Państwo, prawo i instytucje

Piotr Romaniak: Przegrana generacja

Spotkałem niegdyś włoskiego profesora, gorliwego anarchokapitalistę, który w chwili szczerości wyznał, że jedyne czego nie jest pewien w kwestii anarchokapitalistycznego państwa, to czy należy do niego dążyć na drodze pokojowej, czy też rewolucji. O ile stan braku państwa, ew. minimalnego jest niezwykle atrakcyjną opcją i możemy zastanawiać się, jak wspaniała byłaby to sytuacja, o tyle jednak nie wolno nam ignorować kosztu transformacji. Nazbyt często opieramy się bowiem na przekonaniu, że po zniesieniu państwa automatycznie lądujemy w stanie docelowym ignorując niezwykle bolesny okres ‘pomiędzy’.

Problem 1.
Kto zapłaci za starszych ludzi, emerytury, opiekę zdrowotną itp.itd? Oczywiście nikt, bo przecież państwa nie ma i od dzisiaj każdy dba o siebie. Sęk w tym, że niezależnie od momentu startowego istnieć będzie gigantyczna grupa, która przez większą część swojego życia opłacała składki wszelakie z obietnicą, że jak będziecie starsi, to się Wami zaopiekujemy. I teraz to wszystko ma zostać zlikwidowane? To my się na taką rewolucję nie zgadzamy. I na nic wielkie edukowanie społeczeństwa, bo jednostka jednak jest rozsądna. I chociaż w długim okresie wszyscy zyskamy, to jednak w długim okresie owa grupa będzie martwa, więc ich bilans zysków i strat wprowadzenia naszego porządku jest jednoznacznie niekorzystny.
Być może moglibyśmy zgodzić się, że transformacja potrwa trochę dłużej [30 lat? 40?] i my młodzi opłacimy starszych w zamian ciesząc się [za 30 lat] owocami w pełni libertariańskiego ustroju. Tylko czy bilans zysków i strat – tym razem dla młodej generacji – (r)ewolucji będzie korzystny? Znów wątpię.
Ktoś będzie musiał się poświęcić i ogłosić przegraną generacją. Kto?

Problem 2.
Drogi, koleje, cała infrastruktura, którą prywatyzujemy. Ponownie pojawia się problem starszej generacji, która zapłaciła za budowę, a teraz pobiera się od niej opłaty za korzystanie. Ten problem da sie w miarę łatwo rozwiązać, gdyż prywatyzując uzyskujemy kapitał, który możemy zwrócić tym, którzy wcześniej przymusowo – bo w postaci podatków – zainwestowali.

Problem 3.
W państwie anarchokapitalistycznym decydując się zamieszkać w danym miejscu zawrzeć trzeba będzie szereg kontraktów – np. z dostawcą prądu czy drogi wiodącej do naszego domostwa. Jeżeli dostawca danej usługi żądałby zbyt wysokiej ceny dobra, którego jest jedynym dostarczycielem [np. jedyna droga do konkretnego domu], to możemy zrezygnować z zakupu nieruchomości w danym miejscu. Podobnie postąpią inne jednostki i w ten sposób brak popytu wymusi na dostawcy obniżenie ceny. Dodatkowo kontrakty będą na tyle długoterminowe, że wykluczymy możliwość znaczących podwyżek juz po naszym zakupie nieruchomości.
Problem transformacji polega na odwróceniu kolejności działania – już posiadamy nieruchomość, a dopiero potem dokonujemy prywatyzacji dostawców usług. W ten sposób owi dostawcy znajdą się w niezwykle korzystym monopolistycznym położeniu. Czy powienienem mieć prawo decydowania, kto będzie właścicielem drogi prowadzącej do mojego domu i jakie stawki będzie mógł mi narzucić?

Przedstawione 3 problemy pokazują, że odwrót od jakichkolwiek świadczeń ze strony państwa będzie niezwykle kosztowny, jesli chcemy podtrzymać poparcie społeczne dla reform w kierunku libertarianistycznej koncepcji. To co jest widoczne, to nagła i gwałtowna utrata przywilejów, za które często już wcześniej zapłaciliśmy. To co jest niewidoczne, to znacznie większy zysk w długim okresie. Jednak jeśli ograniczymy nasz horyzont czasowy zaledwie do jednej generacji, może okazać się, że dla zbyt wielu osób bilans będzie niekorzystny, co warunkuje brak poparcia dla naszych reform.

Piotr Romaniak
22.10.2008 r.