Szymon Chrupczalski

Szymon Chrupczalski „Prawa własności a ochrona środowiska”

Problem przekształcania i ochrony środowiska można rozłożyć na elementarne zagadnienia ekonomiczne regulowane prawnie: koszty zewnętrzne, dobra wspólne, użycie rzadkich zasobów oraz planowanie w czasie. Szkoła austriacka, podobnie jak szkoła chicagowska, krytykuje podejście do środowiska naturalnego oparte na ekonomii Pigou, lecz wychodzi z innych założeń niż nurt neoklasyczny law and economics.

Po pierwsze efektywność musi być rozumiana prakseologicznie, czyli jako indywidualne poszukiwanie celu, a nie jako maksymalizowanie wartości. Z punktu polityki gospodarczo-prawnej, tzw. społeczna efektywność powinna być oceniania w zakresie, w jakim instytucje prawne ułatwiają spójność pomiędzy rezultatami jakie chcą osiągnąć podmioty gospodarcze a środkami, jakie dobierają sobie do wyznaczonych celów.

Po drugie koszt jest miarą subiektywną, dlatego koszt społeczny czy wartość społeczna nie mogą istnieć jako obiektywnie kwantyfikowalne teoretyczne koncepcje. Klasyczne podejście do ekonomiki środowiska bazuje na możliwości znalezienia sytuacji, w których indywidualna krańcowa korzyść z działania przekracza krańcowy koszt społeczny. To pociąga za sobą konieczność porównywania użyteczności między ludźmi oraz sumowania poszczególnych użyteczności różnych osób, według szkoły austriackiej jest to niemożliwe, a wszelkie próby są formą arbitralnej polityki i wiążą się z naruszeniem praw własności.

Po trzecie optimum Pareto, rozumiane jako ogólny stan równowagi modelu doskonałej konkurencji, jest niewłaściwym wzorem dla rzeczywistej gospodarki. W oparciu o koncepcję wiedzy rozproszonej Hayeka należy zauważyć, że ludzkie działanie rozciąga się w czasie i dostępny zasób wiedzy nieustannie ulega zmianie, a co za tym idzie nie ma stałego poziomu optimum rynkowego. Efektywność w sensie Pareto może być osiągnięta tylko na poziomie jednostkowym przy założeniu danej w określonym czasie wiedzy, zatem optimum Pareto jest miarą subiektywną, rozproszoną i najczęściej historyczną<!–[if !supportFootnotes]–>[1]<!–[endif]–>.

Współcześnie wyróżniane problemy dotyczące środowiska naturalnego można podzielić na dwie zachodzące na siebie kategorie: zanieczyszczenie oraz gospodarowanie zasobami.

Zanieczyszczenie w potocznym rozumieniu jest wprowadzeniem potencjalnie szkodliwych (wywołujących daleko idące zmiany) dla fauny i flory substancji do wód, ziemi i powietrza, czyli przykładowo emisja dymu, zrzut ścieków, składowanie śmieci etc.

W klasycznym podejściu do ekonomicznej analizy prawa zanieczyszczenie jest produktem ubocznym (kosztem zewnętrznym), który powoduje przewagę między krańcową korzyścią jednego podmiotu a krańcowym kosztem społecznym. Z drugiej strony, jeśli produkt uboczny nie wykazuje takiej przewagi, nie zostanie nazwany zanieczyszczeniem. Związki siarki wydobywające się z kominów fabrycznych będą uznane za zanieczyszczenia, natomiast para wodna zostanie potraktowana neutralnie. Zatem zanieczyszczenie jest niczym więcej, jak negatywnym efektem zewnętrznym do którego odnoszą się wszystkie wnioski wyciągane z teorematu Coase’a i jego austriackiej krytyki.

Koncepcja kosztów społecznych drastycznie odrywa koszt i kalkulację ekonomiczną od decyzji indywidualnych podmiotów. Ujęcie Coase’a i Posnera kładzie nacisk na unikanie strat i negatywnych następstw jak najmniejszym kosztem globalnym (społecznym), bez względu na to, kto wyrządził szkodę i kto został pokrzywdzony oraz zupełnie odrywając się od zjawiska samego zanieczyszczenia. Jest to utylitarystyczny szacunek zysków i strat, który doprowadził do powstania np. zbywalnych praw emisji zanieczyszczeń, które w zakresie planowania podmiotów gospodarczych są bodźcem nierynkowym, są obiektywnie istniejącym, nieokreślonym co do wysokości kosztem narzuconym w nieznanym czasie. Pod kalkulacją społeczną ofiara zanieczyszczenia nie jest w stanie uzyskać odszkodowania za przeszłe czy bieżące zanieczyszczenie tak długo, jak produkcja generująca produkty uboczne w postaci zanieczyszczeń jest w optimum Pareto ze społecznego punktu widzenia.

Dehumanizacja w podejściu do środowiska naturalnego posunęła się tak dalece, że zanieczyszczenie (i również tragedia wspólnot) nie są postrzegane jako problem z powodu krzywd i szkód jakie mogą wyrządzić określonym osobom, ale ponieważ szkodzą środowisku naturalnemu per se czy wręcz je krzywdzą. Choć nikt nie wpadł jeszcze na pomysł przyznania praw i możliwości skargi do sądu molekułom wody skrzywdzonym przez atomy rtęci, to czynione są w tym kierunku kroki polityczno-prawne<!–[if !supportFootnotes]–>[2]<!–[endif]–>; absurd takiego przykładu pokazuje jedynie oderwane od rzeczywistości koncepcje źle pojętej ochrony środowiska. Z drugiej strony, analiza kosztu społecznego dopuszcza dalece idącą degradację środowiska powodowaną aktualnymi przekonaniami społecznymi, kolektywnymi wyborami czy arbitralnymi decyzjami politycznymi. Skrajnym przypadkiem rozumowania jest sowiecki komunizm, gdzie „urzędnicy i naukowcy podkreślali, że zanieczyszczenie jest kapitalistycznym, nie socjalistycznym problemem. Było nieuniknionym rezultatem działania prywatnych korporacji, przerzucających ich koszty działania na sektor publiczny (koszty zewnętrzne). Ponieważ w Związku Radzieckim nie było prywatnych firm, z definicji nie mogło być tam zanieczyszczenia”.<!–[if !supportFootnotes]–>[3]<!–[endif]–> Dziś oczywiście nikt nie neguje faktu powstawania zanieczyszczeń wpływających na zdrowie i plany gospodarcze ludzi, jednak posługiwanie się społecznym optimum Pareto i funkcją kosztu społecznego kreuje szereg nierozwiązywalnych konfliktów natury politycznej.

Problem zanieczyszczenia środowiska w ujęciu prakseologicznym nie dotyczy maksymalizowania społecznej wartości czy szukania równowagi krańcowych kosztów, nacisk kładziony jest na efektywność planowania pojedynczych jednostek, tworzenia wspólnych planów przez te jednostki na zasadzie współpracy i wdrażania ich w życie. Zanieczyszczenie środowiska jest problemem ekonomiczno-prawnym, ponieważ rodzi konflikty między ludźmi dotyczące użycia zasobów i tylko z tego powodu zanieczyszczenie może w ogóle być dostrzeżone i zdefiniowane. Jednostki nie mogą wyrządzić krzywdy środowisku, mogą jedynie przekształcić je w taki sposób, który sprzeczny jest z planami zagospodarowania innych jednostek. Pod względem ostatecznej oceny co jest, a co nie jest zanieczyszczeniem analiza prakseologiczna może być zbieżna z ocenami wczesnokapitalistycznych fabrykantów jak i aktywistów ekologizmu, jednak z zasadniczo odrębnych przyczyn. Na przykład jeśli zakład przemysłowy zatruwa rzekę, swoim działaniem wchodzi w konflikt z właścicielami niżej położonych terenów, którzy używają rzeki dla połowu ryb czy właścicielami plaż u ujściu rzeki do morza, którzy używają tego terenu dla rekreacji. Jeśli natomiast ten sam zakład będzie używał zamkniętego i odseparowanego zbiornika wody położonego na swoim terenie, dopóki swoim działaniem nie naruszy ekosystemu wykraczającego poza jego własność, nie można mówić o istnieniu zanieczyszczenia. Bez wątpienia kopalnia metali jest miejscem niebezpiecznym dla zdrowia, lecz dopiero gdy zajdzie koniunkcja przedostania się szkodliwych związków na cudzy teren (czy do organizmów) i naruszone zostaną plany zagospodarowanie tego terenu (czy naruszone zdrowie), można mówić o powstaniu zanieczyszczenia. Dlatego z prakseologicznego punktu widzenia Robinson Crusoe nie może zanieczyszczać swojej wyspy, może co najwyżej okazać się samobójcą, który pozbawia się środków do życia zaburzając swoim nieracjonalnym działaniem delikatną strukturę ekosystemu. Bez uwzględniania planów szeroko pojętych właścicieli nie można jednoznacznie i obiektywnie określić czy dane działanie jest zanieczyszczaniem; np. wydobycie ropy z roponośnych piasków jest oczyszczaniem piasku zanieczyszczonego przez naturę, wybuch wulkanu jest ogromnym zanieczyszczeniem atmosfery, irygacja i nawożenie pól uprawnych w krajach borykających się z głodem jest zanieczyszczeniem gleby wodą oraz związkami azotu i fosforu.

Ponieważ środowisko naturalne wykazuje częstokroć daleko rozgałęzione, globalne połączenia, możliwa jest międzynarodowa ochrona środowiska ze względu na prawo własności. Ideologia polityczna u progu XXI wieku przybiera jednak rozmiary ekologicznej, pozaprawnej histerii, oderwanej od praw własności i ślepej na jakiekolwiek logiczne argumenty.

Podejście Pigou oraz rozwiązanie Coase’a i Posnera nie radzi sobie z samym faktem zanieczyszczenia, rozumianym prakseologicznie jako naruszenie czyjejś własności i planów gospodarowania tą własnością, ale również jako z obiektywnie istniejącym zjawiskiem występowania w przyrodzie określonych skutków działalności człowieka. Osiągnięcie optymalnego poziomu zanieczyszczenia według efektywności Kaldora-Hicksa w modelu Pigou, czy orzeczenie sądowe w modelu Coase’a zatwierdzające określony poziom emisji zanieczyszczeń ze względu na minimalizację kosztów społecznych nie rozwiązują konfliktu między ludźmi (w teoremacie Coase’a pierwszorzędne znaczenie ma działanie wolnorynkowe polegające na dobrowolnej umowie kompensującej między stronami, jest to oczywiste dla nurtu austriackiego).

W modelu wyrastającym z ekonomii dobrobytu i podatków Pigou konieczne jest użycie kosztownej biurokracji dla tworzenia norm, przepisów regulujących poziomy zanieczyszczenia, instytucji badających poziom emisji etc. Próby właściwej alokacji zasobów i określenie sposobów ich używania przez władzę implikuje szereg kosztów prywatnych (subiektywnie wyceniane damnum emergens i lucrum cessans), które nie są widoczne w statystykach, a podstawowym austriackim argumentem jest zarzut nieefektywności takich działań, które są niczym innym jak centralnym planowaniem. Zbywalne prawa emisji są pseudorynkowym rozwiązaniem, które cierpli na problem zcentralizowanej wiedzy i centralnego planowania. Podmiot emitujący zanieczyszczenia kalkuluje wedle takiej samej krańcowej krzywej kosztów, jaka powstałaby w wyniku zaprzestania emisji, dlatego jest mu obojętne czy będzie utrzymywał tę emisję czy jej zaprzestanie, stanowczo nie jest to jednak obojętne osobom dotkniętym zanieczyszczeniem. Jedyne co można uzyskać, to mniejszą zagregowaną emisję w danym momencie – część podmiotów rzeczywiście zaprzestanie emisji, globalnie odbędzie się to w sposób nieco efektywniejszy od arbitralnej decyzji prawno-administracyjnej. Problemy lokalne nie zostaną jednak rozwiązane zbywalnymi prawami emisji, mogą się nawet zaostrzyć.

W modelu Coase’a orzeczenie sądowe, które przyznaje prawo emitowania zanieczyszczeń podmiotowi, który we wcześniejszym rozdziale określony został agresorem, nie może uwzględniać bogactwa pierwszych właścicieli, ponieważ nie było dane stworzyć się temu bogactwu. Dopóki między stronami będą następowały dobrowolne umowy regulujące problem zanieczyszczeń-kosztów zewnętrznych, dopóty nie jest potrzebna ingerencja sądów czy władz państwowych. W przypadku wystąpienia konfliktu jednym efektywnym rozwiązaniem jest pełna internalizacja kosztów przez emitenta zanieczyszczeń, jeśli swoim działaniem narusza prawa własności innych podmiotów.

Dlatego absolutnie niezbędne jest ścisłe zdefiniowanie prawa własności, np. wolności od naruszeń uciążliwym hałasem, zapachem, dymem, promieniowaniem i falami elektromagnetycznymi mającymi istotny wpływ na ludzi, jeśli takie zanieczyszczenia nie istniały wcześniej. Widać wyraźnie, że problem zanieczyszczenia jest po prostu wycinkiem prawa sąsiedzkiego. Inne podmioty podejmując działalność uwzględnią te prawa w swoich planach i nie doprowadzą do konfliktu, raczej będą negocjować zakres wzajemnych praw niezależnie od kosztów transakcyjnych, ponieważ alternatywny koszt w postaci jasno zdefiniowanego prawa własności jest nieskończony w tym sensie, że prawo własności nie może zostać naruszone. Jeśli nawet taki konflikt co do wykorzystania ograniczonych zasobów wystąpi, musi być rozstrzygnięty wedle jasnej i jedynie obiektywnie istniejącej reguły praw własności.

Odstępstwa od zasady pierwszeństwa i zasady praw własności zaburzają proces rynkowy, są zachęta do powstawania konfliktów, osłabiają dobrowolne umowy i wymianę między podmiotami na rzecz sporów administracyjno-sądowych.

Istotna jest obserwacja, że problem zanieczyszczenia środowiska pojawia się tam, gdzie nie ma ustanowionej własności prywatnej. W szeregu państw rzeki, lasy, zbiorniki wodne, obszary pod największymi zakładami przemysłowym są własnością publiczną i własność prywatna nie jest dopuszczona, między innymi uzasadniając to ekologią. Co ciekawe, wszelkie protesty aktywistów rozgrywają się na własności publicznej nie z powodu, że zostali by oni z własności prywatnej wyrzuceni, ale ponieważ konflikty odnośnie użycia zasobów, w tym kwestia zanieczyszczeń, istnieją prawie wyłącznie na własności publicznej i są z tej przyczyny niemożliwe do rozwiązania. Pod względem ekonomicznym własność publiczna jest często zbliżona do niczyjej (choć formalnie jest współwłasnością wszystkich podatników), publicznego zarządcę w demokratycznym państwie nie będą interesowały ścieki spuszczane do rzek, dymy niszczące lasy, nie utylizowane śmieci, o ile brak stosownej regulacji administracyjnej lub jeśli stosowne przepisy dopuszczą zanieczyszczenia ze względów społecznych.

Przeciwko ścisłemu oznaczeniu praw własności podnosi się argument, że wszelka produkcja ulegnie zahamowaniu albo drastycznie podniesie koszty. Jest to twierdzenie fałszywe z kilku powodów. Po pierwsze respektowanie prawa własności wymaga ścisłego przestrzegania zasady lex retro non agit i w przypadku niesprecyzowanych praw własności – zasady pierwszeństwa. Oczywiście żaden z normatywnych postulatów prawnych austriackiej analizy nie zachęca do obalania praw nabytych i instrumentalnego ich traktowania, przeciwnie – podstawą jest koncepcja rządów prawa. Ponadto przy wystąpieniu konfliktu strony jak najbardziej mogą stosować metodę transakcyjną zgodnie z teorematem Coase’a, która prowadzi do optymalnej alokacji zasobów, a co za tym idzie jak najniższych kosztów produkcji. Jeśli zatem szukając lokalizacji dla nowej elektrowni przedsiębiorca będzie musiał ulokować ją z dala od miasta albo bliżej i wówczas zainwestować w wydajne filtry, ponieważ mieszkańcy realizując swoje prawo własności będą bardziej cenili sobie czyste powietrze niż tanią energię, cena energii może być względnie wyższa niż w innym przypadku. Pociąga to za sobą jednak dwa inne efekty: stan zieleni miejskiej, elewacji i dachów budynków oraz płuc mieszkańców miasta nie ulegnie pogorszeniu, oraz producent energii będzie zmuszony szukać jak najtańszego sposobu wytwarzania czystej elektryczności. To oznacza, że agregatowe koszty nie zwiększą się (w analizie kosztu społecznego stan płuc mieszkańców może w ogóle nie zostać uwzględniony, a zgodnie z teorematem Coase’a sąd może przyznać prawo emisji zanieczyszczeń właścicielowi elektrowni ze względu na „dobro” mieszkańców). Jednocześnie przedsiębiorca budujący elektrownię będzie zmuszony poszukiwać nowych, wydajnych technologii dla jak najefektywniejszego gospodarowania zasobami, co jak uczy historia rozwoju – ostatecznie prowadzi do zmniejszenia kosztów.

Po wtóre twierdzenie, że zakaz zanieczyszczania podniesie koszty produkcji przemysłowej zasługuje na takie samo potępienie z uwagi na etykę własności prywatnej, jak dawne argumenty przeciwko zniesieniu niewolnictwa<!–[if !supportFootnotes]–>[4]<!–[endif]–>. Oznaczałoby to, że trucicielom wolno bezkarnie ingerować w życie, zdrowie i własność osób trzecich, przerzucając na niewinnych ludzi koszty zanieczyszczenia środowiska, zamiast w całości je internalizować i szukać efektywnych metod zaspokajania życzeń konsumentów. Zatem z ekonomicznego jak i etycznego punktu widzenia argument o zwiększeniu kosztów jest całkowicie nietrafny.

Istotnym zagadnieniem związanym ze środowiskiem są rzadkie zasoby, fakt rzadkości stanowi podstawę dla rozwoju szeregu gałęzi prawa łączących regulacje cywilne i administracyjne. Według ekonomii austriackiej zasobami naturalnymi jest cała materia tworząca Ziemię, od samego jej jądra aż po górne granice atmosfery. Rzadkość zasobów wynika, jak powszechnie się przyjmuje, z częstości ich występowania i dostępności dla człowieka. Jednak jest to twierdzenie tylko częściowo uzasadnione, rzadkość wynika wprost z ludzkiego działania, z pracy i pomysłowości człowieka. To człowiek nadając zasobom określoną wartość decyduje o ich użyciu i przeznaczeniu, np. rzadkość ropy naftowej jest stwierdzalnym faktem, jeśli zliczyć wszystkie złoża na świecie, ale rzadkość ropy naftowej w ujęciu prakseologicznym jako środka dla transportu czy przemysłu chemicznego wynika z ludzkich wysiłków zmierzających do zaspokojenia określonych potrzeb. W tym sensie zasoby natury dane człowiekowi są nieskończone, cały problem sprowadza się do ich użyteczności i dostępności dla danego nakładu pracy i technologii. W początkach XIX wieku ropa naftowa wydobywająca się z ziemi była przekleństwem rolników, niszczyła pola uprawne, psuła wodę do picia. Dziś człowiek nadaje jej wysoką wartość i jest prawdopodobne, że w przyszłości dzięki postępowi technologicznemu<!–[if !supportFootnotes]–>[5]<!–[endif]–> oraz wskutek wyczerpywania się najłatwiej dostępnych (niskim nakładem środków) nieodnawialnych złóż surowców ludzkość znajdzie zastosowanie dla fragmentów przyrody, które obecnie traktuje się z pogardą.

Jedynie pracę można nazwać „najrzadszym ze wszystkich pierwotnych czynników produkcji, ponieważ w tym konkretnym znaczeniu jest niespecyficzna i w każdej dziedzinie produkcji potrzebny jest jej nakład. Rzadkość pozostałych pierwotnych czynników produkcji – to znaczy środków produkcji, które zapewnia przyroda – staje się więc dla działającego człowieka rzadkością tych materialnych środków produkcji, których użycie wymaga najmniejszego nakładu pracy.”<!–[if !supportFootnotes]–>[6]<!–[endif]–>

Pomimo złowieszczych neomaltuzjańskich prognoz w rodzaju przepowiedni Klubu Rzymskiego z 1970r czy słowach zwątpienia „Musicie wiedzieć, że świat się postarzał i nie tryska młodzieńczą energią (…). Deszcz i ciepło słońca maleją, kruszce są nieomal wyczerpane (…)”, który to cytat pochodzi z III wieku n.e.<!–[if !supportFootnotes]–>[7]<!–[endif]–>, rozwój cywilizacji nigdy nie zatrzymał się w wyniku braku zasobów, podstawowym problemem gospodarowania był i jest brak bodźców ekonomicznych płynących z własności prywatnej.

M. Rothbard podaje prosty przykład uzasadniający prostą zależność między wolnym rynkiem i prawem własności prywatnej a ochroną i powiększaniem dostępnych zasobów naturalnych<!–[if !supportFootnotes]–>[8]<!–[endif]–>. Górnicy w prywatnej kopalni gdy trafią na nową żyłę miedzi, nie wydobywają jej natychmiast lecz zabezpieczają, a wydobycie odbywa się stopniowo, rok po roku. Właściciele kopalni kalkulują, że gdyby trzykrotnie zwiększyli wydobycie, to zależnie od koniunktury może potroiliby zyski, ale z drugiej strony uszczupleniu uległyby złoża, co wpłynęłoby negatywnie na przyszłe profity z eksploatacji. Na wolnym rynku bieżąca wartość pieniężna całej kopalni opiera się na oczekiwanym zysku z produkcji miedzi w przyszłości. Eksploatacja powyżej rynkowego zapotrzebowania i wbrew oczekiwanym trendom obniży wartość kopalni, podniesie cenę wydobycia i spowoduje obniżenie cen surowca, co jest działaniem nieracjonalnym i grożącym bankructwem. W rozproszonym planowaniu tysięcy właścicieli na całym świecie decyzje zdeterminowane są przez oczekiwania przyszłych zysków, popytu i stóp procentowych. Jeśli właściciele będą przewidywać, że miedź zostanie zastąpiona przez inny produkt (np. dzięki ulepszonej technice światłowodów) zwiększą produkcję już teraz, zanim miedź straci na wartości. Odwrotnie – jeśli przewidują, że zapotrzebowanie na miedź wzrośnie, będą chronili zasoby teraz, aby używać ich w przyszłości, a zwiększona cena zmusi konsumentów do racjonalnego obchodzenia się z np. odpadkami zawierającymi miedź oraz zmusi producentów do poszukiwań wydajniejszych, oszczędniejszych technologii.

Powyższy mechanizm dotyczy absolutnie każdego z zasobów wyczerpywalnych i odnawialnych jakimi został obdarzony człowiek, od składników powietrza po najgłębsze złoża kopalń. Jest oczywiście możliwe, że prywatny właściciel zniszczy i wyczerpie swoje zasoby, ale w warunkach wolnego rynku i pełnego przestrzegania praw własności jest niemożliwe, że uczynią tak wszyscy w akcie zbiorowego samobójstwa. Lokalne wyczerpanie danego nieodnawialnego surowca (globalne wyczerpanie jeszcze nigdy nie wystąpiło) nie jest żadną katastrofą; jedna z najstarszych kopalni soli w Wieliczce jest dziś centrum turystycznym, miasto poszukiwaczy złota Bodie w Kalifornii zostało skansenem, inne miejsce zamyka się i rekultywuje dla nowej działalności. W epoce industrialnej w Anglii zwiększyło się wydobycie węgla ze względu na kurczenie się obszarów leśnych, wzrost cen drewna i groźbę degradacji gruntów, obecnie mimo posiadanych złóż bardziej opłaca się węgiel importować a zapotrzebowanie energetyczne pokrywać z elektrowni atomowych, które są relatywnie tanie (co najmniej dwukrotnie od węglowych czy wiatrowych w przeliczeniu za MWh) i czyste ekologicznie, a zasoby paliwa szacuje się na setki lat. Jednocześnie z Anglii nie zniknęły lasy ani nie zostały wyczerpane zasoby węgla.

Problem z wyczerpywaniem czy niszczeniem zasobów jest zatem problemem stwarzanym przez prawo, które zabrania pierwotnego zawłaszczenia, nie chroni prawa własności lub sankcjonuje prymat własności publicznej lub tworzy biurokrację i sprzyja interwencjonizmowi, wtrącając się w proces zaspokajania życzeń konsumentów.

Nie trudno zauważyć podobieństwa między zniszczeniem zasobów amerykańskich prerii pod koniec XIX wieku a degradacją pól Kazachstanu i Uzbekistanu w drugiej połowie XX wieku – odtworzenie ekonomicznej wartości tych zasobów jest co prawda możliwe, lecz niebywale kosztowne. Tak zwane tereny otwarte w Stanach Zjednoczonych dały początek legendzie o brutalnym dzikim zachodzie a były niczym więcej, jak błędna polityką rządu zezwalającą osadnikom na otrzymanie nie więcej jak 160 akrów ziemi. W warunkach suchego klimatu panującego na zachód od rzeki Mississippi nie było możliwości prowadzenia racjonalnej gospodarki rolnej, hodowcy przepędzali swoje stada na ziemię formalnie należącą do rządu, w rzeczywistości niezagospodarowaną, co spowodowało międzyludzkie konflikty i szybkie wyjałowienie się terenów<!–[if !supportFootnotes]–>[9]<!–[endif]–>. Kolektywizacja rolnictwa i centralne planowanie w Związku Radzieckim sprowadziły prawdopodobnie największą degradację i marnotrawstwo zasobów w historii człowieka. Szaleńczy pomysł monokultur bawełny zamiast tradycyjnych upraw był po prostu ekonomicznie nieopłacalny, krańcowa korzyść z uprawy bawełny ponad gospodarczo racjonalną miarę okazała się mniejsza niż koszty powstrzymywania ekologicznej katastrofy (której rozprzestrzenianie oznaczałoby koniec wszelkiej działalności) i mniejsza niż straty z powodu upadku dotychczasowej gospodarki nad morze Aralskim; jest to szacunek czysto pieniężny. W obu wymienionych przypadkach brak było rozproszonej siatki bezpośrednich właścicieli, którzy w trosce o własne dobro mogliby egzekwować prawa własności. Jednak obecnie w podnoszonych protestach przeciwko eksploatacji lasów Amazonii nie słyszy się, że jedynie 10% tego terenu ma przypisane prawa własności<!–[if !supportFootnotes]–>[10]<!–[endif]–>.

Popularny argument opowiadający się za interwencja w prawa własności mówi, że właściciele z powodu biedy czy rozwarstwienia w dochodzie skłonni są rabunkowo eksploatować swoje zasoby i doprowadzić do wyczerpania zasobów i zanieczyszczenia środowiska na dużą skalę. Stwierdzenie to opiera się na przekonaniu, że człowiek jest rodzajem wirusa na Ziemi i celowym działaniem winno być powstrzymywanie rozwoju i kontrola ludzkiego życia<!–[if !supportFootnotes]–>[11]<!–[endif]–>. Skrajni ekologiści zdają się nie dostrzegać, że wszędzie tam, gdzie prawo własności tradycyjnie ma bardzo silna ochronę ludzie rozwijają swoje bogactwo w pełnej harmonii z otoczeniem, dbając o następne pokolenia<!–[if !supportFootnotes]–>[12]<!–[endif]–>. Można przywołać empiryczne przykłady, które nie są per se dowodem na przewagę własności prywatnej nad wszelkimi innymi formami władztwa nad wyodrębnionymi częściami przyrody, lecz stanowią ilustrację prakseologicznego twierdzenia. W 1974r opublikowane zostało zdjęcie satelitarne, które ogromnie poruszyło opinię publiczną. Obraz zawierał nieregularną siatkę ciemnych skrawków lądu w północnej Afryce na obszarze 390 mil kwadratowych. Po bezpośrednich oględzinach okazało się, że cześć terenów była ogrodzona i porośnięta trawą, a poza ogrodzeniami pastwiska były zdewastowane do gruntu. Ogrodzony obszar był prywatną własnością podzieloną na pięć części, każdego roku właściciele wypędzali swoje stada na jedną z tych części, pozwalając poprzedniej zregenerować się przez cztery kolejne lata. Można przypuszczać, że nic innego jak groźba biedy zmusiła tych niewykształconych i ubogich ludzi do wyznaczenia własności i racjonalnego gospodarowania.

<!–[if !supportFootnotes]–>

<!–[endif]–>

<!–[if !supportFootnotes]–>[1]<!–[endif]–> Cordato R., An Austrian Theory of Environmental Economics, Quarterly Journal of Austrian Economics, spring 2004, s. 3-36, edycja on-line: www.mises.org/story/1760

<!–[if !supportFootnotes]–>[2]<!–[endif]–> Nie należy lekceważyć pomysłowości: w 2006r F. Garrido złożył w hiszpańskim parlamencie projekt o przyznaniu małpom człekokształtnym praw człowieka, na forum europejskim za tym pomysłem przekonywał D. Hammerstein. Sformułowanie „krzywda na środowisku” pojawiło się przy okazji orzeczenia w sprawie Erika (por. rozdział III)

<!–[if !supportFootnotes]–>[3]<!–[endif]–> Pack A., Environmental Preservation: A Matter of Property, www.mises.org/story/2136

<!–[if !supportFootnotes]–>[4]<!–[endif]–> Rothbard M. N., O nową wolność…, r. XIII

<!–[if !supportFootnotes]–>[5]<!–[endif]–> Rozmiary postępu technologicznego pokazuje np. wynalazek tranzystora. Gdy pod koniec lat sześćdziesiątych udało się zbudować miniaturowy układ oparty o krzemowe tranzystory, ich cena do końca wieku spadła około miliona razy (!), miniaturyzacja i wydajność osiągnęła gigantyczne postępy, dzięki czemu zaawansowane urządzenia dostępne są dla każdego, a ich skokowy rozwój dopiero ma nastąpić.

<!–[if !supportFootnotes]–>[6]<!–[endif]–> Mises L. von, Ludzkie Działanie…, s. 115

<!–[if !supportFootnotes]–>[7]<!–[endif]–> Reisman G., Capitalism. A Treatise On Economics., Jameson Books, Illinolis 1990, s. 66 edycja on-line: www.capitalism.net

<!–[if !supportFootnotes]–>[8]<!–[endif]–> Rothbard M. N., O nową wolność…, r. XIII

<!–[if !supportFootnotes]–>[10]<!–[endif]–> Soto H. de, The Mystery of Capital, Black Swan, Berkshire 2001, s. 88

<!–[if !supportFootnotes]–>[11]<!–[endif]–> Gore A., Earth in the Balance: Ecology and the Human Spirit, Houghton Mifflin Books, 2000, s. 216.

Jest to tzw. Głęboki Ekologizm

<!–[if !supportFootnotes]–>[12]<!–[endif]–> Według indeksu wolności gospodarczej Heritage Foundation (www.heritage.org) państwa zapewniające od dziesięcioleci najsilniejsza ochronę własności są zarazem najbogatszymi państwami, cieszące się równocześnie uznaniem za swoją proekologiczna politykę (np. kantony Szwajcarii czy Singapur).

Tekst został wcześniej opublikowany na blogu autora.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *