Ken Schoolland

Ken Schoolland: „Otwarcie na imigrację: strach, odwaga i etyka”

Ilekroć mam tremę przed wykładem na temat imigracji, myślę o odwadze samych imigrantów.

Odwaga

Myślę o ogromnej odwadze, która jest potrzebna żeby uciec przed prześladowaniami, zostawić wszystko co znane za sobą i ryzykować wrogość zupełnie obcej kultury po to, aby odnaleźć wolność i szanse na lepsze życie. Myśl o tej odwadze dodaje mi otuchy. O ile łatwiej jest mówić do przyjaźnie nastawionych słuchaczy, niż wystawiać swoje życie na niebezpieczeństwa w rozklekotanej łódce zmagającej się z burzami, piratami i rekinami. Albo przedzierać się przez zasieki i błąkać wiele dni po pustyni, bez wody, w temperaturach powyżej 45ºC.

Nie mogę winić tych ludzi za to, że próbują. Ja ich za to podziwiam. Zapewne dawno temu moi przodkowie podjęli taką próbę i ja na tym dobrze wyszedłem. Mogę mieć jedynie nadzieje, że będąc na ich miejscu, wykazałbym się podobną odwagą.

Ale nie jestem pewien, czy miałbym dostatecznie dużo odwagi, by uciec przed nazistowskim reżimem, gdybym był niemieckim lub polskim Żydem w latach 30. Czy przechytrzyłbym władze, by próbować przedostać się do Szwajcarii lub USA, nawet wtedy, gdy kraje  te ogłosiły, że już nie przyjmują żydowskich uchodźców? Czy może raczej przyglądałbym się jak mordują moją rodzinę?

Czy mieszkając na Kubie lub w Północnej Korei, w latach dziewięćdziesiątych, miałbym odwagę, by oddać oszczędności całego życie kapitanowi-amatorowi przeciekającej i przepełnionej łodzi i wystawiać się na niebezpieczeństwa otwartego morza? Czy może raczej zaakceptowałbym tyranię komunistycznego lub wojskowego dyktatora, który by niewolił i doprowadzał do nędzy mnie i moją rodzinę przez dziesięciolecia?

A czy będąc czarnym niewolnikiem na południu Ameryki, przed wojną domową w początkach 1800, zaryzykowałbym ucieczkę od swego pana podziemną koleją? Czy uciekłbym do północnych stanów, gdzie byłbym traktowany jak nielegalnie zbiegła własnością, która sama siebie ukradła i gdzie większość ludzi z chęcią wydałaby mnie władzom, by jak najszybciej odesłać mnie do moich właścicieli? Czy może wystarczyłaby mi legalna niewola i patrzenie jak moja rodzina jest tyranizowana?

Niewolnictwo ma się całkiem dobrze na świece, a Birmańczycy, Sudańczycy, Kubańczycy i Północni Koreańczycy są odsyłani z powrotem do niewolących ich państw. Amerykanom grozi nawet grzywna, w wysokości 3000$ za udzielanie pomocy rozbitkom-uchodźcom i transportowaniu ich na ląd. Ciężko to zaakceptować, ale od okropnych czasów, w których, na mocy Fugitive Slave Act z 1850, zbiegłych niewolników łapano i zmuszano do powrotu na plantacje, niewiele się zmieniło.

Prawo ma bronić jednostki. Gdy prawo jednostki krzywdzi, to wtedy jest to złe i niemoralne prawo. Moralność jest ważniejsza od prawa. A odsyłanie ludzi z powrotem do tyranów, to kolaboracja z tyranami.

Te rozważania przypominają mi uwielbianego, amerykańskiego bohatera, Patricka Henry’ego, którego słowa znajdują się w każdym podręczniku do historii: „Dajcie mi wolność, albo dajcie mi śmierć”. I podczas gdy słowa te są podziwiane, to warto się zastanowić czy tak samo podziwiamy ludzi, którzy za tymi słowami podążają. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał podejmować takich decyzji, ale są ludzie, którzy nie mają innego wyjścia. Na świecie bowiem, pełno jest władców, dla których ludzie są niewolnikami.

Lęk

A co z tymi, którzy są przeciwni otwieraniu się na imigrantów? Czy żaden z przedstawianych przez nich argumentów nie jest zasadny? Ja twierdzę, że nie.

Oczywiście, gdy ludzie zaczynają poruszać się po świecie –  pojawiają się problemy. Tego nie kwestionuję. Ale nie tłumaczę tego nadmiarem wolności. Raczej zastanawiam się, czy to nie brak wolności powoduje te problemy. I zazwyczaj okazuje się, że tak jest. 

Nie pytam co rząd może zrobić, by rozwiązać te problemy. Pytam w jaki sposób rząd przyczynił się do powstania tych problemów, bowiem wystarczy się z tego wycofać i po kłopocie.

Lęk leży u podstaw każdego argumentu przeciwko umożliwianiu ludziom swobodnego poszukiwania wolności na ziemi. Czasami te lęki są wyrażane otwarcie, ale częściej są zamaskowane. Lęk przed imigrantami znamionuje brak odwagi.

Odwaga lubi konkurencję lęk ją niszczy. Odwaga wita nowoprzybyłych, lęk ich wygania. Odwaga kocha wolność, a lęk jej zaprzecza.

Jakie lęki zatem budzą imigranci? Podstawowe obawy mają związek z rasą, kulturą, zmianami status quo, utrzymaniem, bezpieczeństwem i zatłoczeniem. Racjonalizacja wykluczenia przybiera różne formy.

Leniwi imigranci?

Jednym z najczęstszych argumentów, podnoszonym przeciw otwarciu granic, jest przekonanie, że imigranci przyjeżdżają, aby korzystać z pomocy społecznej i że biedny amerykański podatnik będzie musiał płacić na leniwych imigrantów. Interesujący jest tu pewien kontrast: ludzie boją się, że imigranci będą pracować zbyt ciężko i w ten sposób odbiorą im stanowiska pracy, i że będą pracować za mało i obciążą system opieki społecznej. Zatem jak jest naprawdę?

Zawsze pytam studentów o tych rzekomo „leniwych imigrantów”. Proszę, by sobie wyobrazili, że są pracodawcami i przychodzi do nich dwóch potencjalnych pracowników. Niewiele o nich wiadomo poza jednym: jeden jest amerykańskim obywatelem, a drugi imigrantem. Teraz, który z potencjalnych pracowników, według studentów będzie pracował ciężej? Amerykanin czy imigrant? Studenci zawsze wskazują na imigranta.

Ci, którzy decydują się przeprowadzić z kraju do kraju to bardzo często najbardziej energiczne, najodważniejsze i najbardziej przedsiębiorcze jednostki. Zostawiają za sobą wszystko, co znają, by zamieszkać w miejscu gdzie wszystko jest obce i potencjalnie wrogie.

Gdy imigranci otwierają swe firmy w Ameryce, zatrudniają Amerykanów lub sprzedają towary czy usługi Amerykanom, to prawem konsumenta jest zadecydowanie czy chce korzystać z usług imigrantów.

A co z amerykańskimi pracodawcami? Czy pracodawcy maja prawo do zatrudniania imigrantów? Przypomnijmy słowa Roberta W. Tracinskiego, redaktora z instytutu Ayn Rand: „Amerykański sen w dużej mierze opiera się na prawie jednostki do zajścia tak wysoko, jak tylko potrafi. Przeciwnicy imigracji chcą jednak odrzucić tę wizję zamieniając Amerykę w uprzywilejowany rezerwat dla tych, którzy chcą by prawo gwarantowało im pracę – pracę, której sami własnym wysiłkiem nie byliby w stanie zdobyć. Każdy imigrant, który chce przyjechać od Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia powinien zostać wpuszczony – a każdy pracownik, który chce dać mu zatrudnienie – powinien mieć do tego prawo.”

Bogactwa Ziemi

A jakie są gospodarcze konsekwencje imigrowania w poszukiwaniu pracy? Praktyczny aspekt tego problemu został już poruszony we wspaniałej pracy Juliana Simona. Według Simona imigranci przynoszą wyjątkowe korzyści dla danego narodu. Większość imigrantów wyrusza w świat, będąc w najbardziej produktywnym wieku.

Ogólnie rzecz ujmując nowi imigranci są opóźnieni o rok w wykształceniu w stosunku do obywateli USA, ale ich dzieci są bardzo zmotywowane i przewyższają poziomem Amerykanów w szkołach. Wśród imigrantów jest więcej dyplomów wyższych uczelni, niż wśród wykształconych w Stanach, zwłaszcza w dziedzinach produkcyjnych, takich jak inżynieria, czy nauki ścisłe. Wśród imigrantów  z wykształceniem ścisłym lub technicznych, przybywających do USA, ponad jedna trzecia pochodzi z Indii. Według The Economic Times  średni przychód imigrantów o indyjskich korzeniach to 60.000 $, czyli o 50% więcej niż przeciętny przychód Amerykanów.

Imigranci przybywający do Ameryki, nawet z biedniejszych krajów, twierdzi Simon, są zdrowsi niż tutejsi obywatele w tym samym wieku. Więzy rodzinne, wzmocnione tradycją ciężkiej pracy, są silniejsze niż u Amerykanów. Simon przytacza także 14 niezależnych badań, wedle których imigranci nie mają wpływu na bezrobocie w Ameryce we wrażliwych, nisko opłacanych, mniejszościowych, niewykwalifikowanych obszarach, czy nawet wśród wysoko wykwalifikowanych obywateli amerykańskich.

Kolejne 12 badań wykazało, że imigranci nie mają negatywnego wpływu na wysokość pensji. Przecież nie ma stałej liczy posad. Przedsiębiorczy imigranci przyjeżdżają mając swoje ręce, nogi i umysły, dzięki którym tworzą zatrudnienie i bogactwo gdziekolwiek się osiedlą. Ci słabo wykształceni, są zmotywowani, by podejmować pracę, na którą przeciętny Amerykanin nawet by nie spojrzał, czyli 4 Z: zbyt trudną, zbyt niebezpieczną, zbyt brudną  i zbyt ponurą.

Z badań, Simon wyciąga wnioski, że „gdy przepisy nie zabraniają imigrantom pracować” to przynoszą większe oni wpływy do budżetu, niż to, co pobierają od pomocy społecznej. Przez lata zarobki imigrantów przewyższają zarobki porównywalnej grupy amerykańskich obywateli. Julian Simon stwierdza, że emerytury dla seniorów mogą zależeć od składek płaconych przez młodych imigrantów.

Zatem jeśli tak jest, to czemu imigranci nie są traktowani jak sól ziemi? Dlaczego na całym świecie politycy nie konkurują ze sobą w zabiegach o przyciągnięcie tych cennych zasobów ludzkich, tak jak zabiegają o przyciąganie kapitału inwestorów, czyli owocu ludzkiej pracy? Czemu imigranci nie są postrzegani jako inspiracja – taka, jaką byli imigranci Michaił Barysznikow, Enrico Ferme, Irwing Berlin i Albert Einstein?

Poza zamożnymi turystami, studentami i biznesmenami, przyjezdni chcący się osiedlać budzą ksenofobiczne lęki. Ale te lęki nie powstrzymują imigrantów, kierujących się najbardziej naturalnym, ludzkim odruchem – poszukiwaniem wolności i lepszego życia.

Etyka jest tu jasna. Jeżeli ja nie mam prawa nikomu zabraniać pokojowego poszukiwania wolności i lepszego życia, to nie mam prawa prosić polityków, by wprowadzali zakazy w moim imieniu. Według prawa, ktoś może być nielegalny, ale jeżeli ta osoba postępuje moralnie, to wtedy niemoralne jest prawo.

Wysoko rozwinięta opieka społeczna, a emigracją

Spojrzenie poprzez pryzmat etyki jest wystarczające dla wolnorynkowców w niemal każdej kwestii poza imigracją. Akceptują oni imigrację teoretycznie i tylko wtedy, gdy znikną wszelkie formy państwowej pomocy społecznej. Czyli praktycznie nigdy.

Czy poprawnym jest stwierdzenie, że imigrantów przyciąga opieka społeczna? Jeżeli imigranci przyjeżdżają do Ameryki, by żyć na zasiłku, to po przybyciu na miejsce, poszukiwaliby stanów z jak najbardziej rozwiniętą opieką społeczną. A w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Zarówno obywatele urodzeni w Ameryce, jak i poza nią, uciekają ze stanów z wysoko rozwiniętą pomocą społeczną, do stanów z nisko rozwiniętą pomocą społeczną.

Weźmy na przykład Hawaje. Według Michaela Tannera i Stephena Moora z Instytutu CATO, sześć podstawowych programów opieki społecznej dostępnych na Hawajach, 6 z wszystkich 77, zapewniłoby matce z dwójką dzieci równowartość dochodu 36,000$ netto, czyli stawkę 17,50$ za godzinę, a jest to najwyższy zasiłek w kraju. To jednak nie ma żadnego wpływu na imigracje do tego stanu. Według danych amerykańskiego urzędu statystycznego, w ostatniej dekadzie XX wieku Hawaje odnotowały emigrację populacji amerykańskiej jak i imigrantów.  

Z dziesięciu stanów o najwyżej rozwiniętej opiece społeczne wyemigrowało w sumie 1,500,000 obywateli tam urodzonych i prawie 500,000 urodzonych poza miejscem  zamieszkania. W ośmiu na dziesięć stanów z wysoko rozwiniętą pomocą społeczną w emigracji przodowali Amerykanie.

Nisko rozwinięta pomoc społeczna a imigracja

Porównajmy te dane ze stanami nie zapewniającymi wysokich zasiłków. Osiem z dziesięciu stanów z nisko rozwinięta opieką społeczną doświadczyło imigracji ludności urodzonej w Ameryce. A dziewięć, z tych dziesięciu stanów doświadczyło imigracji osób urodzonych poza Ameryką. 
 

  Ekwiwalent stawki godzinowej uzyskany z zasiłku (1995) Liczba emigrantów urodzonych w Ameryce Liczba emigrantów urodzonych poza Ameryką
Najwyższa 10.      
Hawaje $17.50 –  65,505 –    10,628
Alaska $15.48 –  31,040 +       542
Massachusetts $14.66 –  56,324 +    1,616
Connecticut $14.23 –  66,950 +    2,340
Waszyngton $13.99 –  35,515 –     9,816
Nowy Jork $13.13 -669,102 –  205,146
New Jersey $12.74 -186,933 +    4,104
Rhode Island $12.55 +   2,320 +       916
Kalifornia $11.59 -518,187 –  237,349
Wirginia $11.11 + 59,364 +   16,366
       
Średnia najwyższej 10. $13.70    
Zmiany w populacji   – 1,567,872 –  437,055
                                          
Najniższa 10.      
Mississippi $5.53 +  25,845 +  1,085
Alabama $6.25 +  25,158 +     665
Arkansas $6.35 +  35,049 +  7,067
Tennessee $6.59 +135,615 +10,699
Arizona $6.78 +275,814 +40,334
Missouri $7.16 +  42,397 +  3,656
Zachodnia Wirginia $7.31 –    9,778 –      976
Texas $7.31 +131,538 +16,702
Nebraska $7.64 –   20,160 +  4,807
Południowa Karolina $7.79 +124,151 +  8,054
       
Średnia najniższej dziesiątki $6.87    
Zmiany w populacji            +765,629                  + 92,093              
  CATO Urząd statystyczny Urząd statystyczny

Źródło: Moore, Stephen, „Why Welfare Pays,” Wall Street Journal, 28 września, 1995

„Migration of Natives and the Foreign Born: 1995-2000,” US Census Bureau, August 2003

Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale większość migracji powodowana jest poszukiwaniem możliwości rozwoju, a nie zasiłku. Ludzie, którzy są zbyt leniwi by pracować, są także zbyt leniwi by opuszczać wszystko to, co znają i jechać do miejsc całkowicie obcych i potencjalnie wrogich.

To się nawet bardziej sprawdza w przypadku ludzi, którzy ryzykując przekraczają granice państw.

W odrzuceniu teorii zasiłku, jako magnesu, bardziej pomaga argument etyczny, niż praktyczny. Stwierdzenie, że to imigranci odpowiadają za wysokie zasiłki jest stwierdzeniem kolektywistycznym. Etyka indywidualnej wolności obliguje Stany Zjednoczone do oceniania ludzi za ich czyny, a nie za czyny innych. Imigranci są tak samo odpowiedzialni za prawa dotyczące opieki społeczne w Stanach, jak za tyranię rządów w krajach, z których uciekają.

Mamy szczęście, że amerykańscy politycy w ostatnich latach zaczęli sobie radzić z nieszczelnym systemem opieki społecznej. Liczba Amerykanów żyjących poniżej granicy ubóstwa jest najniższa od 21 lat, a liczba ludzi na zasiłku spadła o połowę.

System opieki społecznej nie jest czymś co zostało nam dane i nie może być wymówką dla zakazania imigracji. System opieki społecznej został stworzony przez polityków i przez polityków może zostać zmieniony.

Niektórzy przeciwnicy imigracji twierdzą, że uchodźcy zamiast uciekać, powinni zostać w swoich krajach i zmieniać swój system polityczny i gospodarczy. Ja odpowiadam, że najlepszymi sędziami w tym wypadku, są sami imigranci.

Czasami uchodźcy – patrząc na Ludwiga von Misesa, Fryderyka von Hayeka czy Ayn Rand – mogli zrobić więcej dla swych ojczyzn spoza granic, niż gdyby zostali w domach i zginęli, zgnili w lochach więzień, czy też byliby niewolnikami, lub niszczyli sobie zdrowie przy ciężkiej pracy za marne grosze. Imigrant jest najlepszym sędzią we własnej sprawie, podobnie jak najlepszym sędziami we własnych sprawach byli wcześniejsi imigranci do Ameryki.

Kon trojański?

Inne obawy, zwłaszcza w dzisiejszej Ameryce, związane są z bezpieczeństwem narodowym. Zwrócono na to szczególną uwagę po atakach na World Trade Center z 11 września. Odezwały się głosy żądające nie wpuszczania imigrantów, by w ten sposób bronić się przed napływem terrorystów. Każda łódź, barka, czy samolot są postrzegane jako potencjalny koń trojański.

Do zakresu obowiązków rządu należy obrona obywateli przed inwazją obcych wojsk i rząd powinien o tym doskonale widzieć. Nie mam żadnych wątpliwości, że nie powinniśmy dawać wiz obcej armii, mimo to podejrzewam, że gdyby rząd Południowej Korei wysłał swoje wojska do ataku na Stany Zjednoczone, każdy wygłodniały żołnierz, zaraz po przekroczeniu granicy, by zdezerterował.

To zrozumiałe, że po tak tragicznych wydarzeniach jak 9/11 ludzie będą, i muszą, żądać ochrony przed terrorystami. Ale rozum musi przeważać nad pokusą zastosowania odpowiedzialności zbiorowej, wtedy będziemy mogli mówić o prawdziwej ochronie.  

Żądanie położenia całkowitego kresu imigracji zdejmuje odpowiedzialność ze służb wywiadowczych i policji. W ten sposób uchodźcy są traktowani jak kozły ofiarne, a  przecież oni sami są ofiarami terroru. Lecz tak jest o wiele łatwiej, niż skutecznie, s k u t e c z n i e, tropić i karać prawdziwych przestępców. 

Dobro tyranów i korporacji

Amerykanie nie powinni się martwic o zasiłki dla imigrantów, ale są inne formy pomocy społecznej, którymi powinni się bardzo martwić. Są dwa typy zasiłku, który powoduje, że imigranci opuszczają swoje domy: zasiłek dla tyranów i protekcjonalne traktowanie korporacji.

Przez dziesięciolecia amerykańscy podatnicy zapewniali pomoc bandzie takich tyranów, jak Duvalier, Mobutu, Marcos, Pahlawi, Norwega czy Suharto. Nie należy także zapominać o miliardach dolarów pomocy dla Saddama Husseina.

Od końca zimnej wojny i początku niekończącej się wojny narkotykowej, amerykański udział w światowym handlu bronią wzrósł do 70%, a większość transakcji opłacana jest z kieszeni podatników. Z pewnością ma to wpływ na dziesięciokrotne zwiększenie liczby uchodźców w ostatnich latach.

Kolejną formą pomocy społecznej, bezpośrednio prowadzącej do imigracji, jest pomoc dla korporacji, czyli protekcjonizm. Z powodu barier handlowych amerykańscy, europejscy i japońscy konsumenci nie mogą kupować pewnych towarów, które producenci chcą eksportować. Dzieję się tak zwłaszcza w rolnictwie, które jest rozwojowe w uboższych krajach.

Amerykańskie bariery handlowe sprawiły, że cena cukru zwiększyła się czterokrotnie, na światowych rynkach płacimy 5 centów za funt, a w kraju 20 centów. By doprowadzić do tak wysokich cen, zapłacono amerykańskim rolnikom za zaoranie 120.000 akrów uprawy buraków cukrowych. Imigrującym rolnikom nie pozwala się na osiedlanie w Ameryce, biedniejszym sąsiednim państwom zabrania się sprzedawania towarów w Stanach, a wiele amerykańskich firm spożywczych zachęca się do inwestowania za granicą.

To nie jest mądra polityka. To szaleństwo popełniane jest pod dyktando silnych grup nacisku i polityków, którzy zdradzają publiczne zaufanie. Ilekroć na dany kraj nakłada się embargo powoduje to ubóstwo, ferment społeczny, przemyt narkotyków i większa emigrację.

Bogate kraje mają olbrzymie możliwości, by polepszać byt ludzi i stan gospodarki w krajach biedniejszych – wystarczy zacząć praktykować to, co mówi się o wolnym handlu. Niestety nikt tego nie robi.   

Ograniczone zasoby naturalne?

W 1783 roku pierwszy amerykański prezydent Jerzy Waszyngton ogłosił: „… łono Ameryki przyjmie nie tylko bogatych i szanowanych, ale także prześladowanych i uciskanych każdej nacji i wyznania, by móc wspólnie cieszyć się prawami i przywilejami”.

Moi krytycy mówią: „OK, Jerzy Waszyngton witał wszystkich imigrantów 200 lat temu, ale dziś nie ma tyle miejsca, nie ma aż tyle zasobów naturalnych”.

To jest fałszywy wniosek.

W wolnym społeczeństwie jednostki wytwarzają wszystko to, co jest im potrzebne. Znów skorzystam z  pomocy Juliana Simona. Simon wiele razy wykazywał, że zasoby się nie zmniejszają, a są coraz liczniejsze i coraz tańsze.

Micheal Cox napisał w magazynie Reason: „Kapitalizm tworzy bogactwo. W ciągu dwóch ostatnich stuleci Ameryka stała się najbogatszym krajem świata, bo przyjęła system gospodarczy, który promuje wzrost, efektywność i innowacje”. Realny PKB na głowę w Ameryce to obecnie 36.000$.

No dobrze, mamy przyrost bogactwa, ale co z ziemią? Ilość ziemi jest stała, nie przyrasta. Czy zatem Ameryka nie jest zbyt zatłoczona?

Faktycznie, gdy mówimy o otwarciu granic na północ od Meksyku, moi przeciwnicy mówią o zalewie imigrantów. „A gdzie oni się pomieszczą?”

Mimo, że mnóstwo ludzi usiłuje dostać się do Stanów, to arogancją jest myślenie, że cały świat chciałby tu mieszkać. Jak dotąd, aż dziesięć milionów amerykańskich obywateli wybrało dom za granicą.

Wiele Amerykanów mieszka za granicą, ale wszyscy mają pewność, że w momencie zagrożenia będą mogli wrócić. Wielu imigrantów również ma nadzieję opuścić Amerykę i wrócić do siebie, gdy warunki w ich ojczyźnie zaczną sprzyjać dostatniemu i bezpiecznemu życiu. Tak robi dziś wielu imigrantów z Indii i z Chin.

To samo działo się w Unii Europejskiej, kiedy Hiszpania została państwem członkowskim. Gdy stało się jasne, że granice są otwarte, wiele osób, które opuściło kraj nielegalnie, zdecydowało się na powrót.

Ostatnio UE powiększyła się o dziesięć państw z Europy Wschodniej. Nie doprowadziło to do masowych migracji. Spowodowało to jedynie radykalne zwiększenie możliwości inwestycyjnych dla całej Unii – bo przecież gdyby tak nie było, to nie powiększano by Unii co kilka lat. Państwa, które otworzyły się na imigrantów ze wschodniej Europy, jak Irlandia, czy Wielka Brytania odnotowały tak wysoki rozwój, że inne państwa nie mogą się doczekać dnia otwarcia granic.

Część obaw związanych z imigracja jest związana z tzw. bombą demograficzną. To są niczym nie podparte obawy. Narody Zjednoczone informują, że przyrost naturalny w krajach zarówno bogatych jak i biednych spada od 30 lat i będzie spadał. W bogatych krajach liczba urodzeń nie przewyższa liczby zgonów, co oznaczy, że młodzi imigranci mogą mieć istotne znaczenie dla utrzymania starzejących się społeczeństw.

Wolność a gęstość zaludnienia

David Boudreaux utrzymuje, że patrząc poprzez pryzmat historii, odsetek ludności napływowej w Ameryce jest dość niski, a obecna Ameryka jest bogatsza i ma większe możliwości przyjmowania imigrantów niż kiedykolwiek.

W porównaniu do lat 20. XX wieku, Ameryka ma dwa razy więcej lekarzy na osobę, trzy razy więcej nauczycieli na osobę i 50% więcej policjantów na osobę niż 80 lat temu. Jest więcej żywności, więcej opieki zdrowotnej, więcej powierzchni mieszkaniowej i więcej pracy niż kiedykolwiek. Bordeaux mówi „faktem jest, że Ameryka jest bogatsza, zdrowsza, przestronniejsza i ma więcej zasobów dziś, niż sto lat temu. I wiele z tego zawdzięczamy kreatywności i ciężkiej pracy imigrantów”.

Jak dużo ludzi może pomieścić Ameryka w najgorszym i w najlepszym przypadku?

Obszar Stanów Zjednoczonych, którego 30% posiada rząd federalny, mógłby pomieścić dziesięciokrotnie wyższą populacje niż obecna, a gęstość zaludnienia nadal nie byłaby większa, niż obecnej Japonii. Jeżeliby wpuścić tylko jeden procent tej liczby, to Ameryka pomieściłaby wszystkich uchodźców świata.

Prawda jest taka, że poza częścią ziemi posiadanej przed rząd federalny, która stanowi parki narodowe, istnieje cały obszar ziemi zarządzanej przez wąską grupę uprzywilejowanych obywateli. Ziemia niegdyś odebrana Indianom nie należy teraz ani do mnie, ani do innych obywateli USA. Praktycznie znajduje się ona w rękach ludzi mających wpływ na władzę w samorządach – leśników, pasterzy, górników i działaczy na rzecz ochrony środowiska.

Kontrola przeprowadzona w jednym z narodowych lasów wykazała, że rząd wydawał 13 dolarów na budowę leśnych dróg, za każdego dolara zarobionego na sprzedaży drewna. To nie jest oszczędność tylko okradanie podatnika w imieniu konkretnych grup nacisku.

Byłbym bardzo zadowolony, gdyby rząd szanował prywatną, uczciwie nabytą ziemię. Ziemia powinna być powszechnie dostępna dla tych, którzy mają do niej prawa, lub dla rolników. Jeżeli ma to być miejsce do życia dla milionów ludzi, zamiast krów czy piesków preriowych – to niech tak będzie.

Czy obywatele USA bardziej wolą otwarte przestrzenie niż miasta? Czy chcą mieszkać wśród wzgórz, z dala od innych? Niektórzy tak. A jest coraz więcej miejsca i dla tych, którzy wolą otwarte przestrzenie i dla tych którzy wolą miasta.

Ogólnie rzecz ujmując Amerykanie nie różnią się od innych ludzi i wolą mieszkać, i pracować w miastach lub na przedmieściach, które stanowią 3% powierzchni 48 stanów. Większość ludzi wybiera zatłoczone miasta – bo to tam jest życie.

To wyjaśnia dlaczego w latach 90. ubiegłego stulecia populacja stanu Nowy Jork zmalała, a miasta Nowy Jork wzrosła.  Podobnie stało się w Kalifornii, populacja stanu zmalała, a miasta wzrosła. A zatem na wsiach jest więcej miejsca, a więcej dzieje się w zatłoczonych miastach.

Każdy kto leciał nad Stanami wie, że zaludnienie jest gęste w pewnych miejscach. Można godzinami lecieć nad praktycznie nie zamieszkanymi obszarami. A nawet pusta ziemia jest atrakcyjna, gdy prawo gwarantuje wolność.

Najczęstszym miejscem wycieczek mieszkańców Hawajów są pustynie Nevady, ale to nie otwarte przestrzenie przyciągają turystów, a kasyna Las Vegas, gdzie hazard jest legalny. Legalizacja gier hazardowych sprawiła, że Las Vegas stało się najszybciej rozwijającym regionem w kraju.

Etyka wolności

Każdego czwartego lipca Amerykanie z dumą powtarzają za Thomasem Jeffersonem, że jest niezaprzeczalnym, iż wszyscy ludzie są równi, że Stwórca obdarował wszystkich niezbywalnymi prawami, wśród których jest prawo do życia, wolności i poszukiwania szczęścia. Słowa Jeffersona są bardziej aktualne dziś, niż gdy były spisywane.

Chcę powtórzyć, z całą mocą, czerpiąc odwagę i stanowczość z przykładu wszystkich imigrantów na przestrzeni dziejów, że nie powinniśmy ani dzielić, ani racjonalizować, ani ograniczać wolności.

Ameryka powinna wziąć udział w walce z lękiem, uprzedzeniami, zwyczajami i prawem ograniczającym wolność. Jest to i praktyczne, i humanitarne, a nade wszystko etyczne. Pozwólmy Ameryce stać się kołem zamachowym wolności. Pozwólmy milionom imigrantom cieszyć się wolnością, tak jakbyśmy sobie tego sami życzyli, będąc na ich miejscu.

Tłumaczenie za zgodą autora:  Bartosz Rumieńczyk

2 comments

  1. Krzysztof Nowak

    Byłem dzisiaj na dwóch wykładach profesora w Sosnowcu, super sprawa:>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *