Wolności osobiste

Katarzyna Wozinska: Libertarianizm – konsekwentnie za życiem

Murray Rothbard nie był nieomylny. Jego największy intelektualny błąd, popełniony w imię zapału do ,,prostoty” własnej teorii, niemal unieważnia całą teorię wolności. Myśl libertariańska, wychodząca od idei samoposiadania człowieka, uznania własności jego ciała, przekreślająca nowożytne, wewnętrznie sprzeczne ujęcia wolności jako mocy czy zdolności (por. krytyka rozróżnienia na wolność od i wolność do w ,,Etyce wolności” Rothbarda), jeśli odbierze człowiekowi prawo własności ciała w zarodku – również w zarodku usprzeczni się wewnętrznie, i razem z ofiarą ,,wydalenia niebędącego w żadnym przypadku zabójstwem” zginie.

Na łamy liberalis.pl zaprosił mnie Marek Kaproń. Na portalu ostatnio znalazło się bezkrytyczne streszczenie poglądów Rothbarda autorstwa Defender Of Freedom. Czy teraz, dla odmiany, redakcja dla równowagi chce przedstawić pogląd o spójności libertarianizmu, opowiadającego się za poszanowaniem własności ciała obu podmiotów ciąży, pozostaje dla mnie zagadką. Niemniej jednak postaram się przytoczyć tutaj argumenty, o których mocy jestem przekonana, pochodzące z libertariańskiej, pro-life’owej publicystyki anglojęzycznej, a także z własnych poszukiwań (częściowo udostępnionych na moim blogu w zakładce pro-life). Chcąc uprzedzić ataki, nie ukrywam, że mam ku apologii życia ludzkiego od poczęcia motywy wielu rodzajów, w tym własne wyznanie czy emocjonalny napęd. Wątpię, by jakikolwiek libertarianin (ba! ktokolwiek i w jakiejkolwiek sprawie) dążył do wolności wyłącznie w imię spisanych na kartce przesłanek – raz, że w końcu musi poczuć, o co walczy; dwa, że postawy wymagają zaangażowania emocji – tak po prostu działa ludzki mózg. Co jednak kluczowe, ostatecznie przesłanki jestem w stanie zwerbalizować.
Tak więc, zgodnie z konwencją racjonalnego dowodzenia, bez religii i bez (uwielbianych notabene przez pro-choicerów) ckliwych historii o uczuciach i wrażeniach, zapraszam na wspólną przechadzkę po libertarianizmie pro-life; teorii wolności, która nie udaje, że ludzi albo znajduje się w kapuście, albo są oni winni, jak niestety twierdził Murray Rothbard, ,,haniebnej zbrodni pogwałcenia prawa do samoposiadania ciała” (Murray N. Rothbard, ,,No human has the right to reside unwanted within the body of another”).

Na początku był… bałagan

Trudności pojawiają się rzecz jasna już w momencie poszukiwania odpowiedzi na pytanie, o czym dyskutujemy, bo niemal każda możliwa odsyła nas do interpretacji dyskutowanej rzeczywistości. Nie jest to żadna postmodernistyczna konstatacja, ale zwykła analiza przedpola. Jeśli dodać do tego najczęściej niewielki poziom wiedzy o dyskutowanej kwestii i różne ludzkie ułomności, w dyskusji się ujawniające, zdamy sobie sprawę z panującego tu bałaganu. Postaram się w tej części wyjaśnić, o czym mówimy (uzasadniając stosowany przez siebie słownik), uzupełnić to o nieco wiedzy tzw. ,,empirycznej”, a przy okazji rozprawić się z tymi samymi mitami, które nie przypadkiem irytują też wielkiego protagonistę rachunku zysków i strat z życia ludzi, Petera Singera (co mówi chyba o nich najwięcej).
Ciąża jest stanem fizjologicznym, naturalnym dla człowieka jako gatunku, który rozpoczyna się utworzeniem nowego osobnika z gamet ojca i matki w jej ciele, a następnie jego nieprzerwanym (jeśli wszystko przebiega w zdrowiu) rozwojem do porodu. Organizmy matki i jej potomka współpracują ze sobą (poza sytuacjami patologicznymi), i po około dziewięciu miesiącach dojrzałe do tego dziecko opuszcza ciało matki, by rozwijać się poza nim (to faza postnatalna). Najszerzej jak to możliwe, powiedzmy sobie: rozmawiamy o prenatalnym życiu człowieka, które przebiega w ścisłej zależności od ciała matki i z tego powodu bywa postrzegane jako kłopotliwe, a nawet jako pozostające w ,,nieusuwalnym konflikcie nie do pogodzenia” (niestety, to znów Murray Rothbard). Jedną z możliwości pozbycia się tego kłopotu jest aborcja. Pod tym tajemniczym w sumie słowem kryje się działanie, w którym jedna (silniejsza, niezależna fizycznie) ze stron ma na celu przerwanie dla nich obu procesu ciąży, uzyskanie efektu poronienia, przerwania rozwoju potomka i spowodowanie jego śmierci. Zabieg aborcji (abortowanie) pozostawia przy życiu jeden z zastanych dwóch żywych ludzkich podmiotów, co dzieje się za wyłączną wolą tego jednego (w tym miejscu pomińmy, że najczęściej w stanie afektu i pod wpływem rozmaitych presji). Dzieje się to w różny sposób: przez wytworzenie podciśnienia i wyssanie (zmiażdżenie) embrionu lub płodu, rozerwanie go kleszczykami, wprowadzonymi do macicy, wprowadzenie do macicy środków chemicznych, powodujących zniszczenie ciała prenata i poronienie lub farmakologiczne zniszczenie błony śluzowej macicy, która utrzymuje przy życiu dziecko (a także innymi drogami). Wokół tych faktów powstało wiele nieporozumień. Pod terminem ,,dziecko” rozumiem potomka ludzkiego, istotę posiadającą ojca i matkę, niezależnie od jego wieku czy miejsca, w którym pozostaje. ,,Embrion” i ,,płód” to nie synonimy, ale wyrażenia biologiczne, określające w przybliżeniu wiek ,,prenata” (czyli człowieka przed narodzeniem, jest to termin stosowany w psychologicznej literaturze anglojęzycznej). Rozwój prenatalny dzielimy na okres zygoty (dwa pierwsze tygodnie), embrionu lub zarodka (do 8. tygodnia), a następnie okres płodowy. Mówimy o człowieku, ponieważ jak w przypadku wielu innych gatunków, nowa istota powstaje w wyniku zapłodnienia gamety żeńskiej przez męską. Współcześnie w tym krótkim procesie dostrzegamy zaistnienie ,,znaku firmowego” nowego człowieka w postaci unikalnego zestawu genów, które w dynamiczny sposób determinują jego dalszy rozwój i stanowić już zawsze będą znak rozpoznawczy każdego członu jego ciała. Życie nowopowstałego rozpoczyna się w momencie poczęcia. Od tej chwili aż do śmierci obserwujemy typowe dla życia procesy wzrostu, replikacji, wymiany z otoczeniem, dostosowywania się do niego i reorganizowania go przez coraz większy i bardziej złożony organizm ludzki. Jeśli w ogóle istnieje coś takiego, jak człowiek, jeśli jesteś człowiekiem, taki los był też twoim udziałem i tak wyglądało twoje życie. Niezależnie od punktu odniesienia, świadomej pamięci, aktów woli, tupania nogą itp. – jesteś tożsamy z tym, kim byłeś wczoraj, rok temu i w łonie matki.
Czy byłeś ,,częścią jej ciała”? Bynajmniej. Współpracujące, lecz odrębne organizmy matki i dziecka mają własne organy, inne rytmy snu i czuwania, odrębne bijące serca itd. Jeśli jesteś mężczyzną, musiałbyś przyjąć, że Twoja matka podczas ciąży była trochę kobietą, a trochę facetem, co jest rzecz jasna absurdem.
Co zabawne, największy i najbardziej znany orędownik liczenia ,,zdolności do przyjemności i bólu”, a także ,,pożytku z życia”, głośny obrońca racjonalności ,,humanitarnego zabijania” noworodków, niemowląt, upośledzonych i sparaliżowanych, Peter Singer – zupełnie się ze mną zgadza. Jego także (por. ,,Etyka praktyczna”) irytują argumenty, które nazwałabym ,,internetowymi”. Przeciwstawianie człowieka – płodowi albo embrionowi, mówienie że ,,to nie żyje póki się nie urodzi” albo o zlepku komórek, a nawet o tym, że płód nie czuje, to wszystko znany utylitarysta odrzuca jako oczywistą nieprawdę. Swoją filozofię ,,rachowania jakości życia”, która w sumie jest ukoronowaniem postawy ,,pro-choice”, Singer oparł na liczeniu atrybutów psychologicznych: rozumu, samopoczucia, samoodnośności, świadomości, czucia, tego co nazywa ,,byciem osobą” (o zawiłościach pojęcia osoby – które jest niestopniowalne, stopniowalne są jedynie jego przejawy – por. np. Doris Gordon, ,,Abortion and the Question of the Person” ). Nawet najbardziej znany obrońca ,,prawa do zabijania niemowląt” wie, że od poczęcia mamy do czynienia z nowym homo sapiens , że embrion, płód czy nastolatek zawierają się w zbiorze „człowiek”, http://www.l4l.org/library/congrecord.html, że prenat czuje ból, a każda istota żywa to summa summarum nic ponad zlepek (konglomerat) komórek; w sensie dosłownym zaś w chwili aborcji mamy do czynienia z organizmem, nie kostką Rubika.

Samoposiadanie bez samoświadomości, czyli zbrodnia której nie było

W tym miejscu sprawa wydaje mi się prosta. Znamy zasadę nieagresji i to, że obowiązuje wyłącznie w wypadku ludzi. Ludzi nie można ,,mieć”, pierwotnie zawłaszczyć ani nabyć, wobec dzieci (i innych osób, niezdolnych do samodzielnego życia) stosuje się jedynie czasowe powiernictwo. Obowiązuje zakaz zabijania. Ukarany śmiercią może być jedynie ten, który zabił. Ukarany odebraniem możliwości samostanowienia – ten, który odebrał ją innemu. A tymczasem każdy człowiek, bez najmniejszego udziału swej woli, jest powoływany do życia przez swoich rodziców – i od tej pory, jako że wygodnie dla libertariańskiej teorii moment jego zaistnienia jest tym samym, w którym powstaje jego ciało, jest on samoposiadaczem na warunkach powiernictwa. Tym bardziej, że jeśli ktokolwiek dokonuje w tej sytuacji agresji, to rodzice, swoim działaniem umieszczając potomka na własnych warunkach w tej a nie innej sytuacji. Powołanie do życia jest wszak również fizycznym i totalnym skazaniem młodego człowieka na ich wolę.
Kiedy Murray Rothbard zapytuje: ,,czy ktokolwiek ma prawo zawłaszczyć ciało innego i zamieszkać w nim?” – kontra od byłego embrionu brzmi: ,,czy ktokolwiek ma prawo trzymać człowieka w swoim brzuchu, uniemożliwiając mu opuszczenie go żywym?”. Jeden do jednego. Zawłaszczenie łona kontra zawłaszczenie całego ciała. Agresja kontra agresja. Moglibyśmy tak się przekomarzać z Murrayem bardzo długo, na szczęście on sam zostawił wskazówkę (chociaż jej nie zauważył). Oba oskarżenia są bowiem bezpodstawne i prowadzą do absurdu. Mianowicie, jak sam mówił, wolność nie zależy od warunków, ale od aktu agresji. Zmęczenie, brak pieniędzy ani brak obu rąk nie stanowią o braku wolności. A więc mogą mieć miejsce niewygodne, uniemożliwiające nawet działanie sytuacje, w których wolność nie zostaje pogwałcona, i taką sytuacją jest właśnie ciąża. Przeciwny sąd dzieli nas na zwolenników wolności do i wolności od, równo traktowanych w ,,Etyce wolności” jako błądzących. Dlatego nie będę się też dłużej zatrzymywać nad czarującym argumentem Sharon Presley (,,The Right to Abortion: a Libertarian Defense”), która stwierdza, że nawet człowieczeństwo dziecka ani pokojowe pozbycie się go z łona niczego nie zmieniają, bowiem sam fakt biologicznego macierzyństwa (choćby i bez późniejszej styczności z dzieckiem) jest tak opresyjny dla kobiety, że nie można mówić o jej wolności, póki ono żyje. Jest to nic więcej, jak mielizna wolności do, w ramach której posiadanie rąk, psychiki albo istnienie powietrza może okazać się nieprawdopodobnie zniewalające i nie do pogodzenia z wolnością osoby.
Poczęcie się nie jest aktem zawłaszczenia cudzego ciała ani napaścią. Życie prenatalne nie ma charakteru pasożytnictwa. To banał, ale pasożyt to stworzenie innego gatunku niż nosiciel. Co ważniejsze, inwazja na ciało nie może mieć miejsca od wewnątrz i wyniku wytworzenia przez matkę ,,pasożyta”. Szukanie analogii pomiędzy zarodkiem/embrionem/płodem a pasożytem jest podyktowane wyłącznie złą wolą wobec niego (o fundamentalnych różnicach por. np. Thomas L. Johnson, ,,Why the Embryo or Fetus Is Not a Parasite”). Prenat się znikąd nie przemieścił (co jest warunkiem dokonania napaści), on powstał w matce, z matki i w wyniku jej (oraz ojca) działania. Aby lepiej zobrazować tę sytuację, użyjmy sformułowania: został powstany. Właściwie, jak wskazano wyżej, cała sytuacja jest przymusowa w większym stopniu dla niego, niż dla rodziców. Dziecko w żaden sposób nie jest pierwszą przyczyną stanu matki i tak jak żaden sędzia (niepaństwowy) nie wydałby wyroku na osobę przez kogoś popchniętą, tak i w tym przypadku nie możemy mówić o jego winie. Swoją drogą, mówienie o winie pasożyta i karze dla niego, jeśliby przyjąć ten język, jest absurdem, jako że zwierzę nie może być niczemu winne (postępuje się z nim jak z obiektem zawłaszczenia).
Tymczasem żaden człowiek nie może nigdy stać się własnością innego. Tym bardziej nie może rozpoczynać swego życia jako własność innego. Jeśli, jak twierdzą niektórzy, to co znajduje się w brzuchu jest własnością właściciela brzucha, nawet jeśli mowa o istocie ludzkiej, to nie ma żadnego powodu, aby tak ,,pierwotnie zawłaszczony” osobnik kiedykolwiek stał się samoposiadaczem! Prowadziłoby to do błędu regressus ad infinitum, w którym każdy jest własnością przodka i nikt nie ma prawa samoposiadania sam z siebie, a jedynie z nadania, na mocy umowy społecznej, albo według jakiegoś prawa wykupu. W żaden sposób nie przystaje to do teorii, która we własności swego ciała dostrzega obiektywny i niezależny fakt, i traktuje ją jako swój punkt wyjścia. Czy dziecko poczęte gwałci prawo własności ciała matki? Bynajmniej. Nie tylko dlatego, że nie jest ono przyczyną korzystania przez siebie
z jej ciała. Nie tylko dlatego, że nie miały miejsca warunki napaści – przemieszczenie. Nie tylko dlatego, że nie można jeszcze powiedzieć o intencjonalnym akcie albo o zdolności odpowiadania za czynności swego ciała. Młody człowiek i teraz, i jeszcze długo po narodzinach nie jest w stanie przywłaszczać. Co więcej, nie zachodzi żadna logiczna alternatywa, z jakiej mógłby skorzystać. Stan, w którym pozostaje, jest dla niego okresowo jedynym możliwym i nigdy wcześniej w jego życiu nie zaistniał żaden inny. Jakub Bożydar Wiśniewski wskazuje na to, że wbrew pobożnemu życzeniu Waltera Blocka (teoria wydalenia z łona bez zabójstwa), aborcja jest właśnie zadaniem śmierci, niczym wyrzucenie z domu prosto w szalejące wokół płomienie (Jakub Bożydar Wiśniewski, ,,A Critique of Block on Abortion and Child Abandonment”). Nie można dokonać aborcji zgodnie z zasadą ,,powstrzymania się od działania” ani udać, że jest ona formą „wydalenia bez zabójstwa”. Odpowiedzialność jest podobna, jak w przypadku każdego działania celowego, prowadzącego do cudzej śmierci. Jeśli cokolwiek może stać u podstaw libertariańskiego, nieumownego prawa, jest to zasada estoppellu, uniemożliwiająca przestępcy odwoływanie się od kary równej własnemu czynowi. Nie może udowadniać, że nie można żądać od niego równowartości skradzionej rzeczy, nie może również wnosić, że nie wolno go zabić, skoro sam zabił. W libertariańskim prawie nie ma miejsca na orzeczenie przedawnienia przez kogokolwiek, z wyjątkiem ofiary. Na mocy tej zasady, ktokolwiek przeżył okres prenatalny, nie ma prawa sądzić i karać śmiercią innego za to, że go przeżywa. Jeśli to robi, sam unieważnia prawomocność swojego życia i zgadza się na odebranie mu go. Nawet przyjmując jego argumentację, nigdy nie przedawniła się jego własna ,,wina”, o której mówi w przypadku dziecka, nigdy też nie uzyskał żadnych szczególnych ,,praw”, bowiem człowiek nie ma szczególnych praw, z wyjątkiem samoposiadania (a zatem poszanowania go przez innych), uzyskanego w chwili poczęcia-zaistnienia jego ciała i to samoposiadania początkowo przebiegającego na warunkach powiernictwa, zobowiązującego tych, którzy go poczęli, a zatem w łonie umieścili.

Wola i wybór

W tym miejscu autor ,,Defender Of Freedom” powoływał się na zasadę niezbywalności woli, która jest jedną z elementarnych w libertarianizmie. Owszem, lecz nie w ten sposób rozumiana. Pod piórem autora zamienia się w absurd. Niezbywalność woli mówi o tym, że nikt nie może stać się właścicielem niczyjej woli. Wola nie jest przedmiotem zawłaszczenia, jednak jej decyzje są zobowiązujące dla posiadacza, jeżeli miały odwzorowanie w materialnym przedmiocie. Na tym zasadza się wypełnienie kontraktu albo wypłata odszkodowania. W przypadku poczęcia dziecka, powołanie go do życia jest równoznaczne z wprowadzeniem woli w materialny świat, i jako takie zobowiązujące. Jeśli takiego zobowiązania nie ma, mamy do czynienia z uczynieniem ze świata ludzkich działań poletka teorii chaosu, w którym (przykład z życia) szalona opiekunka, która wyrzuciła noworodka przez balkon, ma prawo powołać się na zmianę woli (a nawet twierdzić, że przecież wypraszała go po dobroci; podobne motto umieściły na jednej ze swoich stron jakieś nieszczęsne polskie feministki).
Innymi słowy, wybór już został dokonany i żadna zmiana opinii jednej ze stron nie może doprowadzić do śmierci drugiej ze stron tego wyboru. Powoływanie się na (okresowy!) brak świadomości i innych cech u dziecka poczętego jest nietrafione, bowiem względem życia ludzkiego atrybuty nie mają żadnego znaczenia, mówią wyłącznie o przewadze siłowej jednego nad drugim, lecz nie o prawości czynów silniejszego. Pojęcie zależności nie wyróżnia jedynie okresu prenatalnego, człowiek jeszcze długo potem i niejeden raz w życiu zdany jest na powiernictwo innych. Przypominam przy tym estoppell i to, że takie powiernictwo wobec obarczonego nim zostało kiedyś wypełnione, a on sam znajdował się w identycznej sytuacji – i nie może temu zaprzeczyć własnym czynem.
Rozmaite propozycje ,,właściwego” czy ,,pełnego” rozumienia człowieczeństwa są wtórne wobec wyjściowego problemu, i właśnie wybiórczo traktują człowieczeństwo, dobierając te cechy, które umożliwiają sprzeciw ofiary i jej obronę, cechy dostępne człowiekowi u szczytu jego dojrzałości i sprawności, przy tym jedynie okresowo, a rozwijające się przecież nieprzerwanie w jednym ciągu przyczyn, płynnie – od momentu poczęcia. Wszelkie cezury są jedynie umowne i dotyczą bardziej natężenia cechy niż jej istnienia, o czym wie każdy, kto usiłował przebadać temat anatomii a diagnozy funkcjonalnej człowieka, zwłaszcza w pierwszych latach rozwoju.

Bajeczki z morałem na dobranoc

Historyjką, która miałaby ilustrować sytuację ciąży i tłumaczyć prawomocność abortowania dziecka, jest znany przykład nieprzytomnego skrzypka, do którego Bogu ducha winna osoba została podłączona przymusem, i którego ma prawo przy życiu nie utrzymywać. Do tego miejsca unikałam tego rodzaju ,,eksperymentów myślowych”, jako że nie obrazki, ale argumenty i konfrontacja wewnętrznych sprzeczności mają przeważyć szalę dowodu. Jako że jednak ludzie mają różne style poznawcze, uruchommy nieco prawe półkule. Skrzypek – owszem – pisze Doris Gordon (,,Abortion and Thompson’s Violinist. Unplugging a Bad Analogy”), jeżeli bohaterka tej historyjki wcześniej spowodowała jego stan. I wówczas z pewnością odłączyć się nie ma prawa, chyba że znajdzie zastępcę. Podobnie, jeśli szalony naukowiec jest przyczyną stanu obu osób – obie są jego ofiarami, i ta przytomna nie ma uprawnienia spowodować śmierci drugiej; to szalony naukowiec ponosi winę i powinien zostać ukarany. Bardzo użyteczną do zobrazowania argumentu z ,,pasożytnictwa” jest analogia do pasażera na gapę. Kara musi być proporcjonalna do przewiny, nawet gdyby przyjąć to (odrzucone powyżej) oskarżenie. Wyrzucenie pasażera na gapę z samolotu przez okno jest bestialstwem (James A. Sadowsky, ,,Abortion and the Rights of the Child”). Sprzeciw Rothbarda, mówiącego, że ciało jest ważniejsze niż jakakolwiek inna własność, jest absurdalny, ponieważ nie doszło do żadnej inwazji ani innego rodzaju nadużycia ze strony prenata. Sytuację dziecka poczętego w wyniku wolnego działania obojga rodziców trafniej przedstawia metafora sparaliżowanego gościa, zaproszonego do domu – to, że po zmianie zdania przez goszczącego o własnych siłach nie wychodzi, nie uprawnia do wyrzucenia go przez okno. Świadczyłoby to o głupocie lub złej woli zapraszającego. Niezwykle trudną psychologicznie sytuację kobiety zgwałconej oraz jej dziecka przedstawia natomiast historia o związanym i zakneblowanym przez przestępcę człowieku, wrzuconym do kadłuba cudzego samolotu (John Walker, ,,Abortion in the Case of Pregnancy Due to Rape”). Pilot – właścicielka samolotu nic nie wie o jego obecności – dopiero na olbrzymiej wysokości orientuje się, że na pokładzie jest nieproszony gość. I w tej sytuacji jest zobowiązana bezpiecznie wylądować, pozostawiając go w niezagrażającym mu miejscu – bowiem oboje stali się ofiarami przestępcy, a unieruchomiony człowiek z całą pewnością nie jest winien zaistniałej sytuacji (ani nie dokonał napaści na samolot). Wszelkie szkody tutaj wynikłe jest zobowiązany pokryć przestępca. W każdym z wyżej podanych przykładów brak elementu korzystania z jednego ciała, który wydaje się najbardziej jaskrawym problemem. Choć wiemy już, że nie może być mowy o przestępstwie ani winie, zilustrujmy sytuację ciąży (i to nie wynikającej z wolnego działania matki!!!) jeszcze inną metaforą, w której uwidacznia się bezprawność zadania śmierci jednej ze stron. Mianowicie: rodzeństwo syjamskie. Jedno może przeżyć rozłączenie, drugie absolutnie nie. Razem mogą oboje żyć bez problemu. Pytanie brzmi: czy silniejsze ma prawo ze względu na własną wygodę i ,,autodeterminację” zlikwidować słabsze, zależne? Absolutnie nie. W dodatku możemy tu przywołać libertariańskie pojęcie wolności, która realizuje się niezależnie od warunków fizycznych, jeśli tylko nikt nie dokonał napaści na drugiego. Fakt bycia rodzeństwem syjamskim nie przekreśla wolności żadnej ze stron w rozumieniu libertariańskim i podobnie ciąża.

Podsumowanie

Ciąża nie jest sytuacją napaści, nie zachodzi w niej relacja pasożytnictwa, a jej zaistnienie i wszelkie niewygody z nią związane zawsze mają przyczynę w działaniu osoby innej niż poczęte dziecko. Matka i każdy inny dorosły człowiek przeszedł przez okres prenatalny i na mocy zasady estoppellu nie może uśmiercić innego, zarzucając mu prenatalne życie. Jest to tym bardziej jaskrawe, że prenat nie ma żadnej logicznej alternatywy swego stanu i swojej zależności, i nawet gdyby mógł zrealizować jakoś swoją wolę, nie ma we wszechświecie opcji zamiennej względem życia w łonie matki. Jeśli libertarianizm chce zachować wyjściowy paradygmat samoposiadania ciała i nie popaść w sprzeczność, idealizm lub teorię umowy społecznej, musi zaakceptować posiadanie ciała przez człowieka w pełnym cyklu życia, niezależnie od jego atrybutów, woli osób trzecich czy miejsca przebywania. Pełen cykl życia człowieka, istoty gatunku homo sapiens sapiens, trwa od poczęcia po śmierć (i jest to fakt opisowy, a nie ocena moralna). Pojęcie osoby stosuje się do ludzi, a ponieważ jest niestopniowalne, osobą można być albo od początku istnienia, albo wcale. Początkowa zależność dziecka od osób trzecich, trwająca jeszcze długo po porodzie, nie świadczy o możliwości zawłaszczenia go, ale o możliwości zawłaszczenia praw powierniczych. Powołanie na świat ma wyraz nie tyle w woli, co w akcie działania osób, a za każdy akt mający odzwierciedlenie w rzeczywistości materialnej wobec osób trzecich bądź ich własności odpowiada się bez względu na własny stosunek do swego działania i jego efektów. Innymi słowy kobieta i mężczyzna są istotami wolnymi, które w wolności podjęły wybór stosunku seksualnego – a tym samym wybór donoszenia dziecka, jeśli takie poczną. Jeśli powstanie człowieka związane jest z przestępstwem i napaścią (sytuacja gwałtu), ukarany może być wyłącznie winowajca – i odpowiada on za szkodę obu swoich ofiar.
Język nazywający ciążę stanem ,,konfliktu nie do usunięcia” nie opisuje jej w sposób obiektywny. Bywa, że jest to konflikt potrzeb – ale nie praw (Doris Gordon, ,,How I Became ProLife”). Prawo i zobowiązanie są tu bowiem komplementarne. Konsekwentne rozważenie prawa własności stoi na straży życia poczętych ludzi. Poczętych, czyli wszystkich, których Ziemia nosi.

Katarzyna Wozinska