Podstawa praktyczna liberarianizmu to tak naprawdę urynkowienie usług przemocy. To główna kość niezgody między libertarianizmem, a resztą ruchów wolnorynkowych.
Sympatyzuję z liberarianizmem, ale postanowiłem zabawić się w adwokata diabła i sprawdzić czy ten rynek, rzeczywiście kieruje się (albo kierowałby się) się takimi samymi wolnorynkowymi prawami jak inne sfery gospodarcze.
Libertarianie postulują, aby sfery obronne oraz egzekwowania umów załatwiały prywatne agencje (pomijam tutaj kwestie takie jak zapewnie sobie bezpieczeństwa bez pomocy agencji, bo chce się skupić na usługach, a nie samej samoobronie)
W przypadku kiedy agencja nie wywiązywałaby sie z powierzonych jej zadań, można by było z niej zrezygnować, i wybrać inną, tak jak można zrezygnować usług na wolnym rynku. Ma to być bardziej doskonałe niż jest to w przypadku ochrony świadczonej przez państwa, gdzie rezygnacja nie wchodzi w grę.
To wygląda sensownie, tyle, że w tym wszystkim umyka jedna kwestia, którą wymieniłem jako zadania takich agencji, chodzi właśnie o egzekwowanie umów.
W przypadku nie wywiązania się z umowy np. z producentem jabłek, od ktorego takie jabłka zakupiłem ostatecznie mogą sięgnąć po pomoc agencji, która zmusi go do tego, aby z takiej umowy się wywiązał (pomijam tutaj konflikt między tym, ze on może korzystać z innej agencji i sie bronić, to juz było dyskutowane i nie jest przedmiotem tego tekstu, przyjmijmy, że mam możliwość zmuszenia go do wykonania zobowiązania)
Co jednak kiedy będę chciał, aby nieuczciwa agencja ochrony wywiązała się z umowy? W tym wypadku nie mam możliwości zmuszenia jej, aby to uczyniła. Mogę tylko liczyć na jej dobrą wolę. I jakbym nie kombinował trudno mi nazwać umówe między dwoma podmiotami, w ktorym jeden podmiot skazany jest na właśnie dobrą wolę drugiego jako w pełni rynkową. I w zasadzie, czym to się różni od systemu państwowego? (Nie wspominając o tym, że jeśli taka agencja nie jest tak naprawdę w praktyce zobligowana do przestrzegania dowolnej umowy, to na dobra sprawę, nie jest zobligowana do niczego wobec mnie, a to rodzi już duże pole do nadużywania przemocy).
Jednym z kontrargumentów mogłoby być, że w przypadku kiedy jedna agencja zawiedzie, a będę chciał ją do czegoś przymusić, mogę zwrócić się do innej, mocniejszej. Tyle, że w tym przypadku niczego to nie załatwia, niczego co by przybliżalo mnie do wolnego rynku, bo ta druga agencja również wobec mnie nie jest do niczego w praktyce zobowiązana. I również ostatecznie jestem zdany tylko na jej łaskę.
Mogę przyjąć, że jeśli upadłyby dzisiejsze rządy centralne, a państwa rozpadłyby się na małe rejony, gdzie różne grupy stanowiłyby swoje prawa, to byłoby to korzystniejsze. Najprawdopodobniej istniałaby większa różnrorodność i większy wybór co do rejonu gdzie można byłoby mieszkać. Tyle, że patrząc z pozycji urynkowienia przemocy również niczego to nie załatwia, bo jeśli na takich ziemiach będą istnieć agencje, wobec których nie będę mógł w praktyce egzekwować swoich zobowiązań to ten system nie będzie się różnił w tej sferze od systemu państwowego.
Czy, więc przemoc da się tak naprawdę urynkowić?
Antoni Wiech
26.12.2009