Krzysztof "Critto" Sobolewski

Krzysztof “Critto” Sobolewski : Państwo jako przeszkoda na drodze życiowej Człowieka

Wiele słyszy się bzdur na temat tego, jak to rzekomo państwo jest nam wszystkim „potrzebne”, „niezbędne” i jak to „bez niego marnie byśmy zginęli”. O tym, jak błędne i bzdurne są to twierdzenia, pisywałem już w innych esejach, takich jak np. „‚Dobroczynne’ łgarstwa państwowe”.

Tym razem celem moim jest potraktowanie sprawy państwa w życiu człowieka od drugiej strony: od tego, jak wielką przeszkodą staje się ono w normalnych planach życiowych każdego i każdej z nas.

Ile razy miałeś jakiś wielki plan – czy miał to być biznes, czy budowa domu, czy nadawanie radia, czy bliższe związki gospodarcze z kimś z zagranicy, czy cokolwiek, już chciałeś to realizować, miałeś środki, możliwości i zapał, gdy nagle okazywało się, że … niestety, NIE MOŻESZ tego zrobić, bo „prawo” (lewo) na to nie pozwala, a gdybyś mimo to zamierzał wprowadzić swoje marzenia w czyn, to stałbyś się „przestępcą” i byłbyś traktowany tak samo, jak bandyta, gwałciciel czy złodziej?

Za przestępstwo bez ofiar, polegające na nadawaniu radia bez koncesji (nie zakłócając nic nikomu) można trafić na kilka lat do więzienia, tego ulubionego przez lewodawców i urzędników miejsca, które tak chętnie polecają wszystkim zniewolonym przez siebie ludziom na okupowanym przez siebie terenie (ciekawe, że sami się tam nie kwapią).

NIELEGALNE (choć nie wiem, czy karalne) jest również świadczenie wielu pożytecznych i potrzebnych społecznie usług, takich jak na przykład prowadzenie lokalnej poczty (nie elektronicznej), lokalnej telefonii [1], lokalnego transportu płatnego bez zezwolenia[2], linii kolejowej i wielu innych potrzebnych usług, na które na wolnym rynku znajdują się chętni, i których jakość zapewnia stosunek popyt-podaż.

W takiej na przykład Polsce, istnieje ponad 100 różnych pozwoleń i upoważnień, na 100 różnych form działalności, i kilkanaście (docelowo – osiem) koncesji. Z tego, około 10 zezwoleń (i ani jednej koncesji!) dałoby się od biedy usprawiedliwić różnorakimi wymogami bezpieczeństwa — sanitarnego, budowlanego, przeciwpożarowego, ekologicznego itd. Większość to po prostu bezsensowne obrzydzanie życia i utrudnianie działalności — bo jak inaczej określić np. przymus uzyskania będącego tak naprawdę zezwoleniem ‚upoważnienia’ na DYSTRYBUCJĘ FILMÓW oraz ich produkcję? Jak inaczej określić przymus rejestracji każdej gazety i czasopisma? Jak inaczej określić przymus uzyskania koncesji na eksploatację niezakłócających niczyich pasm lokalnych nadajników radiowych, działających czasem w obrębie dzielnicy jakiegoś miasta?

Jest to po prostu bezsensowne utrudnianie życia — ale czy tylko? Czy organizacja tak potężna jak państwo będzie zachowywać się jak nielubiany starszy „kolega” z podstawówki, który stawał Ci wielokrotnie na drodze, nie pozwalał przejść i robił rozmaite inne przykrości? Na pewno nie.

Faktem znamiennym jest, iż tego rodzaju regulacje obowiązują w wielu państwach, choć najwięcej ich tam, gdzie niedawno jeszcze był „socjalizm” (komunizm), czemu należy się dziwić o tyle, iż wyzwoleni z jego okowów ludzie nie obalili ich w pierwszej kolejności, obok np. zniesienia cenzury[3]. W wielu przypadkach, celem jest po prostu odpowiednie „ustawianie” człowieka; przypominanie mu o tym, że jest PODDANYM państwa (szumnie zwanym ‚obywatelem’, rzekomo od jakichś ‚praw’), ‚studzenie’ jego dążenia do wielkości, które mogłoby zagrozić opartej na tyranii „wielkości” urzędów, urzędników i polityków, i, ogólnie, wywoływanie między nim a państwem więzi emocjonalnej typu „niewolnik-pan”.

Poza tym, w niektórych państwach lewodawcy[4] uchwalają rozmaite lewa po to tylko, aby zapewnić swoim kolesiom, kumotrom i tym, którzy ich „wynagradzają” (łapówkarzom) monopol na działalność, który, jak wiemy, dla osoby ją prowadzącej JEST opłacalny (inaczej nikt by o niego nie walczył). To również jest typowe dla niektórych państw ‚postsocjalistycznych’ oraz rozmaitych odległych republik, np. w Ameryce Południowej, określanych czasem mianem ‚republik bananowych’. A wszystko pod przykrywką „prawa” — słowa, które w XX wieku zostało najbardziej ze wszystkich zeszmacone i formalnie oznacza obecnie każdą wymuszoną przez klasę rządzącą podłość, tyranię i lewo, które na równi z prawdziwym prawem są egzekwowane przez tzw. ‚wymiar sprawiedliwości’.

Nie samymi jednakże zezwoleniami i koncesjami państwa niszczą kreatywność. Czynią to także, tworząc absurdalne regulacje prowadzenia biznesu i innej działalności, takie jak przysłowiowa już legalna krzywizna banana w Unii Europejskiej. Czynią to narzucając cła i bezsensowne regulacje zwane ‚prawem dewizowym’ (lewem dewizowym), którego celem jest powstrzymanie zbyt zdolnych ludzi przed realizacją swoich podstawowych praw ekonomicznych takich, jak posiadanie własności tam, gdzie zechcą (np. przez ograniczanie prawa do posiadania ‚za granicą’ kont bankowych czy nieruchomości). Czynią to również, komplikując i w sposób szkodliwy rozszerzając system patentowy (dokładniej, to o oprogramowanie), co działa szkodliwie na konkurencję i utrudnia życie każdemu twórcy i wynalazcy. Czynią to, tworząc na każdym kroku bezsensowną, szkodliwą biurokrację, która każdemu zdolnemu człowiekowi odbiera bardzo wiele zapału i chęci do działania – zwiększa natomiast potęgę państwa, rozszerzając jego kontrolę na każdą prawie dziedzinę, ze szkodą dla wszystkich uczciwych ludzi.

Wnioski i podsumowanie

Stojąc na naszej drodze, na drodze naszych życiowych planów, marzeń i aspiracji, państwo na pewno NIE JEST naszym przyjacielem. Jak może być naszym sprzymierzeńcem ktoś, kto popełnia wobec nas ZBRODNIĘ — bo jak inaczej nazwać państwowe utrudnianie życia, poparte jego zbrojnym przymusem w razie, gdybyśmy chcieli je obejść wbrew jego regulacjom? Jak nazwać takie działanie, któremu towarzyszy absurdalna ideologia propaństwowa, której celem jest wmawianie społeczeństwu, że to właśnie ta jednostka jest „przestępcą” bo narusza godzące w istotę ludzkiej wolności zakazy i nakazy, których celem NIE jest ochrona życia, wolności i własności, ale właśnie ich naruszanie?

Odrzucając więc teorie o tym, jakoby państwo było naszym „sprzymierzeńcem” czy „przyjacielem” (rzekomo w dodatku ‚jedynym’), ODRZUĆMY je moralnie jako zło, stojące na przeszkodzie w planach uczciwego człowieka, przeszkadzające w jego zgodnym z prawami boskimi i naturalnymi dążeniu do WIELKOŚCI i SAMOROZWOJU.

Potępmy państwową tyranię. Bądźmy świadomi tego, KTO naprawdę jest zły. Wyrzućmy propaństwową ideologię ze swoich serc i umysłów, i oczyśćmy je na zawsze z tego narkotycznego brudu. W swojej hierarchii wartości zaś, wstawmy to skrystalizowane i skodyfikowane zło działające na ziemi, którym jest państwo, tam, gdzie jego miejsce — wśród najgorszych, najbardziej znienawidzonych wrogów [5]. Choć nie należy otwarcie łamać ustanowionych przez nie lew (bo grożą za to tyraniczne kary), należy dążyć do ich ‚legalnego’ ominięcia, gdzie najprostszym wydaje się wyjazd z okupowanych terenów — nawet, jeżeli jedynym wyborem jest ucieczka spod władzy jednego państwa pod władzę drugiego, to istnieją takie państwa, które mało lub wcale utrudniają życie ludzkie. Można też przenieść się na wody międzynarodowe, gdzie można żyć praktycznie zupełnie swobodnie. Istotnym też jest wyrzeczenie się wszelkiego poddaństwa (szczególnie poddańczej ideologii) wobec państwa, od którego się uciekło. Przede wszystkim jednak, należy dążyć do krzewienia wśród ludzi antypaństwowej świadomości — świadomości tego, JAK BARDZO są krzywdzeni przez państwa, które rzucają im kłody pod nogi i uniemożliwiają samorealizację; należy im uświadamiać to, iż takie państwo w niczym nie różni się od złośliwego ‚kolegi’, który zatruwał w podstawówce życie [6].

Na zawsze należy pozbyć się jakiegokolwiek poczucia ‚wdzięczności’ czy ‚wierności’ wobec instytucji państwowej — instytucji, która na nic poza niechęcią i pogardą ludzką nie zasługuje; instytucji, która krzywdzi miliony ludzi na całym świecie, utrudniając i niszcząc również NASZE życie w imię absurdalnie pojętej ideologii ‚wyższego dobra’, lub bez żadnej ideologii w ogóle.

Wywołanie powszechnego sprzeciwu moralnego wobec ideologii państwowej doprowadzi do tego, iż państwa utracą posiadaną przez siebie absurdalnie wielką siłę i niezasłużony niczym autorytet. Stracą wszelkie swoje pozorne walory, i idące za nimi poparcie i legitymację społeczną. Tak obnażone, każde państwo i każda machina państwowa, prędzej czy później upadnie, albo chociażby zmniejszy się do rozmiaru takiego, który nikomu nie będzie zagrażał. A wtedy zwycięży WOLNOŚĆ — wolność do robienia zarówno zwykłych, jak i niezwykłych rzeczy na które mamy ochotę, a które są dla innych osób bądź pożyteczne, bądź po prostu nieszkodliwe i nic ich nie powinny obchodzić. I to właśnie zwycięstwo stało się również jednym z moich celów.

W Imię Wolności !!!

Krzysztof „Critto” Sobolewski

(c) Copyright by Krzysztof „Critto” Sobolewski 11.VIII.2001

[1] nowe „prawo telekomunikacyjne” w Polsce ma zmienić ten fakt; lokalne telefonie będą od jego wejścia „tylko” rejestrowane, nie będzie potrzebne żadne zezwolenie. Ale ten esej w małym stopniu dotyczy Polski — raczej chodzi o inne państwa. W wielu spośród nich zewolenia czy koncesje telekom. są wymagane, albo wręcz gwarantowany jest monopol telekomunikacyjny …

[2] w Polsce istnieje projekt nowej ustawy „Prawo przewozowe” ktory w absurdalny sposób skomplikuje życie przewoźnikom oraz znacznie ograniczy ich liczbę. W wielu innych państwach prawo do czynienia ze swego pojazdu użytku na rzecz przewozów pasażerskich lub towarowych jest jeszcze bardziej skomplikowane …

[3] cenzura została w Polsce rzeczywiście zniesiona w 1990 roku. Specjalna ustawa OBALIŁA „ustawę o kontroli publikacji i widowisk”, która była za cenzurę odpowiedzialna. Zniesiony został też zajmujący się tym urząd.

[4] ponieważ tyranicznych regulacji nie można nazwać ‚prawem’ (a są one tak potocznie nazywane) więc wymyśliłem przeciwstawną nazwę „lewo” (szkoda, że tylko w jęz. polskim ma ona sens…). Dalej – to już ‚radosna słowotwórczość’. Twórca prawa jest zwany ‚prawodawcą’, analogicznie więc, twórca LEWA powinien się nazywać ‚lewodawcą’

[5] krytyka moja dotyczy państwa jako takiego, jako idei, oraz legitymizującej je ideologii państwowej, NIE konkretnego państwa, np. Polski, Niemiec, Rosji czy Hiszpanii. Sam fakt przymusowości danej organizacji powinien nastawiać nas wobec niej nieprzyjaźnie.

[6] państwo jest nawet gorsze — bo nielubiany ‚kolega’ z czasem wyrastał ze szczeniackiej złośliwości, czasem zostawał nawet przyjacielem czy współpracownikiem. Państwo zaś NIE wyrośnie nigdy ze swojej wredoty; przeciwnie, chce ono, abyśmy my, dorastając, dojrzewając i żyjąc „dojrzewali” do bycia coraz lepszymi jego niewolnikami. Dlatego m.in. państwa potrzebują „publicznego” szkolnictwa

***

Tekst został wcześniej opublikowany na stronie autora http://liberter.webpark.pl/

9 comments

  1. Staszek27

    ,,[3] cenzura została w Polsce rzeczywiście zniesiona w 1990 roku” – proszę zapoznać się *konstytucją* RP (tak, to właśnie na tym poziomie zniesiono wolność słowa), artykuł 13.

  2. Faer

    E, wolność słowa w pełni chyba w żadnym państwie nie występuje. To tak jak wolny rynek, niektóre państwa prowadzą politykę poszerzenia jego zakresu, ale żadne nie realizuje go w pełni.

  3. Faer

    Oczywiście, że nie. Po prostu chciałem zauważyć, że wolność słowa nie jest odwieczną wartością wpisana w demokrację. U nas wcale nie jest gorzej niż np. w Europie Zachodniej.

  4. Staszek27

    Czy ja twierdzę, że demokracja (już z nazwy – rządy d…) gwarantuje wolność słowa? Demokracja to po prostu rządy ludu – jak lud zażąda ograniczenia wolności słowa, to co? Nie ograniczysz to znaczy, że postąpiłeś wbrew ludowi! Ba, na zachodzie państwo zawłaszcza sobie nawet prawo do intepretacji historii…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *