Samuel E. Konkin III wywiady

„Anarchia, Agora, Akcja” – wywiad z Samem E. Konkinem 3

Wywiad ukazał się w magazynie Mindfuck # 1
_________________

Samuel E. Konkin 3, szerzej znany jako SEK3, to niewątpliwie jedna z barwniejszych i bardziej zasłużonych postaci amerykańskiego ruchu wolnościowego. Od ponad trzydziestu lat Sam znajduje się w samym centrum wydarzeń (anty)politycznych, jako teoretyk (New Libertarian Manifesto), redaktor (m.in. New Libertarian, Agorist Quarterly, FreFanzine), wydawca („New Isolationist”), utalentowany pisarz („Agent for Anarchy”, „The Statesman”, „Dragon’s Bane”), organizator (Movement of Libertarian Left, Agorist Institute, Karl Hess Club) i aktywista rozwijający najskrajniejszy nurt myśli wolnościowej, zwany ze względu na bardzo krytycznego stosunek nie tylko do państwowego kapitalizmu ale i jego instytucjonalnych podstaw, takich jak choćby wielkie korporacje, lewicowym libertarianizmem bądź też agoryzmem (od greckiego słowa ‚agora’ znaczącego ‚otwarty rynek’). O roli, jaką odegrał w środowisku libertariańskim najlepiej niech świadczy fakt, iż stał się on inspiracją dla bohaterów kilku popularnych powieści science fiction (Victor Koman „Kings of the High Frontier”, J. Neil Schulman „Alongside Night”, L. Neil Smith „The American Zone”). I to nie jakichś tam drugoplanowych postaci, cichutko przemykających po kartach książek, ale prawdziwych rewolucjonistów. Sami przekonajcie się dlaczego…

MindFuck: Zanim zaczniemy właściwą część tego wywiadu, chciałbym Cię prosić o zdefiniowanie terminu, który jak sądzę będzie wielokrotnie przytaczany podczas naszej rozmowy, a który wbrew temu, co sądzi wiele osób wcale nie jest jednoznaczny. Czym jest dla Ciebie libertarianizm?

SEK3: Libertarianizm to nic innego jak wolnorynkowy anarchizm, choć czasem używa się tego określenia także w odniesieniu do mniej radykalnych wolnościowców. Twórcami tej nazwy byli europejscy wolnomyśliciele odrzucający predestynację na rzecz wolnego wyboru, jednak z biegiem czasu zaczęła ona być kojarzona głównie z anarchistami. Na początku lat 40-tych ubiegłego wieku za sprawą Leonarda Reada [1] zaczęli jej używać także amerykańscy klasyczni liberałowie, którzy nie chcieli się pogodzić z zawłaszczaniem terminu liberał przez tutejszą lewicę i którzy wraz z niedobitkami tzw. Starej Prawicy [2] utworzyli koalicję występującą przeciwko postępującej w Stanach faszyzacji ukrytej pod sloganami Nowego Ładu (ang. New Deal). Sojusz ten okazał się jednak być krótkotrwałym. Wraz z obraniem Eisenhowera na prezydenta USA i śmiercią Roberta Tafta, stojący na czele pro-państwowych konserwatystów William Buckley [3] odwrócił się od swych niedawnych sprzymierzeńców powołując tym samym do życia tzw. Nową Prawicę, zaś izolacjoniści skupieni wokół Murraya Rothbarda [4] związali się z rodzącą się właśnie Nową Lewicą. W połowie lat pięćdziesiątych Rothbard doszedł do wniosku, że logiczną konsekwencją jego poglądów jest anarchizm i zaczął pozyskiwać dla niego swoich nowojorskich współpracowników. Na zachodnim wybrzeżu podobną metamorfozę przeszedł Robert LeFevre [5].

MindFuck: Niestety wiele osób utożsamia libertarianizm, z Libertarian Party. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że to właśnie LP jako pierwsza zdefiniowała ten termin. Mógłbyś ich wyprowadzić z błędu?

SEK3: Powołanie LP zostało wyprzedzone o ładnych parę lat przez rozłamy, do jakich doszło w 1969 roku na konwencjach Students for Democratic Society [6] i Young Americans for Freedom. [7] „Prawicowi” libertarianie z YAF’u i „lewicujący” wolnorynkowi anarchiści z SDS-u spotkali się wówczas na historycznej konferencji zwołanej przez Murraya Rothbarda i Karla Hessa [8] podczas Columbus Day weekend w Nowym Yorku. W lutym 1970 Robert LeFevre zorganizował jeszcze większe spotkanie w auli University of Southern California, w której uczestniczył m.in. Karl Hess, były przewodniczący SDS-u Carl Oglesby i wszystkie inne szychy rodzącego się właśnie ruchu wolnościowego. Po kalifornijskiej konferencji w całym kraju zaroiło się od uczelnianych komórek Libertarian Alliance; sam w ciągu kilku miesięcy 1970 r. zorganizowałem pięć w Wisconsin i nieco później (1971-1973) kilkanaście w Nowym Yorku i jego okolicach.

Libertarian Party to późniejsza historia. Jej pierwsza „prawdziwa” kampania odbyła się dopiero w 1973 kiedy to Fran Youngenstein postanowiła wystartować w wyborach na burmistrza Nowego Yorku. Warto tu wspomnieć, że była to jedyna kampania, w której anty-polityczni (czy jakby to powiedzieli Europejczycy anty-parlamentarni) libertarianie współpracowali z partyarchami (z ang. partyarchs) tj. anarchistami upatrującymi szansy dla realizacji swych postulatów w uczestnictwie w demokratycznych wyborach. W owym czasie ruch libertariański rozrósł się z garstki osób mieszczącej się w sypialni Murraya (i Wolnej Szkole LeFevre, później przemianowanej na Rampart College) do dziesiątek tysięcy zapalonych aktywistów rozsianych w kraju i zagranicą (głównie w Wielkiej Brytanii i Australii). Niestety wraz z pojawieniem się partii „libertariańskiej” liczba osób przystępujących doń zaczęła spadać.

MindFuck: Czy to prawda, że pierwsza LP została powołana dla żartu?

SEK3: Owszem, a stało się to za sprawą Eda Butlera (redaktora popularnego w latach 60-tych Westwood Village Square), Gabriela Aguilara i Chrisa Shaefera. Ci anty-partyjni libertarianie blisko związani z LeFevrem i A. Galambosem [9] na rok przed słynnym przyjęciem bożonarodzeniowym, na którym David Nolan ogłosił powstanie Libertarian Party zarejestrowali tą nazwę w kalifornijskim sądzie w celu robienia sobie jaj z procesu demokratycznego. Zresztą prawdę mówiąc mało kto traktował jej powołanie poważnie. Rothbard i jego libertariańscy przyjaciele nabijali się z niej nawet w czasie kampanii prezydenckiej Hospersa i Nathan [10]. Także niektórzy kandydaci startujący w wyborach z jej ramienia nie podchodzili do swej roli zbyt serio, np. Walter Block [11] ubiegający się o miejsce w nowojorskim State Assembly rozdawał ludziom naklejki z napisami „Block for Disassembly” (nieprzetłumaczalna na j. polski gra słów). Najpewniej nie przetrwałaby ona i roku gdyby nie to, że jeden z republikańskich elektorów Roger MacBride wyłamał się z szeregu i zamiast oddać głos na Nixona w czasie głosowania w Electoral College (ciała, które w Stanach wybiera prezydenta) postawił na Hospersa. [12]

MindFuck: W okupowanej Francji istniał zwyczaj golenia głów kobietom kolaborującym z Niemcami. Którzy „libertarianie” (poza LP) zasługują Twoim zdaniem na podobną karę za kolaborację z państwem?

SEK3: Muszę przyznać, że podoba mi się to porównanie do ruchu oporu. Wydaje mi się jednak, że istnieją dwie zasadnicze różnice pomiędzy francuską maquis a libertarianami i wcale nie chodzi tu o sposób w jaki traktujemy swych wrogów. Po pierwsze nie pasożytujemy na ekonomii wroga, a budujemy sprawniejszą w podziemiu, po drugie, (póki co) państwo nie pozbawiło nas prawa do otwartego głoszenia poglądów i rekrutowania nowych członków. Podejrzewam jednak, że jak tylko zaczniemy stanowić dla niego realne zagrożenie to, to drugie rozróżnienie straci swoją aktualność.

MindFuck: Niektórzy zostają libertańanami po przeczytaniu powieści Ayn Rand [13], innych przekonują do tego książki Heinleina czy np. Rothbarda. Jak Ty odkryłeś, że jesteś libertarianinem?

SEK3: W moim przypadku „inicjacja” odbyła się za sprawą powieści Heinleina „Luna to surowa pani”. Gdy dowiedziałem się, że jeden z jej głównych bohaterów, Bernardo de la Paza, był literackim odbiciem realnie istniejącej osoby (Roberta LeFevre), potraktowałem zawarte w niej idee na serio. Początkowo związałem się z Frankiem Meyerem [14] i jego fuzjonistami łączącymi idee libertariańskie z konserwatywnymi, później jednak zaczęły do mnie bardziej przemawiać prace Ludwiga von Misesa [15] (którego poznałem na trzy lata przed jego śmiercią). Już wówczas słyszałem o Murray’u Rothbardzie, ale otaczająca go fama pro-komunistycznego izolacjonisty zniechęcała mnie do zainteresowania się jego ideami. Przekonał mnie do tego dopiero spotkany na kalifornijskiej konwencji YAF-u radykalnie antykomunistyczny wolnorynkowy anarchista Dana Rohrabacher. W owym czasie był on charyzmatycznym przywódcą studenckim, który dzięki wsparciu finansowemu udzielonemu mu przez Roberta LeFevre, podróżował z gitarą po całym kraju i inspirował młodzież swymi płomiennymi pieśniami do zakładania lokalnych komórek Libertarian Alliance i Society for Individual Liberty. Parę lat później skusiła go działalność polityczna najpierw dzięki libertariańskiemu miliarderowi Charlesowi Kochowi dwukrotnie startował w republikańskich prawyborach (bez większych rezultatów), później został autorem przemówień Ronalda Reagana, by w końcu zasiąść w Izbie Reprezentantów jako kongresman z Orange County (Kalifornia). Ten ostatni urząd sprawuje zresztą do dziś i choć nadal przejawia pewne libertariańskie sympatie daleko mu choćby do Rona Paula. Jednak w 1969-71, Dana Rohrabacher był niewątpliwie najskuteczniejszym i najbardziej lubianym libertariańskim aktywistą, bez którego moim zdaniem w ogóle nie byłoby ruchu wolnościowego. Był on też jednym z moich najbliższych przyjaciół, do czasu gdy startując w wyborach do Kongresu nie przegiął pały.

MindFuck: Skoro już o tym mowa… Co sądzisz o Ronie Paulu [radykalny libertarianin z Teksasu zasiadający w Izbie Reprezentantów z ramienia Republikanów]? Wielu partyarchów skonfrontowanych z woluntarystycznymi argumentami przeciwko uczestnictwu w wyborach wskazuje na niego i pyta – „Spójrz na Rona, czy naprawdę sądzisz, że przyczynia się on do klęski ruchu wolnościowego?” Jakbyś odpowiedział na to pytanie?

SEK3: Ron Paul to człowiek, który pod wieloma względami należy do zupełnie innej epoki.
Jest on ideowym spadkobiercą zasiadającego w latach 60-tych i 70-tych kongresmana z lowy H.R. Grossa i ulubionego kongresmana Rothbarda, Howarda Buffetta z Nebraski pełniącego tę rolę w latach 50-tych. Ba, można by się nawet pokusić o porównanie go do Johna Randolpha senatora pierwszej kadencji, który porzucił jeffersonowską Partię Republikańską, w proteście przeciwko zdradzie rewolucyjnych ideałów. Jeśli przyjrzeć się uważniej historii amerykańskiego parlamentaryzmu to odniesie się wrażenie, że 435-osobowa Izba Reprezentantów skłonna jest tolerować jednego uczciwego członka, być może w charakterze listka figowego, albo też jako znak tego, co winni oni robić w teorii. Zauważ, że nigdy nie zdarzyło się by dwie takie osoby zasiadały w jednej kadencji, nigdy też nie udało się nikomu przełamać partyjnego oligopolu. Jednak to, co jest w tej sprawie najistotniejsze to fakt, że nawet Ron nie miał dość jaj by wraz z Demokratką Barbarą Lee zagłosować przeciwko wystosowanej przez Jerzego III Busha Deklaracji Wojny (Przeciwko komu? Jakiemu nieprzyjacielskiemu państwu?). No i w końcu, Paul jest zbyt niezależny by poddać się dyktatowi Republican Liberty Caucus [16], efektu ostatniej jak dotąd próby stworzenia wewnątrz-systemowej alternatywy dla klęsk Libertarian Party.

MindFuck: Wielu libertarian dopatruje się początków zorganizowanego ruchu libertariańskiego w wydarzeniach, jakie miały miejsce na konwencji Young Americans for Freedom w St. Louis. Byłeś jednym z jej uczestników, mógłbyś powiedzieć naszym czytelnikom co tam takiego się wydarzyło?

SEK3: Z pośród wszystkich spraw, które wiatach sześćdziesiątych spędzały sen z powiek amerykańskiej młodzieży, najważniejszymi były zakończenie wojny w Wietnamie, zniesienie przymusowego poboru do wojska, legalizacja narkotyków i zagwarantowanie prawa do protestu. Dla urzeczywistnienia tych celów libertarianie musieli współdziałać z Nową Lewicą (SDS, etc.), gdyż tradycjonalni konserwatyści z YAF-u, których nazywaliśmy „trads” ostro im się sprzeciwiali. Powodem dla którego YAF przyciągnęła tak wielu wolnościowców, był fakt, że jej pierwszym przewodniczącym był libertarianin Bob Schuchman. To właśnie za jego sprawą organizacja ta przyjęła nazwę Młodzi Amerykanie na rzecz Wolności, a nie np. Młodzi Konserwatyści, co byłoby dużo bliższe prawdzie, gdyż większość jej członków identyfikowała się z Williamem F. Buckleyem i wydawanym przez niego pismem National Review. Początkowo współpraca w ramach YAF’u układała się jako tako, ale na początku 1969 roku trads zaczęli oczyszczać organizację z „niechcianych elementów”; nie tylko libertarian, ale także z obiektywistów (zwolenników filozofii Ayn Rand), katolików (większość trads była protestantami), separatystów itd. Na skutek tej czystki z YAF’u wyleciały niemal wszystkie lokalne oddziały z Wschodniego Wybrzeża i Kalifornii, które w całości były kontrolowane przez libertarian. Część z nich postanowiła walczyć o swoje prawa na krajowej konwencji w St. Louis. W tym czasie trads pozbyli się już swej maski „konserwatystów z wolnościową twarzą” i dopuścili do udziału w zjeździe raptem dwustu libertariańskich delegatów (z przeszło tysiąca niedopuszczonych osób ponad połowa była libertarianami i/lub przeciwnikami tradycjonalistycznego kierownictwa). Część, tak było np. w moim wypadku, została wpuszczona na salę obrad przez jednego z przyszłych członków zarządu Davida Keene jako jego lojalni zwolennicy, ale szybko obróciła się przeciwko kierownictwu, gdy za sprawą Rohrabachera i Dona Ernsberga (późniejszego założyciela SIL) usłyszała, co trads wyrabiają z ich znajomymi.

Do największej jazdy doszło jednak w trakcie obrad. Jeden z moich najbliższych przyjaciół Jared Lobdell na posiedzeniu podkomisji przygotowującej nowy statut YAF’u próbował doprowadzić do kompromisu w kwestii zniesienia przymusowego poboru i być może nawet by mu się to udało gdyby nie to, że jeden z rothbardiańskich delegatów (a było ich raptem około dwudziestu) na oczach wszystkich uczestników spalił swoją kartę powołania do armii. Jak się później dowiedziałem była to tylko jej kserówka). Doprowadziło to tradsów do prawdziwego szału, wybuchła bójka, która później przerodziła się w uliczne zamieszki z policją. Wiadomo, lata sześćdziesiąte… Kierownictwo YAF-u przegłosowało później rezolucję o wykreśleniu wszystkich libertarian z listy członków organizacji. Nie wszędzie jednak tradsom udało się ją w pełni zrealizować, np. w Wisconsin gdzie wówczas mieszkałem, kilka osób uchroniło się przed czystką dzięki swej bliskiej znajomości z Keenem i Lobdellem. Słysząc o takim obrocie spraw do Wisconsin przybył Dana Rohrabacher. Teoretycznie celem jego wizyty było wspomożenie prowadzonej przez Keena kampanii do senatu stanowego, w praktyce jednak chodziło mu głównie o zasianie fermentu w campusie University of Wisconsin. I o ile to pierwsze zadanie nie specjalnie wyszło (David przegrał wybory), to drugie zakończyło się sukcesem – opuściwszy wraz z dwójką przyjaciół YAF wraz z trójką YIPpies’ów założyliśmy w końcu ’69 r. University of Wisconsin Libertarian Alliance.
Ówcześni libertarianie mogliby wam opowiedzieć dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii. W przeciągu kilku miesięcy każda amerykańska uczelnia dorobiła się własnego oddziału Libertarian Alliance i/lub Society for Individual Liberty. Co roku odbywały się co najmniej dwie/trzy ogólnokrajowe konferencje (w Nowym Yorku, Filadelfii lub Los Angeles).
A wszystko to o lata poprzedziło powstanie „Libertarian” Party.

MindFuck: Na przełomie lat 60-tych i 70-tych wielu libertarian ściśle współpracowało z grupami radykalnej lewicy, Karl Hess był członkiem Czarnych Panter i Students for Democratic Society, Rothbard współdziałał z Murrayem Bookchinem w nowojorskim Left-Right Anarchist Supper Club. Kontakty miedzy tymi środowiskami dość szybko się jednak urwały, dlaczego?

SEK3: Dwie całkowicie odmienne historie. Nieporozumienia między Rothbardem a Bookchinem wynikały z rywalizacji o młodych adeptów, choć oni sami zarzekali się, że chodziło przede wszystkim o różnice ideowe. Jeśli zaś chodzi o Karla Hessa i jego współpracę z SDS-em i Czarnymi Panterami to została ona przerwana przez rozwiązanie tych organizacji. Nigdy nie porzucił jednak swych sympatii dla Nowej Lewicy, czego wyrazem była choćby działalność w ramach Institute for Policy Studies (i Industrial Workers of the World przyp. red.). W połowie lat 80-tych ponownie nawiązał kontakty ze swymi dawnymi przyjaciółmi z ruchu libertariańskiego i tak w 1985 wraz z Rothbardem, LeFevrem, Dougiem Caseyem, Johnem Pugsleyem i Robertem Kephartem zasiadł w gronie założycieli The Agorist Institute. W późniejszym okresie swego życia spuścił z tonu na tyle by zostać redaktorem naczelnym ogólnokrajowej gazety wydawanej przez Libertarian Party, okazało się jednak, że praca jaką wykonał poszła na marne, gdyż po tym jak zapadł na nieuleczalną chorobę, nie znalazł się nikt, kto dalej by ją pociągnął.

MindFuck: W jednym z pierwszych numerów wydawanego przez siebie pisma „New Libertarian Notes” kłóciłeś się z Davidem Nolanem [założycielem Libertarian Party] o moralność uczestnictwa w wyborach, zarzucając mu zdradę wolnościowych ideałów, by w parę miesięcy później wstąpić do Free Libertarian Party of New York. Brak konsekwencji, nagła zmiana ideałów czy próba rozwalenia partii od środka?

SEK3: O ile dobrze pamiętam, to ta debata miała miejsce dopiero w 17 numerze z 1972 roku, po którym zresztą Laissez Faire Books [17] odmówiło dalszego kolportażu NLM. Najwyraźniej nie spodobało im się jej porównanie do tej, jaką w latach siedemdziesiątych XIX wieku prowadził Lysander Spooner z senatorem Thomasem Bayardem… [18] Co zaś się tyczy zdrady ideałów… Rzeczywiście parę miesięcy później wstąpiłem do Free Libertarian Party of New York. Jej nazwa wzięła się stąd, iż tamtejsza Liberal Party zagroziła szefostwu LP w NY sprawą sądową za wprowadzanie w błąd wyborców). Ed Clark założyciel nowojorskiego oddziału Libertarian Party, nim przeprowadził się do Kalifornii, przekazał jej kierowanie mojemu koledze, Jerremu Klasmanowi, ten zaś spytał się mnie, czy nie chciałbym zasiąść w jej zarządzie. Zgodziłem się, uczciwie jednak zaznaczając, że z przyczyn ideologicznych będę dążył do jej samo rozwiązania. Jerremu to nie przeszkadzało, więc pod koniec 1972 roku stałem się członkiem LP. Co więcej, rok później pomimo bezkompromisowej postawy zostałem ponownie obrany na członka zarządu, uzyskując największą liczbę głosów.
Niestety nie udało mi się wprowadzić doń innych członków Radical Caucus. (Mojej ówczesnej narzeczonej Nonie Aguliar zabrakło raptem kilku głosów). Do decydującego starcia pomiędzy nami a „Anarchocentrystami” z Manhattanu doszło jednak dopiero w 1974 roku, podczas kolejnego zjazdu wyborczego partii. Ponieważ nikt z nas nie zamierzał ubiegać się o władzę, odmówiliśmy wejścia na salę konwencyjną i rozłożyliśmy się z naszym kramikiem przy wejściu by sprzedawać NLM. Naszym hasłem stało się – „Jeśli chcecie zmieniać świat zacznijcie od siebie. Najpierw obalcie władze Partii, a później zabierajcie się za obalanie władzy Państwa”. Ku zaskoczeniu Rothbarda i Garego Greenberga, stojących na czele centrystów, nasze stanowisko zaczęło zyskiwać sobie coraz więcej sympatyków i wyglądało na to, że delegaci rozejdą się bez podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Wyraźnie sfrustrowany Murray widząc, że nie jest w stanie opanować chaosu wskazał na mnie palcem i spytał „Czy On naprawdę jest jedyna osobą, która rozumie o co tutaj chodzi?”.
Zanim ostatecznie pożegnaliśmy się z FLP udało nam się jeszcze uzyskać status delegatów na zjazd krajowy partii w Dallas. Zamierzaliśmy tam ponowić naszą taktykę blokowania obrad, udało nam się nawet pozyskać w tym celu ludzi z innych miast, w tym Erica Scotta Royce i jego kumpli, niestety nasza akcja nie przyniosła aż takich rezultatów jak Nowym Yorku. Główna batalia rozegrała się bez naszego udziału między zwolennikami Nolana a Eda Crane [19] i skończyła się zwycięstwem tego ostatniego. W tym momencie nasze członkostwo w LP straciło sens i w kilka dni później wraz z kilkoma pozyskanymi w Dallas zwolennikami (w tym Roycem, który do dziś udziela się na łamach wydawanych przeze mnie publikacji) opuściliśmy partię na zawsze.

MindFuck: W 1971 roku współorganizowałeś Freedom Conspiracy’s Columbia Libertarian Conference podczas której doszło do ostrego sporu pomiędzy Tobą a guru klasycznych liberałów Miltonem Friedmanem. Mógłbyś powiedzieć, o co się pokłóciliście?

SEK3: Po wygłoszonym wykładzie wujcio Miltie zgodził się odpowiedzieć na parę pytań z publiki, ale tylko tych spisanych na kartce. Napisałem więc: 1) Czy miał Pan coś wspólnego z ponownym wprowadzeniem podatku dochodowego? A jeśli tak, to 2) Czy Pan tego żałuje? 3) Czy zrobiłby to Pan jeszcze raz? Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu odpowiedział na nie bez mrugnięcia okiem, choć jak sądzę nie spodziewał się, że reakcja zgromadzonych będzie tak ostra, jaką się okazała – 1) Tak, uważałem, że było to niezbędne dla sfinansowania działań wojennych w czasie Drugiej Wojny Światowej. 2) Nie, nie żałuję gdyż w moim przekonaniu wojna ta była usprawiedliwiona. 3) Tak, w podobnych okolicznościach zrobiłbym to jeszcze raz. Po wygłoszeniu tych trzech krótkich zdań Friedman stracił sympatię całej publiczności, jego poglądy zostały odrzucone przez olbrzymią większość ruchu wolnościowego i od tego czasu, aż po dziś dzień ustępują one pola austriackiej szkole w ekonomii [20] propagowanej przez Ludwiga von Misesa i Murraya Rothbarda.

MindFuck: Od czasu tamtej konferencji wielu libertarian odrzuca szkołę chicagowską, czy szerzej neoklasyczną ekonomię jako niemożliwą do pogodzenia z wolnościowymi ideami. Nie sądzisz, że to lekkie przegięcie, w końcu wielu jej przedstawicieli jest anarchistami…

SEK3: Nie. Moim zdaniem Rothbard udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że „chłopcy z Chicago” są w najlepszym wypadku nieszkodliwymi reformatorami, a w najgorszym apologetami faszystowskiego reżimu Augusto Pinocheta i niewiele od niego odbiegającego syjonistycznego rządu Menachema Begina.

MindFuck: Czy mieszkając w latach 70-tych w Nowym Yorku miałeś okazje uczestniczyć w legendarnych już „wieczorkach towarzyskich” w domu państwa Rothbard’ów?

SEK3: Owszem, do dziś bardzo mile je wspominam i choć w owym czasie ruch wolnościowy nie mieścił już się w sypialni Murraya Rothbarda, nadal było to najmodniejsze miejsce jego schadzek.

MindFuck: Jak powszechnie wiadomo Rothbard nie przebierał w słowach i jego niewyparzony język nie raz doprowadzał do konfliktów i rozłamów. Jakie były Twoje doświadczenia ze współpracy z nim?

SEK3: Prawdę mówiąc, Rothbard rzadko był odpowiedzialny za rozłamy na tle towarzyskim.
Wręcz przeciwnie, jak napisałem kiedyś na łamach NLM, przypominał Woodego Allena, z tym tylko, że zdecydowanie lepiej od niego znał ekonomię. Tak na marginesie, Woody też jest anarchistą, choć nie wolnorynkowym. Wracając jednak do Murraya, początkowo był on zdecydowanym przeciwnikiem Libertarian Party, napisał nawet kilka artykułów, w których sprzeciwiał się uczestnictwu libertarian w wyborach, byłem więc bardzo zaskoczony, gdy zdecydował się poprzeć Fran Youngstein startującą z ramienia LP w wyścigu o fotel burmistrza Nowego Yorku. Być może chciał w ten sposób pozyskać dla ruchu młodych głodnych sukcesu ludzi, a zwłaszcza piękne kobiety takie jak Fran i jej koleżanki z IBM (śmiech)? Nie wiem… W każdym bądź razie doszło między nami na tym tle do konfliktu, nigdy jednak nie przyjął on takich rozmiarów jak np. pomiędzy Rand, a Brandenem, czy Galambosem, a Jayem Snelsonem [21]. W przeciwieństwie do nich Rothbard zdecydowanie opierał się tworzeniu kultu idoli, więc pomimo różnicy zdań nigdy nie odmawiał mi pomocy i z radością podsyłał nowe artykuły do wydawanych przeze mnie pism. W latach osiemdziesiątych nasza współpraca ponownie się zacieśniła. Razem wystąpiliśmy przeciwko rosnącym wpływom rodziny Koch, która naszym wspólnym zdaniem zagrażała ruchu libertariańskiemu uzależniając go od pieniędzy garstki miliarderów. [22] Gdy więc blisko współpracujący z Charlesem Kochem, Ed Crane wyrzucił Murraya z Cato Institute pozbawiając go jego udziałów zaoferowałem mu „posadę” redaktora New Libertarian, na która on z chęcią przystał. W kilka lat później został też jednym z akademickich doradców założonego przeze mnie Agorist Institute. Aktywnie korespondowaliśmy ze sobą, przez całe lata dziewięćdziesiąte, aż do jego przedwczesnej śmierci w 1995 roku.

MindFuck: Wiele osób twierdzi, że pod koniec życia Rothbard zacieśniając swoje związki z konserwatywną prawicą porzucił nie tylko ruch wolnościowy, ale także wolnościowe ideały. Czy to prawda?

SEK3: Prof. Murray Newton Rothbard zawsze pozostawiał sobie sporą swobodę w dobieraniu sprzymierzeńców, nigdy jednak nie porzucił tego, co sam nazywał „twardym rdzeniem” ortodoksyjnego libertarianizmu. Prawdą jest, że ostatnie lata swego życia poświęcił próbie odbudowania na paleolibertariańskiej bazie [23] Starej Prawicy nie wiązało się to jednak z żadnymi kompromisami. Od wczesnych lat pięćdziesiątych, pomimo nieskrywanego anarchizmu Murray był m.in. jako dziennikarz National Review (z którego został wyrzucony w 1957) prominentnym działaczem prawicy. Jego prawicowi współpracownicy odwrócili się jednak od niego, gdy wraz ze swymi lewackimi przyjaciółmi zaczął aktywnie uczestniczyć w antywojennych wystąpieniach i oskarżać amerykańską prawicę o porzucenie swych starych anty-imperialistycznych ideałów. Później został odsunięty od obiektywistycznej śmietanki towarzyskiej, gdy pomimo swego ateizmu odmówił uczestnictwa w siłowej dechrystianizacji swej żony. [24]
W latach sześćdziesiątych z zapałem oddał się współpracy z Nową Lewicą porzucając ją dopiero wówczas, gdy została ona całkowicie zdominowana przez przeciwnych jego anarchizmowi stalinistów i maoistów. W wyborach prezydenckich w 1972 roku zastanawiał się nad poparciem liberalnego republikanina Marka Hatfielda (co zjeżyło włos na głowie tak wolnościowcom jak i konserwatystom), ten jednak porzucił zamiar kandydowania. Koniec końców, pomimo wieloletniej współpracy z antywojennym skrzydłem Demokratów zagłosował na Nixona, wierząc, że jest on mniejszym złem niż McGovern.
Od samego początku jej istnienia sprzeciwiał się Libertarian Party wierząc, że jest jeszcze na nią za wcześnie. Gdy jednak zyskała ona popularność wśród jego znajomych postanowił się do niej przyłączyć i wykorzystać swe wpływy do przekształcenia ją w hard corową organizację wolnościową na wzór leninowskiej organizacji rewolucyjnej. Jego pryncypialność nie przysporzyła mu jednak zbyt wielu zwolenników i gdy jego kandydat na prezydenta [Ron Paul przyp. red] przegrał partyjne prawybory, w 1988 roku opuścił szeregi LP. W tym samym mniej więcej czasie Tom Fleming zaczął organizować wokół Pata Buchanana [25] paleo-konserwatywną koalicję przeciwników amerykańskiego interwencjonizmu i Murray ujrzał w niej szanse na odbudowanie Starej Prawicy takiej, jaką pamiętał z własnej młodości. Posunął się nawet tak daleko, że w 1992 został doradcą Buchanana w kwestiach ekonomicznych. Na parę miesięcy przed wyborami w 1996 roku zmarł i bez niego Buchanan porzucił swe wolnorynkowe sympatie i o mały włos nie wystartował w towarzystwie Czarnej socjalistki.

MindFuck: OK dzięki za to wyjaśnienie, wróćmy jednak do lat 70-tych. W 1975 roku zdecydowałeś się wraz z grupą przyjaciół porzucić Nowy York na rzecz Kalifornii. W kręgach wolnościowych krąży wiele legend na temat waszej przeprowadzki…

SEK3: Cała ta przeprowadzka jest jakby żywcem wyjęta z powieści Jacka Kerouaca, zaś o samej trasie można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że była najkrótszą z możliwych. Cztery osoby i prawie cały ich dobytek upchany w maleńkiej Toyocie. Gdy dotarliśmy do Oregonu (mówiłem wam, że nie jechaliśmy najkrótszą trasą) reszta była tak zmęczona, że choć bardzo nie lubię prowadzić to właśnie mnie przypadło miejsce za kierownicą. Dałem do pieca tak ostro, że cały stan przejechaliśmy w niecałe trzy godziny. Nigdy więcej nie poprosili mnie bym prowadził samochód.
Po drodze zatrzymaliśmy się m.in. w Louisville (Kentucky) gdzie uczestniczyliśmy w pierwszej edycji Riverconu (bardzo popularnej obecnie konwencji science-fiction) oraz w Portland, w którym zatrzymaliśmy się u jednego z najbardziej znanych libertariańskich miłośników science fiction Richarda E. Geisa. Zgubiliśmy się w Marian County w jego najdziwniejszym okresie (ci z Was, którzy czytali powieść lub oglądali film „Serial” wiedzą o co chodzi), by w końcu po przebiciu się przez całe Wschodnie Wybrzeże dotrzeć do Los Angeles, gdzie czekała na nas zakupiona przez Danego Rohrabachera chata.
Żaden z nas nigdy później przez coś takiego nie doświadczył, stąd też ta Podróż utknęła nam w pamięci jak żadna inna. Z perspektywy czasu spoglądam na nią jak na ostateczne pożegnanie z mentalnością lat sześćdziesiątych i wkroczenie w kolejny, dużo mniej wyrazisty etap życia zakończony wraz z upadkiem Muru Berlińskiego.

MindFuck: Po dotarciu na miejsce wprowadziliście się do tzw. Anarchovillage.
Mógłbyś nam wytłumaczyć co kryje się pod tą nazwą?

SEK3: Podejrzewam. że dla każdego z nas pod tą nazwa kryło się coś zupełnie innego. Początkowo była to po prostu redakcja wydawanego przez nas tygodnika New Libertarian. Tak, tak Moi Drodzy dobrze słyszeliście, przez ponad 100 tygodni (od grudnia 1975 aż po styczeń 1978) tydzień w tydzień wydawaliśmy pełno-wymiarowe libertariańskie pismo. W budynku tym mieściło się też 10 mieszkań, z których 8 zajmowali libertarianie. Przez jakiś czas mieszkali tam też dwaj pisarze science-fiction, jeden z nich wprowadził się tam tylko po to, by nas bliżej poznać, oraz stary działacz SDS-u, właśnie rozpoczynający karierę pisarską.
Co ciekawe, na stałe nie mieszkała tam żadna kobieta, wiele jednak bardzo często nas odwiedzało, a czasem wręcz wprowadzało się na parę miesięcy do któregoś z nas. Jedna laska przeszła jak burza przez mieszkania 90% z nas. Nie udało się jej tylko z zarządcą budynku (i bliskim kumplem Dana Rohrabachera), który okazał się być gejem…

MindFuck: Współczesny libertarianizm wydaje się być bardzo luźno powiązany z kontr-kulturą. Coś nam mówi, że nie zawsze tak było…

SEK3: Hm, prawdę powiedziawszy to nie bardzo wiem jak odpowiedzieć na to pytanie.
Z tego co wiem to, to co ostało się po kontrkulturze lat sześćdziesiątych jest nadal w stu procentach libertariańskie. Hippisi, nawet jeśli sobie to nie w pełni uświadamiali, byli autentycznymi wolnościowcami (sięgnijcie choćby po „In Praise of Decadence” Jeffa Riggenbacha) i libertarianie, począwszy od lewicującego Kerrego Thornleya, a skończywszy na prawicowym Danie Rohrabacherze zawsze aktywnie ich wspierali. Wywodzący się w dużej mierze z tego ruchu fandom science-fiction za sprawą Heinleina, Andersona i ich następców też przekształcił się w wolnościowa subkulturę [26]. Także najmłodszy odprysk na zdrowej tkance kultury młodzieżowej – cyberpunk – jest nie tylko libertariański, lecz wręcz otwarcie agorystyczny.
Być może chodzi Wam o to, że obecny ruch wolnościowy nie jest już tak bardzo kontrkulturowy jak kiedyś? Cóż w wśród libertarian zawsze było sporo osób identyfikujących się z „oficjalną” kulturą. by wspomnieć tu tylko o Rothbardzie. Więc ten rozłam jest chyba czymś naturalnym.
Z drugiej strony liczba obecnie dostępnych alternatyw znacznie się powiększyła.
Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że kulturę masową odrzuca dzisiaj zdecydowanie więcej osób niż w latach 60-tych, tyle tylko, że czyni to w mniej otwarty sposób. Kolesie i panny pracujące w korporacyjnych biurach po przyjściu do domu zrzucają wyjściowe ubrania, palą marychę, uczestniczą w wywrotowych listach dyskusyjnych, a w weekendy oddają się alternatywnym rozrywkom, wpinając w miejsce firmowej broszki przypinkę z czarną flagą. To charakterystyczne dla młodych Amerykanów swoiste rozdwojenie jaźni jest z pewnością spadkiem po latach 60-tych.

MindFuck: Ludzie, którzy określają się mianem libertarian, zwykle nie chcą być kojarzeni z lewicą. Z kolei lewacy podchodzą do libertarian z podejrzliwością. Skąd więc wziąłeś pomysł by nazwać swoją organizację Movement of Libertarian Left (Ruch Wolnościowej Lewicy)?

SEK3: Na taki obrót sprawy złożyło się wiele okoliczności. To nie kto inny, jak właśnie Murray Rothbard w czasie zawieruchy w nowojorskiej Libertarian Party zaczął nas określać mianem „lewicowych sekciarzy”, zaś mnie samego „Trockim ruchu wolnościowego”, a że z natury jestem przekorny, z dumą zacząłem nosić tę łatkę. Po drugie, u podstaw naszego ruchu leży przekonanie o konieczności kontynuowania współpracy z anty-wojennym skrzydłem Nowej Lewicy, zapoczątkowanej pod koniec lat 60-tych przez samego Rothbarda, a taka nazwa dodawała nam w jej kręgach wiarygodności. Dalej, chcieliśmy w ten sposób zachęcić do wstąpienia w nasze szeregi także tych naszych znajomych, którzy w podziemiu angażowali się w kontr-ekonomię i którzy do czasu powołania MLL nie mogli dla siebie znaleźć miejsca w ruchu wolnościowym.
W końcu, nazwa ta odzwierciedla moją fascynację historią ruchów i partii politycznych.
Część z Was, zapewne wie, że we francuskim parlamencie przez bardzo długi czas funkcjonował system dwupartyjny, bardzo zbliżony do amerykańskiego, z tą różnicą, że Unię Lewicy i Koalicję Centroprawicową, naprawdę dzieliła ideologiczna przepaść. W szeregach obu tych koalicji można było znaleźć niedobitków po dominującej niegdyś na tamtejszej scenie politycznej wolnorynkowej Partii Radykalnej. Po jej rozpadzie część jej członków przyłączyła się do gaullistów, zaś Ci najbardziej radykalni i bezkompromisowi utworzyli Mouvement des Radicaux de Gauche, czyli Ruch Radykalnej Lewicy i wstąpili do Union de Gauche. Spodobała mi się, zarówno nazwa ich partii jak i wymowa ich wyboru koalicyjnego, dlatego też gdy wraz ze znajomymi z Nowej Lewicy tworzyłem nową organizację wolnościową postanowiłem odwołać się do tej tradycji.

MindFuck: Jakie są najważniejsze różnice pomiędzy lewicowym libertarianizmem/agoryzmem, a anarcho-kapitalizmem?

SEK3: Różnic między tymi nurtami można się doszukiwać na wielu płaszczyznach teoretycznej, strategicznej, terminologicznej, propagandowej, etc., by jednak Was nie zanudzać nakreślę pokrótce jedynie te najważniejsze.
W teorii anarcho-kapitalizm (jeśli mnie pamięć nie myli termin ten stworzył na początku 1968 roku ex-obiektywista Jarret Wollstein) nie odbiega drastycznie od agoryzrnu, w końcu przedstawiciele obu tych nurtów dążą, wedle własnych zapewnień, do obalenia państwa, rozumianego jako monopolu na stosowanie zorganizowanej przemocy. W momencie jednak gdy zastosujemy ich idee do otaczającej nas rzeczywistości, czy jakby powiedzieli marksiści do „realnie istniejącego kapitalizmu”, od razu natrafimy na kolosalne różnice.
Po pierwsze i najważniejsze, agoryści wiążą swoje nadzieje z autentycznymi przedsiębiorcami i innowatorami, a nie z kapitalistami (tj. osobami rozporządzającymi kapitałem, niekoniecznie zaś zwolennikami kapitalizmu), będącymi w najlepszym wypadku nieszkodliwymi zarządcami, a w najgorszym wyzyskiwaczami ujadającymi na państwowym pasku. Co zaś się tyczy pracowników najemnych i rolników, postrzegamy ich jako zawstydzający relikt poprzedniej epoki i wypatrujemy dnia, w którym wyginą oni z braku rynkowego zapotrzebowania na ich usługi (stąd też często używany przeze mnie marksistowski frazes „likwidacja proletariatu”).
A skoro już przy frazesach jesteśmy, to nasze stanowisko w tej kwestii najlepiej oddaje zdanie „gdyby państwo zostało obalone sto lat temu, już dawno wysługiwalibyśmy się robotami, a wakacje spędzali w domkach letniskowych w pasie asteroidów”.
Anarcho-kapitaliści z kolei zwykli są popełniać ten sam błąd, co kolektywiści i błędnie utożsamiają innowatorów, czy jak kto woli, przedsiębiorców, z kapitalistami. Warto tu jednak zauważyć, że powolny tryumf austriackiej szkoły w ekonomii sprawił, że wielu europejskich przedstawicieli Nowej Lewicy, zaczęło dostrzegać tą różnicę i odpowiednio zmodyfikowało swoje podejście do tych dwóch całkowicie odmiennych grup społecznych. W swym spojrzeniu na ekonomię agoryści są więc stricte rothbardiańscy, a w pewnych kwestiach nawet bardziej rothbardiańscy niż sam Rothbard, który ku naszej rozpaczy także uległ czarowi kilku starych mitów. Na szczęście współczesna ekonomia w coraz większym stopniu opierająca się na nowych technologiach, w szczególny sposób promuje właśnie innowatorów, pozostawiając w tyle tradycyjnych kapitalistów.
Jednak największe różnice pomiędzy agorystarni a anarcho-kapitalistami występują na gruncie strategicznym i w odniesieniu do polityki bezpieczeństwa narodowego. Anarchokapitaliści zwykle (choć nie zawsze) upatrują szansy na realizacje swych postulatów w uczestnictwie w procesach demokratycznych (stąd też uczestnictwo wielu z nich w partiach politycznych takich jak Libertarian Party, Republican Party, Democratic Party czy nawet socjalistycznej kanadyjskiej NDP), a co gorsza, część z nich z zapałem broni amerykański kompleks militarny (do niedawna tłumaczyli to koniecznością ochrony Ameryki przed komunizmem, dziś sami chyba nie wiedzą dlaczego). [27] Z kolei agoryzm, jak już zapewne zdążyliście się zorientować, jest ruchem rewolucyjnym, doskonale zdającym sobie sprawę z tego, że wolny rynek zatryumfuje w pełni dopiero wówczas, gdy obalimy państwo i klasę rządzącą. Jak pisałem w New Libertarian Manifesto, historia dobitnie wykazuje, że państwo nigdy dobrowolnie nie rezygnuje z władzy, a w krytycznym momencie nie zawaha się użyć swego kompleksu obronnego przeciwko własnym obywatelom.

MindFuck: Program Movement of Libertarian Left został po raz pierwszy przedstawiony w „New Libertarian Manifesto”.[28] Mógłbyś nam powiedzieć z jakim odbiorem spotkała się ta broszura?

SEK3: Ściśle rzecz biorąc NLM, było manifestem New Libertarian Alliance, a nie Movement of Libertarian Left. Miał się on ukazać jeszcze w 1975 roku, ale niestety jego wydanie opóźniło się z powodów technicznych, a że w międzyczasie powstał Movement of Libertarian Left, wymieniliśmy ją na liście wydawców.
NLM spotkał się ze wspaniałym przyjęciem. Pierwsze tysiąc egzemplarzy rozeszło się na pniu i z miejsca musieliśmy wypuszczać kolejną partię, tym razem w wersji deluxe, gładki papier, czarne tło, złota czcionka… Także ta edycja już dawno się rozeszła, z 1500 dodrukowanych egzemplarzy zostało raptem z dziesięć autorskich, z których kilka mam ja, a resztę Victor Koman. Tak więc, hard-corowa pozycja kierowana do wąskiego grona libertariańskich aktywistów stała się udergroundowym bestsellerem. I to pomimo tego, że ani jeden egzemplarz nie trafił do oficjalnego obiegu. Nawet Laissez Faire Books (największa libertariańska księgarnia wysyłkowa na świecie przyp. red.) nie chciało jej rozprowadzać! Dopiero drugie wydanie trafiło do kilku małych księgarni, takich jak londyńska Alternative Bookshop prowadzona przez Chrisa Tame, czy (prowadzona przez ISIL) Freedom Forum Books.
Sprzyjali nam także recenzenci, Murray Rothbard i Robert LeFevre nie szczędzili nam dobrych słów, choć rzecz jasna nie obyło się bez głosów krytycznych. Prawie zupełnie zapomniany dziś Erwin „Filthy Pierre” Strauss, na łamach Strategy of the New Libertarian Alliance skrytykował mój manifest jako zbyt… zachowawczy. Jego recenzja zapoczątkowała gorącą debatę opublikowaną później w kolejnym numerze SNLA, pisma które w 1995 roku przerodziło się w Agorist Quarterly.

MindFuck: W swym manifeście sugerujesz, że kontr-ekonomia jest jedynym efektywnym i zarazem zgodnym wolnościowymi ideami sposobem walki z państwem. Czy mógłbyś nam powiedzieć coś więcej na ten temat?

SEK3: Kontr-ekonomia to strategia oparta na prostej obserwacji – wraz z poszerzaniem obszarów wolnego rynku, maleją możliwości państwa. Gdy spod kontroli biurokratów zostanie wyrwany już tak duży obszar ekonomii, że państwo nie będzie w stanie sfinansować nawet swych najbardziej podstawowych funkcji jego upadek będzie nieuchronny. Oczywiście nie podda się ono bez walki, ale na tym etapie agorystycznej rewolucji będą to już tylko przedśmiertne podrygi.

MindFuck: Od czasu opublikowania NLM minęło przeszło dwadzieścia lat. Twoim zdaniem jesteśmy dziś bliżej czy dalej osiągnięcia zarysowanych w nim celów?

SEK3: Podczas gdy obszar zajmowany przez kontr-ekonomię stale się powiększa, sankcjonowana przez państwo gospodarka ugina się pod ciężarem absurdalnych regulacji i podatkowej grabieży. Wbrew bzdurom wygłaszanym przez apologetów Reagana, to właśnie szara strefa, czy jakby powiedzieli Rosjanie „nalevo”, a nie konserwatywna polityka waszyngtońskiej administracji, doprowadziła do upadku Sowietów. Zwykli, zabiegający o własne interesy ludzie, oddając się nieświadomie agoryzmowi, obalili najgorszą tyranię w historii! Dziś świadomy agoryzm rośnie w siłę. Wszystko co państwo może zrobić by mu się przeciwstawić, to wpoić osobom angażującym się w kontr-ekonomię, poczucie winy. Dlatego największym wyzwaniem jakie stoi przed wolnościowcami jest przekonanie szerokiej publiki, że opór i nieposłuszeństwo wobec władzy jest nie tylko moralnie usprawiedliwione, ale i wskazane. W tym celu musimy skorzystać z wszystkich dostępnych nam środków, nie tylko pism i stron internetowych, ale także powieści i filmów science-fiction, przedstawień teatralnych, happeningów i multimediów. [29]

MindFuck: Ostatnimi czasy wielce popularnym wśród libertarian sposobem walczenia o „lepsze jutro” jest strategia promowana choćby przez Free Nation Foundation, polegająca na zbudowaniu nowego kraju od podstaw. Wielu zwolenników ma również kryptoanarchizm. Co sądzisz o tych metodach walczenia o wolność?

SEK3: Kryptoanarchiści dostarczyli nam niezwykle użytecznego narzędzia w walce z państwem [30], jednak silna kryptografia to za mało. Żadna z technologicznych innowacji nie doprowadzi do obalenia Lewiatana, co nie znaczy jednak, że którakolwiek z nich powinna być przez nas pominięta.
Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy pragną stworzyć gdzieś na odludziu „wolny kraj”, uważam jednak, że zajęte przez nich terytorium prędzej czy później przerodzi się w poligon, na którym ościenne państwa będą testowały broń masowej zagłady.
Ich strategia opiera się w dużej mierze na przekonaniu, że państwo ma pewne moralne zahamowania i nigdy nie zdecyduje się zaatakować pokojowej enklawy. To bzdura. Jak przyjdzie co do czego, rządzący nie zawahają się poświęcić kilka milionów poddanych dla zdławienia wolnej strefy. Stąd też, uważam, iż cały ten anarcho-zionism (nieprzetłumaczalna na j. polski gra słów) jest z góry skazany na porażkę.

MindFuck: Jako wieloletni aktywista ruchów wolnościowych zapewne uważnie śledzisz dokonania młodszych o pokolenie radykałów.
Jak sądzisz czy istnieje jakaś szansa na dotarcie z idami wolnościowymi do demonstrantów z Seattle lub Pragi?

SEK3: Prawdę powiedziawszy to w czasie zamieszek w Los Angeles w 2000 roku bardziej przysłuchiwałem się ich uczestnikom niż z nimi dyskutowałem, jednak wydaje mi się, że to naprawdę szczerze zaangażowani ludzie, którzy niestety w dużej mierze ulegli propagandzie starych aparatczyków. Gdy jednak Jello Biafra, ze świetnej skądinąd grupy Dead Kennedys, zaczął nawoływać do głosowania na Ralpha Nadera, zaintonowałem „nie głosuj na nikogo” i od razu zostałem wsparty przez dzieciaków z Black Bloc.
Najwyraźniej szybciej dostrzegli absurdalność pomysłu udziału anarchistów w wyborach, niż „libertariańscy” partyarchowie.

___________________
Przypisy:
[1] Założyciel Foundation for Economic Education, najstarszej w Stanach (1946) i jednej z najbardziej wpływowych instytucji promujących libertarianizm. Autor m.in. słynnej broszury „Ja, Ołówek”, którą niniejszym gorąco polecamy.

[2] Skupiony wokół senatora Roberta Tafta odłam amerykańskiej prawicy, odwołujący się w swych ideach do tradycji Ojców Założycieli, krytykujący politykę New Dealu, amerykańskie interwencje zbrojne (m.in. sprzeciwiali się przystąpieniu USA do I i II Wojny Światowej) oraz inne przejawy wzrostu władzy państwowej. Wielu przedstawicieli Starej Prawicy było autentycznymi wolnościowcami, często przejawiającymi wręcz sympatie anarchistyczne (np. Henry L. Mencken). Współczesnymi kontynuatorami tej tradycji są tzw. paleolibertarianie. Zobacz M. Rothbard „The Anti-War, Anti-State Right”

[3] Jedna z największych ikon neokonserwatyzmu, założyciel i wieloletni redaktor naczelny najbardziej wpływowego pisma amerykańskiej (nowej) prawicy National Review. Za młodu sympatyzował z anarchizmem, później jednak przerażony rozprzestrzenianiem się komunizmu porzucił swe wolnościowe sympatie i stał się zagorzałym zwolennikiem amerykańskiego interwencjonizmu.

[4] Jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX w., czołowy przedstawiciel tzw. szkoły austriackiej, wychowanek i współpracownik prof. Ludwiga von Misesa, wiceprezes instytutu jego imienia, wykładał m.in. na Politechnice Nowojorskiej, Columbia University, Uniwersytecie Stanowym Nevady i na licznych konferencjach na całym świecie (odwiedził m.in. Polskę). Jest uważany za twórcę anarchokapitalizmu doktryny głoszącej, że każda niezbędna społecznie funkcja państwa, przymusowo monopolizowana przez rząd, (w tym także dostarczanie usług policyjnych i wymiaru sprawiedliwości) może i powinna być świadczona wyłącznie w drodze dobrowolnych umów rynkowych. Dzięki olbrzymiej wiedzy z zakresu teorii i historii państwa i prawa, dziejów myśli ekonomicznej, politologii, filozofii, a także niemieckich barokowych kościołów i… jazzu, mówiono o nim jako o ostatnim przedstawicielu Renesansu. Autor tysięcy artykułów publikowanych zarówno przez wydawnictwa akademickie, libertariańskie, jak i popularne dzienniki oraz przeszło 25 książek z różnych dziedzin wiedzy.
Zobacz też http://www.libertarianizm.pl/galeria_slaw:murray_newton_rothbard

[5] Niezwykle zasłużony dla ruchu wolnościowego autor, dziennikarz, publicysta i nauczyciel: założyciel i dyrektor Freedom School (później przemianowanej na Rampart College), prywatnej placówki oświatowej, w której wykładali najwybitniejsi przedstawiciele klasycznego liberalizmu i libertarianizmu.
W środowisku anarchistycznym zasłynął przede wszystkim jako zdecydowany pacyfista i radykalny krytyk uczestnictwa wolnościowców w wyborach. Vide http://www.mises.org/lefevre.asp

[6] Największa organizacja Nowej Lewicy, powstała w 1959 roku, opowiadająca się za radykalnymi zmianami ustrojowymi i społecznymi, m.in. głęboką decentralizacją, zniesieniem segregacji rasowej, demontażem przerośniętego kompleksu militarnego, a później także za natychmiastowym zakończeniem wojny wietnamskiej.

[7] Młodzieżówka konserwatywna związana z Partią Republikańską.

[8] Jeden z współtwórców anarchokapitalizmu, dziennikarz, autor kilkunastu książek oraz dziesiątek przemówień dla „wszystkich najważniejszych Republikanów połowy XX wieku” – R. Nixona, D. Eisenhowera, G. Forda i B. Goldwatera, który określał go mianem współczesnego Szekspira. W 1964 porzucił Partię Republikańską, wraz z Murrayem N. Rothbardem przystąpił do Students for a Democratic Society i rozpoczął aktywną działalność przeciwko wojnie wietnamskiej, segregacji rasowej (był jednym z nielicznych Białych przyjętych do Czarnych Panter – radykalnego ugrupowania murzyńskiego walczącego o równouprawnienie Czarnych) i przymusowemu opodatkowaniu. Gdy IRS – amerykański urząd skarbowy – skonfiskował mu za niepłacenie podatków majątek i zajął na poczet zaległości fiskalnych jego przyszłe zarobki, nauczył się spawać i zatrudnił się w jednej z waszyngtońskich firm w zamian za żywność i miejsce do spania. Obok pracy „zarobkowej” wykonywał też artystyczne rzeźby, z których część trafiła w ręce wytrawnych kolekcjonerów. W 1969 roku opublikował w Playboyu artykuł „The Death of Politics” uważany za jeden z najważniejszych manifestów libertariańskich, który jak żaden inny przyczynił się do powstania współczesnego ruchu wolnościowego.
Historia jego życia została uwieczniona w filmie dokumentalnym „Karl Hess: Toward Liberty”, który zdobył w 1981 roku dwa Oskary, w tym za najlepszy dokument. W jednym z następnych numerów MF postaramy się nieco bardziej przybliżyć Wam jego sylwetkę, póki co zajrzyjcie na stronę http://www.libertarianizm.pl/galeria_slaw:karl_hess

[9] Ekscentryczny astrofizyk i anarchista opierający swe wolnościowe idee o… zasady newtonowskiej fizyki. O jego poglądach niewiele wiadomo, gdyż będąc fanatycznym zwolennikiem prawa własności intelektualnej ujawniał je tylko tym, którzy zgodzili się podpisać zobowiązanie, że nie będą ich rozpowszechniać bez jego pisemnej zgody.

[10] Pierwsi kandydaci startujący z ramienia LP w wyborach prezydenckich. Warto tu zaznaczyć, że wbrew temu co można było usłyszeć w czasie ostatniego wyścigu do Białego Domu, to właśnie Tonie Nathan była pierwszą ortodoksyjną Żydówką ubiegającą się o fotel wiceprezydenta USA (i pierwszą kobietą w historii Stanów Zjednoczonych, która otrzymała głos w Kolegium Elektorów).

[11] Anarchista blisko zaprzyjaźniony z Rothbardem, profesor ekonomii współpracujący z Instytutem Misesa, autor obrazoburczego bestselleru „Defending the Undefendable”

[12] Republikański elektor Roger MacBride zamiast oddać głos na Nixona, jak nakazywałaby mu przynależność partyjna i arytmetyka wyborcza (Hospers dostał kilkunastokrotnie mniej głosów niż kandydat Republikanów) zafascynowany wolnościowymi ideami oddał głos na kandydata Libertarian Party.

[13] Wł. Alice Rosenbaum (1905-1982)pisarka, twórczyni filozofii racjonalnego egoizmu zwanej obiektywizmem. Zasłynęła przede wszystkim jako autorka powieści, które sprzedały się w łącznej liczbie ponad 20 milionów egz., najsłynniejsza z nich „Atlas Shrugged” jest według Biblioteki Kongresu USA drugą po Biblii najczęściej czytaną książką w Stanach. Poproszona na jednym ze spotkań o przedstawienie swojego światopoglądu w czasie stania na jednej nodze powiedziała: „Metafizyka – obiektywna rzeczywistość, Epistemologia – rozum, Etyka – egoizm, Polityka – kapitalizm”.

[14] Vide M. Rothbard „The Trouble With Conservatives”

[15] Jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, czołowy przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomicznej, wykładowca wielu prestiżowych uniwersytetów, autor licznych, książek i publikacji, znany przede wszystkim z prac pt. „Human Action” oraz „Socialism. An Economic and Sociological Analysis”, w których w przystępny i obrazowy sposób wykazywał irracjonalność marksistowskich koncepcji społeczno-ekonomicznych, oraz przekonywał czytelników o zaletach płynących z gospodarki wolnorynkowej. Jego uczniami byli m.in. Friedrich von Hayek, Murray N. Rothbard i Israel Kirzner.

[16] Wolnościowa frakcja w Partii Republikańskiej. Podobna istnieje także w Partii Demokratycznej.

[17] Największa libertariańska księgarnia wysyłkowa na świecie. Zobacz: http://www.laissezfairebooks.com

[18] Lysander Spooner „A Letter to Thomas F. Bayard: Challenging His Right – And that of Ali the Other So-Called Senators and Representative in Congress – To Exercise Any Legislative Power Whatever Over the People of the United States” (1882).

[19] Przedstawiciele najbardziej umiarkowanego skrzydła Libertarian Party.

[20] Najbardziej pro-rynkowa szkoła w ekonomii, krytyczna nie tylko wobec interwencjonizmu państwowego ale i realnego kapitalizmu, do jej najwybitniejszych przedstawicieli zalicza się Carla Mengera, Eugena Boehm-Bawerka, Ludwiga von Misesa i Friedricha von Hayeka. Za sprawą jednego z wychowanków Misesa, prof. Murraya Rothbarda wielu jej współczesnych przedstawicieli jest anarchistami. Zobacz http://www.mises.org/

[21] Nathaniel Branden był jednym z najbliższych współpracowników, a później także kochankiem Ayn Rand, gdy jednak ta dowiedziała się, że nie jest jej wierny wyklęła go (w dosłownym tego słowa znaczeniu – m.in. po tym jak dedykowana mu powieść Atlas Shrugged sprzedała się w 2 milionach egzemplarzy nakazała usunąć jego nazwisko ze strony tytułowej) i do końca życia nie zamieniła z nim ani słowa. Podobnie rzecz miała się w przypadku Galambosa i Jaya Snelsona, występek tego ostatniego polegał na ujawnieniu nauk mistrza bez jego pisemnej zgody.

[22] W połowie lat siedemdziesiątych zafascynowany wolnościowymi ideami teksański miliarder Charles Koch wraz z synem Davidem, postanowił zainwestować część swojej olbrzymiej fortuny w rozwój ruchu libertariańskiego; przez dłuższy czas finansował działalność m.in. Libertarian Party i Cato Institute, później jednak pod wpływem narastającej krytyki radykalnych libertarian (nazywających krąg osób z nim związanych Kochtopus’em, -nawiązanie do nazwy organizacji przestępczej Lexa Luthora, multimilionera będącego największym wrogiem Supermana) i braku wyraźnych efektów, znacznie ograniczył środki przeznaczane na ten cel.

[23] Wyrosły na gruncie Starej Prawicy odłam amerykańskiego ruchu wolnościowego całymi garściami czerpiący z tradycji łacińskiej (zwłaszcza z dorobku scholastyków), sprzeciwiający się nie tylko etatyzmowi (większość jego przedstawicieli to anarchiści) ale i kulturze masowej. Zainteresowanych odsyłam do bardzo ciekawego wywiadu z jednym z czołowych przedstawicieli paleolibertarianizmu Lew Rockwellem – http://www.lewrockwell.com/rockwell/oldright.html

[24] Rand była wojującą ateistką i dowiedziawszy się, że żona Rothbarda jest chrześcijanką zaczęła naciskać na Murraya by przekonał ją do porzucenia swej wiary, gdy ten odmówił Ayn zabroniła mu pokazywać się w jej domu i nakazała swym współpracownikom zerwać z nim wszelkie kontakty.

[25] Wbrew temu co można było usłyszeć i wyczytać parę lat temu w polskich mediach, P. Buchanan, nie jest wcale „antysemitą” czy „rasistą”, zdaniem redakcji MF zdecydowanie bardziej pasuje do niego określenie „twardogłowy konserwatysta”. Zainteresowanych odsyłamy na strony internetowe wydawanego przez niego tygodnika „American Conservative”. Polecamy przyjrzeć się uważnie okładkom dotychczasowych numerów tego pisma, wiele grafik i tytułów może być dla Was sporym zaskoczeniem. (Inne są do dupy)

[26] We współczesnej literaturze science fiction istnieje bardzo silny nurt libertariański zapoczątkowany pracami Roberta Heinleina (m.in.. „Luna to surowa pani”, „Kot, który przenika ściany”) i Poula Andersona (m.in. „The Stars are also Fire”” „Trader to the Stars”, Nie będzie rozejmu z władcami”). Do jego najwybitniejszych przedstawicieli zalicza się nadto L. Neil Smitha („The Probability Broach”, „Forge of the Elders”, „Pallas”), Victora Komana (Kings of the High Frontier”, „The Jehovah Contract”, „Solomon’s Knife”) Vernora Vinge („True Names”, „Marooned in Realtime” „Otchłań w niebie”) oraz Neila Stephensona („Snowcrash”, „Cryptonomicon”).

[27] Tutaj niestety Sam dał się ponieść swym zdolnościom polemicznym i nieco się w swej niechęci do anarchokapitalistów zagalopował. W rzeczywistości osoba, do której ten fragment wywiadu się odnosi (prof. David Friedman, autor rewelacyjnej „The Machinery of Freedom”), nigdy nie broniła amerykańskiego kompleksu militarnego, a jedynie twierdziła, iż ze względów ekonomicznych (teoria dóbr publicznych się kłania) jest to sektor państwowy najtrudniejszy do sprywatyzowania.

[28] Jeśli Ślepy Los da (a Eris zezwoli) tekst ten wkrótce ukaże się w języku polskim.
Tako rzecze redaktor Michał…

[29] Sam nie rzuca słów na wiatr, jest bowiem nie tylko wydawcą ale i pisarzem mającym na koncie kilka opowiadań sci-fi, zaś kilku jego bardzo bliskich libertariańskich współpracowników (np. L. Neil Smith, Victor Koman czy F. Paul Wilson) niemal rok w rok sprzedaje na całym świecie setki tysięcy egzemplarzy swych wolnościowych powieści, co więcej w Hollywood trwają obecnie pracę nad ekranizacją kilku z nich.

[30] Więcej na ten temat w MindFuck # 2

6 comments

  1. qatryk

    ja tam w ogóle nie wiem o co chodzi ale jak ktoś na gościa napada bez żadnych argumentów poza tym że to że sympatyzuje z hipisami i to go skreśla to ja tam jednak mam wieksza sympatie do tego napadniętego.
    Napis zkonkretnie jakieś argumenty co ci się nie podoba i jak to ma sie do zaprzeczenia idei libertarianizmu wtedy mozemy gadać, a nie dziwisz się że traktujesz gościa jako lewacki pomiot i ludzie maja do ciebie pretensje.

  2. kuskowski Post author

    Odnoszę wrażenie, że Konkin stał się pisuarem, przy którym każdy może bezkarnie sobie ulżyć.

  3. Trikster

    Pan Recht najwyraźniej nie lubi agorystów. Dlaczego? Bo cytuję „to lewackie gówno”. Co z tego wynika? Nic. 🙂 Zawsze pana posty poprawiają mi humor. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *