13 września 2026

Stefan Blankertz: Hoppe – kontrowersje. Przeciwko totalitarnej treści.

To, że mogę zostać nazwany, jak to mówi Hoppe – „chłopcem w wieku dojrzewania lewicowo-libertariańskim”, zgadzając się przeciwnie do tego z wybranymi tezami być może jako „skostniały prawicowy libertarianin”, definiowany jako „antydemokrata”, wskazuje na pewną, istniejącą zgodę w obozie libertariańskim. Jednak uważam i wspomnę o tym na początku, szkoda, że Hoppe swoją terminologią podkopuje libertariański program swojego mentora, Murraya Rothbarda, a mianowicie, aby poruszać się „poza lewicą i prawicą”.

Są jednak przynajmniej dwa i to wcale nie drugorzędne punkty, do których chciałabym zgłosić sprzeciw.

Po pierwsze

Hoppe mówi, że „właścicielom w sposób naturalny przysługuje prawo dyskryminowania w dowolny sposób homoseksualistów. I że publicznie pochwalany homoseksualny styl życia naturalnie nie pozwala się pogodzić z bazującym na rodzinie, ukierunkowanym na dalsze istnienie porządkiem naturalnym i musi być zagrożony wykluczeniem. Oznacza to: określone formy zachowań prowadzą, nawet jeżeli nie są one zachowaniami agresywnymi, do wykluczenia i do getta”.

Całkowicie zgadzam się z tym pierwszym zdaniem: własność daje mi prawo wykluczenia. Nie potrzebuję ludzi, których nie lubię, nie muszę ich wpuszczać do mojego domu bądź zatrudniać w mojej firmie. Nie muszę obsługiwać ich w moim lokalu, sprzedawać im moich towarów, ale i nie muszę kupować tego, co oni oferują – nie muszę również jadać posiłków w ich restauracjach. Jakie są powody tego, iż nie lubię danych osób, jest tylko i wyłącznie moją osobistą sprawą: może się okazać, że nie lubię Czarnych bądź Białych, kobiet lub mężczyzn, muzułmanów albo chrześcijan, heteroseksualistów albo homoseksualistów, rudych albo blondynów, Hoppego bądź Müllera. Jest to moja sprawa.

Drugie zacytowanie zdanie ma jednak zupełnie inne znaczenie. Jest treściowo-normatywne i wysuwa nakaz wykluczenia osób homoseksualnych. Hoppe posługuje się przy tym powszechnym kolektywistyczno-etatystycznym językiem: Zachwalanie homoseksualizmu jest jakoby niezgodne z „porządkiem naturalnym” i musi być zagrożone wykluczeniem. Kto musi? Ja muszę? Czy Ajatollah Hoppe chce mnie, właścicielowi mojego domu, zabronić przyjmowania w moich progach przyznających się do homoseksualizmu osób? Chce mi zabronić zatrudniania w mojej firmie tego rodzaju osób?

Jest wiele powodów, które prowadzą do tego, że nie wykluczę z mojego życia homoseksualistów. Homoseksualista może być moim przyjacielem. Może być świetnym pracownikiem. Może być wiarygodnym i świetnie płacącym klientem. Dlaczego muszę go wykluczyć? Jednak tak, ale tylko wtedy, kiedy państwo wydałoby mi taki rozkaz. Wolno mi go wykluczyć. Ale nie muszę tego robić, tak długo jak nie ma żadnego przymusu.

Już samo słowo „getto“ jest zdradliwe: getta powstają w wyniku bezpośredniego bądź pośredniego przymusu państwowego. Pierwotnie w gettach zamykani było Żydzi, czyli nie wolno im było opuszczać określonego terenu pod groźbą wystąpienia przemocy ze strony terytorialnego państwa bądź też nie wolno im było osiedlać się na innych terenach. Aktualnie „getta” powstają najczęściej pośrednio w wyniku naruszenia porządku własności.

Logiczny błąd, który popełnia Hoppe, nie jest mi obcy. Jednym z moich pierwszych anarchistycznych „nauczycieli” był Kropotkin. Bardzo dobrze przedstawiał argumenty przeciwko przymusowi państwa oraz te za dobrowolnością, jednakże utrzymywał, iż wolni ludzie w „sposób naturalny” będą się skłaniali ku komunizmowi. Pytanie, które zadałem sobie stosunkowo wcześnie podczas tej lektury, brzmiało: co się stanie, jeżeli ludzie zachowają się jednak inaczej, a zatem nie przyjmą komunistycznego sposobu życia?
Są tylko dwie odpowiedzi: albo naprawdę jestem anarchistą i mówię, iż ludzie mają prawo samodzielnie dokonywać wyboru w jaki sposób chcą żyć. Albo jestem komunistą i wtedy zastosuję przemoc, jeżeli ludzie w sposób dobrowolny nie będą czynili tego, co ja sam uważam za „naturalne”. Rozważanie to doprowadziło do tego, iż w późniejszym okresie przy Murrayu Rothbardzie i jego anarchokapitaliźmie poczułem, że jestem w dobrych rękach.

Dokładnie to samo pytanie, które kiedyś stawiałem wobec idei Kropotkina, należy zadać Hoppemu: co się stanie, jeżeli określone społeczeństwo nie oddzieli i nie umieści w getcie homoseksualistów? Czy wtedy, w imię „naturalnego porządku”, zastosowana zostanie przemoc? W takim wypadku Hoppe w rzeczywistości nie jest libertarianinem, ale Ajatollahem. Albo też zaakceptowałby takie działanie, ale wtedy jego zdanie jest po prostu fałszywe, albo przynajmniej dwuznaczne i niejasne.

Przy pomocy argumentu, iż określone, nieagresywne (bez ofiar) zachowanie miałoby być skierowane przeciwko „własnemu istnieniu porządku” od tysiącleci usprawiedliwia się przemoc państwa. Fakt, że Hoppe wykorzystuje ten kolektywistyczno-etatystyczny sposób mówienia, pokazuje, dzieckiem jakiego ducha jest on w rzeczywistości. W każdym razie nie ducha libertariańskiego!

W innym miejscu widać, jak małym zaufaniem obdarza Hoppe rynek, kiedy to zagrożony jest jego konserwatywny obraz widzenia świata. Mówi on: „czy prywatna armia dyskryminowałaby kobiety oraz osoby, które przyznają się do homoseksualizmu? Oczywiście, ma się rozumieć! Obecność kobiet i jawnych homoseksualistów jest kontrproduktywna“. Dlaczego: „oczywiście, ma się rozumieć”? Pozwólmy zadecydować rynkowi! Pytanie, czy prywatna armia przyjęłaby w swoje szeregi kobiety i homoseksualistów jest tak samo zbyteczne, jak pytanie ile miałby kosztować kilogram ziemniaków na wolnym rynku.

Błąd Hoppego leży w tym, co ja nazywam „treścią totalitarną“: pragnie się określonego społeczno-kolektywnego wyniku i czyni się wszystko, aby wynik ten osiągnąć, w razie potrzeby korzystając również z przemocy i siły. Jest to droga komunistów, a także faszystów, jak i demokratów. Społeczeństwo libertariańskie nie jest definiowane wynikiem, ale określane jest przez proces, który prowadzi do osiągnięcia tego wyniku: jest to proces dobrowolności i wolnej woli bazującej na własności.

Po drugie

Hoppe mówi o „nielegalnych urodzeniach“, mając na myśli kobiety, które rodzą dzieci, a nie będące mężatkami (później mówi również w sposób otwarty o „związkach pozamałżeńskich“). W społeczeństwie bez państwa w żadnym wypadku nie może być jednak mowy o „nielegalnych narodzinach”, albowiem nie będzie dochodziło do zawierania związków małżeńskich przed obliczem państwa. Pojęcie „z nieprawego łoża” będzie można odnieść tylko do wewnętrznych ustaleń w obrębie wspólnoty religijnej, które jednak działałyby również na zasadzie dobrowolności: miałyby prawo wykluczyć ze wspólnoty kobiety, które rodziłyby dzieci poza związkiem małżeńskim. Ale nic więcej. (Swoją drogą nie jest to po katolicku: prawdziwy katolik przekazuje bowiem datki na „upadłe dziewczęta”!)

Ważniejsze jednak, niż ten już zdradliwy w swej wymowie błąd Hoppego, jest jednak jego przypuszczenie, iż państwo o rozbudowanym systemie ubezpieczeń społecznych jest przyczyną dużej ilości „nieślubnych narodzin”. Nie można udowodnić z pierwszej ręki, iż państwo finansowo wspiera matki samotnie wychowujące dzieci i tym samym powiększa finansową zachętę do bycia matką samotnie wychowującą potomstwo. Tak samo dobrze można jednak zgodzić się z Hoppem, iż możliwości wymuszenia wypłacanie zasiłku, mogłaby być tego rodzaju zachętą. Jednakże z historycznego punktu widzenia bardziej prawidłowe byłoby stwierdzenie, iż to kapitalizm otworzył niespodziewane możliwości i szanse dla matek samotnie wychowujących dzieci. W czasach rewolucji przemysłowej przedsiębiorcy zadali sobie wiele trudu i dołożyli wielu starań, aby pozyskać kobiety jako siłę roboczą. Zanim państwo oświadczyło, iż opieka nad dziećmi należy do zadań publicznych, kobiety same podjęły działania mające na celu organizację opieki nad dziećmi, co było możliwe ze względu na porównywalnie dobre możliwości zarobkowania w przemyśle. Często nawet przedsiębiorcy organizowali punkty opieki nad dziećmi bezpośrednio w fabrykach, po to, aby matki mogły w nich pracować.

Sztuczny niedobór miejsc pracy przez interwencyjną politykę gospodarczą prowadzi dzisiaj do tego, iż to nie przedsiębiorcy ubiegają się o siłę roboczą, ale wręcz przeciwnie, oferujący swoją siłę roboczą muszą walczyć o swoje miejsca pracy. Tak dalece państwowe świadczenia pomocowe dla matek samotnie wychowujących dzieci są niczym innym, niż nędznymi wypłatami wyrównawczymi za to, iż kobietom tym zabrania się, aby dzięki swojej pracy mogły pozyskiwać dochody.

Kapitalizm rozwiewa i przełamuje wszelką dyskryminację – obojętnie, czy jest ona skierowana przeciwko kobietom czy mężczyznom, przeciwko Białym czy Czarnym, przeciwko homoseksualistom czy heteroseksualistom, przeciwko Żydom czy chrześcijanom, albo też wobec każdego innego, wobec którego miałaby być skierowana. Każdy, kto chciałby dyskryminować, musiałby, patrząc na to z historycznego punktu widzenia, odwoływać się do przemocy i stosować ją. Pokazuje to zresztą dalsze oświadczenie Hoppego: „jeżeli Czarni wprowadzą się do gminy zamieszkanej przez Białych, wtedy spadną ceny okolicznych gruntów. Właściciel danej gminy działa racjonalnie pod względem ekonomicznym, kiedy dyskryminuje”.

Zdanie to zręcznie ukrywa kolektywizm, ale jego dokładna analiza go ujawnia. Kto jest „właścicielem tej gminy”? W społeczeństwie libertariańskim nie ma jednego właściciela gminy, są tylko właściciele gminy. Rzeczywistość dokładnie to pokazuje: dla jednego właściciela w dowolnej gminie racjonalne pod względem ekonomicznym będzie kiedy sprzeda swój dom temu, kto oferuje mu najwięcej, nawet jeżeli byłby to Czarny. I rzeczywiście tak się dzieje. W następstwie tego może się jednak zdarzyć, iż ceny gruntów leżących w okolicy stracą na swojej wartości. Jest to jednak obojętne osobie, która pierwotnie była sprzedającym. I może jej być to obojętne! Właściciele gruntów leżących w okolicy być może wcześniej przewidzą takie działanie i udadzą się do punktów reprezentujących państwo, aby uniemożliwić tego rodzaju zbycie (dzisiaj najczęściej za pomocą środków pośrednich).

W wolnym społeczeństwie właściciele znajdujących się w okolicy gruntów mogliby zapobiec sprzedaży danej działki Czarnemu, gdyby sprzedającemu zapłacili przynajmniej koszty oportunizmu, czyli różnicę pomiędzy ofertą Czarnego wyrażającego chęć zakupu, a następną najwyższą ofertą Białego. (Należy podkreślić: wolno by mu jednak było w dalszym ciągu sprzedać grunt Czarnemu, jeżeli taka byłaby jego wola!).
Ma pan prawo złożyć skargę. Ale historia kapitalizmu pokazuje, iż dyskryminacja realizowana w taki sposób nie może być utrzymywana na dłuższą metę i na szeroką skalę.

Po lekturze Hoppego trzeba się zdecydować pomiędzy konserwatyzmem i libertarianizmem, dokładnie tak samo, jak po lekturze Kropotkina trzeba dokonać wyboru pomiędzy komunizmem i anarchizmem. Albowiem oba na raz nie są możliwe.

Stefan Blankertz
***
Tłumaczenie: Anna Muszkieta – Buszka
Tekst opublikowano na www.ef-magazin.de

Jest to odpowiedź na szczegółowy wywiad z Hansem-Hermannem Hoppe (w numerze 41 ef) – polskie tlumaczenie wywiadu znajduje sie tutaj

Stephan Blankertz

O autorze

Stephan Blankertz

Zobacz wszystkie teksty tego autora w archiwum Liberalis.

Wszystkie teksty autora: Stephan Blankertz

Dyskusja

76 odpowiedzi do „Stefan Blankertz: Hoppe – kontrowersje. Przeciwko totalitarnej treści.”

  1. S.B. napisal: Ważniejsze jednak, niż ten już zdradliwy w swej wymowie błąd Hoppego, jest jednak jego przypuszczenie, iż państwo o rozbudowanym systemie ubezpieczeń społecznych jest przyczyną dużej ilości „nieślubnych narodzin”. Nie można udowodnić z pierwszej ręki, iż państwo finansowo wspiera matki samotnie wychowujące dzieci i tym samym powiększa finansową zachętę do bycia matką samotnie wychowującą potomstwo.

    Stefan Blankertz powinien pomieszkac chwile w Wielkiej Brytanii. Tam samotne matki (a takze wielodzietne rodziny) dostaja duze zasilki od panstwa, doplate do wynajmu mieszkania lub dom/mieszkanie i roznego rodzaju ulgi. Jak twierdza anglicy z ktorymi rozmawialem, nastoletnie angielki zostaja samotnymi matkami aby nie chodzic do szkoly, nie pracowac a miec pieniazki.

  2. No nie, imputowanie takich poglądów Hopemu, to jawna niesprawiedliwość wynikająca – jak mi się wydaje – z nie zrozumienia kontekstu filozoficzno-kulturowego. To, że homoseksualizm jest niezgodny z porządkiem naturalnym, więc musi być wykluczony, oznacza, no less no more, iż zostanie odrzucony jako niezgodny z prawdziwą naturą człowieka. Automatycznie. A bynajmniej nie, że ktoś „musi tak postępować, bo Hoppe nakazuje”, raczej porządek natury tak nakazuje.. abstrahując kompletnie od tego, czy tak jest naprawdę, czy nie…

    Co do reszty, przeczytam pozniej..

  3. „To, że homoseksualizm jest niezgodny z porządkiem naturalnym, więc musi być wykluczony, oznacza, no less no more, iż zostanie odrzucony jako niezgodny z prawdziwą naturą człowieka.”

    A jaka jest prawdziwa natura człowieka ???

  4. Hoppe uznał, ze sprzeczna z homoseksualizmem. To zdanie należy odbierać na zasadzie „Woda musi wrzec, gdy doprowadzimy ja do 100 stopni Celsjusza”, co oznacza wyciągnięcie pewnych prawidłowości, które są prawdziwe zdaniem H.H. Hoppe. Też skłaniałbym się ku stanowisku, że będzie to dość masowe, ale na pewno nie powszechne rozwiazanie, w znaczeniu – zdecyduje sie na to spory odsetek ludzi.

  5. „“Woda musi wrzec, gdy doprowadzimy ja do 100 stopni Celsjusza”

    Co ma piernik do wiatraka ??? Nadal pytam się : jaka jest prawdziwa natura człowieka ???

  6. >A jaka jest prawdziwa natura człowieka ???

    Odpowiedź na to pytanie nie zmieściła by się w jednym, ani dwóch lub trzech postach, ba, wątpię nawet, czy starczyło by na to miejsca na całym serwerze. 😀

  7. A oczywiście ten hoppista to byłem ja.

    Hoppe wychodzi od definicji ludzkiej natury ocierajacej sie wrecz o konserwatyzm. Zgaduje, przypuszczam, nie chce sie angazowac, ani rozkminiac, czy mial racje, czy postapil zle..

  8. Wejdzmy troche glebiej:

    >Pytanie, czy prywatna armia przyjęłaby w swoje szeregi kobiety i homoseksualistów jest tak samo zbyteczne, jak pytanie ile miałby kosztować kilogram ziemniaków na wolnym rynku.

    Nie do konca, gdyz znajac pewne biologiczno-fizjologiczne uwarunkowania mozemy stwierdzic o przewadze fizycznej mezczyzn nad kobietami, a poniewaz w wojsku lub itp. liczy sie wlasnie sila fizyczna (plus inne umiejetnosci), to logicznym wnioskiem jest, ze kobiet bedzie tam mniej, jesli taka armia miala by byc efektywna.

    >Zdanie to zręcznie ukrywa kolektywizm, ale jego dokładna analiza go ujawnia. Kto jest „właścicielem tej gminy”?

    Ujawnia takie a nie inne nastroje spoleczne.

  9. A dlaczego ktoś ma odrzucać innych ludzi tylko z tego powodu, że coś w nich jest niezgodne z „prawdziwą naturą człowieka”?
    Mi jest np. zupełnie obojętne, czy w otaczających mnie ludziach istnieje coś niezgodne z „prawdziwą naturą człowieka”. Więcej – zwykle nawet nie zastanawiam się nad tym, czy coś w nich jest zgodne, czy niezgodne z taką naturą. Mnie interesuje to, czy ci ludzie są mi przyjaźni, obojętni bądź wrodzy. Jak również ewentualnie to, czy w wyniku ich obecności bądź współpracy z nimi mogę odnieść jakąś korzyść.

  10. @Kamil

    Nie do konca, gdyz znajac pewne biologiczno-fizjologiczne uwarunkowania mozemy stwierdzic o przewadze fizycznej mezczyzn nad kobietami, a poniewaz w wojsku lub itp. liczy sie wlasnie sila fizyczna (plus inne umiejetnosci), to logicznym wnioskiem jest, ze kobiet bedzie tam mniej, jesli taka armia miala by byc efektywna

    Byłbym ostrożny w upatrywaniu przyczyn tych różnic tylko i wyłącznie w biologii. Nasza kultura wciąż w dużym stopniu pielęgnuje mit sportu i wysiłku fizycznego jako „typowo męskiej” domeny. Na szczęście te normy powoli wietrzeją, ustępując miejsca innym, jednak wciąż wiele dziewuch wychodzi z założenia, że porządnej lasce „nie przystoi” bawić się w jakieś wymagające hardcore’owej sprawności fizycznej dyscypliny. To raz.

    Dwa, statystyka statystyką, ale mam za sobą 6 lat uprawiania sportów walki i widziałem niemało dziołch, które tężyzną i duchem walki mogłyby niejednego dumnego samca wpędzić w kompleksy 🙂 A przecież armia nie musi (chyba nawet nie powinna?) rekrutować się ze „średniej krajowej”, tylko z najlepszych z najlepszych. I myślę, że na taką fuchę mogłoby się spokojnie załapać sporo ambitnych, sprawnych i lubiących adrenalinę lasek. No i pomijając kwestie sprawnościowe, kobiety to ponoć lepszy niż faceci materiał na zimnych, pozbawionych skrupułów i wypranych z emocji zabójców…

    A w ogóle to CHWD armii. Pospolite ruszenie rulez! 😉

  11. Miałem coś napisać, ale Jacek napisał to:

    „A dlaczego ktoś ma odrzucać innych ludzi tylko z tego powodu, że coś w nich jest niezgodne z “prawdziwą naturą człowieka”?
    Mi jest np. zupełnie obojętne, czy w otaczających mnie ludziach istnieje coś niezgodne z “prawdziwą naturą człowieka”. Więcej – zwykle nawet nie zastanawiam się nad tym, czy coś w nich jest zgodne, czy niezgodne z taką naturą. Mnie interesuje to, czy ci ludzie są mi przyjaźni, obojętni bądź wrodzy. Jak również ewentualnie to, czy w wyniku ich obecności bądź współpracy z nimi mogę odnieść jakąś korzyść.”

    więc ograniczę się do wazeliny: my HERO!

  12. „Hoppe mówi o „nielegalnych urodzeniach“, mając na myśli kobiety, które rodzą dzieci, a nie będące mężatkam”
    -ło, to niezła jazda!
    ale nie libertariańska,

    2. kto dał prawo ludziom żeby wypowiadali się o legalności ich życia/ narodzin,
    robią za Boga ?
    -jeśli tak to Stalina albo Hitlera im nie daleko

  13. >A dlaczego ktoś ma odrzucać innych ludzi tylko z tego powodu, że coś w nich jest niezgodne z “prawdziwą naturą człowieka”?

    Tu nie chodzi o to, żebyśmy odrzucali, bo to nie jest zdanie normatywne, lecz opierające się na tym, że „tak będzie, gdyż takie a takie są prawa”, taka jest „natura rzeczy”. Jak grawitacja. Po prostu będzie eliminacja.

    @Dyskordian, tak się nawet składa, że znam osobiście jedną taką osóbkę, ale z tego, co mi wiadomo, jest ona wyjątkiem od reguły i nie sądzę, aby kultura sam z siebie stworzyła taki maskulinizm. Coś po prostu jest na rzeczy. Kobiety, Z REGUŁY, są słabsze od mężczyzn.

    >kobiety to ponoć lepszy niż faceci materiał na zimnych, pozbawionych skrupułów i wypranych z emocji zabójców…

    hm…..

    >A w ogóle to CHWD armii.

    Milicje obywatelskie, prywatne agencje ochrony, łowcy głów… ! 🙂

  14. „Tu nie chodzi o to, żebyśmy odrzucali, bo to nie jest zdanie normatywne, lecz opierające się na tym, że “tak będzie, gdyż takie a takie są prawa”, taka jest “natura rzeczy”. Jak grawitacja. Po prostu będzie eliminacja.”

    Grawitacja to realne zjawisko , prawo naturalne to ludzki wymysł , do tego zróżnicowany w zależności od kultury. Prawo ciążenia działa niezależnie od tego czy wierzysz w nie czy nie , co do idei to wszystko jest względne.

    „Coś po prostu jest na rzeczy. Kobiety, Z REGUŁY, są słabsze od mężczyzn.”

    W niektórych dziedzinach są słabsze , a w innych lepsze od mężczyzn – więc nie można mówić że z reguły są słabsze bo to generalizowanie. W ogóle po co to głupie dzielnie na „słabszych” i „silniejszych” , te pojęcia są tak szerokie że nic za nimi się nie kryje.

  15. Czytelnik:
    „W niektórych dziedzinach są słabsze , a w innych lepsze od mężczyzn – więc nie można mówić że z reguły są słabsze bo to generalizowanie. W ogóle po co to głupie dzielnie na “słabszych” i “silniejszych” , te pojęcia są tak szerokie że nic za nimi się nie kryje.”

    Są dziedziny w których nie da się tego zmierzyć (np. literatura),ale są i takie gdzie bardzo łatwo to ocenić (sport). Gdyby do MŚ w biegu na 100 metrów kwalifikowało się stu najlepszych zawodników (bez względu na płeć) to najprawdopodobniej byliby to sami faceci.

  16. „Gdyby do MŚ w biegu na 100 metrów kwalifikowało się stu najlepszych zawodników (bez względu na płeć) to najprawdopodobniej byliby to sami faceci.”

    Ale to tyczy się jednej dziedziny , nie można uogólniać tego na wszystkie inne. Po za tym nawet z twoim przykładem jest problem , gdyż nie uwzględniasz uwarunkowań kulturalnych związanych z dominacją jednej płci , pozycję kobiet ograniczano przez wiele wieków do podrzędnych roli.

  17. >Grawitacja to realne zjawisko , prawo naturalne to ludzki wymysł , do tego zróżnicowany w zależności od kultury. Prawo ciążenia działa niezależnie od tego czy wierzysz w nie czy nie , co do idei to wszystko jest względne.

    Nauka takze jest „ludzkim wymyslem”. Prawo grawitacji nie jest nigdzie zapodmiotowane, jakby tego chcieli platonczycy. Jest w naszym umysle.

    >W niektórych dziedzinach są słabsze , a w innych lepsze od mężczyzn – więc nie można mówić że z reguły są słabsze bo to generalizowanie.

    Tak latwiej, zreszta, podkreslilem, ze „z reguly”, co znaczy tyle samo, co „statystycznie” lub „ogolem” wlasnie. Bez pedanterii. 😉

    > W ogóle po co to głupie dzielnie na “słabszych” i “silniejszych” , te pojęcia są tak szerokie że nic za nimi się nie kryje.

    W konkretnym przypadku obrony militarnej chodzi o zespol umiejetnosci i cech.

  18. Plec jest jednym z czynnikiem roznicacych ludzi miedzy soba, ale nie na lepszych czy gorszych, tylko na „roznych”.

  19. „Nauka takze jest “ludzkim wymyslem”. Prawo grawitacji nie jest nigdzie zapodmiotowane, jakby tego chcieli platonczycy. Jest w naszym umysle.”

    Ale grawitacja działa niezależnie od nas , ludzie tylko ją opisują. Przed pojawieniem się nas też działała. Natomiast idee , takie jak „prawo naturalne” są w całości wytworem ludzkiego umysłu i można je dowolnie zmieniać.

  20. „Nauka takze jest “ludzkim wymyslem”. Prawo grawitacji nie jest nigdzie zapodmiotowane, jakby tego chcieli platonczycy. Jest w naszym umysle.”

    Ale przydatnie interpretuje dostrzegalne zmysłowo zjawisko (również przydatnie „wycięte” z rzeczywistości). Natomiast, gdy mowa o prawach naturalnych, ma się wrażenie, że to kompletnie niczego nie wyjaśnia, to znaczy, niczego nie chwyta, w sensie pragmatycznym (ale też właściwie w jakimkolwiek innym) jest nieprawdziwe. Hoppe formułując prawa rzeczywistości społecznej, zapomina, że sam żyje właśnie w rzeczywistości społecznej, która prawa przez niego formułowane ma w dupie. Bo tak to już jest, że rzeczywistość społeczna nie kieruje się żadnymi obiektywnymi, niezmiennymi prawami (jak to jest, myślę, w językach formalnych).
    Co zaś do niezgodności homoseksualizmu z „naturą” ludzką… heh… przede wszystkim, nasza wizja „natury ludzkiej” jest dyskursywna, zależna od kultury. To, czy będziemy kogoś cenić, czy nie, również jest zależne od kultury (od tego, jak będziemy wartościować opozycję natura-kultura), naszych ideoscape’ów, jak to fajnie nazywa Appadurai. Jakim prawem więc Hoppe może się uważać za nieomylnego wróżbitę?

  21. A uważa się za takiego, bo ja mam nieodparte wrażenie, że takim go próbują robić jego „przeciwnicy” i oponenci z „lewej strony” libertarianizmu.

  22. A kultura jest zalezna od czego drogi trolu? Skad sie wziela? Jak powstala? Na czym sie opiera? :>

  23. @Bob
    “Gdyby do MŚ w biegu na 100 metrów kwalifikowało się stu najlepszych zawodników (bez względu na płeć) to najprawdopodobniej byliby to sami faceci.”

    @ Czytelnik:
    „Ale to tyczy się jednej dziedziny , nie można uogólniać tego na wszystkie inne. Po za tym nawet z twoim przykładem jest problem , gdyż nie uwzględniasz uwarunkowań kulturalnych związanych z dominacją jednej płci , pozycję kobiet ograniczano przez wiele wieków do podrzędnych roli.”

    To się tyczy prawie każdej dyscypliny sportu i nie sądzę aby uwarunkowania kulturalne miały tu większe znaczenie. Decydują raczej różnice w budowie ciała.

  24. „A kultura jest zalezna od czego drogi trolu? Skad sie wziela? Jak powstala? Na czym sie opiera? :>”

    Zależna w jakim sensie? W jakim sensie się opiera? Sprecyzuj, proszę. Od razu mówię, że jeżeli sądzisz, że jakiś naturalny instynkt wyznacza przekonania kulturowe, to z miejsca mogę podać przykłady społeczności, w których morderstwo, kradzież, a nawet kazirodztwo nie jest niczym złym. I między innymi dlatego, stwierdzanie, że pewne grupy będą „naturalnie” dyskryminowane jest nonsensem.
    No, a skąd się wzięła i jak powstała? Po co mamy się nad tym zastanawiać? żyjemy już w kulturze i, powiem więcej, „stan natury” nie będzie od niej wolny, taki już człowieczy los 🙂

    Swoją drogą nie bardzo rozumiem. Hoppe nie mówi o dyskryminacji homoskesualizmu, jako o powinności, czy nakazie etycznym. Mówi zaś, że obiektywne prawo natury nakazuje dyskryminować… tylko jak wyjaśni postępującą emancypację środowisk homoseksualnych? Heh… przecież obiektywne prawo powinno działać zawsze i wszędzie. To się nazywa mówić o społeczeństwie, nie mówiąc o społeczeństwie.

  25. „A kultura jest zalezna od czego … Skad sie wziela? Jak powstala? ”

    Pytanie nie do mnie , ale pozwolę sobie odpowiedzieć : kultura rodzi się w wyniku interakcji pomiędzy ludźmi lub też jest narzucana przymusem . W historii niestety przeważała ta druga opcja.

    „To się tyczy prawie każdej dyscypliny sportu i nie sądzę aby uwarunkowania kulturalne miały tu większe znaczenie.”

    Mają i tutaj bo przez wiele lat nie dopuszczało się kobiet do różnych dziedzin , w tym sportu. Obecnie nie jest już to tak decydujący czynnik ale trzeba pamiętać że skutki dyskryminacji od tak sobie nie odchodzą.

  26. @Trol

    >Zależna w jakim sensie?

    W dosłownym.

    >W jakim sensie się opiera? Sprecyzuj, proszę.

    Z czego powstaje, jak powstaje?

    >Od razu mówię, że jeżeli sądzisz, że jakiś naturalny instynkt wyznacza przekonania kulturowe, to z miejsca mogę podać przykłady społeczności, w których morderstwo, kradzież, a nawet kazirodztwo nie jest niczym złym.

    No to podaj, bo mnie zaciekawiłeś.

    >Swoją drogą nie bardzo rozumiem. Hoppe nie mówi o dyskryminacji homoskesualizmu, jako o powinności, czy nakazie etycznym. Mówi zaś, że obiektywne prawo natury nakazuje dyskryminować…

    Nie wiem, czy to wyjasnianie ma jakikolwiek sens, ale nie „nakazuje dyskryminowac”. Dyskryminacja jest wypadkowa tego, ze czlowiek ma pewna specyficzna nature. Tak jak to rozumiem.

    > tylko jak wyjaśni postępującą emancypację środowisk homoseksualnych?

    Non sequitur i owa „emancypacja” to nic innego, jak dodatkowe literki w kodeksach prawnych – rzecz zmienna i zalezna od politykow. Oczywiscie, Ty nie uznajesz takich rozroznien..

  27. „Pytanie nie do mnie , ale pozwolę sobie odpowiedzieć : kultura rodzi się w wyniku interakcji pomiędzy ludźmi lub też jest narzucana przymusem . W historii niestety przeważała ta druga opcja”

    Hmmmm… jeśli potraktujesz kulturę jako pewną rzeczywistość myślową, okaże się, że istnieje tylko opcja druga. Kulturę zawsze zastajesz, jeśli ją przekształcasz, to tylko w granicach stworzonych przez tę kulturę. Warto poczytać na ten temat teksty szkoły poznańskiej filozofii nauki i kulturoznawstwa; polecam zwłaszcza Krystynę Zamiarę, która wspaniale rozprawia się z indywidualizmem metodologicznym (głównie zaś z psychologizmem, który go zakłada… swoją drogą, jest to perspektywa poznawcza Hoppego właśnie; oczywiście wulgarna – w końcu psychologowie chociaż silili się na prowadzenie badań empirycznych) 🙂

  28. „W dosłownym.”

    Nie wiem, jaki jest twój dosłowny sens słowa „zależny”. Tzn. nie wiem, o jaki aspekt ci chodzi. Wiadomo, że kultura i natura na siebie wpływają – tak, że np. drzewo istnieje pozornie jako natura, ale to kultura je wartościuje, nadaje mu znaczenie (czym jest drzewo, jak mam je traktować, czy w ogóle jest odrębnym bytem, które załsuguje na „wycięcie” z rzeczywistości i nazwanie). Istnienie drzewa w naturze ogranicza się w zasadzie jedynie do jego czysto zmysłowego postrzegania; natura wpływa tylko o tyle, o ile dostarcza człowiekowi bodźców, które to są przefiltrowywane przez kulturę, interpretowane itd. I to tak w skrócie właściwie. Widać, że natura nie jest tak naprawdę niczym nadrzędnym; a już zwłaszcza, gdy człowiek do dziecka przebywa niemal wyłącznie z wytworami człowieka.
    Poza tym, natura wpływa na pewno na wydzielanie się hormonów i, jak sądzę, często na coś w rodzaju osobowości; myślę, że na jakimś etapie może decydować, jak człowiek się adaptuje do przekonań kulturowych, z jaką intensywnością chce je przekształcać itd.

    „Z czego powstaje, jak powstaje?”

    Kultura nie powstaje, co najwyżej mogła powstać kiedyś tam. Teraz po prostu jest (przekształcana z pomocą ukształtowanych przez nią jednostek).

    „No to podaj, bo mnie zaciekawiłeś.”

    Morderstwo i kradzieże są na porządku dziennym na całym świecie, tak naprawdę przy spełnieniu różnych warunków możemy pozbawić życia nawet członków wspólnoty (oczywiście owe warunki są zmienne, zależne od kultury). Wszystkie kary śmierci, wojny, pozbawienia majątków itd.
    Ruth Benedict pisała o plemieniu (bodajże Kwakwiutl), które premiuje oszustwo i kradzież w obrębie wspólnoty.
    Kazirodztwo było zaś codzienną praktyką starożytnego Egiptu (nie wiem, czy czasami Frazer o tym nie pisał, już nie pamiętam), w rodzinie faraona było nawet nakazane, by siostra z bratem tentego.

    A w ostatnim, to nic nie miało wynikać, misiu. Po prostu wyrażam zdumienie… gdyby Hoppe uważał za powinność dyskryminację gejów, po prostu nazwałbym go homofobem, a tak muszę dodać, że jest również niezbyt bystry.

  29. >Kultura nie powstaje, co najwyżej mogła powstać kiedyś tam. Teraz po prostu jest (przekształcana z pomocą ukształtowanych przez nią jednostek).

    Nie takiej odpowiedzi spodziewałem się po kimś, kto prawie za każdym razem powołuje się „kulturę” lub „konwencje”.

    >Morderstwo i kradzieże są na porządku dziennym na całym świecie, tak naprawdę przy spełnieniu różnych warunków możemy pozbawić życia nawet członków wspólnoty (oczywiście owe warunki są zmienne, zależne od kultury). Wszystkie kary śmierci, wojny, pozbawienia majątków itd.

    Można się spierać o status moralny pierwszego, ale nie miałem na myśli zabijania morderców, tylko niewinnych ludzi (wyłączając ofiary luk w etatystycznym wymiarze sprawiedliwości); zaś dwa ostatnie są nagminnie wręcz praktykowane przez rządy na świecie, a nie same społeczeństwa. Też nie za bardzo się wstrzeliłeś.

    >Ruth Benedict pisała o plemieniu (bodajże Kwakwiutl), które premiuje oszustwo i kradzież w obrębie wspólnoty.

    A o jakie konkretnie „oszustwa” chodzi?

    >Kazirodztwo było zaś codzienną praktyką starożytnego Egiptu (nie wiem, czy czasami Frazer o tym nie pisał, już nie pamiętam), w rodzinie faraona było nawet nakazane, by siostra z bratem tentego.

    Nie wiem, co jest „złego” w kazirodztwie, więc no przepraszam, nie pytałem o nie.

    >A w ostatnim, to nic nie miało wynikać, misiu.

    Jestem homofobem! Więc nie misiuj mi tutaj.

  30. „Nie takiej odpowiedzi spodziewałem się po kimś, kto prawie za każdym razem powołuje się “kulturę” lub “konwencje”. ”

    ?????????????????????????????????????????????????????
    Miałem odpowiedzieć zgodnie z twoją wizją kultury, tak? ;D
    Kurde, naprawdę nie widzę bardziej zwięzłego określenia na to, jak „powstaje” kultura. Geertz też widocznie nie widział (a na niego się powołuje); muszę kolegom powiedzieć, żeby go już nie czytali…

    Ehhhh… morderstwa były dokonywane na:
    niewinnych żydach, niewinnych niewolnikach, niewinnych chłopach, zresztą to nie jest ważne… chodziło o to, że ludzie sankcjonowali kulturowo niemal każdą formę pozbawienia życia z niemal każdego powodu, a gdyby się wbić w nurt myśli prawicowej, w wielu kulturach są dokonywane mordy na niewinnych dzieciach (aborcja)
    „zaś dwa ostatnie są nagminnie wręcz praktykowane przez rządy na świecie, a nie same społeczeństwa. ”
    Jaki ty, kurwa, jesteś tępy. A co na to ludzie? Burzą się na istnienie państwa, czy raczej je popierają? Państwo istnieje właśnie dlatego, że jest etyczne uprawnienie do dokonywania kradzieży (i mordów w imię dobra społecznego). Jest kulturowa zgoda na zabijanie.
    Przykład kolejny. Islamski fundamentalizm wręcz pochwala zabijanie niewinnych osób, zabijanie samego siebie i członków swojego narodu (tradycja sięga jeszcze czasów przedmahometańskich, gdy fundamentalizm nie był jeszcze islamski – wówczas zabijano dla dobra narodu).
    Oszustwa u kwakwiutlów dotyczyły wszystkiego (zwykle pieniędzy, ale też rozpuszczania fałszywych informacji o kochankach i różnych takich, dla wywołania nieporozumień).
    Zmierzam do tego, że nie ma takiego ludzkiego działania, które byłoby zabronione zawsze i wszędzie, co dla antropologa, czy kulturoznawcy jest oczywistością.

    „Nie wiem, co jest “złego” w kazirodztwie, więc no przepraszam, nie pytałem o nie.”

    Cóż, ja też. Jest to jednak jedno z ostatnich tabu w kulturze europejskiej. Z punktu widzenia ewolucji np. jest to jawne wystąpnienie przeciw biologicznemu celowi gatunku.

  31. Nazwanie Hoppego „ajatollahem” zakrawa na kpinę. Z tekstów, które czytałem wprost wynika, że żadna sprecyzowana wizja „konserwatywnego ładu” w akapie narzucana nie będzie, a jedynie przedstawiona została jako pewien model, który może się wykształcić w połączeniu koncepcji konserwatywnych z anarchokapitalizmem.

    Mam wrażenie, że Blankertz w zasadzie zgadza się z Hoppem, a polemika jest w tym wypadku „czepianiem się na siłę”…

  32. „czy prywatna armia dyskryminowałaby kobiety oraz osoby, które przyznają się do homoseksualizmu? Oczywiście, ma się rozumieć! ”

    – a skąd on o tym wie
    w konserwatywnych [dawnych] społecznościach ludzi to waliło, czy najemnik którego przyjmował był geyem,
    nie zajmowali się takimi bzdurami, liczyła się skuteczność

    Hoppe mówi o „nielegalnych urodzeniach“,
    -trzeba być Niemcem żeby wymyślić takie szkaradne pojęcie, takie nawet nazistowskie trochę

    Zastępuje pana Boga? ale czy Bóg o tym wie
    Niestety chyba tylko emeryturka

  33. @Ultrarecht

    Czemu miałoby mnie, wrednego „lewaka”, obchodzić kolejne propertariańskie pierdu-pierdu? Już samo pojmowanie „wolności”, jakie prezentujesz – obrona określonego ładu własnościowego – miałoby w praktyce liczne, anty-wolnościowe implikacje. Niezależnie od tego, czyś libertyn, czy konserwa. To na starcie grzebie Twój wniosek, jakoby libertarianizm mógł spokojnie pomieścić różne „stanowiska moralne i pedagogiczne (polityczne)”. Nie może, jeśli chce aspirować do miana (meta)filozofii WOLNOŚCI.

    Inna sprawa, że szersze (wykraczające poza bezpośrednią, fizyczną agresję) ujęcie przymusu to nie wyłącznie cecha „demokratycznej retoryki”, jak sugerujesz, ale też np. poglądów Maxa Stirnera, myśliciela bądź co bądź anty-demokratycznego.

  34. Twierdzenie, że „światopogląd konserwatywny może współistnieć ze ś. kontrkulturowym” zakłada ukrycie, iż panowała kiedyś jakaś kultura cechująca się tym powszechnym konserwatyzmem, co jest całkowitą nieprawdą, bo to wymysł współczesnych ideologów, którzy na podstawie ledwie kilku poszlak ukuli sobie całościową wizje dawnego społeczeństwa.

  35. Do tekstu Olgierda Sroczyńskiego:
    1. Płeć kulturowa. Autor uznaje, że gender to bzdura (oczywiście w bardzo zawoalowany sposób), ale nie podaje na to argumentów, poza tym, że „naturalnie” wygląda żołnierz mężczyzna, a „nienaturalnie” żołnierz kobieta. I, że mężczyzna bardziej się nadaje do pracy na budowie niż kobieta. Tyle, proszę pana, to gender studies zdołało zauważyć jeszcze przed powstaniem. Takie przekonania są głównym celem krytyki feministycznej.
    2. Będę się czepiał stwierdzenia „Współpraca społeczna te normy koniecznie zakłada, gdyż zapewniają one sprawny jej przebieg.”, z tego względu, że zakłada ona jakąś celowość kultury. Żeby wykazać, że kultura i regulacje społeczne mają jakikolwiek cel, trzeba by zapewne odurzyć się Heglem, a może nawet Marksem i jego gównianą historiozofią (jedyny absolutnie idiotyczny punkt jego filozofii).
    3. Jeszcze chciałem się przyczepić sformułowania „zafałszowane pojęcie wolności”, następnie libertariańskiej wolności jako takiej (która również narzuca jeden jedyny system etyczny, wokół którego mają się obracać inne przekonania – prawo własności)

    Ach, i przestańcie wreszcie z tymi bredniami w stylu, że relatywizm to w sumie absolutyzm, bo niestety jest w tym stwierdzeniu zbyt częsty u prawicowców błąd przyjęcia za pewnik klasycznej koncepcji prawdy.
    Przy czym relatywizm wcale nie mówi koniecznie, że każde działanie człowieka zasługuje na szacunek (jak ma to mówić, skoro już założenia odrzuca opozycję dobry/zły?) Tak, żeby nie było nieporozumień.

  36. „1. Płeć kulturowa. Autor uznaje, że gender to bzdura (oczywiście w bardzo zawoalowany sposób), ale nie podaje na to argumentów, poza tym, że “naturalnie” wygląda żołnierz mężczyzna, a “nienaturalnie” żołnierz kobieta. I, że mężczyzna bardziej się nadaje do pracy na budowie niż kobieta. Tyle, proszę pana, to gender studies zdołało zauważyć jeszcze przed powstaniem. Takie przekonania są głównym celem krytyki feministycznej.”

    Wiesz butters, ja na prawdę daleki jestem od korwinowskich, prawackich dogmatów, popieram równouprawnienie i wogóle, ale…mężczyzna nadaje się do pracy na budowie lepiej niż kobieta, na prawdę. Rozumiem niektóre postulaty feministyczne, ale czasami nie należy przeginać. Kobiety na traktorach, na budowach itp. nie są sexy. To tylko moje zdanie.

  37. „mężczyzna nadaje się do pracy na budowie lepiej niż kobieta, na prawdę. ”

    Ekhm… a skąd to wiadomo? Czy czasami nie dlatego, że to mężczyzna a nie kobieta jest przygotowywany do zajęć wymagających większej siły fizycznej, że się tego od niego oczekuje, a on musi im sprostać? Kobieta zaś od dziecka tresowana jest do roli delikatnej kruszynki? Taką samą „oczywistością” w XIX w. było to, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn.
    Mało tego, samo założenie schowane za sądem „mężczyźni bardziej się do czegoś nadają niż kobiety” polega na oddzieleniu jakichś ogromnych całości, które w drodze empirii można uzasadnić jedynie statystyką. Np. może być tak, że statystycznie kobiety osiągają gorsze wyniki w sporcie niż mężczyźni, ale nie będzie to oznaczało, że każda kobieta osiąga gorsze wyniki niż każdy mężczyzna. Wobec tego, cały ten sąd można o kant dupy rozbić, bo nie ma on żadnej funkcji praktycznej, poza stwierdzeniem prawdopodobieństwa (czyli postulowana wizja Hoppe’owskiego społeczeństwa opiera się tak naprawdę na oszacowaniu prawdopodobieństwa; oczywiście z określeniem prawdopodobieństwa, taka dyskryminacja też jest jakoś racjonalna… w takim samym stopniu jak decyzja o n