesteście więc przeciwnikami tego, co jest wolnością w moich oczach godną ratowania za pomocą przemocy. Ale jesteście jednocześnie przeciwnikami bardzo ślicznych i radosnych zabiegów. Zabiegów, od których kobietom może zrobić naprawdę dobrze. Nie życzę wam szczęścia. Wierzę, że wasza ignorancja dotycząca spraw miłosnych sprawi kiedyś, że szeregi wiernych, nad którymi macie sprawować pieczę zmniejszą się wielokrotnie. Albo w ogóle znikną.

Jaś Skoczowski
grudzień 2004 r.
http://niepodamswoichdanych.e-blogi.pl/