Idee liberalne

Jaś Skoczowski “Indywidualizm wg. mnie”

Zacznie się tak, jak już to słyszeliście. Indywidualizm jako metodologię rozumiem jako pogląd, zgodnie z którym społeczeństwo to pojedynczy ludzie, którzy co najwyżej mają jakieś wzajemne lub jednostronne nastawienia do siebie, którzy ze sobą się komunikują itd., przy czym i komunikowanie się, i stany emocjonalne, i cała reszta to nie są odrębne byty, tylko elementy opisu jednostek-bytów (jedynych bytów ludzkich, jakie uwzględniam w mojej metodzie).

Wyciągam z tak postawionego poglądu takie wnioski: jeśli jest tak, że tylko jednostki funkcjonują na poziomie społecznym, przynajmniej u ludzi, to każda teza dotycząca społeczeństwa, by nadawała się do rozpatrzenia, musi dotyczyć jednostek. A kryterium, zgodnie z którym pogląd może dotyczyć ludzkich jednostek jest to, że wskaże się te jednostki i wykaże się, że to właśnie ich dotyczy dana teza. Wskazanie może być pośrednie, ale najlepiej, by było bezpośrednie. I to w sposób intersubiektywny oraz zmysłowy. A metoda tego wskazania oczywiście powinna być powtarzalna praktycznie dla każdego.

Jeśli mówimy o jakimś procesie społecznym, to by rozmawiać o nim w „moim języku” konieczne jest, by była to mowa o jednostkach, które realizowałyby ten proces. Następnie należy wskazać sposób na dowiedzenie, że ten proces naprawdę dotyczy jakiś jednostek.

Ważnym słowem w tym przykładzie, jest zwrot „jakiś jednostek”. Nie mogę zadowolić się tym, że wszystko wskazuje na to, że ktoś, bliżej nieokreślony, wykazał się pewnym zachowaniem, bo istnieją ślady tego zachowania. Muszę wykazać też, że to zachowanie dotyczy kogoś.

Kimś dla mnie będzie zawsze ktoś umieszczony w czasie i przestrzeni, kto tylko raz się urodził (czy został spłodzony) i może umrzeć tylko raz.

Moją metodologię skłonny byłby zastosować do wielu dziedzin, na pewno zarówno do dziedzin normatywnych, jak i opisowych.

Moja metodologia nie jest sposobem na docieranie do niewątpliwych wniosków. Jestem indukcjonistą w mojej metodologii. Jeśli przewidywania danej teorii sprawdzają się, to przekonuje mnie do korzystania z tej teorii. Czym więcej takich testów przejdzie jakaś teoria, tym bardziej jestem przekonany do tego, by z niej korzystać, gdy chcę przewidzieć to, co się stanie. Przyjmuję taką pozycję, ponieważ założenie, że jakieś zdarzenia mogą się powtarzać przez dłuższy okres czas u i potem nagle przestać prowadzi mnie do obrazu świata bardzo, bardzo chaotycznego. A to podważa sens prób mających na celu w przewidywanie zdarzeń. Jednocześnie nie uważam uznania teorii za równoważne z uznaniem jej za prawdziwą, w takim znaczeniu tego słowa, w jakim używane jest ono, gdy wartościuje się logicznie. Zdania które są prawdziwe logicznie i zdania, które są prawdziwe czy „używalne” z punku widzenia mnie stosującego moją metodę, to dwa zbiory, które mogą się krzyżować, ale nie zawieraja sie w sobie. W moim mniemaniu istnieją zdania, które byłbym skłonny użyć, a których relacji do zjawisk w ogóle nie należy intepretować logicznie, ale co najwyżej np. probabilistycznie. Dopiero w wypadku zdań o zasadach probabilistyki zgodziłbym się, by poddawać je logicznemu wartościwoaniu.

Jest więc tak, że abym uznał np. zasasdę krańcowej użyteczności, muszę poznać spory materiał empiryczny dotyczący jednostek, rozciągły zarówno na czas, jak i przestrzeń. Będę też zawsze naciskał, by zasada korzystania z jakiegoś zdania twierdzącego dotyczącego społeczeństwa umożliwiała zastosowanie do niej indywidualistycznych kryteriów testowania, które już podałem. Nie tylko będę żądał tego, by materiał empiryczny udowaniał, że o to ludzie, statystycznie rzecz biorąc, nudzą się dobrami, czym więcej ich mają, ale także będę żadał wskazania, którzy to ludzie tak mają i udowodnienie, że oni istnieją/istnieli. Każdy kontrprzykład w takim wypadku będzie oczywiście brany na niekorzyść teorii, w takim sensie, że będzie zawężał moc wyjaśniającą danego wytłuamczenia. Jeżeli ktoś nie nudzi się lodami, niezależnie od tego, ile ich zjadł, to jego nie ima się to prawo ekonomii. Tak samo, jeśli nie nudzi się w pewnym odcinku czasu, to oznacza, że w tym odcinku czasu na pewno nie poddaje się dana osoba takie zależności.

Moja metodologia jest taka, a nie inna, ponieważ uważam, że czym bogatszy materiał empiryczny dotyczący pojedycznych ludzi, tym większa szansa na sukces przewidzenia ich zachowania za pomocą różnych teorii. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego teorie, poddane kryteriom mojej metodologii będą testowane ze względu na ich zdolność do przewidywania tego, co zrobią ludzie. Ostać się będą musiały więc tylko teorie najbardziej skuteczne, wraz ze wzrostem zanotowanych zachowań ludzkich. A poza tym, wydaje mi się taki pomysł wybitnie estetyczny.

I tyle o niej na razie, niezależnie od tego, jak bardzo to wydaje się być trywialne.

Jaś Skoczowski

26 sierpnia 2007 r.

***

Autor artykułu prowadzi bloga Król Jest Nagi