Wolności osobiste

cynik9: Gun control, wariaci i socjalizm

gun control – niezwykle rozciągliwe określenie oznaczające różne stopnie przeszkód prawnych na drodze obywatela do wejścia w posiadanie broni palnej. Notorycznie nadużywane przez socjalistów w celu dalszej erozji indywidualnych swobód obywatelskich.

Niebezpieczni wariaci są wśród nas, nie da się tego ukryć.

Jak ten 17-letni młodzieniec z Winnenden koło Stuttgartu który w swojej dawnej szkole urządził masakrę zabijając w sumie 15 osób. Albo jak szaleniec który kilka godzin przed tragedią w Winnenden zabił 10 osób w Alabamie. Są to wydarzenia tragiczne, emocjonalne, porażające bezsensownością przemocy i rozlewu krwi. Ich przyczyny są skomplikowane, psychologiczne, socjologiczne, środowiskowe. Nie podejmujemy się tutaj nawet pobieżnie dotknąć tematu.

Im jednak bardziej skomplikowane są przyczyny, tym bardziej proste recepty oferuje inny rodzaj wariatów pośród nas – z socjalistyczną na ogół orientacją – zwolennicy gun control. Broni palnej należy wg. nich zabronić, zakazać, zdelegalizować ją, wyrzucić. W najlepszym zaś razie pozwolić państwu wtykać nos wszędzie i we wszystko, zabraniając, nakazując, regulując i kontrolując. Robić wszystko byleby tylko ograniczyć wolnym, przestrzegającym prawa obywatelom dostęp do broni i zachować monopol do jej noszenia dla funkcjonariuszy państwa. Oraz oczywiście dla kryminalistów którym żaden glejt ze strony państwa nie jest potrzebny. Winny wg. socjalistów jest zawsze pistolet. Nigdy ten kto pociąga za cyngiel. Ten jest tylko bezwolną ofiarą okoliczności.

Masakra w Winnenden coś jednak nie za bardzo pasuje socjalistom. Tak by chcieli kolejnej okazji do wskazania palcem Ameryki gdzie nawet do McDonaldsa każdy chodzi podobno z coltem i gdzie przez nierówności społeczne trzeba się przedzierać z bronią w ręku. Może w Alabamie. Ale tu kicha. W bogatej i statecznej Badenii Wirtembergii nikt się przez nierówności społeczne z bronią przedzierać nie musi. Nawet jak by chciał to mu i tak nie dadzą. Bo tutaj akurat broń jest kontrolowana, oj jest. Jeśli można tak powiedzieć – po zęby, z niemiecką pedanterią.

Pozostaje więc tylko mamrotanie o dalszych zakazach, nakazach i przede wszystkim o dalszym zacieśnianiu kontroli wszechobecnego państwa nad obywatelem. Bo być może jednemu obywatelowi akurat strzeli coś do głowy i zacznie strzelać w głowy cudze. Najlepiej więc pozbawić hurtowo wszystkich wszystkiego co strzela.

Jeszcze gorszy czas mieli zwolennicy gun control kilka tygodni temu kiedy to szaleniec w Belgii zabił kilka dzieci w przedszkolu w Dendermonde koło Antwerpii. Już biegli z projektami delegalizacji wszystkiego co ma cyngiel kiedy okazało się że narzędziem zbrodni był zwykły nóż kuchenny. Zrobiło się trochę głupio, zważywszy że gospodynie domowe też tworzą elektorat, a te jak wiadomo noży używają także do innych celów.

Dla pełnej jasności – DwaGrosze nie są agentem National Rifle Association. Nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy za sprzedawaniem motłochowi z ulicy kałasznikowów z magazynkiem w byle kiosku Ruchu. Pewna doza rozsądku i umiaru musi być zachowana. Jeżeli gun control ma polegać na przykład na sprawdzeniu niekaralności kupującego w ciągu 7 dni roboczych, czy też jego rekordu psychiatrycznego, jesteśmy jak najbardziej za.

Jednak nie okłamujmy się. Nie chodzi tu o rozsądne sprawdzenie czy aplikant dostający broń nie jest czasem wariatem. Chodzi o hipokryzję przebranych za zwolenników gun control socjalistów, usiłujących wykorzystać każdą strzelaninę do zamachu na istotne wolności obywatelskie które prywatne posiadanie broni uosabia. Chodzi o odebranie obywatelom tego przywileju i scedowanie go wyłącznie na państwo. Odbierzmy w tym miejscu nadzieję tym zwolennikom gun control którym wydaje się że nie są socjalistami. Nie może być – albo albo! Blankietowa pozycja “za” jest kartą blanco za większymi prerogatywami rządu i za większą ingerencją państwa, a za mniejszą dozą wolności dla każdego. Jeżeli drogi czytelnik nie ma zamiaru kogoś zamordować w najbliższym czasie, powinien być zdecydowanie przeciw gun control, a nie za!

Instruktywny może okazać się przykład Szwajcarii, do bycia fanem której bezwstydnie się przyznajemy. Rozumiemy też dobrze czemu tak niewielu socjalistycznych zwolenników gun control widuje się w alpejskiej republice na nartach. Ponieważ pod kombinezonem musieliby nosić solidną kamizelkę kuloodporną, ha, ha, ha!

Powód jest prosty. Nie poddając się euro-socjalistycznej paranoi Szwajcaria jest nie tylko oazą rozsądku w Europie. Jest także oazą kultury broni palnej. Wywodzi się to z długiej tradycji właściwie pojętej wolności i ze zrozumienia że państwo jest dobrem wspólnym należącym do wolnych obywateli. A nie odwrotnie, jak chcą tego socjaliści w euro-landzie. Skoro tak to wolni obywatele mają nie tylko prawo ale i obowiązek go bronić, broń palną w to włączając jak najbardziej. I czynią to wytrwale i z powodzeniem od roku 1292.

Rezultatem tego jest kraj który nie ma permanentnej armii ale w którym wszyscy mężczyźni w pewnym wieku są żołnierzami. Każdy obywatel płci męskiej ma obowiązek odbyć trwające 3-4 tygodnie w roku szkolenie wojskowe. I czemu nie? Od czasów pierwotnych pierwszym obowiązkiem mężczyzny była zawsze obrona ogniska domowego i rodziny, a zaraz potem obowiązek udziału w obronie szerszej wspólnoty.

Ku zgrozie zinfantylniałej reszty Europy, a przede wszystkim socjalistów dostających wypieków na sam widok broni która może czasem wystrzelić, w trwającym około dekady okresie aktywności wojskowej każdy Szwajcar trzyma broń w domu. Co gorsza, nawet z amunicją. A na końcu rzecz najgorsza i zupełnie dla euro-socjalistów niezrozumiała – po ukończeniu aktywności wojskowej delikwent może swoją broń zatrzymać. Jak to? – pytają. Po co? na co? A no po to aby miał bliżej po nią sięgnąć i czym wygarnąć gdy zobaczy obcych palantów w mundurach maszerujących jego ulicą! Ot, po co. I po to aby bez czekania na rządową instrukcję wiedział za co złapać gdy usłyszy łomotanie do drzwi o 2 w nocy. Co nie każdy lubi.

Wielu w zalewanej socjalistycznym sosem Unii Europejskiej zupełnie zatraciło zdolność do ogarnięcia o co w tym wszystkim w ogóle chodzi. Zatraciło zdolność do pojęcia prostych praw. A chodzi o rzecz wagi podstawowej – o wolność. O autentyczną gotowość wystąpienia z bronią w ręku w obronie tego co drogie – swojego domu i swojego kraju. Sami Szwajcarzy mówią o tym jako o doktrynie jeża – najeżyć się tak aby zniechęcić do ataku nie zawsze przecież życzliwych sąsiadów. Przekonać ich że nawet gdy się odważą, ich koszty i straty będą niewspółmierne do zysków. Prawo do trzymania broni i amunicji w domu, i prawo do swobodnego ich noszenia, jest słusznie uważane za gwarancję narodowej niepodległości. Jest też filarem wolności obywatelskiej.

Ta doktryna obronna Szwajcarów okazała się zdumiewająco skuteczna. Od prawie 200 lat kraj jest nienaruszony, i ściśle neutralny, mimo szalejących wokół niego nawałnic. Nie byłoby to do osiągnięcia jedynie przez groźne marszczenie brwi. Jest możliwe dzięki troskliwe oliwionej broni i amunicji przechowywanej w domu i dzięki determinacji jej właścicieli aby jej użyć gdyby zaszła potrzeba.

Jeżeli więc są w ogóle jacyś wracający z nart w Szwajcarii socjaliści, to gwarantujemy że nic z tego nie zrozumieją. Będą sobie łamać głowę jak to jest możliwe że 7.5 milionowy naród z 2 milionami sztuk broni palnej w prywatnym posiadaniu jeszcze się całkowicie nie wystrzelał. Jak to jest możliwe aby tego państwo nie kontrolowało, nie nakazywało, nie zakazywało. I nadal będą snuć swoje własne plany delegalizacji wszystkiego co strzela w EU. Snuć plany o euro-imperium które wkrótce zaobrączkuje swoich obywateli dla ich dobra i zainstaluje kamery w ich sypialniach. Oczywiście tylko w celu gun control. Bo przecież jakiś obywatel mógłby jeszcze ukryć broń pod łóżkiem. Albo, co nie daj Boże, przespać się z bronią. 😉

cynik9

12.03.2009 r.

***

Tekst był wcześniej opublikowany na blogu dwagrosze

Zezwolenie na przedruk dotyczy wyłącznie witryny liberalis.pl.
Ogólne zasady przedruku można odnaleźć bezpośrednio na blogu dwagrosze.