Idee liberalne

Olgierd A. Sroczyński ”Pour le Roi (et Hoppe)”

Wstęp

Książkę Hansa Hermanna Hoppe „Demokracja – bóg, który zawiódł” można bez wątpliwości nazwać kontrowersyjną, jako że trudno przypomnieć sobie inne dzieło z kręgu Szkoły Austriackiej, które zdobywszy taką popularność, jednocześnie nadal budzi emocje i stanowi przyczynek do nierzadko zaciętych dyskusji. Autor niniejszego tekstu zalicza się do radykalnych zwolenników koncepcji wypracowanych przez Hoppego, stąd też czuje się w obowiązku prowadzić polemikę z argumentami wysuwanymi przeciwko nim.

Napotkana przeze mnie niedawno w sieci polemika z Hoppem dotyka kilku ważnych spraw:

1. Hoppe traktuje monarchię jako byt idealny, pozbawiony wad, czemu mają przeczyć liczne przykłady historyczne, rzekomo specjalnie przez Hoppego pomijane;

2. Przypisuje także niższą preferencję czasową monarsze w stosunku do demokratycznego zarządcy, co ma być błędem ze względu na niemalże notoryczną obecność w historii przypadków rywalizacji o władzę, które w naturalny sposób podwyższały preferencję czasową monarchy;

3. Dowodem na niesprawność monarchii ma być porównanie jej z systemami totalitarnymi, które w oczywisty sposób są niesprawne, a mają zachowywać zasadę władzy monarchicznej;

4. Hoppe przypisuje pewne zjawiska powstaniu i rozwojowi demokracji, przy czym mają być one od demokracji niezależne, gdyż mają występować również w historii poprzedzającej nawet 1789 rok.

5. Monarchia ma nie różnić się od demokracji pod żadnym względem, gdyż tak jak w demokracji, w monarchii panuje pewna oligarchia, wpływająca na rząd, wobec czego przypisanie przez Hoppego całości władzy ma być błędem.

Na początek kilka wstępnych uwag, które być może dla niektórych są oczywiste, ale rzetelność kronikarska wymaga choćby krótkiego ich odnotowania. Polemista Hoppego zwraca się przeciwko aprioryzmowi amerykańskiego filozofa. Zgodnie z wypracowaną jeszcze przez Misesa metodologią, fakty historyczne same z siebie nie świadczą o niczym w naukach społecznych i mogą podlegać różnym interpretacjom. Nie mamy bowiem możliwości dokonania eksperymentu w ekonomii politycznej, zatem nie jesteśmy w stanie określić jakie dokładnie warunki wpłynęły na zaistnienie takich a nie innych faktów społecznych. Musimy zatem budować teorię aprioryczną, inaczej naukowość ekonomii traci sens i skazani jesteśmy na uznanie równoprawności różnych konkurujących ze sobą teorii ekonomicznych. Rzeczą oczywistą jest, że jeżeli ktoś odrzuca wartość teorii apriorycznej, będzie się sprzeciwiał rozumowaniu Hoppego, z drugiej jednak strony jej prawomocność jest raczej niemożliwa do odrzucenia na gruncie zasad ludzkiego myślenia.

I. Ustrój monarchiczny a anarchia prywatnego prawa

Rozważania H-H. Hoppe o monarchii nie dokonują się z pozycji monarchisty (to znaczy nie usprawiedliwiają monarchii za wszelką cenę) ale wychodząc z przesłanek apriorycznych, dowodzą jedynie jej wyższości nad ustrojem demokratycznym. Hoppe traktuje monarchię jako jedyną naturalną formę rządu, ponieważ jedynie monarchię można wywieść naturalnie z systemu całkowicie prywatnego prawa (ładu naturalnego). Demokracji, czyli wspólnego posiadania i zarządzania od anarchii własności prywatnej wywieść nie sposób. Ściślej – nie można z niej wywieść przyrodzonego prawa do zarządzania dobrem wspólnym, jaki jest fundamentem ideologii demoliberalnej. John Locke w „Drugim traktacie o rządzie” (§ 107) wywodził władzę monarchiczną z władzy ojcowskiej – władza w rodzinie tradycyjnej nigdy nie jest sprawowana w sposób demokratyczny, poszczególne role są rozdzielone w sposób naturalny, a głos decydujący zawsze ma osoba obdarzona (wynikającym ze starszeństwa, źródła utrzymania i innych przyczyn) autorytetem, czyli zazwyczaj ojciec rodziny. Nie ma w tym dlatego niczego nieuprawnionego.

Jeżeli wychodzić od prawa wlasności, to Hoppe’owska wizja anarchii opierałaby się na zdecentralizowanym systemie małych obszarów zarządzanych de facto w sposób monarchiczny, gdyż w każdym z nich obecny byłby jeden właściciel, który byłby jednocześnie ostatecznym zarządcą. Nie chodzi Hoppemu dlatego o restaurację monarchii w obecnej sytuacji geopolitycznej (tzn. powołanie na miejsce obecnych demokratycznych rządów dziedzicznych monarchów), ale o całkowitą przebudowę porządku społecznego w oparciu o prawo własności, która bez siłowych ingerencji rewolucyjnych przybrałaby postać taką, jak ta opisana przez Tomasza Gabisia w głośnym tekście p.t. „Uporządkowana anarchia„.

Radykalna krytyka demoliberalizmu przez Hoppego i „pomijanie niewygodnych faktów” z życia monarchii wynikają właśnie z takiego podejścia Autora do sprawy, jak również z wyraźnie zaznaczonej metodologii. Można przytaczać dziesiątki niesprawnych lub nie pasujących do idealistycznej wizji monarchów, jednakże to nie ma żadnego znaczenia dla teorii politycznej. W ostatecznym rachunku chodzi bowiem tak naprawdę o anarchię prywatnej własności, poza którą – opierając się na apriorycznych przesłankach – wyjść nie sposób.

II. Preferencja czasowa: właściciel vs. zarządca

Preferencja czasowa monarchy nie jest niższa z racji samego faktu, że jest on monarchą. Takie postawienie sprawy przez Hoppego wynika z tego, że monarcha jest wyłącznym właścicielem swojej władzy, w przeciwieństwie do zarządcy demokratycznego. Przypadki dobrych zarządców demokratycznych zdarzały się oczywiście w historii, podobnie jak źli zarządcy monarchiczni. Przy budowaniu teorii politycznej trzeba jednak opierać się na pewnych ogólnych zasadach, od których mogą istnieć wyjątki, warunkowane rzeczami nieprzewidzianymi w teorii. Trudno przewidywać w teorii politycznej przypadki choroby psychicznej monarchy, albo nadzwyczajnie silne poczucie obowiązku zarządcy demokratycznego – są to rzeczy niezależne od kwestii związanych z prawem własności, czyli z punktu widzenia teorii anomalie.

Monarcha, co zostało zauważone, musiał obawiać się różnych zagrożeń w nie mniejszym stopniu, aniżeli jakikolwiek inny właściciel prywatny. Trudno jednak brać pod uwagę te rzeczy w przypadku twierdzenia, że świadomość własności wpływa na obniżenie preferencji czasowej przy zarządzaniu. Istnieją przykłady władców szczególnie przeczulonych na punkcie swojego bezpieczeństwa, jednakże z reguły są to tyrani (np. nie poruszający się bez kamizelki kuloodpornej Stalin), a ich działania w tym kierunku zazwyczaj zdradzają objawy psychozy. Normalny człowiek nie skupia się na towarzyszących jego życiu zagrożeniach, tak więc trudno sądzić, że w przypadku większości monarchów sytuacja wyglądała inaczej – chyba, że dane warunki skłaniały do zupełnie innego postępowania (jak w Cesarstwie Rzymskim, gdzie cesarze po kolei ginęli z rąk swoich następców na tronie), ale to raczej oczywiste. Ważne jest jedno – świadomość własności prywatnej wydłuża horyzont czasowy i to jest w rozważaniach Hoppego rzeczą kluczową.

III. Tyrania i totalitaryzm

Jakkolwiek widoczne są zewnętrzne (formalne) podobieństwa pomiędzy rządami monarchicznymi a współczesnymi wcieleniami rządów jednostki o charakterze totalitarnym, różnica materialna jest zasadnicza. Z jednej strony bowiem posiadamy Arystotelesowski podział na ustroje zwyrodniałe i sprawiedliwe, z drugiej w sukurs przychodzi nam typologia Monteskiusza z „Ducha praw„. W obydwu bowiem wyraźnie zaznaczone jest rozróżnienie pomiędzy monarchią a despotią, które podobne są co do formy zewnętrznej (ilości osób sprawujących władzę), ale ich zasada jest diametralnie różna. Upraszczając nieco (i skracając wywód) można powiedzieć, że władza królewska jest oparta na uznanym i naturalnym autorytecie (tak jak wspomniana wyżej władza ojcowska), tyran zaś rządzi siłą i gnębi poddanych. Dlatego też tyrani (których obecności w historii zaprzeczyć nie sposób), podobnie jak wspominany Kim Dzong Il, nie mogą być zaliczani do tego samego typu władzy co sprawiedliwe monarchie.

Współczesne formy totalitaryzmu mają formę stricte demokratyczną, to znaczy ich geneza jest ściśle postrewolucyjna i opierająca się na postawach roszczeniowych bądź – jak to określił Roger Scruton – resentymentalnych. Władza totalitarna nie posiada uznanego i naturalnego autorytetu, a jej źródło leżało w chęci redystrybucji dóbr grup posiadających (by nie używać marksowskiego pojęcia klasy). Podobieństwa materialne tkwią dlatego nie pomiędzy monarchią a totalitaryzmem, ale pomiędzy rządami totalitarnymi a demokratyczno-liberalnymi.

IV. Etatyzacja i wojna totalna

Być może tłumaczenie Hoppego odnośnie związku wojen totalnych z demoliberalizmem jest nieprzekonujące, ale z drugiej strony trudno gdziekolwiek znajdować interes monarchy przy taktyce spalonej ziemi i znęcania się nad prostymi ludźmi. Natomiast wojna na wyniszenie jest zupełnie zrozumiała w warunkach państwa opierającego swoje działanie na masach zjednocznonych w idei państwa narodowego. W momencie istnienia państwa demoliberalnego podkreślany jest ściśle związek obywateli z konkretną instytucją państwową, zatem agresor nie może rozróżniać pomiędzy rządzącymi a rządzonymi, gdyż przynajmniej pod względem formalnym stanowią oni jedność. Dlatego wojna totalna w ogóle nie jest być może konsekwencją demokracji, ale w demokracji nie ma możliwości prowadzenia wojny innej niż totalna.

Podobnie jest z kwestią etatyzacji. Przykłady etatyzmu monarchicznego można wyliczyć na palcach jednej ręki, aczkolwiek można przyjąć z dobrą wolą, że jest to proces od demoliberalizmu niezależny. Natomiast trudno spotkać kraje demoliberalne (co trzeba podkreślić), które nie są etatystyczne. Wynika to z prostego faktu, że w momencie zaangażowania tak wielkiej ilości ludzi w zarządzanie, nie może być mowy o niezaangażowaniu państwa w gospodarkę. Jednym z głównych argumentów wytaczanych za demoliberalizmem przez jego zwolenników jest fakt, że „w demokracji nikt nie głoduje”. Przekonanie to opiera się na gwarancji utrzymania przez państwo tzw. zabezpieczeń socjalnych, umożliwiających pod względem formalnym branie udziału w życiu publicznym. (Publikacji to udowadniających jest całe mnóstwo, bo i mnóstwo jest zwolenników demoliberalizmu; można sięgnąć chociażby do Dahla czy Sena).

V. Państwowa walka o środki i grupy nacisku

Z tym też wiąże się kwestia podniesiona w ostatnim argumencie, a dotycząca walki o środki, jakiej polem miałyby być wszystkie organizmy państwowe niezależnie od formy. Monarcha nie mógł obyć się bez poparcia arystokratów, ponieważ na nich opierał siłę swojego państwa na arenie międzynarodowej, jak również stabilność porządku wewnętrznego. Czym innym są natomiast intrygi dworskie, dążące do przekazania jakiejś części władzy jakiejś osobie przez monarchę dysponującego swoją własnością, czym innym jest walka o środki w demokracji, która kończy się zawsze redystrybucją dochodu jakiejś grupy ludzi. Skarbiec królewski można oczywiście porównywać do skarbu państwa demoliberalnego, jednakże należy zawsze pamiętać o tym, że środki w demoliberalizmie nie posiadają właściciela, zatem – w przeciwieństwie do monarchii – korzystanie z nich jest przez wszystkich traktowane jako uprawnione (co doskonale opisywał myśliciel daleki od libertarianizmu czy też tym bardziej monarchizmu, John Gray w książce p.t. „O rządzie ograniczonym”). Takiemu podejściu trudno się dziwić, ponieważ jest on bezpośrednią konsekwencją demoliberalnego (czyli demoralizującego) prawa. Jak pisał Frederic Bastiat w „Prawie„:

„(…) dążenie do ustanowienia Sprawiedliwości tak bardzo leży w naturze Prawa, że w umyśle mas Prawo i Sprawiedliwość to jedno. Mamy wszyscy silną skłonność do uważania tego co zgodne z prawem, za uprawnione do tego stopnia, że wielu wywodzi z Prawa wszelką sprawiedliwość. Jeśli więc Prawo zarządza i uświęca Grabież, to starczy tego, by grabież wielu sumieniom wydawała się słuszna i święta.”

Jeżeli natomiast wrócimy do kwestii omówionej w punkcie I., to jakkolwiek argument dotyczący nieuchronnego powstawania grup wpływu w każdej formie państwowości jest oczywisty – bo zgodny m.in. z koncepcją „krążenia elit” Vilfredo Pareto – nie ma to większego znaczenia dla pojmowania monarchii przez Hoppego.

Olgierd A. Sroczyński
5 marzec 2008