Nie tak dawno włodarze Warszawy postanowili pozbyć się kupców z KDT. Nie obyło się bez wykorzystywania policji, o czym wie chyba każdy, kto czyta gazety i ogląda telewizję, nie wspominając już o Internecie. Choć sprawą tą media żyły kilka dobrych dni, nie udało mi się znaleźć żadnego komentarza do tej sytuacji, który mógłby prezentować libertariański punkt widzenia. Prawdę mówiąc wcale się nie dziwię – polscy libertarianie chętnie sobie popiszą pod czyimś tekstem, ale żeby samemu napisać jakiś tekst, by pod nim podyskutować, to już nie bardzo jest komu. Ten tekst również nie ma na celu prezentowania jakiegokolwiek libertariańskiego stanowiska, bo i skąd takie wziąć?, w kwestii Kupieckich Domów Towarowych. Choć napiszę tutaj, co ja sądzę na ten temat, nie będzie to głównym tematem tego tekstu. Główny temat zawrę na końcu, w nadziei, że świeżo przeczytany, sprowokuje dyskusję.
Zarówno Rothbard, jak i Hoppe, by nie wspominać o lewicowych libertarianach postulują (bądź, w przypadku Rothbiego – postulowali), by firmy państwowe w ramach prywatyzacji przekazywać pracownikom na własność. To samo miało się dziać z urzędami i innymi państwowymi inicjatywami. Co później by się z tym stało, to już nie miało znaczenia – byłaby to prywatna, społeczna własność i nikomu, poza właścicielami, nic do tego. Na gruncie takiego założenia, rozwiązanie problemu z KDT wydaje się proste – przekazać je kupcom. Niech miasto zostawi ich w spokoju i pozwoli im po prostu handlować.
Można jednak przyjąć inne założenie – że państwo, jako ostateczny właściciel ma prawo decydować o tym, jak będzie użytkowana jego własność. Możemy się tutaj posłużyć Misesem. Otóż na argument, że skoro rząd ustala prawo drogowe i przepisy ruchu, to ma takie samo prawo interweniowania w gospodarkę, Mises odpowiedział, że rząd jest właścicielem dróg, może więc ustalać zasady ich użytkowania, nie jest natomiast właścicielem firm, przedsiębiorstw, czy czego tam jeszcze, by mieszać się w gospodarkę. Pojawia się jednak drobny problem, mianowicie dlaczego mielibyśmy uznać, że rząd jest właścicielem? Dlatego, że je wybudował? Nie, wybudowali je wynajęci przez rząd ludzie. Skoro nie oni mają być właścicielami, bo wynajął ich rząd, to dlaczego nie przekazać dróg wszystkim obywatelom, skoro to oni budowę tych dróg finansowali? Jeżeli uznajemy prawo rządu do własności, uznajemy też, że rząd ma prawo na swojej własności ustalać zasady – swoje zasady.
Skoro więc nie uznajemy prawa rządu do własności, w tym wypadku KDT, to mamy pytanie, kto powinien zostać prawnym właścicielem. Możemy uznać, że wszyscy obywatele, bo się nań składają. A jednak jest pewna grupa, która składa się na niego w większym stopniu – to kupcy, którzy tam handlują.
Takie rozumowanie ma jednak pewną odległą konsekwencję. Rothbard w eseju Ekologia wolnego rynku, zamieszczonym w Egalitaryzm, jako bunt przeciw ludzkiej naturze, nie bez skrywanej ironiii, napisał tak:
pogląd głoszący, iż ludzie stosunkowo ubożsi muszą poświęcać się w imię korzyści, jakie odniosą bogatsi jest według wszystkich zasad etycznych szczególnym rodzajem normy.
Ciekawe, czy Rothbard zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie może przynieść ten pogląd?
***
28.08.2009
Filip Paszko