Karol Korczak

Karol Korczak: Teorie praw własności w wolnorynkowym anarchizmie

Po burzliwej dyskusji na temat koncepcji praw własności przedstawionej przez Hansa Hermanna Hoppego, omówiłem koncepcje praw własności alternatywne wobec dyskutowanej, wywodzące się z ideologii, które mogą być zakwalifikowane jako wolnorynkowe i anarchistyczne. Nurty myśli, które wybrałem jako reprezentatywne to utylitarny anarchokapitalizm w myśli Davida Friedmana i mutualizm, ideologia, która swój początek wzięła w myśli Pierre’a Proudhona i była rozwijana współcześnie przez Kevina Carsona. Wybrałem je dlatego, że wydają się prezentować zupełnie inne podejście do rozwiązania problemu rzadkości zasobów niż „Austriacy”, a jako koncepcje anarchistyczne, oparte zostały na solidnych założeniach teoretycznych.

U Davida Friedmana podstawą decyzji o alokacji zasobów jest efektywność gospodarowania nimi. Zgodnie z poglądami ekonomii głównego nurtu odrzuca związek ekonomii z moralnością, nie uznaje jakichkolwiek reguł innych niż efektywność za mogące decydować o własności. Cóż więc może o nich konkretnie decydować? Z tego, że jestem efektywny w korzystaniu z jakiegoś dobra, wynika, według Friedmana, moja zdolność do utrzymania go w kontroli. Anarchokapitalizm utylitarny odrzuca inne reguły niż prawo siły.

Ma to pewne konsekwencje w teoretycznych już możliwościach, jakie dać może jego wprowadzanie w porządek społeczny. Jeżeli, dla przykładu, w systemie monarchii absolutnej pojawiłaby się wola króla, aby wprowadzić taką wersję anarchokapitalizmu, to król ów mógłby zrobić niezupełnie to, czego mogliby się po nim spodziewać anarchistyczni idealiści. Mógłby przed abdykacją i wycofaniem się z regulowania aktywności swoich poddanych i pobierania podatków przypisać wszystkie istniejące w ramach jego królestwa zasoby sobie jako prywatnej osobie – a wtedy mógłby utrzymać zarówno podatki, zwane teraz czynszem, jak i kontrolę nad tym, nad czym tylko chce. Do tego przykładu autorstwa Murray’a Rothbarda należy dodać, że to nie byłoby bezużyteczne z punktu widzenia porównań monarchii z demokracją dokonywanych przez Hoppego w książce „Demokracja – Bóg, który zawiódł”, ponieważ ustrojem moralnie wyższym jest w tym porównaniu bezwzględnie monarchia. Jeżeli więc utylitarny anarchokapitalizm nie odrzuciłby panowania króla, to przynajmniej zablokowałby przejście od monarchii ku demokracji, które w historii było zjawiskiem tak powszechnym, że należy sądzić, że monarchie świata nie były przed demokracją odpowiednio zabezpieczone. Tak więc stanowisko Friedmana zdaje się być właściwym dla współczesnych rojalistów i innych reprezentantów skrajnej prawicy.

Odrzucenie innych niż efektywność reguł w zarządzaniu zasobami ma pewne ciekawe konsekwencje w podejściu Friedmana do problemu interwencji państwowych. Jeżeli chcemy w jakimś kraju znieść cła, to krok taki będzie dla niektórych ludzi bardzo korzystny, niektórzy jednak z pewnością stracą. To, że stracą swoją uprzywilejowaną pozycję wynikłą z wcześniejszego wprowadzenia ceł, nie ma dla utylitarysty znaczenia, i w tym kontekście inaczej, niż Hoppe rozumie on kryterium Pareto. Według Friedmana zniesienie ceł nie jest efektywne w sensie Pareto, dlatego też, dla konsekwencji, musi on je odrzucić i zastąpić kryterium Marshalla, aby móc być nadal przeciwnikiem utrzymywania ceł. Kryterium Marshalla zakłada, że działanie jest korzystnie dla dobrobytu społeczeństwa, jeżeli suma użyteczności działań dla osób, których działanie dotyczy jest dodatnia. Z tej perspektywy można określić utylitarny anarchokapitalizm jako koncepcję mocno konkurencyjną wobec stworzonej przez „Austriaków” koncepcji anarchokapitalizmu opartego na prawach naturalnych, w której podstawą jest własność i niezależność jednostki.

Koncepcja własności w mutualizmie odcina się od terminu „własność” i proponuje w zamian pojęcie „posiadania”. Posiadanie nie jest relacją między człowiekiem a rzeczą, która może trwać niezależnie, co się z tą rzeczą i tym człowiekiem dzieje. Jest to prawo do korzystania z dóbr natury w celu realizacji swoich potrzeb poprzez pracę, czyli przekształcanie tych dóbr w coś bardziej użytecznego. To praca jest jedynym usprawiedliwieniem dla posiadania, dlatego też mutualiści odrzucają takie aktywności ekonomiczne jak czerpanie zysków z posiadania papierów wartościowych czy wynajmu. Sprzeciwiają się również pracy najemnej. Trzeba tu dodać, że widać pewne podobieństwo w koncepcji tzw. geolibertarianizmu opartej na myśli Henry’ego George’a. Według George’a, jedyny podatek, jaki można usprawiedliwić, to podatek od ziemi, ponieważ ziemia, jako jedyna, nie powstała na skutek niczyjej pracy. Własność ziemi nie jest absolutna, lecz sankcjonowana przez społeczeństwo, które może część tej własności zabrać w formie podatku, by finansować własne cele. O popularności tej koncepcji świadczy fakt, że podatek gruntowy jest wpisany jako jeden z niewielu proponowanych podatków w programie Unii Polityki Realnej.

Wydaje się, że można wskazać takie przypadki konfliktu interesów, w których właściwe wydaje się być rozstrzygnięcie oparte o uznawanie prawa do korzystania z dostępnych dóbr poprzez pracę. Weźmy przykład Pawła i Gawła, którzy, w świetle krytyki teorii dóbr publicznych przedstawionej przez Hoppego, powinni zawrzeć przed wspólnym zamieszkaniem w jednym domu skomplikowaną umowę regulującą wszelkie nieprawidłowości. W omówionym na ostatnim spotkaniu tekście Hoppe potwierdza to: odpowiedzialną za konflikt stroną jest ten, kto jako drugi wysunął żądanie w spornej sprawie. Jeśli chce on zmiany w sprawie, co do której decydowanie jest kwestią sporną, to musi osobie, która przywłaszczyła sobie dany teren czy prawo do danej działalności jako pierwsza, zapłacić. A jednak wydaje się, że w przypadku braku umowy dotyczącej dokuczającego nam zza ściany hałasu mamy w jakimś sensie rację, domagając się spokoju. Co więcej, racja ta zależy od tego, czy rzeczywiście w danym miejscu mieszkamy, a więc czy używamy dobra będącego przedmiotem konfliktu. Korzystamy nie tylko z dobra określonego przez zasadę pierwotnego przywłaszczenia, ale wielu rzeczy zbyt trudnych do zdefiniowania, takich jak na przykład spokój, które można w tym przypadku zbiorczo określić jako potrzeba szacunku do wysiłków związanych z dostosowywaniem jakiegoś miejsca do stałego przebywania w nim. Jeśli bowiem uznamy, że Gaweł może hałasować, ile chce, spowoduje to niepewność Pawła co do tego, czy w nowym miejscu, do którego się wyprowadzi, nie czekają go jakieś inne, trudne do przewidzenia niespodzianki. Toteż będzie miał on ograniczoną motywację do, na przykład, kupowania sobie nowych mebli czy prowadzenia prac remontowych.

Innym ciekawym przykładem jest konflikt związany z ograniczaniem emisji dwutlenku węgla do atmosfery przez działalność człowieka w celu zapobieżenia rzekomym zmianom klimatu. Zwolennicy takich regulacji inwestują spore fundusze, aby przekonać opinię publiczną do swoich racji; przeciwnicy regulacji starają się natomiast wykazać, że ocieplenie nie będzie miało miejsca, bądź będzie niezależne od działalności człowieka, i w związku z tym ograniczanie emisji dwutlenku węgla nie jest dla ludzkości szkodliwe. Zasadność wprowadzenia regulacji uzależniamy więc od tego, czy może wpłynąć niekorzystnie na korzystanie przez kogoś z dóbr natury w związku z niekorzystnymi rzekomo zmianami klimatycznymi. Nie ma raczej sensu natomiast udowadnianie, że dany kraj ma prawo robić z powietrzem nad jego terytorium to, co mu się żywnie podoba.

Niezależnie od takich subtelnych przykładów zastosowania laborystycznej, czyli wynikającej z pracy, teorii wartości, mutualistom chodzi o bardzo konkretne i radykalne zmiany społeczne. Przykładem na zmianę własności zgodną z teorią posiadania był przypadek fabryki ceramiki ZANON w Argentynie. Fabryka ta została opuszczona i zamknięta przez swojego właściciela. Ale potem zdesperowani i bezrobotni byli pracownicy włamali się na teren zakładu i wznowili jego działalność. Według mutualistów, przejęli oni po prostu pełną kontrolę nad tym, co i tak posiadali i było to moralnie słuszne.

Powyższe alternatywne teorie etyki własności wydają się trudne do zaakceptowania, wydaje się jednak, że sama teoria „Austriaków” również może prowadzić do kontrowersyjnych rozstrzygnięć. Gdy zakładamy jako jedyne kryterium pierwotne przywłaszczenie, nie liczy się czas ani to, co się teraz z daną rzeczą dzieje, ale tylko to, czy kiedyś należała do kogoś innego i została mu odebrana bez jego zgody. Zgodnie ze swoim ideowym nastawieniem Murray Rothbard proponuje wypłacić odszkodowania murzynom za to, że ich przodkowie byli zmuszeni do niewolniczej pracy. Idąc tą linią rozumowania, o wiele łatwiej można zgodzić się na wywłaszczenie Polaków posiadających majątki na ziemiach odzyskanych odebrane Niemcom na podstawie ustaleń traktatu Poczdamskiego.

Spójrzmy więc, jak do tej kwestii odniósłby się David Friedman. Prawdopodobnie poparłby on również roszczenia wysiedlonych, ale z zupełnie innego powodu. RFN od wielu lat poprzez rozmaite kroki prawne i dyplomatyczne dąży do odzyskania ziem zachodnich. Jednym z ważnych posunięć w tym kierunku było wciągnięcie Polski do Unii Europejskiej, do której Niemcy przecież dopłacają. W tym kontekście można uznać, że Polacy nie zainwestowali wystarczająco, aby sprzeciwić się wywłaszczeniu, ponieważ jeżeli będzie miało ono miejsce, to będzie konsekwencją długotrwałych wysiłków naszych sąsiadów.

Inne zdanie na temat wysiedleń mieliby za to prawdopodobnie mutualiści. Ponieważ Polacy zamieszkali na ziemiach zachodnich korzystają z nich, wykorzystując ją do własnej pracy, nie jest uprawnione przekazanie prawa do dysponowania tymi dobrami komuś innemu, tym bardziej, że nowi właściciele niekoniecznie przeprowadzali by się do Polski, by dysponować swoją własnością, ale chcieliby być może zarabiać na wynajmie odzyskanej ziemi dotychczasowym właścicielom.

Należy dodać, że niezależnie, z którą z tych trzech teorii się zgadzamy i którą uważamy za prowadzącą do najlepszej alokacji zasobów, wszystkie trzy są w miarę spójne i dałoby się je z sukcesem wprowadzać w życie. W związku z tym każda z nich może w przyszłości stać się podstawą dla wydawania orzeczeń przez prywatne sądy. Być może teoria pierwotnego przywłaszczenia jest z nich trzech najlepsza – ale jeśli sprawiedliwość ma powstać nie przez jakieś odgórne zarządzenie, ale oddolną inicjatywę ludzi, którzy będą chcieli stanowić własne prawa, czyli w anarchii, to może być zależna od wartości moralnych ludzi zamieszkujących różne kraje. I tak wydaje się, że prawo siły jako główna racja decydująca o własności może być zastosowana w krajach Azji Centralnej, gdzie silne struktury klanowe czy plemienne zastąpią obumarłe państwa w kształtowaniu porządku społecznego. Z kolei koncepcja mutualistów mogłaby odnaleźć zwolenników w zindywidualizowanych społeczeństwach Europy Zachodniej, szczególnie we Francji, kraju Pierre’a Proudhona i Benjamina Tuckera. Czas pokaże, która z trzech wartości będzie się liczyć w kształtowaniu własności najbardziej: praca (u mutualistów), obrona (u Friedmana), czy informacja (u „Austriaków”).

Karol Korczak

Referat ten został wygłoszony na spotkaniu warszawskiego Klubu Austriackiej Szkoły Ekonomii 16 grudnia 2008 roku.
***
Tekst pochodzi z bloga autora.

9 comments

  1. FatBantha

    IMHO, to jeden z lepszych tekstów, jakie się ostatnio pokazały na Liberalis.pl. Gratuluję zarówno autorowi jak i redakcji.

    A teraz idę zabrać się za składanie kompa, optując za aksjologicznym kombem: obrona+informacja, albo lepiej informacja+obrona. Do zobaczyska!

  2. fndr

    Nie rozumiem tego: „przeciwnicy regulacji starają się natomiast wykazać, że ocieplenie nie będzie miało miejsca, bądź będzie niezależne od działalności człowieka, i w związku z tym ograniczanie emisji dwutlenku węgla nie jest dla ludzkości szkodliwe. ”

    „Należy dodać, że niezależnie, z którą z tych trzech teorii się zgadzamy i którą uważamy za prowadzącą do najlepszej alokacji zasobów, wszystkie trzy są w miarę spójne i dałoby się je z sukcesem wprowadzać w życie.”
    Albo nie rozumiem idei Friedmana, albo uważa on, że każdy system jest anarchokapitalizem i zawsze wszystko jest ok, no bo skoro Centralny Planista czy Cesarz sprawują kontrolę nad jakimiś zasobami, to automatycznie oznacza to, że są ich prawowitymi(w tym sensie, a zatem trochę tautologicznie) właścicielami. I choć może to jest spójne logicznie, to niesłychanie jałowe jako teoria. Trochę tak, jakby każda relacja własności była „rozumna”, nawet ta łącząca bandytę złapanego na gorącym uczynku z tym, co trzyma w rękach 😉

  3. kapron Post author

    Zatwierdzilem. Wybacz ze dopiero teraz, Twoj komentarz umknal mi w nawale spamu jaki jest zatrzymywany przez filtr.

  4. Dobrze Urodzony

    No ale to był zarzut Rothbarda, który chciał doprowadzić poglądy Friedmana do absurdu. Swoją drogą, jeśli uznamy, że państwo ma takie samo prawo do zagarniania cudzej własności, jak każdy z nas, to dominuje ono nad nami tylko przemocą, a więc, według La Boetiego na przykład, powinno natychmiast przestać funkcjonować, bo wszyscy odmówią posłuszeństwa, wszak nie jesteśmy zbyt chętni, by oddawać nasze pieniądze bandytom spotkanym na ulicy…

  5. Bartek Dziewa

    „No ale to był zarzut Rothbarda, który chciał doprowadzić poglądy Friedmana do absurdu.”
    no dobra, ale albo coś ważnego przemilczałeś opisując poglądy Friedmana, albo mi i fndrowi coś umknęło, albo jednak one są tym absurdem.
    jeśli poglądy Friedmana wyglądają tak, jak je przedstawiłeś, to równie dobrze mógł on powiedzieć: „anarchokapitalizm zachodzi zawsze, a wszelkie działania państwa możemy usprawiedliwić tym, że jest ono w stanie kontrolować swoje terytorium.”
    tyle, że z tego usprawiedliwienia nic nie wynika, bo każdy może uznać siebie za właściciela tego terytorium (lub jego części) i starać się przejąć i utrzymać nad nim kontrolę. tak na dobrą sprawę, to nic z takiego poglądu nie wynika, oprócz spostrzeżenia, że nasze relacje nie opierają się na żadnej wizji sprawiedliwości, tylko na sile – ale to pewnie dla niewielu libertarian jest spostrzeżeniem odkrywczym.

  6. jaś skoczowski

    tyle, że z tego usprawiedliwienia nic nie wynika, bo każdy może uznać siebie za właściciela tego terytorium (lub jego części) i starać się przejąć i utrzymać nad nim kontrolę. tak na dobrą sprawę, to nic z takiego poglądu nie wynika, oprócz spostrzeżenia, że nasze relacje nie opierają się na żadnej wizji sprawiedliwości, tylko na sile – ale to pewnie dla niewielu libertarian jest spostrzeżeniem odkrywczym.

    Ale przy takim ujęciu można postulować zwycięstwo silniejszego lub tworzenie sytuacji, w której żaden silniejszy nie może się wyłonić. Czyli albo dogeatdog, albo unia egoistów.

  7. Bartek Dziewa

    OK, tylko po co to nazywać wolnorynkowym anarchizmem? Jeśli właściciel ustala prawo na swojej ziemi, a podział tej ziemi nie opiera się o pokojowe (rynkowe) relacje międzyludzkie, tylko o siłę, to jasne jest, że te siłowe relacje podzielą ludzi na rządzących i rządzonych.
    ten problem nie dotyczy oczywiście tylko ujęcia Friedmana, ale jeśli dla niego siła jest wystarczającym (jedynym) kryterium, to znaczy, że celem postulowanego przez niego systemu w ogóle nie jest uczynienie tych relacji pokojowymi.
    taki pogląd uznaję więc za celny (ale mało odkrywczy) jako opis obecnych relacji międzyludzkich, ale jako wizja ładu społecznego, do którego ludzie mogliby dążyć, jest on według mnie bezużyteczny.
    może coś ważnego pominąłem – odnoszę się tylko do tego, co przeczytałem w powyższym referacie…

  8. Dobrze Urodzony

    Polecam tekst o anarchii i bikini, chciałbym zacytować:

    Jest różnica pomiędzy tym, na co jakieś instytucje pozwalają, a tym, co one nakazują. Jeśli w społeczności kapitalistycznej wszyscy są przekonani o atrakcyjności jakiegoś wspólnego celu, nie ma nic w strukturze kapitalistycznych instytucji, co zabraniałoby współdziałania po to, by go osiągnąć. Kapitalizm pozwala na konflikt celów, ale go nie nakazuje. (…)
    Idealna obiektywistyczna społeczność z ograniczonym rządem jest lepsza od społeczności anarchokapitalistycznej w ściśle tym samym sensie, co społeczność socjalistyczna jest lepsza od kapitalistycznej. Socjalizm z doskonałymi ludźmi działa lepiej niż kapitalizm z niedoskonałymi; ograniczony rząd z doskonałymi ludźmi działa lepiej niż anarchokapitalizm z niedoskonałymi.

    U Friedmana jest raczej problem z tym, o czym nie mówi. Nie jest „Austriakiem”, a zatem podstawowe kategorie dotyczące natury ludzkiego działania są dla niego mniej interesujące, wyższość anarchokapitalizmu ma u niego podłoże ekonomiczne, nie moralne. Co więcej, kiedyś podobno skrytykował filozofię obiektywizmu, pokrewną poglądom „Austriaków”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *