Jak w każdych wyborach prezydenckich w Polsce – tak i w tegorocznych udział bierze Janusz Korwin-Mikke.
Czasem ilość przechodzi w jakość. Determinacja, z jaką JKM staje w szranki wyborcze, nieustająca działalność publicystyczna i budząca respekt odporność na niewybredną krytykę pozwala już – moim zdaniem – mówić o jakości.
Po ogłoszeniu decyzji JKM-a zastanawiałem się, czy jednak z ideowej absencji wyborczej nie zrezygnować i kartki do urny z X-ksem przy Korwinie nie wrzucić. Po prostu ten jego upór budzi moją sympatię i poniekąd – podziw.
Jasne jest, że spora część powtarzanych od lat postulatów Korwina ma charakter etatystyczny. Przypomnijmy pokrótce tych parę punktów, które sprawiają, że część wolnościowców uważa taką kandydaturę za trefną.
Korwin jest państwowcem. Nie mówi jak się przed państwem obronić tylko jak państwo uzdrowić. Chce państwo odchudzić i dzięki temu uczynić je bardziej sprawnym. Dla libertarian bardziej sprawne państwo to bardziej sprawny aparat przymusu.
Korwin jest monarchistą. W świadomości konserwatystów wdrukowany jest tolkienowski mit o naturalności monarchii. Jeden z monarchistów napisał w komentarzu, że monarchia znana jest od tysiącleci i „wiemy, czego się po niej spodziewać”. Odpowiedział mu zdaje się Filip Paszko: „to jest, stary, najlepszy powód, żeby monarchii unikać”. Zamiana biurokracji kreatur parlamentarnych na biurokrację kreatur dworskich jest dla libertarian pomysłem do wolnościowego przeciwnym.
Korwin jest konserwatystą. Bycie konserwatystą zbrodnią żadną oczywiście nie jest. To, co nie podoba się libertarianom, to ciągoty do tego, aby ten konserwatyzm w jakiś tam sposób podeprzeć władzą państwową.
Korwin jest militarystą. Pragnie silnej armii, zwiększenia wydatków na nią, wprowadzenia powszechnych szkoleń z obsługi bronii palnej. Problem dla libertarian to rola państwa – silnej militarnej machiny utrzymywanej z podatków. Libertarianie chcą pełnego dostępu do broni ale nie chcą aby im tę broń wkładał w ręce urzędnik albo – co gorsza – zabierał im pod przymusem pieniądze, żeby bronią wymachiwali inni.
Korwin jest ekstrawagancki. Tutaj komentować nie trzeba – jednym się ta ekstrawagancja nie podoba, innym – przeciwnie. Rzecz gustu.
Etatystyczna część poglądów Janusza Korwin-Mikkego skłania część libertarian do opinii, że nie różni się on z wolnościowego punktu widzenia od kandydatów pozostałych. Pogląd taki wyraził Jacek Sierpiński – faktyczny kreator środowiska libertariańskiego w Polsce.
W opinii mojej oceny takie idą zbyt daleko. Poglądy Janusza Korwin-Mikkego mają również swoje oblicze wolnościowe i bynajmniej nie dotyczą one drobiazgów. Przeciwnie – Korwin domaga się zmian raczej fundamentalnych niż kosmetycznych. Przypomnijmy:
– likwidacja przymusowych ubezpieczeń społecznych,
– wycofanie się państwa z edukacji,
– rozwiązanie państwowej służby zdrowia,
– demonopolizacja i prywatyzacja emisji pieniądza,
– zniesienie podatku dochodowego i zastąpienie go ryczałtowym przy skokowym obniżeniu ich całościowego wymiaru,
– znacząca liberalizacja przepisów gospodarczych,
– zlikwidowanie działalności socjalnej państwa,
– powszechny dostęp do broni palnej.
Niektóre z tych postulatów zaserwowane są częściowo i nie do końca konsekwentnie – zgadzam się. Niemniej – ich rodzaj i kaliber w żadnym razie nie uprawniają do stwierdzeń, że nie różnią się one z wolnościowego punktu widzenia od postulatów kandydatów pozostałych.
Moim zdaniem – każdy z tych postulatów sam w sobie tyle waży, że zgodzić się można z tezą następującą: bliżej jest mu do libertarian o całe lata świetlne niż Komorowskiemu, Kaczyńskiemu, Napieralskiemu czy Pawlakowi.
Tych postulatów jest sporo i stawiane są niezmiennie od wielu już lat. Nie wiem jakich kryteriów użyć trzeba aby postawić je na równi z postulatami PiS-u, PO, SLD czy PSL-u. Takiej kwalifikacji nie rozumiem, nawet jeśli dokonuje jej postać tak dla libertarian znacząca jak Jacek Sierpiński.
Potrafię pojąć, że ktoś odrzuca udział w wyborach po całości. Że ktoś neguje demokrację jako coś, co z drogą do wolności nie pokrywa się na żadnym odcinku.
Jeśli jednak nie odrzucamy wyborów ale odrzucamy kandydata to pojawia się pytanie: który z kandydatów jest lepszy? Jakie nazwisko wchodzi jeszcze w rachubę? Niech ono padnie! Skoro różnice nie są wielkie – pokażmy, chociażby dla porównania, kandydata innego.
Jeśli Korwin chce zlikwidować przymus ubezpieczeń społecznych – to postulat ten pokrywa się z postulatami libertarian. Czy którykolwiek z kandydatów może powiedzieć o sobie, że jakieś punkty jego programu są libertariańskie? Który? I jakie punkty?
Libertariańskiego rycerza spod Giewontu o pogladąch nieskazitelnych nie mamy, ale to co mamy to jednak jest sporo – jakkolwiek byśmy tej oferty nie próbowali dezawuować.
Dla mnie też było to sporo, ale jednak za mało, żeby podjąć decyzję. Nie jestem fanem JKM-a, choć ze znaczną częścią jego poglądów sympatyzuję.
Pojawiła się koncepcja utargowania czegoś – i utargowaliśmy dekryminalizację „piractwa”. Jak na kilku forumowych krzykaczy to śmiem twierdzić, że sporo. To nie my zebraliśmy 100 tysięcy podpisów.
Odpowiedzi Korwina pozwoliły ocenić go jako polityka, który nie ma większych problemów, żeby się z wolnościowcami dogadywać.
Poparcie dla zniesienia karalności za dzielenie się informacją było rozstrzygające – Janusz Korwin-Mikke stał się moim kandydatem.
Maciej Dudek
31.05.2010