Społeczeństwo, kultura i wartości

Ludwik Papaj „Polilogizmem zza węgła”

Wieki temu (już grubo przeszło dwadzieścia wieków temu) wierzono, iż dobro, prawda i piękno są ze sobą złączone w sposób iście nierozerwalny, zaś nauka jako jedność bada świat jako całość. Innymi słowy myśl człowiecza dąży do poznania prawdy o świecie, co samo w sobie jest etycznie dobre  i estetycznie dla oka przyjemne. Było to rzecz jasna naiwne spojrzenie na otaczający nas świat – niczym bajka z Hollywood, w której czarne charaktery rozpoznaje się po odstręczającej aparycji nim dostrzeże się niegodziwości ich charakterów – niemniej pozwalało ono posiadać pewien wspólny wszystkim ludziom punkt odniesienia i zmuszało do szanowania dorobku przodków. Wraz z rozwojem cywilizacji co krnąbrniejsi lub tradycji mniej przychylni mieli przyjemność skończyć na stosach płonąc ku uciesze wiwatującego tłumu. Postęp skłaniał wciąż ludzi do ryzyka, tworząc powiększającą się rysę na panującym uniwersalizmie, co dla niektórych jak Giordano Bruno kończyło się tragicznie, ogólnie jednak prowadziło do rozkwitu cywilizacji.

Wraz z kolejnymi wiekami dostrzeżono jednak, iż posługiwanie się logiką głównego nurtu myśli nowożytnej jest nieskuteczną strategią. Lepiej będzie zanegować to, co powstało i to, co istnieje – ale nie tak, po prostu odrzucić –  wszak było by to zbyt banalne – lepiej  stworzyć Nową Jakość, precedens wyrywający myśl z koleiny w której ugrzęzła. Spowodować, aby współcześni otworzyli usta ze zdumienia,  po czym natychmiast zamknąć je raz na zawsze posługując się nowymi terminami i nową metodą. Choć zmiana słownika była zawsze taktyką w filozofii obecną lecz nigdy nie przyjęła form tak radykalnych, bezczelnie zrywając ze zdrowym rozsądkiem.

Przyzwolenie do nadużyć przyszło od strony Hegla, który nadał sprzeczności wartość w sensie logicznym, tym samym negując istnienie prawdy jako czegoś stałego i niepodważalnego. Myśl przestawała być dążeniem do prawdy i stawała się intelektualną strażą przyboczną domu Hohenzollernów, zaś głos jednostki został zredukowany do roli współgrania z harmonią  historii. Marx wyrażał swój polilogizm bardzo jasno, twierdząc, że ludzie, przynależąc do odmiennych klas społecznych są na tyle różni, iż mogą się posługiwać wyłącznie ideologią, a abstrahowanie od realiów klasowych lub obiektywność nie jest im dostępna. Przyznawał racje swojej ideologii prostym wybiegiem, głosząc że ideologia proletariatu zwycięży w procesie historycznym walki politycznych przeciwieństw ­– choć miał na to dowody li tylko retoryczne ­­­­­­– więc musi być Prawdą przez duże P jak Proletariat. Tą drogą poszedł Kelsen twierdząc, że prawo również winno kierować się inną logiką: to nie prawo powinno być sprawiedliwe i dostosowane do rzeczywistości – lecz odwrotnie wszystko to, co jest prawem (pozytywnym) jest z definicji sprawiedliwe. Pod pozorem pozostawienia podstaw etycznych prawa samym sobie w rzeczywistości uznał on władzę, za jedyną kompetentną siłę mogącą je określać. Takie stanowisko musiało zaowocować najkrwawszą z polilogicznych dyktatur – hitleryzmem. Naziści sprzedali stary produkt w nowym opakowaniu – podzielili świat na  przeciwstawne obozy i wywołali ducha rewolucji głosząc, że racja stoi po ich stronie. Nie potrzebowali przy tym korzystać z merytorycznych argumentów, wystarczały im argumenty ad personam – Freud, Einstein, von Mises czy Edyta Stein nie mają racji gdyż są Żydami, a von Bismarck, Hegel i Nietzsche mają rację, gdyż są Niemcami.

Na szczęście pozytywizm prawniczy jest w odwrocie od czasów procesów norymberskich, w których zdecydowano, że wola suwerena (np. do ludobójstw, wysiedleń, cenzury i represji) może być niewystarczającą przesłanką sprawiedliwości. Nie był to jednak kres polilogizmu jako strategii intelektualnej, polegającej na wyróżnianiu na podstawie obserwacji empirycznych grup z całości do których te należą i głoszeniu niemożliwości ich poznawczego porozumienia z resztą. Taka forma negacja harmonii świata i uniwersalności nauki wiąże się z postulatem politycznym do budowania ładu społecznego na podstawie tego co dzieli, a nie tego, co ludzi łączy. Jest to wciąż żywe obosieczne  narzędzie o ogromnej sile występujące w każdej debacie o prawach pracowniczych, wszelkiej maści parytetach i innych przywilejach grupowych, wszechobecnie stosowane jako wytłumaczenie co bardziej lichych rządowych ustaw lub ministerialnych rozporządzeń.

PS.

Tych którzy uwierzyli, że polilogizm raz na zawsze wsiąkł we współczesną kulturę odsyłam do generatora tekstów postmodernistycznych.

http://www.elsewhere.org/pomo/