8 września 2026

Zbigniew Jankowski „DEMOKRACJA – ucieczka z europejskiej cywilizacji”

Jak wynika z badań antropologii kultury, każde hierarchicznie zorganizowane społeczeństwo tworzy mity, które umożliwiają ludziom gloryfikację swojej struktury społecznej i czczenie elity władzy. Zachodnia cywilizacja przemysłowa posiada w swej spuściźnie również szereg mitów, które warunkują jej istnienie. Jednym z największych i najbardziej wysławianych jest mit demokracji, która etymologicznie oznacza rządy ludu. Paradoksalnie jednak obywatele współczesnych społeczeństw przemysłowych są świadkami, dokonującego się poza ich kontrolą i bez ich akceptacji, tzw. „procesu globalizacji”, czyli budowy największej w historii totalitarnej struktury władzy, nazwanej przez samych jej twórców Rządem Świata. Bankier James Paul Warburg, doradca prezydenta Roosevelta, oświadczył dobitnie przed ponad pięćdziesięcioma laty, że „Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Świata stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia”.(1) James Paul Warburg był synem czołowego eksperta bankowości XX wieku, głównego architekta Systemu Rezerw Federalnych oraz założyciela Rady Stosunków Międzynarodowych, wpływowej antydemokratycznej organizacji politycznej, sponsorowanej najhojniej przez zagorzałych orędowników tworzenia globalnej machiny władzy, członków potężnej dynastii przemysłowo-finansowej the Rockefellers, zarządców systemu produkcji i dystrybucji najważniejszego surowca energetycznego, od którego zależy istnienie i prosperita współczesnej cywilizacji przemysłowej.

Procesowi niezwykle gwałtownej monopolizacji władzy, który dokonywał się wraz z rozwojem przemysłu, towarzyszyła walka ludności o swoje prawa. Owoce tej walki wykorzystywane były przez liderów przemysłu do tworzenia mitu, rozpowszechnianego przez mechanizm promocji amerykańskiej kultury, zwany eufemistycznie public relations, że kapitalizm wielkoprzemysłowy jest systemem ekonomicznym warunkującym demokrację i rozwija się w duchu idei wolności. Trudno jest jednak, przyglądając się historii w sposób nawet bardzo gruntowny, znaleźć intelektualnie satysfakcjonujący argument, który byłby w stanie poprzeć tę naiwną tezę. 

Demokratyzacja życia publicznego, jaka dokonywała się pod wpływem idei oświeceniowych w Ameryce, była rezultatem bardzo ważnego procesu demograficznego, który postępował w obrębie cywilizacji zachodniej, a mówiąc ściślej na jej peryferyjnym obrzeżu. Polegał na wielkiej fali migracji w kierunku zachodnim w poszukiwaniu nowych terenów osadniczych poza granicą państwa amerykańskiego. Na proces ten jako pierwszy zwrócił uwagę i elokwentnie go opisał wybitny badacz amerykańskiej historii Frederick Jackson Turner. Stojąc przed zebranymi w Chicago w roku 1893 członkami Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego odczytał esej, który całkowicie zmienił dotychczasową interpretację amerykańskiej historii, opisywanej do tej pory jako boski proces „powalania drzew i Indian”. Jego tzw. „tezy graniczne” opublikowane później pt. „The Frontier in American History” nazwano jedną z najważniejszych prac historycznych na temat znaczenia obszarów granicznych w rozwijającej się cywilizacji.

Gwałtowne zasiedlenie Ameryki w XIX wieku dokonało się jako rezultat UCIECZKI z zachodniej cywilizacji, ucieczki od instytucji ograniczających wolność ludzi i to nie tylko ucieczki ze znienawidzonej Europy ale również ucieczki z budujących swą bajeczną fortunę miast wschodniego wybrzeża. Poważnym i często artykułowanym problemem elit wschodu była ciągła migracja ludności w kierunku zachodnim. Ten proces demograficzny był jednocześnie najważniejszym czynnikiem demokratyzacji społeczeństwa amerykańskiego. Bo nie marzenie o wielkim bogactwie ale ekonomiczna niezależność była kwintesencją wysławianego republikanizmu, a „klasa średnia … żyjąca tak samo z dala od pokus wielkiego bogactwa, co ekstremalnego ubóstwa” stanowiła najpewniejsze zabezpieczenie demokratycznych pryncypiów, twierdził Charles Francis Adams. Gdyż, jak pisał bostoński publicysta William Schouler, są „dwa rodzaje cywilizacji w tym państwie. Jedna to cywilizacja wolności i druga: cywilizacja arystokracji i niewolnictwa”.(2) Uprzemysłowienie rozwijających się z protekcją państwa metropolii wschodnich przyczyniło się do rozwoju tej ostatniej. Skontrastowanie tych dwóch światów amerykańskiej rzeczywistości ukazał w sposób bardzo czytelny m.in. film „Far and Away”, przedstawiający losy irlandzkiej emigracji, nędzę Bostonu i obraz jeffersońskiego republikanizmu w czasie zasiedlania ostatnich, odebranych rdzennym mieszkańcom Ameryki, terenów Oklahomy w roku 1893.(3)

To właśnie w tym samym roku, Frederick Jackson Turner odczytał przed członkami Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego fragment z najnowszego biuletynu komisarza, odpowiedzialnego za przeprowadzenie spisu ludności w roku 1890, który zawierał informację następującej treści: „do roku 1880 państwo dysponowało granicznymi obszarami zasiedleń ale w chwili obecnej wielkość terenów niezamieszkałych jest tak mała, że pas obszarów granicznych można uznać za nieistniejący. (…) Dalszy ruch ludności na zachód nie jest więcej odnotowywany w naszych raportach”. „To krótkie oficjalne oświadczenie – podkreślał z naciskiem Turner – oznacza zakończenie wielkiego historycznego procesu. Do chwili obecnej historia Ameryki była w przeważającej mierze historią kolonizacji Wielkiego Zachodu. Istnienie obszarów dostępnej ziemi, ich stały ubytek i proces osadnictwa, postępujący w kierunku zachodnim, tłumaczą rozwój Stanów Zjednoczonych”, a więc i rozwój współczesnej cywilizacji zachodniej oraz ewolucję mitu wolności i demokracji.(4)

Olbrzymie obszary dostępnej ziemi w Ameryce były dla Europejczyków największym bogactwem, o jakim szary człowiek mógł marzyć. Ten bezcenny skarb, dawał szansę nowego, godnego życia, którego nie był w stanie zapewnić im stary kontynent, gdzie niemal cała ziemia Europy była własnością kościoła i wąskiej grupy arystokratycznych klanów rodzinnych. Ten prosty fakt, gloryfikujący ślepo swoją chrześcijańską tradycję Europejczycy, starają się do dziś bardzo skutecznie wycierać ze świadomości, czyniąc z Ameryki nie powód do wstydu ale dumy i nie inspirację do cywilizacyjnej refleksji ale próżnej, bałwochwalczej wyniosłości.

Demokracja nie pochodzi jednak ani z komnat Watykanu, ani z zza murów Windosru i też nie z parkietu na Wall Street bo „Democracy came from the forest”, jak wyraził to prosto i dobitnie Frederick Jackson Turner.(5)

Proces ekspansji w kierunku zachodnim stworzył trzy główne podziały amerykańskiego społeczeństwa. Pierwszym był odległy zachodni skraj osadnictwa w karczowanych lasach, drugim – obszar centralny dobrze rozwiniętych gospodarstw rolnych. Na wschodzie natomiast powstawał trzeci region rosnącego bogactwa, uprzemysłowienia i podziałów społecznych. Te trzy obszary, wraz z wielką falą migracji, przemieściły się ze wschodu na zachód przez cały kontynent amerykański w przeciągu jednego zaledwie stulecia. Głównym impulsem do tego procesu było pragnienie bycia wolnym i niezależnym, a więc chęć życia z pracy własnych rąk i bez konieczności poświęcania swego wysiłku dla bogacenia się innych. Perspektywa ta stała w oczywistej sprzeczności z interesami elit Bostonu, Filadelfii, Nowego Jorku czy Baltimore. Dlatego też ciągły ruch ludności, z którym wiązała się możliwość spekulacji i handlu ziemią, był zawsze przedmiotem machinacji prawnych, mających na celu utrzymanie procesu pod stałą kontrolą. Od początku istnienia państwa i dużo wcześniej w czasach kolonialnych wyznaczano granicę osadnictwa, której przekraczanie surowo karano w celu uniemożliwiania migracji na bardziej odległe obszary zachodnie, określane w języku angielskim jako „wilderness”, czyli tereny dzikie lub dziki zachód. Wiąże się z tym interesujące zjawisko kulturowe, które z przyczyn ideologicznych nie było przez historyków nagłośnione, a wiedza o nim nie docierała do Europy. W roku 1753, jeszcze przed powstaniem USA, Benjamin Franklin pisał w jednym ze swych listów, że gdy dziecko indiańskie dorasta wśród białych, cywilizowanie go jakoś nie przynosi skutków i przy pierwszej sposobności zawsze próbuje powrócić do swoich indiańskich bliskich, od których wykupienie go nie ma najmniejszej szansy powodzenia. Jednakże, „gdy młode osoby białej rasy, dowolnej płci, po wzięciu do niewoli przez Indian i po spędzeniu pewnego czasu pośród nich były wykupywane przez bliskich i powracały, by żyć wśród białych, to nawet jeśli traktowano je z najwyższą troskliwością – konieczną do nakłonienia ich, by pozostały wśród Anglików – w krótkim czasie i tak nasz sposób życia napawał ich taką odrazą i przynosił tyle cierpienia – jakiego nasz obyczaj wymaga – że przy pierwszej sposobności uciekały z powrotem, by żyć wśród natury [z Indianami], skąd nie było sposobności, by ich nawrócić”.(6) Te relacje o masowej i dobrowolnej „indianizacji białych” potwierdzane były przez innych. W 1782 r. francuski pisarz, mieszkaniec stanu Nowy Jork, Jean de Crèvecoeur odnotowywał, że „tysiące Europejczyków żyje wśród Indian i nie znamy żadnego przypadku, choćby jednego tubylca, który z własnej woli zostałby Europejczykiem”.(7)

Crèvecoeur, który nazwał Amerykę Północną „azylem wolności, kolebką przyszłego narodu i schronieniem dla wynędzniałych Europejczyków” opisywał ją w swoim znanym liście „Kim jest Amerykanin?” takimi słowami: „tu nie ma arystokratycznych rodów, nie ma dworów, nie ma królów, nie ma biskupów, nie ma kościelnych posiadłości, (…) nie ma wielkich wytwórców zatrudniających tysiące ludzi, nie ma wytwornego bogactwa. Bogaci i biedni nie różnią się tutaj tak bardzo jak w Europie. Z wyjątkiem mieszkańców kilku miast jesteśmy tu wszyscy gospodarzami na swojej ziemi od Nowej Szkocji po Zachodnią Florydę”, bo „nie mamy tu książąt, dla których musimy harować, głodować i wykrwawiać się, jesteśmy najbardziej idealnym społeczeństwem, jakie istnieje w tej chwili na ziemi”, chełpił się francuski pisarz.(8)

Jednak wbrew temu, co tkwi tak głęboko w naszej europejskiej świadomości, wbrew naszej mitologii, to nie przemysł wschodniego wybrzeża, nie technologia i na pewno nie instytucja państwa torowały mieszkańcom Ameryki drogę do szczęścia ale bezkresne połacie ziemi zachodu. Rozumieli to wszyscy. James Madison sugerował, że ekspansja terytorialna w kierunku zachodnim pozwoli republice uniknąć niebezpieczeństwa powstania wielkiej klasy permanentnie biednych obywateli. „Nikt, kto wchodzi do fabryki – komentował później robotnik firmy Waltham – nie myśli o pozostaniu w niej przez całe życie”, gdyż „człowiek, którego życie zależało od pracy najemnej – pisał historyk Eric Foner – uchodził niemal za tak samo zniewolonego, jak niewolnik z południa”.(9) Ludzie parli więc na zachód, byle dalej od cywilizacji, przesiedlając się w ciągu swojego życia często 4, 5 a nawet 6 razy. Przez ponad sto lat wszędzie, gdzie warunki życia ulegały pogorszeniu, czy to na skutek politycznych ograniczeń czy eksploatacji przemysłu, zawsze istniała jedna droga ucieczki: West, kojarzony przez wszystkich z indywidualizmem, szansą ekonomicznej równości, wolnością i współrządzeniem. Trudno było akceptować niekorzystne warunki płacowe i pozycję subordynacji społecznej, jakie tworzyło prawo wschodnich ośrodków przemysłowych, gdy ta obiecana ziemia wolności i równości była wolno dostępna. Dzikie obszary Zachodu, od Appalachów po wybrzeże Pacyfiku, stanowiły najcenniejszy dar, jaki kiedykolwiek złożony był w ofierze cywilizowanemu człowiekowi. Dla wszystkich gospodarzy i rzemieślników ze starego świata, skrępowanych łańcuchami społecznych ograniczeń klasowych, tak starych jak obyczaj i tak nieuniknionych jak los, pisał Frederick Jackson Turner, Zachód otwierał bramę do wolności i dobrobytu, jakie w swym rajskim bogactwie oferowała natura.

Do końca XVIII w. możliwości brytyjskiego osadnictwa w Ameryce, ograniczone do wąskiego 100-milowego pasa na wschodzie kontynentu, wynikały z braku lokalnych pokładów soli, służącej do konserwacji żywności. Każdy osadnik zmuszony był więc raz do roku odbywać długą drogę do wschodniego portu, by ją zakupić. Dopiero odkrycie lokalnych pokładów soli umożliwiło przekroczenie Appalachów i rozpoczęcie wielkiej fali migracji na zachód, najpierw zaludnienie doliny Ohio, a następnie tzw. środkowego zachodu (Midwest), czyli górnego dorzecza rzeki Mississippi – wysławianego „ogrodu świata”, „pola, teatru, fundamentu zachodniej cywilizacji”. Migracja na te tereny była oszałamiająca. W 1790 r. zaludniało je tylko 100 tys. osób, czyli 2,5% populacji USA. W 20 lat później żyło tam już ponad 1 milion osadników, stanowiących 15% ludności państwa, ale w roku 1840 na obszarze tym miało już swój dom aż 6 milionów ludzi, czyli co trzeci obywatel republiki.(10) Rzeka Mississippi stanowiła wielki szlak handlowy, który był powodem rozkwitu, założonego u jej ujścia jeszcze przez osadników francuskich portu New Orleans w Luizjanie. To właśnie zakup Luizjany był pierwszym niezwykle ważnym ze względów handlowych krokiem ekspansji terytorialnej USA. Wielka fala migracji, jaka napłynęła na tereny środkowego zachodu, sprawiła, że dostęp do tego regionu stał się przedmiotem rywalizacji miast wschodniego wybrzeża. Z tej rywalizacji jeden port wyłonił się zwycięsko. Swój rozkwit i bajeczną prosperitę miasto Nowy Jork zawdzięcza otwarciu w roku 1825 Kanału Erie. Powstały nowy szlak handlowy, między rzeką Hudsona i Wielkimi Jeziorami, połączył Atlantyk z wodami Mississippi i redukując koszty transportu o 95% rozpoczął legendarną historię światowej metropolii, perły międzynarodowego biznesu.

Dziwne – można by dzisiaj rzec – były to czasy, kiedy bogactwo powstawało na wschodzie, ale ludzie uciekali na zachód, do „wilderness”, czyli dzikiej puszczy. I wschód nie śnił się nikomu. Wszyscy marzyli o rozpoczęciu nowego życia tam, gdzie „równość zamiast przywileju i wolność zamiast dominacji”. Osadnicy, napływający jako pierwsi na tereny nieskażone zachodnią cywilizacją, zagospodarowywali ziemię ale odsprzedawali potem swe własności napierającym ze wschodu spekulantom, przemieszczając się dalej na zachód. Druga fala migracji niosła ze sobą kulturę, od której uciekano. „Then came the churches, then came the schools; Then came the lawyers, then came the rules” – dobrze opisywały ten proces słowa piosenki Marka Knopflera. (11)

Za masową falą migracji podążała machina władzy i korupcji prowadzące do monopolizacji własności, co w roku 1871 pewien wydawca z San Francisco, imieniem Henry George, opisywał tak: „nie tylko przekazujemy wielkie obszary ziemi nowych terenów w ręce małej grupy właścicieli ale robimy wszystko by ich tam utrzymać i powodować dalsze wchłanianie małych gospodarstw rolnych przez wielkie posiadłości. Koncentracja własności okazała się funkcją czasu. Wielkie miasto wchłania miasteczka. Bogaty kupiec niszczy biznes uboższego konkurenta; tysiące drobnych przedsiębiorców stają się pracownikami, wynajętymi przez właścicieli marmurowych pałaców; tysiące rzemieślników pracuje dla jednego bogatego przemysłowca, a olbrzymie korporacje – niepokojące produkty nowych impulsów gospodarczych, zainicjowanych przez Watta i Stephensona – same wchłaniane są przez jeszcze gigantyczniejsze przedsiębiorstwa. (…) O strategii gospodarczej rządzącej naszą polityką ziemską nie trzeba nawet mówić. Twierdzenie, że ziemia państwa powinna należeć do małej klasy społecznej, oznacza, że klasa ta ma nią rządzić; a twierdzenie – będące równoważnym – że naród tego państwa powinien składać się grupy bardzo bogatej i grupy bardzo biednej, oznacza, że republikanizm nie ma racji bytu. Można pielęgnować jego pozory; jednak rząd, który osłoni nimi swe intencje, wkładając maskę, jak w teatralnej komedii, będzie dużo niebezpieczniejszy od zadeklarowanego, świadomego despotyzmu”. (12)

Jego trzeźwe relacje doskonale uzupełniały statystyki. Odsetek bankructw, jakie zarejestrowano w USA w latach 1870-90, określa zastraszający wskaźnik 95%, a liczba strajków, w których zaangażowanych było około 7 milionów zdesperowanych robotników między rokiem 1881 a 1905 wynosiła blisko 37 000. Cywilizacja przemysłowa, która niszczyła republikańską utopię agrarną, była tragicznym konfliktem społecznym. Sam Alexis de Tocqueville już w roku 1837 wyrażał obawy, że powstająca w Ameryce nowa elita przemysłowa, „jedna z najsurowszych, jakie kiedykolwiek istniały”, przyniesie „trwałą nierówność warunków życia i ukształtuje nową arystokrację”.(13) I rzeczywiście, przemysłowcy „prowadzili swą grę wojenną przeciwko wszystkim z wielkim animuszem i bez żadnej litości”, pisano później o korporacjach kolejowych.(14) Historia amerykańskiej klasy robotniczej, jak podkreślał wielokrotnie i nie tylko Noam Chomsky, należała do najbardziej krwawych i brutalnych w całym świecie przemysłowym. Zdumiewające, że losy tego „azylu wolności” dla „wynędzniałych Europejczyków” potrafił przewidzieć główny współtwórca „eksperymentu”, Thomas Jefferson, który pisał w 1787 r., że społeczeństwo amerykańskie będzie cieszyć się swym szczęściem tak długo, dopóki pozostawać będzie narodem rolniczym. Trwać może to do czasu, aż nie wyczerpią się zasoby wolno dostępnej ziemi. Ale gdy tych zabraknie, Amerykanie „zostaną stłoczeni w dużych miastach, tak jak ludzie w Europie i żerować będą na sobie podobnie, jak dzieje się to tam”. Jefferson sądził co prawda, że na tak wielkim kontynencie jego ponura wizja może spełnić się dopiero za kilkaset lat.(15)

„Rozwój wielkiego biznesu – złowieszczo pisał jednak już kilkadziesiąt lat później John D. Rockefeller – to zaledwie potwierdzenie prawa przetrwania najlepiej przystosowanych, świadectwo działania praw natury i praw Boga”. Prawa boskie, jakich przestrzegał ten bogobojny filantrop, obejmujące groźby, przekupstwa, oszustwa, szykany i wspieraną przez państwo policyjną przemoc, umożliwiły jego korporacji Standard Oil prowadzenie wojny ze wszystkimi producentami ropy naftowej w kraju. Był to bowiem okres powstawania nowej korporacyjnej rzeczywistości. „Ten proces – obwieszczał Rockefeller – to początek tworzenia się wielkiego systemu nowoczesnego zarządzania produkcją. On zrewolucjonizował zasady prowadzenia przedsięwzięć gospodarczych na całym świecie. Nadszedł na to czas. I musiał nadejść (…) Weszliśmy w erę kooperacji – jak nazywał monopole magnat przemysłu naftowego – Czasy indywidualizmu odeszły i nie wrócą już nigdy”(16) …tak jak marzenie o demokracji i wolności, po których pozostał nam dziś już tylko mit… niczym wspomnienie po raju utraconym w niewolniczej, przemysłowej rzeczywistości.

Zbigniew Jankowski
 

PRZYPISY:___________________________________________________________________

(1) J.P. Warburg, w wystąpieniu przed Komisją Spraw Zagranicznych Senatu USA, 17.02.1950;

(2) E. Foner, Free Soil, Free Labor, Free Man: The Ideology of the Republican Party Before the Civil War, Oxford University Press, 1995, s. 17, 70;

(3) R. Howard, Far and Away (Za horyzontem), Universal Pictures Imaging Entertainment, 1992;

(4) F. Jackson Turner, The Frontier in American History, Dover Publications, Inc., 1996, s. 1;

(5) tamże s. 154, „Amerykańska demokracja powstała w lesie”;

(6) B. Franklin cytowany przez Fredericka Turnera w Beyond Geography: The Western Spirit Against the Wilderness, publikowane w Against Civilization. Readings and Reflections edited by John Zerzan, s. 64;

(7) J. de Crèvecoeur cytowany w R. Slotkin, Regeneration Through Violence. The Mythology of the American Frontier, 1600-1860, Wesleyan Univerisity Press, 1979, s. 265;

(8) H. Nash Smith, Virgin Land. The American West as Symbol and Myth, Harvard Univerisity Press, 2005, s. 127;

(9) E. Foner, Free Soil, Free Labor, Free Man, s. xxiv, 17;

(10) F. Jackson Turner, The Frontier in American History, s. 177, 193;

(11) M. Knopfler, Telegraph Road, Love Over Gold, Vertigo Records, 1982, inspiracją do napisania piosenki, jak wspominał jej autor, była podróż autobusowa drogą 24, zwaną też Telegraph Road, prowadzącą z Detroit w kierunku północnym do miasta Pontiac, Michingan i wyobrażenie procesu, który doprowadził do przekształcenia ‘wilderness’ (dzikiej puszczy) w cywilizację przemysłową;

(12) H. Nash Smith, Virgin Land, s. 191;

(13) K. Phillips, Wealth and Democracy. A Political History of the American Rich, Broadway Books, New York, 2002, s. 3;

(14) A. Trachtenberg, The Incorporation of America. Culture and Society in the Gilded Age, Hill and Wang, 2007, s. 80 i 81;

(15) H. Nash Smith, Virgin Land, s. 206, fragment listu Thomasa Jeffersona do Jamesa Madisona z Paryża z 1787 r.;

(16) A. Trachtenberg, The Incorporation of America, s. 86.

qatryk

O autorze

qatryk

Zobacz wszystkie teksty tego autora w archiwum Liberalis.

Wszystkie teksty autora: qatryk

Dyskusja

70 odpowiedzi do „Zbigniew Jankowski „DEMOKRACJA – ucieczka z europejskiej cywilizacji””

  1. Stadanrd Oil wspierany przez państwo? Prof. D. T. Armentano podaje tą firmę jako sztandarowy przykład błędnych maintreamowych teorii o monopolach. Wg niego SO zyskała swoją pozycję dzięki trafnym inwestycjom, innowacyjności etc. a nie koncesjom rządowym.
    Oj, ja bardziej wierzę mu niż autorowi powyższego tekstu, który trąci marksizmem: „wolność, równość”..

  2. Drogi Metalurgu.
    Właśnie przed chwilą przeczytałęm jeszcze raz życiorys Johna D. Rockefellera na Wikipedii i parę innych linków.

    Toż to nie życiorys tylko hagiografia. I ta innowacyjność czyli 39 kropel cyny by kanister z naftą nie przeciekał. Śmiechu warte. Jak czytam takie hagiografie, to mi już więcej nic nie trzeba.

    Tekst Zbigniewa Jankowskiego trąca marksizmem? Chyba tylko dlatego, że autor nie spełnia standardu Obowiązku Bycia Psychopatą. Co to za standard? W innym poście go znajdziecie.

  3. W tekście nie ma ani słowa o „Rockefellerze wspieranym przez państwo”. Jest natomiast wspomnienie o „przemocy wspieranej przez państwo” jako odniesienie m.in do masakry Ludlow Colorado, jednym z najbardziej znanych zdarzeń w historii przemocy przemysłowej i historii rodziny Rockefellers.
    (The Ludlow massacre refers to the violent deaths of 20 people, 11 of them children, during an attack by the Colorado National Guard on a tent colony of 1,200 striking coal miners and their families at Ludlow, Colorado in the U.S. on April 20, 1914. – wikipedia)

    Co do historii Standard Oil – który powstał rzeczywiście bez większej ingerencji państwa, pomijając oczywiście bariery celne chroniące rynek amerykański przed konkurencją – jest to najbardziej klasyczny przykład monopolu w historii kapitalizmu. Fortuna, pochodząca z tego przedsięwzięcia gospodarczego (które realizowało pod koniec XIX wieku ponad 90% produkcji świata) doprowadziła m.in do rozwoju dwóch największych instytucji finansowych XX wieku: National City Bank (dziś Citigroup) oraz Chase Manhattan Bank, a po drodze, do współudziału w powstaniu Federal Reserve System oraz uprzemysłowienia hitlerowskich Niemiec w latach 1930 poprzez współpracę z kartelem I. G. Farben nad rozwojem procesu hydrogeniazcji, niezbędnej do produkcji syntetycznego paliwa umożliwiającego Niemcom przystąpieie do wojny.

  4. Prawdopodobnie kooperację z kartelem IG Farben profesor D. T. Armentano zalicza do „trafnych inwestycji i innowacyjności”. Z pewnością do takiej „innowacyjności” zalicza też finansowanie przez Rockefellerów rozwoju amerykańskiej eugeniki, czyli jednej z najbardziej „trafnych inwestycji” filantropijnych, która tak ożywiła wyobraźnię rasową niemieckich przemysłowców w latach 30. i 40.

  5. „Standard Oil byla glowna sila rozwoju przemyslu naftowego w xix wieku. rozrosla sie z malej korporacji w ohio 1870 roku, z prawdopodobnie czteroprocentowym udzialem na rynku, do rozmiarow ogromnego konglomeratu w 1890 roku, kiedy miala 85 % udzial na rynku krajowym (!). ten wzrost byl skutkiem przebieglych negocjacji o rope naftowa, inteligentnych inwestycji w badania i rozwoj, rabatow od kolei, surowej kontroli finansow, pionowej i poziomej integracji w celu podniesienia efektywnosci, inwestycji w ciezarowki i rurociagi pozwalajace na bardziej efektywna kontrole nad transportem ropy n. i produktu koncowego oraz wielu innych innowacji. wewnetrznie generowana efektywnosc pozwolila firme na przejecie innych przedsiebiorstw i zarzadzanie dodatkowymi zasobami z taka sama efektywnoscia, a nawet rozszerzajac swoje operacje na rynki zagraniczne. efektywnosci SO. sprawiela, ze osiagnela ona ogromny sukces: utrzymywala niskie koszty i byla w stanie sprzedawac wiecej i wiecej przetworzonego produktu, zwykle po raz nizszych cenach na otwartym rynku.
    Ceny ropy spadly z 30 centow za galon w 1869 roku, do 9 centow w 1880 roku, 7,4 centow w 1890 roku i 5 centow w 1897. w latach poprzedzajacych federalna sprawe antytrustowa konkurenci rozrastali sie tak szybko, ze udzial SO w rynku przetworzonej ropy spadl z 85 % w 1890, do 64 % w 1911 roku. W tymze roku co najmniej 147 firm konkurowalo z SO, wlaczajac w to takich gigantow jak Gulf, Texaco, Union, Pure, Associated Oil and Gass oraz Shell.
    biorac poduwage ogromne zmiany w przemysle, ktore mialy miejsce po 1890 roku rozwoj rywalizacji nie jest zaskakujacy. Standard Oil, ktora zdominowala rynek ropy naftowej w Pensylwanii oraz krajowy rynek ropy, spotkala sie z konkurencja rozwoju wydobycia tego surowca w poludniowo-zachodniej czesci Stanow Zj. i z problemem spadku swiatowego popytu na rope.

  6. Wzrastajaca popularnosc oleju opalowego i benzyny oraz niezdolnosc SO do kontrolowania rynkowej podazy surowca (SO produkowal tylko 9 % krajowej podazy w 1907r.) praktycznie gwarantowaly, ze przemysl nie zostanie zmonopolizowany przez zadne przedsiebiorstwo.

    „Polityka antymonopolowa”, Dominic.T. Armentano;

  7. Dzięki Autorze za dodatkowe info. Zwłaszcza te dotyczące eugeniki.

    Spróbuję podrążyć w Netcie ten wątek.

  8. „Co do historii Standard Oil – który powstał rzeczywiście bez większej ingerencji państwa, pomijając oczywiście bariery celne chroniące rynek amerykański przed konkurencją – ”

    Co to znaczy 'bez większej ingerencji..’? Państwo nie założyło SO, lecz prywatni przedsiębiorcy.

    „Fortuna, pochodząca z tego przedsięwzięcia gospodarczego (które realizowało pod koniec XIX wieku ponad 90% produkcji świata)

    jak wykazałem wyżej to oczywiście nieprawda i gruba przesada. 😛

    ” doprowadziła m.in do rozwoju dwóch największych instytucji finansowych XX wieku: National City Bank (dziś Citigroup) oraz Chase Manhattan Bank, a po drodze, do współudziału w powstaniu Federal Reserve System”

    W jaki sposób?

    ” oraz uprzemysłowienia hitlerowskich Niemiec w latach 1930 poprzez współpracę z kartelem I. G. Farben nad rozwojem procesu hydrogeniazcji, niezbędnej do produkcji syntetycznego paliwa umożliwiającego Niemcom przystąpieie do wojny.”

    Oczywiście, zwalmy całą winę za masakrę wojenną na okropne korporacje i najnowszą technologie (min. dlatego stwierdziłem, że twój tekst trąci marksizmem).

  9. „Prawdopodobnie kooperację z kartelem IG Farben profesor D. T. Armentano zalicza do “trafnych inwestycji i innowacyjności”. Z pewnością do takiej “innowacyjności” zalicza też finansowanie przez Rockefellerów rozwoju amerykańskiej eugeniki, czyli jednej z najbardziej “trafnych inwestycji” filantropijnych, która tak ożywiła wyobraźnię rasową niemieckich przemysłowców w latach 30. i 40.”

    Przepraszam, ale to jest teoria spiskowa. Zresztą eugenika była wtedy bardzo popularna w całej niemal Europie (w tym takze w II RP) i była konsekwencją skrajnego pozytywizmu, ewolucjonizmu czy innych redukcjonistycznych doktryn, które 'zainspirowały’ późniejsze ruchy rasistowskie.

  10. Co do „równości i wolności”, które dla pana Metalurga trącą „marksizmem”, można wyciągnąć tylko jeden wniosek, odnośnie tego, kto tutaj rzeczywiście poddał się manipulacji mainstreamowej.
    Jeżeli „wolność” jest dla kogoś określeniem „marksistowskim”, to znaczy, że komunikowanie się dla niego straciło już kompletny sens. Pomińmy fakt, że np. hasło „wolność, równość, braterstwo” wywodzi się z oświecenia i bez niego trudno byłoby wyobrazić sobie walkę z monarchizmem, powstanie Stanów Zjednoczonych czy rozwój republikanizmu. Przemilczmy więc to, przypominając tylko słowa Reinholda Niebhura: „Głupota szarego człowieka sprawia, że postępuje on kierowany nie rozumem ale wiarą, a ta naiwna wiara wymaga tworzenia dla niego niezbędnych iluzji i emocjonalnie przekonującego superuproszczenia, które dostarczają prostemu człowiekowi ideolodzy i twórcy mitów po to, by utrzymać go na właściwym kursie”.

  11. Bardzo charakterystyczny sposób odpierania racjonalnych argumentów: „przepraszam ale to jest teoria spiskowa”, a „to trąci marksizmem”. A określenie: „monopol jest grubą przesadą”.

    Sam John D. Rockefeller był deklarowanym przeciwnikiem wolnego rynku. Tak jak każdy zresztą wielki przemysłowiec dążył do asekuracji i zabezpieczania rynku dla siebie. Uważał, że wolny rynek jest „niewydolny” i powoduje fluktuacje cenowe, co z kolei utrudnia produkcję. Sam o tym pisał. I dyskusja na temat tego czy Standard Oil był monopolem czy nie, jest jałowa. Jego wizją, realizowaną do dzisiaj przez członków jego rodziny było tworzenie wielkiej struktury przemysłowej, czli monopolu, nazywanego przez niego „kooperacją”.

  12. Panie Zbigniewie, po pierwsze to nieprawda, że przedstawiam 'mainstreamowy pogląd’ na świat, gdyż zasadniczo w mainstreamie mówi się tak: marksizm umarł wraz z dawnymi ustrojami”, a faktycznie on żyje nadal tylko zmienił formę i metody. Ale to zbędna dygresja.
    „Wolność” – rozumiem i ja popieram. „Równości i Braterstwa” już nie, gdyż one stoją w sprzeczności z tą pierwszą. Równość oznacza brak różnorodności i uniformizację, a kraina wolności taka być nie może, z czego twórcy konstytucji Stanów Zjednoczonych świetnie zdawali sobie sprawę i 'równość’ potraktowali po macoszemu, a nie na serio jak choćby w Rosjo Sowieckiej.

  13. Ależ mnie nie obchodzi co rzekomo myślał i powiedział Rockefeller. Mnie chodzi o fałszywy pogląd dotyczący samej spółki Standard Oil jakoby była 'kapitalistycznym monopolem’.

    „Bardzo charakterystyczny sposób odpierania racjonalnych argumentów: “przepraszam ale to jest teoria spiskowa”, a “to trąci marksizmem”. ”

    Kartezjusz tez miał 'racjonalne argumenty’… ale gdzie tu logika?

  14. Działalność Standard Oil spowodowała obniżenie kosztów produkcji nafty, co jest oczywistym efektem zwiększania skali produkcji – wie to każdy producent. Jest to również proces monopolizacji. Twierdzenie, że obniżenie kosztów produkcji jest dowodem na to że firma nie jest monopolem, to dowód niezorientowania w temacie. Tworzenie się monopoli jest wynikiem tej ekonomicznej oczywistości. Nikt nie powiększałby swojego przedsiębiorstwa, jeśli miałoby to wywołać wzrost kosztów produkcji. Dyskusja na ten temat w dzisiejszych czasach ma charakter dogmatyczny i wynika z głębokiego przekonania, że żyjemy w świecie „wolnego rynku”, co jest oczywistym nonsensem. Rozumuje się więc tak: że jeśli Standard Oil obniżył ceny nafty, to znaczy że nie był monopolistą, przyjmując że monopol podwyższa koszty produkcji. Monopol może podnieść koszty sprzedaży ale monopol obniża koszty produkcji. To oczywiste. Poza tym monopol nie oznacza, że ktoś musi posiadać cały rynek aby kontrolować rynek. Rockefeller pozostawił ok 10% rafinerii w USA, które mógł przejąć, tylko dlatego aby nie wywołało to złych reakcji opinii publicznej w tamtych czasach, gdy był „najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Stanach Zjednoczonych”.

  15. „Dyskusja na ten temat w dzisiejszych czasach ma charakter dogmatyczny i wynika z głębokiego przekonania, że żyjemy w świecie “wolnego rynku”, co jest oczywistym nonsensem.”

    Proszę nie „nawracać” nawróconego, ale historia Standard Oil to przecież czasy względnie wolnego rynku, więc nie rozumiem kompletnie tego zdania.

  16. W tym sensie Standard Oil był monopolistą, ale nie monopolistą w dzisiejszym znaczeniu, czyli takim ze wsparciem rządu.

  17. To nieprawda, że przedstawia pan mainstreamowy pogląd na świat???? Doprawdy??? Tak pan myśli? Gratuluję dobrego samopoczucia!
    Powiem panu, że jest to pogląd w 200% mainstreamowy. I powiem też dlaczego.

    Po pierwsze artykuł stara się opisywać proces industrializacji w kontekście utraty wolności przez obywateli państwa i ewolucji mitu demokracji w Ameryce. Nie ma pan na ten temat nic do powiedzenia, ale decyduje się pan stanąć do boju w obronie prawd wiary, twierdząc, że napisałem, iż „standarsd Oil był wspierany przez państwo” – co jest kłamstwem. Używa pan wyświechtanych metod mainsteamowej propagandy korporacyjnej posiłkując się „marksizmem” i „teorią spisową”, bez których ŻADNA współczesna mainstreamowa dyskusja polityczna nie może się odbyć. Polega to na wkładaniu w usta ludzi treści, których oni nie wypowiedzieli. Robi się to w celu zdyskredytowania argumentów, z którymi nie jest się w stanie dyskutować. Są to klasyczne zabiegi wzięte żywcem z mainsteamu. Do odparcia argumentów dotyczących przestępstw korporacji używa się zdania w rodzaju, z którego pan skorzystał: „no tak najlepiej całe zło zwalić na Amerykę (na kapitalizm czy na korporację)”. To jest proste zdanie dyskredytujące argument bo prowadzi do uogólnienia zarzutu na „cały wszechświat”, co wydaje się każdemu nonsensowne. Marksizmem i teorią spiskową można w mainsteamie wybronić każdego argumentu. Jest to zresztą zabieg bardzo lubiany i ceniony.
    Mainstream polega na obronie prawd dominujących w kulturze. Pan stanął w obronie symbolu kapitalizmu (the Rockefellers), zarzucając mi coś, czego nie wypowiedziałem.

    Poza tym, co najbardziej przerażające, nie interesuje pana, co na temat Standard Oil myślał jego twórca.

    Ron Chernow, autor obszernej i wyróżnionej biografii, „TITAN. The Life of John D. Rockefeller, Sr.” pisał: „Współcześnie, większość ludzi wyobraża sobie, że amerykańscy biznesmeni byli zawsze zwolennikami wolnej konkurencji. Ale w latach przemysłowego bumu po wojnie secesyjnej twórcami najbardziej znaczącej rewolty przeciw wolnorynkowemu kapitalizmowi byli nie reformatorzy i ideolodzy ale przemysłowcy, którzy nie byli w stanie zapanować nad fluktuacjami rynku. (…) Rockefeller niestrudzenie wyśmiewał „akademickich entuzjastów” i „sentymentalistów”, którzy oczekiwali, że biznes będzie dopasowywał się do ścisłych reguł konkurencyjności. (…) W ten sposób Rockefeller w zmowie z innymi kapitanami przemysłu niszczył konkurencyjny kapitalizm prowadząc do powstania kapitalistycznych monopoli”.

  18. Ameryka drugiej połowy XIX wieku, z cłami, potężnym dotacjami dla transportu (koleje), kryminalizowaniem ruchów robotniczych itp przykładem „względnie wolnego rynku”? Każda z tych „nieznacznych” ingerencji państwowych miała niebagatelny wpływ na akumulację korporacyjnego kapitału (zwłaszcza dotowanie kolei, obniżającej koszta transportu na duże odległości) – co stawia pod dużym znakiem zapytania tezę o „wolnorynkowej” (nawet „względnie”) genezie Standard Oil i innych, rodzących się wówczas korporacyjnych gigantów.

    Z Metalurga (aka SaberTooth aka FuriusZ) rzekomo taki „ekspert od wolności”, a jest najwyraźniej na bakier z niemal całym dorobkiem intelektualnym żyjących wówczas amerykańskich anarchistów indywidualistycznych (vide Tucker ze swoimi „4 monopolami”) oraz ich współczesnych epigonów (vide Kevin Carson), którzy szczegółowo przeanalizowali to, co „vulgar libertarians” pokroju naszego Metalurga nostalgicznie nazywają erą laissez-faire. Werdykt: „capitalism was statist from its very beginning” (Carson). Skoro zasypujesz nas cytatami z Armentano, to ja proponuję uważną lekturę tekstów z http://www.mutualist.org

    No i pytanko do p. Kuskowskiego i s-ki: jak idzie tłumaczenie „Studies…” Carsona? Przydałoby się takich tekstów, oj przydało. Trzeba nieść kaganek oświaty vulgarsom 😀

  19. Metalurg – ja z innej beczki. Słowo równośc może znaczyc bardzo wiele. Nikt tu nie ma na mysli równości w sensie unifikacji tylko chodzi o równośc w sensie tych samych zasad dla wszystkich a nie o to jak to zwykło być w kazdej cywilizacji że sa równi i równiejsi.
    Byc może jest to prawdą że równości w sensie własnie równości wobec prawa nigdy nie było i nie będzie, tak jak pewnie wolności ale sedno w tym aby walcząc o wolność nie zapominac że główną składową w niej zawartą jest własnie równośc zasad.

  20. Ameryka w drugiej połowie XIX wieku przykładem „względnie wolnego rynku”?

    Co to za „wolny rynek”, nawet „względnie”, z cłami, kryminalizowaniem ruchów robotniczych, ograniczaniem wolności wypowiedzi (zdaje się, że Bartek Kozłowski popełnił na ten temat jakiś dłuższy tekst lub komentarz na liberalis.pl), dotowaniem kolei itp? Ostatnia praktyka, jak twierdzi publikowany tu zresztą Carson, w sposób znaczący przyczyniła się do przyśpieszenia akumulacji kapitału w rękach korporacji (w tym SO), przez obniżenie kosztów transportu na duże odległości.

    Nie jest więc tak, jak sugeruje Metalurg i inni vulgar libertarians, że pozycja SO ma swoje źródło w wolnej grze rynkowej. Jest dokładnie na odwrót – za mitologiczną niewidzialną ręką rynku kryła się w istocie żelazna państwowa pięść.

    Swoją drogą, jak tam Panowie Kuskowski i s-ka prace nad tłumaczeniem „Studies…” Carsona? Przydałoby się takich tekstów, oj przydało. Trzeba nieść vulgarsom kaganek oświaty :p

  21. Działalność Standard Oil spowodowała obniżenie kosztów produkcji nafty, co jest oczywistym efektem zwiększania skali produkcji – wie to każdy producent. Jest to również proces monopolizacji. Twierdzenie, że obniżenie kosztów produkcji jest dowodem na to że firma nie jest monopolem, to dowód niezorientowania w temacie.

    Twierdzenie wprost przeciwne tym bardziej (dużo, duuuuużo bardziej). Zresztą to nawet nie jest błąd, ale syndykalistyczne brednie, gdzie każdy zdobywający niezależnie od tego jakimi środkami dominującą pozycję na rynku jest już wrogiem. Autorowi, który chciałby teoretyzować o rynku czerpiąc wiedzę z pism Chomsky’ego, chciałbym zakomunikować, że Chomsky nie miał żadnego, dokładnie ŻADNEGO pojęcia o ekonomii.

  22. „Twierdzenie wprost przeciwne tym bardziej (dużo, duuuuużo bardziej). Zresztą to nawet nie jest błąd, ale syndykalistyczne brednie, gdzie każdy zdobywający niezależnie od tego jakimi środkami dominującą pozycję na rynku jest już wrogiem.”
    – co pan Utrecht chciał tutaj powiedzieć i o jakich wrogach mówi, trudno jest dociec.

    „Autorowi, który chciałby teoretyzować o rynku czerpiąc wiedzę z pism Chomsky’ego, chciałbym zakomunikować, że Chomsky nie miał żadnego, dokładnie ŻADNEGO pojęcia o ekonomii”

    – przyznajmy, argument żałosny. Aby teoretyzować o ekonomii, która dotyczy każdego z nas, nie trzeba mieć żadnego o niej pojęcia. Każdy powinien uczyć się o niej dyskutować. W demokratycznym społeczeństwie każdy powinien mieć do tego prawo. To, że pan taką krytykę zgłasza, jest już wystarczająco kompromitujące dla idei wolnej wymiany myśli i demokracji. Ocena opinii polegać powinna na umiejętności odparcia argumentu. Gdyby udało się panu obalić jakikolwiek argument, który wygłosił Chomsky, powinien pan spróbować napisać na ten temat artykuł. Z pewnością miałby pan szansę zabłysnąć.

    Ekonomia jest w naszej kulturze sztuką kłamstwa i służy tylko i wyłącznie do racjonalizowania mechanizmów eksploatacji człowieka przez człowieka. Kłamstwo, dotyczące tzw „wolnego rynku” który nigdy nie istniał i nigdy nie powstanie”, charakteryzuje tę wiedzę chyba najlepiej.

  23. Demokratyczne prawa generalnie latają mi w przestrzeni pomiędzybokserkowej, więc autor niechaj będzie łaskaw nie wyjeżdżać mi tutaj z rewolucyjną retoryką.

    Szanowny autor ustawia sobie Standard Oil jako wroga „wolności, równości i braterstwa” (której to triady wewnętrzna sprzeczność została wspomniana wyżej). Nie ma znaczenia, że Standard Oil było modelowym przykładem działania wolnego przedsiębiorcy na wolnym rynku, bez pomocy demoliberalnego lewiatana – jest „monopolistą” i koniec. Precz z kapitalizmem, niech żyje klasa robotnicza!

    Pojęcie o ekonomii czerpie się ze zdrowego rozsądku, tak jak czyni to Szkoła Austriacka, kiedy jednak komuś ideologia „wolności, równości i braterstwa” przyćmiewa pole widzenia, to nie jest w stanie zdrowym rozsądkiem się posługiwać. Chomsky’emu ideologia ta nie przyćmiewała umysłu w momencie, kiedy zajmował się filozofią języka (bo nie było ku temu żadnych przesłanek) i dlatego miał tam spore osiągnięcia, natomiast kiedy wkraczał na grunt teoretyzowania o społeczeństwie, to zaczynała się zabawa. Wtedy owszem, można było wygłaszać tezy typu „ekonomia jest sztuką kłamstwa”, „ekonomia służy interesom burżuazji wyzyskującej klasę robotniczą” etc. etc. Jest to bowiem bardzo wygodny zabieg w momencie, gdy ekonomia mówi, że kiedy wprowadza się „wolność, równość i braterstwo”, to w sposób konieczny zaczyna się śmierdzące niczym onuce radzieckich czołgistów bagno.

  24. „Nie ma znaczenia, że Standard Oil było modelowym przykładem działania wolnego przedsiębiorcy na wolnym rynku, bez pomocy demoliberalnego lewiatana ”

    No nie wiem, może głupi jestem, jakkolwiek w moim odczuciu w tym właśnie rzecz tkwi, że nie było żadnego wolnego rynku..

  25. >>Aby teoretyzować o ekonomii, która dotyczy każdego z nas, nie trzeba mieć żadnego o niej pojęcia. Każdy powinien uczyć się o niej dyskutować.

    Hmmm… Czyli uważa Pan, że to, co do tej pory inni w takim teoretyzowaniu osiągnęli, jest nieistotne w wyjaśnianiu pewnych zagadnień, wobec których wobec tego należy zastosować „czystą logikę”? Moim zdaniem, należy uczyć się dyskutować o ekonomii przez studiowanie dotychczasowych osiągnięć ekonomii jako nauki.

    Ekonomia to nauka o ludzkim gospodarowaniu, która wywodzi ogólne reguły z pewnych założeń. Ekonomia według szkoły austriackiej zakłada, że człowiek działa w oparciu o konkretne reguły, niezależne od historycznych i geograficznych uwarunkowań, dążąc do realizacji subiektywnie wybranych przez siebie celów. Tak więc istotne jest przy omawianiu zjawisk ekonomicznych, z punktu widzenia austriaków, aby oddzielać je w toku myślenia, choćby dla przejrzystości, od pewnych faktów historycznych lub nadawać im jakiś teoretyczny kształt. Przy całej gamie interesujących faktów przytaczanych przez Pana tego mi jakoś brakuje.

    Jeśli pisze Pan, że skutkiem obniżania kosztów produkcji, czyli, jak rozumiem, skutkiem rozwoju gospodarczego, jest powstawanie monopoli, to z uznaniem takiego stwierdzenia jako ogólnego prawa zgodzić się nie mogę. Rozwój gospodarczy na teoretycznie zdefiniowanym wolnym rynku nie musi się ograniczać do tej jednej firmy, która przez wdrażanie lepszych rozwiązań posiada pozycję uprzywilejowaną. Poprzez przepływ wiedzy i kapitału każda innowacja zostaje wykorzystana przez wielu konkurentów, bo ludzkie działanie charakteryzuje się niesamowitymi możliwościami dostosowawczymi. Co jest nieprawidłowo oceniane w tym wszystkim, to sprawa bankructwa. Jeśli te inne firmy nie mogły nadążyć za tym, co robił Rockefeller, czyli nie były w stanie produkować taniej, to może dobrze, że zbankrutowały – może zarządzali nimi mniej sprawni menedżerowie? Przemiany na wolnym rynku polegają na konkurencji zdolności i możliwości.

    Tyle teoria wyceny. Ale w rzeczywistości Rockefeller mógł nie grać uczciwie, skoro, jak Pan pisze, szantażował i oszukiwał. Może – ale skoro tak, to trzeba przyznać, że korzystał z pomocy państwa, bo to samo państwo nie pozwalało w tym samym stopniu oszukiwać i szantażować innym ludziom, tłumiąc strajki. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest system demokratyczny, w którym sukces wyborczy zależy od finansowych możliwości, i to nie tylko na etapie kampanii, ale w codziennym procesie przenikania się światów polityki i biznesu. Do jakiego to doszło absurdu, widzimy dzisiaj, gdy rząd USA skupuje od banków tracące na wartości papiery wartościowe powiązane z upadającym rynkiem nieruchomości i traci na tym miliardy.

    Jest jeszcze inna, rzadko uznawana wśród ekonomistów i polityków, aczkolwiek podawana przez austriaków przyczyna powstawania monopoli. Jest to ochrona patentowa. Patent pod pozorem wspierania postępu wspiera te firmy, które mają wystarczająco dużo pieniędzy, aby go kupić, co powoduje, że sytuacja tych lepszych podmiotów jest jeszcze lepsza. Być może u Rockefellera to też miało jakieś znaczenie.

  26. Do autora:
    1. Nie bronie Rockefellera – teraz to Pan wkłada mi usta coś, czego nie napisałem, choć wyraźnie napisałem, że chodzi tylko i wyłącznie o SO, który w mainstreamowych podręcznikach jest używany jako charakterystyczny przykład monopolizacja wolnego rynku. W tej materii ufam prawdziwości Prof. Armentano, który racjonalnie i logicznie obalił ten popularny paradygmat w historii ekonomii.
    Do kogoś innego:
    2. Taa… 'znawca wolności’.. ale co mnie obchodzi Tucker i inni anarchiści? Mieli swoje zasługi, ale czy je neguję, dyskontuję w jakikolwiek sposób? Znów wyjdę na 'głupka’, ale nie rozumiem do czego to była krytyka (’napinka’)?
    Do Quatryka:
    3. Zgadzam się, że na takim (metafizycznym) poziomie każdy jest równy, bowiem relacja właściciel-własność jest indentyczna zbudowana i niezależna od przypadłości materialnych (rasy, pochodzenia, poglądów etc.), lecz na tym owa 'równość’ się kończy, więc nie widzę powodu by stawiać ją w tym samym szeregu z wolnością i własnością (które rozumiem jako jedno i to samo).

  27. Do Autora raz jeszcze:

    Natrudził się pan, poświęcił te kilka minut dodatkowych minut ze swojego życia, by rozwinąć aspekt 'teorii spiskowych’, a nie połasił się pan na odparcie albo raczej udowodnienie, że działania SO pod wodzą Rockefellera przyniosły plon w postaci eugeniki i rasizmu w Niemczech..
    powtórzę: eugenika była bardzo popularna w całej niemalże Europie i była wynikiem wcześniejszych nastrojów intelektualno-filozoficznych spod znaku 'dominacji nauk przyrodniczych nad pozostałe’, 'skrajny empiryzm’ etc. – co całościowo można nazwać pozytywizmem.
    Nihil novi.