Adam T. Witczak

Adam T. Witczak: Korwinizm – próba analizy zjawiska

Tekst niniejszy nie rości sobie pretensji do bycia profesjonalnym opracowaniem naukowym, stąd też nie zawiera przypisów, a niektóre z cytatów przytaczane są z pamięci. Jest to raczej luźne, publicystyczne ujęcie tematu, zainspirowane niektórymi dyskusjami toczonymi w kręgach prawicowych, narodowych i konserwatywnych. Czasami można bowiem usłyszeć, że Janusz Korwin-Mikke jest „libertarianinem”, okazjonalnie nawet on sam siebie tak określał, twierdząc przy tym jednocześnie, że libertarianizm to nic innego, jak „klasyczny”, „dawny” lub „stary” liberalizm, których musiał zmienić nazwę, ponieważ pierwotną zawłaszczyli amerykańscy demokraci i inni „socjaliści”. Oczywiście Korwin-Mikke nie jest libertarianinem, a przynajmniej nie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Słowa tego nie wymyślono bowiem na określenie najogólniej pojętego „radykalnego wolnorynkizmu”, ale po to, by nazwać w ten sposób całą filozofię polityczną, której celem jest budowa ustroju opartego o odrębny system etyczny, wywiedziony nieomal tylko z praw własności prywatnej i aksjomatu nieagresji. Czym natomiast jest „korwinizm” – czyli zespół poglądów głoszonych (jawnie od ponad dwóch dekad) przez p. Janusza i powtarzanych (czasami w zwulgaryzowanej formie) przez jego zwolenników, by nie rzec – wyznawców? Nie jest moim celem ocena tego zjawiska, chciałbym jedynie – na podstawie kilkunastoletniej lektury „Najwyższego Czasu!” i innych źródeł wypowiedzi JKM – podsumować korwinizm i wyróżnić jego elementy składowe.

Przede wszystkim trzeba sobie powiedzieć, że korwinizmu nie sposób traktować jako głębokiej i szczegółowej filozofii politycznej czy w pełni spójnej doktryny. Jest to raczej narzędzie praktyczne, uzasadniane teoretycznie o tyle, o ile jest to akurat potrzebne. Przyznać należy, że korwinizm jest tworem na swój sposób oryginalnym, jeśli uwzględnić wszystkie pojawiające się w nim elementy – trudno nawet powiedzieć, czy gdziekolwiek w świecie istnieje nurt analogiczny.
Korwinizm jest osobliwym połączeniem co najmniej kilku elementów, nie zawsze zresztą dobrze do siebie pasujących. Klasyfikacja, którą przedstawię, jest oczywiście najzupełniej arbitralna i może to po prostu projekcja moich wrażeń i wyobrażeń, jednak jako wytrwały czytelnik publicystyki JKM poczuwam się do niej uprawniony. Każdy ma oczywiście prawo nie zgodzić się z nią i napisać polemikę. Wracając jednak do konkretów, w korwinizmie widzimy:

– poparcie dla ustroju wolnorynkowego (czy też – zamiennie, w szczegóły nie będziemy tu wchodzić – kapitalizmu), przy czym mówię tu o poparciu argumentowanym utylitarnie („bo to po prostu działa”, „bo tak jest taniej”, „bo to się bardziej opłaca”).

– indywidualizm, niekoniecznie w formie głębokiej doktryny filozoficznej, bardziej chodzi tu o praktyczny, zgoła instynktowny indywidualizm (a także samodzielność i nieufność) amerykańskiego farmera czy polskiego szlachcica, który chwyta strzelbę lub szablę i pokrzykuje: „To moje, własne! Moje pieniądze, moja sprawa! Coś nie chce mi się wierzyć w wasze gadanie! Won z posesji, bo psami poszczuję! Sam poradzę sobie lepiej!”

– konserwatyzm, ale przede wszystkim konserwatyzm estetyczny, dotyczący pewnych form, nie jest to natomiast całościowa doktryna tradycjonalistyczna czy reakcyjna. W uproszczeniu wygląda to tak, że w korwinizmie bardzo ważne jest, żeby całować kobiety w rękę, tłumaczyć imiona, pamiętać o przysługujących tytułach, przestrzegać pewnych konwenansów, zachęcać kobiety do tego, by nie pracowały zawodowo etc. Należy tu dodać, że przynajmniej część z tych postaw to osobiste poglądy Korwin-Mikkego, których (jako liberał) nie ma zamiaru nikomu narzucać metodami przymusu państwowego. Jest to uwaga istotna, ponieważ bardzo często słuchacze ulegają mylnemu przeświadczeniu, że JKM marzy o tym, by wszystko to, co mu się podoba w dziedzinie estetyki czy stylu życia, zaprowadzić odgórnie po przejęciu władzy.

– kult „męskości”, „twardego faceta” – kogoś w rodzaju anglosaskiego zdobywcy lub carskiego oficera „ze starej szkoły”, który gotów jest się bić, pojedynkować, „strzelić w pysk” w obronie czci swojej lub niewieściej, pogonić dzikusów, rozpędzić tłuszczę itd.

W tym miejscu warto może uczynić dygresję dotyczącą dwóch ostatnich punktów. Otóż korwinizm niekoniecznie wiąże się z surowym konserwatyzmem obyczajowym. Co prawda istotne są pewne zewnętrzne formy, ale z drugiej strony JKM nieraz pozwalał sobie na dość niefrasobliwe opinie dotyczące takich kwestii jak np. poligamia czy posiadanie kochanek przez mężczyznę. Są w tym widoczne ślady zarówno owego kultu „męskości” (rozumianego nieco cynicznie, w domyśle: mężczyzna jest samcem i nic na to nie poradzimy), jak i coś, o czym powiemy za chwilę – czyli ewolucyjne, darwinistyczne poglądy JKM. Wymownym przykładem omawianego podejścia może być jeden z argumentów, które JKM wysunął kiedyś przeciwko koedukacji (domagając się rozdziału płci w szkołach). Otóż – pomijając wszelkie kwestie związane z naturalnymi uzdolnieniami i możliwościami chłopców i dziewczynek – obyczajowi rygoryści (jak np. publicysta Mirosław Salwowski) twierdzą, że taki rozdział ułatwiłby dojrzewanie w czystości, ugaszenie popędów etc. Janusz Korwin-Mikke zaprezentował niegdyś zupełnie odmienne podejście do tej kwestii – otóż wychowanie chłopców bez towarzystwa dziewczynek jest właśnie dlatego lepsze, że rozbudza apetyty, popędy i pragnienia, że czyni z dziewcząt tajemniczy obiekt pożądania i adoracji, słowem – „nakręca” chłopców.

– kolejną częścią składową korwinizmu jest swoisty ewolucjonizm, rodzaj „darwinizmu społecznego”, posługiwania się z upodobaniem terminologią biologiczną w odniesieniu do społeczeństwa i prostymi kryteriami tego rodzaju. Nie oznacza to tak do końca „organicznej” wizji społeczeństwa, zaczerpniętej z konserwatyzmu, a czasami jest wręcz czymś przeciwnym. W uproszczeniu sprowadza się to do takich przeświadczeń jak np. to, że naród, którego kobiety gwałcone są przez zdobywców, w zasadzie na tym korzysta, ponieważ dzięki temu na dzieci zrodzone z owych „związków” przechodzą geny zwycięzców. Innym przykładem może być standardowy argument nt. legalizacji narkotyków, a mianowicie – że „im szybciej narkoman zginie, tym mniejsza szansa, że wciągnie innych w swój nałóg”.

– istotny jest także korwinowski kult „prawicowego zamordyzmu”, sympatii dla władzy „silnej jednostki”, która bierze tłum za pysk, po czym „rozpędza demokratów, zaprowadza kapitalizm, karę śmierci i karę chłosty”. Warto tu zaznaczyć, że osławiony monarchizm JKM nie ma charakteru legitymistycznego, nie są też w nim istotne głębokie uzasadnienia filozoficzne czy teologiczne – jest to raczej monarchizm „techniczny”, przekonanie, że król jest stróżem porządku wydajniejszym i bardziej opłacalnym od demokratów. Zamiast króla może być też dyktator, najlepiej prawicowy (w rodzaju Franco czy Pinocheta), ale niekoniecznie – JKM poważnie rozpatruje np. taką wersję, że polskim Pinochetem mógłby być w swoim czasie gen. Jaruzelski („zresztą człowiek bardzo poczciwy”).

– ostatnim elementem składowym, który wyróżnimy, będzie wielki worek, do którego zbiorczą wrzucane są rozmaite teoretyczne, filozoficzne, naukowe, bywa że i religijne uzasadnienia korwinizmu. Wspólnym ich mianownikiem jest to, że przedstawiane są (zazwyczaj) w postaci uproszczonej. Przewijają się tu bardzo różne motywy: religijne (JKM występuje jako „katolik”, „chrześcijanin”, „człowiek wierzący w Boga”), z dziedziny doktryn politycznych (JKM powołujący się na libertarianina Rothbarda, obiektywistkę Ayn Rand, klasyków liberalizmu konserwatywnego w rodzaju de Tocqueville’a, okazjonalnie nawet na myślicieli stricte reakcyjnych), ekonomiczne, „socjobiologiczne” i „cybernetyczne”. JKM zdaje się stosować te uzasadnienia dość dowolnie, co niewątpliwie czyni jego ideologię eklektyczną.

Korwinizm nie jest oczywiście reakcjonizmem czy tradycjonalizmem, nawet jeśli w takim przekonaniu żyją niektórzy entuzjaści wieloletniego prezesa UPR. W zasadzie jest to rodzaj klasycznego liberalizmu, ubarwionego jednak rozmaitymi (wypisanymi powyżej) dodatkami, sympatiami, antypatiami i uprzedzeniami. Z całą pewnością nie jest to jednak libertarianizm. Korwin-Mikke nie tylko, że postuluje istnienie państwa (co jeszcze dałoby się podpiąć pod minarchizm), ale aprobuje też np. obowiązkowe przeszkolenia wojskowe dla młodzieży w wieku szkolnym, istnienie tajnych służb specjalnych, czy cenzurę propagandy lewicowej. Postuluje proste i surowe kary, co samo w sobie nie jest może niezgodne z szeroko pojętym libertarianizmem, pamiętajmy jednak, że w ideologii tej istnieją nurty, w których głosi się, że kary (więzienia, chłosty czy śmierci) w ogóle nie są adekwatnym zadośćuczynieniem, a cały system prawny powinien być oparty o materialne odszkodowania za naruszenie praw własności. Korwin-Mikke domaga się co prawda ograniczenia czasu obowiązywania patentów i praw autorskich, ale godzi się na ich istnienie – co dowodzi, że nie podchodzi do tematu z perspektywy praw własności, ale według kryteriów utylitarnych („mimo wszystko opłaca się nadać ten przywilej, choć nie na tak wielką skalę, jak ma to miejsce obecnie”). Oczywiście libertarianizm nie musi się wiązać z infoanarchizmem, ale z pewnością nie ma w nim miejsca na uzasadnienia nie odnoszące się do praw własności i oparte na „umówieniu się” (przez państwo z samym sobą), że „tak będzie lepiej”.
Osobistą cechą JKM jest upraszczanie i uogólnianie większości zjawisk – np. podczas jednego ze spotkań usłyszałem na początku, że „za Hitlera podatki były trzy razy niższe”, na końcu zaś, że „cztery razy”. Takiego bezrefleksyjnego rzucania liczbami, kwotami i obietnicami („załóżmy, że rządzi UPR, wzrost gospodarczy jest, powiedzmy, 9% rocznie”) jest w publicystyce JKM więcej. Jeszcze bardziej uwidacznia się to w wypowiedziach najbardziej radykalnych wyznawców Prezesa, zwłaszcza tych młodych. Można np. często usłyszeć z ich ust stwierdzenie, jakoby „kiedyś było normalnie, kapitalizm i wolny rynek, aż do Rewolucji Francuskiej, bo wtedy przyszli socjaliści i wymyślili te różne swoje podatki, ubezpieczenia i zasiłki”. Nie trzeba oczywiście dodawać, że w okresie ancien regime nie było bynajmniej „wolnorynkowego kapitalizmu”, ale ustrój feudalny, korporacyjny – oparty nie o wolność dla wszystkich, ale o system rozmaitych przywilejów, zobowiązań i danin, rozmaitych dla różnych grup społecznych.
Jak wspomniałem na początku, artykuł ten w zasadzie nie ma być oceną korwinizmu, choć od pewnych uszczypliwych uwag nie udało mi się uciec. Nie jest też opracowaniem politologicznym. Niektóre zjawiska przedstawiłem być może w trochę przejaskrawiony sposób, nie popadając jednak przy tym w parodię. Jeśli kogoś temat interesuje – zapraszam do dyskusji.

Adam T. Witczak

17 comments

  1. ATW

    Gwoli wyjaśnienia, bo gdzieś tam wzbudziło to rumor i lament:

    >>- poparcie dla ustroju wolnorynkowego (czy też – zamiennie, w szczegóły nie będziemy tu wchodzić – kapitalizmu), przy czym mówię tu o poparciu argumentowanym utylitarnie („bo to po prostu działa”, „bo tak jest taniej”, „bo to się bardziej opłaca”).

    to nie znaczy, że TYLKO taką argumentację (utylitarną) dostrzegam u JKM, to znaczy, że spośród iluś kwestii wyróżniłem akurat takie poparcie. Uzasadnienie „z indywidualizmu”, „z jednostki”, „z filozofii” – jest w punkcie kolejnym.

  2. Angel Harry

    nie tłumacz się.

    mnie dziwi że JKM przyrównujesz do „klasycznego liberalizmu”. dla mnie libertarianizm raczej jest odmianą klasycznego liberalizmu.

    również skupiłbym się przy Twoim rozważaniu określnika „korwinizm” na tym czy dotyczy on Osoby Pana Janusza, czy dotyczy on raczej zjawiska społecznego czyli całej zgrai oszołomów którzy próbują w korwinizmie widzieć zarazem :

    – odmianę klasycznego liberalizmu
    – definicję liberalizmu
    – definicję libertarianizmu
    – definicję libertynizmu
    – definicję wolności
    – definicję kapitalizmu
    – definicję prawicy i oczywiście jedynie słusznej prawicy
    – definicję państwa prawa
    – definicję leseferyzmu
    – definicję konserwatyzmu
    – definicję konserwatywnego liberalizmu

    o co chodzi, o to że wszystkie te definicje i synonimy kojarzą im się z korwinizmem i wszystko to co rozumieją pod tymi pojęciami rozumieją pod pojęciem korwinizmu. w tym społecznym ujęciu zjawiska, korwinizm wydaje mi się szkodliwy. najczęściej te jednostki centralne, rozumują bardzo syntetycznie :), a więc korwinizm daje im poczucie że mogą być zarazem libertarianami, konserwatystami, leseferystami, libertynami, i prawicowcami i wolnościowcami w jednym :).

    korwinizm – „prywatny zestaw poglądów politycznych Janusza Korwina Mikke” – ok. każdy ma swoje. retoryka JKM – ok. każdy ma swoje powody. zachowanie JKM – ok. każdy się zachowuje jak uważa za stosowne. definicje JKM – ok. jest wolność słowa

    korwinizm – zrównywanie powyższych „definicji” z poglądami JKM przez znaczną część ludzi uważających się
    a) za wolnościowców
    b) za liberałów
    c) za prawicowców
    d) kapitalistów
    – nieok. zjawisko szkodliwe społecznie 🙂

    jako korwinizm rozumiem zjawisko tak na prawdę niszczenia wolnościowych anarchistycznych, czysto liberalnych, libertariańskich, nihilistycznych i libertyńskich idei, poprzez tępe ich upraszczanie i przekłamywanie sprowadzając je do „korwinizmu”, w zasadzie prawicowego konserwatywnego nie liberalizmu, ale niejednoznacznego kapitalizmu „wolnego rynku”.

  3. anarcha

    dobry tekst, choć zbyt łagodny na mój gust – bezceremonialność i prymitywizm Korwina a zwłaszcza co jego bardziej ocip…ych zwolenników [ wyznawców raczej ] domaga się równie mocnej odpowiedzi

    na niedawnym spotkaniu tutaj u mnie w Kielcach z T. Sommerem zapytałem go jak się zapatruje na odsunięcie Wielkiego Cybernetyka od szeroko pojętego ruchu wolnościowego na który ma on moim zdaniem szkodliwy wpływ [ mimo osiągnięć w przeszłości, oddajmy mu to ], zaraził go tym co ja nazywam sobie ”liberalnym zamordyzmem” [ wieeelki cudzysłów rzecz jasna ] np. ta jego słynna CHŁOSTA – nie wiem, może jest fanem Stachursky’ego albo zabawia się ze swoimi lejdis w S/M – ? jego rzecz, ale niech nie sprzedaje swoich chorych upodobań innym, zwłaszcza słabym czy nieukształtowanym umysłom, które nie wytworzyły jeszcze niezbędnych przeciwciał, tym bardziej, że nie można powiedzieć iż to tylko jego sprawa bo niestety przez pryzmat JKM czy chcemy tego czy nie postrzegany jest cały ruch wolnościowy, on jest tu najbardziej rozpoznawalną, jeśli w ogóle, postacią i to, że ”liberalizm” czy raczej ”wolnorynkowizm” funkcjonuje w świadomości wielu osób w tym kraju jako synonim agresywnego oszołomstwa i ”krwiożerczego wyzysku” [ vide jego darwinizm społeczny ] w dużej mierze obciąża jego konto [ to prawda, że dorabiano mu gębę oszołoma ale też uczciwie na nią sobie przynajmniej w części zapracował… ] Znamienna była reakcja niektórych na tym spotkaniu, gdy wspomniałem o kwestii kar cielesnych – korwinowcy podobnie jak politpoprawne pipki nie dostrzegają różnicy między skazaniem człowieka za szczególnie odrażające czy masowe zbrodnie na karę śmierci a publicznym rozerwaniem go końmi, wbiciem na pal itp. [ im bardziej barbarzyńska, z ducha bolszewicka kara tym lepiej dla nich ! ] tak jak skarceniem dziecka a skatowaniem go, z tą tylko różnicą, że oni wszystkich by napier… za byle co [ natomiast politpoprawni powołali by najbardziej odrażający zamordyzm oczywista z pobudek ”humanitarnych”, a jakże, aby zwalczać wszelkie zło – oł je ! ]. Dobrze, że wspomniałeś o tym iż Korwin popiera wszelki – bynajmniej tylko prawicowy – zamordyzm : jego stosunek do Wojtka Jarucwelskiego doprawdy mię rozrzewnia… [ to by wyjaśniało też skandaliczną obecność na łamach ”NCzasu” takiej postaci – raczej posiedzieć niż postać jak mawiał Kisiel – jak ”kauczukowy konserwatysta” Adam Wielomski ] … a uzasadnienia takiej postawy budzą śmiech – to jest ”legalizm uber alles” : każdy prawicowiec staje zawsze po stronie prawa i porządku, jakie by one nie były, zaś każdy kto przeciw temu się buntuje to zaraz jakiś ”anarchista”, ”rewolucjonista” i ogólnie ”lewackie ścierwo” – nieważne, że ten porządek to komunistyczna czy faszystowska dyktatura a prawo to tylko zalegalizowane bezprawie i narzędzie terroru klasowego lub rasowego, ch…, ”prawo” ponad wszystko !
    Wracając do Sommera – bronił Korwina wskazując na brak innej, równie wyrazistej postaci po tej stronie, czy niszy raczej, sceny politycznej : nie odmawiam mu charyzmy, tej ma wręcz w nadmiarze, sęk tylko w tym, że rasowy polityk jeśli chce efektywnie działać i przekonać do swojej idei przynajmniej te 10-15 % wyborców [ o których JKM wciąż na swoich spotkaniach wspomina ] powinien uzupełnić to zmysłem taktycznym, umiejętnością zjednywania sobie ludzi itp. a tego przez pogardę dla wyborców i ”d…kracji” się nie dokona [ zresztą w tym miejscu ulega podobnemu złudzeniu co środowisko ”Wyborczej” tylko a rebours, jakoby demokracja i zamordyzm wykluczały się nawzajem – nic bardziej mylnego ! ], krótko mówiąc pod tym względem pan Mikke zasłużył sobie na solidną chłostę !

    … inna sprawa, że faktycznie trzeba szukać jego następców, oby jak najprędzej, w ruchu wolnościowym bo zwyczajnie go nie stać na luksus bycia tylko co najwyżej jakimś wpływowym think-tankiem czy ”ruchem kulturowym” jak lewicowców z ”Kretynyki” : za taką forsę, którą dostają w dotacjach czy rozmaitych ulgach ja też bym się świetnie ”rozwijał” !

  4. alfacentauri

    Jak na skrótowy opis bardzo fajnie wyszło. Razi mnie jedynie te zestawienie korwinowskich kar z jakimś innym poglądem (czytaj – materialne odszkodowanie). Razi mnie ponieważ jest to już poniekąd zakamuflowana polemika, a nie opis. Dla równowagi albo pozostałe wymienione tu poglądy Korwina-Mikkego należałoby zestawić z innymi liberalnymi „niekorwinowskimi” poglądami, albo najlepiej poprzestać jedynie na przedstawieniu poglądu Korwina. Ale to tylko taka mała rzecz, do której się może aż nadto czepiam.

  5. bocian

    Mnie drażnią w ‚korwinizmie’ dwie rzeczy:
    1) Programowy legalizm; nawet w stosunku do czerwonych bydlakow.
    2) Częste zaprzeczanie samemu sobie, nawet we ważkich kwestiach.
    Reszta może być.

  6. tomasz1

    Czytając niektóre wypowiedzi jestem pewien, że „kretynizm” jest chorobą, która nie ma względu na kolor wyznawanych poglądów.

  7. Dawid

    Ja u Korwina nie lubie tylko jednego: „kolibrowania”, czyli romansu z konserwatyzmem. To jest moim zdaniem zupełnie niepotrzebne. Reszta ok.

    Do usera anarcha:

    Widać nie rozumiesz poglądów Korwina czy „korwinistów” odnośnie kar i karania. A przynajmniej nie wnikasz w ich argumentacje, nie polemizujesz z tym merytorycznie.

    Do wszystkich:

    Łatwo jest krytykować, a jeszcze łatwiej zapomnieć o najprostszej zasadzie: Jeśli coś wam się nie podoba, to zawsze możecie założyć swoją partie polityczną, swoją partie wolnościową, alternatywną dla partii Korwina. A wy jedynie krytykujecie, a w działaniu nie tworzycie alternatyw. Ja szanuje Korwina właśnie za to, że DZIAŁA. Jednocześnie ubolewam, że na scenie politycznej jedynie on reprezentuje wolnościowców czy nie-socjalistów, ubolewam nad tym bo nie mam wyboru.

    Aha, rozmówcy w komentarzach widze zapominają o jednej podstawowje rzeczy: Korwin jest przede wszystkim POLITYKIEM. I tak należy go postrzegać. O tym również zpomniał autor tekstu.

    Ale tekst dobry! Dzięki za niego, i pozdrawiam.

  8. butters

    Jedna historia jak dla mnie. Faszyzm może mieć mniej straszne skutki. Np. w kwestii kontroli imigracji.
    Swoją drogą, jak to godzicie z akapem? Bo nie rozumiem – ja jako akap nie wyobrażałem sobie współpracy z ludźmi, którzy każą malować linie na mapie i na tej podstawie strzelać do ludzi, czy topić statki. To bardzo ładnie demaskuje wasze wyjebanie na ludzi.

  9. Dobrze Urodzony

    Wyobraźmy sobie, że mamy rok 1914. Piłsudski organizuje swoich ludzi, aby zabijać żołnierzy popierających wrogie naszemu społeczeństwu państwa. I stworzyć swoje państwo, niewiele lepsze. Co robimy? Zakładając, że mamy wystarczające siły, próbujemy zlikwidować ich wszystkich i ustanowić kontrolę militarną nad jakimś obszarem, starając się, aby zostało to uznane przez opinię międzynarodową. Tak to ciągle działa, bo nie zostało jeszcze wynalezione pole siłowe, nie możemy nawet sobie ze swoim domem odlecieć w jakiś bezpieczny region kosmosu.

  10. Dawid

    Ja akurat nie jestem żadnym nacjonalistą, a jestem liberałem. Jedno nie musi łączyć się z drugim.

    Kierunek w strone nacjonalizmów, czy katolicyzmu to robią tzw. „kolibry”, czyli osobnicy o konserwatywno-liberalnym poglądzie. Mi do takich daleko. Korwin bywa z takimi łączony. Aczkolwiek bardziej ludzie z nim związani niekiedy realizują takie poglądy, niźli on sam.

    edit:
    „Czy ktoś tutaj może mi wytłumaczyć, dlaczego czarno-żółte flagi pojawiły się na dniach gniewu”

    A co to za czarno-żółte flagi? I co to jest akap?

  11. butters

    Akap = „Anarcho”-kapitalizm.
    Żółto-czarne flagi to sztandar akapu. Na szczęście na tyle rzadko spotykany, że sami libertarianie nie wiedzą o czym mowa 🙂

    Duża część waszego ruchu jest niestety silnie związana z kolibrami. Przykro mi, że musisz być w takim towarzystwie.

  12. FatBantha

    Duża część tego ruchu się po prostu z kolibrów rekrutuje. Korwiniści są jak pokemony – dojrzalsze osobniki czasem ewoluują w akapów. Trudno jednak porównywać to do larw motyla, bo tu nie ma żadnych pewnych etapów rozwoju.

    Swoją drogą, ja tej drogi akurat nie przeszedłem, chociaż też była prawacka. Paczajta: i.imgur.com/wHplh.jpg

  13. Dawid

    „Przykro mi, że musisz być w takim towarzystwie.”

    W moim towarzystwie nie ma akurat za dużo kolibrów 🙂
    Ale nawet jak są, to nic do nich nie mam – bo jak już podkreślałem, dla mnie pryzjacielem jest każdy kto jest za wolnym rynkiem, a detale typu: prawiowość, lewicowość, kolibry, akapy – traktuje jako sprzymierzeńców, nigdy wrogów.

    „Korwiniści są jak pokemony – dojrzalsze osobniki czasem ewoluują w akapów.”

    Nieuczciwie powiedziane „dojrzalsi”. Wartościowanie jest tu nie odpowiednie. Popełniasz ten sam niebezpieczny błąd co butters w temacie obok – on się uważa, że jest dojrzalszy, bo jest anarchistą. Dojrzalszych poznasz po tym, że się nie będą wywższać nad innych przez takie wartościowanie 🙂

    „Swoją drogą, ja tej drogi akurat nie przeszedłem”

    Ja przeszedłem droge z pozycji socjalistycznych 🙂 Dopiero w momencie jak chciałem założyć własny biznes i natrafiłem na utrudnienia – zbyt wysokie obciążenia podatkowe, utrudniające regulacje. Dopiero wtedy z pomocą przyszedł Korwin Mikke – mądrze mówiąc o podatkach, inspirując poglądami wolności gospodarczej i wolnego rynku. I mimo, że po czasie akapy mnie zainteresowały, to od korwinizmu poszedłem bardziej w strone klasycznych liberałów. Trudno wartościować co jest dojrzalsze. Każdy bowiem inaczej to oceni.

  14. butters

    „Popełniasz ten sam niebezpieczny błąd co butters w temacie obok – on się uważa, że jest dojrzalszy, bo jest anarchistą.”

    Jest tu pewna subtelna różnica – ja nie uważam się dojrzalszy dlatego, że „jestem” anarchistą. Ja uważam, że wy jesteście mniej dojrzali od przeciętnego człowieka. I mam dość jasne uzasadnienie – wierzycie w bajki. I nie, nie chodzi o wiarę w jakąś utopię (to jeszcze nic złego); ale ktoś, kto mówi, że w kapitalizmie każdy ma równe szanse jest albo idiotą, albo dzieckiem. Wybacz.

  15. butters

    „Ja przeszedłem droge z pozycji socjalistycznych”

    Acha, a socjalizm to…?
    Bo nazywacie socjalistą każdego, kto nie uważa, że można zastrzelić człowieka, który wkroczył na twoją posesję.
    Więc kurde, też na libertarianizm przeszedłem swego czasu z socjalizmu (byłem neoliberałem, jeszcze w gimnazjum i pierwszych miesiącach liceum).

    Zresztą kit. Jesteś przedsiębiorcą, zatrudniasz ludzi – byłoby idiotyzmem, gdybyś był anarchistą. Natomiast z mojego punktu widzenia byłoby idiotyzmem tkwić w jakiejś kapitalistycznej ideologii. Różnica jest taka, że ja nie ukrywam, że chuj mnie obchodzi los wielkich pracodawców, za to ty nie możesz pogodzić się z myślą, że masz w dupie los pracowników. A każda postulowana przez was deregulacja jakoś dziwnym trafem nigdy nie poprawia naszego życia. Np. pracodawca już właściwie nie musi odprowadzać żadnych składek za pracownika (w praktyce; w teorii musi) – powiem ci w tajemnicy: nie zarabiam dzięki temu więcej. I spytaj JAKIEGOKOLWIEK pracownika, czy po przejściu na śmieciówkę otrzymał wyższą pensję.
    Ale trudno się dziwić, jak wy generalnie ludzi macie w dupie, ważne, żeby się ze świętymi zasadami zgadzało.

  16. FatBantha

    Dawid:

    Nieuczciwie powiedziane „dojrzalsi”. Wartościowanie jest tu nie odpowiednie. Popełniasz ten sam niebezpieczny błąd co butters w temacie obok – on się uważa, że jest dojrzalszy, bo jest anarchistą. Dojrzalszych poznasz po tym, że się nie będą wywższać nad innych przez takie wartościowanie 🙂

    „Dojrzałość” można rozumieć oczywiście różnie. Dla jednych będzie to trzymanie się pragmatycznego realizmu i popieranie państwa w jakiejś minimalnej postaci, „bo dzisiaj inaczej się nie da, i coś więcej byłoby utopią”, można też rozumieć jako zdolność do prowadzenia głębokiej myśli o filozofii politycznej i obrony swego stanowiska znacznie dalej, niż większość jest w stanie sobie to wyobrazić.

    Jeśli więc korwiniści są w jakimś stopniu prokapitalistyczni, ale z drugiej strony sceptycznie nastawieni w pewnych sferach do wolnego rynku i wolą zdawać się na państwo, to można to porównać tę sytuację, do dzieci, które liczyć potrafią tylko do dziesięciu, a co powyżej tej liczby, to dla nich niepojęte. Akapy natomiast w swym prokapitalizmie są w stanie liczyć znacznie dalej i rozumieją, że władzę, która uderza w rynek mogą jeszcze bardziej zdecentralizować, sprywatyzować i tym samym unieszkodliwić.

    Korwinizm to po prostu pewien etap rozwoju myśli, najczęściej początkowy, a ponieważ ta myśl składa się z mieszanki etatyzmu i dobrowolności, to dalszy rozwój może przebiegać w dwu kierunkach: albo w stronę skłonienia się ku większemu etatyzmowi, albo w stronę maksymalizacji dobrowolności. Bo dojrzali ludzie raczej zdają sobie sprawę, że to dwa sprzeczne bieguny i głupio tak stać w rozkroku, tym bardziej, że to nic nie daje. I faktycznie, UPRowcy i Korwinowcy z czasem, albo przechodzą do mainstreamu, odpuszczając dobrowolność, albo stają się akapami, obstając przy niej i traktując jak wartość najwyższą, która zresztą wcześniej była dla nich przynętą – w końcu poza tym UPRem, nie ma żadnej partii, która oficjalnie by tę wartość promowała.

    To, że środowisko okołu UPRowskie, nie potrafi z siebie uczynić szerszej platformy dla wolnościowców, a traktowane jest jako przystanek między wycofaniem do mainstreamu a ostrzejszą kontestacją w obronie wolności, jest w dużym stopniu spowodowane przez Mikke, który całkowicie przejął tę markę i swoimi wyznawcami nadaje taki ton, a nie inny, mieszając, jak autor tego artykułu zauważa, swoje prywatne poglądy na wiele spraw, z czymś co faktycznie ludzi mogłoby przekonać. Co tu dużo mówić, Ronem Paulem to on zdecydowanie nie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *