Ekonomia i wolny rynek

Filip Paszko „Skąd się biorą cykle koniunkturalne?”

W ostatnich latach (a mam tu na myśli cały XX wiek) wszelki rozwój gospodarczy zaczęto tłumaczyć istnieniem tajemniczych cykli koniunkturalnych. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat narosło wiele kłamstw na temat fluktuacji gospodarczych. Powszechnie uważa się, że cykle koniunkturalne są czymś naturalnym, występującym od setek, czy nawet tysięcy lat. Typowy cykl średni (tzw. Cykl Juglara) powtarza się co 8-10 lat i składa się z 3 faz: rozkwitu, kryzysu i likwidacji. Co ciekawe jednak – i pomijane przez ekonomistów mainstreamowych – te fluktuacje nasiliły się dopiero w XIX wieku. Każdy logicznie myślący człowiek zacznie się zastanawiać, dlaczego? Przy wnikliwszej analizie dostrzeże nawet, że na Wyspach Brytyjskich (najpierw Anglia, od 1845 roku też Szkocja) cykle, odróżniane fazą głębokiego kryzysu, pojawiły się już w XVIII wieku. Co prawda potężny kryzys wstrząsnął też w III wieku Starożytnym Rzymem, wykażę jednak, że za każdym razem występuje tylko jedna przyczyna. Wykażę, że za cykl koniunkturalny odpowiada tylko i wyłącznie państwo.

W 1694 roku powstał Bank Anglii – pierwszy bank centralny. Powstał głównie po to (nie będę opisywał, w jak skandalicznych okolicznościach), by wyemitował pieniądze na spłatę angielskiego deficytu. Można by zapytać na jakiej podstawie bank drukuje papierowe pieniądze, przy obowiązującym standardzie złota? Ano Bank Anglii nie potrzebował podstawy – wyprodukował je z niczego (co jest notoryczne we współczesności, ale o tym później). Już w dwa lata po powstaniu Banku Anglii okazało się, że ilość wydrukowanych banknotów 20-krotnie przekracza liczbę (ilość, masę)użytkowanego złota. Doprowadziło to do tego, że mało kto decydował się na trzymanie pieniędzy w banku – były one de facto niewypłacalne. Zawieszono więc wypłaty „twardej” gotówki (złoto, srebro). Tak oto powstał, czy – lepiej – został „stworzony” pierwszy nowożytny kryzys monetarny, przedsmak tzw. cykli koniunkturalnych. W 1708 roku Bank Anglii zyskał kolejny przywilej – monopol na drukowanie papierowych pieniędzy bez pokrycia. Doprowadziło to w 1711 roku do ponownego zawieszenia wypłat. Kolejne takie sytuacji zdarzyły się w 1745, 1790 (w 1793 roku 1/3 banków w Anglii splajtowała) i w 1797 roku (trwało to do 1821). W 1844 roku sir Robert Peel zamierzał naprawić wadliwy system. Zrobił to jednak tak nieudolnie, że wypłaty zawieszono w 1847, 1857, 1866 roku. I tak aż do 1914 roku, kiedy to ostatecznie zrezygnowano ze standardu złota.

Czego mogła nas nauczyć historia pierwszych lat istnienia Banku Anglii? Tego, że to państwo tworzy kryzys. A wiadomo – w końcu kryzys się kończy i następuje okres prosperity (tak oto powstał cykl koniunkturalny). Nietrudno się domyślić, że wszystko zostało spowodowane odejściem od 100%. rezerw w złocie, czyli tworzenie pustego pieniądza. Wyjaśnijmy więc, jak to działa. [realistycznie przyjmijmy, że bank zajmuje się zarówno dawaniem kredytów, jak i działalnością depozytową]. Wpłacam do banku 10 000 złotych. Dostaję w zamian gwarancję, że mogę je odebrać w każdym momencie. Bank owe pieniądze może komuś pożyczyć. Załóżmy, że pożycza 5 tys. Janowi. Kredyt na rok ma oprocentowanie 10%. Oznacza to, że za rok Jan musi zwrócić 5500. Na koncie banku zostaje tylko połowa wpłaconej przeze mnie sumy. Gdybym w tym momencie poszedł odebrać swoje pieniądze, okazałoby się, że bank jest niewypłacalny – plajtuje (może jeszcze zawiesić wypłacanie gotówki, może również poprosić bank centralny o pożyczkę, lub sprzedać mu swoje aktywa). Ja jednak powstrzymam się od zabrania gotówki i poczekam rok. Po roku bank ma na koncie 10 500 zł. Oddaje mi 10 tys. +200 (jako odsetki 4%). Sam zarabia na tym 300 zł. Te 4% mojego zysku jest rynkową stopą preferencji czasowej. Zjawisko to oznacza, że przedkładam dobra wcześniejsze na dobra późniejsze, bądź – jak kto woli – konsumpcję przyszłą cenię wyżej, niż konsumpcję teraźniejszą. Tak to w wielkim skrócie wygląda przy 100%. rezerwach (niezależnie, czy złota, czy papierowego pieniądza). Jednak w czasach współczesnych, praktycznie żaden bank nie stosuje rezerwy 100%. Oblicza się, ile pieniędzy za swoich depozytów ludzie są gotowi odebrać jednorazowo. Jest to tzw. system rezerwy cząstkowej (w różnych krajach szacuje się ją na 10-20% wartości wszystkich depozytów). Dla potrzeb przykładu przyjmijmy, że jest to 10%. Ponownie wkładam do banku 10 tysięcy. Bank w rubryce „pasywa” wpisuje zobowiązanie wobec mnie, a po stronie aktywów wpisuje kwotę 19 tys. 18 tysięcy bank może teraz komuś pożyczyć (zostawiając tysiąc, jakbym miał wydatki). Kredytobiorca wydaje te 18 tysięcy, które w końcu trafiają do innego banku, itd… Jest to tzw. ekspansja kredytowa banku. A skąd bank wziął dodatkowe 9 000, skoro ja wpłaciłem ich 10? Z powietrza. Bank stworzył je z niczego. Gdybym chciał odebrać swoje pieniądze, bank okazałby się niewypłacalny. Tak oto działają współczesne banki – drukują pieniądze bez jakiegokolwiek pokrycia w depozytach. Banki notorycznie są bankrutami – wystarczy tylko zdać sobie z tego sprawę. Ta inflacja monetarna powoduje sztuczne uczucie prosperity. Może ono trwać długo, a odkryć je można w bardzo prosty sposób.

Gdy zaczyna się pokazywać inflacja, spada siła nabywcza pieniądza. W początkowym okresie inflacja powoduje, że ludzie rezygnują z zakupów, licząc na spadek cen w przyszłości. Chowają więc pieniądze do banków, co tylko napędza spiralę inflacyjną. Widząc, że ceny nie spadają, a rosną, ludzie postanawiają zabrać pieniądze z banków i wydać, póki jeszcze mają jakąś wartość. Szybko okazuje się, że banki są niewypłacalne. Run na banki powoduje plajty, na których najgorzej wypadają ostatni – nie dostaną swoich pieniędzy, bo ich po prostu nie ma. Wraz z plajtami banków plajtują przedsiębiorstwa, które posiadały w bankach gotówkę. Rośnie bezrobocie, spada produkcja, jednym słowem – krach. By temu zaradzić, bank centralny decyduje się na emisję pieniądza, co w teorii ma doprowadzić do zahamowania spadku produkcji. Niestety, efekt jest zgoła przeciwny, ceny dalej szaleją, a siła nabywcza pieniądza spada na łeb na szyję, aż staje się on wart tyle, co zwykła kartka. Bank obniża więc stopy procentowe [1]. Słowem – Wielki Kryzys. Powszechnie uważa się, że rynek zawiódł. Nie dostrzega się tego, że zawiodło państwo. Oto, czym jest cały cykl koniunkturalny. By jaśniej opisać, na czym polega sztuczny okres prosperity, posłużę się przykładem. Dzielimy wszystkich przedsiębiorców na dwie grupy: A (osiągających zyski) i B (pod kreską, walczących o samodzielny byt na rynku). Bank „rozdaje” kredyty i rozpoczyna ekspansję. Przedsiębiorcom z grupy A kredytu nie trzeba – osiągają zyski i sami mogą się rozwijać. Jednak klasa B jest zachwycona łatwością zaciągania kredytu, którego w normalnych warunkach nie mogliby dostać. Gdy rozwija się biznes w klasie B, okazuje się, że rośnie konkurencyjność na rynku pracy i maszyn, co powoduje wzrost kosztów produkcji. Przez to przedsiębiorcy klasy A, by pozostać konkurencyjni, zmuszeni są do wzięcia kredytu. Klasa A, wbrew swoim intencjom, zmuszona jest do włączenia się w napędzanie sztucznego prosperity. Tak oto powstaje bańka sztucznego boomu, który musi prowadzić do recesji. Wszyscy obudzimy się z kacem.

Jeżeli ktoś nadal nie czuje się przekonany, zaprezentuję, co wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych pod koniec XVIII wieku. Pierwszy bank centralny Stanów Zjednoczonych powstał w 1781 roku. W 1796 udzielił rządowi pożyczki (82 mln dolarów, bez pokrycia w złocie), co spowodowało wzrost cen o 72% na przełomie 5 lat. Kolejne banki komercyjne – za aprobatą banku centralnego – prowadziły politykę ekspansji kredytowej i inflacji. Już w 1814 roku żaden bank nie był w stanie wypłacić depozytów. Zawieszono wypłaty. To samo uczyniono w latach 1819, 1837, 1839, 1857. Inflacja monetarna na przełomie 1818 i 1819 roku wynosiła blisko 30%. Między 1830 1831 ilość pieniądza bez pokrycia wzrosła o kolejne 35%, by do stycznia 1832 wynieść 45,2%. Oto, czym jest tzw. cykl koniunkturalny. Je ciosem zadanym przez państwo zarówno przedsiębiorcom, jak i konsumentom. Jest dowodem na zawodność państwa. Fluktuacje gospodarcze są wywoływane przez państwo i to je należy winić za tego efekty!

Jak nie dopuścić do kolejnych cykli koniunkturalnych? Sposób jest bardzo prosty i zawiera się w dwóch słowach: wolna bankowość. System wolnej bankowości to taki, w którym banki traktowane są, jak każdy inny biznes na wolnym rynku. Trzeba zdać sobie sprawę, że w systemie wolnej bankowości banki mogą stosować rezerwy cząstkowe, ale na każde żądanie MUSZĄ wypłacić depozyt. Jakie są jednak ograniczenia ekspansji kredytowej banków w takim systemie? Przede wszystkim zaufanie. Gdy jeden bank zacznie drukować banknoty na potęgę, szybko okaże się, że nie jest w sanie tego czymkolwiek pokryć. Zaufanie buduje się latami poprzez szybkie spłacanie zobowiązań. Inne ograniczenia działalności inflacyjnej wiążą się ze społeczeństwem. Gdy ludzie, zamiast korzystać z not bankowych, wolą handlować przy pomocy złota i srebra, spada zapotrzebowanie na kredyt. Jaki jest jeszcze powód, dla którego banki będą ograniczały ekspansję kredytową? Zagrożenie runem na banki (run ma miejsce wtedy, gdy klienci banku tracą do niego zaufanie i zaczynają obawiać się, że bank nie ma zdolności do spieniężenia pokwitowań; ruszają do banku, o czym dowiadują się kolejni klienci, co szybko powoduje zamknięcie banku). Jest jednak jeszcze skuteczniejszy hamulec w systemie wolnej bankowości: po prostu ograniczona klientela każdego banku. Gdy w banku (przy założeniu rezerw cząstkowych) ktoś bierze kredyt, może te pieniądze wydać na co tylko chce. Sęk jednak w tym, że w systemie wolnej bankowości banków jest wiele i stała konkurencja ma swoje skutki. Załóżmy, że pieniądze (a w zasadzie pokwitowanie na nie) trafiają do klienta innego banku, niż tego, który pożyczał pieniądze. Ten ktoś udaje się do swojego banku i przedstawia kwit. Wtedy jego bank zwraca się do banku kredytodawcy, by przekazał należną kwotę. Ale przecież ten bank jest niewypłacalny – system rezerw cząstkowych doprowadza do plajty banku. Tak oto system wolnej bankowości jest najlepszym hamulcem dla różnych cykli koniunkturalnych. Z tych powodów wolna bankowość – nawet bez 100%. rezerw -, nie prowadząc do żadnego chaosu doprowadzi do równie stabilnego i nieinflacyjnego pieniądza, jak bankowość oparta na 100%. rezerwach.

__________________________
[1] Stopa procentowa jest to oprocentowanie, po jakim bank pożycza ludziom pieniądze. Nigdy nie jest równa naturalnej stopie preferencji czasowej, zazwyczaj jest zawyżona; w czasie recesji jest poniżej poziomu rynkowego. Ma to stymulować branie kredytów inwestycyjnych i pomóc w przezwyciężeniu kryzysów.