Przepisy, zalecenia, formularze, statystyki, przepisy do przepisów, standardy, schematy, normy, patenty…Ta świetnie zorganizowana „zaraza zwana biurokracją”, że posłużę się tutaj cytatem, przeżywa obecnie okres swojej świetności. Niewątpliwie wejście Polski do UE ujawniło nowe pola ekspansji dla rozochoconej armii biurokratów.
Istotę biurokraty określić można jako byt pasożytniczy żerujący na komórce społecznej wypracowującej zysk w celu pozbawienia obywatela, przy pomocy państwowego aparatu przymusu, części jego dochodów. Innymi słowy, biurokrata jest paserem działającym w świetle prawa. Za skradzione obywatelom pieniądze biurokraci mnożą swoje byty w postaci kolejnych stanowisk w kolejnych urzędach gdzie mają szansę wymyślać kolejne zapisy prawne mające na celu usankcjonowanie kolejnych aktów kradzieży.
Biurokrata to dobrowolny niewolnik zapisów prawno-księgowych, poprawny trybik w machinie zwanej państwem, element procesu racjonalizacji organizacji społecznej (czyt. cywilizowanej i zalegalizowanej organizacji przestępczej). Jak mawiał Thoreau: „Funkcjonariusze państwowi w większości przypadków nie kierują się ani rozsądkiem, ani pobudkami moralnymi; sami siebie traktują jak drewno, ziemię i kamienie; a przecież ludzi drewnianych można by po prostu ciosać z pnia i też spełnialiby te same funkcje, co owi obywatele, wzbudzający nie większy szacunek niż kukły czy sterta śmieci.”
Skoro już zatem rodzi się taki bezużyteczny typ charakterologiczny, iście weberowski entuzjasta cyferek, paragrafów i pełnych segregatorów, może lepiej byłoby odizolować go od wpływu na ludzi. Niech więc spełnia się wewnętrznie i hobbystycznie we własnych pieleszach skoro taki jego fetysz, niech zapełnia setki papieru innowacyjnymi rozporządzeniami i niech płaci haracz wirtualnej instytucji jeśli ma na to ochotę. A innych niech zostawi w spokoju.
Łukasz Konsor