Świat i geopolityka

Filip Paszko “Afryka głoduje. Czemu?”

Każdy chyba pamięta scenę z „Dnia świra”, kiedy bohater wysypał na podłogę płatki kukurydziane i soczyście zaklął. Dzieci w Afryce głodują – powiedział. Wie o tym chyba każdy, ale czy wie, dlaczego? Nie napiszę tutaj wielotomowej pracy, która byłaby najbardziej odpowiednia, bowiem nie mam tak obszernej wiedzy w tym temacie. Skupię się jednak na jednej – kluczowej – sprawie: gospodarce rolnej. Ktoś pewnie powie, że nie okryję Ameryki, warto jednak przypomnieć wszystkim, co powoduje, że Afryka wygląda, jak wygląda. Pominę główną przyczynę konfliktów, jaką są ustalone przy linijce granice państw.

Warto jednak zastanowić się, czy świat cokolwiek interesuje bieda Afryki. Zaraz ktoś się wyrwie i powie, że tak, poczym rzuci przykład wielkich pomocy charytatywnych i działalność tzw. „ikon popkultury”. Zapewne będzie miał na myśli tego idiotę, Bono, sumienie VIPów, którzy pokażą światu, że im to nie jest obojętne. Ale gdy ich spytać, co jest przyczyną konfliktów w Kongo, Ruandzie, Burundi, czy Erytrei, co najwyżej ładnie się uśmiechną. Może któryś oglądał „Hotel Ruanda”, powie „Tutsi i Hutu” i będzie czekał na oklaski.

Do rzeczy. Prawda jest taka, że Afryka jest sumieniem społeczności międzynarodowej. Niestety- zagłuszonym sumieniem. Tak naprawdę jej los nie obchodzi żadnego państwa. Nic się tam nie produkuje, więc „Afryka jest skazana na zagładę” – jak to ujął jedne z moich wykładowców. Świata za grosz nie interesuje, czy w Afryce ludzie się mordują, czy grają w szachy. Świat reaguje dopiero, gdy nie wypada nie zareagować. Gdy w Ruandzie ginie 800 tys. osób. Jednak już mało kogo interesuje, że w Burundi zginęło ich niewiele mniej, a w Erytrei (czy w Etiopii, jak kto woli) ponad 700 tys. mało kogo interesuje również, że z powodu suszy zmarło tam przeszło 8 mln. osób.

Jedyni ludzie zainteresowani Afryką, to dziani dobroczyńcy i akcje charytatywne. Teraz ktoś może się tym nie zgodzić, powiedzieć, że wysyłamy im całe kontyngenty. Tak, wysyłamy. Głodującej Afryce maskotki i ubrania. Bardzo mądrze. Ach, no tak… wysyłamy im jeszcze tony pszenicy i miliony dolarów i euro. Skoro więc jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Odpowiedź jest prosta.

Powiem szczerze – gdybym chciał doszczętnie unicestwić mieszkańców Afryki, nie wymyśliłbym tak podłego planu, jak państwa, „pomagające” Afryce. Do sedna: nie tylko Polska, ale i cała reszta Unii Europejskiej (jak i ¾ świata) dotują swoje rolnictwo. Czy to przez dopłaty bezpośrednia, pośrednie, czy przez skupy interwencyjne. Taka polityka ma swoje konsekwencje. Przede wszystkim demoralizuje (jak każdy protekcjonizm) rolników, którzy zamiast unowocześniać produkcję i obniżać koszty, oczekują, że państwo im zrekompensuje straty [1]. Po drugie prowadzi do nadprodukcji (która powoduje spadek cen, wiec państwo musi dotować; i tak do usranej śmierci). Nadprodukcja prowadzi do skupów interwencyjnych, czyli ponownego wydawania naszych pieniędzy. Co państwo robi ze skupioną żywnością? Dwie rzeczy – magazynuje (chyba nie musze mówić, za czyje pieniądze) i odsyła w kontyngencie do głodującej Afryki. I tak cała Europa. Zresztą nie tylko ona.

Warto teraz przejść do tego, co dzieje się w Afryce w tym momencie. Dostaje ona (chyba za darmo, ale nie znalazłem żadnych informacji na ten temat) żywność z europy. „Biedny Murzyn” nie musi za nic płacić, więc woli ją, niż kupować u sąsiada, który sam ma pole i żyje z uprawy. Niestety, jego stali kontrahenci wybierają darmową żywność z innych części świata, a wiadomo, czym się kończy brak klientów. Nasz Murzyn nie ma komu sprzedać swojej żywności, nie opłaca mu się produkować. Przestaje więc i traci możliwość zysku. Kolejny Murzyn staje się „Biednym Murzynem”. Ale, oczywiście, tego już świat nie widzi – ważne, że on dobrodusznie „wspiera” tych „Biednych Murzynów”. Przyjmijmy jednak, że jakiś Murzyn się wyrobił i chce eksportować swoją tanią żywność do Europy. Co robi Unia Europejska? Oczywiście – nakłada wysokie cła, by „chronić europejskiego producenta”. I nikt nawet nie pomyśli, że przez protekcjonizm powstaje „Biedny Murzyn”.

Bo i kogo to obchodzi, czyż nie? Ważne, żeby własne sumienie siedziało cicho.

Ale ja nie będę.

_______________________
[1] Notabene zauważcie, jak to jest pokręcone: płacimy państwu, by ono dopłacało rolnikom, byśmy mieli tańsza żywność. Gdyby państwo nie wydawało naszych pieniędzy, moglibyśmy zyskać: co prawda żywność by pewnie zdrożała, natomiast tysiące biurokratycznych mord nie żyłoby z naszych pieniędzy…

***

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu Ostry, k…a, jak brzytwa

Autor artykułu prowadzi bloga Ostry, k…a, jak brzytwa