cynik9

cynik9: „Executive order 6102”

czyli o demokratycznym bezprawiu sprzed 75 lat
Równo 75 lat temu, 5 kwietnia 1933, prezydent kraju szczycącego się tradycjami wolności i prawa wydał dekret konfiskujacy złoto w prywatnym posiadaniu swoich podmiotów. Był nim słynny dekret (executive order) numer 6102. Ci którzy zgodnie z konstytucyjnym wymogiem od początków republiki używali złota i w nim widzieli rekojmię stabilności i bezpieczeństwa zostali w bezceremonialny sposób obrabowani przez swój własny rząd. Rzad który demokratycznie wybrali cztery miesiące wcześniej.

All persons are hereby required to deliver on or before May 1, 1933, to a Federal Reserve Bank or a branch or agency thereof or to any member bank of the Federal Reserve System all gold coin, gold bullion and gold certificates now owned by them.” – [wymaga się aby wszystkie osoby dostarczyły do dnia 1 maja 1933 lub wcześniej do rezerwy federalnej, jej biura lub agencji albo do dowolnego banku systemu rezerwy federalnej wszytkie złote monety, złoty bulion i certyfikaty złota obecnie w ich posiadaniu.]

grzmiał executive order 6102 Roosevelta.

Wymaga się… Żelazna rządowa rurka owinięta w miękki welwet demokracji. A dla tych anty-demokratycznych typów które by nadal wierzyły w “land of the Free” i jego konstytucyjne mrzonki nie chcąc się podporządkować rządowym wymaganiom artykuł 9 dekretu przewidywał przykładne kary. Grzywna do $10000 lub więzienie do lat 10. Suma $10000 była przy tym w owych czasach olbrzymia skoro dom kosztował kilka tysięcy dolarów.

Zapewniamy tych Drogich Czytelników którzy być może pierwszy raz się o tym dowiadują że nie jest to spóźniony żart prima-aprilisowy. Rzecz istotnie miała miejsce w kwietniu, przed 75 laty. Rząd istotnie, w pełnym majestacie prawa, obrabował swoich obywateli. Nie była to dyskretna, rozłożona na dłuższy czas inflacja czy też jakieś wstydliwie wprowadzane kuchennymi drzwiami podatki. Był to zuchwały rabunek z bronią w ręku w biały dzień.

W swojej wyrozumiałości, za uncję zrabowanego złota rząd nie odpłacał się kulką w łeb lub Gułagiem, co bywało preferowanym kursem wymiany w niektórych innych miejscach. Wręcz przeciwnie, posiadacz uncji złota oddawał ją otrzymując za nią papier warty $20.67, czyli obowiązujący wówczas parytet złota. Dopiero w kilka miesięcy po konfiskacie złota parytet ten rząd podniósł skokowo do $35 za uncję, dewaluując tym samym dany wcześniej masom papier z miejsca o 75% i pokazując im środkowy palec.

Przypominamy te ważne wydarzenia sprzed 75 lat jako memento tego co potrafi zrobić jak najbardziej demokratycznie wybrany rząd, i do jakich demokratycznych łajdactw w pełnym majestacie prawa może się posunąć. Niech służy to jako wartościowa odtrutka dla tych którzy skłonni są ulegać wszechobecnemu praniu mózgów o walorach demokracji jako “jedynej drogi”, demokratycznego rządu który stoi “po twojej stronie” i, ostatnio, magii demokratycznego euroimperium do którego przyłączono niezależny kraj.

W Ameryce po “twojej” stronie 75 lat temu był jedynie koniec lufy pistoletu trzymanego przez rząd. Nie pierwszy i nie ostatni raz władza pokazała do czego jest zdolna. Pokazała że rabunek przez bandytów w środku nocy czy przez demokratyczny rząd w środku dnia niczym się nie różnią. Zresztą kto wie, być może nawet bandyci są preferowani bo przynajmniej odpada poniżenie słuchania propagandy po fakcie że to dla twojego dobra.

W tym miejscu jakiś obrońca demokracji być może się obruszy i powie że przejaskrawiamy sprawę. Może nie było tak źle skoro z tego co wiemy nikt do kryminału za łamanie executive order 6102 nie poszedł. Nie było nocnych nalotów i walenia kolbami w drzwi. Nie było pokazowych procesów i kajania się skruszonych przestępców że zataili jedną uncję złota gdzieś na strychu. Amerykanie, w końcu nie najbardziej znani z obywatelskiego nieposłuszeństwa, nie dali się pędzić jak barany na rzeź i masowo zignorowali dekret władzy. Świadczą o tym ciekawe dane z poniższej tabeli, pochodzące z pracy M.Friedmana i A.Schwartz, “A Monetary History of the United States 1867-1960”.

kliknij aby powiększyć

Jak widać z tabeli, wskutek pogłosek o grożącej konfiskacie już na kilka miesięcy przed nią całkowita ilość złota w cyrkulacji spadła o ponad jedną trzecią. Wygląda na to że Amerykanie porwali za szpadle i zawczasu zakopali swoje dobra pod gruszką. Czyli zrobili mniej więcej to co myślący obywatel powinien zrobić ilekroć demokracja zapewnia go że “chce jego dobra”, ha, ha, ha, ha.

Warto zauważyć że rezerwy całkowite również spadły, co wskazuje że złoto znikneło także z prywatnych sejfów bankowych.

Z tabelki wynika dalej że na mocy executive order 6102 skonfiskowano łącznie zdumiewająco mało złota bo tylko 3.9 miliona uncji (17.8 – 13.9). Oznacza to około 1/5 złota oficjalnie w obiegu czyli jedynie co piątą monetę. Wkrótce po konfiskacie zaprzestano oczywiście publikowania odnośnych statystyk. Co z resztą złota? Rząd uznał – podaje Friedman – że pozostałe 80% złotych monet “zaginęło, zostało zniszczone, zostało wyeksportowane lub znajduje się w kolekcjach numizmatycznych”.

No więc czy rzeczywiście było aż tak źle i niedemokratycznie, czy może nie? Otóż było. Rzecz jednak w tym aby widzieć te turbulentne wydarzenia w pełnym kontekście.

Z perspektywy lat jest rzeczą bezdyskusyjną że w całym tym skandalu nie chodziło o żaden finansowy manewr niezbędny do wychodzenia z depresji. Nie chodziło o jakieś specyficzne programy do których sfinansowania potrzebna była większa ilość złota. Innymi słowy, państwowy rabunek złota w biały dzień, jaki by odrażający nie był, wielkiego łupu państwu nie przyniósł.

Ale i nie o konkretny łup w uncjach złota tutaj chodziło, naszym zdaniem. Chodziło przede wszystkim o pokazowe rozbrojenie ludzi, o spacyfikowanie ich niezależności gwarantowanej przez złoto i zdanie ich na łaskę i niełaskę omnipotentnego rządu. Używając dzisiejszej terminologii był to w większym stopniu akt terroru na własnej populacji, niż akt rabunku. W żargonie wojskowym “shock and awe” zamiast regularnej wymiany ognia. Socjaliści pokroju Roosevelta dorwali się do władzy i mieli już w głowach gigantyczne plany odgórnego ulepszania społeczeństwa w kierunku opiekuńczego raju. Daleko w Kraju Rad towarzysz Stalin świecił właśnie przykładem a w domu nastroje pesymizmu Wielkiej Depresji sprzyjały uległości mas. Do realizacji tych planów potrzebowali jednego – nieograniczonego kredytu. Maszyn drukarskich pracujących na okrągło i furgonetek do rozwożenia money. Na przeszkodzie tym planom stał standard złota. Należało więc ten barbarzyński relikt unieszkodliwić.

Wyjaśnił to elokwentnie po latach nie kto inny jak młody Alan Greenspan, którego cytujemy za wcześniejszym wpisem Złoto i Wolność:
„The financial policy of the welfare state requires that there be no way for the owners of wealth to protect themselves. This is the shabby secret of the welfare statists’ tirades against gold. Deficit spending is simply a scheme for the confiscation of wealth. Gold stands in the way of this insidious process. It stands as a protector of property rights. If one grasps this,one has no difficulty in understanding the statists’ antagonism toward the gold standard.”
[Polityka finansowa państwa opiekuńczego wymaga aby właściciele mienia nie mieli żadnej możliwości obrony. To jest brudny sekret tyrad polityków państwa opiekuńczego przeciwko złotu. “Deficit spending” jest po prostu metodą konfiskaty mienia. Złoto stoi na drodze tego podstępnego procesu. Stoi na straży prawa własności. Gdy ktoś to pojmie, z łatwością zrozumie antagonizm polityków do standardu złota.]

Morałów w tej historii jest kilka, a każdy równie wartościowy. Na dzisiaj proponujemy ten. Długoterminowe inwestowanie w kontekście emerytalnym polega w swojej istocie na metodycznym gromadzeniu przyszłej siły nabywczej. Niekoniecznie oznacza to gromadzenie papieru. Jest to długi rejs samotnego kapitana na statku z ładunkiem który przeprowadzić należy poprzez liczne rafy, poprzez hossy i bessy, paniki i euforie. W rejsie tym pewna pozycja w złocie fizycznym jest uczciwym sprzymierzeńcem każdego kapitana. W rejsie tym rząd jest wiatrem w nos a jego emerytalne systemy to nabierający wody Titanic. Im więcej wody w Titanicu tym większa szansa że panikujący rząd dopuści się terroryzmu i bezprawia. Nie daj się złapać swoim statkiem w wir gdy Titanic rządowych emerytur pójdzie na dno.

cynik9

2 kwiecień 2008 r.

***

Tekst był wcześniej opublikowany na blogu dwagrosze

Zezwolenie na przedruk dotyczy wyłącznie witryny liberalis.pl.
Ogólne zasady przedruku można odnaleźć bezpośrednio na blogu dwagrosze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *