Jan M. Fijor

Jan M. Fijor: Szpital na perypetiach

Od dłuższego już czasu, prezydent Polski, bądź co bądź państwa dobrej średniej wielkości, zamieszkałego przez blisko 39 milionów ludzi, którzy muszą jeść, pić, gdzieś mieszkać, pracować, odpoczywać, a niekiedy też korzystać z opieki medycznej powiedział, że szpitale nie mogą przynosić zysku, bo tak będzie lepiej.


Wypowiedź była wyrazem sprzeciwu p. prezydenta wobec planów komercjalizacji placówek służby zdrowia, zaproponowanych przez PO. W kręgach nieżyczliwych prezydentowi uważa się, że sprzeciw ten ma wyłącznie charakter polityczny. Wiadomo bowiem, że ten, kto skomercjalizuje szpitale, to je również sprywatyzuje. A ponieważ zrobi to rządząca koalicja, której p. prezydent nie darzy sympatią, ona będzie mieć nad nimi władzę. I trudno się prezydentowi dziwić. Co to, nagle prywatyzacja szpitali miałaby się odbyć lege artis, czyli sprawiedliwie? Nauczony doświadczeniami z III RP, Lech Kaczyński nie tylko nie chce, aby rządzący (czyli prywatyzujący) mieli wpływ na skomercjalizowane szpitale, lecz ponadto stara się działać w interesie prawa i sprawiedliwości, a więc przeciwdziałać ewentualnym nadużyciom. Moim zdaniem, posądzanie prezydent o niskie, polityczne pobudki, zmierzające do utrzymania obecnego status quo, to jest szpitali państwowych (bez zysku, ze stratami), jest niesłuszne. Sprzeciw głowy państwa ma charakter merytoryczny i jest wyrazem Jego troski o praworządność.
Problem w tym, że pozostawienie istniejącego status quo wiąże się z nadużyciami, tyle że innej natury. Być może są one mniej bolesne, bo korzyści korupcyjne rozłożone są na większą liczbę koruptantów, reprezentujących całe spektrum polityczne kraju, jednakże ze społecznego punktu widzenia nie są wcale mniej groźne niż skutki ewentualnej komercjalizacji. I z tego p. prezydent także zdaje sobie sprawę. Zamiast więc szukać mniejszego zła (utrzymać status quo czy komercjalizować?) stara się znaleźć złoty środek. Czyli co? Czyli rozwiązanie ekonomiczne, jakim jest komercjalizacja bez motywu zysku. Czyż nie taniej będzie – myśli prezydent – prowadzić szpital, który zrezygnuje z zysku? Produkt, którego producent rezygnuje z zysku musi być tańszy od produktu obarczonego zyskiem. Jeśli szpital X leczy (bez zysku) po kosztach K, a szpital Y po kosztach K, ale z zyskiem Z, to gdyby nawet ograniczyć ten jego zysk do 1 złotówki, leczenie w szpitalu Y będzie kosztować K plus 1 złoty, a więc więcej niż w przypadku szpitala X, w którym wyniesie ono K, czyli będzie więc o złotówkę niższa. Nie zapominajmy, że takich złotówek – grosz do grosza – uzbierają się corocznie miliony.
Z podobnego założenia 160 lat temu wyszedł niejaki Karol Marks, a później jego naśladowcy: Lenin, Stalin, Rokossowski, konstruując system, w którym żyliśmy w latach 1944 – 1989. Wtedy też zrezygnowano z zysku, żeby było taniej. Problem w tym, że pomimo tej rezygnacji nie tylko nie było taniej, ale wręcz drożej i gorzej. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest z natury chciwy i jeśli już ma zrezygnować z zysku, to woli odpoczywać niż pracować. Odpoczywając też nie osiągnie zysku, ale się przynajmniej nie namęczy. Niestety, efekty odpoczywania są mizerne; nie będzie z niego ani szpitali, ani leczenia. I dlatego, socjalizmowi, który był bez zysku, brakowało pracy, produktów, a w efekcie pieniędzy i system ten na szczęście zbankrutował.
Niestety, nie zbankrutowała utopia, która się za nim kryła, czego dowodem jest apel prezydent Kaczyńskiego o rezygnację z zysku. Pan prezydent zapomina, że pod nieobecność motywu zysku motywacją do pracy może być tylko strach albo poświęcenie. Strach nie jest dobrym motywatorem (z niewolnika nie ma pracownika), a liczenie na poświęcenie, to zgoda na wyniszczenie narodu. Poświęcają się przeważnie ci, którym nikt nie chce normalnie za pracę zapłacić, albo ludzie ideowi, a takich w Polsce może starczyłoby na dwa, trzy szpitale, tymczasem w kraju naszej wielkości musi być ich co najmniej 100 razy więcej.
Co nam ze szpitali, które nie przynoszą zysku, jeśli nie będzie miał tam kto ludzi leczyć? Zysk szpitala nie jest wrogiem pacjenta, jest nim monopol państwa, bo wraz z nim zysk staje się rabunkiem. Jeśli tego obawia się pan prezydent, to całkiem słusznie, ale wówczas zamiast domagać się likwidacji zysku powinien czym prędzej dążyć do otwartej prywatyzacji (a nie żadnej zagmatwanej komercjalizacji) całej służby zdrowia, odcięcia jej od polityków i poddania wolnej, bezlitosnej konkurencji. Ta ostatnia gwarantuje, że zysk osiągną tylko ci, którzy dobrze zadbają o pacjentów. A temu przecież służą szpitale.

Jan M Fijor
14.10.2008 r.

Wszelkie kopiowanie i wykorzystanie w celach publicystycznych dozwolone za każdorazową zgodą autora oraz za podaniem źródła
***
Tekst był wcześniej opublikowany na stronie autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *